Wybiegłam z zamku, kierując się na północ. Po prostu biegłam przed siebie, nie zważając na krzyki strażników, których mijałam po drodze. Zapewne dali sobie spokój, ponieważ po jakimś czasie przestałam słyszeć ich głosy. W pewnym momencie zatrzymałam się, gdyż o mało co nie wpadłam do małego zbiornika wodnego. Usiadłam tuż obok niego, spoglądając na swe odbicie. Kim ja właściwie jestem? Do czego dążę? Zacisnęłam oczy, z których ponownie wypłynęło parę łez. Spadły one do sadzawki i... stało się coś dziwnego. Każda z nich wytworzyła skrawek lodu, unoszący się na powierzchni wody. Z zajęć lekcyjnych wiedziałam, że posiadam żywioł wody, lecz nie spodziewałam się czegoś takiego. Mój płacz zamienił się w cichy szloch. Podniosłam pysk do góry, w stronę gwiazd. Ujrzałam tam jedną, spadającą gwiazdę. Może zadziała?... Warto spróbować.
- P-proszę, aby moi rodzice powrócili... Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale proszę, chcę ich zobaczyć ch-chociaż jeszcze jeden raz... Jak się uśmiechają, n-nie umierają... - poprosiłam.
Cała drżałam z emocji. Przymknęłam delikatnie oczy, a moje serce powoli zwalniało tempa.
Urian
Dzisiejszy dzień był zdecydowanie jednym z bardziej męczących. Mimo to nie potrafiłem zasnąć. Leżałem tylko, przewracając się to na bok, to grzbiet, to znów z powrotem. W głowie mi huczało od nadmiaru myśli, do tego komnata była jakaś... pusta. Niby standard, ale tym razem jakoś dotkliwiej to odczuwałem. Było tak w gruncie rzeczy od czasu pojawienia się Viviann. Czy chciałem żeby ona tu ze mną była? Tak? Nie? Nie wiem...? Niby była ładna, inteligentna, dobrze wychowana i... ciekawa. Byłaby dobrą żoną i towarzyszką. Do tego wielu oczekiwało, że się pobierzemy... Tylko czy ja tego chciałem, czy interesowała mnie do tego stopnia? No i to, że od chwili jej pojawiania się paradoksalnie byłem jeszcze bardziej samotny... Coś tu zdecydowanie nie grało.Z głośnym, pełnym niezadowolenia i irytacji warknięciem, wstałem i wyszedłem z komnaty. Strażnik od razu się tym zainteresował, kazałem mu wrócić do obchodu. Nie potrzebowałem świadków. Potrzebowałem zwyczajnie spokoju i czegoś... sam nie wiem. Jakiegoś drobiazgu, który pozwoliłby mi nie myśleć za wiele. A może potrzebowałem się zwyczajnie komuś wygadać? Kiedyś rozmawiałem z mamą lub wujkiem... Oni słuchali, rozumieli. Teraz nie miałem nikogo. Brat unikał mnie jak ognia i nie wiedziałem nawet czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie. Siostry były zajęte swoimi sprawami i moje ich nie interesowały. Byłem sam...
Ruszyłem na mury po czym wspomagając się magią powietrza opadłem na jeden z niższych daszków. Nikt mnie tu nie widział, miałem spokój, a pode mną rozpościerał się ogród. Kiedy już wygodnie się ułożyłem usłyszałem szloch. Spojrzałem na postać skuloną przy jednym z oczek wodnych. Nawet z odległości poznałem drobne ciało czarnej wadery. Renn...
Zeskoczyłem z daszku i opadłem miękko na trawiaste podłoże. Ruszyłem w stronę wilczycy.
- Renn... - odezwałem się i usiadłem blisko niej. - Czy coś się stało?
Rozejrzałem się badawczo szukając sprawcy cierpienia wadery. Nie dojrzałem jednak nikogo.
