Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

wtorek, 29 listopada 2016

Red Rose - Patyki, gałęzie i kwiat miłości

W sumie to prawie wszystko miałem już zaplanowane. Ślub odbędzie się w sali balowej, którą rozkazałem skończyć jako pierwszą i zleciłem komikom udekorowanie jej i ogólnie by ją przygotowali, nie tylko na ślub, ale ogólnie, na każdą inną okazję. Zresztą to ich miejsce pracy, więc to chyba logiczne, że muszą się tym zająć. Poza tym zamówiłem nam całkiem niezłą Kapłankę, w prawdzie Aria miała tam iść ze mną, bo takie prawo, jednak ja jestem cesarzem i mogę załatwić co mi się podoba. Jaki tu wybór? Lochy albo wesele? Prosta decyzja, prawda? Zresztą szara ma szczęście, że idzie do ołtarza po dobroci, bo jakby się nie zgodziła to i tak bym ją miał, nawet jako niewolnicę. Jest moja i koniec kropka.
Ale co to wszystko ma wspólnego z tym, że chodzę po lesie? A no właśnie, kapłanka sobie wymyśliła, że muszę znaleźć jakiś kwiatek miłości i że to będzie proste. Z tego co wiem to jest różowy, świeci a jego listki mają kształt serduszek. To chyba nie trudne, prawda? Nagle potknąłem się o gałąź, a raczej ich stos.
- Co do diabła? - warknąłem pod nosem, po czym zauważyłem czarną waderkę, która niosła kolejne badyle. Była tak zajęta zbieraniem drewna, że mnie nie zauważyła.
- Na co ci te patyki?! - krzyknąłem z daleka, patrząc jak rzuca wszystko na ziemię.

Sarissa
Skuliłam się od razu, kładąc uszy po sobie i żałośnie wzdychając.
Czy ja naprawdę musiałam każdemu przeszkadzać? Przecież naprawdę nie chciałam zrobić nic złego. Nikomu wadzić. Nie miałam zamiaru także nikogo krzywdzić, niczego ukraść. Chciałam tylko spokojnie znaleźć skrawek miejsca, w którym mogłabym się zatrzymać. Może spotkać kogoś przyjaznego, kto nie warczałby na mnie, nie rzucał we mnie kamieniami i nie próbował mnie żywcem pogrzebać, ale NIE! Widać bogowie mieli inny, "lepszy" plan i znów znalazł się ktoś, kto był na mnie wściekły, a nie miałam pojęcia dlaczego.
Miejsce, w którym miał powstać mój nowy, stabilny tym razem szałas, nie było uczęszczane. Wyczułabym przecież obce zapachy. Nie było tu przecież nawet ścieżki! W końcu ten przesmyk między drzewami ciężko było nazwać ścieżką, szczególnie, że naprawdę nie było tu zapachów wskazujących na to, że ktoś tędy chadza.
- Ja bardzo przepraszam. Ja nie chciałam nikomu przeszkadzać, zaraz to posprzątam i sobie pójdę, albo od razu sobie pójdę, tylko nie rób mi krzywdy, dobrze? - ostatnie słowo niemal wyjęczałam piskliwie leżąc już brzuchem na ziemi, całkowicie zrezygnowana. Czekałam tylko na coś, co sprawi, że znów będę musiała uciekać gdzie pieprz rośnie. Brawa Sarissa, brawa! Chciałaś nowego, ekscytującego życia, to masz! Łap je! Należy ci się! W końcu kto by tam słuchał ojca i reszty rodziny? Po co to komu? Lepiej robić po swojemu i liczyć na to, ze będzie wszystko cacy! Mała podpowiedź: Nie będzie...

Red Rose
Spojrzałem na nią ze zdziwieniem, bowiem ona zaczęła mnie przepraszać. Oh, jakie to słodkie tak samo jak i ta czarna królewna. Podszedłem bliżej, powodując iż była jeszcze bardziej przerażona, jednak nie chciałem jej nic zrobić.
- Nie skrzywdzę cię. - oznajmiłem spokojnym tonem głosu, uśmiechając się przyjaźnie.
- Powiedz mi tylko dlaczego zbierasz te patyki? - zapytałem, wskazując na jej poczynania. Serio? Wolałaby mieszkać w lesie niż w zamku? To nie do pomyślenia by taka urocza, młoda istotka męczyła się tutaj. U mnie będzie jej lepiej, ciepło i bezpiecznie.

Sarissa
Zamrugałam, spoglądając na stojącego nade mną basiora. Wstałam także powoli i cofnęłam się mimowolnie, bo on był po prostu ciut za blisko. Do tego tak się uśmiechał... Miło, uroczo? Pewnie tak. Z resztą był pierwszą osobą, którą tu spotkałam, a która nie chciała mnie jednak żywcem pożreć. Byłam z tego faktu naprawdę szczęśliwa i momentalnie zrobiło mi się lżej na sercu. Tylko ten uśmiech, przez który czułam się skrępowana i to jak się do mnie zbliżył. Zdecydowanie nie można było odmówić mu gracji i swego rodzaju majestatu.
Zamrugałam znowu, bo przecież on zadał mi pytanie.
- Ja... chciałam zbudować sobie szałas - oznajmiłam, a wilk spojrzał na mnie pytająco.
- Bo ja... ja jestem tu od niedawna i... nie bardzo kogokolwiek znam - zaczęłam się motać, nie wiedząc jak mam wytłumaczyć to, że najzwyczajniej w świecie boje się podejść do innych wilków od tak.

Red Rose
Spojrzałem na nią z uśmiechem, bowiem była bardzo słodka. Taka zamotana, niewinna i bojaźliwa. Czy to nie jest wadera doskonała? Mógłbym nią rządzić na wszelkie możliwe sposoby, a ona byłaby mi oddana i całkowicie uległa. Bardzo mnie te myśli zachęcały do poznania jej nieco bliżej i malutkiego flirtu.
- Wiesz moja droga, zdecydowanie lepiej byłoby ci u mnie. - oznajmiłem, okrążając ją.
- Jestem cesarzem, a te tereny należą do mnie, tak samo jak twój szałas i kto wie, może ty wkrótce też będziesz moja. - przystanąłem na chwilę, wymawiając ostatnie cztery słowa i patrząc w te śliczne słoneczne oczy.
- Zapewniłbym ci bezpieczeństwo, o posiłki też byś nie musiała się martwić a komnata byłaby całkowicie do twojej dyspozycji, może nawet na najwyższym, szlacheckim piętrze. - znowu zacząłem krążyć i mówiłem dalej, opowiadając jej jak to byłoby wspaniale, gdyby zechciała zamieszkać w zamku, zamiast gnieździć się tutaj. Zwłaszcza teraz kiedy mamy deszczową porę.
- A tak w ogóle, to jestem Red Rose, a ty moja miła? - wypowiedziałem swoje imię, patrząc się przed siebie, by następnie odwrócić łeb w jej kierunku i zapytać.

Sarissa
Cesarzem? Komnaty, szlacheckie piętra?
byłam skołowana i nie miałam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Oczywiście miałam podstawowe pojęcie o tym, na jakich terenach jestem i, że istnieje tu coś takiego jak szlachecki, panujący ród. Wiedziałam, że gdzieś tu jest zamek. Opowiadał mi o tym chociażby mój ojciec, który ponoć kiedyś tu był. Nigdy jednak nie sądziłam, że poznam władce i nie miałam nawet pojęcia co mam robić. Pokłonić się? Czy to nie za późno? Nie wydawało się co prawda, żeby basior był rozgniewany faktem, że go nie rozpoznałam, nie okazałam dość szacunku, czy jaką jeszcze gafę mogłam popełnić przez swój brak wiedzy. Mimo to zaczęłam się niepokoić.
Zastanawiał mnie tez fakt tego, że miałabym niedługo należeć do niego. Ale w jaki sposób niby?
- Jestem Sarissa... - przedstawiłam się cicho. - Sarissa Złoty Cyprys - dodałam, zupełnie jakby moje rodowe nazwisko mogło coś mu mówić.
Spojrzałam na basiora, na którego pysku widniał pełen zadowolenia grymas.
- Co do propozycji to... ja nie sądzę, żebym nadawała się do mieszkania w zamku... To znaczy, dziękuję za propozycję, to bardzo miłe, tylko wolę otwarte przestrzenie - chwilę biłam się z myślami, nie wiedząc czy mogę sobie pozwolić na proszenie go o cokolwiek, ale postanowiłam zaryzykować. Może akurat wreszcie uśmiechnęło się do mnie szczęście? - Ja... chciałabym zapytać czy w wiosce byłoby jakieś wolne miejsce? Nieduże, nie potrzebuję wiele, blisko lasu... Tak, żebym mogła się tam zatrzymać i dalej badać rośliny, albo może byłby tam ktoś, kto czegoś by mnie nauczył...

Sarissa
Spojrzałem na nią i wysłuchałem, jednocześnie zapatrując się w te cudowne oczy. Jaka ona jest słodka. Idealnie pasowałaby mi do mojej komnaty, kolekcjonuję bursztyny, a te jej to chyba najcudowniejsze jakie widziałem. Oh… Jednak jest tu mały problem, bowiem ona nie zamierzała się wprowadzić do zamku. Jak to? Jak ona w ogóle śmie tak mówić! Nie nadaje się do wioski i to jest pewne, spójrzmy chociaż na jej cudowne łapki. Gdzie z czymś takim do błota! Proszę was!
- A czy jesteś pewna, że jakiś marny domek ci wystarczy? – zapytałem, po czym spojrzałem lekko w górę, udając iż się zastanawiam.
- Myślę, że bursztynom najlepiej w bursztynowej komnacie. – dodałem, a kończąc swoją wypowiedź spojrzałem na nią ponownie.
- Tak się składa, że znam taką wilczycę i jest ona najlepszym magiem w naszym królestwie. Tylko… - spojrzałem na ziemię, uśmiechając się i ukradkiem zerkając na waderę. - … mieszka ona w zamku.

Red Rose
- W zamku... - powtórzyłam cicho, chwilę się zastanawiając. - I ona, ta wilczyca, która zajmuje się magią, mogłaby mnie nauczyć więcej o roślinach? - dopytałam jeszcze, jakaś niepewna zaistniałej sytuacji.
Byłam wdzięczna za pomoc, uprzejmość. Co do tego nie było wątpliwości. W końcu była to pierwsza uprzejma wobec mnie osoba. Nie tylko mnie nie skrzywdził, ale proponował pomoc, miejsce, w którym mogłabym się zatrzymać. Mimo to zastanawiałam się dlaczego on tak bardzo chce, żebym zamieszkała w zamku. Dlaczego mówił tyle dziwnych rzeczy? Dlaczego go interesowałam? Bo przecież czułam to zainteresowanie. Była to dla mnie nowość. Nigdy nikt się mną nie interesował. W swoim klanie byłam po prostu jednym z wielu podlotków. Ot, młodziutka wilczyca, nic godnego uwagi. Do tego opinia mojej bujającej w obłokach mamy też zaważyła po części na tym, jak mnie postrzegano.
Red Rose skinął w odpowiedzi. Wciąż mi się przy tym przypatrywał.
- Jeżeli mogłabym się czegoś tam nauczyć to... Chyba mogłabym zamieszkać w zamku jeżeli naprawdę mi na to pozwolisz. Tylko... - zwiesiłam głos, nie wiedząc jak ubrać w słowa spory natłok myśli, który wciąż błądził w mojej głowie. - Czy ja na pewno nie będę tam przeszkadzać? Nigdy nie mieszkałam w zamku... Wstyd się przyznać, ale nie wiem jak miałabym się tam zachować, jak się odwdzięczyć za gościnę... Ja mogę pracować. Znam się nieco na roślinach: ziołach, kwiatach, grzybach. Nie dużo... Na tyle, żeby je znaleźć, rozpoznać. Czy to wystarczy?

Red Rose
Coraz bardziej podobało mi się zachowanie wadery w stosunku do mnie. Taka słodka i nieśmiała, nie to co Aria. Tamta to miała swój charakterek i swoje uwagi, bo to, bo tamto. Ile tego można słuchać? W sumie, gdyby tak czarna zechciałaby zostać cesarzową to nie miałbym problemu z wyborem. Jednak wiadomo, młode to i pewnie młodego będzie chciała.
- Jeśli ładnie ją poprosisz to powinna się zgodzić. – odpowiedziałem na jej pytanie, po czym słuchałem dalej. Osiągnąłem cel i sprowadzę sobie te bursztyny do zamku, mam jedynie nadzieję, że się nie rozmyśli i nie zechce przeprowadzić do tego chlewu, jakim jest wioska. Taki widok na korytarzach, uhu, będzie mi codziennie gorąco.
- Oczywiście, że nie będziesz przeszkadzać, a jak ktoś ci dokuczy to masz mnie. Ja już ich nauczę szacunku do takiej wadery jak ty. – odparłem z aroganckim uśmieszkiem.
- Rośliny, powiadasz? A bo mam taką misję, muszę znaleźć jakiś tam kwiatek, miłości? Czy jak tam było. Może zechciałabyś go dla mnie odnaleźć? – zapytałem, chociaż w sumie to ten kwiat nie będzie potrzebny do czasu, aż ta urocza istota się we mnie nie zakocha.

Sarissa
- Tak, mogę pomóc ci znaleźć kwiat miłości - stwierdziłam podekscytowana.
Powodem mojej ekscytacji było to, że mama kiedyś opowiadała mi o tym, jak mój tata odnalazł dla niej taki kwiat. Pamiętałam dobrze jak bardzo była szczęśliwa, kiedy mi to opowiadała. Wracała do wspomnień pełnych romantycznych uniesień, wspólnych planów i miłości. Pamiętała dokładnie każdy szczegół tamtego zdarzenia. Dokładny dzień, porę dnia, pogodę. Mówiła, że był to pierwszy ze słonecznych dni, po długich ulewach. Podobno czuła, że niebo rozjaśniło się właśnie dla niej, dla tamtej chwili. To tylko odzwierciedlało jej szczęście. Wtedy sama chciałam, żeby i mnie kiedyś spotkało coś takiego. Taka miłość, prawdziwa, szczera i jedyna pod słońcem. Ktoś przyniósłby taki kwiat mi, obiecując mi tym oddanie do końca naszych dni.
- Najlepiej będzie szukać ich podczas zachodu słońca. Wtedy najmocniej błyszczą. Można je też wywęszyć. Bardzo słodziutko pachną i są prześliczne. - wyszczebiotałam radośnie paląc się już do szukania. Ruszyłam lekko, prosząc by szedł za mną. Zaciągnęłam się przy tym aromatem lasu, starając się wyczuć delikatną choć nić słodyczy, która pozwoliłaby obrać mi odpowiedni kierunek. - Twoja narzeczona musi się bardzo cieszyć, że poszukujesz dla niej takiego kwiatu.
Przystanęłam i znów zaczęłam węszyć, wytężając przy tym wzrok i szukając choć śladu luminescencji w zaroślach. Było tutaj wyjątkowo mokro. Nic z resztą dziwnego skoro ostatnio padało jak z cebra. Tak czy owak były to idealne warunki do wzrostu poszukiwanej rośliny.
- Tędy - ucieszyłam się wyczuwając charakterystyczną woń i ciesząc się tym, że komuś się przydałam i to w tak ważnym zadaniu jak okazanie komuś miłości.

