Arcanterra rosła w siłę podpisując kolejne traktaty pokojowe, prowadząc handel wymienny i tworząc coraz więcej szlaków, dzięki którym mogliśmy poznać bliżej obce kultury. Warunki mieszkańców poprawiły się, a wszyscy wiedli naprawdę cudowne, pełne szczęścia życie. Czego chcieć więcej? Władzy.
Generał Azalthan zawsze charakteryzował się nadmierną wiarą we własną wartość i możliwości, a także wyniosłością, mimo tego nigdy na niego nie narzekano. Pełnił swoją funkcję bardzo rozważnie i traktował kapralów w odpowiedni sposób, do czasu... Nikt nie wie co tak naprawdę się stało, chodzą pogłoski, że to przez waderę, inni mówią, że przez treningi, a szepty mówią o energii. Azalthan powoli stawał się coraz bardziej agresywny, a ukazywanie swej siły na każdym kroku sprawiała, że jego ego rosło. Strach przed nim był tak silny, że nikt nie odważył się mu przeciwstawić, kiedy rozmawiano o następnym władcy. Tak właśnie on objął tron, traktując swoją straż, swoich poddanych... a nawet niewinne szczenięta w sposób naprawdę okrutny. Jego siła była wielka, żywioł ognia wszystko spopielał, nikt nie mógł stanąć na jego drodze.
Stawiano coraz więcej zamków dla niego i szlachty. Tak właśnie Azalthan podzielił wilki, oferując tym najsilniejszym i najpiękniejszym miejsca w zamkach, a tych, którzy mu nie odpowiadali umieszczał w wioskach. Niektórzy nie mieli szczęścia nawet na to i choć można pomyśleć, że ich po prostu wygnał, tak się jednak nie działo. Śmierć. Krew. Cierpienie. To sprawiało, że władca się uśmiechał, a wilki nie posiadające żywiołu, trzymał w lochach, żeby zabawić się jeszcze brutalniej. W tej krainie działo się naprawdę dużo, jednak takiego Cesarza nie było tutaj nigdy. Wiatr mówi, że przybył on tutaj z samej Malumterry.
Pycha zasłaniała mu oczy. Traktaty pokojowe miał za nic. Zaatakował pobliskie królestwa, nie przejmując się niczym. Odnosił zwycięstwa, co jeszcze bardziej go nakręcało i tutaj się zgubił. To czym się nie przejmował, to na co nie zwracał uwagi, to o czym nawet nie śmiał pomyśleć. Pokój. Przyjaźń. Pomoc. Cathardea odbiła swoją część ziem, zaraz potem zaatakowała Unia Dihagash, w której skład wchodziła Avesterra, Corcodilus oraz Viriditerra. Omnia w przeciwieństwie do Malumterry, nie pozostała obojętna i dzielnie starała się bronić swych ziem.
Wybuchła Wielka Wojna.
Cathardea zawsze pozostawała w neutralnych stosunkach z większością wyspy, a w razie wojny liczyła tylko na siebie, miotając wojskiem bez opamiętania.
Omnia zajmując kawałek ziem należących do króla Viriditerry rozpętała wojnę, do której zaangażowali się ich sojusznicy z Avesterry.
Unia Dihagash padła, mimo tego Corcodilus pozostał wierny swoim sąsiadom, a traktat między nimi został nazwany Traktatem Dihagash.
Malumterra nie mająca zbyt wielu wojsk, zmniejszyła swoją powierzchnię i nadal pozostawała w biernych stosunkach z resztą.
Arcanterra znikła z wyspy. Pycha Cesarza Azalthana doprowadziła nas do upadku, jednak nieliczni przeżyli. Udało się nam uciec przez portal i zamieszkać inne tereny planety Arcanas, głosząc swoją wiarę, szerząc swą kulturę i dbając o to, by Arcanterra była wieczna.