Renn
Poczułam czyjeś ciepło obok siebie, a zapach wilka od razu zdradzał, kim on był. Na jego głos wzdrygnęłam się. Potrząsnęłam głową z nadzieją, że nie dam po sobie rozpoznać tego, iż płakałam. Wstałam, spoglądając na szarego basiora. Zupełnie nie miałam pojęcia, jak się zachować. Nie wiedziałam, czy miałam mu się ukłonić, czy coś jeszcze innego zrobić. Zagryzłam lekko wargę, po czym odwróciłam czarny pysk w bok. Nie spodziewałam się, że ktoś do mnie podejdzie i zagada, a szczególnie tak ważna persona jak Urian. Poczułam się bardzo niepewnie. Ukradkiem spojrzałam na cesarza, który wpatrywał się we mnie swymi jasnymi oczami, oczekując na odpowiedź. Obróciłam nos w jego stronę, a następnie wykonałam lekki ukłon głową.- N-nie... Nic t-takiego ważnego się n-nie stało... - odparłam markotnie ze spuszczonym pyskiem.
Mój głos był drżący, lekko ochrypły oraz załamany. Przeżywałam coś takiego praktycznie codziennie nocą, lecz tym razem sen szarpnął mną tak, że musiałam uciec w ustronniejsze miejsce... Które jednak takim ustronnym się nie okazało.
Urian
Widać było, że coś bardzo męczyło Renn. Podejrzewałem oczywiście co. W końcu przybycie jej i jej rodzeństwa do zamku odbiło się głośnym echem, a ja sam rozkazałem znaleźć i zlikwidować sprawców ataku na jej rodziców. Wiedziałem, że oboje zmarli i, że dzieciaki były świadkami tego mordu. Coś takiego musiało się odbić na ich psychice nawet jeżeli, z tego co było mi wiadomo, magini, która ich przyjęła nie miała z nimi jakiegoś większego kłopotu. Przynajmniej pozornie. Widać było jednak, że nie do końca wszystko było dobrze.- Skoro nie chcesz o tym rozmawiać, dobrze. Masz do tego pełne prawo. Każdy ma swoje koszmary, ale czasami warto je z kimś dzielić, pamiętaj o tym. - stwierdziłem na co wadera spojrzała na mnie lekko zaskoczona. - Nie tylko ty, jak widać, nie możesz spać w nocy. Czasami tak bywa...
Siedzieliśmy chwilę, a ja wciągnąłem nosem nocny wietrzyk, niezwykle przyjemny. Wiatr był dla mnie skrawkiem wolności.
- Więc? Znalazłaś już swoje ulubione miejsce? - spytałem chcąc zmienić nieco temat.
Wadera stwierdziła drżącym, niepewnym głosem, że lubi to miejsce. Woda uspokajała ją odrobinę.
- Magini wody, co? - spytałem z uśmiechem, na co skinęła lekko. - Coś w tym jest, że nasze żywioły dobrze na nas wpływają. Ja od zawsze lubiłem wiatr... W końcu okazało się dlaczego.
Renn
Ucieszyłam się z tego, że Urian nie będzie drążył tematu, który jest powodem moich smutków. Na jego pytanie o mój żywioł skinęłam nieśmiało głową. Ten to był bystry! Od razu rozpoznał to, jaką moc posiadam. Lekko się rozluźniłam, a wiadomość o tym, iż cesarz jest magiem powietrza, jakoś za bardzo mnie nie zadziwiła. W końcu na naszym pierwszym spotkaniu zabrał mnie na mury zamkowe, a tam jest bardzo wietrznie.- J-ja... Ja chyb-ba nie odnalazłam j-jeszcze takiego miejsca... - stwierdziłam po chwili. - Aczkolwiek t-ta sadzawka wy-wygląda na całkiem ładn-ną.