Red Rose
Wadera bez żadnych oporów zgodziła się mi pomóc w poszukiwaniach. W dodatku nieco się rozluźniła, radosna i pełna zapału. Bardzo dużo wiedziała na temat tego kwiatu i całe szczęście, że akurat tu była. Odwali za mnie całą robotę i będzie po sprawie. Aria się ucieszy, chociaż w sumie… może mi się uda poderwać czarną? Jak nie to wrócę do szarej jakby nigdy nic, bo przecież skąd miałaby wiedzieć co ja robię, tak? Kazała się zająć weselem, to niech teraz ma za swoje. Niespodzianek się księżniczce zachciało.
- Narzeczona o tym jeszcze nie wie, w sumie nawet nie wie, że jest narzeczoną. – odparłem, starając się jakoś zwrócić jej uwagę i dać do myślenia, jednak wadera bardziej była przejęta kwiatem niżeli flirtami. Wywróciłem oczy i westchnąłem, kiedy ta węszyła, a następnie zrobiłem dokładnie to, co powiedziała. Poszedłem za nią i co? Znalazła. Hmm, może teraz by się skusiła?
- Piękny kwiat, dla pięknej wadery. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? – zapytałem, zrywając kwiat i delikatnie, za pomocą telekinezy przesuwając go w jej stronę. Byłem tak romantyczny, jaki być potrafię.
- Czy może mam z nim poczekać? – uśmiechnąłem się zalotnie, po czym zerknąłem na kwiat i wróciłem wzrokiem na moją czarną piękność.

Sarissa
- Co? - wydusiłam cichutko.
Nie miałam pojęcia jak mam się zachować. Jak to, miłość od pierwszego wejrzenia? I... on uważał mnie za piękną? Ale...
Wzięłam głęboki wdech gorączkowo myśląc. Przecież on przyszedł do lasu w jakimś celu, prawda? Po ten kwiat, tak? Był dla jego narzeczonej, przecież taki daje się właśnie narzeczonej. Komuś bliskiemu, ukochanemu. Niemożliwym było, żeby ten kwiat miał być dla mnie. Przecież Red Rose nawet nie wiedział, że mnie spotka. Poza tym był cesarzem, prawda? Gdzie tam komuś takiemu jak ja do niego?
Serce zabiło mi mocniej. Co najdziwniejsze, ze strachu. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Nigdy nikt mnie nie adorował, a raczej nigdy nie tak otwarcie. Niby kiedyś mama mówiła mi, że komuś się podobam, ale nie wiem czy była to prawda, czy zwyczajnie widziała, co chciała widzieć. Może wydawało jej się, bo chciała, żebym była szczęśliwa. Chciała sprawić mi radość, przyjemność. Tak w końcu reagowały wilczyce, były szczęśliwe, kiedy ktoś zwracał na nie uwagę, uważał je za piękne.
- Ja... Ja nie wiem co powiedzieć... Dziękuję, ale... Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. My się nawet nie znamy. Przepraszam... - zwiesiłam łeb, bo naprawdę nie chciałam go urazić w żaden sposób. Po prostu chyba naprawdę musiałabym go nieco lepiej poznać.

Red Rose
Masakra, po prostu masakra. To słowo idealnie określa zachowanie wader w naszych czasach, bo to miłość, bo muszę cię poznać, a bo ja nie wiem, bo musi być romantycznie, bo ja inaczej sobie to wyobrażałam... bla bla bla. Naprawdę, żenujące, aż mi łeb opada i nie tylko on od tego wszystkiego. Ehh, trudno. Nie będę tracił czasu na nią, jak w zamku mam już gotową cesarzową. Problem rozwiązany.
- Potrzebujesz czasu by zrozumieć, że tak chciał Arcanus, tak chciała energia. Dobrze, rozumiem. Kwiat zachowam, jednak wiedz, że nadal czeka on na ciebie. - oznajmiłem, najpierw lekko smutnym tonem, potem już filuternie i nie sądzę by ona się czegokolwiek domyśliła. W końcu tyle lat wprawy, nie? Nie raz się kłamało i nie raz się uwodziło, a waderki lubią takie słówka. W zamku dam kwiatek Arii, będzie wesele i mamy cesarzową, tadam! Proste.
- Chodźmy do zamku, przydzielę ci jakąś ładną komnatę i przy okazji opowiesz mi trochę o sobie. - uśmiechnąłem się i powolnym krokiem udałem się w stronę kamiennej budowli. Postaram się jeszcze zrobić dobre wrażenie, opowiedzieć jej coś o mojej pracy i od czasu do czasu wtrącić coś miłego.

Sarissa
Ruszyliśmy w stronę zamku.
Byłam naprawdę zadowolona z tego, że nie ziściły się moje obawy i Red Rose nie był zły z powodu mojej, bądź, co bądź, odmowy. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby to jakoś go uraziło. Miło było słyszeć, że basior zachowa kwiat dla mnie. Może gdybym go lepiej poznała... Tylko czy to w ogóle by się udało? Nie miałam pojęcia.
Wilk chciał, żebym opowiedziała mu coś o sobie. Zaczęłam więc snuć swoją opowieść. Opowiedziałam mu skąd jestem, o tym, że mój tata był kiedyś tutaj, w tym królestwie. Niby nie długo, ale zapamiętał to miejsce dobrze jako jedno z bardziej znaczących w czasie jego samotnych wędrówek. Opowiedziałam jak mnie uczył, tłumaczył nieco na temat moich zdolności posługiwania się magią ziemi. Nie, żebym wiele umiała, bo sama zdecydowanie nie kontrolowałam swoich mocy, a tata powtarzał, że to przyjdzie z czasem. Wierzyłam mu. Tak samo jak swojej babci, która opowiadała mi o roślinach.
W końcu dotarłam do chwili, w której wyznałam, że zawsze chciałam zobaczyć coś poza tym, czego doświadczyć mogłam w klanie. dlatego odeszłam, zawędrowałam tutaj i zatrzymałam się w Lesie. Wspomniałam tez mimowolnie, że jakiś wilk strasznie się na mnie zdenerwował, że uciekłam.
- Kiedy pierwszy raz cie ujrzałam, myślałam, że ty też będziesz na mnie tak zły, jak tamten. - uśmiechnęłam się słabo. - A ty? Jako cesarz masz chyba sporo pracy? Obowiązków? Jak to jest? Czy ktoś ci pomaga? - wypytywałam i wypytywałabym dalej, ujawniając swoja ciekawość i najpewniej nie dając mu dojść ostatecznie do słowa, gdyby nie to, że uniosłam wzrok i zorientowałam się jak blisko podeszliśmy zamku.
Budowla była ogromna i wydawała mi się czymś najwspanialszym na świecie. Pierwszy raz widziałam z bliska tak majestatyczną budowlę i nie mogłam wyjść z podziwu, że ktokolwiek mógł wznieść coś takiego. Wcześniej nie mogłam się zdobyć na odwagę, żeby podejść tak blisko. Nawet wioska mnie przerażała, a co dopiero to miejsce.
- Jak tu pięknie - wyszeptałam mimowolnie.

Red Rose
Jej ojciec tu był? Biorąc pod uwagę jej wiek, a mój to sam mógłbym zostać jej ojcem, więc w sumie... a co jeśli to jakiś mój znajomy? Na pewno nie ma możliwości by jej tatuś znał się z wcześniejszym władcą. Nie, to nie możliwe... chyba, że regularnie brał eliksir odmładzający. Mniejsza, co mnie to interesuje.
Wadera zaczęła zadawać wiele pytań, po czym dostrzegła iż jesteśmy już na miejscu. Słodko wyglądała, taka zaciekawiona wszystkim, taka podekscytowana.
- A więc pozwól, że zaprowadzę cię do twojej nowej komnaty. - oznajmiłem i zacząłem iść przodem. Oczywiście by moje dobre pierwsze wrażenie nadal było dobre, zacząłem odpowiadać na jej pytania. Mianowicie iż tak, mam trochę obowiązków, sprawdzam dane w kamieniach, kto przybył nowy do mej krainy, rozdzielam stanowiska, wysyłam zamówienia do robotników, przyjmuję raporty od generała i wiele innych. Wiadomo, sam mieszkam w zamku i chcę by tu wszystko było idealnie, więc muszę mieć szczegółowe informacje na temat komnat i ich wyposażenia. Dla niej akurat miałem nówkę, wczoraj rzemieślnicy przynieśli drewniane posłanie ze skórą niedźwiedzia.
- Otworzyć drzwi proszę. - oznajmiłem, stojąc przed drzwiami komnaty na drugim piętrze. Wadera powinna być bardzo zadowolona widząc złote zdobienia.
- Zapraszam moją królową. - ukłoniłem się lekko i wskazałem, by poszła przodem.

Sarissa
- Ojej.. - wymsknęło mi się.
To co ujrzałam całkowicie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Komnata była ogromna! A przynajmniej tak to wyglądało według moich standardów. Czułam się taka malutka naprzeciwko sporego, pięknie zdobionego delikatnym witrażem okna w złoconej ramie. Stąpanie po puchatym, ciepłym dywanie sprawiało, że czułam się nieswojo. Wielkie łoże wyściełane niedźwiedzim futrem w czekoladowej barwie zdawało mi się zdecydowanie za wielkie jak na mnie jedną, a pięknie wykonane meble ze złotymi zdobieniami, wprawiały mnie w zachwyt.
- Ja... ja naprawdę mogę tu zamieszkać? To chyba za dużo... - wyszeptałam.
Nigdy nie sądziłam , że znajdę się w takim miejscu. Zawsze mnie uczono, że żeby coś otrzymać trzeba na to zapracować. Trzeba było polować, żeby jeść, pomagać innym, aby i oni odwdzięczali się tym samym. Pracować na rzecz klanu, aby i mnie traktowano jak członka społeczności. Teraz nie miałam nic. Nic poza podniszczoną torbą, w której skryłam kilka roślin, które mnie interesowały i których właściwości chciałabym odkryć. Musiałam się wiele nauczyć, żeby okazać się choć odrobinę przydatną dla kogokolwiek, bo to co umiałam było... Niczym. Mimo to zostałam zabrana do zamku i dostałam komnatę. Wszystko to wydawało mi się snem, z którego lada chwila miałam się bardzo boleśnie obudzić. Obudzę się w swojej norze, woda będzie mi kapać na nos, tyłek mi odmarznie całkowicie i tak właśnie to będzie wyglądać.

Red Rose
Moje małe słodkości i ta jej mina, wyrażająca zachwyt i to taki naprawdę. Nie sądziłem, że ktoś może się tak cieszyć z komnaty, w prawdzie nie każdy dostaje od razu tą na drugim piętrze, bo wiadomo, że aż tyle miejsc nie ma, ale nie sądzę by ci na dole nie byli szczęśliwi. Nikt się nie skarżył a niektórzy to nawet z własnej woli przeprowadzają się do wioski. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Piękna komnata dla pięknej istoty. - oznajmiłem z uśmiechem, jednak wiedziałem, że jej to nie wystarczy. Opowiadała o tym skąd jest i jak to tam u niej wyglądało, więc musiałem dodać coś, by mogła... jakby to powiedzieć, odkupić tą komnatę.
Może Aria będzie chciała zostać jej mentorem, a jak nie, to zmuszę Ikelosa. Moja księżniczka lubi kwiaty, więc się nimi zajmie, zgodnie z jej wolą. Będzie się czuła potrzebna i to jest tutaj najważniejsze. Ktoś ją doceni, otworzy się i skoczy ze mną do łoża.
- Jutro wpadnę i przedstawię ci magów, pogadasz z którymś i zdobędziesz doświadczenie. - uśmiechnąłem się do niej i ukłoniłem, po czym wyszedłem i udałem się do siebie.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Yuki - Biała róża

Było już południe. Przeglądałem moją kolekcję róż układając je kolorami tęczy, gdy skończyłem, zauważyłem że brakuje mi jednej. Mianowicie śnieżnobiałego kwiatu. Wyszedłem więc z kamiennego domku i ruszyłem na łąkę, gdzie znalazłem większość moich skarbów. Rozglądając się uważniej, zauważyłem, że nie było tam róży, której szukałem. Obserwujący mnie wilk, podszedł i oznajmił, iż nie wolno już zbierać kwiatów, bowiem jest ich mało.
- Nie chciałem zrywać wszystkich róż. Chciałem tylko jedną, ale nie ma tu takiego koloru. - odpowiedziałem ze zrezygnowaniem.
- O jaki kolor dokładnie ci chodzi? - zapytał mój towarzysz.
- Biały.
- Nie ma tu już takich. Będą one zasadzone dopiero na Wschodzący Aeternus. Ostatnio tu była pewna wadera imieniem Aria. Ona wzięła stąd dwie białe róże jakieś 2 dni temu. Może da ci jedną? - wyjaśnił, jednocześnie proponując bym wybrał się do wadery.
- Super. Wiesz może gdzie ona mieszka?
- Na zamku. Jakieś 3 i pół godziny drogi stąd.
- Uch... Dziś już nie zdążę iść w tą i z powrotem. Pójdę do niej jutro. Dziękuję. - odpowiedziałem i odszedłem.
Następnego dnia po wybudzeniu się i dolaniu świeżej wody do kwiatów wyruszyłem do zamku. Podróż ta trwała około czterech godzin, ale było warto. Podszedłem do jakiejś wadery, która stała przed zamkiem.
- Przepraszam Czy ty jesteś Aria? - spytałem.

