Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 31 sierpnia 2016

Dzień Arcanusa

Cała kraina, wyspa, planeta... wszyscy wiedzieli, że dzieje się coś niedobrego, jednak co? Mając znikomą wiedzę i umiejętności, mieszkańcy Arcanterry tłumaczyli to gniewem bóstwa. Nawet podróże do innych krain i kontynentów nie wiele wniosły do naszej historii.
Księżyc był coraz bliżej, a wszyscy czuli się coraz słabiej, oczywiście poza "normalnymi". To była magiczna "zemsta", ale za co? Tego jeszcze nie ustalono...
Dzisiaj jest ten dzień, dzień naszego pana, który niesie na nas katastrofę. On sprawia, że czujemy się źle, że nie panujemy nad sobą. Dzień sądu nadszedł, więc przyjmijmy karę i prośmy o wybaczenie, a może dostaniemy odpowiedź. Cierpliwości moi towarzysze. - magiczny kamień Generała Arago, zmarłego w wieku 14 lat w dniu Arcanusa, wczesne południe, powodem śmierci była zapaść magiczna

Zegar:
00:00- 3:59 - północ (środek nocy)
4:00 - 4:59 - czas przed wschodem (świt)
5:00 - 5:59 - o wschodzie słońca
6:00 - 7:59 - wczesnym rankiem
8:00 - 9:59 - rankiem
10:00 - 11:59 - przed południem
12:00 - 13:59 - południe (środek dnia)
14:00 - 16:59 - czas przed zachodem
17:00 - 18:59 - o zachodzie słońca
19:00 - 21:59 - wieczór (zmierzch)
22:00 - 23:59 - noc

Mieszkańcy Arcanterry nie mają dokładnego zegara. Sugerują się położeniem słońca i tak określają godziny.

Wybiło południe, a niebo nad wyspą nabrało różnych kolorów. Wyglądało to tak, jakby tęcza pękła, a niebo ukradło jej kolory. Widok był niesamowity, jednak czy w tym czasie ktoś byłby zdolny do zachwytu? Bóle głowy, złe samopoczucie i te nagłe ataki żywiołów sprawiały, że rzadko który wilk zwrócił na to w ogóle uwagę. W powietrzu unosił się słodki zapach... czy to karmel? Nie wiem, ale to chyba nie wróży niczego dobrego. Coś tu jest nie tak, może to strategia zaskoczenia? Uśpij czujność, zaatakuj... niech kara będzie sroga! 

Red Rose
Obudziłem się o świcie, nie mogłem spać wiedząc, że nasz kres dobiega końca. Nie chciałem umierać, jednak czułem się jak martwy. Całą noc męczyły mnie uderzenia gorąca lub zimna. Nie będę mieć mocy... a co jeśli tak zostanie? A co z innymi magami, Uchawi? Nikt tego nie wie, a lud chce wyjaśnienia. Jak więc dać im to, czego chcą, nie mając zupełnie nic?
Wstałem z łoża i podszedłem do okna, obserwowałem teraz wschód słońca, który miał nieś zagładę. Kiedy ona nadejdzie? Stałem tak i oglądałem to, co dzieje się na zewnątrz.
Z komnaty dzisiaj nie wychodziłem, nie miałem po co. Wieści o śmierci pojawiały się szybko, co chwila ginął jeden wilk... a co jeśli przyjdzie pora na mnie?
Usłyszałem pukanie, a po chwili do komnaty wszedł strażnik, który oznajmił śmierć Arago. Generał nie żyje, jednak nie wiem czy to przez to co się dzieje w krainie czy może starość? Młody nie był... Nie przejąłem się tym, tak samo jak śmiercią innych, nie miałem na to czasu. Teraz to ja mogłem zginąć, to jest straszniejsze... ta niepewność, niewiadoma, nie jestem gotów śmierci.
Widząc tęczę na niebie, zaniepokoiłem się. Ona musiała być przy mnie teraz, nie chcę odejść, nie widząc jej ostatni raz.
- Przyprowadzić mi Arię! - warknąłem. Miałem jedynie nadzieję, że ma ukochana będzie chciała mnie odwiedzić.

Ikelos
Ostatnio nie wychodziłem z sali medycznej. Po pierwsze, jestem magiem powietrza, a brat nakazał przebywanie w pobliżu medyków, a po drugie mogłem pomóc. Jako wilk na stanowisku Maga, znałem się trochę na ziołach i składnikach.
Dzisiejszego dnia nie czułem się dobrze, dopadły mnie zawroty głowy, nudności i uczucie zimna. Czy o tym mówił brat? Możliwe. Usiadłem na jednym z posłań, po czym oznajmiłem iż źle się czuje. Jeden z medyków zapytał o objawy, a następnie podał mi zaparzone zioła herbaty, po których czułem się już lepiej. Lepiej, nie znaczy dobrze, ale miałem szczerą nadzieję, że z tego wyjdę.
Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie jeszcze bardziej, dostrzegłem gwiazdki, zrobiło mi się czarno... zemdlałem.

Aria
Prawdopodobnie dziś miał być jeden z najgorszych dni w moim życiu. Leżałam na moim łożu. Łapami zasłaniałam pysk. Całe ciało miałam obolałe, a nawet najmniejszy ruch sprawiał mi ogromny ból. Nie ruszałam się prawie w ogóle. Marzyłam teraz tylko o tym, żeby umrzeć i nie czuć niczego. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Zignorowałam je. Nie miałam ochoty nikogo teraz widzieć. Niestety tajemnicze wilki były natrętne i coraz głośniej dobijały się do drzwi. W końcu je bez zgody otworzyli. Okazało się, iż byli to dwaj strażnicy. Stanęli przed wejściem na baczność i spojrzeli na mnie.
- Cesarz nakazał nam przyprowadzić cię do niego. - rzekł bez uczuć.
- Nigdzie nie idę... - mruknęłam prawie niesłyszalnie.
- To był rozkaz naszego pana. Nie możesz się sprzeciwić. - dodał szybko drugi.
- Nie obchodzi mnie to. Będę tu leżeć cały dzień. - burknęłam.
Basiory westchnęły i wyszły. Nie zależało mi teraz na niczym.

Red Rose
Czekałem niecierpliwie na moją ukochaną, lecz ta nie zamierzała przyjść? Cóż, przynajmniej dobrze, że jej nie zaciągnęli siłą, co często robią, jak ktoś się im sprzeciwia. Pokiwałem głową i podziękowałem strażnikom, dowiadując się iż moja Aria siedzi w swojej komnacie. Sama. Zła, smutna i całkowicie bez humoru. Jednak teraz martwię się jedynie o to, że jest tam bez opieki medycznej, magowie powietrza powinni udać się specjalnej sali. Aria, moje ty maleństwo, zaraz do ciebie przyjdę i się tobą zaopiekuje.
Co pomyślałem, to zrobiłem. Po krótszej chwili znalazłem się w jej komnacie, bowiem miała ją całkiem niedaleko mojej. Cóż, najlepsze komnaty, ze złotymi zdobieniami i czerwonymi dywanami są na samej górze zamku. Tak jak moje mieszkanie znajdowało się w wieży, tak jej było trochę niżej. Zszedłem po schodach, a zaraz po tym stanąłem przy jej drzwiach. Pukać? Nie pukać? Nie pukać. Przecież się na mnie nie pogniewa, prawda? Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.
- Co się stało słonko? Nie masz humoru? - zapytałem, spoglądając z troską na waderę. Nie wyglądała najlepiej.

Aria
No i jeszcze tego brakowało... Nie miałam żadnych oporów przed swoją chamskością. Podniosłam delikatnie głowę i spojrzałam na niego. Syknęłam z bólu.
- Po coś tu przylazł? Po za tym kultura mówi, żeby zapukać przed wejściem. - powiedziałam oschle.
Wnioskując po jego wcześniejszym zachowaniu to raczej nic mi nie zrobi. A z resztą... Jak wrzuci mnie do lochów to będzie dobrze, gdyż jest tam dosyć chłodno, a ja się czuję jak bym leżała wśród rozżarzonych węgli. Patrzyłam na niego z nienawiścią. Chciałam być sama. Czy tą prośbę tak trudno ziścić? Wydaje mi się, że nie. Niestety nikt mnie tutaj nie rozumie.  

Red Rose
Zdenerwowała mnie, tak po prostu to zrobiła. Przyszedłem do niej, a ta ma o to pretensje? Nie docenia mnie w ogóle. Nie to nie! Niech sobie umrze, mam już tego dość. Koniec. Nie będę dłużej jej popychadłem. Jestem cesarzem, mogę mieć każdą.
- Po to by Cię zobaczyć, ale dobrze... - powiedziałem dość łagodnie, po czym odwróciłem się ku wyjściu. - Jak chcesz. Zostawiam Cię. - dodałem ze spokojem.
Dziwne, bowiem miałem ochotę na nią nakrzyczeć. Nie docenia mnie, chociaż się staram. Nie zwraca na mnie uwagi, nie rozumie mnie i nawet nie chce. Pewnie woli tego ciamajdę, ale się nie chce przyznać... Teraz to już mi nie zależy.
Wyszedłem z jej komnaty i gdybym tylko mógł, zapaliłbym się ze złości. Zależy? Nie zależy? Nie wiem. Tak bardzo ona mnie denerwuje, lecz mimo tego... Kocham na nią patrzeć. Kocham jej głos.

Aria
Rudy basior wyszedł z mojej komnaty. Był dosyć łagodny, choć w jego oczach widać było wściekłość. Nie rozumiem go. Skoro go nie chcę, to po co się stara? Na siłę próbuje przymilić się do mnie, choć ja już powiedziałam, co ma zrobić. Nie zgodził się na moją propozycję, więc niech teraz odejdzie. Mam go dość. A co do tego balu... Pójdę sama. Albo jeszcze lepiej; nie pójdę w ogóle! To będzie dobry pomysł. W każdym bądź razie uznałam, iż ból trochę zmalał, więc postanowiłam się przejść. Miałam nadzieję, że świeże powietrze dobrze mi zrobi. Wyszłam powolnym krokiem i podążałam w stronę wrót zamku. Przechodząc przez nie wpadłam nieumyślnie na kogoś. Podniosłam się i otrzepałam, żeby później ujrzeć tajemniczą postać.

Ethen
Byłem dziś w Pulchram a ból rozrywał mi serce. Wstałem ciężko sapiąc z kamienia i poczłapałem dalej. Chciałem obrać kierunek północny jednakże nie wiem czy mi się udało. Ból w nogach wędrował w górę i w dół a mi się zdawało, że stąpam po rozżarzonych węglach. Jednakże z czasem udało mi się wyrównać krok i tempo. Szło mi się coraz lepiej więc, ja głupi, spróbowałem przejść do truchtu. Pech chciał bym wpadł na szarawą waderę. Wstałem i otrzepałem się szybko. Wymamrotałem przeprosiny i patrząc na nią dodałem, kłoniąc się lekko, że to jej blask mnie oślepił i zmuszony byłem upaść, wszakże niebezpiecznie jest podchodzić blisko istoty tak pięknej.

Gavroche
Mijał właśnie jeden z pierwszych mych dni w Arcanterze. Leżałem na posłaniu z mchu w mojej jaskini, spoglądając jednym okiem na góry oświetlone południowym słońcem przez wejście do groty. Cały ten dzień spędziłem w podobny sposób, mimo, że w sumie uwielbiam spacery o samym świcie, dzisiaj nie mogłem w ogóle się zebrać, drzemałem tylko co chwila płytkim snem, budząc się w bólu. Z początku starałem się myśleć trzeźwo i za to lenistwo i stratę chęci do życia obwiniałem rozpacz po stracie siostry, jednak ten ból i to, że w ogóle nie mogę używać mocy... To chyba coś poważniejszego. Może jestem chory? Czyżby epidemia? Westchnąłem, podnosząc się wreszcie i ignorując w ból kościach, po czym wyszedłem na zewnątrz i skierowałem się do Zamku. Racja, nie cierpię tego miejsca, innych wilków zamieszkujących krainę raczej unikam, ale teraz zdecydowanie potrzebuję pomocy medycznej. Szedłem wolno, gdyż miałem mało siły, ale w końcu dotarłem na miejsce. Wspiąłem się po schodach i zapukałem do którejś komnaty.
- Czy tu mieszka medyk? - jęknąłem słabo, otwierając drewniane drzwi
W środku zastałem wilka, który na moje wejście odwrócił się gwałtownie, a jego wzrok wyrażał zdziwienie.
Nie? Źle trafiłem? Szkoda. Cóż, tak to już jest, kiedy wybiera się losowe drzwi. Przede mną jeszcze z kilkadziesiąt podobnych do przejścia zanim znajdę tą właściwą, więc tylko burknąłem ,,przepraszam'' do mieszkańca pokoju, po czym wycofałem się. Nie zdążyłem jednak zamknąć do końca drzwi, bo wilk zaraz zatrzymał mnie jakimiś słowami. W sumie nie zrozumiałem jakimi, jego głos był słaby, pewnie też cierpi na to dziwne schorzenie. Może mi nawet trochę o nim opowie, jeśli wypytam, bo na chwilę obecną nie słyszałem jeszcze nic... Ale najpierw trzeba się dowiedzieć, czego ode mnie chciał. Ponownie wszedłem do pokoju, przybierając pytający wyraz twarzy.

***
Tęcza unosiła się przed dłuższy czas, jednak nic poza tym się nie działo. Wszystko nastawało bardzo spokojnie, jednak wilki wiedziały, że zaraz coś się stanie...
Był już czas przed zachodem, a niebo zaczęło zmieniać się i tym razem było całe... czerwone. Wiadomo, że to nie wróży niczego dobrego. Na niebie zaczęły tworzyć się złote kręgi, a ziemia zatrzęsła się.
Co z naszą kapłanką? Nie przewidziała tego? Miejmy nadzieję, że teraz się porozumiewa z istotą oświeconą i prosi go o wybaczenie za nas wszystkich. Mieszkańcy potrzebują przewodnika modlitwy.

Szary wilk, który zemdlał nadal się nie obudził. Co się z nim dzieje? Medycy nie dają sobie rady, za dużo potrzebujących. Nigdy nie doświadczyli czegoś takiego, jednak jeśli przeżyją... będą przygotowani. Magowie powietrza nie mają się dobrze, mdleją w najmniej odpowiednich momentach. Co gorsze, trudno ich ocucić.

Kiedy Aria zamierzała odpowiedzieć magowi wody, ten wybuchł wrzątkiem, a wadera została bardzo poparzona. Jednak to nie jest najgorsze, bowiem szara zaraz po tym straciła przytomność. Biedny Ethen próbował jej pomóc, jednak sam nie kontrolował swoich poczynań. Wszędzie było mnóstwo wody, to zimnej, to gorącej, a nawet i lód się znalazł. Może lepiej wyjść z zamku, nie sądzisz?
Rudy basior, cesarz całej krainy czuje się dobrze. Magowie ognia nie odczuwają tych zdarzeń tak bardzo.