Skierowałam wzrok na taflę wody, a następnie mimowolnie się uśmiechnęłam. Byłam zadowolona ze swojego żywiołu, ponieważ przynosił więcej dobra niż zła. Na szczęście nie odziedziczyłam mocy ognia, choć nie twierdzę, że jest zła. Znaczy... Niedobrze wykorzystana może przynieść niepotrzebne straty, lecz w odpowiednich celach jak najbardziej była wskazana, na przykład do pieczenia mięsa czy utwardzania materiału do budowy. Płomieniami można było również ogrzać komnatę, co było na prawdę wygodne.
- Z-znasz jakieś sz-sztuczki pow-wietrzne?... - zapytałam cichutko.
Urian
- Nieco, owszem - uśmiechnąłem się. - Powietrze jest wbrew pozorom bardzo przydatnym żywiołem. Można tworzyć z niego różne rzeczy, od ostrzy - skinienie wystarczyło, żeby stworzyć malutkie ostrze, które ścięło jeden z rosnących w pobliżu kwiatów, a ja uniosłem go w stronę wadery, która zamrugała zaskoczona po czym nieśmiało przyjęła kwiat - po coś znacznie większego - stwierdziłem, a wokół nas zerwał się wiatr tworzący małe tornado, podrywający płatki kwiatów i źdźbła trawy by utworzyć nich wirującą ścianę.Renn spoglądała na to z lekkim przestrachem, ale i fascynacją. Wyglądała naprawdę uroczo kiedy coś taka ją ciekawiło, kiedy walczyła ze swoją nieśmiałością. Każdy musiał walczyć z czymś w sobie, prawda? U mnie był to gniew, który starałem się odkładać na bok, cokolwiek by się nie działo.
Tornado zwolniło, a chwile później płatki opadły miękko wokół nas tworząc okrąg.
- Do tego można używać powietrza jeszcze w inny sposób... Chodź - poprosiłem i ruszyłem w stronę zamku. Czarna ruszyła za mną bez wahania.
Znów weszliśmy na mury. Nie wysoko tak, żeby nie wystraszyć mojej towarzyszki.
- Zaufasz mi? - spytałem.
Wilczyca spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczkami, zaraz jednak skinęła choć jej wahanie szczerze mnie rozbawiło.
- Kiedy ci powiem... skoczysz - oznajmiłem na co ona niemal wstrzymała oddech, mimo to znów skinęła.
- Teraz - rzuciłem i wraz z Renn zeskoczyłem z murów.
Podmuch, który stworzyłem sprawił, że zamiast runąć w dół opadliśmy miękko na ziemię. Tuż obok siebie.
- Bardzo mi się to przydaje kiedy zwiedzam co wyższe miejsca - uśmiechnąłem się.
Renn
W pierwszej chwili się zawahałam, ale po dłuższym zastanowieniu uświadomiłam sobie, że cesarz nie będzie krzywdził swych poddanych. Zaufałam Urianowi, i gdy skoczyliśmy, czułam wielki lęk, lecz także coś innego. Uczucie to było nie do opisania... Wolność? Niezależność? Sama nie wiem. Po wylądowaniu zachwiałam się lekko, lecz zaraz stanęłam prosto. Uśmiech Uriana znowu sprawił, że odwróciłam od niego wzrok, po czym cofnęłam się o jeden krok.- Cz-czy my nie powinniśmy już w-wracać? - zapytałam szybko pod wpływem impulsu. - Jest noc i-i... Twoi strażnicy m-mogą się martwić...
Towarzystwo tego szarego basiora było całkiem przyjemne, choć w pewnych momentach nieco stresujące, przez co panikowałam. Na co dzień raczej nie spotykało się tak ważnej osobistości, toteż nie miałam pojęcia, jak się przy nim zachowywać, a mój umysł wariował. Bałam się, że powiem coś niewłaściwego lub obraźliwego, i tym sposobem wyląduję w lochach.
Urian
- Strażnicy zawsze wiedzą gdzie jestem i czy jestem żywy... To im w gruncie rzeczy wystarcza - stwierdziłem. - Gorzej kiedy Storm nie śpi.Wadera spojrzała na mnie pytająco. Jej ciekawość mnie cieszyła, tak samo jak każda ta chwila kiedy nie była spięta i nie bała się mnie.