Aria
Stałam przed zamkiem, obserwując oddalającą się waderę. Złożyła mi dzisiaj wizytę, gdyż prosiłam ją o parę roślin. Chwilę później podszedł do mnie inny wilk. Obejrzałam go od góry do dołu. Biały basior o niebieskich oczach. Był sporych rozmiarów, bo przerastał mnie aż o głowę! A może nawet dwie? Nie mam pojęcia. W każdym bądź razie w tej samej chwili zadał mi pytanie.
- Tak, owszem. - odparłam z lekkim uśmiechem. - Potrzebujesz pomocy? A może jakiegoś eliksiru? - dodałam niemalże od razu.
Dzisiaj miałam bardzo dobry dzień. Rwałam się wręcz do rozmowy, więc bardzo mnie ucieszyło to, że poznam kogoś nowego. Bo w końcu przyjaciół nigdy nie jest za dużo, racja?

Yuki
Kiedy wadera się do mnie odezwała, nagle poczułem się dziwnie onieśmielony. Nie wiedziałem, czy wypada zawracać tej wilczycy głowę sprawą zwykłej róży, którą zabrała już ze trzy dni temu. Na pewno nie powinienem po prostu odstąpić jej waderze? Nie, to przecież nic takiego strasznego, zwykła prośba, spokojnie. Spokojnie... Wziąłem głęboki oddech i starałem się jakoś złożyć zdanie.
- Ja... Ja jestem Yuki. - nie zapomniałem oczywiście, by na początku się przedstawić. - Powiedz... mogłabyś odstąpić mi jedną z białych róż, kojarzysz, tych, które zerwałaś przy łące... Rozumiesz, to były już ostatnie jak na tą chwilę, a ja bardzo chciałbym mieć jedną do kolekcji.

Aria
Basior był z lekka onieśmielony. Czy ja jestem aż taka... Zachwycająca? Wątpię w to. Nie widzę w sobie nic wyjątkowego. Normalna wadera. W każdym bądź razie przypomniała mi się wspomniana przez Yuki'ego sytuacja. Akurat przechadzałam się po lesie i w końcu natrafiłam na to miejsce z kwiatami. Za zgodą jednego z opiekunów tego miejsca zerwałam białe róże, bowiem one idealnie pasowały do mojej komnaty. Białemu wilkowi najwyraźniej na prawdę zależało na śnieżnym kwiecie. Nic nie zaszkodzi mu dać jednej.
- Oczywiście. - odparłam. - Chodź za mną. Roślina znajduje się w mojej komnacie. - dodałam.
Odwróciłam się i weszłam do środka zamku. Lekko stąpałam po czerwonym dywanie, który na bokach był ozdobiony złotymi nićmi. Chwilę później dotarliśmy do schodów. Szybkim krokiem przeszliśmy przez nie. Red Rose nie było w komnacie, ponieważ wybrał się na dość długi spacer. Po co? Tego mi nie powiedział. W każdym bądź razie otworzyłam drzwi od mojej komnaty. Rozejrzałam się. Na okiennym parapecie stał dzban z... jedną różą. Pamiętam dokładnie, iż wsadzałam tam dwie. Czyżby mój 'partner' wziął jedną dla jakiejś innej? Sądzę, że tak. Westchnęłam. Obietnica to obietnica. Zbliżyłam się do kwiatu i za pomocą telekinezy go wyjęłam. Wróciłam do Yuki'ego.
- Proszę. - powiedziałam, wręczając mu roślinę.
Nie byłam już w dobrym humorze. Basior, widząc to, skinął głową na pożegnanie i odszedł.

niedziela, 27 listopada 2016

Olethros - Zmiana

W pobliżu zamrożonej rzeczki pobiegłem w prawo, uczyniłem zakrętasy w pobliżu zagajniczka sosen i zobaczyłem moją fascynującą dziurkę. Nie wiem dlaczego mnie tam tak pędzi, ale nie mogłem się powstrzymać. Opuszczone miejsce. Zawsze jakiś dreszczyk emocji, nieprawdaż? Przystanąłem przed wejściem do Miejsca, wytworzyłem wirek powietrzny i wpuściłem go do środka. Po chwili z dziury w sklepieniu i z wejścia wywiały kłęby kurzu. Odsunąłem się, żeby mnie nie pobrudziło i wszedłem do środka. Wszystko było na swoim miejscu. Usiadłem w centralnym punkcie groty na takiej runie. Nie wiedziałem co oznacza i dzisiaj pragnę się tego dowiedzieć. Mam dosyć czekania. Chcę poznać sekret tego miejsca. Pragn... No to nie było za miłe. Zakręciło mi się w głowie. Nie tak, że sekunda i po problemie,tylko to było takie mocne, że się zachwiałem... Tak sobie myślę, że mogłem tu nie wracać, kiedyś jak tu byłem... Znowu. Mocniej. I krew zaczęła mi lecieć z nosa. Jak ostatnio. No dobra. Czas stąd iść. Wstałem chwiejnie i poczułem jak coś mnie popycha z prawej strony. Nie było to jakaś ogromna siła, tylko zboczyłem trochę z kursu, ale spanikowałem. Oprócz mnie nie było tu żadnej duszy a tu nagle takie coś. Zacząłem biec do wyjścia i tu jakby świat nagle oszalał. Najpierw rzuciło mnie w prawo, upadłem i walnąłem się w potylicę a gdy wstałem coś "kopnęło" w moją stronę ten zasrany sztylet, który, jak sobie przypominam, zostawiłem w torbie. Porządnie wystraszony ponowiłem próby wydostania się z tego gówna, ale znowu mnie popchnęło w głąb jaskini.
- Zostawicie mnie! - krzyknąłem w przerażeniu. Już nic nie wiedziałem oprócz tego, że właśnie w tym miejscu, w którym jestem nie chce być.
Nie zdążyłem wstać a przede mną zapaliło się ognisko. Pachniało tak dziwnie...słodko i kusząco. Chyba zasnąłem.

***

Pierwsze co zobaczyłem to była wielka postać. Byłem pewien, że się obudziłem jednak nie mogłem się poruszyć, co mnie nie przerażało. A ta postać.. była jedyna. Wiedziałem, że to Arcanus. Coś jednak było z nim nie tak. Na pierwszy rzut oka był czcigodny, bez skazy, jednak nie był prawdziwy. Był zwykłym oszustwem, był obrzydliwy, plugawy. Nie warty mojej uwagi. Jego szara, pusta sylwetka zaczęła niknąć i rozmazywać się w blasku tych co nadeszli. Byli święci a czułem nad nimi ciemną chmurę. Dlaczego? Arcanusa już nie było, bo oni zasłonili całą jego sylwetkę. Byli od niego wspanialsi, bardziej miłosierni.
Czułem się jednak jakbym miał klapkę na oczach. Wiedziałem, że w nich mam wierzyć, jednak nie wiedziałem kim oni są.
- Widzieliśmy jak ci się cudownie wiodło pod kłamliwą wiarą bałwochwalców - powiedziała Ona.
- Nie będę. - przyrzekłem, ponieważ bałem się.
- Nie czciłeś nas. Przestałeś - powiedział On. I poczułem straszny ból. Otwierało mi się ciało, serce było rozrywane na strzępy.
- Przepraszam. - wydusiłem. Zrobiłem coś złego... bardzo. - Zapomniałem! Ta katastrofa mnie zniszczyła! - krzyczałem. Ból nie stawał się jednostajny, nie mogłem chociaż go przeczekać. Nie mogłem oddychać. Czułem pod sobą swoją krew.
Czczę ich i dziękuję za ten ból, albowiem wiem teraz kim jestem.

sobota, 26 listopada 2016

Olethros - Baran

Dzisiaj byłem w Zamku. Postanowiłem przenieść wszystkie moje rzeczy z komnaty do Glacies. Wziąłem moją torbę i już miałem wyjść z siedziby świni i jego baranów, gdy zauważyłem, że jeden strażnik skierował się ku lochom. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdybyśmy byli w innym królestwie. Ostatnio nikogo nie zamykali...? Zszedłem po schodach za strażnikiem i poczekałem przy wejściu aż on oddali się na tyle bym mógł bezpiecznie chodzić sobie po zapleśniałej podłodze więzienia. Szybko odnalazłem Pana Nowego. Usiadłem przed drzwiami, spoglądając przed okienko. Chodził sobie właśnie w kółko jak debil. Warknąłem cicho. Basior mnie zauważył i zatrzymał się. A propos... więzień jest podobny do mnie.
- Głupi jesteś. Nowy, a już w ciupie. - pokręciłem głową z zażenowaniem - No, co zrobiłeś, że świnia wsadziła cię do więzienia? - zapytałem.

Ingrate
Jak znosiłem kilka pierwszych, jak sądziłem, dni zamknięcia? A bo ja wiem, chyba dobrze, normalnie. Nie miałem jak z tym walczyć, nie miałem jak temu zapobiec, to musiałem się dostosować. Wilk da radę do wszystkiego się przywyknąć, tak uważałem. Do ciemności się na przykład przyzwyczaiłem, i już coś widziałem, miałem co jeść, jak mi by się akurat zachciało, wodę też miałem. Za towarzystwem specjalnie nie tęskniłem, miałem luz, mogłem zająć się sobą. Co do poruszania, to też mogłem, jakbym się uparł, to i biegać dałbym radę. Trochę brakowało mi lasów, zapachu drzew iglastych, otwartych przestrzeni i słońca, ale jak mówiłem, nic z tym nie zrobię i będę musiał przeczekać swoje. Tylko miesiąc, tak?
Akurat robiłem sobie poranne ćwiczenia, wtem nagle spostrzegłem na sobie czyjś wzrok, usłyszałem warknięcie. Boże, czy to znowu jakieś demony? Zamarłem na chwilę, ale nie, to jakiś wilk. No cóż, nadal pozostałem zdziwiony, nikt mnie nie odwiedza, ten tu czego chce? Okej, spokojnie, zaraz się okaże. Czarny spoglądał więc na mnie przez mięsne okienko. Później zapytał co zrobiłem, że siedzę, hmm.
- Niewinność odsiaduję, będąc szczerym. Świnia, co chyba rzeczywiście jest trafnym określeniem, pomylił mnie z jakimś chorym zwyrolem, do którego chyba jestem podobny. A ty co tu właściwie robisz, kim jesteś? Skąd mnie znasz?- powiedziałem normalnym, w miarę spokojnym tonem, który po chwili ściszyłem, by wypowiedzieć ostatnie zdanie - Masz tam w okół jakichś strażników?

Olethros
Niewinność, co? Hmm... Ta, przy naszym "cesarzu" to nawet niewinność jest dobrym powodem, by wtrącić kogoś za kratki. Teraz akurat padło na nowego. Przypatrzyłem mu się uważnie oceniając kim jest. Płowa sierść, dosyć wysoki. Nie wygląda mi na niesamowicie niedożywionego. Wydaję mi się, że to taki typ z "cicho-ciemnych". A patrząc na to ile pytań zadaje...
- Nie za dużo pytań? - przewróciłem oczyma po czym zamilkłem. Zamyśliłem się trochę i zaraz palnąłem coś dziwnego. - Słuchaj... a niechciałbyś, ot tak, zarżnąć Red Rose? - woah, od razu zarżnąć? Najwyżej trochę pobić. Nie wiem. Nie miałem krawej przeszłości, to skąd mi się to wzięło? Chociaż odkąd odkryłem to Miejsce w Glacies zacząłem hm... fantazjować. To chyba dobre określenie. Powróciłem do żywych kiedy nie dostałem odpowiedzi. Spojrzałem przez okienko na basiora i dojrzałem w jego wzrok tęskniący za rozumem. - Naszego Cesarza.
Usłyszałem kroki, dosyć blisko, więc warknąłem mu tylko, że jak się namyśli to ma przyjść do Glacies i odszedłem.
Zaraz... czy ja naprawdę chciałem, żeby mi tak po prostu zaufał?

Ingrate
Żałowałem, że zostałem w tej chwili całkiem sam ze swoimi myślami. Poczułem się dziwnie. Zimno mi jeszcze bardziej się zrobiło, w środku mnie coś zaczęło boleć... Skąd on mógł się dowiedzieć, co? Nikt a nikt nie wie o tym, co robiłem, ja naprawdę jestem z bardzo daleka, nie możliwe, żeby przeszłość aż tutaj za mną zawędrowała. A może to tylko jakieś plotki? Słyszałem, jak coś tam strażnicy mówią czasem za drzwiami, że o szpiegostwo mnie już podejrzewają... Bogowie, Ingrate, ty stąpasz po cienkim lodzie!
Czy w takiej sytuacji mógłbym zabić tego rudego starucha? Jak by to miało wyglądać, co? Wbiłbym mu do komnaty i rzucił się do walki? Nie, to rzecz jasna zbyt bezpośrednie, trzeba by z zaskoczenia, z ukrycia, w nocy... Może jakby spał? Może jeszcze bym sobie przypomniał, jak to się robiło, żeby w dobrym miejscu wbić kły, żeby zabić go bardzo szybko. Poza tym, zawsze pozostają jeszcze jakieś trucizny i ostre narzędzia. Mam kamień do teleportacji, mógłbym wbić do jego sypialni bez konfrontacji ze strażą, a potem bardzo szybko zwiać. Gdybym się skupił, gdybym to przemyślał, dałoby radę, ale co potem? Ja bym musiał zwiewać z całego pieprzonego kontynentu, bo by i mnie zaraz zabili, a w krainie co? Nowy cesarz? Może ten czarny, co to mnie odwiedzał by to, by mnie wykorzystał i sam zasiadł na tronie, jeśli jest tu już jakąś szychą... Lepsza by była rewolucja - wiecie, lud do tego przygotować, żeby potem nie było chaosu, może nawet otwarcie do buntu zachęcić, powstanie i przewrót zrobić, a potem władza ludu, ewentualnie wybory - jedno jest pewne, chcę to zrobić, bo z rudego śmiecia kraina nie ma żadnego pożytku. Jak tylko wyjdę, idę do czarnego, który mnie odwiedził i postaram się obgadać jego wizję całego przedsięwzięcia.