Z magiem ziemi nie było aż tak źle... do czasu. Niestety, ale wszedł do komnaty maga wody, który także przestał kontrolować to co robi. Zaczęło się od niezrozumiałego bełkotu, kończąc na gejzerze. Gavroche nie rozumiejąc wilka, podszedł bliżej by go usłyszeć i wtedy właśnie dostał wrzątkiem prosto w pysk. Komnata została całkowicie wyczyszczona ze wszystkich przedmiotów, jak i samego gościa, który teraz znalazł się na korytarzu. Niestety, ale poparzone ciało przestało być teraz problemem, bowiem mag ziemi dostał silnego bólu głowy. Czuł się jakby tysiące igieł wbijało mu się w głowę, a do tego dochodził ten pisk. Skąd? Nie wiadomo... może sam go sobie wymyślił?

Foxy
Spacerując po zamku mogłam zauważyć wiele dziwnych zdarzeń. Wilki nie były w najlepszej kondycji, a ja? Czułam się całkiem dobrze. Zresztą nawet cesarz mówił o tym, że magom ognia nic takiego się nie stanie. Moce jedynie zanikły, jednak na pewno mi to przejdzie. Jak już wszystko się wyjaśni to wrócą. Prawda?
Nagle usłyszałam hałas, a po chwili drzwi jednej komnaty zostały wyrwane, przedmioty wyrzucone na korytarz, w tym jeden wilk. Cóż, biedny nie wiedział, że teraz z magami wody lepiej się nie zadawać. Zresztą co ten mag tutaj w ogóle robi? Wszyscy mieli zjawić się na plaży.
Podeszłam do brązowego basiora by zobaczyć czy wszystko z nim w porządku.
- Wszystko dobrze, bo nie wyglądasz? - zapytałam, w sumie to retorycznie.
- Zaprowadzić Cię do medyka? - widząc oparzenia też było to pytanie retoryczne, jednak wolę się upewnić czy na pewno chce pomocy. Mieszkając tutaj kilka lat wiem, że nie każdy z tego korzysta. Niektórzy wolą umrzeć niż skorzystać z propozycji.

Gavroche
Zamknąłem odruchowo oczy i w jednej sekundzie poczułem, że lecę... Najpierw przez cały pokój, potem prosto na drewniane drzwi, które pod siłą nacisku wyleciały z zawiasów i opadły na podłogę w korytarzu, gdzie i ja skończyłem. Taki lot może się nawet wydawać fajny, gdyby nie to, że... Aah! Pierwszy raz w życiu czułem taki okropny ból. Przez litry wrzącej wody z tego okropnego gejzeru, którym, pewnie zresztą przypadkowo zaatakował mnie mieszkaniec komnaty czułem, jakby płonęła mi twarz, nie mogłem otworzyć otworzyć oczu, które chyba głównie ucierpiały w wypadku. Naraz zacząłem krzyczeć z bólu, ale przerwała mi to natychmiast jakaś wadera, widocznie właśnie tędy przechodziła. Poznałem jej płeć po głosie, jednak przez ból rozsadzający czaszkę nie mogłem zrozumieć dokładnie jej słów, ale kiedy tylko błysnął mi wyraz ,,medyk'', powiedział błagalnie:
- Proszę.

Foxy
Przyglądając mu się uważniej mogłam zauważyć, że dostał naprawdę mocno. Co jak co, ale straże powinni pilnować bezpieczeństwa, a nie pozwalać tak każdemu na rozmowę z magami wody. Ciekawe jaki żywioł posiada ten wilk. Nie chciałabym dostać od niego wrzątkiem czy jakimś wirem powietrza, chociaż w sumie... magowie ziemi i powietrza nie są groźni. Co najwyżej mi tu umrze, czy coś.
- Chodź za mną. - powiedziałam spokojnie, po czym podstawiłam mu mój ogon przed nosem.
- Złap za ogon. - dodałam, a wilk zrobił to co mu kazałam. Jeśli dostał w pysk to nie wiele widzi.
Sala medyczna znajdowała się na parterze, po przeciwnej stronie zamku niż biblioteka czy sala tronowa. Zeszliśmy po schodach z pierwszego piętra i po paru minutach byliśmy na miejscu. Nie odzywałam się do niego przez ten czas. Coś mi się zdaje, że nawet nie chciałby rozmawiać.
Medycy od razu podeszli do wilka i zaprowadzili na jedno z posłań. Przyglądając się chwilę, zapytałam jednego z nich, czy brązowy z tego wyjdzie, na co ten odpowiedział, że nie muszę się o chłopaka martwić, bo jest w dobrych rękach. Nie wiedząc dlaczego, nie odpowiedziałam tylko skinęłam głową i zamierzałam odejść.

Gavroche
Obudziłem się z totalną pustką w głowie i... przed oczami. Czyżbym... oślepł?! Moje serce zabiło szybciej, podniosłem łapy do oczu i wtedy wyczułem, że są czymś związane. W panice zdrapywałem materiał, a kiedy opadł, moje oczy zakuły, a cały widok był bardzo rozmazany. Może ten opatrunek powinien tam zostać? Za pomocą mojej telekinezy wrócił na miejsce. Oczywiście zaraz wszystkie wspomnienia z ostatnich... godzin, a może i dni, czyli z tej całej akcji z poparzeniem zaraz do mnie powróciły. Nic nie widziałem, skóra na twarzy mnie piekła, ale chyba było okej. Pomyślałem, że muszę być teraz w sali medycznej, wyczułem pod sobą posłanie.
- Czy ktoś tutaj jest? - spytałem ochrypłym głosem, a gardło momentalnie mnie zabolało
Pytanie było w sumie retoryczne, bo słyszałem kroki i rozmowy w tym dużym, jak sądziłem, pomieszczeniu. Rzeczywiście, zaraz podeszła do mnie jakaś wadera, która wyjaśniła, że jest medyczką. Spytała, czy może mi w czymś pomóc, a ja spytałem o samicę, która, jak pamiętałem, mnie tutaj zabrała. Okazało się, że medyczka ją zna, powiedziała mi, że nazywa się ona Foxy i mieszka w tym zamku. Na moją prośbę podała mi nawet drogę do jej komnaty. Super. Podziękowałem, po czym podniosłem się z miejsca i korzystając z pozostałych mi zmysłów, wyszedłem z sali. Rozmówczyni mnie nie zatrzymywała, co mogło znaczyć, że nic mi już chyba nic nie grozi. Wolnym krokiem ruszyłem wzdłuż korytarza, obmacując wszystkie drzwi, a kiedy odliczyłem do tych, za którymi miała mieszkać moja wybawczyni, zapukałem. Chciałem jej podziękować, a przy okazji wypytać o tego maga wody, który mnie poparzył.

Foxy
Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje, jednak moje zachowanie jest... inne. Dlaczego nie dążę do sali tronowej, do tronu? Zajmuję głowę nic nie wartymi wilkami. To nie dobrze Foxy, nie dobrze. Musisz pokazać rodzicom, że nie mieli racji i że stać Cię na coś dobrego. Stać Cię na bycie cesarzową. Jednak cesarz ugania się za tą szarą suką... muszę im przeszkodzić. Wymyślę coś, a teraz mam do tego idealną okazję. Tylko magowie ognia czują się dobrze, czyli ja i on.
Wtem moje myśli odeszły w eter, bowiem ktoś zapukał do mych drzwi. Wypowiedziałam odpowiednie słowa i ku mojemu zdziwieniu zastałam przed nimi brązowego basiora z bandażem na pysku. Cudnie... co ten kaleka tu robi? Pfe.
- Cześć? - zapytałam niepewnie.
- Pomyliłeś komnaty? Może Ci pomóc? - dodałam po chwili, wstając z posłania i kierując się ku samcowi.
- Powiedz mi tylko gdzie mieszkasz to cię zaprowadzę. - powiedziałam łagodnym i miłym tonem głosu, tak jakby rzeczywiście mnie to ruszało.

Gavroche
- Nie, bo ja tylko chciałem... - zawahałem się nieco, kiedy wyczułem w jej głosie, że niezbyt ją pewnie interesuje moja osoba. Przez chwilę poważnie zastanawiałem się czy nie uciec, ale po chwili milczenia wziąłem się w garść.
- Po pierwsze, chciałem ci tylko podziękować za pomoc. Już się czuję lepiej. - powiedziałem
Wadera mruknęła coś obojętnie, usłyszałem też skrzypienie drzwi, co mogło znaczyć, że już je zamyka, ale w ostatniej chwili krzyknąłem:
- Zaczekaj!
Ruda posłuchała.
- Czy wiesz może, co się stało z tamtym magiem wody? On tak... wybuchł. No i z moją magią też ostatnio dzieją się takie dziwne rzeczy. Ja tu jestem nowy, ale czy wy... wiecie co się dzieje, i jak temu zaradzić? - spytałem

Foxy
On przyszedł do mnie? Tak specjalnie? Tylko i wyłącznie po to, by mi podziękować? Rozmyślając nad tym nieco bardziej to tak, to jest słodkie. Nie, nie, nie... nie zapominaj Foxy, że jesteś tu po coś, a ten wilk jest nikim.
- To świetnie. Mam nadzieję, że wkrótce wyzdrowiejesz. - oznajmiłam, chociaż nie było w tym szczególnych emocji. Wilk chyba to wyczuł... tak mi się zdawało.
Miałam już zamykać drzwi, kiedy basior krzyknął bym poczekała. No w sumie czemu miałabym go wyganiać? I tak nic nie robię. Chociaż dla bezpieczeństwa nie powinnam teraz nikogo wpuszczać. A co jeśli i on jest magiem wody? Ci są ostatnio bardzo agresywni.
- Jesteś magiem wody? Jeśli tak to odejdź teraz, bo nie zamierzam skończyć jak ty. - powiedziałam, przyglądając się mu uważniej. Wilk tylko pokiwał głową, że nie ma nic wspólnego z morzem. Cóż, z magiem powietrza czy ziemi dam sobie radę.
- To dobrze. Usiądź sobie. - wskazałam na wolną poduszkę.
- Ostatnio było zebranie w tej sprawie, ale jako iż jesteś nowy to pewnie nic nie wiesz. - obejrzałam go od góry do dołu.
- Wydarzenia w krainie są spowodowane odległością księżyca. Magowie wody jako wilki czerpiące energię z tego ciała niebieskiego są w szczególności narażone. Nie kontrolują swoich mocy ani też tej energii, która do nich napływa. Mówią w niezrozumiałych językach, mają wizje, ataki agresji i tak dalej. Ja jestem magiem ognia i energię czerpię z Aeternusa, ale słońce jest teraz przysłonięte, więc no cóż... - zamyśliłam się chwilę.
- Nie posiadam mocy na chwilę obecną. Akurat to dobrze, bo przykładowo magowie ziemi czy powietrza przesiadują w szpitalu. Zapaście magiczne to u nich codzienność. - mówiąc do niego, cały czas się poruszałam, tak jakby gestykulacja. A to podeszłam do okna i wskazałam niebo, a to wskazałam na łapy. Kiedy skończyłam usiadłam. Dziwnie się czułam w jego towarzystwie, tak jakby energia chciała mi coś powiedzieć. Może powinnam się udać do kapłanki? Powróżyłaby trochę...

Gavroche
- Ale przecież musi być jakieś wyjście. Przecież zawsze jest. Musimy na przykład... Chodźmy może do Biblioteki. Albo... porozmawiajmy z jakimś wilkiem wody. Mówiłaś, że miewają wizje. Może z nimi porozmawiajmy. Chociaż nie, to niebezpieczne. Z kapłanką będzie bezpieczniej, może nawet uda jej się porozumieć z samym Arcanusem, jeśli się skupi. A jeśli nie, to chociaż z duchami. Może trzeba zebrać razem te znaki na niebie. - naraz się niezwykle rozgadałem i zacząłem wymyślać tysiące potencjalnych rozwiązań
W sumie nie wiedziałem dlaczego tak bardzo chciałem coś zrobić, czy dlatego, że bałem się o swój los? Martwiło mnie jednak to, że w zachowaniu wadery nie widziałem żadnego zapału do roboty i chyba ta nie zechce mi pomóc...

Foxy
Spojrzałam na niego i westchnęłam. Po co on chce cokolwiek robić? To jest jak walka żywiołaków wody na Terribilis, są takie same, mają takie same umiejętności, moc, wytrzymałość... to jedna i ta sama woda. Jak mogą siebie skrzywdzić? A no nie mogą... chociaż nie. On może jedynie zginąć w porównaniu do naszego bóstwa. Arcanus może zrobić wszystko, a ten brązowy, niczego nieświadomy basiorek... po prostu umrze jeśli mu się sprzeciwi. Każdy kto chciał coś zrobić, umarł. Przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia. Pokiwałam głową, po czym spojrzałam na niego jeszcze raz.
- Czy ty siebie słyszysz? - zapytałam, oczywiście było to pytanie retoryczne.
- Chcesz sprzeciwiać się bóstwu? Jedynym rozsądnym zajęciem jakim możesz teraz zrobić jest modlitwa. - oczywiście powiedziałam to z lekką kpiną, gdyż ja jakoś w tego całego boga nie wierzę. Wymyślili sobie i zwalają winę na niego. Czy widział ktoś kiedyś Arcanusa naprawdę? Nie, nikt nie widział. To już jest chyba wystarczający powód by w niego nie wierzyć, prawda?
- Ja myślę, że będą jeszcze ze dwa trzęsienia ziemi, jakieś tornado czy tsunami, a potem po prostu będziemy musieli wszystko odbudowywać. Księżyc jest związany z wodą, więc... - zamyśliłam się trochę - przygotuj się, bo zmokniesz. - uśmiechnęłam się do niego, całkowicie nie przejmując się tym zdarzeniem. Umrę? No trudno. Dzisiaj nie mam ochoty by cokolwiek robić.

Gavroche
Westchnąłem z rezygnacją. Może i wadera miała rację? Sam pewnie nic nie znaczę i niczego nie zrobię. Chyba na razie pójdę za jej radą, zacznę myśleć realistycznie, zamknę się w swoim mieszkanku i przeczekam najgorsze. Skoro mówi, że to nic takiego.
- Jak uważasz. - powiedziałem, ostrożnie schodząc z posłania. - Dzięki za rozmowę, naprawdę było mi miło. Chyba wrócę już do siebie, do jaskini, trochę odpocznę.
Ta... tylko że droga powrotna na ten teren, który zamieszkuję jest dosyć daleka, a ja przecież niczego nie widzę - ponownie dotknąłem oczu przewiązanych opatrunkiem. Chyba nie mam innej opcji, niż...
- Słuchaj, wtedy jak proponowałaś... - ciężko mi się to mówiło, bo wadera ta mnie dosyć onieśmielała, w dodatku nie chciałem się narzucać. - Czy mogłabyś... Mówiłaś, że możesz mnie zaprowadzić. Chętnie bym skorzystał, bo sam nie dam rady, ale jeśli nie to ja mogę poszukać kogoś innego.
- Tak w ogóle to ja mam na imię Gavroche. - dodałem, przypominając sobie, że jeszcze się nie przedstawiłem.

