Trwające wątki
Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)
Blog oficjalnie nieczynny ;)
sobota, 29 października 2016
Issar - Taniec (1)
Wstałam dzisiaj dosyć późno. Poleżałam chwilę, zjadłam coś tam na śniadanie i zaczęłam się zastanawiać, co mogę dzisiaj robić. Nie mam nic przypadkiem na głowie? Hmm, w zasadzie, ostatnio myślałam nad nauką tańca. Jestem komikiem i przekonałam się już, że to właśnie taniec najbardziej wciąga wilki do wspólnej zabawy i czy widział ktoś w ogóle dobre przyjęcie bez tańca? No właśnie. Ruszyłam więc do biblioteki, szukając czegoś na ten temat. A długo szukałam, nie było tam chyba zbyt wielu kamieni dotyczących tej sztuki, w końcu jednak trafiłam na jakiś trop. Zabrałam przedmiot i uruchomiłam go, a wkrótce ukazała mi się jakaś postać. Całkiem ładna wadera. Stwierdziła, że jest tancerką i zapytała, czego chciałabym się od niej wiedzieć. Poprosiłam o jakiś fajny układ - co mi będzie tłumaczyć i w teorię się zagłębiać, skoro można przejść do praktyki? Hologramowa uśmiechnęła i się i zaczęła mi opisywać układ, który sama wymyśliła. Prezentowała określone ruchy, opowiadała, podpowiadała, a końcu stwierdziła, że jestem gotowa i... zerwała połączenie. Zdziwiłam się, szybko odłożyłam kamień na miejsce, po czym uśmiechnęłam się do siebie i zaczęłam tańczyć... na środku biblioteki. Ten właśnie układ - chciałam bowiem tylko sprawdzić, czy wszystko dobrze zapamiętałam. Nie był to trudny układ, chyba dobry dla początkujących, a jednocześnie bardzo ładny, składał się bowiem z wolnych, delikatnych i ciągłych, ale jednocześnie bardzo artystycznych, gimnastycznych nawet ruchów... Jak fale morza w spokojny dzień. Gałęzie drzew, trawa kołysana przez lekki wiatr. Jakaś historia. A, że był całkiem też zmysłowy, spodobał się szybko większości obecnych w bibliotece. Po zakończeniu z dumą na twarzy, ale i delikatnym uśmiechem opuściłam pomieszczenie i wróciłam do siebie.
piątek, 28 października 2016
Sarissa Złoty Cyprys
Urodziłam się i wychowałam na obrzeżach królestwa, jako członek jednego z wędrujących klanów. Swoje moce odziedziczyłam po ojcu, który niejednokrotnie ułatwiał stadu wędrówki dzięki swej mocy. To jednak jego spokój, rozwaga i mądrość dały mu status człona rady plemienia. Nawet jeżeli ojciec był przybyszem, zaakceptowanym przez klan z lekkim niepokojem i początkową niechęcią. Mama za to była czystą krwią z krwi klanu. Wywodziła się z dość starej rodziny. Jej charakter jednak sprawił, że nikt nie traktował jej nigdy poważnie. Zawsze była rozmarzona, niespokojna, za czymś goniła nie mogąc usiedzieć w miejscu. Tata kochał ją za to, choć sprawiała mu od zawsze mnóstwo kłopotów. Tak więc jestem podobna bardziej do taty, choć nie całkowicie. Od zawsze interesowały mnie miejsca będące poza moim zasięgiem i, choć wysłuchałam wielu ostrzeżeń, opuściłam klan, żeby szukać swojego miejsca w świecie. Pierwszym przystankiem okazał się las. Miejsce piękne i względnie bezpieczne...
Płeć: Samica
Kolor oczu: Żółte
Kolor sierści: Czarny
Wysokość: 73
Kolor sierści: Czarny
Wysokość: 73
Masa: 38
Imię: Sarissa
Przydomek: Złoty Cyprys
Wiek: 2
Żywioł: Ziemia
Imię: Sarissa
Przydomek: Złoty Cyprys
Wiek: 2
Żywioł: Ziemia
Foxy - Kolejne czarne bydle
Dzień jak co dzień, czyli pomaganie w budowie zamku. W prawdzie została nam jeszcze tylko część od strony ogrodów jak i same ogrody, a potem to już tylko urządzanie i wykańczanie wnętrz. Nasi rzemieślnicy dostali tyle zamówień na drewniane przedmioty, że pewnie się nie wysypiają, ale zresztą... to nie mój interes. Ja jedynie czym się ostatnio zajmuję to pilnowaniem tych szczyli, wiadomo młode to i głupie, więc nawet na budowie się do niczego nie przydają. Nie mają żywiołów.
Dzisiaj postanowiłam wybrać się na zniszczone tereny, bowiem magowie ziemi mogą tam czegoś doświadczyć. Ziemia i roślinki, w sumie to może nawet wodnych natchnie na odkrywanie mocy? W końcu to oni są odpowiedzialni za ożywanie i leczenie, chociaż czy to będzie działać też na florę? Nie jestem pewna, można spróbować.
Spokojnym krokiem zmierzałam ku miejscu zbiórki, bowiem nasze sale lekcyjne nie były jeszcze zdatne do użytku, aż tu nagle zza jednego korytarza wyszedł wilk... czarny basior. Już miałam na niego krzyczeć, żeby przestał mnie śledzić, kiedy zorientowałam się, że to ktoś inny. Nie mamy tu wiele czarnych samców, tak samo jak i samic, więc musi to być ktoś nowy.
- Cześć. Zgubiłeś się? - zapytałam łagodnym tonem głosu, przyglądając mu się nieco uważniej.
Rozglądałem się w około. Teraz szedłem przez taką dużą polanę, w oddali majaczyły jakieś drzewka, pagórki... Nie wiem, gdzie właściwie trafiłem, ale powiem, że dosyć tu brzydko. Wszystko gnije. Trawa jest brzydka, mało jej na czarnej, pofalowanej ziemi... Drzewa leżą połamane, zaczynają już się rozkładać, śmierdzi wokół wilgocią i zgnilizną. Wygląda, jakby tutaj przeszła powódź. Albo tornado. Albo oba naraz. A i jeszcze ten rozwalony (albo na wpół zbudowany, w sumie nie wiem) pałacyk na horyzoncie. Co to właściwie jest za budowla? Trzeba sprawdzić. Właśnie tam szedłem.
Drogę przez gaik pokonałem szybko, i zaraz stanąłem u wrót pałacu. Okej, raz dwa, szybko wspiąłem się po kamiennych schodach, na których znajdowało się kilka pęknięć i mocą telekinezy otworzyłem z rozmachem ogromne, drewniane wrota. Te wyglądają akurat na nowe. Hmm... W środku widziałem kamienne korytarze, wszędzie dużo drzwi. Na ścianach wisiały jakieś prowizoryczne ozdoby, jakby ktoś chciał na szybko ocieplić wnętrze. Ruszyłem długim korytarzem, ostrożnie stawiając łapy, nie wiedziałem bowiem, czy stare zamczysko nie jest przypadkiem zamieszkiwane.
Było. Bo nagle usłyszałem za sobą czyjś głos.
Całe życie ćwiczyłem, jak utrzymać spokój i opanowanie, ale i tak prawie podskoczyłem na miejscu. Zjeżyła mi się sierść na karku, instynktownie obnażyłem kły i lekkim, błyskawicznym ruchem zrobiłem obrót o sto osiemdziesiąt stopni, by ujrzeć tajemniczą istotę. A to była wadera o rudej sierści. Z jednej strony okej, nikt groźny, do tego jeszcze płeć piękna... Matko moja świętej pamięci, jak dawno nie spotkałem żadnej panienki. Tylko, że... Tylko... co ona tutaj robi? Zmierzyłem ją wzrokiem, od łap, kończąc na jej oczach, a w tych ujrzałem, że czekała na odpowiedź. Ale ja... Aha. Czy się zgubiłem. Nie, w sumie, to nie, ciężko się zgubić, jak się podróżuje tylko bez celu i wcale nie ma się domu. A może... może ruszę sobie teraz gdzieś na północ? Wiesz, lasy grube i wielkie, śnieżek, zorze polarne? Zaaaraz, było pytanie.
- Nie, ale bardzo miło, że pytasz. A czy to twój zameczek, rudy kojocie mój piękny?
Chciałem wiedzieć wszystko o tym miejscu, czułem się w tej krainie trochę zagubiony... Myślałem, że to opuszczone.
- Nie tylko mój. - odparłam, zastanawiając się nad tym, jakim cudem on tu wszedł, nie widząc nikogo po drodze. Co jak co, ale to dość uczęszczany teren. A strażnicy? Zawsze wszystkich łapią nim ci zdążą wejść do środka, zwłaszcza jak ktoś jest nowy, a tymczasem... nic? A może on ich zabił? Nie, tak to by wiedział, że nie jestem tutaj sama i nie zadawałby głupich pytań. Chociaż, mógł ich zabić, a teraz spotyka mnie w środku i pyta czy jestem cesarzową. Kurde, naprawdę? Myślę o zabijaniu, kiedy tak naprawdę nikt nikogo nie zabija? Coś z nim jest nie tak, inaczej energia nie pokierowałby mych myśli na te tory.
- Nie wiem jak udało ci się tutaj wejść, nie zastając strażników przy wrotach, tym bardziej przy murach zamku, ale jakbyś chciał wiedzieć, jesteś na terenie Arcanterry. - oznajmiłam, przypominając sobie, że mury to tak naprawdę ruina. Jeszcze ich nie odnowiliśmy, więc mógł się przemknąć przez jakąś szczelinę.
- Prowadź mnie więc, o stworzeniu pustynne, przed oblicze twojej władczyni, wielkiej pani Arcantery. Chciałbym zamienić z nią słówko. A swoją drogą, czy dobrze wam się żyje pod jej władzą? Czy nigdy nie myśleliście o rewolucji?
A ruda zrobiła takie oczy, jakbym powiedział coś niezwykle głupiego, i jakby miała zaraz wybuchnąć śmiechem.
- Władczyni? - zapytałam, po czym zaśmiałam się.
- Póki co to jej nie mamy, ale to się niedługo zmieni i będziesz mógł się tak zwracać do mnie. - oznajmiłam słodkim tonem głosu, udając księżniczkę.
- Możesz poznać cesarza, który no cóż... nie wiem gdzie się znajduje. - dodałam po chwili, z wrednym uśmieszkiem.
- Mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś zobaczymy. - powiedziałem, po czym ruszyłem schodami w górę, szukając... Czeszarza.
Dzisiaj postanowiłam wybrać się na zniszczone tereny, bowiem magowie ziemi mogą tam czegoś doświadczyć. Ziemia i roślinki, w sumie to może nawet wodnych natchnie na odkrywanie mocy? W końcu to oni są odpowiedzialni za ożywanie i leczenie, chociaż czy to będzie działać też na florę? Nie jestem pewna, można spróbować.
Spokojnym krokiem zmierzałam ku miejscu zbiórki, bowiem nasze sale lekcyjne nie były jeszcze zdatne do użytku, aż tu nagle zza jednego korytarza wyszedł wilk... czarny basior. Już miałam na niego krzyczeć, żeby przestał mnie śledzić, kiedy zorientowałam się, że to ktoś inny. Nie mamy tu wiele czarnych samców, tak samo jak i samic, więc musi to być ktoś nowy.
- Cześć. Zgubiłeś się? - zapytałam łagodnym tonem głosu, przyglądając mu się nieco uważniej.
Ingrate
A więc, przedzierałem się przez błonie. Wolnym, ciężkim krokiem, bowiem bardzo zaczęło brakować mi siły. Może to przez to powietrze? Jest ciężkie. I dosyć zimne. Chyba zbiera się na deszcz, bo niebo jest całe zasnute siwymi chmurami. Już z lekka kropi. Ale to dobrze, naprawdę dobrze, taka aura idealnie pasuje do mojego dzisiejszego nastroju. W sumie, nie dzisiejszego. To chyba taki dłuższy stan. Ale kogo to obchodzi, po co ja miałbym się nad sobą użalać? Co się skończyło, to skończyło.Rozglądałem się w około. Teraz szedłem przez taką dużą polanę, w oddali majaczyły jakieś drzewka, pagórki... Nie wiem, gdzie właściwie trafiłem, ale powiem, że dosyć tu brzydko. Wszystko gnije. Trawa jest brzydka, mało jej na czarnej, pofalowanej ziemi... Drzewa leżą połamane, zaczynają już się rozkładać, śmierdzi wokół wilgocią i zgnilizną. Wygląda, jakby tutaj przeszła powódź. Albo tornado. Albo oba naraz. A i jeszcze ten rozwalony (albo na wpół zbudowany, w sumie nie wiem) pałacyk na horyzoncie. Co to właściwie jest za budowla? Trzeba sprawdzić. Właśnie tam szedłem.
Drogę przez gaik pokonałem szybko, i zaraz stanąłem u wrót pałacu. Okej, raz dwa, szybko wspiąłem się po kamiennych schodach, na których znajdowało się kilka pęknięć i mocą telekinezy otworzyłem z rozmachem ogromne, drewniane wrota. Te wyglądają akurat na nowe. Hmm... W środku widziałem kamienne korytarze, wszędzie dużo drzwi. Na ścianach wisiały jakieś prowizoryczne ozdoby, jakby ktoś chciał na szybko ocieplić wnętrze. Ruszyłem długim korytarzem, ostrożnie stawiając łapy, nie wiedziałem bowiem, czy stare zamczysko nie jest przypadkiem zamieszkiwane.
Było. Bo nagle usłyszałem za sobą czyjś głos.
Całe życie ćwiczyłem, jak utrzymać spokój i opanowanie, ale i tak prawie podskoczyłem na miejscu. Zjeżyła mi się sierść na karku, instynktownie obnażyłem kły i lekkim, błyskawicznym ruchem zrobiłem obrót o sto osiemdziesiąt stopni, by ujrzeć tajemniczą istotę. A to była wadera o rudej sierści. Z jednej strony okej, nikt groźny, do tego jeszcze płeć piękna... Matko moja świętej pamięci, jak dawno nie spotkałem żadnej panienki. Tylko, że... Tylko... co ona tutaj robi? Zmierzyłem ją wzrokiem, od łap, kończąc na jej oczach, a w tych ujrzałem, że czekała na odpowiedź. Ale ja... Aha. Czy się zgubiłem. Nie, w sumie, to nie, ciężko się zgubić, jak się podróżuje tylko bez celu i wcale nie ma się domu. A może... może ruszę sobie teraz gdzieś na północ? Wiesz, lasy grube i wielkie, śnieżek, zorze polarne? Zaaaraz, było pytanie.
- Nie, ale bardzo miło, że pytasz. A czy to twój zameczek, rudy kojocie mój piękny?
Chciałem wiedzieć wszystko o tym miejscu, czułem się w tej krainie trochę zagubiony... Myślałem, że to opuszczone.
Foxy
Kojocie? Czy on mi czasem nie ubliża? Czy ja wyglądam jak jakiś marny kojot?! Nie, nie wyglądam! Jestem wilczycą czystej krwi. Dobra, nie denerwuj się Foxy, to tylko marny samiec, taki jak każdy inny. W dodatku jakiś nowy. Każdy głupi wie, że zamek to posiadłość króla, który jedynie udostępnia nam komnaty. - Nie tylko mój. - odparłam, zastanawiając się nad tym, jakim cudem on tu wszedł, nie widząc nikogo po drodze. Co jak co, ale to dość uczęszczany teren. A strażnicy? Zawsze wszystkich łapią nim ci zdążą wejść do środka, zwłaszcza jak ktoś jest nowy, a tymczasem... nic? A może on ich zabił? Nie, tak to by wiedział, że nie jestem tutaj sama i nie zadawałby głupich pytań. Chociaż, mógł ich zabić, a teraz spotyka mnie w środku i pyta czy jestem cesarzową. Kurde, naprawdę? Myślę o zabijaniu, kiedy tak naprawdę nikt nikogo nie zabija? Coś z nim jest nie tak, inaczej energia nie pokierowałby mych myśli na te tory.