piątek, 25 listopada 2016

Foxy - Kryminalista

Spacerowałam dziś korytarzami zamku, szukając czegoś do mojej komnaty, kiedy podsłuchałam rozmowę dwóch strażników. Z tego co mówili to jakiś wilk trafił do lochów i że jest on nowy, bo przybył całkiem niedawno. Podejrzewają iż jest to szpieg z innej krainy.
Połączyłam ze sobą kilka faktów i zdałam sobie sprawę, że to prawdopodobnie ten czarny basior. Chciał pogadać z cesarzem, a ten go zamknął w lochach, jednak dlaczego? Może strażnicy mają rację?
- Witam panów! Przez przypadek usłyszałam waszą rozmowę i chciałbym zapytać czy mogłabym odwiedzić tamtego wilka? – zapytałam, robiąc najsłodszą minę jaką tylko umiem, a oni bez większego problemu się zgodzili, ostrzegając jedynie przed więźniem. Podziękowałam i udałam się do lochów, gdzie znalazłam kilku innych strażników, a ci zaprowadzili mnie to tego tajemniczego kryminalisty.
Otworzyli okienko, przez które zerknęłam i od razu go rozpoznałam. Nie wydawał mi się jakiś groźny, może mnie do niego wpuszczą jak ładnie poproszę?
- Wiecie może dlaczego on tutaj siedzi? – zapytałam, bowiem może tutejsi strażnicy coś ogarniają.
- Zezłościł cesarza, a ten kazał go zabrać. Znaleźliśmy przy nim ten kamień teleportacyjny, więc prawdopodobnie to szpieg. – oznajmił jeden, a drugi na wszystko przytaknął.
- Mogłabym do niego wejść? Proszę. – bardzo ładnie poprosiłam strażników, którzy niezbyt chętnie do tego podchodzili, jednak kilka miłych słówek i obietnic dało radę to ogarnąć. Otworzyli potężne drzwi wyłożone tłumikami mocy i innymi kamieniami, po czym jeden z nich buchnął w basiora magią powietrza, tak, że czarny uderzył o ścianę. W zbrojach posiadali oni specjalne kamienie, które pozwalały im na użytkowanie żywiołów, więc bardzo sprawnie przykuli czarnego do łańcuchów. Weszłam do środka, a drzwi zostały zamknięte.
- Widzę, że bardzo fajnie zaczynasz swoją przygodę z naszą krainą. – uśmiechnęłam się do niego.

Ingrate
O mój boże, jeśli jakiś tylko istniejesz, to światło, trochę powietrza, czyjeś twarze... ktoś otworzył nareszcie te cholerne drzwi od mojej izolatki! Czy to znaczy, że jestem wolny, że już mogę wyjść? Otwarłem w zdumieniu pysk, zamarłem na chwilę w miejscu, a tu nagle ktoś, bum, powietrzem w pysk, ja odleciałem o tyłu i obiłem się o ścianę. Jęknąłem tylko, a to jeszcze nie był koniec, bo zaraz dwóch takich podleciało i mnie w łańcuchy przykuli. Westchnąłem żałośnie, bo, no nieee, ta ściana była taka obleśnie brudna od tego, kto tu wcześniej siedział... Ale w sumie dobra, od kiedy tu jestem, wszystko właściwie jest brudne, a ja się nawet nie myłem zbyt mocno.
Tylko po kiego, kiedy mam już wyjść na wolność, oni tu nagle mnie unieruchamiają? Wróciłem w myślach do momentu, kiedy otworzyły się te drzwi. Czy ja zrobiłem coś nie tak? Jakieś gwałtowne ruchy? Toć stałem porządnie, pozycji bojowej nie przyjąłem, w trakcie kopania podkopu nie byłem... Przestraszyli się mnie, że się na nich w akcie zemsty rzucę? Ale dlaczego? Ja to w ogóle całą odsiadkę znosiłem grzecznie, jak kogoś obrażałem, to w myślach albo szeptem... O co mogło chodzić? Przedłużyli mi wyrok, w dodatku zaostrzyli, bo miałem w łańcuchach siedzieć, bo wyszły na jaw inne brudne sprawki przestępcy, z którym mnie pomylono? Wtem dostałem odpowiedź - ktoś do mnie przyszedł! Kiedy ujrzałem rude futro to już miałem nadzieję, że to Arcantera, cesarz tutejszy przyszedł, żeby mnie uwolnić, bo te akta do cholery przetrzepał i coś znalazł... Ale kiedy wytężyłem w tej ciemności wzrok ujrzałem, że to jakaś wadera. Też dobrze. Widać, Arcantera też wilk, też basior, nie chciał, żebym tak samotnie się męczył, to mi jakąś panienkę dla rozweselenia przysłał. Wreszcie trochę cywilizacji i kultury, po prostu genialne. Moja towarzyszka uśmiechnęła się promiennie i powiedziała coś słabo istotnego.
- Posłuchaj, słoneczko, zaraz możemy przystąpić do akcji - przerwałem na chwilę, bo zrozumiałem, że wcale jednak dzisiaj nie wychodzę - Tylko powiedz mi, bo ja nie mam okien, ile dni minęło, od kiedy mnie przytrzasnęli?
Może wadera wiedziała, strażnicy jej mogli powiedzieć, jakieś plotki się poniosły, Arcantera wyjaśnił, kiedy ją przysyłał?

Foxy
Spojrzałam na niego z lekką złością, bowiem mnie zlekceważył. Jak on śmie tak po prostu uważać mnie za jakąś lalunię do zabawy? No chyba nie jest aż tak głupi, prawda? Król nie chętnie dzieli się tym, co sam ubóstwia. Prędzej on się by ze mną zabawił, niż kazałby mi tu przyjść.
- Zacznijmy od tego, że król na pewno nie przysłałby ci tak pięknej wadery. Prędzej jakiś homo, by się z tobą zabawili. – uśmiechnęłam się do niego, dokładnie mu się przyglądając i spacerując tuż przed jego nosem.
- Jednak to bardzo kusząca propozycja. – machnęłam ogonem, uderzając go w nos.
- A wracając do twojego pytania, to zapytaj tych co cię zamknęli, bo to raczej nie mój interes. Jednak mogę ci powiedzieć, że nie wiele minęło od naszego ostatniego spotkania. Może tydzień? – spojrzałam na niego ze słodkim i wrednym uśmieszkiem.

Ingrate
Ah, ci, którzy mnie zamknęli, raczej nie chcą szczególnie ze mną rozmawiać, jednakowoż jednak dostałem odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. Tydzień. Tydzień minął. To jak, ile tam jeszcze, ze trzy razy tyle? Nie jest źle, zleci. Damy jakoś radę. W porządku. Powróciłem do rzeczywistości i spostrzegłem, że między mną, a rudą zapadła na chwilę cisza, niestety raczej ta z gatunku niezręcznych. Westchnąłem i rozejrzałem się z wolna po pokoju, a wadera przysiadła na ziemi. Okej, dobra. O czym ja mógłbym teraz z nią rozmawiać, jaki temat tu zarzucić? Jakieś ploteczki z powierzchni, hmm? Nie, niezbyt mnie obchodzi, jak się tam te śmiecie bawią. O pogodzie też nie pogadamy, nie wiem, czy się coś w sporcie dzieje... Jak leci, też jej raczej nie spytam.
- To, hmm... Wracając... Mówisz, że kuszące? Przystaniesz na propozycję?

Foxy 
Najpierw żegna mnie słowami, że ma nadzieję iż się zobaczymy, a teraz nawet nie chciałby się czegoś o mnie dowiedzieć. Zresztą czy to ważne? Niezłe z niego ciacho, chociaż wiadomo, że widziałam lepszych, a już dawno nie miałam okazji się nieco pobawić. Musi być mu smutno, nie mówiąc już o tym iż na pewno jest niewyżyty. Z łańcuchami czy bez, dałby radę, a mnie nieco kręci ten klimat. Uuu, z bandytą! Byle tylko dzieci z tego nie było – zaśmiałam się w duchu.
- Pozwól, że poprowadzę Cię dziś przez krainę pełną miłych doznań. – oblizałam pysk, po czym zaczęłam kręcić się tuż przed nim, machając ogonem i roznosząc kuszące dla samców zapachy. 

Ingrate
O cholera. Zrobiła to. Ona naprawdę to zrobiła, zgodziła się. Gorzej, że ja chyba się tak tylko wydurniałem, no, żartowałem! Nawet mi przez myśl nie przeszło, że ona może się zgodzić. Bo wiadomo, co nie, wadery, a przynajmniej ich większość, nie lubią być traktowane w taki sposób, jak zaczniesz, to one się wielce oburzą, popiszczą trochę, niektóre to nawet próbują walczyć, co jest naprawdę zabawne. A ta tutaj akurat wzięła to na poważnie. No patrzcie. To musi być zła, zła wilczyca, która i mnie zaraz wciągnie w to bagno...
- Posłuchaj... - zacząłem mówić
Niby chciałem to jakoś wytłumaczyć, odwołać, ale kiedy w końcu poczułem jej zapach, urwałem natychmiast całą wypowiedź. Wiecie co, to może być moja jedyna okazja na długi czas, a jak dają, trzeba brać, tak, po co sobie odmawiać, jak natura wzywa? Mając już takie w miarę dobre wytłumaczenie własnych czynów, przystąpiłem po prostu do akcji. W łańcuchach było trochę ciężko, fakt, ale sama ruda bardzo dobrze się spisywała, była kosmicznie pociągająca!

Foxy
Widać było wyraźnie, że basior był w szoku i już chciał jakoś wszystko odkręcić, ale jednak uległ pokusie. Kiedy dotknął mego ciała, poczułam bardzo przyjemny dreszczyk, oh, a więc tak to było? Już wiem dlaczego tak bardzo kręcą mnie źli chłopcy i dziwne sytuacje do robienia takich rzeczy. Na co mi ciepła komnatka i romantyk, jak mogę mieć nieco frajdy, ciemność, wilgoć i łańcuchy?
Ciężko mu było, ale przysuwałam się jak najbliżej i od czasu do czasu pisnęłam kilka razy. Oni to uwielbiają i widocznie jego też to rajcowało. Od razu jakoś tak więcej siły miał i chęci. Nawet mogę przyznać, że jest w tym dobry.
Po wszystkim machnęłam ogonem i zmierzałam ku wyjściu, zostawiając zmęczonego basiora samemu sobie. Mam to czego chciałam i jestem z tego bardzo zadowolona. 

czwartek, 24 listopada 2016

Sarissa - Zielarstwo (1)

Spojrzałam na stokrotkę. Niewielką, można by powiedzieć, że wręcz marną. Jej płatki nie były ani idealnie białe, ani pięknie symetryczne. Wręcz przeciwnie, sporo było na nich przebarwień, nierówności. A mimo to ten maleńki, niepozorny kwiatek, na zbyt chudej, wątłej nóżce był dla mnie czymś cudownym.
Doskonale pamiętałam swoja pierwszą wiosnę i to jak pierwszy raz przyszło mi wyjść ze sporej jaskini, w której zatrzymali się moi rodzice gdy wydano mnie na świat, i w której spędziłam pierwsze dni życia. Pamiętałam, że oślepiło mnie słońce, zachwyciło niebo i uradowała młoda, zielona trawa upstrzona stokrotkami. Pamiętam, że od razu zaciekawiły mnie te białe plamki w morzu zieleni. Moja babcia była pierwszą, która dostrzegła, że wolę leżeć pośród kwiatów, przyglądać im się z zapałem i skrupulatnie je obwąchiwać, niż biegać za motylami i odkrywać to, co znajdowało się za kolejnym kamieniem. To ona przekazywała mi stopniowo wiedze o różnych roślinach, nazywając je i nadając im podstawowe cechy. Zaczęło się od stokrotek i jaskrów na łączce, na której zwykle się bawiłam. Później wybierałyśmy się na długie spacery po lesie. Poznawałam nazwy drzew, wiedziałam kiedy kwitną i jakie grzyby można było znaleźć w ich pobliżu. Poznawałam różnobarwne kwiaty, ich zapachy, kształty. Z czasem nauczyłam się gdzie można je spotkać i kiedy są najpiękniejsze.
Westchnęłam tęsknie, wspominając swoją rodzinę, za którą, bądź co bądź, tęskniłam. Czasami żałowałam, że babcia nie zdążyła nauczyć mnie więcej, szczególnie, że naprawdę chciałam poszerzać swoja widzę. Teraz jednak byłam tutaj i obiecałam sobie, że znajdę sposób, żeby wiedzieć o roślinach wszystko.

środa, 23 listopada 2016

Ingrate - Dołączania ciąg dalszy

Ohoho... odetchnąłem ciężko, kiedy znalazłem się nareszcie na szczycie całkiem pokaźnych schodów. Ta, bo gdzie indziej może mieszkać cesarz, jak nie najwyżej ze wszystkich... Widać ktoś sobie leczy kompleksy. Ale dobra, tak jak w przypadku tej wadery, z którą odbywałem trening, nie będę oceniał, póki nie dowiem się, dlaczego wywyższony został wywyższony. Tak więc, podszedłem do sporych drzwi z dwoma strażnikami, byłem pewny, że dobrze pukam. Czego chcę od władcy, spytali ci ochroniarze. A to dobre pytanie.
- Pogadać. W sprawie... dołączania
Tak. Popytam, co to za miejsce, na jakich warunkach tu zostanę, co mi zaproponują, bo jeszcze nowy jestem. Okej, pozwolili wejść. Mocny podmuch powietrza otworzył więc pokaźne wrota, szybko i dumnie wskoczyłem do środka i krzyknąłem:
- Arcantera! - bo ruda wadera, którą spotkałem na samym początku powiedziała mi dokładnie, że to tereny Arcantery, stąd znałem imię władcy tej krainy. - Arcantera, czy to ty? - zapytałem.

Red Rose
Rozmyślałem całymi dniami nad tym jak urządzić imprezę i co ta moja księżniczka lubi. Tak, nie wiem co lubi, bo co mnie to interesuje. Mam ją po to by mnie zadowalała i urodziła mi szczenięta, więc to ona powinna wiedzieć te wszystkie głupotki, a nie ja. Kurde, że też się zgodziłem na tą głupią propozycję! Co za podstępna sunia.
Przez tą całą złość, nie zauważyłem kiedy do komnaty wszedł mi jakiś czarny puszek okruszek. Czyżby znowu ten, jak mu tam... szaman? Słysząc jego słowa, wybuchnąłem śmiechem.
- Ty jesteś głupi czy udajesz? - zapytałem, patrząc się na niego jak na kogoś, kto nie jest godzien na mnie patrzeć.
- Czego tu? - dodałem po chwili, widząc jego zmieszanie na pysku.