Foxy
Kiedy usłyszałam, że wilk mieszka w jakieś jaskini zaczęłam się zastanawiać czy on się aby na pewno dobrze czuje? Dlaczego na komnatę mówi "jaskinia"? A co jeśli on rzeczywiście mieszka w jaskini? To by było dość dziwne i niepokojące. Hmm... lepiej zleję tą sprawę i przyjmę pierwszą wersję moich rozmyślań. Najwyżej wilk wyprowadzi mnie z błędu, którego chcę żeby nie było. W tych czasach samo mieszkanie w wiosce jest dość wieśniackie. Oni tam nic nie mają... Czemu się nie przeprowadzą do zamku? Ehh, kto wie co im tam siedzi w głowie.
- Dobrze, tylko powiedz mi na którym piętrze mieszkasz i pod jakim znakiem. - oznajmiłam, zastanawiając się nad tym, czy aby na pewno powinnam zignorować jego słowa.

Fumetsu
Leżałam w swojej pracowni. Nie czułam nic. Nawet zimna bijącego od marmurowej posadzki. Byłam dosłownie sparaliżowana. Nie umiałam się ruszyć. Godziny mijały i mijały... Wiedziałam, że na zewnątrz wilki liczyły na mnie. Co chwila jakieś pukały do drzwi tego pomieszczenia. Jednak później wszystko umilkło. Myślałam, że umarłam, lecz czy tak wygląda życie pośmiertne? Samotna dusza w czarnej nicości? Nagle ujrzałam małe światełko. W tym samym momencie zauważyłam, że mam swoje ciało, lecz bardziej przezroczyste. Mogłam się ruszać! Wykorzystałam to i zaczęłam biec w stronę źródła światła. Niestety ono po chwili zgasło, a ja ponownie straciłam zdolność ruszania się. Jednak zaraz po tym przede mną pojawił się duży, szary wilk. Był dwa razy większy od przeciętnego przedstawiciela mojego gatunku.
- Fumetsu... Wstań i nie zawiedź swojego gatunku. - rzekł potężny głos.
Nagle obudziłam się. Otworzyłam oczy i nerwowo się rozejrzałam. Poderwałam się na nogi i od razu podeszłam do mojego stanowiska pracy; stołu. Na nim stało naczynie z wodą uświęconą. Było to coś w stylu ceramicznej miski. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na ciecz. Zaczęłam odmawiać zaklęcie "Domine Deus meus, quia veniet tragoedia praedicta. Da mihi benedictionem tempus sacerdos et filia tua, Domine." Z wody zaczęły lecieć niebieskie iskierki. Później ujrzałam w niej wilki uciekające przed ogromną falą. Cały las płonął w płomieniach. Wszędzie leżały martwe ciała wilków. Ciecz poruszyła się, a cała wizja zniknęła. Wybiegłam pędem z pracowni i pokierowałam się w stronę komnaty cesarza. Na miejscu zapukałam szybko w ogromne drzwi i czekałam na odpowiedź.

Red Rose
Byłem wściekły i jednocześnie smutny. To dziwne i niezrozumiałe dla mnie. Może powinienem iść się leczyć? A może Ikelos by coś poczarował i byłoby tak jak dawniej? Co się ze mną dzieje?! - krzyczałem w myślach, aż nagle ktoś zapukał do mojej komnaty. Zaprosiłem tą nędzną duszę do środka, którą okazała się kapłanka. Wyglądała na przerażoną... a może mi się tylko tak wydaje? W środku sam jestem przerażony, jednak nie tym, że zaraz moje królestwo zniknie z powierzchni ziemi, jednak tym... że ja zniknę, bez niej.
- A więc? - rzekłem obojętnie, patrząc na nią, a ta opowiedziała mi swoją wizję. Szczerze? Nawet mnie to nie ruszyło, nie drgnąłem... skoro tak ma się stać, jestem przygotowany. Wszakże na śmierć bez tej jedynej, niekoniecznie. Co ja mogę? Ona mnie nienawidzi, tak bez powodu. Nie rozumiem. Większość wader nie ma żadnego problemu i oddałaby mi się na mój rozkaz, a tamta? Myśli te zostały przerwane przez szarą samicę, która podeszła do okna.
- Czy coś możemy z tym zrobić? - zapytałem patrząc na nią.

Fumetsu
Cesarz zadał mi pytanie. Zastanowiłam się chwilę, po czym uznałam, iż wizje, które widzę, to tylko jedna ze ścieżek przyszłości. Równie dobrze żaden z tych kataklizmów może się nie spełnić. Odwróciłam się w stronę basiora.
- Jest wiele ścieżek przyszłości. Ta którą ujrzałam niekoniecznie musi się spełnić. - oznajmiłam. - W zasadzie najlepiej by było ewakuować wszystkich w miejsce znajdujące się wysoko, które nie ma za wielu drzew. Może Anguntur? - zaproponowałam.
Z tego co wiem, to były wysokie i oddalone od lasów. Niestety nigdy tam nie byłam, więc zbytnio nie mogłam stwierdzić czy tam będzie najbezpieczniej. Zestresowana oczekiwałam na odpowiedź ze strony cesarza.

Red Rose
Zastawiałem się nad jej propozycją, bowiem to miejsce nie jest za bardzo bezpieczne. Mgła jest tam strasznie gęsta i w dodatku te mgliste potwory. Wieczorem większość wilków byłaby martwa. Co do samych drzew, to rzeczywiście ich nie ma tak wiele, ale byśmy musieli dostać się na szczyty, gdzie jeszcze nikt nie był. Niżej nie ma co przesiadywać, bo skoro lasy mają spłonąć to te mroczne iglaki nie dałyby nam schronienia.
- Masz rację. - odparłem, zastawiając się jeszcze nad tym. Jednak kolejne trzęsienie ziemi dało mi do zrozumienia, że musimy działać teraz.
- Straże! Zabrać wszystkich! Wyruszamy na Anguntur! - warknąłem, wychodząc z komnaty na korytarz.
Zamek nie jest bezpieczny, cegły opadają, dach się wali. Musimy znaleźć się na otwartym terenie. Zbiegłem po schodach, a tuż za mną wilki zamieszkujące górne piętra.
- Kto jest w stanie niech pomoże medykom! Straże! Zajmijcie się magami wody, muszą być bezpieczni, jednak nie narażajmy innych na ich wybuchy! - krzyczałem, bowiem w tym chaosie nie dało się rozmawiać normalnie. Wszyscy byli przerażeni, uciekali, wpadali na siebie... byleby jak najszybciej wyjść z zamku.

***
O zachodzie słońca słowa kapłanki zaczęły się urzeczywistniać. Katastrofa rozpoczęła się od trzęsień ziemi, by zburzyć zamek i domki w wiosce. Wilki, które nie uciekły na czas zostały przygniecione przez kamienie, cegły i wszelkie pozostałości po budowlach. Na niebie pojawiły się burzowe chmury, a po chwili słuchać było niebiańskie strzały. Czy to Arcanus miota w nas piorunami? Trach! Jedno drzewo zostało podpalone. Trach! Następne! Jednak to chyba za mało, bowiem powietrze zaczęło unosić ruiny zamczyska prosto do ognistego wiru. Trąba powietrzna, która porwała ogień przemieniła się w narzędzie szybkiej zagłady.
Sytuacja w wiosce też nie zbyt kolorowa. Stąd już było widać jak wielka fala z morza przybywa. Kilometry to nie przeszkoda, zmyje was wszystkich w mgnieniu oka.
Uciekajcie moje dzieci, niech fałszywi odejdą! Kto nie wierzy w me istnienie, niech polegnie tu i teraz. Kto mi hołdu dziś nie odda, zginie w mękach mej mocy.
 
Aria
Już od godziny wielka grupa ocalałych wilków podróżowała na szczyty Anguntur, a ja razem z nią. Niestety każdy krok sprawiał mi wielki ból, lecz musiałam to przetrwać. Ogółem to plan był taki, żeby schować się gdzieś w górach. Tak właściwie to już pogodziłam się z tym, iż cała fauna oraz flora Arcanterry może wyginąć. Biegliśmy w rozsypce. Czasami szliśmy pod górkę, a czasami na dół. Na przodzie "watahy" znajdował się cesarz wraz ze strażnikami. Ja byłam na końcu i ledwo co doganiałam grupę. Żaden wilk nie obchodził się losem swojego pobratymca. Wyjątkiem były matki ze szczeniętami. Nagle usłyszałam za sobą trzask. Obejrzałam się za siebie. W oddali zauważyłam coś przerażającego, a mianowicie była to gigantycznych rozmiarów trąba powietrzna. Nigdy jeszcze takiej nie widziałam. Instynktownie przyspieszyłam, nie zwracając uwagi na ból towarzyszący mi przy tym. W zasadzie starałam się go ignorować, lecz nie zawsze wychodziło mi to. Dzięki mojemu tempie dotarłam prawie na początek. Niestety ktoś wpadł na mnie i oboje przewróciliśmy się.

Olethros
Nie wychodziłem z Miejsca. Na dworze, w Glacies trwała wichura. Z resztą nawet jakby ustała to i tak bym nie wyszedł. Leżę tylko skulony w kącie. Ból ogłusza mi zmysły, wiem tylko, że szybko nadchodzi mój koniec. Zapadnę w śpiączkę i ojciec oraz matka mnie należycie ukażą. Mijały minuty i godziny a śnieżyca nie zakończyła się. Coś pchnęło mnie na przód i doczołgałem się do wyjścia z groty. Spojrzałem w górę wzrokiem przebijając śnieg. Nad Zamkiem zawisło tornado, które wchłonęło za sobą jego szczątki i ogień. I brnęło naprzód. Moim pierwszym postanowieniem było wrócić do groty i czekać na śmierć. Jednak bóstwa chciały z jakiegoś powodu inaczej. Swoją niewidzialną ręką pchnęły mnie ku wyjściu, bym się ratował. Dlaczego? Czyż nie zasłużyłem na karę? A może śmierć w ognistym tornadzie była mi przeznaczona? Kładąc uszy po sobie wyszedłem z Miejsca. Gorąc dotarł aż tutaj i śnieg zaczął topnieć. Pobiegłem na oślep, pozwalając się prowadzić ojcu i nie zważając na ból. Z zachwytem zauważyłem, że latające szczątki nie robią mi krzywdy i dotrę to bezpiecznego miejsca zanim pochłonie mnie tornado. Mój ojcze... Ukarzam i kłonię się przed tobą. Czemuś pozwolił mi żyć? Czemuś wyzwolił mnie od wszelkiego niebezpieczeństwa?
Minęła godzina szaleńczego pędu. Znalazłem się w grupie ocalałych wilków. Zmierzamy do Arguntur. Pamiętam jak zszedłem z nich do Arcanterry. Czy mój ojciec pragnie bym wrócił?
Szedłem szybko a jedynym mankamentem tego wszystkiego było, że przede mną wlokła się ta ociężała od żarcia i leżenia świnia. To ja powinienem iść na czele. Sam. I wieść ich do oświecenia. Dlatego postanowiłem się przepchnąć, gdy ktoś się we mnie wbił i upadliśmy. Spojrzałem nań ze wściekłością i ujrzałem iż to Aria. Zwróciłem się do niej z planem nawrócenia jej. Bo czyż nie Chars, Selene i Hekate nas uratowali? Jedynych "poganów" w tej grupie ślepców?
 
Foxy
Nim wilk zdążył mi odpowiedzieć na korytarzu rozległ się krzyk, a następnie ujrzeliśmy mieszkańców uciekających w panice. Straż krzyczała by uciekać z budynku, bowiem walił on się, a ci którzy mogą niech ratują rannych. Cóż, Gavroche ranny był, więc chyba zaliczą mi to jako bohaterski czyn. Na podłodze zauważyłam szalik jednego z uciekinierów, więc szybko wzięłam go w zęby i założyłam brązowemu basiorowi na szyję.
- Jestem przy tobie. Teraz mi się nie zgubisz. - powiedziałam czule w jego kierunku, by się nie martwił. Miał bandaż na pysku, więc musiał być przerażony, nie widząc co się dzieje. Następnie ruszyłam razem z innymi. Z tego co udało mi się usłyszeć... kierowaliśmy się na Anguntur.
Szliśmy w środku rzeki wilków, a wszędzie słychać było szepty. Odwróciłam się za siebie i ujrzałam ogromne, ogniste tornado. Cóż, dalibyśmy sobie z nim radę, gdyby nie brak mocy. Spojrzałam na mojego towarzysza, który widocznie był wystraszony tym wszystkim tak bardzo, że nie odezwał się ani słowem od tamtego momentu. Wcześniej miałam w głowie tylko to, by nie puścić szalika i by uciec, jednak teraz dotarło do mnie pytanie "Co z nami będzie?".
 
Ikelos
Ocknąłem się na noszach, poza terenami zamku. Niebo było czerwone. Czy to już czas? Czy może już po wszystkim? Gdzie wszyscy idą? Co się ze mną działo? Nie wiem. Tyle pytań, a ja słyszałem jedynie szepty. Było ich tyle, że przemieniły się w szelest, z którego niczego dowiedzieć się nie dało. Spojrzałem na dwa wilki obok mnie. Miały na sobie uprząż, a ja leżałem na czerwonej tkaninie. Niosły mnie, ale gdzie? Nie mówiły nic, nie spoglądały na mnie. Nie miałem siły, by zwrócić na siebie uwagę. Zamknąłem oczy, z nadzieją, że kiedy je otworzę to wszystko... zniknie. Niech będzie snem, koszmarem, czymkolwiek... byle nie realnym.
 
Aria
Szybko wstałam i otrzepałam się. Okazało się, iż wilk, na którego wpadłam, to był Olethros. Początkowo wzrok czarnego basiora był zły, lecz o dziwo po chwili złagodniał. Samiec również wstał. Ponownie zaczęliśmy iść, nie odzywając się do siebie. W zasadzie wśród wilków słychać było tylko szepty. Wyczuwalna była napięta atmosfera. Nikt nie wiedział czy przeżyje. Los każdego z nas został już osądzony. Tylko do stworzyciela należy decyzja czy będziemy wieść w dalszym ciągu życie, czy może odejdziemy z tego świata już dzisiaj. W powietrzu unosił się strach przed zagładą. Nagle tłum zatrzymał się. Niestety nie wiedziałam dlaczego. Próbowałam coś dostrzec, lecz to było na nic. Szepty zamieniły się w głośnie, lecz zarazem nerwowe rozmowy. Czekałam aż ktoś wytłumaczy co się dzieje.
 
Red Rose
Zbliżaliśmy się już do wejścia na mgliste tereny. "Wejdź we mgłę, a zginiesz", tak o tym terenie mówili. Wahałem się, bowiem nie byłem tutaj wcześniej. Wilki zatrzymały się, dokładnie obserwując moją reakcję. Spojrzałem na strażników, po czym skinąłem łbem, by mogli iść przodem. Magowie wody załatwiliby sprawę z mgłą, jednak teraz byli zbyt niebezpieczni. Musieliśmy działać sami, na oślep. Będąc już całkiem wysoko, spojrzałem się za siebie.
- Szukajcie jaskiń!- Niech każdy się skryje! - krzyknąłem do wszystkich, szukając wzrokiem mojej słodkiej kruszynki. Znalazłem... nie była sama. Widok ten sprawił, że me wargi podniosły się, ukazując innym śnieżnobiałe kły. Jak ona mogła wybrać kogoś takiego...
 