- Nie wiem jak udało ci się tutaj wejść, nie zastając strażników przy wrotach, tym bardziej przy murach zamku, ale jakbyś chciał wiedzieć, jesteś na terenie Arcanterry. - oznajmiłam, przypominając sobie, że mury to tak naprawdę ruina. Jeszcze ich nie odnowiliśmy, więc mógł się przemknąć przez jakąś szczelinę.
Ingrate
Parsknąłem pogardliwym śmiechem. Co mnie obchodzi, jak mój płomiennowłosy kojot nazwał swój zameczek, na co mi ta jego nazwa? Ale, ale, zaraz, może być też tak, że ta Arcantera to nie nazwa budynku, może to jakaś ich samica Alfa, i że w sensie to jej teren. Albo to mój kojot ma tak na imię, a przez problemy psychiczne lubi mówić o sobie w trzeciej osobie i przez tą samą chorobę ubzdurał sobie, że to jego ziemia. Tyle opcji. Trzeba to przemyśleć. Hmm... HMM... Po chwili wnikliwej analizy opcja druga, ta z samicą Alfa o imieniu Arcantera wydała mi się być najbardziej prawdopodobna. W końcu zawsze jest jakaś Alfa. Nawet w moim rodzinnym stadzie. Ohh...- Prowadź mnie więc, o stworzeniu pustynne, przed oblicze twojej władczyni, wielkiej pani Arcantery. Chciałbym zamienić z nią słówko. A swoją drogą, czy dobrze wam się żyje pod jej władzą? Czy nigdy nie myśleliście o rewolucji?
A ruda zrobiła takie oczy, jakbym powiedział coś niezwykle głupiego, i jakby miała zaraz wybuchnąć śmiechem.
Foxy
Czarny basior był całkiem zabawny, nie wiem czy robił to specjalnie czy może po prostu jego niewiedza sprawił iż stał się komikiem. Słuchając go uważniej, wybuchnęłam śmiechem. Mojej władczyni? Póki co to jej nie mamy i lepiej niech tak zostanie... do czasu aż ten rudzielec się zakocha w kimś lepszym, czyli we mnie. Muszę tylko zgarnąć ten cholerny eliksir czy no nie wiem... zrobić coś! - Władczyni? - zapytałam, po czym zaśmiałam się.
- Póki co to jej nie mamy, ale to się niedługo zmieni i będziesz mógł się tak zwracać do mnie. - oznajmiłam słodkim tonem głosu, udając księżniczkę.
- Możesz poznać cesarza, który no cóż... nie wiem gdzie się znajduje. - dodałam po chwili, z wrednym uśmieszkiem.
Ingrate
Czekaj, bo ja chyba nie nadążam, teraz jest, że to facet im tu rządzi? I ma na imię Arcantera? Niby dziwne, żeby męskie imię kończyło się na taką literę, ale dobra, ja tu tylko turystą jestem, może mają inną kulturę? Przedyskutowałbym to, najlepiej z wyżej wymienionym Arcanterą. Pewnie godnie by mnie ugościł i zaprosił na dobrą herbatkę, opowiedział, jak tu się u niego żyje i co może mi zaoferować, jeśli zagoszczę chwilę w tym pięknym zameczku. A że ruda nie wie, gdzie on się znajduje, to nie ważne, sam go chyba znajdę. Najpewniej gdzieś tu siedzi, bo skoro to nie domek mojego kojota, to z całą pewnością został zagrabiony przez władzę. Westchnąłem ciężko, ale potem uśmiechnąłem się słodko do wadery.- Mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś zobaczymy. - powiedziałem, po czym ruszyłem schodami w górę, szukając... Czeszarza.
Gavroche - Powrót do normalności
Obudziłem się dzisiaj bardzo wcześnie, a od razu po przebudzeniu wyruszyłem w stronę Zamku. Z tego co kojarzę, dzisiaj ma być ten dzień, kiedy przydzielają nową, tygodniową rację żywieniową. Czemu tak? A bo podobno po katastrofie jest ciężko z pożywieniem. Zresztą co się dziwić? Wszystko zalane i spalone, mało kto ma normalny dom nad głową, bo budynki w ruinie, chociaż moje Solitudine nie ruszone... Ale to nie o mnie mowa. Teraz pewnie wszyscy skupili się na odbudowie pałacu. Może mógłbym pomóc? Mam żywioł ziemi i jakoś by to było. Wydawało mi się, że takie coś niby do mnie nie pasuje, ale czy w takiej sytuacji mam prawo zgrywać jeszcze obrażonego na cały świat? Trzeba pokazać coś dobrego. Postanowiłem, że gdy dotrę na miejsce, rozejrzę się po okolicy i sprawdzę, czy nikt nie potrzebuje pomocy - jestem w stanie zaoferować każdą. Chciałbym też z kimś porozmawiać, rzadko to robię, ale po tym koszmarze czuję zwiększoną ochotę... Zaraz, oto i jest, zza wysokich drzew wyłoniły się właśnie wieże zamku, a w okolicy ujrzałem kilka wilków. Postanowiłem podejść do jednego z osobników, takiego o dość posępnym wyrazie twarzy i wypytać, pogadać, o czym tam planowałem.
Stojąc na zewnątrz i słuchając generała oraz jednego z magów ziemi, na temat tego czym się dzisiaj zajmiemy dostrzegłam mojego znajomego, Gavroche. Brązowy basior z kimś rozmawiał, jednak zawsze możemy się poznać. Ciekawe jak się czuje i czy w końcu coś widzi.
- Cześć! Jak się masz? - zapytałam podchodząc do niego bliżej. Może też przedstawi mnie swojemu znajomemu? Hmm, byłoby miło.
- Czy wszystko w porządku? - zapytałam jeszcze raz, mając nadzieję, że w końcu mi odpowie. Mój głos był łagodny, więc nie powinien się bać czy coś w ten deseń. Starałam się i byłam dla niego bardzo uprzejma i może trochę opiekuńcza, o ile ja to potrafię. To śmieszne, jestem nauczycielem... a nie umiem być opiekuńcza? W sumie to uczę jakiś rocznych gówniarzy, więc to już duże wilki i potrafią się sobą zająć, prawda? A no, prawda.
- Tak, w najlepszym. Mam gdzie mieszkać i wzrok mi się poprawił. A u ciebie jak, nie potrzebujesz pomocy?
Sam nie chciałem wdawać się z nią w większe dyskusje bo wiadomo, serce by mi nie wytrzymało, więc skróciłem informacje o mnie do niezbędnego minimum i prostego "wszystko dobrze'', (chociaż czy tak do końca jest naprawdę?) A dlaczegóż więc pytam, czy jej przypadkiem nie pomóc? Bo jestem jej to winien. Może tak po części spłacę swój dług, po tym, jak uratowała mnie przed śmiercią, ale i tak będę musiał wymyślić jakieś ładne podziękowanie. Poczułem, że robi mi się gorąco.
- Nawet jeśli to coś małego, to proszę, pozwól mi ciebie wyręczyć.
- W sumie to potrzebuję, jednak ten głupi mag nie chce mi pomóc. - warknęłam, spoglądając w bok i przypominając sobie tego szarego idiotę. Miłość Scortum!
- Eliksir miłości mi potrzebny. Szukałam tego i owego w bibliotece, jednak nie rozróżniam roślin, a nie chcę nikogo otruć. - dodałam, patrząc na brązowego słodziaka. Nie wiem czy mi pomoże, jednak jeśli tak bardzo chce to potrzebuję tylko tego. Te Arcanterskie chwasty są takie same! Scortum!
- Niestety nie wiem nic o zielarstwie ani alchemii, więc nie bardzo mogę ci pomóc, chyba jedynie towarzysząc. Planuję jednak wybrać się na kurs zielarstwa, więc może, może kiedyś ci jeszcze pomogę. A bardzo ci zależy? Może... Może lepiej powiedz, masz w ogóle gdzie mieszkać?... Co jeść, nie jesteś głodna? I nie ucierpiałaś wcale w katastrofie, mam nadzieję? A właśnie, widziałaś może co z terenach przymorskimi? - zarzuciłem ją zaraz tysiącem pytań, i w sumie miałem nadzieję, że odpowie na każde, choć wypowiedzenie każdego z nich było dla mnie dosyć trudne, gardło strasznie mi się ścisnęło i walczyłem, żeby nie wybuchnąć płaczem, tak wiele obrazów przeleciało mi w pamięci.
- Czuję się świetnie, a jedzenie to wiadomo jak jest. Trzy kilogramy mięsa na tydzień to niezbyt wiele, ale daję radę. - odpowiedziałam, udając, że wszystko jest okey i nie widzę ani nie słyszę, że coś z nim nie tak. Brzmiał trochę jakby miał się rozpłakać, jednak walka z samym sobą szła mu doskonale. Nie wiem jaki jest tego powód i wiem, że nie zna mnie na tyle, by mi o tym powiedzieć. Nie pytam. Będzie chciał to powie, prawda?
- A może wiesz, pogadałbyś z magiem? Mnie już zna i mogę powiedzieć, że mnie trochę nie lubi. Może tobie by dał taki eliksir? - zapytałam, mając nadzieję, że wilk to dla mnie zrobi i pójdzie do tego szarego idioty.
Ha, a tak serio, to nic a nic nie zrobię. Doskonale wiedziałem, że jak bardzo bym nie chciał, jak bardzo się nie postarał, po prostu podczas faktu zestresowałbym się, nie odważył się o coś takiego prosić. Zwłaszcza, że ten mag już raz odmówił stworzenia tejże rzeczy. Co by mi odpowiedział? Jak wyglądała by nasza rozmowa? Sam boję się pomyśleć. Ale dla świętego spokoju - bo już wiedziałem, że ruda nie przyjmie odmowy i będzie mnie tylko mocniej gnębić - postanowiłem odpowiedzieć coś takiego. Eh... Foxy uśmiechnęła się szczerze chyba i przyjaźnie, słysząc moje słowa.
- Iii... co teraz, masz coś na głowie? - spytałem po chwili obustronnego milczenia.
Chciałem już stamtąd uciec, ale bałem się choćby poruszyć.
Nagle usłyszałam głos, więc ocknęłam się z tych myśli. A ten czemu tu nadal stoi? Powinien iść po ten eliksir. Ehh...
- A no wiesz, muszę jeszcze coś przygotować. Dzięki wielkie za eliksir. - cmoknęłam go w policzek.
- Będę lecieć, do zobaczenia. - dodałam, uśmiechając się szeroko i odchodząc.
Foxy
Dzisiejszego dnia wstałam dość wcześnie, by pójść odebrać moje mięso, a potem by pomóc w odbudowie zamku. Jeszcze kilka miejsc jest w rozsypce, ale to żaden problem. Wszystko da się naprawić. Jako mag ognia zajmę się wysuszaniem gliny, ziemi i innych materiałów naniesionych przez władców ziemi. Jest to trochę męczące, ale czego się nie robi dla własnej wygody. Skończymy zamek to w końcu zamieszkam sama i nikt nie będzie mi do komnaty wchodzić. Stojąc na zewnątrz i słuchając generała oraz jednego z magów ziemi, na temat tego czym się dzisiaj zajmiemy dostrzegłam mojego znajomego, Gavroche. Brązowy basior z kimś rozmawiał, jednak zawsze możemy się poznać. Ciekawe jak się czuje i czy w końcu coś widzi.
- Cześć! Jak się masz? - zapytałam podchodząc do niego bliżej. Może też przedstawi mnie swojemu znajomemu? Hmm, byłoby miło.
Gavroche
I tak sobie chodziłem po przy zamkowej okolicy, zapytałem jakąś losową osobę o samopoczucie, czy ma gdzie mieszkać i co jeść, jak tam rodzinka, czy przydałbym się do pomocy, wiadomo, coś w ten deseń. W sumie wilk próbował odmówić mi kulturalnie na moją propozycję, ale widać było oschłość w jego zachowaniu. Eh... Co mnie w ogóle podkusiło, żeby ruszyć do społeczeństwa? Westchnąłem i już miałem ruszyć dalej, nie wiem czy do domu, czy wmieszać się w tłum budowniczych pałacu, kiedy nagle usłyszałem czyjś głos. "Cześć, jak się masz'', powiedział. O, Arcanusie... Od razu poznałem, kto wypowiedział słowa. Moja ruda towarzyszka apokalipsy. Tak, odwróciłem głowę w stronę, z której pochodził dźwięk i ujrzałem waderę, z wolna podeszła bliżej, a ja instynktownie cofnąłem się nieco, sierść na grzbiecie mi się zjeżyła. Przez ogromne, gigantyczne wręcz moje zawstydzenie faktem, że całą drogę w góry przeczekałem na jej grzbiecie, że musiała mnie ratować wbiłem wzrok w ziemię, a na twarzy poczułem ciepło. Dokąd uciekać?, pomyślałem w rozpaczy, choć nadal rzecz jasna stałem w miejscu.Foxy
Podeszłam do wilka bliżej, a ten co? Najeżył się na mój widok, a potem zaczął się dziwnie zachowywać. Unikać kontaktu wzrokowego i te sprawy. Nie wiem co z nim nie tak, ale na pewno nie jest normalny. Mimo tego, to całkiem słodkie. Czyżby nieśmiały? - Czy wszystko w porządku? - zapytałam jeszcze raz, mając nadzieję, że w końcu mi odpowie. Mój głos był łagodny, więc nie powinien się bać czy coś w ten deseń. Starałam się i byłam dla niego bardzo uprzejma i może trochę opiekuńcza, o ile ja to potrafię. To śmieszne, jestem nauczycielem... a nie umiem być opiekuńcza? W sumie to uczę jakiś rocznych gówniarzy, więc to już duże wilki i potrafią się sobą zająć, prawda? A no, prawda.
Gavroche
Pomimo, że nadal nie odważyłem się spojrzeć w pysk waderze, skupiłem się raczej na jej rudych łapach, to wziąłem głęboki wdech i szybko, jak najszybciej, w sumie to na jednym wdechu wydusiłem z siebie:- Tak, w najlepszym. Mam gdzie mieszkać i wzrok mi się poprawił. A u ciebie jak, nie potrzebujesz pomocy?
Sam nie chciałem wdawać się z nią w większe dyskusje bo wiadomo, serce by mi nie wytrzymało, więc skróciłem informacje o mnie do niezbędnego minimum i prostego "wszystko dobrze'', (chociaż czy tak do końca jest naprawdę?) A dlaczegóż więc pytam, czy jej przypadkiem nie pomóc? Bo jestem jej to winien. Może tak po części spłacę swój dług, po tym, jak uratowała mnie przed śmiercią, ale i tak będę musiał wymyślić jakieś ładne podziękowanie. Poczułem, że robi mi się gorąco.
- Nawet jeśli to coś małego, to proszę, pozwól mi ciebie wyręczyć.
Foxy
Tak, zdecydowanie ten wilk jest dziwny. Wydaje się taki spięty, a przecież nic mu jeszcze nie zrobiłam. Ciekawe co by zrobił gdybym tak zaczęła go podrywać? W sumie to nawet niezły z niego przystojniak, ale i tak mój królewicz jest przystojniejszy. Niepokoi mnie jednak ta plotka, że zamierza się ożenić. Ta głupia wadera biegała i chwaliła się, że dostała zlecenie od samego władcy. Też mi coś! Muszę zacząć się tym interesować nieco bardziej, bo nie zamierzam patrzeć na to, jak jakaś lafirynda zostaje królową! - W sumie to potrzebuję, jednak ten głupi mag nie chce mi pomóc. - warknęłam, spoglądając w bok i przypominając sobie tego szarego idiotę. Miłość Scortum!
- Eliksir miłości mi potrzebny. Szukałam tego i owego w bibliotece, jednak nie rozróżniam roślin, a nie chcę nikogo otruć. - dodałam, patrząc na brązowego słodziaka. Nie wiem czy mi pomoże, jednak jeśli tak bardzo chce to potrzebuję tylko tego. Te Arcanterskie chwasty są takie same! Scortum!