Ingrate
Nie powiem, trochę się zawahałem przy wejściu... No przecież co to za basior, ja się go o coś pytam, a on mi pytaniem kolejnym się odwdzięcza. Ale skoro nie zaprotestował, to znaczy, że potwierdził. Więc trafiłem dobrze, do władcy. Super. Uśmiechnąłem się i wyluzowałem już całkowicie. Przemierzyłem sobie spokojnie i pewnie jego pokoik, by przysiąść wygodnie na jednej z poduszek, jakie się tu znajdowały. Ah, jak długo łaziłem... Westchnąłem z rozkoszą. Ale dobra, rudy czeka na odpowiedzieć. O co on mnie tam pytał? Czego chcę. Okej... Uśmiechnąłem się szeroko.
- Przyszedłem pogadać.
- O interesach. - dodałem po chwili, bardzo zresztą tajemniczo.

Red Rose
Spojrzałem na niego z pogardą. Zwykły plebs, który nie potrafi się zachować. A gdzie ukłon? A gdzie zwroty grzecznościowe? Zaraz zawołam straż i trafi do lochów, a nie będzie mi tu o interesach rozmawiać. Zmrużyłem oczy, po czym podniosłem jedną brew do góry i odsunąłem lekko łeb do tyłu.
- Za kogo ty się uważasz, co? - zapytałem, mierząc go wzrokiem.
- Jeśli myślisz, że możesz się tak zachowywać to jesteś w błędzie. - dodałem, uśmiechając się do niego i dając mu do zrozumienia, że zaraz trafi tam gdzie jego miejsce.
- Straż! Zabrać mi to ścierwo! - warknąłem w stronę drzwi, a one po chwili otworzyły się. Do sali wbiegło czterech strażników, o czterech różnych żywiołach. To czym włada ten wyrzutek nie ma żadnego znaczenia, jest już w niewoli i raczej się z niej nie wydostanie. Niech sobie nie myśli, że dam sobą tak pomiatać. Jedyne co może go uratować to płacz i błaganie o litość.
Moi wierni słudzy zarzucili na basiora żelazną siatę, z kamieniami osłabiającymi, po czym jeden z nich uniósł całość za pomocą magii powietrza. Widać było, że samiec jest już zmęczony. Podszedłem do niego i spojrzałem mu prosto w oczy.
- Myślę, że tydzień w lochach Cię czegoś nauczy. - zaśmiałem się.

Ingrate
Co za chaos, co tu się dzieje?! Nic jeszcze w sumie nie zdążyłem powiedzieć, niczego zrobić, a ten już do mnie z pretensjami! A potem jeszcze gorzej, bo to jakiś huk, trzask chyba drzwi się poniósł po pokoju, ale ja nawet nie zdążyłem się obrócić i zobaczyć, co to tak naprawdę, bo już coś niezidentyfikowanego na mnie spadło! Wszystko się tak zaciemniło, rozmyło, zakryło częściowo, ja przez szok już chyba nic nie widziałem. Jeszcze czułem jakby całe życie ze mnie w tej sekundzie uchodziło, jakbym jakąś ranę śmiertelną dostał i to tylko mała chwila, zanim ta energia ucieknie całkowicie, a ja zginę. A nic nie mogłem zrobić, zrzucić z siebie tego czegoś, tej pułapki, uciekać. Potem jeszcze coś jakbym podleciał do góry, zatrząsłem się... Ale nie rozumiałem nic a nic. Instynkt przetrwania obudził się we mnie, przez tą sekundę tyle mnie myśli odwiedziło, zastanawiałem się szybko, co mogę zrobić, żeby się oswobodzić, co się w ogóle ze mną dzieje, tyle czarnych scenariuszy od razu wymyśliłem! Ale... Ale kiedy mój oszalały wzrok przedarł się przez... taką jakby sieć, w której wnętrzu byłem, a wzrok mój padł na rudego Arcanterę, co stał przede mną i trochę pode mną, i się uśmiechał, moje serce natychmiast zwolniło do normalnego tempa, a ja odetchnąłem z prawdziwą ulgą. O bogowie, jeśli jacyś istniejecie, ja już myślałem, że śmierć do mnie przyszła, koszmar jakiś mnie w ciemność nieprzeniknioną zabrał, demony wszystkie, wszystkie dusze nieszczęśliwe zadusić mnie chciały, zamęczyć... A to tylko Arcantera i - spojrzałem w dół - jego zbrojni koledzy. Przestałem się szarpać, odetchnąłem, zaśmiałem się nawet. Ah, jaka ulga swoista. A moje serce! Tyle emocji, adrenaliny, o ja cię... Uspokoiłem oddech. Nic strasznego mi więc nie grozi, to świetnie, ale tak w sumie to dlaczego siedzę w tej siatce-pułapce cesarza i przyjaciół?
- Myślę, że tydzień w lochach cię czegoś nauczy. - a, sam pospieszył z wyjaśnieniami
Hmm. Lochy. Lochy nieodparcie kojarzą mi się z samicą świni czy takiego dzika, ale myśląc racjonalnie, jeśli mam spędzić tam tydzień, to chyba po prostu jakieś miejsce, pokoik, izolatka może jakaś, gdzie mnie zaniosą w tej pięknej siatce, niczym w karecie.
A jak to ma mnie czegoś nauczyć, to musi chodzić... no, po prostu o jakąś nauczkę, karę. Skoro idę na tydzień, to mnie tam nie zabiją, to już dobrze. Mniejsza czy tortury mnie czekają tam w odosobnieniu, głodzenie czy co, tydzień się w końcu skończy i jedziemy dalej, nie ma co się straszyć na zapas. Zwiedziłem sporo świata i też niejedno widziałem, niejedno przeżyłem, a w dodatku mówi się, że co cię nie zabiję, sprawi, że będziesz silniejszy. Więc tego, dumna twarz, spokój i lecimy na nowe doświadczenia.
Mogę więc zaakceptować swój los, ale, ale, za co to w ogóle, za co ta kara, za co cała akcja z siatką i wojskiem zbrojnym? Czy ja coś cesarzowi temu zrobiłem? Przecież znam go od niecałej minuty, może on się pomylił, pomyślał, że ja jestem kimś innych, jakimś uciekinierem czy złoczyńcą, co miał się tu akurat dzisiaj zjawić czy strażnicy mieli go tu zaciągnąć. Jeny, nie mogę uwierzyć, jaką ja mam wspaniałą umiejętność dedukcji! Ale dobra, nie ma co się rozpraszać, trzeba wyjaśnić sprawę, bo jakiś zwyrol może być teraz na wolności, a ja będę nosił jego karę.
- Um... spokojnie, nie ma co się tam denerwować, nie ma co uciekać się do takiej gwałtowności. - postanowiłem się w końcu odezwać i wyjaśnić sprawę. Ale bardzo spokojnie i powoli, żeby biedak znowu nie wybuchł. - Może po prostu przyjrzyj mi się jeszcze raz, o, pod światło najlepiej... Jak to cię nie przekona to przejrzyj proszę te wszystkie stare akta, świadków ponownie przesłuchaj, fakty połącz, dowody znajdź z kolegami z woja. Zobaczysz, że nie jestem złoczyńcą, z którym mnie pomyliłeś.

Red Rose
Czy on sobie ze mnie kpi? Nadal nic do niego nie dociera? Proszę, proszę... pan cfany, jednak nie będzie taki pyskaty, jak go tam zamknę na wieczność! Co za bezczelne bydlę! Z każdym jego słowem byłem coraz bardziej zdenerwowany i wystarczyła jeszcze chwila bym się zapalił. Buchnął mu ogniem prosto w ten czarny pysk i okaleczył, byłby ślepy, a jakby dobrze poszło to i może nie czułby zapachów. Zdechłby z głodu.
- Skoro jesteś taki mocny w gębie, to zobaczymy się za miesiąc. - oznajmiłem ze złością. Jak sobie posiedzi przez całą Gwiazdę Poranną, to może mu coś do tego łba wlezie.
- Nie martw się, moi strażnicy nauczą się szacunku do władcy. - miałem ochotę napluć mu w pysk, jednak powstrzymałem się. Nie mogę się tak zachowywać, spokój i cisza. Tak, Redziu odpręż się i zacznij przygotowywać wesele. Taki prymityw nie może zepsuć ci tych dni, tak?
- Zabrać mi go stąd! - warknąłem, a moi słudzy zrobili dokładnie to co rozkazałem. Aż mnie głowa boli przez tego śmiecia.

Ingrate
- Tak? Chciałbym tylko wiedzieć, za co? – spytałem, z trudem starając się ominąć przekleństwa, które już same nachodziły mi na język. Tyle z cholernego dołączania tutaj.
Ale rudy mi na zadane pytanie nie odpowiedział, zresztą, może nie miał czasu, bo właśnie w tym momencie któryś z jego umundurowanych kolegów popchnął siatkę-pułapkę, wewnątrz której się znajdowałem, za drzwi.
- Sprawdź jeszcze te akta! - beznamiętnym już tonem krzyknąłem do rudego Arcantery sekundę przed zamknięciem drzwi.
Strażnicy przetransportowali mnie w dół, po wszystkich schodach i wszystkich korytarzach. Siedząc prosto i dumnie z takiej niedużej wysokości uśmiechałem się do wszystkich zszokowanych mieszkańców, których mijaliśmy po drodze, bo to zapewne jedyny kontakt z innymi, jaki czeka mnie przez następny miesiąc.
Potem już tylko pod ziemię. Przemierzyłem z eskortą ciemne korytarze, a sam zostałem dopiero, kiedy wsadzili mnie w jakieś małe pomieszczenie. Postawili mnie tam na ziemię, zdjęli sieć i zatrzasnęli ciężkie drzwi. Myślę, że dałem się aresztować z godnością.
Zostałem sam. Pięknie. Ciemno jak w grobie, nie ma okien, mało co dało się widzieć. Było zimno, ale nie jakoś strasznie dla kogoś, kto mieszka Glacies… Coś jak we wnętrzu mojej jaskini. Na ścianie wisiały łańcuchy, ale to chyba dla jakichś cięższych przestępców, bo ja miałem ten przywilej, możliwość poruszania się. Fajnie. Jak mi się zachce, będę mógł biegać kółka. Ciężko pomyśleć, co by się stało, jakby mnie na te dziewięćdziesiąt dni unieruchomili, jeny, wtedy to bym na pewno umarł. Ale zresztą, to wcale nie jest powiedziane, bo tutaj tak śmierdzi, tak wilgotno, duszno jest, że po miesiącu oddychania takim czymś to ja tutaj zejdę na płuca. Od ciemności wysiądą mi oczy, z bezczynności… Nie, dobra, skończ. Nie panikuj. Mogłeś trafić gorzej, nie takie rzeczy wilki spotykały. Będzie ciężko, ale w końcu się skończy.
Nie mogłem się jedynie pogodzić z tym, że ten… ten… zabrakło mi pomysłu na przekleństwo, ale w sumie teraz imię cesarza jest dla mnie przekleństwem samym w sobie, zamknął mnie tutaj właściwie bez powodu. A ruda wadera, którą poznałem na początku twierdziła, że dobrze im się żyje. Taa… Mam teraz przynajmniej dużo czasu na planowanie cholernej rewolucji.

wtorek, 22 listopada 2016

Ingrate - Jak zdobyłem Kamień Teleportacji

Noc. Zimno. Zimny wiatr szalał po wiosce, przewracał hałaśliwie wszystkie naczynia i inne przedmioty pozostawione przez jej mieszkańców na dworze, targał i giął gałęzie drzew. Ale to dobrze, wiatr był moim sprzymierzeńcem - jego huczenie tłumiło odgłosy moich kroków, jeśli akurat stanąłem nierozważnie i zbyt głośno, także miałem prawie całkowity luz, poza obowiązkiem schylania się nisko, kiedy przechodziłem pod oknami. Tak więc niczym wąż w trawie przesuwałem się po Wiosce w środku nocy, a po co? Sam nie wiem. Trochę obserwowałem. Szpiegowałem. Uczyłem się co gdzie jest, kto zamieszkuje krainę, do której nie dawno przybyłem, jakie wszyscy mają stosunki. Straszyłem zaspane wilki w chatach, że to jakiś duch się przed ich domem błąka. Coś tam podkradałem. Nie wiem czemu, chyba dla czystej zabawy. Jak za dawnych lat. Myślę, że jestem za słaby, żeby się tego do końca wyzbyć...
Na końcu Wioski stał mały domek. Światła pogaszone. Zajrzałem przez okno - nikogo nie było. Nie było żadnego posłania, tylko kilka półek z dziwnym... czymś, jakieś biurko, kamienie. Czyżby to jakaś pracownia? Zielarza, maga? Ale ma tyle skarbów, że żal nie skorzystać. Mocą powietrza otworzyłem drzwi, wślizgnąłem się do środka i zacząłem oglądać te magiczne przedmioty. Jakieś zioła. Biżuteria też była. Kamienie. Położyłem łapy na kilku z nich i badałem w ten sposób ich strukturę. Nieźle. Wtem przez okno wpłynął snop światła. Odwróciłem się w tym kierunku i ujrzałem... O cholera. Do domku zmierzał jakiś wilk, oświetlał sobie drogę lampionem. Skąd on..? Usłyszał mnie? Zobaczył? Może ktoś jednak nie spał, tylko obserwował przez okna, co się dzieje. Spostrzegłem, że nie miałem jak uciec, bo przez drzwi, to wbiegnę prosto na tego kogoś, okno jest zresztą po tej samej stronie. Chyba zacząłem się bać. Co robić, walczyć? Dam radę? Zawsze atakowałem z zaskoczenia, może jak wejdę za stolik to potem wyskoczę i... Na boga, jak ja bardzo chciałbym, żeby mnie to ominęło. Chciałbym być w domu, w lodowej krainie... A wtedy coś błysnęło i... byłem w lodowej krainie. Śnieg, lód, moja grota. Czy mi się to nie śni? Zagryzłem bardzo mocno wargę, żeby poczuć ból. Prawdziwy. Nie spałem. Więc jak to możliwe? Spostrzegłem, że pode mną, na śniegu leżał fioletowy kamień. Zabrałem go z pracowni tego maga, nawet nie celowo, po prostu akurat go oglądałem, kiedy zachciało mi się... teleportować. Kamień teleportacji. Cóż, moje szczęście! Zabrałem przedmiot do jaskini, ciesząc się z takiego wiele wartego przedmiotu. Teraz podróże będą takie łatwe!

poniedziałek, 21 listopada 2016

Aria - Stary przyjaciel

Wybudziły mnie promienie słońca. Przeciągnęłam się leniwie i otworzyłam oczy. Ku mojemu zdziwieniu obok mnie nie znajdował się Red Rose. Możliwe, że musiał coś załatwić. Życie cesarza nie jest proste. Niedługo jednak będzie mu trochę łatwiej, ponieważ i ja zostanę cesarzową. No właśnie... Cesarzową. Nie wiedziałam do końca co się z tym wiąże. Czy będę musiała porzucić swe aktualne stanowisko? Bardzo bym tego nie chciała, choć chyba będę musiała się poświęcić. Westchnęłam i poczułam pewnego rodzaju ukłucie w sercu. Od czasu katastrofy miałam w nim pustkę. Niestety nadal nie wiedziałam dlaczego tak jest. Po prostu czegoś mi brakowało; czułam to. Zwlokłam się z łoża i zjadłam trochę mięsa. Następnie wyszłam z komnaty i udałam się na spacer. Moim celem była wioska. Co prawda na spacerze z Red Rose miałam ją zwiedzić, lecz niestety nie dotarliśmy tam. Na szczęście z moją łapą wszystko już w porządku. Sok od... Ikelos! Przyspieszyłam kroku. To jego mi brakowało. Był to mój pierwszy przyjaciel... Czemu o nim zapomniałam?! Skarciłam się w duszy. Teraz chciałam jak najszybciej pognać do niego. Miałam nadzieję, iż się na mnie nie gniewa. Zależy mi na nim.
Docierałam właśnie do wioski. Zauważyłam mnóstwo pracujących wilków. W końcu jednak ujrzałam tego, którego szukałam. Pewnym krokiem podeszłam do niego. Zagadać, czy nie zagadać? Ciężko pracował... Zagadać. Wyglądał na zmęczonego.
- Zrób sobie przerwę, Ikelosie. - powiedziałam.