Foxy
Zatrzymaliśmy się, jednak nie mogłam nic dostrzec. Z szeptów wynikało, że jesteśmy już prawie na miejscu, a cesarz wahał się nad tym, czy mamy wejść we mgłę. Po krótszej chwili ruszyliśmy dalej. Mgła była coraz gęstsza, aż w końcu jedyne co widziałam to ogon wilków idących przede mną. Trochę tu strasznie... nic nie widać, słychać krzyki, warczenie, stukot kopyt, łamanie gałęzi, przynajmniej myślałam, że są to gałęzie. Przez chwile rozmyślałam też nad tym, czy właśnie tak czuje się brązowy basior, który milczy od dłuższego czasu.
 
Ikelos
Nie wiedziałem o czym myśleć, przy przestać czuć niepokój. Nie mogłem nic zrobić, moje ciało byłoby tak jakby sparaliżowane. Co jeśli to ja pierwszy zginę? Co gorsze, co jeśli moi towarzysze mnie zostawią, chroniąc siebie? Nie, nie, nie... nie myśl o tym Ikelos. Nie jesteś sam, a przynajmniej udawaj, że nie jesteś. Jeszcze zanim weszliśmy we mgłę, dostrzegłem parę wilków... zakochanych i przerażonych. On jednak mówił jej, że będzie dobrze, obiecał, że jej nie zostawi, że ją ochroni. Piękny widok i cudowne słowa. Oni mają po co żyć, ja nie koniecznie. Arcanus byłby nie sprawiedliwy, jeśli zabiłby ich, a mnie uratował.
Kiedy mgła zawładnęła otaczającym mnie światem, zamknąłem oczy. Po cóż mam patrzeć, kiedy nie widzę nic... jedynie cienie ogromnych zwierząt latających. Niebo? Tu nie ma nieba.
 
Aria
Tłum po chwili ponownie ruszył, gdy cesarz kazał nam znaleźć jakieś schronienie. Myślałam, iż to będzie łatwe, jednak zaraz pojawił się problem. Miałam na myśli mgłę, która skutecznie zmniejszyła moje pole widzenia do dwóch metrów. Czułam, że nie jestem sama, ponieważ ktoś obok mnie szedł. Był to znajomy zapach, lecz na pewno nie Olethrosa. Kto to mógł być? Później nad tym pomyślę, o ile to "później" nadejdzie. Po parunastu minutach w końcu udało mi się znaleźć średnich rozmiarów grotę. Spokojnie pomieściłyby się tu cztery wilki. Ułożyłam się pod tylną ścianą pieczary. Miałam nadzieję, iż tu jest bezpieczne. Nagle jednak zdałam sobie sprawę, że jakiś wilk wszedł do środka. Od razu rozpoznałam jego futro. Red Rose.
 
Red Rose
W sumie to czemu miałbym za nimi nie iść? Doskonale znam jej zapach, więc łatwo ją odnalazłem... co lepsze, była sama, w jaskini. Może w końcu się do mnie przekona? Nie będzie sama przy naszym końcu świata, a kto wie, może z przerażenia powie mi coś miłego. Będzie miło, na pewno.
- W końcu Cię znalazłem, kwiatuszku. - powiedziałem wchodząc do jaskini, chociaż jeszcze za bardzo nie widziałem mojej wybranki. Dopiero potem, kiedy mgła została na zewnątrz, ukazała mi się moja ślicznotka.
- Jak się czujesz? - zapytałem, mając nadzieję, że już się na mnie nie gniewa.
 
Aria
Basior zapewne znalazł mnie po zapachu. Czy on nie może zrozumieć, że jak się nie zmieni to go nawet nie polubię? Myślałam, iż samce są mądrzejsze.
- Eh... - westchnęłam. - Akurat z tobą muszę dzielić pewnie ostatnie chwile mojego życia. - powiedziałam w zasadzie sama do siebie.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Nie widziałam w nich szczególnej radości.
- Chodź. Tu pod ścianą jest bezpieczniej. - dodałam po długim czasie, z lekką troską w głosie.
Może będę dla niego trochę milsza? Wiem, że przez to się raczej nie zmieni, ale możliwe iż jednak coś go popchnie w tę stronę? Chyba warto zaryzykować.
 
Red Rose
Wadera nie była zbytnio zadowolona, więc bardzo możliwe, że nadal jest obrażona. W sumie sam nie wiem za co i dlaczego. Samice są dziwne, naprawdę. Mi się ona bardzo podoba, ja sam jestem przystojny, więc dlaczego nie? Tu chodzi tylko o pewne przyjemności i przetrwanie gatunku, przecież nie musi być przy mnie cały czas. Wystarczy by noce były spędzone razem, a za dnia każdy ma swoje zajęcia. Chociaż sam już nie wiem czy czasem nie jestem hipokrytą... Gdyby było tak jak mówię, to miałbym już dawno kilkanaście wader i to nawet ładniejszych, jednak coś w niej jest, że nie mogę dać sobie spokoju. Nie wiem co to i dlaczego się tak dzieje, ale wiem, że chcę ją mieć.
- Dziękuję. - odpowiedziałem, po czym podszedłem we wskazane miejsce. Wadera nie odpowiedziała mi na moje pytanie, więc możliwe, że nie jest z nią dobrze. W sumie to jaki ona miała żywioł?
Spojrzałem na nią i nie wiedziałem czy mogę się odezwać czy nie. Nawet nie wiem o czym z nią rozmawiać, więc to na pewno nie ta bzdura, którą nazywają "miłość". Nie, to na pewno nie to, ale jednak coś. Cały czas uważnie ją obserwowałem i nic mi do głowy nie przychodziło... jedynie to, dlaczego mnie nie chce. Czekaj, czy ona czasem mi już tego nie mówiła? Możliwe.
- Miałaś już partnera? - zapytałem, przerywając ciszę.
 
Aria
Czułam na sobie wzrok basiora. Nie było mi z tym przyjemnie. Po długiej ciszy zadał mi pytanie, na które ja wybałuszyłam oczy.
- Co?! - krzyknęłam spanikowana, lecz po chwili uspokoiłam się. - Nie, nie miałam. - odpowiedziałam.
Ledwo co powstrzymywałam się od powiedzenia "A co ci do tego?". Naprawdę starałam się być miła, lecz jego towarzystwo sprawiało, iż od razu stawałam się chamska. Ponoć zwierzęta łączą się w pary tylko po to, aby się rozmnażać... Cóż, ja tak nie uważałam. Chciałam mieć zaufanie do partnera i pewność, że mnie nie zdradzi. A jak tutaj ufać komuś, kogo kocha połowa wadera w królestwie? W każdym momencie mógłby mnie zdradzić, a co ja bym poradziła? Nie jestem kimś ważnym w hierarchii. On mógłby mnie zrzucić ze stanowiska cesarzowej na zwykłego wilka, a na moje dawne miejsce dać jakąś piękną samicę.
- Jeszcze masz jakieś pytania? Jeżeli masz, to mogę odpowiedzieć na większość. I tak nie mamy co robić. - powiedziałam.

Red Rose
Dziwne, bowiem wadera nie była najmłodsza, a jednak nadal bardzo pociągająca. Wątpię w to iż nikt się za nią nie ugania. A może ona dla każdego jest taka niedobra? Co jeśli woli płeć przeciwną? To by wiele wyjaśniało, ale przecież ja mógłbym ją z tego wyleczyć. Nie wiem jak mam do niej dotrzeć. Dlaczego ona mnie nie chce zaakceptować takim jakim jestem? Nienawidzi mnie, to jasne, ale jaki jest powód tej nienawiści?
- Jesteś śliczna. - powiedziałem, chociaż wiem, że ona i tak to oleje. Nie mogę jej tego nie mówić, słowa same pchają mi się na język kiedy ją widzę. Czasami mam ochotę powiedzieć, że "kocham", ale przecież... nie, nie ma miłości. To tylko puste słowo wyrażające większą sympatię... niby puste, ale tak trudne do wypowiedzenia.
- Znamy się już kilka lat, a ja nadal nie mogę Cię zrozumieć. Co robię źle? - zapytałem poważnym i lekko smutnawym tonem głosu. Może to dlatego, że się boję? Chcę udawać silnego, chcę wzbudzać strach, przez to tłumię w sobie inne emocje. A może to właśnie o sekrety jej chodzi? Dawno zakopane gdzieś w głębi mej duszy. Uwolnienie ich byłoby mą zagładą, zagładą mojego charakteru i wizerunku. Wadery kochają silnych samców, kochają być więzione, kochają rozkazy i to, że o nic nie muszą się martwić. Ona miałaby to wszystko, wszystko co najlepsze.

Aria
Basior najwidoczniej był smutny. Chciałam mu coś wytłumaczyć.
- Nawet jeżeli jesteś cesarzem to i tak nie możesz mieć wszystkiego. - rzekłam. - Musisz się pogodzić z tym, iż po prostu ja jako jedyna z wader nie przepadam za tobą. - dodałam. - Po za tym spójrz na to z tej perspektywy; większość wilczyc chciałaby być z tobą, a ja na to bym nie nie poradziła. Co w tedy bym zrobiła? Nie mogę ci ufać z uwagi na twoje nastawienie. Nie lubię samców, którzy uważają się za ideały, a tak naprawdę nimi nie są.
Opowiedziałam mu większość swoich przemyśleń. Może na reszcie coś do niego dotrze? Między nami ponownie zapadła długa cisza. Nie przeszkadzała mi zbytnio. Zapewne Red Rose teraz myślał nad moimi słowami.

Red Rose
Że co? Ja nie jestem ideałem? Bzdura po prostu. Ja nie mogę mieć wszystkiego? Właśnie, że mogę i te wadery są na to dowodem. Mogę mieć każdą i każda wadera wychowana w naszej krainie wie, że jeśli cesarz chce ją teraz, to musi mu się oddać. Widocznie przybyszka tego nie wie, ona się tu nie urodziła i stawia opory. Przez takie wilki nasza kraina może być zagrożona. Jednak z drugiej strony, jej nietutejsza uroda sprawia, że chcę ją mieć. Jest inna niż nasze wilczyce.
- Cóż, skoro mówisz, że nie mogę mieć wszystkiego, to chyba masz na myśli tylko siebie. - oznajmiłem, przyznając jej rację. Wszystko czyli ona.
- Mogę mieć każdą, a tymczasem od dnia kiedy cię poznałem... nie miałem żadnej. - powiedziałem, patrząc na nią i szukając w półmroku jaskini tych cudownych oczu. Zacząłem się nad tym nieco bardziej zastanawiać i tak... nie miałem żadnej, nie zabawiałem się, co jest bardzo dziwne. Nie możliwe, że jedna istota może sprawić coś takiego.
- To dlatego za mną nie przepadasz? Przez zazdrość? - zapytałem, gdyż tak odebrałem jej wypowiedzi. Nie chciała być ze mną tylko dlatego, że są inne wadery, które się we mnie kochają? Z drugiej strony to bardzo przyjemne... chociaż pewnie każda wadera jest o mnie zazdrosna.

Gavroche
To wszystko było okropne. Myśl o śmierci, niepokój, cały ten chaos i hałasy, trzaskanie piorunów, syk ognia... To wszystko sprawiło, że sparaliżował mnie strach, nie mówiłem nic i starałem się leżeć nieruchomo. No właśnie. To takie głupie i niezwykle zawstydzające, że Foxy, że wadera musi przenosić mnie pod górę na swoich plecach, chciałem zaprotestować, ale nie zrobiłem tego. Dlaczego ona to w ogóle mnie ratuje? Dlaczego nie zostawi mnie na śmierć? Nie wiedziałem, ale czułem, że nigdy nie będę mógł się jej do końca odwdzięczyć. Rozmyślałem tak przez całą noszą drogę, a w końcu jednak zatrzymaliśmy się. Czułem, że jesteśmy w tłumie wilków. Cesarz kazał nam szukać schronienia, słychać było, że sytuacja na niebie się pogarsza. Foxy dalej chciała mi pomóc znaleźć bezpieczne miejsce, ale tym razem jej odmówiłem, chciałem, żeby zajęła się sobą, bo to może nas obydwu pogrążyć. Zszedłem więc z jej pleców, pożegnałem się i podziękowałem, po czym na oślep ruszyłem przez tłum innych. Przedarłem się przez niego, po czym położyłem się gdzieś w kącie, na uboczu. Schowałem głowę w łapach i nasłuchiwałem, co się dzieje. Wiatr dął, pioruny trzaskały. Słyszałem krzyki paniki. Ja czułem się bardzo słabo. Jęknąłem cicho. To już jest koniec, może nie nas wszystkich, ale ja tego na pewno nie przeżyję. Czy to nie jest tak, że najsłabsi zginą pierwsi?

Issar
Razem z tłumem innych uciekinierów wspinałam się na szczyty Anguntur. W sumie lubię to miejsce, myślałam. Potem, już na szczycie usłyszałam dalsze instrukcje od władcy - szukać schronienia. Okej, posłusznie znalazłam malutką jaskinię, gdzie zmieści się ledwo jedna osoba, to w sumie taka dziura w ścianie była. Ale daszek u góry, schronienie przed wiatrem, czego narzekać? I samotność, choć wszyscy gromadzili się w grupach i przytulali do siebie, ja wolałam samotnie obserwować dzieło zniszczenia. Co się dzieje? Nie wiem. Ale nie czułam strachu. Czułam, że nic złego mi się tej nocy nie stanie. Patrzyłam z wysokości na wielką falę zalewającą domki we Wiosce. Fajnie by było w sumie popływać...

Aria
Westchnęłam z rezygnacją. Basior nie odebrał mojego przekazu właściwie. Popatrzyłam na niego dosyć uważnie, choć i tak zapewne mnie nie widział, gdyż byłam osłonięta cieniem. Jedynie jego pysk można było dostrzec, ponieważ pojedyncze promienie oświetlały go. W zasadzie nawet nie wiedziałam czy jest noc czy dzień.
- Źle mnie zrozumiałeś. Wyobraź sobie, że teoretycznie już jestem z tobą. Niestety nagle spotykasz jakąś super piękną waderę, która o wiele bardziej ci się podoba. Co w tedy zrobisz ze mną? Porzucisz, zabijesz? O to się najbardziej martwię. Tu nie chodzi o zazdrość. - wytłumaczyłam z lekką złością.
Red Rose znów zaczął mnie wyprowadzać z równowagi. Zupełnie nie miał wyobraźni! Nie myślał o przyszłości. Chciał mieć wszystko tu i teraz, a czym by to skutkowało to by się nie przejmował. Oczekując na jego odpowiedz, przylgnęłam do ziemi i położyłam głowę na łapach.