Gavroche
Kiedy tylko Foxy powiedziała coś o eliksirze i roślinach, ożywiłem się natychmiast i niemal podskoczyłem na miejscu. W końcu ja jestem w podobnej sytuacji, też bardzo chciałbym odnaleźć ziółka, co to wskrzeszą zmarłych. Uspokoiłem się jednak zaraz i, choć w moich oczach pojawiły się łzy na wspomnienie o Merunie, powiedziałem zgodnie z prawdą, że w tym to ja jej nie pomogę:- Niestety nie wiem nic o zielarstwie ani alchemii, więc nie bardzo mogę ci pomóc, chyba jedynie towarzysząc. Planuję jednak wybrać się na kurs zielarstwa, więc może, może kiedyś ci jeszcze pomogę. A bardzo ci zależy? Może... Może lepiej powiedz, masz w ogóle gdzie mieszkać?... Co jeść, nie jesteś głodna? I nie ucierpiałaś wcale w katastrofie, mam nadzieję? A właśnie, widziałaś może co z terenach przymorskimi? - zarzuciłem ją zaraz tysiącem pytań, i w sumie miałem nadzieję, że odpowie na każde, choć wypowiedzenie każdego z nich było dla mnie dosyć trudne, gardło strasznie mi się ścisnęło i walczyłem, żeby nie wybuchnąć płaczem, tak wiele obrazów przeleciało mi w pamięci.
Foxy
Szczerze to nie spodziewałam się, iż wilk będzie znał się na zielarstwie i tych innych rytuałach. Myślałam raczej o tym, by to on udał się do maga i coś my wcisnął. Tamten szary dureń mnie zna, a po tym co mu powiedziałam to na pewno nie zrobi dla mnie tego eliksiru. Wilk sprawnie zmienił temat, zasypując mnie kilkoma pytaniami. Połowę z nich zapomniałam, ale starałam się jakoś odpowiedzieć. - Czuję się świetnie, a jedzenie to wiadomo jak jest. Trzy kilogramy mięsa na tydzień to niezbyt wiele, ale daję radę. - odpowiedziałam, udając, że wszystko jest okey i nie widzę ani nie słyszę, że coś z nim nie tak. Brzmiał trochę jakby miał się rozpłakać, jednak walka z samym sobą szła mu doskonale. Nie wiem jaki jest tego powód i wiem, że nie zna mnie na tyle, by mi o tym powiedzieć. Nie pytam. Będzie chciał to powie, prawda?
- A może wiesz, pogadałbyś z magiem? Mnie już zna i mogę powiedzieć, że mnie trochę nie lubi. Może tobie by dał taki eliksir? - zapytałam, mając nadzieję, że wilk to dla mnie zrobi i pójdzie do tego szarego idioty.
Gavroche
- Dobrze, coś... coś tam w twojej sprawie zrobię. - burknąłem cichoHa, a tak serio, to nic a nic nie zrobię. Doskonale wiedziałem, że jak bardzo bym nie chciał, jak bardzo się nie postarał, po prostu podczas faktu zestresowałbym się, nie odważył się o coś takiego prosić. Zwłaszcza, że ten mag już raz odmówił stworzenia tejże rzeczy. Co by mi odpowiedział? Jak wyglądała by nasza rozmowa? Sam boję się pomyśleć. Ale dla świętego spokoju - bo już wiedziałem, że ruda nie przyjmie odmowy i będzie mnie tylko mocniej gnębić - postanowiłem odpowiedzieć coś takiego. Eh... Foxy uśmiechnęła się szczerze chyba i przyjaźnie, słysząc moje słowa.
- Iii... co teraz, masz coś na głowie? - spytałem po chwili obustronnego milczenia.
Chciałem już stamtąd uciec, ale bałem się choćby poruszyć.
Foxy
Kiedy basior oznajmił, że postara się załatwić ten eliksir, zaczęłam rozmyślać o tym jak podam to naszemu władcy i jak on w ogóle miałby działać. Nie chcę przecież by rozkochał się jeszcze bardziej w tej szarej suce. Musiałabym zgarnąć tych, którzy są odpowiedzialni za podawanie mięsa i jakoś to tam wkropić. Hm, to całkiem nie głupie o ile mięso zostaje podawane przez samców. Z tymi waderami to nie jest tak kolorowo, są strasznie głupie, uparte i działają mi na nerwy. Chcę tylko władzy, czy to tak wiele? Hmm, od razu zrobiłabym z każdej paniusi niewolnicę, taką zabawkę dla samców. Extra! Tylko ja mogłabym się bawić jak mi się podoba, a one? Nic nie miałyby do gadania! Nagle usłyszałam głos, więc ocknęłam się z tych myśli. A ten czemu tu nadal stoi? Powinien iść po ten eliksir. Ehh...
- A no wiesz, muszę jeszcze coś przygotować. Dzięki wielkie za eliksir. - cmoknęłam go w policzek.
- Będę lecieć, do zobaczenia. - dodałam, uśmiechając się szeroko i odchodząc.
niedziela, 23 października 2016
Aria - Magia nie zawsze przynosi korzyści
Obudziłam się dosyć wcześnie. Już od jakiegoś czasu mieszkałam z Red Rose, więc naturalne było to, iż w każdy poranek widziałam jego pysk. Dzisiaj było tak samo. Niestety on dosyć długo spał, więc poranki spędzałam samotnie. Wstałam z naszego posłania i skierowałam się w stronę kawałka mięsa. Każdemu wilkowi przydzielone były 3 kg, więc razem mieliśmy 6. Dziś była penkta, więc za dużo tego mięsa nam nie zostało. Dlatego zjadłam tylko trochę czerwonawej masy i wyszłam z komnaty. Idąc, zwracałam uwagę na każdy szczegół w zamku. Był on w nie najlepszym stanie, lecz było widać postępy w jego budowie. Chwilę później dotarłam do małego pomieszczenia. Była to pracownia magów. Postanowiłam nadrobić zaległości, gdyż bardzo zaniedbałam swoją pracę. Weszłam do pokoju i stanęłam przy stole. Po chwili myślenia uznałam, że mogłabym zrobić coś trującego. Rozejrzałam się po półkach. Znalazłam tam tojad sudecki. Za pomocą telekinezy położyłam go przed sobą. Obok stała miseczka z wodą, więc wrzuciłam tam roślinę. Dodałam jeszcze trochę kwasu aby się rozpuściła. W zasadzie mikstura była już gotowa. Powtórzyłam tę czynność parę razy, a następnie substancję przelałam do mniejszych fiolek. Zatykając ostatnią, ktoś wszedł do pracowni. Przestraszyłam się i upuściłam naczynie z kwasem, które poparzyło mi łapę. Syknęłam i spojrzałam na gościa.
Z uśmiechem na pysku wszedłem do jej pracowni, po czym przywitałem się. Widocznie moje słowa ją przestraszyły, gdyż upuściła jakąś fiolkę. Wadera syknęła i spojrzała na mnie.
- Coś się stało? - zapytałem patrząc na nią, jej mina nie wyglądała mi na oznakę zadowolenia.
- Nic takiego. - odparłam szybko. - Mały wypadek przy pracy. - dodałam i zaśmiałam się nerwowo.
Na szczęście ten kwas nie był bardzo szkodliwy, więc nie miałam dużego powodu do zmartwień. Niemniej jednak musiałam się z tym udać do medyka. Podeszłam do basiora i delikatnie liznęłam go po pysku. Chwilę potem odsunęłam się od niego.
- Muszę złożyć wizytę medykowi. Jeśli nie masz żadnych planów to potowarzyszyłbyś mi? - zapytałam.
W oczekiwaniu na jego odpowiedź wyszłam z pomieszczenia i stanęłam przed wejściem.
Słysząc, że musi udać się do medyka w moim ciele nastąpiła dziwna reakcja. Serce przyśpieszyło, a mi zrobiło się gorąco. Hmm, ciekawe dlaczego. Może i ja też powinienem tam iść? Skoro ukochana proponuje, to też go odwiedzę. Może jestem chory? Nie, na pewno nie.
- Oczywiście kochanie. - oznajmiłem i również polizałem ją po pysku, a zaraz potem wyszedłem za nią.
- Medycy jeszcze nie mają przygotowanej sali, ale zajmuję się już dostarczaniem ekwipunku. - powiedziałem z dumą, żeby nie myślała, że jestem tu tylko od leżenia na posłaniu i czekaniu. No... ewentualnie od wydawania rozkazów, chociaż to akurat prawda, ale przynajmniej wychodzę z pomieszczenia i nawet czasem wybiorę się do wioski czy do generała. Jakiś postęp, nieprawdaż?
- Co się stało? - zapytał wilk.
- Podczas pracy miałam mały wypadek. Kwas - co prawda zbytnio niegroźny - wylał mi się na łapę. Chciałam się jednak upewnić o jej stan. - odpowiedziałam.
Przysunęłam nogę bliżej medyka. Ten dokładnie obejrzał ją, a później przeniósł wzrok na mnie.
- Nic poważnego się nie stało. - odparł. - Wystarczy tylko raz na jakiś czas polewać łapę sokiem z aloesu, a w szybkim tempie zagoi się skóra. Futro równie szybko odrośnie. - dodał.
Skinieniem głowy podziękowałam i wyszłam z pokoju. Zamykając drzwi spojrzałam na basiora w geście 'Co teraz robimy?'.
Po chwili wadera wyszła z komnaty medycznej i spojrzała na mnie, wyjaśniając mi swym wzrokiem wszystko. No cóż, skoro ma siłę by coś jeszcze robić to na pewno wszystko z łapą w porządku. Chociaż gdyby tak na to spojrzeć, to nie wygląda to cudownie.
- Co potrzebujesz na swoją łapkę? Medyk na pewno ci coś zalecił, prawda? - zapytałem, spoglądając raz na nią, a raz na jej łapę.
- Wszystko jest w porządku. Muszę tylko ją polewać sokiem z aloesu. - wyjaśniłam. - Jednak wydaje mi się, że już nie mam tej rośliny w swej pracowni. Tak się zastanawiałam, czy teraz nie pójść może i jej poszukać. Co ty na to? - dodałam.
Pomyślałam, iż mogę wybrać się na spacer po terenach z partnerem, przy okazji szukając zleconego lekarstwa. Przecież może sobie zrobić przerwę w pracy, prawda? Strażnicy nie mają prawa mu nic zarzucić, gdyż to on tutaj rządzi. Cóż... Może i ja zostanę niegdyś cesarzową? Wszystko zależy od Red Rose; no chyba, że chce mnie po prostu wykorzystać dla własnych potrzeb. Eh, coś nie za bardzo umiem całkowicie zaufać rudemu samcowi.
- Świetnie! Mam nadzieję, że coś znajdziemy i wyzdrowiejesz. - liznąłem ją po policzku, po czym dodałem, że może prowadzić, bo ja nie wiem gdzie to rośnie.
- Może mały postój? - zaproponowałam.
Red Rose w odpowiedzi kiwnął głową na znak zgody. Usiadłam pod rozległym drzewem. Dawał duży cień, a jako że dzisiaj było dosyć ciepło, to było to idealne miejsce do schłodzenia się.
- Tak, postój to dobre rozwiązanie. - odpowiedziałem z uśmiechem. Patrzyłem na nią jeszcze przez chwilkę, po czym rozpaliłem małe ognisko.
- Kocham Cię, wiesz? - nie wiem co się ze mną stało, ale powiedziałem to, tak dziwnie... ten ton głosu nie był mój. Ja się tak nie zachowuje! Agr! Mam ochotę zapaść się pod ziemię, teraz!
Odwróciłem się szybko, by nie zdążyła spojrzeć mi w oczy, po czym sam wlepiłem swoje gałki w moje łapska. Co ja robię?! Zaraz chyba ucieknę! Gdzie mam się patrzeć? Proszę tylko nic nie mów, zapomnij, że to powiedziałem. Tego nie było. Niczego nie było. To nie ja! Czy ja się boję? To głupie!
- Witaj, Ikelos. - rzekłam.
Wilk odpowiedział tym samym, lecz dodał, iż szuka pilnie jakiegoś zielarza.
- Nie chcę ci zajmować czasu, ale mam jedno pytanie. Aloes rośnie gdzieś w okolicach jezior, prawda? - zapytałam dla pewności.
- Uh... Wydaje mi się, że raczej właśnie na suchych terenach. A coś się stało? - odparł.
- Nic poważnego. Po prostu potrzebuję soku z tej rośliny. - wyjaśniłam.
Samiec wyjął jakąś fiolkę z torby i mi ją podał. Potem odszedł, mówiąc "Nie musisz oddawać. Do zobaczenia!". Byłam bardzo zadowolona z tego faktu. Od razu otworzyłam buteleczkę. Następnie wylałam z niej parę kropel na łapę. Zatkałam ponownie przedmiot i wsmarowałam ciecz.
- Powinniśmy wziąć ślub. - rzekłem do szarej wadery.
- Wiesz... Wyobrażałam to sobie zupełnie inaczej. Tego nie mówi się wprost. Miałam nadzieję, że oświadczysz mi się w romantycznej chwili... A nie na zwykłym spacerze. - powiedziałam z niezadowoleniem.
Uśmiech na moim pysku zmienił się w grymas.
- Każdy spacer z tobą jest cudowną chwilą. Myślałem, że to już jasne. - oznajmiłem, uśmiechając się zalotnie.
- Myślę, że ślub to całkiem dobry pomysł. - odparłam, pomijając temat mojego zawiedzenia. - Lecz chociaż jego urządzenie mogłoby być dla mnie miłą niespodzianką. - dodałam.
Miałam wielką nadzieję, że wśród wszystkich swoich zajęć rudy basior znajdzie choć chwilkę, aby zaplanować naszą uroczystość. Eh... Czy on nie rozumie, iż wadery potrzebują trochę większej uwagi oraz opiekuńczości niż samce? Nastała cisza.
- ... oczywiście jeżelibyś znalazł na to czas. - rzekłam po chwili z lekkim żalem. - W razie czego razem z komikami coś wymyślę...
- Zawsze myślałem, że wy lubicie zajmować się tego typu sprawami, jednak skoro taka jest twoja wolna, to coś wymyślę. - oznajmiłem, po czym polizałem ją po policzku.
- Ale wiesz, że to oznacza, iż nie będziemy mogli się spotykać dopóki wszystko nie będzie gotowe. Jeszcze tylko zapytam czy wolisz białą szatę czy może złotą, ewentualnie białą ze złotymi dodatkami? - zastanowiłem się przez chwilę, wyobrażając sobie ukochaną w pięknej białej pelerynie.
- Wystarczy biała. Ewentualnie można dodać jakiś drobny złoty wzorek. Chodzi po prostu o to, żebym nie błyszczała. - odpowiedziałam.
Miałam wielkiego banana na pysku. Co jak co, ale nawet lubiłam imprezy. Szczególnie przyjęcia poświęcone mi, choć wcześniej takich było mało. Pomyślałam, że może Red Rose chciałby już zacząć przygotowania, więc nie chciałam mu przeszkadzać.
- A więc nie będę ci już przeszkadzać. - szturchnęłam go delikatnie nosem. - Idę pracować, do zobaczenia! - dodałam i odeszłam.
Red Rose
Obudziłem się tak jak zwykle i znowu zastałem moje łoże puste. Ehh, gdzie ona tak wcześnie wychodzi? Mniejsza, ważne, że w nocy mam to czego chcę. Jestem zadowolony i to jest najważniejsze. Wstałem z posłania i podszedłem do naszych wspólnych zapasów mięsa. Ostatnio było gorzej niż zwykle, więc i ja dostałem marne 3 kilogramy. Wziąłem parę kęsów i wyszedłem z komnaty. Generał i myśliwi powinni być w pobliżu zamku, więc zaczniemy ustalać rację żywności na następny tydzień. Potem skoczę do budowlańców spytać jak im idzie, jednak zanim to wszystko zrobię, odwiedzę moją ukochaną w pracy. Z uśmiechem na pysku wszedłem do jej pracowni, po czym przywitałem się. Widocznie moje słowa ją przestraszyły, gdyż upuściła jakąś fiolkę. Wadera syknęła i spojrzała na mnie.
- Coś się stało? - zapytałem patrząc na nią, jej mina nie wyglądała mi na oznakę zadowolenia.