Ikelos
Dzień jak co dzień, jednak pociesza mnie fakt, że jesteśmy bliżej niż dalej. Niedługo może zakończymy budowlę i w końcu zajmiemy się sobą. Zakładam, że zajmie to jeszcze cały Zachodzący Aeternus, o ile dobrze pójdzie i nie będzie utrudnień. Jestem już zmęczony tym wszystkim, jednak w takich chwilach nie można myśleć tylko o sobie. Robię to dla każdego, tak jak każdy robi to dla mnie.
Nagle usłyszałem czyjś głos, znajomy głos. To ona... serce zaczęło bić mi szybciej, po czym spojrzałem w jej kierunku. Była tak piękna jak zawsze i naprawdę nie dziwie mnie to, że rudzielec akurat uparł się na nią. Nie wierzę w jego miłość, jednak to już jej wierzyć, niż mi.
- O, witaj. Dawno cię tu nie było, prawda? - zapytałem z uśmiechem.

Aria
Odwzajemniłam jego uśmiech tym samym gestem.
- Cóż... Niestety tak. Nie miałam wolnej chwili aby tu przyjść, lecz teraz jestem i chciałabym zobaczyć co tu się pozmieniało od mojej przeprowadzki. - odparłam. - Może... może chciałbyś mnie oprowadzić? - dodałam trochę ciszej.
Trochę się poczułam nieswojo. Już dawno nie rozmawiałam z Ikelosem. Czułam, iż on również był trochę zestresowany. Chcę odbudować naszą więź. Może niedługo zaproponuję mu wizytę w mojej pracowni? Z pewnością jest tam trochę więcej rzeczy niż w jego pomieszczeniu pracy. Wracając; mam nadzieję, że szary wilk zgodzi się. Na prawdę długo mnie tu nie było. Co prawda wchodząc ujrzałam parę nowych domków, ale to tylko cząstka tych nowości. Wioska znacząco powiększyła się od mojego ostatniego pobytu w tym miejscu.

Ikelos
Spojrzałem na nią z uśmiechem, starając się trochę wyluzować. Tyle lat się znamy, a czułem się jakby zaciskała swe kły na mym gardle. Czy ja jestem zazdrosny? Może, jednak nigdy jej tego nie powiem. To moja przyjaciółka i niech tak zostanie, w końcu ma faceta... Jak jej coś zrobi, to nie ręczę za siebie! Ehh... brakuje mi tlenu, duszę się w tym wszystkim. Nie mam z kim porozmawiać, a może po prostu nie chcę, obawiając się... czego? Nie mam nic do stracenia, a jednak coś mnie hamuje. Czy gdyby była wolna to dałbym radę? Nie, bałbym się tak samo, tego, że ona nic nie czuje, że przyjaźń by się skończyła.
- Chętnie, chociaż nie za bardzo jest tu co zwiedzać. - oznajmiłem, po czym dałem kilka kroków do przodu.
- Tutaj jak widzisz kończymy budowę, ale pokażę ci nowe osiedle i moją pracownię. W prawdzie nie ma tam zbyt wielu rzeczy, bo po katastrofie nie wiele przetrwało, ale zawsze coś. - mówiłem, prowadząc ją w stronę wybudowanych domków.
- A co u ciebie? Słyszałem plotki, że bierzesz ślub. - zapytałem, mając jednocześnie nadzieję, że to nie prawda. Ehh, czego ja oczekuje? Powinienem się cieszyć! To przecież moja przyjaciółka.

Aria
Zadając to pytanie Ikelos nie był zadowolony. Ale czemu? Przecież chyba mu zależało na tym, aby zmienić brata. A więc to uczyniłam. No może nie całkowicie, ale jednak. A może on się we mnie zadurzył? Nie... Przynajmniej tak mi się wydaje. Nigdy nie dawał żadnych oznak, abym mu się podobała. Bynajmniej nie zauważyłam tego. A nawet jeśli, to wybrałam partnerstwo z Red Rose. Oczywiście wszystko może się jeszcze zmienić do czasu ślubu... Choć w to wątpię.
- Owszem. - odpowiedziałam. - Znaczy się zapewne tak. Jeszcze nie wszystko do końca zostało uzgodnione. - dodałam.
Mina basiora jeszcze bardziej stała się ponura. Zmrużyłam delikatnie oczy. Czy on myśli, że tego nie zauważę?
- Coś się stało? - zapytałam z troską w głosie.

Ikelos
Czyli jednak bierze ślub, a więc jest szczęśliwa, tak? No oczywiście, że tak, bowiem nikt nie bierze ślubu z kimś kogo nie kocha. Miłość jest jedyna i Arcanus doskonale wie jak tą energię łączyć. To uczucie, którego nie da się opisać... kiedy widzisz tą swoją drugą połówkę. Serce zaczyna ci bić szybciej, cieszysz się oraz przechodzą cię dreszcze i czujesz się tak błogo, tak jakby problemów nie było, jakby nie liczyło się nic... tylko ona. Chciałbyś trwać w tej chwili zawsze, bo nic nie daje ci większego szczęścia. A kiedy jej nie ma, tęsknisz i świat staje się jakiś inny, taki ponury, bezbarwny. Twoja energia znika i odchodzi razem z nią, wtedy to się nic dla ciebie nie liczy i najchętniej oddałbyś życie komuś innemu. Jednak skąd ja to mogę wiedzieć? A no mogę... z kamieni. Po katastrofie wszędzie się one walają, więc zanim je oddałem, chciałem zobaczyć co się na nich znajduje. Była to poezja, piękne wiersze, historie i wyznania.
- Nie, wszystko w porządku. Czemu pytasz? - uśmiechnąłem się. A co jeśli się czegoś domyśla? Nie, niby skąd?

Aria
Basior odpowiedział mi, że wszystko w porządku z nim. Przekrzywiłam lekko, podejrzliwie głowę . Wyglądał na zdenerwowanego czymś. Ale może to ja się mylę? Nie wiem, ale martwię się, więc go o to po prostu wypytam.
- Wiesz... Wyglądasz na zmartwionego czymś. - powiedziałam. - Jeżeli coś się stało to śmiało mi możesz powiedzieć. - dodałam z uśmiechem.
Nastała cisza pomiędzy nami. Z oddali było słychać dźwięki pracy wilków. Aktualnie najbliższym odgłosem było chrupanie żwiru pod naszymi łapami. W ten sposób doszliśmy do skalnego domku. Była to bodajże pracownia Ikelosa. Ruchem głowy zachęcił mnie do wejścia do środka. Żwawym krokiem wkroczyłam przez próg budowli. Chwilę po mnie wszedł również szary samiec.

Ikelos
Powiedzieć jej czy nie powiedzieć? Nie, lepiej niech to zostanie u mnie, niech będzie tak jak jest. Po co rujnować jej to wszystko co ma? Niech się nad tym nie zastanawia, będzie łatwiej. Taaa... tak sobie tylko tłumacz głupcze, że to dla niej, dla jej dobra. Naprawdę to się boję to wszystko powiedzieć. Nie wiem już czy to przez nią czy raczej przez Red Rose. Zabiłby mnie. Może i się zmienił, jednak nie umiem w to uwierzyć, a może po prostu nie chcę? Jak sobie przypomnę tą jego radę i tą głupią zasadę, czy tam rozkaz to powiedzenie jej tego co mi leży na sercu byłoby samobójstwem. No tak, przecież nie mam nic do stracenia, ale jednak jestem tchórzem. Chcę śmierci nie chcąc jej. Nie dam rady nic ze sobą zrobić, zapomnieć. Właśnie... zapomnienie. Eliksir, magia... coś tu na pewno znajdę, co mi pomoże.
- Naprawdę wszystko w porządku. - zapewniłem, po czym zaprosiłem ją do środka mojej chatki, a raczej pracowni.
- Może to nie wygląda najlepiej, ale przynajmniej już jest wszystko poukładane. - rozglądałem się po półeczkach na których stały puste flakoniki, miseczki i koszyczki, po czym zaśmiałem się.

Aria
Ikelos zapewnił mnie, że wszystko w porządku. Dobrze, nie będę go już o to wypytywać, gdyż jest to męczące dla niego. Może tak mi się wydaje, ponieważ jest wykończony przez pracę? Tak, to najbardziej prawdopodobna odpowiedź.
Basior zaprezentował mi swoją pracownię. Niewiele było tu ziół czy innych składników, ale jako tako narzędzia już były przygotowane. Na półkach stały puste flakoniki... no może z jeden albo dwa wypełnione były jakąś substancją. Spojrzałam na szarego wilka.
- Co powiesz na to, abyśmy wspólnie stworzyli jakiś eliksir czy pigułkę? - zaproponowałam. - W razie czego możemy zrobić to u mnie, w zamku. - dodałam.

Ikelos
U niej? W zamku? Ehh, to takie dziwne, że się tam przeniosła. Zawsze myślałem, że jest jedną z tych, które nie patrzą na status i wolą żyć, skromnie. Cóż, pomyliłem się, jednak to jej nie przekreśla. Nadal ją... lubię. Może w zamku ma więcej rzeczy niż ja tutaj, ale uwielbiam swoją pracownię i raczej przy niej pozostanę. Poza tym w zamku jest mój brat, który jest zdolny do wszystkiego. Moja znajomość z Arią mogłaby się skończyć niezbyt dobrze, jeśli tylko ktoś by mu o tym powiedział. A może on tak specjalnie? Wiedział, że się z nią przyjaźnię i dlatego odstawił taką szopkę na zebraniu? Mogłem wtedy nic nie mówić... może by do tego nie doszło.
- Coś nowego? - zapytałem, jednocześnie zastanawiając się nad jej propozycją.
- Chętnie, ale czy nie masz teraz na głowie wesela? Przygotowania muszą być męczące. - oznajmiłem. Nie chciałem tam iść, jednak tak trudno mi odmówić tej istocie. Co gorsze... na weselu zapewne będzie musiał stawić się każdy, bo przecież nasz stary, ukochany władca się żeni. Eh, stary... tak samo jak i ja. Jak to się dzieje, że zło zwycięża? A może właśnie ona, dobro przejęło teraz stery? Chciałbym się z tego cieszyć, jednak nie potrafię. Niech Rose się zmienia, ale bez niej. O czym ja w ogóle myślę!? Stop, to nie odpowiednie.

Aria
Ikelos zapytał się o wesele. Z tego co ustaliłam z Red Rose to on miał się tym zająć. Zamyśliłam się przez chwilę. Czy ja tak na prawdę chciałam być z tym rudym basiorem? Czym on mnie zauroczył? A może po prostu spanikowałam podczas katastrofy i chciałam czyjejś pomocy? Eh... Muszę to wszystko przemyśleć. Mam jeszcze czas.
- Red Rose ma się tym zająć. - odpowiedziałam krótko. - Chodźmy już. Droga nie jest krótka. W między czasie coś wymyślimy. - dodałam.
Podążyłam w stronę wyjścia z wioski. Zza drzew można było dostrzec malutki kawałek zamku. Zapewne wieży. Zauważyłam, iż Ikelos idzie za mną, w ciszy. Postanowiłam ją przerwać i zwolniłam trochę kroku, aby iść z nim ramię w ramię.
- A czy ty... - zaczęłam niepewnie. - Masz kogoś, z kimś chciałbyś spędzić resztę życia? - dokończyłam.

Ikelos
Red ma się zająć weselem? Mam dziwne przeczucie iż to będzie katastrofa, w prawdzie i tak poprosi kogoś innego o pomoc, jednak nie sądzę iż wie cokolwiek o mojej szarej towarzyszce. Czy oni w ogóle rozmawiają o sobie? O tym co lubią, czym się interesują czy chociażby jakie kolory lubią? Może... wieczorami, kiedy każdy już jest u siebie i zamierza zasnąć. Nie wiem, nie chcę wiedzieć. Dajcie mi spokój... myśli, lęki i inne pierdoły. Chcę być szczęśliwy i tyle. A może by tak po prostu wziąć byle jaką i stworzyć rodzinę? Nie, to nie w moim stylu. Najwyżej będę odwiedzał opiekunki i trochę im pomagał ze szczeniętami. Hmm, chłopca nazwałbym Flash, a dziewczynkę Light albo Flame. W sumie to nie jestem pewien. Leporem? Abstrahendo? Amare? Dea? Deadia? Ehh... za dużo...
- Emm... - pytanie wadery nieco mnie zaniepokoiło i wprawiło w zakłopotanie. Co odpowiedzieć? Nie, nie mam, bo moja ukochana wychodzi za mąż? To śmieszne!
- Nie, raczej nie mam. - odpowiedziałem po chwili, unikając kontaktu wzrokowego. Nie chcę o tym rozmawiać.
- Może zrobimy trochę eliksirów miłości... - pokiwałem nerwowo głową i szybko się poprawiłem. - Odmładzających znaczy się. - uśmiechnąłem się, udając, że nic się nie stało i zacząłem tłumaczyć, że to przez zmęczenie i że jedna wadera ostatnio truła mi głowę. W prawdzie ruda była tylko raz, ale czy to ważne?