Fumetsu
Po długiej podróży w góry, cesarz nakazał nam znaleźć jakieś schronienia. We tej gęstej mgle nie dało się niczego zauważyć. Dosłownie jak w jakimś śnie. Po parunastu minutach udało mi się coś odszukać. Niestety było to tylko stary pień drzewa. Westchnęłam i powróciłam do poszukiwań. Chwilę później do mych nozdrzy dotarł smród zgnilizny. Zatrzymałam się. Obok mnie błysnęło coś zielonego. Warknęłam porozumiewawczo, aby to coś się do mnie nie zbliżało. Przybrałam postawę obronną. Wiedziałam, iż to coś zbliża się do mnie. Nagle poczułam jak coś wgryza się w mój bok. Moje ciało od razu zapłonęło. Zaczęłam szamotać się, lecz to coś nie chciało puścić. Szkarłatna ciecz sączyła się stróżkami na ziemię. Z sekundy na sekundę słabłam. Zmęczona, upadłam na ziemię. Usłyszałam jakieś szmery, a potem kolejne stworzenia zaczęły się we mnie wgryzać. Wiedziałam już, że to mój koniec. Nie zginę od kataklizmu, lecz od szkaradnych wytworów natury, które nie powinny istnieć.

Ethen
Biegłem do Arguntur w popłochu. Boże... tam było ogniste tornado! Wioski ani widać ni słychać. Wiedziałem, wiedziałem... Takie zapaści i dziwności nigdy nie mogą się dobrze skończyć. Pytanie tylko czy w ogóle się skończą? Trzeba się ratować. Przede wszystkim. Wpadłem w grupę szamotających się wilków. Rozejrzałem się w panice. Co mam robić?! Wykrzyknąłem to głośno a jeden z wilków zachował tyle rozsądku, by mi odpowiedzieć. Szukać schronienia i czekać. Pobiegłem przed siebie na oślep i zderzyłem się z kimś. Wykrzyknąłem: "Przepraszam!" Z nawyku. Nawet w strachu nie mogę się pozbyć dobrych manier. Mimowolnie pomyślałem o mojej Pannie. Znalazła schronienie? Z resztą co mnie to obchodzi jak za chwilę sam mogę umrzeć? Pognałem dalej nie widząc nic przez mgłę, potknąłem się o coś i zacząłem ześlizgiwać się w dół. Z rozpaczą wbijałem pazury w co się dało aż nie trafiłem ciałem w coś twardego. Stęknąłem i wstałem. Znajdowałem się w małym załomie skalnym. Mógł mieć metr szerokości i dwa metry długości. Gdy oddech i serce mi się uspokoiło spojrzałem w górę. Spad nie był stromy. Ba! Można było nawet normalnie wchodzić i wychodzić. Uspokojony położyłem się przy wejściu i obserwowałem je. Zdecydowałem, że przeczekam tutaj tą sytuację. Ach... gdyby była by tu ze mną droga mojemu sercu wadera...

Olethros
Szedłem dalej z Arią i już miałem zacząć mówić, gdy stwierdziłem poirytowany, że nagle mi zniknęła. Westchnąłem i poszedłem dalej brnąc na sam przód, przed cesarza. On jednak w tej chwili stanął i kazał szukać schronienia plus czekać. Odprowadziłem go wzrokiem. Wszedł do najbliższej groty zy tam jaskini. No tak... chodzenie sprawia mu pewnie trudności.
Poszedłem dalej i dosłownie dziesięć centymetrów nad sobą dostrzegłem półkę skalną. Odsunąłem się trochę i wskoczyłem na nią. Na szczęscie była solidna. A tam gdzie stykała się ze skałą było miejsce dla jednego wilka. Swoją drogą wyglądało jakby było specjalnie wyżłobione. Toteż schowałem się tam. Było to idealne schronienie od wiatru i zapewne innych rzeczy.

Foxy
Nie wiem dlaczego, ale było mi smutno kiedy brązowy basior postanowił działać na własną łapę. Przecież on ma poparzony pysk. Jest to jedynie nieodpowiedzialne niżeli odważne. Mimo wszystko pozwoliłam mu na to. Nic nie widzi i prawdopodobnie nie czuje, jeśli poparzył sobie też nosek, więc nawet nie zorientuje się, że będę niedaleko. Wolę go mieć na oku, jednak nie wiem dlaczego... czy ja się... nie. Na pewno to wina wahań energii i możliwe, że nasze są w jakiś sposób powiązane. Możliwe też, że sam basior ma w sobie dużo siły, a ja po prostu z niej korzystam. Z drugiej strony to może być odwrotnie, jeśli ja mam w sobie nadmierne ilości energii, chociażby przez to, że zanikł mi żywioł, to czuję się dobrze z kimś, kto tą energię ode mnie pobiera.
Otrzepałam się by przestać o tym myśleć i w końcu wykonać rozkaz króla. Jaskiń było całkiem sporo, więc każdy znajdzie sobie odpowiednie miejsce. Widząc iż kilkanaście wilków wchodzi do tego samego miejsca postanowiłam do nich dołączyć, przynajmniej nie będzie nudno.

Ikelos
Nie wiele miałem do powiedzenia. Byłem skazany na innych. Nie czułem się dobrze. W końcu się zatrzymaliśmy, a mój brat oznajmił iż mamy znaleźć sobie schronienie na własną łapę. Spojrzałem na moich towarzyszy, a oni na mnie. Widziałem w ich oczach coś co sprawiło, że moje serce się uspokoiło. Odetchnąłem z ulgą wiedząc iż mnie nie zostawią. Dobrze trafiłem. Zawsze mogło być gorzej, chociażby ten czarny basior. Nie sądzę iż byłby skory do pomocy. Wydaje się być samolubny.
Wilki, które niosły mnie na noszach znalazły wystarczająco dużą grotę by pomieścić resztę rannych. Nie czułem się dobrze, jednak fakt iż mamy w królestwie takie dobre dusze dodawał mi sił. Nie wiem czy zrobiłem dobrze wybierając stanowisko maga, może odnalazłbym się jako medyk? Teraz... to już nie ważne. Nie wiem nawet czy przeżyjemy.

Red Rose
Super piękną waderę? Przecież ja już taką spotkałem i jest to ona. Nie ma ładniejszej i nie będzie, to fizycznie nie możliwe. Wszystkie wadery w królestwie są robione na jedno kopyto. Genetyka w królestwie nie jest zbyt zróżnicowana. A Aria? Śliczna! Taka nie tutejsza, jest wyjątkowa. W sumie to jeśli ona mnie nie chce to może by przyprowadziła znajomą ze swojego rodzinnego królestwa? Całkiem nie głupi pomysł.. ale, ale... przed chwilą powiedziała, że już z nią jestem. No i po problemie. Jak tylko te magiczne problemy znikną to od razu może się do mnie wprowadzić. Będziemy najlepszą parą w królestwie, a nie czekaj, już jesteśmy! Extra!
- Cieszę się, że w końcu się zgodziłaś. - podszedłem do niej bliżej i ułożyłem się, jednocześnie przymilając się. Była taka milusia i cieplusia, że oczy same się zamykały. Ułożyłem łeb wygodnie na jej łapkach.
- Obiecuję Ci, że żadna nie będzie piękniejsza i wspanialsza od ciebie. - mruknąłem przez zaśnięciem.

Rue
Wiedziałam od rana, iż coś się szykuje. Wszystkie kataklizmy na raz zaatakowały królestwo. Cesarz poprowadził nas w góry i... No właśnie. Mieliśmy sobie radzić na własną łapę. Niestety otaczała nas mgła, więc za wiele nie można było dostrzec. Większość wilków rozproszyła się po Anguntur. Ja zostałam sama. na pastwę losu. Cóż... Nie przeszkadzało mi to nawet, ponieważ byłam raczej typem samotnika. Wolałam być sama. W miarę szybko udało mi się znaleźć schronienie. Znajdowało się dosyć wysoko; była to mała grota. Wchodziło się do niej po paru półkach skalnych. Ułożyłam się w sporej dziurze i wyczekiwałam tego, co zaraz miało się stać.

Aria
Że co? Ja tylko powiedziałam, żeby sobie to wyobraził. Westchnęłam i popatrzyłam na niego zażenowanym wzrokiem. Może dam mu szansę? Myślę, iż mogę spróbować. W razie czego po prostu go spławię, jeżeli będzie się nieodpowiednio zachowywał. Tylko niech sobie nie myśli, że jestem jego zdobyczą! Ja także położyłam głowę na ziemi, lecz nie zamykałam oczu. Panowała cisza; cisza przed burzą. Słyszalny był jedynie oddech Red Rose, który usypiał. Wpatrywałam się w otwór wejściowy do groty. Mgła wpadała do środka, co skutecznie uniemożliwiało widzenie. Nagle usłyszałam ogromny trzask. Czy w tym momencie miał się rozstrzygnąć nasz dalszy los.
 
***
Ogniste tornado przemieszczało się w kierunku Anguntur, niszcząc po swojej drodze wszystko co znalazło się na przeszkodzie. Co więc z innymi zwierzętami? One także wybrały się góry, pozostawiając swoje domy. Żywioł spalił doszczętnie tereny Luminosum, zatrzymując się przy górach, by móc odejść w zapomnienie. Prochy spalonych drzew i innych przedmiotów przykryły niegdyś cudowne, bujne ziemie. Tsunami nadchodzące z morza, przykryło Las, Caeruleo, Plażę, Terribilis i Wioskę, powodując również ogromne straty. Wilki, które tu wrócą nie będą miały nic, nie będę mieć schronienia. Czy mieszkańcy Arcanterry są na to gotowi?
Ziemia zatrzęsła się, a przerażone zwierzęta rozglądały się na wszystkie strony, by mieć pewność, że jaskinie się nie zawalą. Zaraz po trzęsieniu na niebie ukazał się znak naszej planety w kolorach czerwieni, który rozbłysł niczym fajerwerki. Niestety, chmury znajdujące się na Anguntur nie pozwalały tego zobaczyć. Uchawi zaczęli mdleć, dostawać drgawek, toczyć pianę z pyska, aż w końcu ich dusze opuściły ciało i wędrowały ku krainie bogów. Czyżby Arcanus chciał odzyskać swoją potęgę?
Zapanowała cisza, a wilki zaczęły wychodzić ze swoich kryjówek. Co to!? Aeternus? Tutaj!? Jak to możliwe! Nie do wiary! Chmury zniknęły, ukazując błękitne niebo i blask słońca. Jesteśmy świadkami czegoś niezwykłego! Tysiące poległych dusz właśnie kroczy ku lepszemu miejscu, stąpając dumnie po niebiańskich schodach i od czasu do czasu zerkając na dół, na swoje rodziny. Żegnają się z nami. Proces ten wyglądał nieziemsko! Kapłanka odeszła wraz z nimi, ukazując się na niebie i dając nam swoje błogosławieństwo.
Czy to już koniec? Czy jesteśmy bezpieczni? Tak, teraz jesteśmy, lecz czeka nas ciężka praca. Musimy odbudować wioskę i zamek, swoje schronienia.

***

Minęło kilka miesięcy, a mieszkańcy podnieśli swoje fortece. Wybudowali zamek oraz wioskę. W bibliotekach znowu znalazły się magiczne kamienie, te które przetrwały kataklizm oraz całkowicie nowe. Zasadzono ogrody i lasy, a zwierzyna zaczęła powracać na zniszczone ziemie. Jednak do potęgi nam daleko... nie posiadamy materiałów by wszystko odnowić, a zwierząt łownych jest tylko garstka. Lasy odrastają, jednak ten proces potrwa... Czy przetrwamy w zgodzie?

wtorek, 30 sierpnia 2016

Lynx - Integracja

Obudziłam się przed wschodem słońca, dni mijały powoli i ciągnęły się niemiłosiernie. Wpatrywałam się w rozciągający krajobraz widoczny zza oknem.
Od dołączenia siedziałam u siebie unikając kontaktu z innymi, pożywienie spożywałam w nocy, kiedy wszyscy spali. Zastanawiające, czy ktoś w ogóle wie, że tu jestem? Mogłam dziś chociaż zagadać do kogokolwiek ale brakowało mi jednego. Nikt mnie nie zna, nie uznają mnie za osobę wartą uwagi. Warto by było kogoś poznać, na sam początek spróbować ze słabszym ogniwem. Bynajmniej lepiej położonym ode mnie. [...] Niepewnie uchyliłam drzwi i rozglądnęłam się po ciągnącym się korytarzu. Postawiłam lewą łapę, nie było tak źle - dalej poszło bez problemu. Jednak nie zatrzymywałam się co krok, biegiem znalazłam się przed zamkiem. Zaczerpnęłam powietrza do otuchy i poszłam przed siebie, szukając kogokolwiek. Prawdopodobnie znalazłam się na Luminosum, nie znałam do końca terenów, ale słyszałam że miejsce jest piękne, zapierające dech w piersiach - podobne były i moje wrażenia. Usiadłam na najwyższym kamieniu, jaki był w zasięgu mojej łapy. Wdrapałam się na niego, kładąc się spuszczając luźno łapy. W bieżącej chwili usłyszałam ciche "cześć'' raptem za moimi plecami. W pierwszej chwili nie zareagowałam, nie mogłam zawieść samej siebie i z siłą wstałam i obróciłam się za siebie.
- Hej. - odpowiedziałam równie cicho, przygryzając dolną wargę.

Ikelos
Dzisiaj postanowiłem odpocząć od pracy więc wczesnym rankiem po śniadaniu udałem się do pobliskiego lasu, by trochę się rozerwać. Spacerując po tych terenach natknąłem się na szarą wiewiórkę. Przyglądałem jej się przez jakiś czas...
Siedziała sobie spokojnie na drzewie, w malutkich łapkach trzymała jakąś szyszkę i prawdopodobnie wydłubywała z niej nasionka. Była tak zajęta sobą, że nawet nie zorientowała się, kiedy dostała z kulki powietrza. Szyszka wypadła z jej łapek a ona sama spadła na runo leśne. W tym momencie zacząłem się śmiać, po czym dostałem kulką ognia prosto w pysk. Pisnąłem, po czym utworzyłem powietrzną ochronę, jednak był to mój błąd. Magia powietrza, którą władałem
nagle wymsknęła mi się spod kontroli. Wszystko co znajdowało się w pobliżu podniosło się do góry. Gałązki, kamyczki i inne przedmioty latały we wszystkie strony uderzając mnie przy okazji.
Podkuliłem ogon pod siebie i zacząłem uciekać... Nie byłem w stanie opanować tego zamętu.
Wybiegając z lasu tuż na skaliste brzegi jeziora, zauważyłem wilczycę. Otrzepałem się, po czym podszedłem do niej i przywitałem się. Wadera odpowiedziała mi bardzo cicho. Może ona się mnie boi? Nie, raczej nie. Czemu miałaby się mnie bać? Nie jestem groźny.
- Jestem Ikelos i zajmuję stanowisko maga. A tobie jak na imię? - zapytałem chcąc poznać ją bliżej, jednak jak na złość moje tornado dogoniło mnie. Zmierzało szybko, prosto w naszą stronę. Chciałem nas ochronić, jednak tylko pogorszyłem sprawę. Wichura podniosła mnie do góry, a po chwili dostałem czymś w głowę. Obudziłem się gdzieś na polu, obolały, a co gorsze... byłem sam. Co jeśli coś jej się stało? Miałem zamiar wstać i jej poszukać, przecież to wszystko moja wina! Niestety... złamałem nogę i coś mi się wydaje, że trochę tutaj zostanę...