Aria
Moją pracownię odwiedził Red Rose. Uspokoiłam się, po czym spojrzałam na łapę. Ból był bardzo doskwierający, lecz nie chciałam tego pokazywać. Sierść na tej części ciała była trochę wypalona. Przeniosłam wzrok na partnera.- Nic takiego. - odparłam szybko. - Mały wypadek przy pracy. - dodałam i zaśmiałam się nerwowo.
Na szczęście ten kwas nie był bardzo szkodliwy, więc nie miałam dużego powodu do zmartwień. Niemniej jednak musiałam się z tym udać do medyka. Podeszłam do basiora i delikatnie liznęłam go po pysku. Chwilę potem odsunęłam się od niego.
- Muszę złożyć wizytę medykowi. Jeśli nie masz żadnych planów to potowarzyszyłbyś mi? - zapytałam.
W oczekiwaniu na jego odpowiedź wyszłam z pomieszczenia i stanęłam przed wejściem.
Red Rose
Wadera zachowywała się troszkę inaczej. Zdaje mi się, że coś ukrywa, jednak skoro mówi, że to nic takiego, to dobrze. Nie będę przecież jej śledzić i patrzeć co robi. Ma prawo do prywatności, tak samo jak i ja. Słysząc, że musi udać się do medyka w moim ciele nastąpiła dziwna reakcja. Serce przyśpieszyło, a mi zrobiło się gorąco. Hmm, ciekawe dlaczego. Może i ja też powinienem tam iść? Skoro ukochana proponuje, to też go odwiedzę. Może jestem chory? Nie, na pewno nie.
- Oczywiście kochanie. - oznajmiłem i również polizałem ją po pysku, a zaraz potem wyszedłem za nią.
- Medycy jeszcze nie mają przygotowanej sali, ale zajmuję się już dostarczaniem ekwipunku. - powiedziałem z dumą, żeby nie myślała, że jestem tu tylko od leżenia na posłaniu i czekaniu. No... ewentualnie od wydawania rozkazów, chociaż to akurat prawda, ale przynajmniej wychodzę z pomieszczenia i nawet czasem wybiorę się do wioski czy do generała. Jakiś postęp, nieprawdaż?
Aria
Red Rose powiadomił mnie, że jeszcze nie wszystko było przyszykowane w sali medycznej. Cóż... Chciałam tam pójść tylko po to, aby dowiedzieć się czy mej łapie coś zagraża. Do tego raczej nie potrzebowano sprzętu i innych takich bzdetów, nieprawdaż? A jeśli chodziło by o jakieś zioła to sama mogłabym je znaleźć. Po paru minutach dotarliśmy pod drewniane drzwi. Z reguły wiem, iż wilki zajmujące się tym nie lubią towarzyszów, więc poprosiłam rudego basiora o poczekanie, a później weszłam do sali medycznej. Rozejrzałam się. Rzeczywiście; było tu pusto. Tylko na ziemi znajdowały się dwa posłania, a na półkach stało parę wywarów. Podeszłam do jednego z medyków. - Co się stało? - zapytał wilk.
- Podczas pracy miałam mały wypadek. Kwas - co prawda zbytnio niegroźny - wylał mi się na łapę. Chciałam się jednak upewnić o jej stan. - odpowiedziałam.
Przysunęłam nogę bliżej medyka. Ten dokładnie obejrzał ją, a później przeniósł wzrok na mnie.
- Nic poważnego się nie stało. - odparł. - Wystarczy tylko raz na jakiś czas polewać łapę sokiem z aloesu, a w szybkim tempie zagoi się skóra. Futro równie szybko odrośnie. - dodał.
Skinieniem głowy podziękowałam i wyszłam z pokoju. Zamykając drzwi spojrzałam na basiora w geście 'Co teraz robimy?'.
Red Rose
No cóż, skoro ukochana chce iść sama to zostałem. Ciekawe czy to serio coś niegroźnego czy może mnie nie chciała martwić, hmm? Wiadomo jakie są wadery, zapomnisz o urodzinach to cię zje, ale jak sobie coś zrobi to jest wszystko spoko. Ot taka kobieca logika. Możliwe, że to dlatego nie chciałem się wiązać, ale na pewno Aria jest inna. Czuję to, a energia się nigdy nie myli. Arcanus mi ją zapisał, to jest pewne, a woli boga nie wolno się sprzeciwiać, prawda? Siła wyższa.Po chwili wadera wyszła z komnaty medycznej i spojrzała na mnie, wyjaśniając mi swym wzrokiem wszystko. No cóż, skoro ma siłę by coś jeszcze robić to na pewno wszystko z łapą w porządku. Chociaż gdyby tak na to spojrzeć, to nie wygląda to cudownie.
- Co potrzebujesz na swoją łapkę? Medyk na pewno ci coś zalecił, prawda? - zapytałem, spoglądając raz na nią, a raz na jej łapę.
Aria
Basior zapytał się o stan mojej łapy.- Wszystko jest w porządku. Muszę tylko ją polewać sokiem z aloesu. - wyjaśniłam. - Jednak wydaje mi się, że już nie mam tej rośliny w swej pracowni. Tak się zastanawiałam, czy teraz nie pójść może i jej poszukać. Co ty na to? - dodałam.
Pomyślałam, iż mogę wybrać się na spacer po terenach z partnerem, przy okazji szukając zleconego lekarstwa. Przecież może sobie zrobić przerwę w pracy, prawda? Strażnicy nie mają prawa mu nic zarzucić, gdyż to on tutaj rządzi. Cóż... Może i ja zostanę niegdyś cesarzową? Wszystko zależy od Red Rose; no chyba, że chce mnie po prostu wykorzystać dla własnych potrzeb. Eh, coś nie za bardzo umiem całkowicie zaufać rudemu samcowi.
Red Rose
Poszukać jakiegoś zielska? No cóż, to chyba nie będzie najciekawsze zajęcie na Arcanasie, jednak może ona coś sprawi? W sumie, czemu nie? Generał chyba da sobie radę i zrozumie, że chcę spędzić trochę czasu z moją gwiazdeczką. Miłość jest wytłumaczeniem, niezbyt logicznym, jednak tego nie warto rozumieć, bowiem wtedy traci swój urok. To szczęście, takie niewytłumaczalne, takie po prostu. Jest i będzie, tak samo jako wojny i cierpienie. Uczucia nie zginą. Kurde... a od kiedy to ja o czymś takim myślę? To... nie ważne! Koniec, nie było tego. Dobrze, że ona mnie teraz nie słyszy, bo normalnie wzięłaby mnie za wariata.- Świetnie! Mam nadzieję, że coś znajdziemy i wyzdrowiejesz. - liznąłem ją po policzku, po czym dodałem, że może prowadzić, bo ja nie wiem gdzie to rośnie.
Aria
Gestem głowy pokazałam, aby basior podążał za mną. Z tego co pamiętam, to aloes rośnie gdzieś przy zbiornikach wodnych. Cóż... Największe prawdopodobieństwo znalezienia go byłoby na plaży, lecz raczej nie mam zamiaru wędrować aż tam. To prawie cały dzień drogi, licząc również powrót. Dlatego postanowiłam, iż wybierzemy się do jeziora nieopodal zamku. Znajdowało się po drodze do wioski. Może przy okazji ją odwiedzimy? Chciałabym zobaczyć co tam się pozmieniało. Szliśmy w ciszy. Minęło już pół godziny. Dobra pora aby zrobić sobie przerwę. - Może mały postój? - zaproponowałam.
Red Rose w odpowiedzi kiwnął głową na znak zgody. Usiadłam pod rozległym drzewem. Dawał duży cień, a jako że dzisiaj było dosyć ciepło, to było to idealne miejsce do schłodzenia się.
Red Rose
Zawsze dziwi mnie to, że podczas podróży czy kiedy spędzamy wspólnie czas, ona milczy. Tak po prostu milczy, a ja nie potrafię przerwać tej ciszy. Co jeśli o czymś myśli? Nie chcę jej w tym przerywać, bo co jeśli myśli o nas? Wpadnie na coś i mi powie, prawda? A tak to bym jej te myśli zrujnował i niczego się nie dowiedział. - Tak, postój to dobre rozwiązanie. - odpowiedziałem z uśmiechem. Patrzyłem na nią jeszcze przez chwilkę, po czym rozpaliłem małe ognisko.
- Kocham Cię, wiesz? - nie wiem co się ze mną stało, ale powiedziałem to, tak dziwnie... ten ton głosu nie był mój. Ja się tak nie zachowuje! Agr! Mam ochotę zapaść się pod ziemię, teraz!
Odwróciłem się szybko, by nie zdążyła spojrzeć mi w oczy, po czym sam wlepiłem swoje gałki w moje łapska. Co ja robię?! Zaraz chyba ucieknę! Gdzie mam się patrzeć? Proszę tylko nic nie mów, zapomnij, że to powiedziałem. Tego nie było. Niczego nie było. To nie ja! Czy ja się boję? To głupie!
Aria
Basior wyglądał na zawstydzonego. Cóż... Najwidoczniej palnął coś przypadkowo. Rozumiem to; mi też się czasami coś takiego zdarza. Zachichotałam cicho i rozejrzałam się. Spokój i cisza, czyli to, co ubóstwiam. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Odruchowo popatrzyłam w stronę źródła dźwięku. Tajemniczym osobnikiem okazał się być mój przyjaciel Ikelos. Red Rose chyba nie spodobała się nieoczekiwana wizyta szarego samca. Ja za o byłam bardzo zadowolona. Mag, zauważając nas, podszedł. Na jego pysku widniał promienny uśmiech. - Witaj, Ikelos. - rzekłam.
Wilk odpowiedział tym samym, lecz dodał, iż szuka pilnie jakiegoś zielarza.
- Nie chcę ci zajmować czasu, ale mam jedno pytanie. Aloes rośnie gdzieś w okolicach jezior, prawda? - zapytałam dla pewności.
- Uh... Wydaje mi się, że raczej właśnie na suchych terenach. A coś się stało? - odparł.
- Nic poważnego. Po prostu potrzebuję soku z tej rośliny. - wyjaśniłam.
Samiec wyjął jakąś fiolkę z torby i mi ją podał. Potem odszedł, mówiąc "Nie musisz oddawać. Do zobaczenia!". Byłam bardzo zadowolona z tego faktu. Od razu otworzyłam buteleczkę. Następnie wylałam z niej parę kropel na łapę. Zatkałam ponownie przedmiot i wsmarowałam ciecz.
Red Rose
Pierwszy raz w życiu chciałem podziękować bratu, ze przerwał tę chwilę żenady, jednak zaraz po tym poczułem się nieswojo. Nie odezwałem się, jednak bardzo uważnie obserwowałem tą dwójkę. W sumie nic ciekawego się nie wydarzyło, nie wyglądali jakby coś przede mną ukrywali. Jednak może tak miało mi się wydawać? Sprytnie, jednak Ikelos taki nie jest. A co jeśli to Aria coś mu nagadała i słucha jej jak ten sługa? Nie, na pewno nie, szary jest marnym aktorem.- Powinniśmy wziąć ślub. - rzekłem do szarej wadery.
Aria
Ślub...? Czy on wypowiedział właśnie to słowo? Jego wypowiedź była zupełnie niespodziewana dla mnie. Mój oddech lekko przyspieszył; bicie serca również. Małżeństwo wiązało się z wiernością do końca życia. Oczywiście nie mówię o sobie, gdyż ja byłabym wierna. Tylko co z Red Rose? To on był taki... No... Zdradziecki. Jak coś się mu znudziło to po prostu to porzucał. On nawet nie oświadczył mi się. Myślałam, iż zrobi to niespodziewanie, wieczorną porą. A tu co? On mówi, że musimy wziąć ślub.- Wiesz... Wyobrażałam to sobie zupełnie inaczej. Tego nie mówi się wprost. Miałam nadzieję, że oświadczysz mi się w romantycznej chwili... A nie na zwykłym spacerze. - powiedziałam z niezadowoleniem.
Uśmiech na moim pysku zmienił się w grymas.
Red Rose
Romantycznej chwili? No proszę cię, jeszcze czego. A co ja? Romantyk? Nie mam czasu na takie błazenady, toż to dobre dla dzieci i wader. Ja jestem samcem alfa i nie będę się poniżać przed jakąś waderką. Jakby mało było tego, że mam na głowie całe królestwo. Nie mam czasu na obmyślanie jakby jej tu powiedzieć co powinniśmy zrobić. Tak, powinniśmy, bo to będzie o mnie dobrze świadczyć. Może i miałem reputację gorącego kochanka, wader na pęczki i możliwe, że mam całe stadko szczeniąt, ale to już przeszłość. Na starość to się właśnie przyda mi taka porządna samica jak Aria, a nasze dzieci obejmą władzę. Proste, prawda? Jednak no... trzeba ją jakoś udobruchać, bo widzę, że nie podoba jej się moja propozycja. - Każdy spacer z tobą jest cudowną chwilą. Myślałem, że to już jasne. - oznajmiłem, uśmiechając się zalotnie.
Aria
Red Rose zaczął prawić to, co parę lat temu. Przyzwyczaiłam się do tego typu zdań. Niestety nadal uważałam, że powinien to zrobić inaczej. Pomyślałam, iż nie warto się już kłócić, gdyż zepsuł on niespodziankę której z pewnością nie da się naprawić. - Myślę, że ślub to całkiem dobry pomysł. - odparłam, pomijając temat mojego zawiedzenia. - Lecz chociaż jego urządzenie mogłoby być dla mnie miłą niespodzianką. - dodałam.
Miałam wielką nadzieję, że wśród wszystkich swoich zajęć rudy basior znajdzie choć chwilkę, aby zaplanować naszą uroczystość. Eh... Czy on nie rozumie, iż wadery potrzebują trochę większej uwagi oraz opiekuńczości niż samce? Nastała cisza.
- ... oczywiście jeżelibyś znalazł na to czas. - rzekłam po chwili z lekkim żalem. - W razie czego razem z komikami coś wymyślę...
Red Rose
Że niby ja mam urządzić wesele? Co jak co, ale myślałem, że się ucieszy, że to ona będzie mogła wszystko zaplanować. Z tego co wiem to wadery uwielbiają takie pierdoły. Kurde, sam nie wiem, może Ikelos by coś zorganizował? On ją przecież dobrze zna, pracują razem i na pewno mu się zwierza. To byłby całkiem niezły pomysł, chociaż za bratem nie przepadam, ale nie mam innego pomysłu. Jeśli on by się tym zajął i wszystko byłoby tak jak ona sobie to wymarzyła, to na pewno byłaby zadowolona i zachowywałaby się inaczej w stosunku do mnie. O ile myślałaby, że to wszystko zrobiłem ja. Idealnie!- Zawsze myślałem, że wy lubicie zajmować się tego typu sprawami, jednak skoro taka jest twoja wolna, to coś wymyślę. - oznajmiłem, po czym polizałem ją po policzku.
- Ale wiesz, że to oznacza, iż nie będziemy mogli się spotykać dopóki wszystko nie będzie gotowe. Jeszcze tylko zapytam czy wolisz białą szatę czy może złotą, ewentualnie białą ze złotymi dodatkami? - zastanowiłem się przez chwilę, wyobrażając sobie ukochaną w pięknej białej pelerynie.
Aria
Ucieszyłam się z dobrej nowiny. Co jak co, ale nie należałam do wader lubiących urządzać takie przyjęcia. W zasadzie chodziło o to, iż nie miałam zupełnie gustu do imprez... Ale to już nie ważne! Bardzo mi miło, że Red Rose zajmie się tym wszystkim. Po chwili basior zadał mi pytanie o szatę. Zastanowiłam się, po czym uznałam, iż nie potrzebuję wyglądać jak jakaś błyskotka.- Wystarczy biała. Ewentualnie można dodać jakiś drobny złoty wzorek. Chodzi po prostu o to, żebym nie błyszczała. - odpowiedziałam.
Miałam wielkiego banana na pysku. Co jak co, ale nawet lubiłam imprezy. Szczególnie przyjęcia poświęcone mi, choć wcześniej takich było mało. Pomyślałam, że może Red Rose chciałby już zacząć przygotowania, więc nie chciałam mu przeszkadzać.