Aria
Odmładzające? Brzmi nawet ciekawie. Założę się, że mnóstwo wilków będzie chciało go zdobyć. W ciszy potruchtaliśmy w stronę zamku, jednak po jakimś czasie Ikelos zarządził przerwę. Zgodziłam się. Usiedliśmy obok przewalonego drzewa. Widać było, iż jest stare. Obróciłam głowę w stronę basiora.
- Co moglibyśmy dodać do tego eliksiru? - spytałam.
Zaczęłam wytężać mózg i nagle przypomniałam sobie o paru składnikach, które mniej więcej odmładzają. Przy pomocy Artenium i warzyw z łatwością zrobimy miksturę.
- Co powiesz na warzywa? Można ich właściwości wzmocnić za pomocą Artenium. - powiedziałam po krótkiej chwili.

Ikelos
Artenium? W sumie to wadera miała rację, że też na to nie wpadłem! A ja tu się męczyłem ze starym przepisem i roślinami, które ciężko zdobyć. Zero kreatywności Ikelosie, zero.
- To świetny pomysł. Ja znalazłem przepis w bibliotece, jednak ciężko zdobyć Apofissum i Rementhro . - oznajmiłem, uśmiechając się do niej. Aria jest bardzo mądra, więc totalnie nie rozumiem jej decyzji. Ja nie wpadłbym na Artenium, a ona? Tak od razu oznajmiła co i jak... chyba będę musiał się pouczyć, bo niedługo jej nie dorównam i jeszcze stracę pracę.
- Masz wszystkie potrzebne składniki u siebie czy musimy coś nazbierać? - zapytałem, siedząc niedaleko wadery.

Aria
Co prawda to prawda. Apofissum i Rementhro zazwyczaj są ciężko dostępne, a teraz? Po katastrofie zdobycie ich jest prawie niemożliwe! Wydaje mi się jednak, iż jeszcze coś zostało w zamku, tak więc nie musimy się tym zamartwiać. Wiem tylko, że brakuje nam pozostałych składników, czyli warzyw.
- Wszystkie potrzebne nam rośliny - oprócz warzyw - są w mojej pracowni. - odpowiedziałam z lekkim zamyśleniem.
Basior kiwnął głową na znak, iż rozumie. Powoli wstałam i rozejrzałam się. Wyczuwałam zapach paru marchewek. To powinno wystarczyć.
- Gdzieś w pobliżu jest marchew. Myślę, że tylko tego nam brakuje, chodź! - powiedziałam żwawo.
Szybkim krokiem przedzierałam się przez gąszcz, podążając za zapachem, który stawał się coraz silniejszy.

Ikelos
Ruszyłem za waderą, starając się coś wywęszyć. Przecież nie samą marchewką eliksir żyje, prawda? Nie wiem co mogło się jeszcze przydać. Cebula? Pomidor? Ogórek? A czy czasem zielarze czegoś nie hodują? To całkiem pospolite warzywa.
Po chwili doszliśmy na miejsce, gdzie rosły pomarańczowe warzywka. Wadera bez wahania wyrwała kilka, dając mi jednocześnie do zrozumienia, że tyle nam wystarczy.
- Niestety nie wziąłem ze sobą torby. Przepraszam. - oznajmiłem, po czym szybko zapytałem co będzie nam jeszcze potrzebne.
- Myślę, że ogórek będzie idealny. - zaproponowałem.

Aria
Skinęłam głową twierdząco w odpowiedzi, iż on również się przyda. Za pomocą telekinezy unosiłam obok siebie pomarańczowe warzywa. Basior natomiast zaczął węszyć, po czym gestem łapą wskazał na ogórki i również je 'podniósł'.
- No więc już wszystko mamy. Możemy ruszać. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
Ikelos wydawał się ponownie na zmieszanego. Czy ja mu coś zrobiłam? Nie rozumiem nic, ale tak jak sobie obiecałam, nie będę go zadręczać pytaniami. Zaczęliśmy prędko dreptać w stronę zamku. Czeka nas niemały kawał drogi.

Ikelos
No to pozostała nam tylko droga do zamku, do którego było kawałek. Miałem jedynie nadzieję, że wadera nie będzie zadawać mi żadnych pytań, bowiem nie wiem co miałbym jej powiedzieć. A może lepiej jak to zrobię? Co za różnica czy umrę teraz czy później. Boję się, że mnie wyśmieje... To takie śmieszne! Boję się, a do stracenia nie mam nic. Ile jeszcze pożyję? Nie jestem już młody, coraz gorzej się czuję, siwieję... sypię się i w proch się obrócę. Nawet nie zdążę się obejrzeć a będzie po wszystkim, jednak boli mnie to. Przez całe życie żyłem bez miłości, a teraz kiedy ją znalazłem, ona znalazła swoją.
- Kocham Cię Aria. - wyszeptałem, patrząc jak sobie maszeruje przede mną. Czy to mi pomogło? Trochę... a gdybym to głośniej, tak by usłyszała? Nie, nie mogę tego zrobić. A co jeśli ona mnie słyszała i teraz tylko udaje, by nie robić mi nadziei? Prawdopodobne.
Szliśmy spokojnym krokiem do zamku, rozmawiając o roślinach. Opowiedziała mi też o swojej komnacie, pracowni i nowych znajomościach, a ja odwdzięczyłem się tym samym. Mówiłem też wiele o mojej pracy przy budowie, która dobiega końca. Niedługo będę mógł zająć się tylko tym czym lubię, ziołami i magią.
- No to jesteśmy. - powiedziałem po czym ciężko westchnąłem, patrząc na mury zamczyska.
- Prowadź więc. - skierowałem wzrok na szarą i uśmiechnąłem się.

Aria
Wydawało mi się, że Ikelos coś powiedział. Usłyszałam jedynie "cię Aria", lecz nawet nie byłam pewna, czy to po prostu wiatr, czy on. A może coś innego rzekł? Lepiej nie będę o tym mówić, bo jeszcze na wariatkę wyjdę! Jakiś czas później dotarliśmy do zamku. Szary basior nalegał, abym to ja poprowadziła. Skinęłam głową twierdząco i ruszyłam przed siebie. Moja pracownia znajdowała się na parterze, na końcu korytarza. Minęło parę minut i już w niej byliśmy. Odłożyłam warzywa i spojrzałam na wilka.
- To co? Zabieramy się za pracę. - powiedziałam radosnym tonem głosu.
- Musimy jednak rozdzielić zajęcia, aby poszło to szybciej i zgrabniej. Na początku ja mogę zrobić wywar z warzyw, a ty z pozostałych składników. Później je ze sobą połączymy i zobaczymy, czy faktycznie działa, ok? - wytłumaczyłam szybko.

Ikelos
Kiwnąłem głową na znak iż rozumiem i zgadzam się z nią. Im szybciej się za to zabierzemy, tym szybciej stąd wyjdę. Wiadomo, kręci się tu dużo strażników i na pewno gdzieś też jest Red Rose. Nie zamierzałem się z nim spotkać a już tym bardziej rozsiewać jakieś plotki. Kto wie co im do łba może wpaść? Wymyślą sobie jakiś romans i brat się wścieknie. Chociaż… to nie ma znaczenia, tak jak moje życie.
Odpędziłem te myśli od siebie, po czym zabrałem się do roboty, nie warto tracić czasu na jakieś pierdoły. Praca jest pracą i trzeba wykonać ją jak najlepiej tylko potrafię.
Kiedy nasze wywary były gotowe, podałem flaszkę waderze, a sam sięgnąłem po kamień testujący. Zielony kolor będzie oznaczał, że eliksir jest zdatny do spożycia i ma jakiś tam efekt, jednak jaki? A no to już będzie trzeba zobaczyć na własnej skórze.
- No dobra, to testujemy? – zapytałem, patrząc na waderę, która zaczęła lekko trząść butelką, by składniki wymieszały się w łagodny sposób.
Po chwili ułożyłem kamień na drewnianym blacie, a moja towarzyszka skropiła go eliksirem. Ku naszemu szczęściu, otrzymaliśmy zielony kolor. Uśmiechnąłem się, po czym zaproponowałem, że go przetestuję, na co ona tylko skinęła głową i wlała mi odpowiednią ilość do miseczki. Wziąłem łyk i poczułem się słabo, jednak zaraz po tym kilka siwych włosów na mych łapach przybrało ciemną barwę.
- No, widocznie działa, jednak i tak jestem za stary. – zaśmiałem się.
- To co? Przelewamy? – zapytałem i sięgnąłem po mniejsze buteleczki, by móc rozdawać innym wilkom, gdyby potrzebowali. Wprawdzie eliksir na pewno ma jakieś skutki uboczne, więc na wszelki wypadek, postaramy się ograniczyć dystrybucję, by nie korzystali z tego za często. 

niedziela, 20 listopada 2016

Gavroche - Zielarstwo z mentorem (1&2)

Wstałem dzisiaj bardzo wcześnie, a od rana towarzyszyła mi jedna myśl: koniec lenistwa, koniec wegetacji w tym beznadziejnym królestwie, czas się naprawdę brać do roboty, zrobić to, po co tu jestem - przywrócić moją siostrę do żywych. Z początku okej, próbowałem sam, grzebałem w tym wszystkim, ale że efekty są znikome i tak naprawdę niczego się nie dowiedziałem, czas poniżyć się i iść nauczyć czegoś od bardziej doświadczonych magów. Westchnąłem ciężko i ruszyłem w stronę Zamku, tam była bowiem biblioteka, w której podobno znajdę jakiś spis stanowisk. Po południu byłem już na miejscu i po chwili szukania, rzeczywiście znalazłem to, czego szukałem. Dowiedziałem się, że mamy w królestwie dwóch magów. Jeden z nich nazywa się Ikelos, drugi to Aria. Ikelos... Czy ja już kiedyś nie słyszałem tego imienia? Podobno można go znaleźć we Wiosce... Myślałem chwilę i nie przypomniałem sobie, skąd go znam, ale i tak zdecydowałem się iść na kursy do właśnie jego. Poza tym, Aria się specjalizuje w medycynie, a martwego nie ma co leczyć. Kolejne trzy godziny drogi, trochę podpytywania wieśniaków o położenie domku naszego maga, i po chwili stanąłem przed jego drzwiami.
- Jest tam kto? - rzuciłem głośno
Usłyszałem jakieś mruknięcie w odpowiedzi, toteż otworzyłem drzwi i wszedłem do środka ze spuszczoną głową. Naprawdę, głupio mi było tak prosić o naukę, a i nie cieszyłem się z perspektywy długiej współpracy z wilkiem. Ujrzałem szarego wilka.
- Ty jesteś Ikelos? Mag? - spytałem
Skinięcie głową w odpowiedzi. Okej.
- Chciałem zapytać, czy przyjmiesz mnie na kurs... - urwałem. Właściwie jaki kurs? Czego ja mam się uczyć, czego użyć do ożywienia siostry. Może zielarstwo? Tak, pewnie jakieś magiczne roślinki pomogą, to przecież podstawa. - Kurs zielarstwa.

Ikelos
Budowla szła całkiem przyzwoicie, więc dzisiaj pozwoliłem sobie na pracę w mojej pracowni. Tak, dostałem pracownię. Jednak no cóż, pusta jest, a zielarze zamiast zajmować się uprawą to pomagają w budowie. Mam jedynie nadzieję, że szybko się wszystko skończy i pomogą mi w kolekcjonowaniu ziół i przedmiotów.
Układałem właśnie fiolki i inne naczynia, które udało mi się zebrać podczas odbudowy. W ruinach było tego całkiem sporo, a niektóre prawie jak nowe. Wystarczyło je trochę wypłukać, czym zajęli się dla mnie magowie wody i proszę, pracownia prawie gotowa. Nagle usłyszałem czyjś głos, a dokładniej pytanie na które odpowiedziałem pozytywnie. Potem okazało się, że to basior, którego już kiedyś widziałem, jednak nie mogłem sobie przypomnieć gdzie. W sumie, to wszyscy są tutaj bardzo podobni, nie ukrywam. Można się pomylić, prawda?
- Na kurs? - zapytałem z niedowierzaniem. Ktoś naprawdę chciałby mnie jako mentora? Nie wiem czy dam radę... a co jeśli kiepski ze mnie nauczyciel?
- Oczywiście, że Cię przyjmę, jednak nie wiem czy podołam temu zleceniu. - uśmiechnąłem się do wilka, po czym rozejrzałem się po pracowni.
- Jak widzisz, ziół tutaj nie mam, więc to dobry początek. Mam oczywiście na myśli naukę, jeśli chcesz to możemy wybrać się w teren i coś uzbierać. - zaproponowałem. Myślę, że to świetna propozycja, bowiem najlepiej uczymy się poprzez pracę. Opowiedziałabym mu coś o podstawowych roślinach i może byśmy znaleźli też jakieś unikaty.

Gavroche
- Nie wiem. Ty tu jesteś tym... Ty jesteś ten bardziej doświadczony, więc powinieneś wiedzieć, co lepiej będzie robić. Ale myślę, że spacer to dobra rzecz. - powiedziałem, starając się unikać z nim kontaktu wzrokowego
Basior westchnął, trochę jakby rozbawiony, po czym w milczeniu skierował się do wyjścia, a ja opuściłem chatę kilka chwil po nim. Włóczyłem się za nim krok w krok przez całą Wioskę. Ciekawiło mnie w sumie, dokąd mnie zabierze i czego dokładniej będzie mnie uczył, nie chciałem jednak aż tak bardzo z nim gadać, więc czekała mnie zapewne niespodzianka. Po drodze zamyśliłem się zupełnie, w większej części o mojej siostrze. Czy on sam jest już na takim etapie, że potrafiłby ją ożywić?
- Ej, Ikalos... Bardzo dobrze znasz się na tej całej magii? - burknąłem cicho, zaprzeczając samemu sobie. Miałem tylko nadzieję, że szary się zbyt mocno nie rozgada.