Foxy - Będzie mój

Wstałam z posłania i udałam się do stołówki. Dzisiaj postanowiłam się nie obijać. Zaraz po śniadaniu wybrałam się na poszukiwanie maga, co nie było zbyt trudne. Mamy tutaj kamienie skanujące i spisy mieszkańców, każdy może do tego zajrzeć. W bibliotece jest jeden taki kamień z którego dowiedziałam się, że magiem jest tutaj Aria, Ikelos oraz kilka innych wilków. Tamci nie byli zbyt przydatni, bo z tego co wiem, nie posiadają odpowiednich kursów. Mnie interesuje ta dwójka.
Już miałam iść do wadery, kiedy nagle dotarło do mnie, że to ta suka. Ona chce mi zabrać rudego! Cesarz będzie mój, a ja będę cesarzową. Pasujemy do siebie idealnie, tylko trzeba mu z tym pomóc. Uświadomić trochę.
Szybko zbiegłam ze schodów i pobiegłam do wioski. Na miejscu zaczęło strasznie padać, więc wbiegłam do pierwszego lepszego pomieszczenia, które było akurat puste.

Ikelos
Wybrałem się dzisiaj do zielarzy po podstawowe zioła. Oni się znają na rzeczy, a jako iż mamy wiele tematów do rozmów, szybko stamtąd nie wróciłem. Nie wiem ile to mogło minąć, ale na pewno długo tam przebywałem, ponieważ się rozpadało. Zanim przyszedłem było pięknie i słonecznie, a tu proszę... deszcz. Pożegnałem moich przyjaciół, zabrałem wypchaną torbę i pobiegłem do mojej pracowni, by całkowicie nie przemoknąć. Przy drzwiach, które były cały czas otwarte i zasłonięte jedynie tkaniną, na której namalowany był fioletowy eliksir i żółte iskierki, ktoś stał. Odkryłem to poprzez staranowanie tejże osoby. Cóż, nie pomyślałbym, że ktoś w taką pogodę zechce mnie odwiedzić, tym bardziej tak piękna wadera.
- Przepraszam Cię najmocniej. Nie wiedziałem, że ktoś jest w mojej pracowni. - nieco zakłopotany zacząłem ją przepraszać. Nie zauważając, że składniki z torby znajdowały się teraz w okolicach wypadku.

Foxy
Co za kretyn! Byłam po prostu wściekła! Jak on mógł mnie popchnąć?! Nie myśląc wiele i nie wsłuchując się w jego przeprosiny zaczęłam kląć pod nosem, a szary basior nadal próbował załagodzić sprawę. Niezbyt to pomagało. Spojrzałam na niego z wściekłością, po czym warknęłam, że szukam maga, bo postanowił on sobie zamieszkać w tej norze, jaką jest wioska. Nie przyszłabym tu nigdy, bo po co? Zamek jest zdecydowanie lepszy, chociażby dlatego, że mieszka tam mój skarbuś. Przez ten incydent wylewałam z siebie wszelkie moje niezadowolenia, aż w końcu mi przeszło.
- Wiesz gdzie go szukać? - warknęłam, patrząc na wilka z lekkim obrzydzeniem. On mnie dotknął i kto wie czy nie jest zarażony jakimś syfem. W końcu mieszka w wiosce, tak?

Ikelos
Wadera strasznie się na mnie zdenerwowała i nie potrafiłem jej uspokoić. Zamilkłem, słuchając wyżaleń i nie chcąc jeszcze bardziej jej zdenerwować. Po krótszej chwili w końcu zapytała o maga. Czyli szuka mnie? Przecież w zamku jest Aria, która mogła jej pomóc. Co jak co, ale bardzo łatwo rozróżnić szlachciankę od mieszkańca wioski. Chociażby ta agresja, która udziela się każdemu od naszego wspaniałego władcy.
- Ja jestem magiem. Potrzebujesz czegoś konkretnego? - zapytałem, a rudzielec zamilkł, przyglądając mi się bardzo uważnie. Widocznie troszkę się zdziwiła.

Foxy
On jest magiem? Jest magiem, a ja się na niego wydarłam. Teraz to na pewno nie będzie chciał mi w niczym pomóc, tym bardziej stworzyć dla mnie odpowiedniego eliksiru. Może jeśli go przeproszę to się trochę wyluzuje i da mi szansę? Nie wygląda na takiego, który by nie dał. Wilcza ciota, jednak w sumie... trochę przystojny.
- Bardzo Cię przepraszam, ale wiesz... - spróbowałam, udając, że mi głupio. Basior tylko się uśmiechnął i powiedział, że nic się nie stało. Hah, wiedziałam, że mojemu urokowi nikt się nie oprze.
- Potrzebuję jakiegoś środka odurzającego, dokładniej chciałabym by się ktoś we mnie zakochał. - powiedziałam o co mi dokładnie chodzi, mając nadzieję, że zrobi dla mnie ten eliksir. Jednak co? Zaczął prawić mi morały o tym, jaka to miłość jest ważna, że tak nie wolno i bla bla bla. Nie interesuje mnie to!
- Potrzebuję eliksiru. Zrobisz go czy nie? Nie zamierzam tracić czasu na jakieś morały. - warknęłam, przewracając oczyma.

Ikelos
Nie mogłem jej zrozumieć, bowiem jak można chcieć zmusić kogoś do miłości? To jest dziwne. Miłość to coś pięknego, co powinno przyjść naturalnie, a nie dzięki działaniu eliksirowi. Co śmieszniejsze, jest taka możliwość, jednak ja się w to angażować nie będę. Nie popieram i nie zrobię czegoś tak niewilczego. Chce miłości to niech ją znajdzie sama, chociaż wątpię by ktoś chciał pokochać taką istotę. Jak tak można! W dodatku moje słowa w ogóle do niej nie przemawiały.
- Przykro mi, ale nie jestem w stanie czegoś takiego zrobić. - skłamałem, by dała mi spokój. Mi i reszcie, nie chcę by jakiś mag stworzył dla niej taki eliksir. Co jeśli ktoś chciałby użyć go na mnie?
Wadera chyba nie do końca uwierzyła w moje słowa, bowiem stała jeszcze przez chwilę i spoglądała na mnie pytająco. Kiedy w końcu dałem jej całkowicie do zrozumienia, że nie zrobię jej tego eliksiru, zdenerwowała się. Mimo widocznej złości, starała się zachowywać spokojnie. Rzuciła oschłe "żegnam" i wyszła.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Issar - Nutka fantastyki

Spacerowałam sobie właśnie po pięknym terenie – jakieś to takie wysokie, zimne i ciemne, zamglone górki, które zresztą podobały mi się. Można było skakać między uskokami, biegać po stromych ścieżkach, wspinać się coraz wyżej i zjeżdżać przy okazji po stokach w dół, kręcąc przy tym fikołki (czasem nawet celowo), spacerować i gubić się w zamglonych skupiskach wysokich drzew… Pięknie. Choć ruch taki dawał mi dużo adrenaliny, to jeszcze dochodziła do tego ta cała tajemniczość tego miejsca. Ciemność, jakieś cienie wijące się w oddali, stukanie kopyt dziwacznych zwierząt, przed którymi czasem się chowałam… To zdecydowanie będzie jeden z moich ulubionych terenów. Ten… Anguntur. Tak, czytałam coś na ten temat w bibliotece, jakieś kilka dni temu. Nagle moje przemyślenia przerwał jakiś świst. Podniosłam głowę w jego kierunku (dochodził on bowiem z góry) i ujrzałam w tym miejscu jakiś cień, szybko frunący w powietrzu. Pognał on z dość dużą szybkością dalej, w taki maluteńki, mroczny lasek, a ja za nim. Stworzenie spowite mgłą w końcu właśnie tam się zatrzymało, wylądowało na polanie.
– Co to może być? Czyżbym odkryła jakiś nowy gatunek zwierzęcia? A może to coś starego? – mruknęłam, podchodząc bliżej tak, jak najciszej umiałam i mrużąc jednocześnie oczy, by lepiej widzieć. Nie przejmowałam się tym, że może być niebezpieczny, bardziej, żeby nie spłoszyć osobnika o… hmm… wytężyłam wzrok i ujrzałam niesamowity, kolorowy błysk, jaki bił od sierści czy piór… czy tam skóry zwierzęcia.
– O ja cię… musi być w nim coś magicznego. – ponownie szepnęłam sama do siebie.
– A co takiego? I w czym? – ku mojemu zdziwieniu, ktoś mi odpowiedział. Zszokowana podskoczyłam, odwróciłam się i ujrzałam za sobą jakiegoś wilka, do którego rzec jasna należał głos. Co on tu robi? Szpiegował mnie, a może przyszedł dopiero teraz? Nie wiedziałam, ale to nie było ważne… Ja tutaj przecież właśnie badam nieznany gatunek!
– Cicho bądź, bo jeszcze spłoszył. – rzekłam, a twarz nieznajomego wykrzywiła się, pokazując zdziwienie.

Olethros
Postanowiłem wyjść z Miejsca i poszukać wilków. W Glacies nikogo się nie widywało. Możliwe, że to moja wina. Wyszedłem na mróz. Westchnąłem i za pomocą telekinezy wyciągnąłem z groty sztylet z pozłacaną kościaną rączką. Odwróciłem się plecami do wejścia i ruszyłem na przód. Gdzie iść? Zamek - nie, Wioska - nie, Caeruelo też nie... Pulchram? Dolina? Anguntur? Anguntur... Czemu by nie wrócić do miejsca skąd przyszedłem. Mając już przed sobą wyraźny cel ruszyłem na przód. Mruczałem pod nosem cały czas nazwę Anguntur Czy moja wataha przetrwała? Czy Hestia urodziła? Z resztą... Co mnie to, kurwa, obchodzi. Minął dzień. W końcu ujrzałem pagórki pokryte mgłą a dalej szczyty. Wszedłem nań. Ogarnęła mnie zimna mgła i poczucie pustki. Ja się jednak uśmiechnąłem. 200km na północny-zachód i byłbym na tamtym terenie. Przyśpieszyłem do truchtu i przystanąłem. Przede mną usłyszałem szum skrzydeł i dojrzałem sylwetkę jakiegoś latającego stworzenia. Nie zdziwiłoby mnie to ani trochę gdyby zaraz za nim w pogoń nie rzuciła się sylwetka wilka. Wahałem się tylko trochę. Bo czyż tu nie ma stworzeń o nazwie Amarok? Tja. I tak podążyłem za sylwetkami. Ta wilcza zaraz przystanęła i jęła się skradać. Przybliżyłem się i zauważyłem, że to wadera. Młoda. Hekate by się spodobała...
Nie wiem czemu, ale stanąłem blisko obok niej prawie ją dotykając i zachowałem się jak dureń. Jeszcze lepiej by było gdybym zaśpiewał jedną z tych sprośnych pieśni tego naszego kochanego komika. Dlaczego po prostu jej nie zaatakowałem? Dlaczego musiałem się najpierw spytać o jakąś bzdurę jak debil?

Issar
Mimo, że byłam zajęta obserwacją tego... no, wydawało mi się, że to jednak jakiś ptak, to fakt, że jakiś basior stał tam wtedy za mną, zaczął mnie trochę instynktownie denerwować czy wprawiać w zakłopotanie. Niby nie obchodził mnie ten wilk, ale jednak nie mogłam ignorować go tak po prostu, więc odwróciłam się i spojrzałam na niego.
- Ej, stary, znasz może takie zwierzę? - spytałam cichym szeptem, a mówiąc to kiwnęłam głową w stronę istoty krążącej we mgle.

Olethros
Cóż za protekcjonalność! Stary? Prychnąłem lekko i wyprostowałem się dumnie. Spojrzałem na postać majaczącą się przed nami i mimowolnie pokręciłem łbem.
- Stary? - westchnąłem lekko z potępiającym uśmieszkiem. - Gdybyś wiedziała kim jestem...
Wadera tylko szybko na mnie zerknęła, w pośpiechu zaraz koncentrując się na zwierzęciu. Jednak po sekundzie czy dwóch dotarły do mnie jej słowa.

Issar
Bla, bla, bla... W sumie nie bardzo obchodził mnie ten basior i jego słowa, w końcu sam się tu przypałętał i tylko przeszkadza, więc odwróciłam się tylko na sekundę, posłałam mu lekceważące spojrzenie, nie zaszczyciłam go przy tym ani słowem. Potem znów wróciłam do obserwacji ptaka. Padłam na ziemię i doczołgałam się bliżej tak, jak łowca podchodzi do zwierzyny, dyskretnie, by lepiej go widzieć. A nadarzyła się do tego niezła okazja, bowiem stworzenie o chyba dosyć wyczulonych zmysłach nagle odwróciło się w moim kierunku, spojrzało na mnie swoim ptasim okiem, a potem zapiało niczym kogut. Z hałasem rozłożyło długie, złotawe skrzydła i wzniosło się w powietrze. Najpierw wprost do góry, gdzie ujrzałam jego długą sylwetkę, większą chyba od wilczej, potem znów zawył i szybko zmienił kierunek lotu. Pikował prosto na mnie. Znaczy na nas.
- Uważaj! - rzuciłam tylko do czarnego basiora, nie wiadomo było bowiem, co potrafi zwierzę, a czułam w nim dużą ilość energii.
Po czym w uniku padłam na ziemię, a sekundy na niej ciągnęły się jak godziny.

Olethros
Uch, ale mnie wkurwiała... Ta jej arogancja. Ta jej ignorancja w stosunku do potomka najwspanialszych bogów, o których ona nawet nie mogłaby pomarzyć bowiem każda myśl wyrywałaby jej kończyny swoją wielkością i wspaniałością. Pokręciłem łbem chwilę i spojrzałem na dół jak skrada się do ptaka. Ironia losu, prawda? Jednak wiedziałem, że coś jest nie tak, gdy istota spojrzała na waderę swoim dużym ślepiem i zapiało rozpiąwszy skrzydła. Wzleciało nad nami i najgorsze, że zaczęło pikować. Wadera krzyknęła coś i przypadła do ziemi. Zrobiłem to samo nie próbując chronić wadery. Wiem, że mi nic nie szkodziło bowiem chronili mnie rodzice ona jednak... Cóż... lepiej by zabił ją ten ptak. Chars i Hekate byliby zadowoleni a i ja nie odniósłbym kary. Spojrzałem na coraz to bardziej zbliżającego ptaka, w jego oczy. Były cudowne, hipnotyzowały. Nigdy nie spotkałem zwierzęcia z taką ilością energii. Przywarłem pazurami do ziemii i mimowolnie warknąłem. Kogo to dzisiaj koniec?