- A więc nie będę ci już przeszkadzać. - szturchnęłam go delikatnie nosem. - Idę pracować, do zobaczenia! - dodałam i odeszłam.
wtorek, 18 października 2016
Ash - Złote początki
Skoczyłam przed siebie, omijając sporej ilości zaspę śnieżną. Następnie skręciłam w bok, bo gdybym szła prosto to zwyczajnie, wpadłabym na wielką ślizgawkę. Po chwili biegu, zatrzymałam się. Spojrzałam w prawo, a zaraz potem w lewo i przed siebie. Dostrzegłam dziurę w śniegu, więc ruszyłam do niej szybko, ale usłyszałam niepokojący dźwięk. Ze zdziwieniem, odwróciłam się i zobaczyłam to - z drzew nagle zaczęły spadać białe chmurki, zmieniając się w wielką kulę i z dużą prędkością turlając się w moją stronę. Otworzyłam szerzej oczy i zaczęłam robić duże susy przed siebie. Nawet nie wiedziałam, że mogę utrzymać taką prędkość. Po chwili jednak zmęczyłam się ciągłym biegiem. Czułam się jak w ciemnym tunelu, ale dostrzegłam błysk światła. Wąwóz! Przesunęłam się w tamtą stronę i odetchnęłam głośno z ulgą, kiedy kula poleciała dalej. Wystawiłam delikatnie głowę i dostrzegłam, że jestem gdzie indziej. Mgła otulała mnie jak koc.
Usłyszałam głośny huk i coś zalśniło, prawie nie widocznie na niebie. Schowałam głowę, między łapy, próbując zasnąć. Co w końcu się stało...
Otworzyłam oczy, słysząc odgłosy łap. Wstałam powoli i wyszłam z kryjówki, rozglądając się czujnie. Dostrzegłam jak przede mną, przemyka cała gromada wilków. Ble! Jak mnie zobaczą z tym błyszczącym futerkiem... Przeturlałam się szybko dwa razy w śniegu i wyszłam do nich. Od razu dostrzegł mnie jakiś basior i szturchnął rudawego. On coś mu burknął, co na pewno nie było miłe, ale gdy mnie dostrzegł, na jego pyszczku powstało coś w rodzaju uśmiechu. Nie miałam pojęcia czy był szczery, ale chyba nie.
- Jestem Ash. - powiedziałam niepewnie, przyglądając się nie ufnie, wszystkim wilkom.
- Czy jest tutaj jakaś wataha? - dodałam po chwili, a wilki przyglądały mi się uważniej. W końcu jeden z nich odparł iż mogę iść z nimi.
Minęło kilka miesięcy od kiedy tu byłam. Zdążyłam jedynie poznać króla i grupkę wilków, których jedynie znałam imiona. Od tamtego czasu za często nie wychodziłam na światło dzienne. Mieszkałam w pięknym lodowym miejscu, w cudownej jaskini. Legowisko i mini spiżarnia, jakichś wychudzonych małych królików. Zjadłam sobie jednego z czego zostało mi takich trzy. Nie przejmowałam się tym jednak zbytnio. Po prostu wyszłam z domku, rozprostować kończyny i przy okazji, iść do wioski. Nie chciałam przecież oszaleć z samotności. No i... Pam, para, pam, dam! Brawa dla mnie! Na wstępie na kogoś wpadłam, zupełnie zamyślona!
- Oj, wybacz. - powiedziałam obojętnie, jednak wewnątrz byłam okropnie zawstydzona, że wpadłam na jakiegoś basiora.
Codziennie starałem się pomagać przy budowie wioski i zajmowaniu się rannymi. Jako mag powietrza mogłem podrzucać kamienie do innych magów, którzy zajmowali się ich układaniem. Postawienie domu prosto z gruntu było bardzo trudne... zawsze myślałem, że hej, przychodzi władca ziemi i stawia sobie cztery ścianki, a potem układa daszek. W praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Mag stawia bryłę ziemi, kamieni, błota i gliny, magowie wody i powietrza pomagają nadać temu kształt i wyrzeźbić wnętrze, a kiedy wszystko jest już gotowe, ognisty wszystko podpala i utwardza. I takie oto pomieszczenie jest już gotowe do użytkowania.
Wieczorem, po skończonej pracy zmierzałem ku schronisku. Tak nazywamy miejsce w wiosce, gdzie śpimy. Na razie domki nie są przydzielone, ze względu iż byśmy stracili pracowników. Wiadomo, masz swój domek to chcesz go urządzić. Chcemy być równi, więc kiedy skończymy budowanie, tak by każdy miał coś dla siebie, wtedy dopiero zaczniemy wybierać.
Wędrowałem z tłumem, więc nie zwróciłem zbytnio uwagi na to, gdzie idę, po prostu płynąłem z falą, bowiem zmierzaliśmy w jednym kierunku. Nagle poczułem lekkie szturchnięcie. Spojrzałem na białą waderę.
- Gdzie się wybierasz? Jutro trzeba wcześnie wstać i dokończyć pracę. Nie jesteś zmęczona? - zapytałem z automatu. Nie myślałem o tym co mówię i jak mówię. Nie liczyło się nic, prócz pomocy i pracy.
- N-no jestem z-z Glacies. I nie wiedziałam, że wy t-tutaj tak ciężko pracujecie. Chciałam zobaczyć c-co w wiosce i wyruszyłam w południe, a mój dom jest ka-kawał stąd. - powiedziałam nie odpowiadając nawet na pytanie wilka. Byłam za stresowana okropnie Wpadłam na wilka, nie wiedziałam, że zaczyna się wieczór i do tego nie miałam pojęcia o tym, że ta wioska tak wygląda! I jeszcze nie miałam nawet gdzie spać. No nic. Jedna noc pod gołym niebem nie zaszkodzi. Nagle ziewnęłam głośno mimowolnie.
- Pewnie jesteś zmęczona. Chodź z nami, znajdzie się jakiś kąt dla ciebie, a rano zdecydujesz co zamierzasz. - oznajmiłem obojętnie, po czym ziewnąłem. Ehh, nie mam już dzisiaj siły.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że kilka wilków już przebudziło się, a jeszcze kilku nawet tutaj nie było. W tym basiora na, którego wpadłam. Wstałam i przeciągnęłam się, skrobiąc delikatnie pazurami o podłoże. Wstałam i wyszłam, robiąc duży oddech i wdychając piękne zapachy. U mnie w Glacies, nic tak pięknie nie pachniało. Tylko śnieg i lód oraz zapach wychudzonych królików, które nie raz zanosiłam do zamku, bo chciałam w jakikolwiek sposób pomóc. Ale czemu nikt mi nie powiedział, że tutaj wilki tak ciężko pracują?! Westchnęłam głośno i po chwili dostrzegłam, tego basiora. Pomagał wilkom budować jakiś... Z tego co wiedziałam, był to domek, ale mogłam się pomylić. Chyba był magiem powietrze, bo podnosił różne rzeczy. No, to teraz pytanie. Pomóc czy nie pomóc? Yyy... Pomóc!
- Czy mogłabym w czymś p-pomóc?
Zbudziłem się rano i rozejrzałem się. Każdy wilk coś jadł, więc i ja zjadłem resztki mięsa. Na szczęście była dzisiaj sekma, więc jutro dostaniemy swoje należyte trzy kilogramy mięsa. Cóż, trzy kilogramy to jednak nie tak wiele, jak na chwila. Normalnie jadłem kilogram dziennie, a tu proszę... trzy dniową rację należy rozłożyć na siedem. Ehhh...
Po skończonym posiłku udałem się od razu na plac budowli i pomagałem w formowaniu domów. Po jakimś czasie dołączyła do mnie biała wadera, która spytała się czy może w czymś pomóc. Cóż, była z Glacies i pewnie w zamku bywała jedynie w prima po mięso.
- Oczywiście, jeśli tylko chcesz to nam się przydasz. - oznajmiłem z uśmiechem.
- Jaki masz żywioł? - zapytałem, by móc przydzielić jej coś do pracy, chociaż głównie to generał i król tu rządzą. Myślę jednak, że się nie pogniewają jeśli ja coś zaproponuje.
- W-wody. - podniosłam delikatnie brew, czekając na to wymyśli basior. Ale nagle pomyślałam o czymś bardzo ważnym. - W ogóle mam na imię... No... Ash. A ty?
- To świetnie, będziesz pracować ze mną. Chodź. - uśmiechnąłem się do niej, po czym ruszyliśmy do kolejnego bloku z ziemi. Wadera po drodze spytała o me imię. No tak, ale ja jestem głupi... gdzie moje maniery? Czyżby zaginęły gdzieś w otchłani zmęczenia? Prawdopodobne.
- Oh, bardzo cię przepraszam. Ogólnie nie zachowuję się w ten sposób, ale jestem ostatnio bardzo zmęczony. Ikelos. - oznajmiłem, tłumacząc też moje ogólne zachowanie.
- Ikelos the White. - dodałem, mając malutką nadzieję, że nie poznała jeszcze Red Rose. Nie mieszka w zamku, więc nie słyszy o tym, co ten the White wyprawia. Chociaż muszę przyznać, że odkąd jest z moją... ehem... znaczy się z Arią, to mu się polepszyło.
- A tobie jak na imię? - zapytałem, zatrzymując się na miejscu naszej pracy.
- Mag wody i powietrza? - zapytał jeden z ziemnych, na co odkiwnąłem jedynie głową.
- Domki wiecie jak wyglądają, prawda? Miłej pracy. - uśmiechnął się do nas, po czym odszedł na inne stanowisko.
Kiwnęłam nie pewnie głową, uśmiechając się do basiora, który po chwili znowu zaczął pracować. Szczęście, że mieszkam w Glacies, ale z drugiej strony czuję współczucie do wilków mieszkających w wiosce. A rzadko odczuwałam to uczucie. Yyy... Poprawka. Bardzo rzadko. Ich dom jest zniszczony, tak więc trzeba w jakikolwiek sposób im pomóc. Pomóc. To słowo ma różne znaczenie, można przecież pomóc sobie, wspinać się. Albo pomóc innym wilkom. Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero głos jakiejś wilczycy, która powiedziała, że przydamy się przy jakimś domku.
Razem z Ikelosem udaliśmy się tam i naszym oczom ukazała się mała chatka. O ile można to było nazwać chatką. Nie miało odpowiedniego kształtu, żeby nadawało się do zamieszkania.
- Em... - mruknęłam cicho do siebie, zastanawiając się co takiego mam dokładnie zrobić. Aż po chwili zobaczyłam jak jakaś wadera, modeluje to wszystko, swoim żywiołem. W tym przypadku wody. Biorąc z niej przykład skupiłam się i z małego zbiornika wody obok, wyleciała cała mokra ciecz. Robiła ona różne "piruety" ocierając się o glinę. Aż bam! I wyżłobiło się w ścianie wgłębienie. Postawiłam ze wstydu uszy po sobie i spojrzałam na to co przed chwilą zrobiłam.
- Mag ziemi! - krzyknąłem, po czym podszedł jeden z magów i naprawił lukę. Mruknął jeszcze do białej, żeby to ochlapała wodą, a ja wysuszyłem to miejsce, tak, że po wgłębieniu nie było śladu.
- Nie martw się, czasem się tak zdarza. - uśmiechnąłem się do niej, dodając jej trochę otuchy. Widziałem, że nie była zadowolona z tego co zrobiła i nieco zakłopotana.
Resztę dnia spędziliśmy na rzeźbieniu domków, a Ash nabierała wprawy. Cieszyło mnie to i ją najwyraźniej też. Zakładam, że w ciągu najbliższego roku uda nam się wszystko skończyć i będziemy mogli wrócić do normalnych zajęć.
Usłyszałam głośny huk i coś zalśniło, prawie nie widocznie na niebie. Schowałam głowę, między łapy, próbując zasnąć. Co w końcu się stało...
***
Otworzyłam oczy, słysząc odgłosy łap. Wstałam powoli i wyszłam z kryjówki, rozglądając się czujnie. Dostrzegłam jak przede mną, przemyka cała gromada wilków. Ble! Jak mnie zobaczą z tym błyszczącym futerkiem... Przeturlałam się szybko dwa razy w śniegu i wyszłam do nich. Od razu dostrzegł mnie jakiś basior i szturchnął rudawego. On coś mu burknął, co na pewno nie było miłe, ale gdy mnie dostrzegł, na jego pyszczku powstało coś w rodzaju uśmiechu. Nie miałam pojęcia czy był szczery, ale chyba nie.
- Jestem Ash. - powiedziałam niepewnie, przyglądając się nie ufnie, wszystkim wilkom.
- Czy jest tutaj jakaś wataha? - dodałam po chwili, a wilki przyglądały mi się uważniej. W końcu jeden z nich odparł iż mogę iść z nimi.
***
Minęło kilka miesięcy od kiedy tu byłam. Zdążyłam jedynie poznać króla i grupkę wilków, których jedynie znałam imiona. Od tamtego czasu za często nie wychodziłam na światło dzienne. Mieszkałam w pięknym lodowym miejscu, w cudownej jaskini. Legowisko i mini spiżarnia, jakichś wychudzonych małych królików. Zjadłam sobie jednego z czego zostało mi takich trzy. Nie przejmowałam się tym jednak zbytnio. Po prostu wyszłam z domku, rozprostować kończyny i przy okazji, iść do wioski. Nie chciałam przecież oszaleć z samotności. No i... Pam, para, pam, dam! Brawa dla mnie! Na wstępie na kogoś wpadłam, zupełnie zamyślona!
- Oj, wybacz. - powiedziałam obojętnie, jednak wewnątrz byłam okropnie zawstydzona, że wpadłam na jakiegoś basiora.
Ikelos
Przeżyłem katastrofę i nagle zacząłem doceniać każdą chwilę mojego życia. Nie mogę się martwić, nie mam na to czasu. Kto wie? Mogę umrzeć dzisiaj, czy jutro. Nie chcę by moje życie właśnie tak wyglądało, takie smutne i ponure. Codziennie starałem się pomagać przy budowie wioski i zajmowaniu się rannymi. Jako mag powietrza mogłem podrzucać kamienie do innych magów, którzy zajmowali się ich układaniem. Postawienie domu prosto z gruntu było bardzo trudne... zawsze myślałem, że hej, przychodzi władca ziemi i stawia sobie cztery ścianki, a potem układa daszek. W praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Mag stawia bryłę ziemi, kamieni, błota i gliny, magowie wody i powietrza pomagają nadać temu kształt i wyrzeźbić wnętrze, a kiedy wszystko jest już gotowe, ognisty wszystko podpala i utwardza. I takie oto pomieszczenie jest już gotowe do użytkowania.
Wieczorem, po skończonej pracy zmierzałem ku schronisku. Tak nazywamy miejsce w wiosce, gdzie śpimy. Na razie domki nie są przydzielone, ze względu iż byśmy stracili pracowników. Wiadomo, masz swój domek to chcesz go urządzić. Chcemy być równi, więc kiedy skończymy budowanie, tak by każdy miał coś dla siebie, wtedy dopiero zaczniemy wybierać.
Wędrowałem z tłumem, więc nie zwróciłem zbytnio uwagi na to, gdzie idę, po prostu płynąłem z falą, bowiem zmierzaliśmy w jednym kierunku. Nagle poczułem lekkie szturchnięcie. Spojrzałem na białą waderę.
- Gdzie się wybierasz? Jutro trzeba wcześnie wstać i dokończyć pracę. Nie jesteś zmęczona? - zapytałem z automatu. Nie myślałem o tym co mówię i jak mówię. Nie liczyło się nic, prócz pomocy i pracy.