- Druid jest... nieco przewrażliwiony. Nie dziwię się aż tak bardzo. Widzisz... mój ojciec został zamordowany, do tej pory nie wiadomo jaki był tego cel. Czy był to ktoś z "prywatnych" wrogów czy ktoś kto źle życzył całej Arcanterze. Do tego moje relacje z bratem są.. dość napięte, ale pewnie wszystko to wiesz. W końcu zamek huczy, a sporo strażników kocha wszelkie plotki. W każdym razie co jakiś czas muszę zebrać ochrzan o to, jak to nie doceniam zagrożenia - uśmiechnąłem się krzywo, bez cienia wesołości.
Nie miałem pewności czy powinienem jej to mówić. Pewnie nie... Zapewne głupotą było zrzucanie na nią moich kłopotów choćby w taki sposób, ale ciążyło mi to na sercu już tyle czasu, że zwyczajnie musiałem nawet jeżeli wywnętrzanie się nie należało do moich zwyczajów. Większość rzeczy kisiłem w sobie do czasu aż wyłaziły ze mnie w napadzie furii. Nawet jeżeli pewne rzeczy wiedzieli wszyscy, to większość uważała, że się tym zwyczajnie nie przejmuję, a w związku z tym nie ma się czym martwić. W takich chwilach nieco ciążyło mi to, jak mnie postrzegano. Jako tego brata, któremu nic się nigdy nie chciało, który niczym się nie przejmował, a do tego słynął z napadów złości.
- Wybacz - westchnąłem widząc, że czarna zerka w bok. - Jeżeli wolisz wrócić do swojej komnaty to chociaż cię odprowadzę, jeśli mogę.
Renn
Skinęłam delikatnie głową na znak, iż się zgadzam. Właściwie to dobrze, że Urian wróci ze mną, ponieważ kto wie, co może czyhać w mrokach zamku? Nawet, jeśli jest on strzeżony. Skoro morderca ojca aktualnego cesarza tak łatwo wkroczył do tej budowli (I to w dzień!), to oczy i uszy powinny mieć się na baczności. Ponadto jeszcze ci zabójcy moich rodziców... Okropne rzeczy się tutaj dzieją!- O-oczywiście. Bardzo byłoby mi... Miło. - odpowiedziałam, mówiąc wszystkie słowa bardzo szybko.
Postawiłam parę kroków do przodu, mijając szarego basiora, a tym samym delikatnie ocierając się o jego bok. Co prawda nie było to za bardzo zamierzone, aczkolwiek miałam nadzieję, iż Urian nie odbierze tego zbyt negatywnie. Co gorsza, ponownie poczułam w sobie lęk i lekką panikę. Zdarzało się to coraz częściej... Ale nie chciałam okazywać tego innym. Nie chcę, aby bracia oraz Sarissa się martwili o mnie jeszcze bardziej, ponieważ każdy z nas ma już dość zbędnych nerwów oraz stresu.
Urian
Wadera lekko otarła się o mnie, co zapewne mógłbym potraktować jako zachętę... A raczej wiem, kto by tak to potraktował, ja jednak widziałem, że wadera wciąż się boi. Szkoda, bo budziła we mnie naprawdę solidną sympatię.Ruszyliśmy w stronę zamku by cicho stąpając po kamiennych posadzkach stanąć wreszcie przed komnatą, którą zajmowała młoda wilczyca wraz z rodzeństwem i przybraną matką.
- Dobrej nocy - powiedziałem z uśmiechem. - I nie bój się... Naprawdę tutaj nie masz czego.
Spoglądałem jak czarna ostrożnie, starając się nie obudzić rodziny, wchodzi do komnaty i ostrożnie zamyka za sobą drzwi. I ja ruszyłem do swojej sypialni zastanawiając się czy tym razem dane mi będzie zasnąć spokojnym snem.