Issar
Oboje szybko padliśmy na ziemię, toteż pierwszy atak zwierzęcia skończył się niczym - przeleciał nad nami, minął nas o centymetry. Spostrzegłam, że wzniósł się wyżej, by ponowić atak i pomyślałam, że tym razem nie chybi, nie mamy zbyt możliwości ponownego uniku. Poczułam, jak serce mi przyspiesza, poczułam adrenalinę, coś, co kazało mi bronić życia za wszelką cenę. I kiedy ptak ponownie wycelował, z zabójczą prędkością lecąc ku mnie, celując ostrym, wydłużonym dziobem w moją szyję, krzyknęłam, a z mojej łapy wyleciał strumień gorącej wody. Myślałam, że to tylko taki akt desperacji, na nic się nie on nie zda, bo zwierzę o takiej energii z pewnością odeprze atak z łatwością, to jednak... myliłam się. Wrzątek poparzył ptaku twarz, zdezorientował się on na chwilę, zamknął oczy i minął nieco celu - mnie. Zdążyłam wtedy złapać go za długie szpony i unieruchomić. No, tak z grubsza, bo wyrywał się, kręcił głową na wszystkie strony, nadal próbował przebić mi szyję dziobem
- Ej ty, star... ty, czarny! Pomóż mi! Zabij go, póki kontroluję sytuację! - wrzasnęłam do basiora stojącego z tyłu, dysząc jednocześnie zmęczona szarpaniną.
Pomoc jednak nie nadeszła. Czarny stał tam nieruchomo, uśmiechał się delikatnie, jakby cieszyło go to, że zaraz przegram śmiertelną walkę... Zadziwiłam się strasznie. Wiedząc, że nie mogę liczyć na pomoc, że zaraz zginę, wyszeptałam tylko:
- Niech to się już skończy...
I wtedy... sko... skończyło się? Ptak przestał atakować, a kiedy go puściłam, pofrunął i usiadł spokojnie na pobliskim drzewie. Przez pierwszy moment byłam całkowicie zszokowana o zbita z tropu. Co to znaczy? Czy to Arcanus zmiłował się nade mną i pozwolił mi żyć? Czy to... moja prośba. Czy magiczne zwierzę spełniło właśnie moje życzenie? Spojrzałam na nie jeszcze raz, a widzą tą energię zrozumiałam. Nie magia żywiołów. On potrafi spełniam życzenia. Spojrzałam podekscytowana na mojego kompana, ale potem przypomniałam sobie, że mogłam przez niego zginąć, a wtedy mój wzrok zmienił się na chłodne spojrzenie.

Olethros
Istota minęła nas o zaledwie cal. Odetchnąłem na chwilę. Próbowałem wstać, ale ptak nie dał mi szansy. Zaatakował nas drugi tym razem zdecydowanie celując w naszą ostrożną przyjaciółeczkę. W ostatnim momencie jednak wadera wypuściła w panice strumień wrzątku. Ptakowi poparzyło łeb przez co rozwścieczył się jeszcze bardziej i natarł na nią. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Naprawdę przez chwilę myślałem, że bogowie chcą ją oszczędzić? Wadera szamotała się przez chwilę aż zobaczyłem, że teraz ona była na wygranej pozycji. Zaskoczyło mnie to. Samica prosiła mnie o to, żebym jej pomógł i zabił ptaka. Ona ma wszystko pod kontrolą? Śmiechu warte. Wszystko pod kontrolą będzie miała dopiero jak zabije tę istotę. Więc poczekam jeszcze trochę. Sprawy nie miały się najlepiej… Znaczy dla wadery. Bo dla ptaka były jak najbardziej korzystne. Wychyliłem się trochę, żeby zobaczyć jak z jej przebitej skóry wypływa pierwsza szkarłatna kropla jednak wtedy ona coś wyszeptała. Jeszcze bardziej mnie to rozśmieszyło, bo pomyślałem, że wadera błaga o litość jednak wtedy ten ptak po prostu z niej szedł i odleciał… na pobliskie drzewo. Wadera spojrzała na mnie z ekscytacją, a potem jej wzrok zmienił się w sopel lodu. Co? Ach, tak. Nie pomogłem jej. No ale czy nie dała popis swoimi umiejętnościami? Nie. Ale żyje i powinna mi dziękować, że przekonałem Charsa i Hekate by ją oszczędzili. Przybrałem, więc wzgardliwy wyraz. Westchnąłem.
– Żyjesz, prawda? Więc powinnaś mi dziękować za to, że przebłagałem bogów – zaakcentowałem ostatni wyraz. – i cię oszczędzili.

Issar
Bogów? Jakich bogów? Arcanusa? PFF… Z początku świerzbiło mnie, by podzielić się z czarnym moimi własnymi odkryciami na temat niezwykłej mocy zwierzęcia, bardziej w sumie prawdopodobnymi. Naprawdę nie mogłam się powstrzymać, bo wietrzyłam w tym fantastyczną przygodę, ale wkrótce przekonałam sama z siebie, że to i tak by nie wyszło, nie z tym głupkiem, chamem, sztywniakiem, tym który chciał mojej śmierci. Taa… raczej nie zostaniemy już kompanami. Trudno, w najbliższym czasie poszukam kogoś innego, bardziej normalnego, z kim dokończę dzieło odkrycia cudownego zwierzęcia. O ile je jeszcze spotkam – w sumie jeśli Stary nie wiedział co to jest, to może znaczyć, że rzadkie niezwykle. Westchnęłam gorzko, po czym dumnie podniosłam głowę i sprężystym krokiem ruszyłam wgłąb doliny, nie odwracając się w kierunku basiora, który pozostał w tyle. Zachowuje się jak jakiś emeryt, nie umie wcale się bawić…

Ethen - Piękna

Zmęczony już zamieszaniem w Zamku jak i w wiosce odszedłem od tych terenów i skierowałem się ku Pulchram, ku terenom, niezwykle pięknem dziewiczym jakimś się puszące. Po drodze myślałem tak o tym co na świecie się dzieje. Aj, niedobrze! Przyjąłem tą wiarę w Arcanusa, tylko teraz modlić i pieśni śpiewać, a komponować się ostało. Dlatego do Pięknej Krainy zmierzałem, by spojrzeć na te ziemie cudowne i wiekowe, które on nam podarował. Natchnienia i passy dobrej dostanę. Pod wieczór rozbiłem skromny obozik i pod samotnym drzewem ległem. Obudziłem się o brzasku ruszyłem dalej a przed południem już byłem na miejscu. Gdy wyruszałem z Zamku myślałem, iż do napisania ballady czy pieśni i sporządzenia nut natchną mnie piękne lasy oraz wielkie jezioro Pulchram, jednak gdy stanąłem na skraju lasu i polanki zoczyłem waderę. Młodziutka była i niezatroskana. Cofnąłem się trochę, by mnie zza liści nie dostrzegła i obserwowałem ją tak. Tańczyła wokoło falującej ściany wody do lekkiej wstążki podobnej, śmiejąc się beztrosko. Tak pięknie się śmiała! Jej głos przypominał szemrzący wiosenny strumyk, wezwanie wróbelka, dzwoneczki najczystszym dźwiękiem rozbrzmiewające! Patrząc na nią oczarowany, postanowiłem ją poznać i wystąpiłem na polankę z uśmiechem. Stanąłem ze dwa metry od niej i ukłoniłem się. Powiedziałem jej moje miano, Ethen Cantare, chwaląc się, iż jestem najlepszym muzykiem na tej ziemi, z skromnym uśmiechem. Dodałem do tego, że oczarowała mnie jej uroda tak, że musiałem wyjść na jej spotkanie i dodawszy jeszcze trochę komplementów umilkłem.

Issar
No i tak... szłam sobie już chyba drugi dzień, w sumie nie wiedziałam po co, czy sobie zwiedzam, szukam ładnych widoczków czy się zgubiłam, ale i tak było całkiem fajnie, bowiem przypadkowo odkryłam właśnie najpiękniejszy teren, jaki chyba wlicza się na tereny królestwa. Najpierw przeszłam przez przepiękny, maluteńki gaik z kilkunastu drzew, a potem moim oczom ukazała się piękna, zielona polana, porośnięta różnymi malusieńkimi kwiatkami, kwitnącymi ziołami i kryształowym jeziorem po środku. W świetle przepięknego, ciepłego, popołudniowego słońca latały ptaki i motyle... Takie piękne. Wydałam z siebie okrzyk radości, po czym podskoczyłam do góry, by złapać w łapy jednego z kolorowych owadów. Oczywiście było to bezskuteczne, ale kiedy opadłam na ziemię poskakałam sobie jeszcze kilka razy, by potem z całej tej radości jaką dała mi ta sceneria, potańczyć sobie w ciepłym blasku. I tańczyłam, obracałam się, śmiałam, aż tu nagle dojrzałam, jak jakiś basior wyłania się zza drzewa. Łah! Zatrzymałam się natychmiast i z zaskoczenia niemal wywróciłam się na ziemię, ale uspokoiła mnie twarz basiora, która nie wyrażała żadnych negatywnych emocji. I fajnie. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, basior ukłonił się, na co ja przekrzywiłam nieco głowę. Czego tak błaznuje? Ethen Cantare, zaraz usłyszałam jego imię. Najlepszy muzyk w całej Arcanterze - słowa płynęły dalej. Już otworzyłam usta i chciałam podać mu swoje imię, kiedy ten nagle powiedział coś dziwnego. Coś o mojej urodzie, że go oczarowałam i zaraz inne takie teksty o mojej wspaniałości dodał. Cóż. Moja twarz się rozpromieniła i zaśmiałam się w głos.
- Aleśty głupi. - powiedziałam wesoło
- Co? - jęknął wtedy smutniejszym głosem
Ajć, chyba pomyślał, że chcę mu zrobić przykrość. Zaraz naprostowałam swoje słowa:
- Nie no, tylko głupoty gadasz. Nie strzęp sobie języka, bo może ci się do lepszych rzeczy przydać. Na przykład tak, panie grajku: Zaśpiewaj coś skocznego. Jeszcze się nie wytańczyłam. - rzuciłam żywo, przyjmując jedną z lepszych, tanecznych poz i oznajmiając tym samym, że jestem gotowa do zabawy.

Ethen
Wadera wprzódy zaskoczona moimi słowy prawie upadła, zaraz jednak odzyskała rezon i wyprostowała się. Spojrzawszy na mnie wesoło wzięła w powątpiewanie moją inteligencję na co ja posmutniałem. Wadera widząc to zaproponowała mi coś co było mi miłe i radowało mnie nad miarę. Więc wyjąłem lutnię, którą miałem w małej torbie z żywnością i kamieniem do nut zapisywania. Począłem szarpać struny instrumentu ku jej uciesze. Im melodia była skoczniejsza tym do niej dołączył również śpiew a i pląsy wadery były żywsze. Chociaż nie znałem jej imienia to jej uśmiechnięty pysk i nadzwyczajny taniec radowały mnie tak samo jak nowo napoczęty dzień. Zanim się obejrzałem tańczyłem z nią w blasku słońca. Jednak nie przestawałem śpiewać, jedynie lutnię odstawiłem na bok. Tańczyliśmy długo a jak już byliśmy niewilczo zmęczeni a słońce miał się ku zachodowi postanowiłem z nią pomówić.
- A tyś taka piękna wzięłaś moją inteligencję w powątpiewanie a ja jednak nie zapomniałem, iż nie wyjawiłaś mi swojego imienia, zapewne tak pięknego jak twoja osoba. 

Issar
Kiedy w końcu zabawa się skończyła, padłam jak długa w gęstwinę miękkich traw. Było mi strasznie gorąco i bolały mnie już nogi, ale bardzo dobrze się bawiłam. Uśmiechnęłam więc się pod nosem, przeciągając z lekka, a wtedy siwy basior przerwał ciszę. Pytał o moje imię.
- Jestem Issar. Issar the Swan. Ale nie mów tak do mnie, niezbyt mi się to podoba. Wymyśl mi lepiej jakieś ładne zdrobnienie. - spojrzałam na niego zawadiacko.
A potem mój wzrok przeniósł się na niebo. Popołudnie było późne, słoneczko ma już do horyzontu bliżej niż dalej, zaraz będzie ciemno. Ciekawe, gdzie będę dzisiaj spała, skoro do zamku mam jakieś dwa dni drogi. Prychnęłam cicho.
- Będziesz tak stał? - spytałam po chwili, przypominając sobie o towarzyszu.
- A co? - odparł basior.
- Bo cię jeszcze łapki rozbolą! Chodź, siadaj tutaj, trawa jest wygodna. - rzuciłam, przeczesując ją łapą, by upewnić basiora, że mówię prawdę. A kiedy usiadł, westchnęłam cicho. - Pogadajmy sobie chwilę, tak będzie przyjemniej.


Ethen
Wadera mi miła położyła się w trawie z gracją i wyjawiła mi swoje śliczne miano. Issar, to imię było wystarczająco piękne, ale gdy usłyszałem Swan... Jednak Issar wyrzekła się imienia i kazała się nazywać zdrobnieniem lub przezwiskiem. Wnet się nad tym rozmyśliłem, a i piękna samica nie była skora do rozmowy. W końcu, przypomniawszy sobie o mnie, zaprosiła mnie do wspólnego z nią siedzenia. Niczego ponad to nie pragnąłem, więc jak najszybciej usiadłem. Spojrzałem na nią, a ta westchnęła. Ze skromnym tryumfem ujrzałem, iż i ja jej się przypodobałem. Pewny siebie pomyślałem, że wadera mogła flirtować ze mną. Spojrzałem na nią znów, gdy mówiła o chęci rozmowy. Zgadzałem się z nią w tej sprawie. Jednak nadal nie wiedziałem jak ją nazywać. Począłem więc mówić o różnych rzeczach i próbować różnych imion na języku.
- Ach, ale jakież by to zdrobnienie by ci przypasowało, Hoża? Powiedz, jakież to lubisz kwiaty, Panno Kwiecista? - tu spojrzałem na coraz to ciemniejsze niebo. - A nie będziemy tu spać, pod gołym niebem, nowo poznani? Długa droga do Zamku. Izka. - mruknąłem na końcu. Coraz większe opanowywało mnie znużenie oraz coraz większa nieporadność. Pragnąłem jej, a tu już mi śmiałości ubywało.

Issar
Zaśmiałam się w myślach. No, z takim zadaniem świetnie dał sobie radę. Mogę się z nim świetnie bawić, pomyślałam. Ale póki co skupiłam się na ostatnim z wypowiedzianych przez niego zdań.
- Chyba właśnie będziemy, z rana dopiero wrócę do Zamku. - powiedziałam pewnie, chociaż sama nie wiedziałam, czy pamiętam drogę.
- Ale co, wstydzisz się ze mną razem spać? Będę ci przeszkadzać? Nie wariuj. Noc będzie piękna, widzisz to rozgwieżdżone niebo? Trawa pachnie, miękka jest i spać się będzie dobrze, a jak się zrobi zimno, można rozpalić ognisko. Albo pójdziemy do jeziorka, jak nam się nudzić będzie. Przystajesz na propozycję?
Zaraz zaczęłam zalewać go tysiącem zachęcając słów, bo jakoś nie chciało mi się samotnie spędzać nocy. Albo tak zostawić go tu i pewnie więcej się nie spotkać. Polubiłam go, był całkiem fajny, można się z nim było dobrze bawić. I taki miły. No właśnie.
- Ej, Ethen, dlaczego ty mówisz mi tyle miłych rzeczy? - rzuciłam jakoś tak bez ogródek, nie dając mu odpowiedzieć na poprzednie pytanie.