Ash
Spojrzałam na basiora z lekkim zdziwieniem. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak długo trwała moja podróż, a ja nawet nie czułam zmęczenia! Choć w sumie nic dziwnego, bo przechodziłam już dłuższe wędrówki. Nie miałam nawet pojęcia ile oni tutaj pracują. Chciałam się zapaść się pod ziemię. Tyle czasu tutaj mieszkam, a jeszcze im nie pomogłam! - N-no jestem z-z Glacies. I nie wiedziałam, że wy t-tutaj tak ciężko pracujecie. Chciałam zobaczyć c-co w wiosce i wyruszyłam w południe, a mój dom jest ka-kawał stąd. - powiedziałam nie odpowiadając nawet na pytanie wilka. Byłam za stresowana okropnie Wpadłam na wilka, nie wiedziałam, że zaczyna się wieczór i do tego nie miałam pojęcia o tym, że ta wioska tak wygląda! I jeszcze nie miałam nawet gdzie spać. No nic. Jedna noc pod gołym niebem nie zaszkodzi. Nagle ziewnęłam głośno mimowolnie.
Ikelos
Ona mieszka w Glacies? Nie wiedziała co my robimy!? Jak to w ogóle możliwe? Mniejsza, teraz najważniejsze jest to, że nie ma gdzie spać i pewnie jest zmęczona drogą, tak samo jak i ja pracą. Niestety nie mam gdzie jej zaprosić, nie mam jeszcze przydzielonego mieszkania. Nie wiem czy będzie chciała spać z tyloma wilkami, skoro mieszka w Glacies. Tam nikt nie mieszka. - Pewnie jesteś zmęczona. Chodź z nami, znajdzie się jakiś kąt dla ciebie, a rano zdecydujesz co zamierzasz. - oznajmiłem obojętnie, po czym ziewnąłem. Ehh, nie mam już dzisiaj siły.
Ash
Gdy usłyszałam to co powiedział wilk, spojrzałam w bok mrużąc oczy. Nie byłam pewna czy chcę spać z tyloma wilkami i to jeszcze mi nieznanymi. Ale byłam tak zmęczona, że chyba nawet nie miałam wyboru i musiałam tam spać. Zastanawiałam się tak kilka sekund, aż w końcu znowu spojrzałam na basiora i kiwnęłam głową razem z nim i innymi, kierując się do miejsca, gdzie spali. Gdy tam weszliśmy od razu usiadłam w ciemnym kącie, bo nie miałam zamiaru, spać obok zupełnie nie znajomych wilków. Przymknęłam delikatnie oczy, zamyślając się, aż w końcu, zasnęłam.***
- Czy mogłabym w czymś p-pomóc?
Ikelos
Wadera zgodziła się iść z nami, a potem znalazła sobie jakiś kąt w naszej, jakby to nazwać, sypialni. Cóż, nie chce spać na skórze to trudno, dzisiaj nie mam siły by się tym martwić. Normalnie zaproponowałbym jej jakieś lepsze miejsce czy też pożyczył od kogoś skórę, jednak dzisiaj... zasnąłem od razu. Zbudziłem się rano i rozejrzałem się. Każdy wilk coś jadł, więc i ja zjadłem resztki mięsa. Na szczęście była dzisiaj sekma, więc jutro dostaniemy swoje należyte trzy kilogramy mięsa. Cóż, trzy kilogramy to jednak nie tak wiele, jak na chwila. Normalnie jadłem kilogram dziennie, a tu proszę... trzy dniową rację należy rozłożyć na siedem. Ehhh...
Po skończonym posiłku udałem się od razu na plac budowli i pomagałem w formowaniu domów. Po jakimś czasie dołączyła do mnie biała wadera, która spytała się czy może w czymś pomóc. Cóż, była z Glacies i pewnie w zamku bywała jedynie w prima po mięso.
- Oczywiście, jeśli tylko chcesz to nam się przydasz. - oznajmiłem z uśmiechem.
- Jaki masz żywioł? - zapytałem, by móc przydzielić jej coś do pracy, chociaż głównie to generał i król tu rządzą. Myślę jednak, że się nie pogniewają jeśli ja coś zaproponuje.
Ash
Wilk powiedział, że oczywiście mogę pomóc, po chwili pytając mi się jaki mam żywioł. Spojrzałam więc na niego nieufnie, za bardzo nie wiedząc po co potrzebna mu ta informacja. Stałam tak przyglądając się mu, aż po kilku minutach mruknęłam cicho:- W-wody. - podniosłam delikatnie brew, czekając na to wymyśli basior. Ale nagle pomyślałam o czymś bardzo ważnym. - W ogóle mam na imię... No... Ash. A ty?
Ikelos
A więc woda? Hmm, to w sumie dobrze, będzie pracować ze mną i innymi magami o tych żywiołach. Mam nadzieję, że dobrze sobie radzi z władaniem nad swoim żywiołem i jest w stanie uformować coś z ziemi. - To świetnie, będziesz pracować ze mną. Chodź. - uśmiechnąłem się do niej, po czym ruszyliśmy do kolejnego bloku z ziemi. Wadera po drodze spytała o me imię. No tak, ale ja jestem głupi... gdzie moje maniery? Czyżby zaginęły gdzieś w otchłani zmęczenia? Prawdopodobne.
- Oh, bardzo cię przepraszam. Ogólnie nie zachowuję się w ten sposób, ale jestem ostatnio bardzo zmęczony. Ikelos. - oznajmiłem, tłumacząc też moje ogólne zachowanie.
- Ikelos the White. - dodałem, mając malutką nadzieję, że nie poznała jeszcze Red Rose. Nie mieszka w zamku, więc nie słyszy o tym, co ten the White wyprawia. Chociaż muszę przyznać, że odkąd jest z moją... ehem... znaczy się z Arią, to mu się polepszyło.
- A tobie jak na imię? - zapytałem, zatrzymując się na miejscu naszej pracy.
- Mag wody i powietrza? - zapytał jeden z ziemnych, na co odkiwnąłem jedynie głową.
- Domki wiecie jak wyglądają, prawda? Miłej pracy. - uśmiechnął się do nas, po czym odszedł na inne stanowisko.
Ash
- Ash, znaczy... Ash Night Flower - przedstawiłam się słysząc pytanie basiora. Już w sumie przed chwilą się przedstawiłam, ale prawdopodobnie wilk był akurat zamyślony. Gdy tak szliśmy nagle usłyszałam głos, innego basiora. Kiwnęłam nie pewnie głową, uśmiechając się do basiora, który po chwili znowu zaczął pracować. Szczęście, że mieszkam w Glacies, ale z drugiej strony czuję współczucie do wilków mieszkających w wiosce. A rzadko odczuwałam to uczucie. Yyy... Poprawka. Bardzo rzadko. Ich dom jest zniszczony, tak więc trzeba w jakikolwiek sposób im pomóc. Pomóc. To słowo ma różne znaczenie, można przecież pomóc sobie, wspinać się. Albo pomóc innym wilkom. Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero głos jakiejś wilczycy, która powiedziała, że przydamy się przy jakimś domku.
Razem z Ikelosem udaliśmy się tam i naszym oczom ukazała się mała chatka. O ile można to było nazwać chatką. Nie miało odpowiedniego kształtu, żeby nadawało się do zamieszkania.
- Em... - mruknęłam cicho do siebie, zastanawiając się co takiego mam dokładnie zrobić. Aż po chwili zobaczyłam jak jakaś wadera, modeluje to wszystko, swoim żywiołem. W tym przypadku wody. Biorąc z niej przykład skupiłam się i z małego zbiornika wody obok, wyleciała cała mokra ciecz. Robiła ona różne "piruety" ocierając się o glinę. Aż bam! I wyżłobiło się w ścianie wgłębienie. Postawiłam ze wstydu uszy po sobie i spojrzałam na to co przed chwilą zrobiłam.
Ikelos
Ash? Czy ja czasem nie słyszałem już tego imienia? W sumie to nie ważne. Im szybciej skończymy budowlę tym lepiej. Udaliśmy się na miejsce, tam gdzie wskazała nam pewna wadera i zabraliśmy się do pracy. Wszystko szło całkiem dobrze, przynajmniej z mojej strony. Zamierzałem trochę osuszyć wiatrem stronę wadery, a ją wysłać na moje miejsce, jednak coś jej nie wyszło. Normalnie bym się zezłościł, bo to tylko strata czasu, jednak kilkudniowe zmęczenie nie pozwoliło mi na to. No trudno, zdarza się, a z tego co mówiła, jest nowa. - Mag ziemi! - krzyknąłem, po czym podszedł jeden z magów i naprawił lukę. Mruknął jeszcze do białej, żeby to ochlapała wodą, a ja wysuszyłem to miejsce, tak, że po wgłębieniu nie było śladu.
- Nie martw się, czasem się tak zdarza. - uśmiechnąłem się do niej, dodając jej trochę otuchy. Widziałem, że nie była zadowolona z tego co zrobiła i nieco zakłopotana.
Resztę dnia spędziliśmy na rzeźbieniu domków, a Ash nabierała wprawy. Cieszyło mnie to i ją najwyraźniej też. Zakładam, że w ciągu najbliższego roku uda nam się wszystko skończyć i będziemy mogli wrócić do normalnych zajęć.
piątek, 14 października 2016
Ingrate the Steadfast
A więc, urodziłem się daleko stąd w olbrzymiej watasze, liczącej sobie chyba nieco mniej niż pół setki wilków. Nieźle, co?. Rodzicami moimi byli Chocono, czarna opiekunka szczeniąt i Lio, pospolity wojownik, obrońca terenów o wysokim wzroście i dość chudej budowie. Pamiętam tę parkę jako bardzo miłe, dobre i poczciwe wilczki, które starały się przekazać synkowi, czyli mnie, jak najwięcej tych pozytywnych wartości. W sumie to im się udało. A potem zmarli, kiedy miałem trochę ponad dwa lata. Nie było w tym nic dziwnego, żaden to spisek czy wypadek, po prostu syn im się urodził na jesieni życia (co może wyjaśniać, dlaczego jestem jedynakiem) i zanim dorósł, przyszedł po prostu ich czas. Długo nie mogłem się z tym pogodzić i czułem się strasznie samotny, więc jeszcze tego samego roku postanowiłem wybrać sobie stanowisko i zająć się pracą. Zostałem wojownikiem. Jednym z wielu, ot, taki szary szeregowy. Ze trzy lata później, czyli stosunkowo wcześnie wziąłem ślub z pewną piękną waderą należącą do mojego stada, którą znałem w sumie z widzenia. To była złotowłosa Amaya. Rok później urodziły nam się nawet dzieci - dwie waderki, Mirah i Lujayn oraz basiorek o imieniu Balay. I tak sobie żyłem, ale muszę przyznać, że byłem w tym życiu nieco nieszczęśliwy. Pracę miałem nudną, rodzina i stała partnerka już była, życie uważałem za już ustawione i w końcu, pewnego dnia zacząłem się... bawić. A wiecie jak? Wkręciłem się w zabijanie. Tak, zostałem mordercą na zlecenie. Taka dorywcza praca dawała mi ekscytację, zastrzyk adrenaliny, czyli to, czego potrzebowałem. Czułem, że żyję! Najpierw kończyłem z wilkami z okolicznych, sąsiędnich watah, ale potem, kiedy zaczęły już krążyć plotki, wilki z rodzinnego stada też kilka razy złożyły mi zlecenia na pozbycie się któregoś z sąsiadów. Oczywiście pozorowałem to wszystko na wypadki, zaginięcia, ale pewnego dnia moje brudne sprawy jednak wyszły na jaw. Zostałem poprowadzony przez sąd i cudem uniknąłem kary śmierci, na rzecz... wygnania. I kiedy odchodziłem tak wyklęty na oczach wszystkich członków stada, ujrzałem w tłumie twarz swojej ukochanej, dobrodusznej Amayi. I wtedy zrozumiałem swój błąd. Zrozumiałem, że powinien cieszyć się z tego co mam, być po prostu dobrym i skupić się na miłości i rodzinie, zamiast szukać wrażeń zagłębiając się w zło. Zacząłem żałować wszystkich złych czynów, ale było już za późno. Krzyknąłem jeszcze do niej głośne ,,Przepraszam'', ale ta odwróciła się ode mnie i wraz ze szczeniakami odeszła w głąb terenów. To naprawdę mnie złamało. Wygnany długo tułałem się po świecie, znajdowałem nowe watahy i opuszczałem je, po drodze jeszcze wiele razy wpadałem w koszmarne kłopoty, z rozpaczy i wyrzutów sumienia zacząłem... eh, mówią, że zacząłem szaleć, miałem jeszcze sporo przygód, ale to nie jest już historia na tę chwilę.
Płeć: Samiec
Kolor oczu: Złoty
Kolor sierści: Czarny
Wysokość: 82
Masa: 55
Imię: Ingrate
Przydomek: The Steadfast
Wiek: 7
Żywioł: Powietrze
Kolor oczu: Złoty
Kolor sierści: Czarny
Wysokość: 82
Masa: 55
Imię: Ingrate
Przydomek: The Steadfast
Wiek: 7
Żywioł: Powietrze
czwartek, 13 października 2016
Issar - Rozmowa o pracę
Przemierzałam długie, mroczne zamkowe korytarze tanecznym krokiem, nucąc sobie jednocześnie coś pod nosem. Byłam w świetnym nastroju, albowiem dzisiaj kolejny wspaniały dzień w moim życiu - dzisiaj akurat dlatego, że zostanę komikiem. Tym od zabawy. Najpierw tylko trzeba będzie załatwić to u cesarza, z tego co wiem o tym całym systemie, tylko on może je przydzielać... A o systemie, przyznać trzeba, wiem niewiele... Odnotowałam więc w pamięci, że muszę wypytać władcę o dokładniejszy zakres moich obowiązków, pierwsze zlecenie i inne takie ciekawostki... Tak dla pewności, bo, bądźmy szczerzy, niezbyt słuchałam o całym stanowisku, przyciągnęła mnie tylko nazwa. Komik. A więc brnęłam dzielnie w górę (tak jakoś się domyśliłam, że właśnie tam będzie jego pokoik), pokonałam wszystkie schody i zakręty i w końcu doszłam pod piękny, rzeźbiony portal. Przy tych drzwiach stało dwóch strażników, więc byłam już pewna, kto tu mieszka. Uśmiechnęłam się słodko do tej dwójki, wyjaśniłam, co tu robię, a ci pozwolili mi przejść bez większego tego... W sumie, co oni robią na zewnątrz, nie powinni siedzieć w środku komnaty? Przecie zaraz będę z władcą za zamkniętymi drzwiami. A może w środku też takich podobnych ma? Hmm... Zapukałam do drzwi, a kiedy usłyszałam zimne pozwolenie, otworzyłam je i wpełzam do środka.
- Dzień dobr... - zaraz, czy tak można się zwracać do władcy? Na wszelki wypadek dodałam jakieś: szanowny cesarzu na końcu i skłoniłam się lekko. Słyszałam, że tak się robi. Potem podniosłam wzrok i obejrzałam rudego wilka... Chyba widziałam go po raz pierwszy, ale nie wzbudził we mnie żadnych specjalnych odczuć. Uśmiechnęłam się serdecznie, starając się sama zrobić dobre wrażenie.
- Przyszłam po stanowisko. Znaczy, prosić o stanowisko. Nie przeszkadzam?
Nagle usłyszałem pukanie, więc otworzyłem i odwróciłem się, by zobaczyć kto postanowił mnie odwiedzić. O proszę... śliczna waderka.
- A kim to chciałbyś zostać księżniczko? - zapytałem, przyglądając jej się.
- Macie tu takie stanowisko jak Komik, czyż nie? - spytałam.
- A no mamy, a co Cię dokładnie interesuje? Będziesz śpiewać czy tańczyć? - zaśmiałem się.
- Chciałabym móc rozbawiać innych, także na różnych zabawach, które z ogromną chęcią bym prowadziła. No i zawsze zadbałabym o dobrą atmosferę w królestwie. Jestem pewna, że istnieje i taka opcja.
- Oczywiście, że jest i mam nadzieję, że zrobisz mi najlepsze wesele. - uśmiechnąłem się, a ona popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. No cóż, tak... chcę się ożenić. Załatwię wszystko z kapłanką, jednak najpierw będę musiał porozmawiać z ukochaną. Nie wiem co ona może lubić, ale postaram się. Będzie to dziwne, nigdy wcześniej niczego takiego nie robiłem, po co?
- Dostajesz stanowisko i liczę na ciebie. - mrugnąłem.