Ethen
Wiedziałem już, że wadera mnie polubiła... a pewnie i coś więcej bo potokiem słów zachęcała mnie do zostania z nią. A poza tym odmówiła wracania do Zamku. Gdy powiedziała, że, cytuję: " Jak będzie nam zimno możemy rozpalić ognisko" prawie dodałem, że nasze ciepło z pewnością będzie nam wystarczać. Jednak zanim zdążyłem odpowiedzieć Issar jęła mówić z jeszcze większym impetem.
Z radością chciałem jej oznajmić, że oczywiście, przystaję na jej propozycje bo jak nie mógłbym się oprzeć wdziękom bogini ona jednak nie dała mi dojść do słowa. Westchnąłem cicho w duchu. Myślałem już, że nie skończy płynąć w powietrzu ten jej piękny głos przypominający miód, jednak zaraz między nami zaległa cisza. Jednak słuchałem jej, słuchałem jej, a jakże! Dlatego wiedziałem jak odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie.
- Cóż... Priorytetem samca jest być miłym dla wadery. - rzekłem z udawaną skromnością przybierając mój zawadiacki uśmiech. - To one dają nowe życie. Bez nich nie byłoby żywych istot ani... pewnych przyjemności.

Issar
Zaśmiałam się w głos, jednocześnie udałam, że od jego słów wzięło mnie na niestrawność. To one dają nowe życie, hę? To po prostu takie... obrzydliwe. No i takie wzniosłe i poważne. Hmm...
- Dużo bardziej wolę cię, kiedy sobie żartujemy czy się w coś pobawimy. Te pewne przyjemności, jak to ująłeś. A jeśli o tym mowa, to jak, zgadzasz się na wcześniejszą propozycję? Przed nami noc pełna rozrywki i zabawy. - powiedziałam głośno i wzniośle, tak żeby trochę rozbawić wilka.

Ethen
Posmutniałem trochę kiedy wadera się zaśmiała i powiedziała coś zupełnie odwrotnego od tego co chciałem. Nie zrozumiała. Może jest za młoda? Szkoda, że nie wziąłem jakichś ziółek, by się rozkojarzyła...
Co? Czy ja, Ethen Cantare, zamierzałem otruć waderę w tak okrutny i barbarzyński sposób?! Do tego dla własnej przyjemności?
Tak, ale nie ulega wątpliwości, że powinienem wstrzymać konie i zająć ją i siebie na chwilę rozmową. Tak będzie najlepiej.
Przyjąłem z chęcią jej propozycję, ponieważ "jakbym śmiał przeciwstawić się woli i wdziękom bogini". A gdy to było wyjaśnione chciałem dostać odpowiedź na następne dręczone mnie pytanie.
- Jaki jest twój wiek, moja Panno Kwiecista? - spytałem się z uśmiechem i spojrzałem jej w oczy.

Issar
- Pięć lat mam. - odpowiedziałam od niechcenia - A nie wyglądam jeszcze, prawda?
Basior uśmiechnął się pod nosem, wbijając wzrok w ziemię.
- A ty? - to już poszło tak automatycznie, znudzona już trochę byłam, taką gadką bez składu. Dopiero uświadomiłam sobie, że no... już coś tam razem tańczyliśmy, zaraz będziemy razem spędzać noc, a wiem o nim tyle co nic. W sumie nie bałam się, że takiemu nie powinnam ufać...
- A powiedz mi coś o sobie. - poprosiłam z ciekawości. 

Ethen
Pięć lat. Wbiłem wzrok w ziemię, speszony. Naturalnie myślałem, iż jest młodsza. Cała jej aparycja, ruchy, et cetera na to wskazywały. Takie... Nie chcę jej obrażać... Czy to nie taki duży szczeniak? A czy ja nim też nie jestem? Czy niedobrze jest czasami oderwać się od tej często ponurej rzeczywistości? Ach... Między nami zaległa ciężka cisza. Izka wyraźnie nad czymś rozmyślała. Poczekałem aż się zbierze w sobie. W końcu stwierdziła, że chce wiedzieć coś o mnie. Oczywiście jej słowo jest dla mnie rozkazem. Pokraśniałem nieco, ale nie zapomniałem przy tym spuścić skromnie wzroku.
- Jak wiesz, Piękna, uprawiam sztukę zwaną muzyką. Równie dobrze umiem zabawiać a moim drugim atutem jest wrodzony romantyzm. - uśmiechnąłem się zachęcająco.
- W mojej ojczyźnie uczono zachowania godnego samca w stosunku do wader, co ci objaśniłem już wcześniej. - ukłoniłem się.
- Przyjąłem wiarę w Arcanusa i to tyle, moja droga. - skinąłem lekko głową z uśmiechem i między nami zatańczyły małe wodne kulki tak cienkie, że przypominały szkło. Cóż za piękny widok stworzyłem dziś wieczorem.

Issar
O ja. Nie mogę. Jakie to... jakie to piękne! Jęknęłam z zachwytu, kręcąc głową na wszystkie strony, obserwując krążące wokół nas wodniste perełki. Poruszały się wolno, z gracją, jak prawdziwe tancerki jak w walcu, a w ostrych, wieczornym świetle błyszczały tęczowymi kolorami. Podniosłam do góry łapę, by złapać jedną z nich.
- Dziękuję. To naprawdę niezwykłe. - powiedziałam po chwili, a zaraz potem do głowy wpadł mi pewien pomysł.
Wykrzyknęłam więc:
- Ja też chcę zrobić coś dla ciebie!
I nie czekając na odpowiedź skoczyłam żywo w stronę jeziora i siadłam na brzegu. Okej, teraz spokojnie. Wdech, wydech. Jeśli on tak potrafi, to ja też powinnam. Nie brałam pod uwagi tego, że w sumie w całym swoim życiu niezbyt mocno skupiałam się magii, a w ostatnich czasach działy się z nią dziwne. Zacisnęłam mocno powieki, napięłam mięśnie i z wolna uniosłam łapę, każąc wodzie wykonać ten sam ruch. Tylko na tym się skupiłam. Otworzyłam po chwili oczy, by zobaczyć swoje dzieło, ale... nic się nie stało. Woda była nieruchoma. A niech to... przeklęłam cicho pod nosem, z trudem opanowując zdenerwowanie i postanowiłam spróbować jeszcze raz. Zagryzłam wargę i znowu wykonałam ten sam ruch. Woda zabulgotała. To już coś, pomyślałam. Ethen przybiegł bliżej i stanął tuż za mną. Jedziemy dalej - zaczęłam robić łapą delikatne, faliste ruchy, a woda w jeziorze odpowiadała mi tym samym ruchem. Teraz do góry. Niech podniesie się i ułoży w jakiś ładny kształt. Wzięłam głęboki wdech, bo czułam, jakby zaczęły opuszczać mnie siły, serce mnie nagle zakuło, a przed oczami zamigotały ciemne kształty, ale nie chciałam przerwać pokazu... I wtedy mój żywioł nagle się zbuntował! Wielki strumień wyleciał do góry z niesamowitą prędkością, niczym lawa z wybuchającego wulkanu, woda zaczęła szaleć, a fale podniosły się wysoko. A ja sama zachwiałam się na nogach, poczułam się strasznie słabo i opadłam sztywno do tyłu. Dobrze, że Ethen mnie złapał - wylądowałam w jego ramionach. Zmrużyłam oczy, poddając się ciemności, a w uszach szumiały mi szalone fale...

Ethen
Jak przewidywałem Issar była zachwycona moją sztuczką. Patrzałem zauroczony jak prawie nie ukręciła sobie karku rozglądając się na wszystkie strony. Raz nawet wyciągnęła łapę by złapać jedną z kulek. Uśmiechnęła się i z tupetem oznajmiła mi, że też chce mi coś pokazać. Uśmiechnąłem się lekko obserwując jak biegnie do rzeczki. Po chwili podążyłem za nią. Gdy usiadłem z tyłu niej oszołomiony zdałem sobie sprawę, że właściwie sztuczka nie powinna mi się udać z powodu zapaści magicznej. Narażałem nas na ogromne niebezpieczeństwo. Zmartwiłem się. Chciałem ją przeprosić, ale zauważyłem, że wadera próbowała zmusić wodę do ruchu. Nic się nie stało. Z drugiej strony byłem smutny, że jej się nie udało a z drugiej... Chciałem jej coś powiedzieć, ale wadera była zdeterminowana i skupiła się tylko na wodzie. Sekundę potem woda ruszała się pod wpływem jej ruchów. Zaśmiałem się cicho. Udało się jej. Żywioł powiększał się i zaraz górował wysoko nad nami. Spojrzałem nań z przestrachem. Spanikowałem i ruszyłbym do ucieczki, gdyby nie maniery wlewane we mnie od urodzenia. Bo Issar zwiotczała. Instynktownie doskoczyłem do niej zanim jej piękna głowa uderzyła o ziemię. Pochylałem się nad nią zmuszając się do pozostania w miejscu. Wadera miała zamknięte oczy. Rzuciłem szybkie spojrzenie na wodę. Uspokoiła się. Jeju! Czy wadera mdlała czy stawało się coś gorszego? Mdlej, nie mdlej.... Do dziewięciu piekieł! Gdzie mam pójść? Czy woda ją ocuci? Zemdlała, umarła, zemdlała, umarła? Szybko położyłem ją na ziemi i podniosłem jej do góry nogi, by krew napłynęła jej do łba. Skąd to wiem. Nie wiem. Ale chyba dobrze zrobiłem bo wadera zaraz otworzyła oczy. Pochyliłem się nad nią z lekkim uśmiechem jednak pełen troski. Jeśli wcześniej nie było dobrego momentu do pocałunku to teraz na pewno będzie. Izka westchnie, "mój bohaterze", oznajmi i sama będzie się do tego rwała.

Issar
Po pewnej chwili odzyskałam przytomność. Otworzyłam delikatnie oczy i wzięłam lekki oddech, bo nadal czułam się bezsilna. Pierwsze co wtedy zobaczyłam to twarz Ethena bardzo blisko mojej. Zadrżałam w pierwszej chwili i chciałam mu podziękować, że widocznie mi pomógł, ale kiedy tak wpatrywałam się sekundami w ten jego uśmiech podrywacza, zrozumiałam, czego on tak naprawdę chce. Oł. On chce... mnie. Widać spodobałam mu się, to dlatego mówił mi tyle pięknych rzeczy. Że też wcześniej na to nie wpadłam... W sumie nie wiedziałam, co mam czuć, czy szczęście czy nie, przez sekundę nad tym myślałam, ale skoro on tego chce, to czy ja mam prawo się opierać? Czy nie taki jest właśnie porządek tego świata, ciągnący się przez pokolenia? Jako wadera muszę uszczęśliwić słabego basiora. Zamknęłam więc oczy i podniosłam się, by dosięgnąć jego pyska, a wtedy gorąco go pocałowałam. On wcale się nie opierał, co mogło oznaczać, że dobrze odebrałam jego zachowanie. Ethen mruknął z rozkoszą jak kot.

Ethen
No więc wadera otworzyła oczy a ja z ekscytacji przybliżyłem łeb do jej pięknego pyska. Hm... Nie żeby taka wadera to była jakaś gratka. Issar tak patrzyła i patrzyła, mijały sekundy. Nad czym się tak zastanawia? To proste: szybki pocałunek a potem nie trzeba się już martwić, bo pójdzie jak z nut. Przybrałem trochę śmielszy uśmiech i ze zdumienia... Nie ze zdumienia, od początku wiedziałem, że wadera mnie pragnie. No cóż... prawie jej nie puściłem, bo oto przymknęła oczy i uniosła łeb by nasze pyski się spotkały w gorącym pocałunku. Gdybym nie był tak zajęty nią może bym nawet się uśmiechnął z tryumfem. Może i nie westchnęła i nie powiedziała: "mój bohaterze", ale teraz to było nieważne. Zamknąłem oczy dając się porwać tej słodkiej rozkoszy jaką jest miłość i mruknąłem. Wspaniale! Przez moją wyłączoną głowę przemknęła pojedyncza myśl. Czy ona tego chce? Ach... Odpowiedź była prosta. Tak, inaczej nie pocałowałaby mnie, przynajmniej nie z takim zapałem. Oderwałem się od niej pragnąc coś powiedzieć, ale zabrakło mi słów. Znaczy... z rozpędu zacząłem mówić.
- Nie wiedziałem, że... - przerwałem i ściągnąłem brwi w zamyśleniu. Do głowy nagle przywędrowała mi sprośna kontynuacja tego zdania, ale dałem sobie z tym spokój.
- Nieważne. - Mruknąłem tylko i pocałowałem ją.

Issar
Po drugim pocałunku otworzyłam oczy i spojrzałam na Ethena, by dowiedzieć się, czy jest usatysfakcjonowany takim obrotem spraw i czy dobrze się spisałam. Wyszło, że chyba tak. Odetchnęłam cicho. Woah... co to było? Oddech mi przyspieszył i serce zaczęło bić mocniej, czułam jakąś ekscytację, ale i zagubienie, zupełnie nie wiedziałam, co mam teraz zrobić.
- Pójdę się położyć. - powiedziałam po chwili, podnosząc się chwiejnie.
- Trochę źle się czuję, a przecież jutro czeka mnie szmat drogi powrotnej do zamku...
I nie chodziło mi w sumie o złe samopoczucie po pocałunku, a o osłabienie po próbie tych wodnych czarów. Kręciło mi się w głowie i mięśnie mi zwiotczały, czułam się bardzo słabo. Doczołgałam się pod jedno z drzew wokół jeziora, to jest pod niską wierzbę płaczącą, gdzie skryłam się przed wiatrem. Potem myślałam o mojej relacji z Ethenem. Po chwili wahania krzyknęłam do niego z nutką wesołości:
- Jeśli będzie ci zimno, możesz przyjść się do mnie poprzytulać.
Stał bowiem nadal na środku skrytej mrokiem nocy polany. Nie wiedziałam już, czy robię to dla żartów, czy dla niego, czy... czy dlatego, że może... bym tego chciała? Nie wiem. Później nad tym pomyślę.

Ethen
Po drugim pocałunku wadera popatrzyła na mnie, aż w końcu stwierdziwszy, że jest zmęczona poszła pod wierzbę płaczącą by się położyć. A ja rozmyślałem. Te dwie minuty były miłe, ale moim zdaniem Izka była zbyt roztargniona na taką miłość, bo w końcu przed i po pocałunkach badała mój pysk i nad czymś rozmyślała. Sam już nie wiem czy był to dobry pomysł. Była jakaś taka... zagubiona? Spojrzałem na nią jak usadawiała się przy pniu i powróciłem do swoich rozmyślań. Może to było za szybko... dla niej? Przecież pięć minut temu leżała nieprzytomna, bo jej żywioł wziął nad nią górę. Nie dałem jej nabrać tchu. A możliwe, że sama tego nie chciała. Ech... ale musi być teraz wyczerpana, biedna. Spojrzałem na jezioro skąpane już w mroku. Tak szybko zaszło słońce. Wzięły mnie takie wątpliwości, że nawet nie wiedziałem czy jeszcze do niej wrócić. Za chwilę jednak moje wątpliwości zostały rozwiane. Jej cudowny głos rozbrzmiał nad Piękną. Jednak wyczułem w nim lekkie wahanie. Co, nie chce mnie? Westchnąwszy. Odwróciłem się i ruszyłem ku wierzbie. Położyłem się blisko mojego kwiatuszka jednak nie tak blisko, żeby ją dekoncentrować dotykiem. Zrozumiałem, że potrzebuje chwili do namysłu.
Nowsze Starsze Home