- Mam nadzieję, że Cesarz załatwi te całe zaręczyny szybko. - rzuciłam wesoło. - A tak to jestem na każde wezwanie, dziękuję bardzo, naprawdę mnie Cesarz uszczęśliwił.
Po czym wybiegłam szybko na kamienny korytarz i pognałam pędem do siebie.
- Dzień dobr... - zaraz, czy tak można się zwracać do władcy? Na wszelki wypadek dodałam jakieś: szanowny cesarzu na końcu i skłoniłam się lekko. Słyszałam, że tak się robi. Potem podniosłam wzrok i obejrzałam rudego wilka... Chyba widziałam go po raz pierwszy, ale nie wzbudził we mnie żadnych specjalnych odczuć. Uśmiechnęłam się serdecznie, starając się sama zrobić dobre wrażenie.
- Przyszłam po stanowisko. Znaczy, prosić o stanowisko. Nie przeszkadzam?
Red Rose
Stałem przy oknie, patrząc się na zniszczone tereny zamku i dalszych ziem. Moja komnata już nie była tak piękna, bursztynowa. Teraz mieszkam tak samo jak reszta wilków. Plaże również zostały zalane, więc nasze złoża bursztynowe zaginęły. Nie wiadomo kiedy wszystko wróci do normy, jednak złoto, klejnoty i kosztowności teraz nie są najważniejsze. Myśliwi donieśli, że zwierzyny nie ma wystarczająco, wszystko uciekło podczas katastrofy... nie dobrze.Nagle usłyszałem pukanie, więc otworzyłem i odwróciłem się, by zobaczyć kto postanowił mnie odwiedzić. O proszę... śliczna waderka.
- A kim to chciałbyś zostać księżniczko? - zapytałem, przyglądając jej się.
Issar
Proszę, proszę, całkiem miły i wyluzowany z niego władca... a ja już myślałam, że będzie gorzej, różnych rzeczy się od mieszkańców zamku nasłuchałam, w sumie nie wiem skąd się to wzięło. W niedowierzaniu skrzywiłam się więc nieco z początku, ale potem, wiedząc już, że będzie dobrze, rozluźniłam się do reszty, podniosłam się z ukłonu i rozchyliłam zęby w uśmiechu. - Macie tu takie stanowisko jak Komik, czyż nie? - spytałam.
Red Rose
Wadera z początku zachowywała się jak każdy inny wilk, jednak potem było widać, że się wyluzowała. Ten uśmiech? Nikt się tak do mnie pięknie nie uśmiecha. Muszę przyznać, że jej zachowanie z lekka mnie rozbawiło, a kiedy wspomniała coś o komiku to już wiedziałem, że to stanowisko będzie do niej pasować. O ile chce zostać królową balów, bo nie widzę jej w roli barda, chociaż... tancerka prawdopodobnie z niej dobra. Tak przynajmniej wskazywała budowa działa, śliczności. - A no mamy, a co Cię dokładnie interesuje? Będziesz śpiewać czy tańczyć? - zaśmiałem się.
Issar
O, patrzcie, ledwo weszłam, a ten już się śmieje. To, ten gest był zresztą dla mnie bardzo miły, wytworzył do reszty przyjemną sercu aurę. Na chwilę zapomniałam o pytaniu i z uśmiechem, bo mi się takowy udzielił, oglądałam basiora, a potem powiedziałam:- Chciałabym móc rozbawiać innych, także na różnych zabawach, które z ogromną chęcią bym prowadziła. No i zawsze zadbałabym o dobrą atmosferę w królestwie. Jestem pewna, że istnieje i taka opcja.
Red Rose
Wadera była wyjątkowa i jestem pewien, że nawet najgorszego gbura będzie potrafiła rozbawić. To takie duże, słodkie szczenię. W dodatku doskonale wie czego chce i bardzo mnie to cieszy. - Oczywiście, że jest i mam nadzieję, że zrobisz mi najlepsze wesele. - uśmiechnąłem się, a ona popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. No cóż, tak... chcę się ożenić. Załatwię wszystko z kapłanką, jednak najpierw będę musiał porozmawiać z ukochaną. Nie wiem co ona może lubić, ale postaram się. Będzie to dziwne, nigdy wcześniej niczego takiego nie robiłem, po co?
- Dostajesz stanowisko i liczę na ciebie. - mrugnąłem.
Issar
Ale świetnie, ale świetnie, mam pierwsze zlecenie! - zaśpiewałam sobie w duszy, robiąc taneczny obrót, co miało zresztą poinformować rudego, że cieszę się na tą informację. W sumie nie bardzo obchodziło mnie, z kim się żeni, ale wreszcie będzie jakaś zabawa w królestwie! Tak, tak, tak!- Mam nadzieję, że Cesarz załatwi te całe zaręczyny szybko. - rzuciłam wesoło. - A tak to jestem na każde wezwanie, dziękuję bardzo, naprawdę mnie Cesarz uszczęśliwił.
Po czym wybiegłam szybko na kamienny korytarz i pognałam pędem do siebie.
sobota, 1 października 2016
Komnaty
Komnaty
Duży, przestronny zamek z dwoma piętrami na których znajdują się komnaty sypialne. Wyposażone są one w prywatne, ciężkie, drewniane drzwi, które otwierają się na głos. Można zaprogramować je za pomocą odpowiedniego kamienia, by otwierały się na hasło lub za pomocą medalionów.W każdej sali na drugim piętrze znajdują się cztery czerwone posłania ze złotymi zdobieniami, cztery złote miski oraz ciężki, duży, dębowy kufer ze złotymi lub srebrnymi dodatkami.
Na pierwszym piętrze posłania są fioletowe, miski srebrne a kufer wykonany ze słabszego drewna.
Warto dodać, że komnaty przy sali cesarza są złote lub bursztynowe, zwane komnatami szlacheckimi. Mieszkanie władcy znajduję się w środkowej wieży i jest to najwyżej położone miejsce spania, tak samo jak i najbogatsza z komnat. Mnóstwo klejnotów, złota, bursztynu, dywanów i tak dalej.
Tereny
MAPA TERENY ZAMEK WIOSKA
Powierzchnia królestwa: 60000km2
Szerokość: 300km
Długość: 200km
Wilk może przebyć średnio 20 km dziennie, ale znane są wypadki, gdy zwierzę w ciągu doby przebyło 160 km. Przez krótki czas (do 5 minut) może utrzymać prędkość do 60 km/h, choć zwykle porusza się z prędkością ok. 8 km/h.
1cm = 6km
6km = 45 minut
1km = 7 minut 30 sekund
Zamek ---> Wioska = 30km = 225 minut = 3 godziny 45 minut
Plaża ---> Pulchram = 240km = 1800 minut = 30 godzin = 1 dzień 6 godzin
Należy pamiętać, że jest to czas minimalny i w praktyce zajmuje to znacznie dłużej, ze względu na nierówności terenu.
Caeruleo
Słońce, piaszczyste, prawie białe plaże i ta lazurowa woda! Jeśli chcesz dotknąć błękitu nieba, przyjdź tutaj i zanurz się w ciepłej, kojącej wodzie. Teren jest bardzo słoneczny. Przeważnie wieje tutaj ciepły wiatr, który niesie ze sobą morski zapach. Za dnia jest to ulubione miejsce magów ognia, którzy czerpią energię z promieni słonecznych, a pusta przestrzeń jest idealna do treningów. Nie trzeba się obawiać podpalenia, które często niesie za sobą możliwość zamieszkania lochów. Nocą jest chłodniej a zawsze czyste niebo zostaje rozświetlone przez tysiące gwiazd i księżyc. W przeciwieństwie do magów ognia, magowie wody czerpią energię ze światła księżyca. Mogą się odprężyć, uspokoić i trenować swoje magiczne zdolności w cudownej atmosferze. Żeby tego było mało, nocą glony i bakterie zaczynają świecić, sprawiając, że plaża lśni na niebiesko. Dodajmy do tego mnóstwo świetlików, które nie wiadomo skąd się tu biorą.Luminosum
Tereny te są wyjątkowo piękne, zapierają dech w piersiach. Cudowne jezioro z krystalicznie czystą wodą w której można się ochłodzić oraz lasy, w których unosi się ten cudowny świerkowy zapach. Z dna jeziora wyławiany jest magiczny pył, niezbędny do używania magicznych kamieni. Tylko magowie wody potrafią go wyłowić, ponieważ nie mają problemu z nurkowaniem i oddychaniem pod wodą, bowiem wystarczy użyć żywiołu do utworzenia kuli powietrza. Następnie piasek jest nabierany do kufra, zamykany i wyciągany z wody. Podczas tego procesu można zauważyć jak woda mieni się na złoto.Fluvius
Idealne miejsce zabaw, bowiem tutaj nie ma czasu na nudę. Można skakać po skałach, taplać się w strumieniu i podziwiać te piękne widoki. Spacer po tych górach jest najlepszym treningiem.Wiecznie zielone lasy przyciągają miłośników tego koloru. Wydaje się, że jest to bezpieczne miejsce, jednak należy uważać na ciągle spadające skały czy kłody. Nie wiadomo co dokładnie znajduje się na szczycie i dlaczego tyle przedmiotów stamtąd ucieka. Niektórzy twierdzą, że źródło strumienia znajduje się w jaskini zamieszkanej przez Berę - ogromnego brunatnego niedźwiedzia o złotych kłach i pazurach.
Nocą można zauważyć, że wraz z wodą ze strumienia spływa tu także dziwna, gęsta, srebrna i świecąca ciecz. Możliwe, że jest to krew jednorożców, którymi żywi się Bera. Temu widokowi towarzyszy często przeraźliwe rżenie oraz ryki.
Pulchram
Największe tereny naszej krainy. Jest tutaj wszystko czego potrzeba do życia. Zwierzyna łowna, zbiornik wodny czy też kryjówki do zamieszkania. Można znaleźć tutaj wiele magii - roślin, zwierząt, przedmiotów, kamieni i tak dalej. Miejsce to jest bardzo bogate w dobrą energię, więc nawet nocą jest tu pięknie. Niektóre rośliny i grzyby świecą, ponadto zwierzęta nocne są unikatowe. Za dnia nie możemy ich spotkać.Anguntur
Wiecznie mgliste i chłodne górskie tereny. Promienie słońca nie mają tutaj wstępu, bowiem tą krainę chronią ciemne chmury. Chwila nieuwagi może spowodować, że zginiesz. Uważaj, bo nigdy nie wiesz co kryje się za gęstą mgłą. Widoczność ogranicza się do widoku własnych łap. Niektórzy zwą te tereny "górami samobójców", bowiem kto się tam wybrał, nie wrócił.Jeden krok dzieli cię od przepaści, dlatego tylko magowie powietrza są w stanie przeżyć spotkanie z tymi terenami. Ponadto, żyją tutaj agresywne legendarne zwierzęta, które doskonale widzą we mgle. Nie wiesz nawet skąd zostaniesz zaatakowany.
Opis miejsca mija się z celem, bowiem nie widać nic, poza mleczną mgłą, która nie znika. Z góry widać jedynie czubki ciemnozielonych oraz czarnych drzew iglastych.
Solitudine
Jest tutaj chłodno, a chmury są zawsze ciemne. Wietrzna, pusta kraina z ubogą roślinnością stwarza trudne warunki do życia. Więcej tutaj skał, niż drzew. Jest tu też największe skupisko reniferów.Między największymi skałami znajduje się budynek wykonany przez magów ziemi. Właśnie tutaj zbiera się wojsko by omówić najważniejsze sprawy, spędzić czas razem i wspólnie potrenować. Posiadamy zbrojownię w której mieszczą się skórzane ochraniacze, magiczne kamienie wspierające żywioły oraz inne, przydatne w walce przedmioty.
Pola treningowe oczywiście znajdują się na zewnątrz budynku i są to między innymi: pola zręcznościowe, czyli tak zwane tory przeszkód, manekiny do ataku fizycznego jak i żywiołowego oraz pola walk. Te ostatnie są najbardziej niebezpieczne, bowiem tam wilk staje przeciwko wilkowi.
Glacies
Niedostępna kraina wiecznie skuta lodem, mimo tego niektórzy są na tyle odważni, by tutaj przychodzić. Mokro, zimno i w dodatku wietrznie. Mieszkańcy tych ziem są do tego przyzwyczajeni, jednak podróżnicy często giną w zamieciach śnieżnych. W dodatku poza padającym śniegiem, można spotkać także deszczowe ulewy, które od razu zamarzają. Miliony ostrych sopelków wbija się w twoje miękkie ciało, boli, prawda?Nocą jest tutaj jeszcze chłodniej niż za dnia. Światło księżyca odbija się od białej powierzchni i lodowych konstrukcji, powodując, że jest to wystarczająco jasne miejsce.
Najczęściej spotyka się tu magów wody, którzy uczą się kontrolować wodę w stanie stałym.
Fauna i flora mimo wszystko nie należy do ubogich, jednak ogranicza się do bieli. Blada paleta barw tego miejsca, sprawia, że ciężko cokolwiek zauważyć. W dodatku, w płaskim terenie znajduje się mnóstwo ukrytych wgłębień, także podczas spaceru możesz zniknąć.
Legendy mówią, że miejsce to było kiedyś kolorowe, ciepłe i przyjazne, jednak doszło do kłótni władców. Mag wody zapragnął czegoś dla siebie, bowiem wszystkie tereny były ciepłe a on kochał zimno. Brat się nie zgodził i doszło do pojedynku. Ogromny gniew wodnego władcy sprawił, że jego ogon zamarzł a następnie wystrzelił mnóstwo sopelek lodu. Jedna z nich trafiła ognistego wilka prosto w serce, powodując, że zamarzł... a tuż za nim, zamarzła cała kraina. Mówi się, że był to pierwszy wilk władający lodem.
Terribilis
Mroźne morskie powietrze, lodowate piaszczyste plaże i czarne skały, sprawiają, że tylko najbardziej okrutne stworzenia potrafią dostrzec w tym miejscu urok. Można spotkać tutaj wiele dziwnych legendarnych istot, jak syreny czy harpie. Należy uważać też na żywiołaki wiatru i wody, które uwielbiają płatać psikusy… czasem nawet śmiertelne.Dolina
Niebieska niczym szafir rzeka przedzielająca okazałe, ośnieżone jakoby cukrem pudrem góry, okryte smukłymi, wyniosłymi świerkami. To jest właśnie krajobraz Doliny - tętniącej życiem krainy szczęścia i miłości.Pogoda jest tutaj bardzo zmienna i w ciągu kilkunastu minut, można natknąć się na deszcz, słońce oraz grad.
Nocą panuje tutaj całkowita ciemność, pomijając tysiące gwiazd i księżyc, który oświetla drogę. Można także dostrzec jasną smugę przecinającą niebo, która przedstawia galaktykę Anczelm Agord.
Nie wiadomo dlaczego w tak bujnej krainie panuje ciemność, jednak od czasu do czasu między drzewami spacerują duchy. Legendy opowiadają, że kiedyś dolinę zamieszkiwały smoki i podczas powietrznej bitwy, jeden z nich uderzył o ziemię. Uderzenie było tak silne, że umarł na miejscu a mieszkańcy byli świadkami opuszczania ciała przez duszę.
Obecnie miejsce wypadku zostało zalane przed wodę, a na dnie jeziora znajduje się dobrze zachowany szkielet. Moc smoka była tak potężna, że odebrał całe nocne światło doliny i zamknął je w kościach, powodując, że jezioro lekko świeci na złoto. Dowodzi to tego, że jest bardzo głębokie, bowiem mimo krystalicznie czystej wody, nie jesteśmy w stanie dostrzec jego dna.
Ponadto, uważa się, że dusza smoka spaceruje po lesie, zachęcając inne istoty niematerialne do zamieszkania doliny. Niektórzy mówią na to miejsce "Dolina Duchów".
Góry
Wysokie, wręcz groźne góry osnute tajemniczą mgłą, to miejsce tylko dla odważniejszych istot. Strome skały, wystające z zielonej trawy są niebezpieczną pomyłką, za którą można przypłacić życiem. Świerki pozbijane w małe grupki pozwalają schronić się przed przenikającym zimnem. Łatwo wyczuć na sobie wzrok wysoko szybujących ptaków drapieżnych. Mimo tego Góry potrafią być przyjemnym miejscem, bowiem pogoda tutaj szybko się zmienia. Czasem mgła zanika, a wtedy możemy dostrzec to, czego nie widzieliśmy wcześniej. Zielone, bujne tereny z boskimi widokami.Nocą nie warto tutaj przychodzić, bowiem panuje tu ciemność absolutna i bardzo gęsta mgła. Słychać jęki, dyszenie oraz hałas łamanych kości i upadków. Nocne potwory tylko na ciebie czekają.
Las
Szelest liści. Śpiew ptaków. Chrzęst gałązek pod łapami. Właśnie te dźwięki charakteryzują jedno z piękniejszych miejsc - Las. Miejsce to tryska energią, wszystko odbywa się w pulsującym rytmie życia i śmierci. Wysokie świerki, majestatyczne sosny i wszelakie potężne drzewa o rozłożystych konarach dają schronienie w postaci cienia. Rzeka rozciągająca się na całą szerokość puszczy to najwyśmienitsza ochrona przed skwarem. Jedna strona lasu jest kolorowa, natomiast druga całkowicie zielona, niczym walka wiosny z jesienią. Na wiosennej stronie wszystko budzi się do życia, podczas gdy na jesiennej wszystko szykuje się do zimy, która jak wiemy, nigdy nie nadejdzie. Liście spadają drzew, a nazajutrz widzimy pąki.Plaża
Stąpając po tych terenach z pewnością dostrzeżesz, że miejsce to ma swój urok. Głośne skrzeczenie mew zlewa się z szumem fal. Tereny łagodne, więc ze szczeniakami można się tutaj wybrać. W morzu można spotkać wiele przyjaznych istotek jak kolorowe węże wodne, które po prostu uwielbiają zabawy.Nocą to miejsce także jest piękne, ponieważ w piasku można znaleźć wiele kolorowych, świecących muszelek. Wiatr jest delikatny i ciepły, tak samo jak woda, która za dnia się nagrzewa.
Ogromny kamienno-ceglany zamek postawiony przez mieszkańców Arcanteryy w samym centrum królestwa.
W każdej sali na drugim piętrze znajdują się cztery czerwone posłania ze złotymi zdobieniami, cztery złote miski oraz ciężki, duży, dębowy kufer ze złotymi lub srebrnymi dodatkami.
Na pierwszym piętrze posłania są fioletowe, miski srebrne a kufer wykonany ze słabszego drewna.
Warto dodać, że komnaty przy sali cesarza są złote lub bursztynowe, zwane komnatami szlacheckimi. Mieszkanie władcy znajduję się w środkowej wieży i jest to najwyżej położone miejsce spania, tak samo jak i najbogatsza z komnat. Mnóstwo klejnotów, złota, bursztynu, dywanów i tak dalej.
Drzwi frontowe są wykonane z ciemnego drzewa i szczegółowo wyrzeźbione - lasy, wilki i magiczne istoty. Komnata jest wysoka, więc mamy też kamienne kolumny. Pierwsza warstwa podłogi jest kamienna, natomiast druga - ta na której stoimy - drewniana.
Ogrody są ogrodzone murem, więc wszyscy czują się bezpiecznie.
Wieża znajdująca się obok wieży cesarskiej ma ciężki, złoty róg w który trąbią magowie powietrza, kiedy władca zamierza ogłosić coś ważnego.
Po murach zamku spokojnie można spacerować i przemieszczać się między wieżami. Dodatkowo mur zawiera w sobie żółte kamienie skanujące, które wysyłają dane do kamieni spisowych, dzięki czemu cesarz oraz strażnicy są powiadamiani o tym, kto znajduje się przy zamku, jak on wygląda i jaki żywioł posiada. Cesarz w swojej komnacie ma duży kamień na stojaku w którym zapisuje dane, natomiast strażnicy posiadają amulety. Tak samo jak kamienie w zamku, amulety mogą czytać i wysyłać dane.
Znajduję się tu także miejsce dla strażników, zbrojownia oraz skarbiec. Oczywiście miejsca te są zamykane na hasło "obert".
W zbrojowni znajduje się wiele skórzanych oraz srebrnych ochraniaczy dla zwykłych wojskowych. Oficer posiada złotą zbroję, natomiast generał wykonaną ze specjalnych turkusowych kamieni, które mogą stać się niewidzialne.
W skarbcu przechowujemy klejnoty, kamienie ozdobne i magiczne, złoto i srebro.
Komnaty
Duży, przestronny zamek z dwoma piętrami na których znajdują się komnaty sypialne. Wyposażone są one w prywatne, ciężkie, drewniane drzwi, które otwierają się na głos. Można zaprogramować je za pomocą odpowiedniego kamienia, by otwierały się na hasło lub za pomocą medalionów.W każdej sali na drugim piętrze znajdują się cztery czerwone posłania ze złotymi zdobieniami, cztery złote miski oraz ciężki, duży, dębowy kufer ze złotymi lub srebrnymi dodatkami.
Na pierwszym piętrze posłania są fioletowe, miski srebrne a kufer wykonany ze słabszego drewna.
Warto dodać, że komnaty przy sali cesarza są złote lub bursztynowe, zwane komnatami szlacheckimi. Mieszkanie władcy znajduję się w środkowej wieży i jest to najwyżej położone miejsce spania, tak samo jak i najbogatsza z komnat. Mnóstwo klejnotów, złota, bursztynu, dywanów i tak dalej.
Stołówka
Mamy także stołówkę ze spiżarnią, z której możemy brać jedzenie. Znajdują się tutaj 32 stoliki mieszczące po 20 wilków każdy. Naczynia to drewniane deski z lekkim wgłebieniem, by mięso nam nie uciekało oraz drewniane miski z wodą.Pracownie
Na parterze są także pracownie, więc jeśli potrzebujemy stolika czy eliksiru to należy udać się do odpowiedniej komnaty, która urządzona jest według upodobań właściciela. Są tam duże schowki, więc nie trzeba się martwić o brak miejsca na wytwarzane przedmioty.Biblioteka
Biblioteka wyposażona jest w kamienie edukacyjne, historyczne i ogólnie możemy tutaj znaleźć wszystko co nas interesuje. Znajdują się tutaj zwoje, które możemy nabyć. Na ścianach jest pełno malowideł, które przedstawiają stare dzieje naszego królestwa. Przy wejściu znajduje się skrzynia z magicznym pyłem oraz strażnicy biblioteki, bowiem nie wolno wynosić magicznych kamieni. Należy przynieść swoje i po prostu zapisać interesujące nas dane. Po prawej stronie sali mamy mnóstwo czerwonych posłań ze złotymi zdobieniami oraz stoliki wykonane z pni dużych drzew. Sala posiada siedem podwójnych rzędów reagłów, które mieszczą w sumie 1400 kamieni.Sale lekcyjne
Posiadamy trzy sale lekcyjne, które są wyposażone w żółte posłania. Na ścianach znajduje się wiele pomocy edukacyjnych, jak np. koło żywiołów. Na końcu sal znajdują się kufry wypełnione przedmiotami jak np. zabawki pomagające w rozwoju żywiołu.Sala medyczna
Na parterze znajduje się duża sala medyczna, która jest wyposażona w szafki ziołowe, magiczne leczące kamienie oraz inne medykamenty i przedmioty. Jest tutaj pełno kolorowych posłań oraz niebieskich parawanów. Jedna komnata przeznaczona jest do operacji, natomiast druga do ogólnego leczenia.Sala balowa
Sala balowa jest kolorowa, mnóstwo malowideł i materiałów. Drewniane stoły oraz scena dla komików. Podłoga wyłożona jest drewnem.Sala tronowa
W sali tronowej odbywają się zebrania. Na ścianach po prawej jest dużo malowideł, a po lewej widać witraże. Na końcu sali jest scena wyłożona kamiennymi płytami, na niej znajduje się złoty tron z mnóstwem czerwonych klejnotów. Za nim można dostzec drzwi przez które wchodzi władca.Drzwi frontowe są wykonane z ciemnego drzewa i szczegółowo wyrzeźbione - lasy, wilki i magiczne istoty. Komnata jest wysoka, więc mamy też kamienne kolumny. Pierwsza warstwa podłogi jest kamienna, natomiast druga - ta na której stoimy - drewniana.
Dziedziniec
Niezadaszona przestrzeń, ogrodzona ze wszystkich stron. Na środku znajduje się trzy poziomowa, kamienna fontanna do której prowadzą ścieżki wyłożone płytami z gliny. Przy dróżkach znajdują się żywopłoty o wysokości trzydziestu centymetrów, a tuż za nimi widać zieloną trawkę, krzaki czerwonych róż oraz inne kolorowe rośliny. Jest to miejsce odpoczynku, bowiem pod sklepieniami znajdują się zielone posłania na których odpoczywają wilki.Ogrody
Piękne, kolorowe ogrody w których wilki uwielbiają przebywać. Mieszkańcy zamku, którzy nie pełnią stanowisk często tam przesiadują. Bawią się w chowanego, ganianego czy też po prostu odpoczywają w cieniach drzew lub obserwują pracowite pszczółki, które latają z kwiatka na kwiatek.Ogrody są ogrodzone murem, więc wszyscy czują się bezpiecznie.
Mury zamku i wieże
W każdej wieży obronnej znajduje się magiczny, fioletowy kamień, ważący 10kg, który osadzony jest w drewnianym stojaku. Za pomocą zaklęcia "protectio" strażnicy uruchomiają je, a te zaczynają świecić i tworzą magiczną ochronę o kolorze fioletowym.Wieża znajdująca się obok wieży cesarskiej ma ciężki, złoty róg w który trąbią magowie powietrza, kiedy władca zamierza ogłosić coś ważnego.
Po murach zamku spokojnie można spacerować i przemieszczać się między wieżami. Dodatkowo mur zawiera w sobie żółte kamienie skanujące, które wysyłają dane do kamieni spisowych, dzięki czemu cesarz oraz strażnicy są powiadamiani o tym, kto znajduje się przy zamku, jak on wygląda i jaki żywioł posiada. Cesarz w swojej komnacie ma duży kamień na stojaku w którym zapisuje dane, natomiast strażnicy posiadają amulety. Tak samo jak kamienie w zamku, amulety mogą czytać i wysyłać dane.
Lochy
Wejść do lochów jest dość sporo, a one same znajdują się pod zamkiem. Wyłożone są tłumikami, żeby jęki złoczyńców nie przeszkadzały mieszkańcom budowli. Jest tam chłodno, ciemno i wilgotno. Straże używają żółtych kamieni świecących, które wbudowane są w mury korytarzy. Wystarczy wypowiedzieć słowo "argia" by lampy się zapaliły oraz słowo "foscor" by zgasły. Każda cela zaopatrzona jest w łańcuchy oraz stalowe drzwi. Mięso rzucane jest przez malutkie okienko, a woda wlewana przez specjalny otwór w ścianie do kamiennego wgłębienia w celi.Znajduję się tu także miejsce dla strażników, zbrojownia oraz skarbiec. Oczywiście miejsca te są zamykane na hasło "obert".
W zbrojowni znajduje się wiele skórzanych oraz srebrnych ochraniaczy dla zwykłych wojskowych. Oficer posiada złotą zbroję, natomiast generał wykonaną ze specjalnych turkusowych kamieni, które mogą stać się niewidzialne.
W skarbcu przechowujemy klejnoty, kamienie ozdobne i magiczne, złoto i srebro.
Zamek nie przypadł ci do gustu? Spokojnie, możesz zamieszkać w wiosce.
Drzwi są drewniane ze skórzanym paskiem, by móc je otworzyć. Okna tak samo jak w zamku nie mają żadnego szkła czy ochrony. Posiadamy drewniane okiennice ze skórzanymi paskami oraz z srebrnym haczykiem do zamykania. Otwarte okno to światło, zamknięte to ciemność.
Jednak ciemność nie jest problemem, bowiem każdy posiada żółte kamienie świecące, dokładnie takie same jak w lochach. Wystarczy wypowiedzieć słowo "argia" by lampy się zapaliły oraz słowo "foscor" by zgasły.
Spiżarnia jest uzupełniana przez myśliwych (większa zwierzyna) oraz przez mieszkańców wioski (mniejsza zwierzyna).
Kamienne domki
Domki zostały wybudowane przez magów ziemi. Są to kamienno-gliniane konstrukcje z drewnianym dachem lub też kamiennymi płytkami. Każdy domek posiada trzy pomieszczenia i jest wyposażony w pięć kolorowych posłań, pięć drewnianych misek na wodę oraz pięć na mięso i standardowo trzy, duże, drewniane kufry na własne przedmioty i majątek.Drzwi są drewniane ze skórzanym paskiem, by móc je otworzyć. Okna tak samo jak w zamku nie mają żadnego szkła czy ochrony. Posiadamy drewniane okiennice ze skórzanymi paskami oraz z srebrnym haczykiem do zamykania. Otwarte okno to światło, zamknięte to ciemność.
Jednak ciemność nie jest problemem, bowiem każdy posiada żółte kamienie świecące, dokładnie takie same jak w lochach. Wystarczy wypowiedzieć słowo "argia" by lampy się zapaliły oraz słowo "foscor" by zgasły.
Spiżarnia
W przeciwieństwie do zamku, w wiosce nie ma stołówki. Jest za to małe pomieszczenie do składowania mięsa. Każdy mieszkaniec wioski może zabrać stąd odpowiedni kawałek dla swojej rodziny i zjeść w zaciszu domowym.Spiżarnia jest uzupełniana przez myśliwych (większa zwierzyna) oraz przez mieszkańców wioski (mniejsza zwierzyna).
Schowek
Jeden budynek został przeznaczony na magazyn w którym możemy znaleźć prawie wszystko. Od skórzanych toreb i szklanych flakoników, po posłania i kufry. Jesteś nowy w wiosce? Chcesz umeblować sobie domek? Nie ma problemu, zajrzyj tutaj.Pracownie
Tak jak i w zamku posiadamy pracownie. Są to osobne domki, odpowiednio wyposażone, zależnie od naszego stanowiska. W każdym domku są trzy pomieszczenia - jedno na magazyn już gotowych przedmiotów, drugie na magazyn przedmiotów potrzebnych do tworzenia oraz jedno pomieszczenie pracujące.Biblioteka
W wiosce znajduje się mała biblioteka, bowiem jest to domek z jednym pomieszczeniem i czterema regałami. Każdy regał mieści sobie 40 kamieni, po 20 kamieni na jedną stronę. Także mamy tutaj raptem 160 kamieni. W przeciwieństwie do biblioteki zamkowej, kamienie można wypożyczać.Domek medyczny
Znajduje się tutaj jedno pomieszczenie do leczenia, jedno robi za magazyn, a ostatnie przeznaczone jest dla chorych. Mieści się tutaj raptem 20 wilków, które otrzymują podstawową pomoc medyczną.Podsumowanie
Wilki zostały postarzone.
Powitajmy Nowy Rok w watasze ;)
~*~
1 członek
0 zawodowców
~*~
0 wątków
0 wątków
0 postów
2 kursy
2 questy
~*~
Informacje: 0
Zielnik: 0
Magia: 0
Składniki: 0
Lekarstwa: 0
Zaklęcia: 1
Choroby: 0
~*~
Doświadczenie
| Imię | Exp |
| Red Rose | 361 |
| Ikelos | 644 |
| Aria | 560 |
| Olethros | 612 |
| Foxy | 394 |
| Rue | 82 |
| Ethen | 244 |
| Gavroche | 213 |
| Issar | 158 |
| Ash | 10 |
TOP 3
Ikelos - 644
Olethros - 612
Aria - 560
1. +15 punktów żywiołu
2. +10 punktów żywiołu
3. + 5 punktów żywiołu
Od następnego miesiąca w top 3 znajdą się wilki, które zebrały najwięcej doświadczenia w danym miesiącu.
Wypłata Pracowników
+ 50 doświadczenia
Ikelos
Aria
Olethros
Foxy
Ethen
Issar
Red Rose
Subskrybuj:
Posty (Atom)