Ikelos
Wyszliśmy z mojej pracowni, zabierając ze sobą skórzane torby w których znajdował się kawałek mięsa i kilka pustych flakoników. Wrócimy, kiedy zaczną rozdawać nowe racje żywnościowe, więc nie szkoda mi oddać mu to co mam. Postanowiłem zabrać go na Pulchram, bowiem jest tam całkiem ładnie i bujnie. Znajdziemy podstawowe rośliny, które są niemal potrzebne w każdym przedmiocie.
Słysząc głos towarzysza, odwróciłem się by móc na niego spojrzeć. Ikalos? Rozbawiło mnie to trochę, jednak niech mu będzie. W ogóle to jak jemu na imię? Mówił mi to już? Hmm...
- No cóż, znam się na tyle by móc coś stworzyć. Jest w tym trochę ezoteryki, alchemii i zielarstwa, żeby to wszystko rozwinąć na poziom master, no cóż... potrzeba czasu i pojemnej czaszki. - zaśmiałem się.
- A tak w ogóle to jak ci na imię? - zapytałem, nie wiedząc czy nie robię z siebie pana zapominalskiego.

Gavroche
Mówić, nie mówić? Mówić, nie mówić? Najchętniej bym się nie przedstawiał, nie wchodził na te tematy, to całe poznawanie się, zaprzyjaźnianie, bo one naprawdę potrafią wyssać z wilka energię, ale jeszcze szary się na mnie obrazi czy co... Wbiłem więc wzrok w ziemię i z naburmuszoną miną powiedziałem:
- Gavroche. The Hawkwing. Ale pewnie nie znasz, nie jestem w sumie stąd. Ale nie pytaj mnie więcej.
Szary kiwnął głową na znak, że zgody i zrozumienia, ale na szczęśliwego już tak nie wyglądał. Tymczasem ja postanowiłam wcale się nie poddawać i rozwinąć jeszcze rozmowę na temat jego możliwości, bo z poprzedniej wypowiedzi dowiedziałem się tyle, co nic.
- To może... Może... Jaakie umiesz robić eliksiry?
Coraz ciężej było mi dobierać słowa, tak, żeby nie zdradzić swoich intencji... Bo w sumie, po co mu to wiedzieć? I tak bym chyba nie dał rady opowiedzieć mu tego wszystkiego bez wejścia w jakiś stan załamania nerwowego na dłuższą chwilę. No i, nie czuję się przy nim pewnie i niezbyt przyjemnie mi się z nim gada.

Ikelos
Gavroche? Hmm, coś mi się wydaje, że jest mi to imię znajome, albo chociażby ten wilk. Zresztą, nie ważne. Tak naprawdę interesowała mnie przeszłość wilka, zwłaszcza jeśli nie był stąd. Musiał wiele zwiedzić i to zapewne było ciekawe, jednak jeśli nie chce mi o tym opowiadać, to trudno. Zmuszać go przecież nie będę, chociaż byłoby milej, gdyby był nieco bardziej otwarty. Mam wrażenie, że on nie chce ze mną rozmawiać, a jedynie słuchać o eliksirach, wykonywać jakąś praktykę i tyle w temacie. To dziwne, że nie chciałby się zaprzyjaźnić ze swoim nauczycielem, przecież możemy razem pracować, prawda? Coś mi tu nie pasuje...
- Mam ci mówić nazwami czy raczej działaniem? - zaśmiałem się, starając się być zabawny i go jakoś rozerwać, jednak z tego co widziałem... nie wyszło mi to. Eh Ikelos, nie pogrążaj się, dobrze?
- Zmiana wyglądu, charakteru, teleportacja, niewidzialność, wiele eliksirów leczniczych, coś na zmęczenie... - wymieniałem większość pozytywnych działań, które pozwalają na ułatwienie życia. Nie wspominałem nic o eliksirach, które mają działanie... nieodpowiednie, jak np. eliksir miłości. Nie tworzę czegoś co wpływa na innych wbrew ich woli, chociaż wiem jak takie coś wykonać.
Szliśmy dość długo, rozmawiając o zielarstwie i alchemii. Opowiedziałem mu o tym gdzie rośnie aloes, stokrotki, bratki czy inne podstawowe zioła, które często robią jako podkład.
- Nie jesteś może zmęczony? Jakbyśmy szli całą noc, to o południu bylibyśmy na miejscu. Tam można by było coś zjeść i odpocząć. - zapytałem, mając nadzieję, że u niego jest wszystko okey. Wolałbym spać tam niżeli tutaj, chociażby przez to, że po katastrofie to miejsce nie jest idealne... nocą.

Gavroche
Na miejscu? To znaczy gdzie? Gdzie my w ogóle idziemy? I... Gdzie jesteśmy teraz? Tak to spacerowaliśmy na pewno przez jakieś takie nijakie łączki, przez pół dnia na pewno, ale co to za teren i jak daleko jesteśmy od Wioski, a jak od mojego domu w Solitudine? Tak, byłem strasznie zdezorientowany, a to takie dziwne uczucie. Strach przed nieznanym?
- Ale powiedz mi, gdzie tak właściwie idziemy? - w końcu pękłem i wyrzuciłem z siebie to pytanie, które gnębiło mnie od samego rana.
Poczułem w sumie wstyd, że zabrzmiałem dosyć niespokojnie, miałem podniesiony, chyba nieco piskliwy głos. Wyrażał cały mój stres, niepokój. Ale, właśnie, dopiero w tamtej chwili przypomniałem sobie, że szary miał do mnie jakieś pytanie. Tylko co on...? Aha. Czy idziemy dalej, czy śpimy gdzieś tutaj. Niespokojnie rozejrzałem się po okolicy. Ciemno, mało co widać. Nadal nie poznaję terenu. Nadal czuję niepokój. Nie chcę tu spać. Poza tym, nawet jeśli jestem zmęczony i głodny, nie leży to prostu w mojej naturze, żeby to zgłaszać. Żeby przeszkadzać potrzebami takiego nic nie wartego, małego śmiecia jak ja w ważnej rzeczy, takiej jak na przykład nasza, tego wilka podróż. Choćbym miał paść trupem, nie będę przeszkadzał.
- Idźmy. - rzuciłem tylko, zanim jeszcze mag zdążył odpowiedzieć na poprzednie pytanie
Po czym spojrzałem odruchowo w mrok. Czy jestem tutaj bezpieczny? - myślałem.

Ikelos
Wilk postanowił, że odpoczniemy na miejscu, co mnie osobiście ucieszyło. Wyśpimy się i będziemy gotowi do działania, zajmiemy się tylko i wyłącznie tym czym powinniśmy, więc łatwiej będzie mu przyswoić wiedzę. Po drodze opowiadałem mu trochę o Pulchram, mianowicie, że są to największe tereny i w dodatku bardzo żyzne. Możemy spotkać tam prawie każdy gatunek rośliny, bowiem energia tego miejsca jest naprawdę bardzo silna. Wiele młodych wilków tutaj odkrywa swoje moce, bo no cóż... jest to całkiem proste, kiedy otacza się taka moc. Powiedziałem też o cudownych leczniczych roślinach, o tym, że niektóre gatunki świecą, więc będzie wiedział kiedy się zbliżymy do tych ziem. Dodałem też oczywiście o tym, że nocą bywa w Arcanterze dość niebezpiecznie, jednak na Pulchram gatunki zwierząt to prawdziwe unikaty, które warto zobaczyć. Wiadomo, że jeśli energia miejsca jest silna to i zwierzęta nie będą groźne. Ten teren zawsze jej pełen, nie to co chociażby Anguntur, tam nocą energia słabnie to też tłumaczy te straszne odgłosy.
Gavroche wyglądał jednak na przestraszonego, mimo iż wspomniałem o tym, że raczej tutaj nam nic nie grozi. Pomijając oczywiście duchy, które nocą mogą się szwendać tu i tam, ale to naprawdę rzadkość. Na słowo "duch", basior nadstawił uszu, jakby był zainteresowany tym tematem. Hmm, może on chce zostać szamanem? W sumie mnie poprosił o zielarstwo, ale stanowisk jest wiele do których to może się przydać.
Na tereny doszliśmy przed wschodem słońca, więc zdążyliśmy jeszcze zauważyć kilka roślin, które świecą. Powiedziałem mu, że takie rośliny są używane najczęściej do eliksirów, które mają nietypowe działania i dodają nieco super mocy. Wspomniałem też, że istnieje legenda o kwiecie, który mieni się na złoto, a wokół niego tańczą ogniste iskierki. Sam kwiat chroniony jest przez feniksa, bowiem ten ptak go stworzył, a wiadomo... z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Jednak to tylko legenda, a sama nieśmiertelność jest niemożliwa lub też nieosiągalna dla nas.

Gavroche
Nadal nie powiedział, gdzie idziemy. Nadal nie wiedziałem, co ja mam tam tak właściwie robić, żeby zdać ten głupi kurs. Co za beznadziejny basior, pomyślałem. Potem znaleźliśmy się nad jakimś jeziorem. Nie wiem, nie znałem tego terenu. Ale to miłe uczucie, kiedy już wie się tyle o roślinach. Tak... jeszcze trochę się poduczę i może będę umiał zrobić jakiś fajny eliksir. Potem basior powiedział o jakimś kwiatku. O nieśmiertelności. O, Arcanie, moje serce zabiło tak szybko! To mogło być przecież to, czego szukałem. Rzuciłem się do basiora.
- Gdzie jest ten kwiat?! Gdzie on rośnie!? Słuchaj, musisz mi powiedzieć, ja naprawdę muszę po niego iść, gdzie jest?!
A, że trudno znaleźć, to mnie nie zraziło. Mam tyle cholernej determinacji, że mógłbym nawet przeszukać każdy centymetr kwadratowy Arcanterry, nie ważne, ile by to zajęło!

Ikelos
Spojrzałem na basiora nieco zaskoczony. Czy on mnie w ogóle słuchał? Wyglądało na to, że nie za bardzo. Mówiłem mu tyle na temat Pulchram, na temat tego, że to jest kwiat feniksa, a on co? Pyta mnie gdzie on rośnie? Czy ja czasem nie wspomniałem, że to tylko legenda? Bajeczka dla szczeniąt.
- Przykro mi mój drogi, ten kwiat nie istnieje. - odpowiedziałem, a ten zamilkł, tak jakby o czymś myślał. Jednak zastanowiło mnie też to, na co mu ten kwiat? Wyglądało na to, że bardzo mu na nim zależy. A może ktoś mu zmarł? Jednak przecież to wcale nie ma sensu, nie da się ot tak ożywić duszy, mogła ona już dawno znaleźć inne ciało.
- Nie wiem po co ci ta roślina, ale powinieneś wiedzieć, że nie da się przywrócić duszy. Ona odchodzi i znajduje nowe ciało, a Arcanus jej w tym pomaga. - powiedziałem, patrząc na niego z żalem. Smutno mi było, że dorosły wilk wierzy w bajki. Jednak jako podróżnik, chyba ma prawo? Ale wspomniałem, że to legenda...
- Chodźmy lepiej spać. Jutro twój wielki dzień. - zaproponowałem.

Gavroche
Właściwie, siwy basior tak bardzo mnie już zdenerwował, że z wielką chęcią oddaliłem się od niego pod jakieś drzewko, pod pretekstem właśnie tej drzemki. Schowałem łeb w łapy i zastanawiałem się nad tym wszystkim, powarkując cicho. Legenda, tak? Wcale nie brzmi jak legenda. Przecież mag sam mówił, że umie robić na przykład takie coś do teleportacji, do zmiany charakteru, mają tyle dziwacznych kwiatów, różowy kwiatek miłości z sercami zamiast płatków, sam mi o tym opowiadał, czy przy tym ożywienie zmarłego brzmi mniej prawdopodobnie? Tak, jeśli on sam jeszcze nie umie, to niech nie mówi, że się nie da! Miałem ochotę krzyczeć, poczułem gorąco na twarzy. Sam znajdę ten cholerny kwiat, czegoś się tam dowiem... Dobrze, że ten głupi kurs kończy się jutro z rana, więcej z tym basiorem już bym nie wytrzymał! Dużo czasu minęło, zanim wreszcie udało mi się zasnąć.

Ikelos
Wstałem rano wypoczęty jak nigdy i gotów do współpracy. Mam nadzieję, że wilk zapamiętał chociaż podstawowe nazwy roślin i zda kurs śpiewająco. Rozejrzałem się i zauważyłem iż basior już nie śpi, stał sobie i patrzył przed siebie. Podszedłem i przywitałem się, po czym zaprosiłem go na spacer.
Najpierw natknęliśmy się na stokrotkę, którą rozpoznał bez trudu. Jakąś miętę, truskawki i wiele innych roślin, które czasem nawet szczenięta znają. W końcu napotkaliśmy Czerwonego Grzyba, a następnie Niebieskie Grzyby Nadrzewne, które o dziwo nie mają jeszcze jakiegoś specjalnego zastosowania. W sumie to wcale ich nie używam, ale może kiedyś uda nam się odkryć przepis do którego moglibyśmy je dodać.
Miałem już kończyć kurs i wręczyć mu złoty kamyk, na znak iż zdał, aż tu nagle przy ścieżce spotkaliśmy roślinę podobną do róży, jednak bez kolców. Jej liście były gładziutkie, a sama łodyga miała kolor pomarańczowy. Kwiat był niebiesko-żółty, jeden płatek w kolorze nieba, a drugi płatek całkowicie słoneczny, nie były one w typie gradientu. To będzie jest próba ostateczna.
- Dobrze, oto ostatni test. Podaj mi nazwę tej rośliny, zastosowanie, informacje zielarskie oraz występowanie, a kamień jest twój. – uśmiechnąłem się do niego oczekując odpowiedzi.

Gavroche
O cholera. On mi o nim opowiadał? Coś mi się chyba kojarzy, ale nie byłem pewny niczego, wszystko mi się myliło, może to przez stres? Zacząłem szybciej oddychać. Może coś mi się przypomni, na resztę mogę wpaść, domyślić się... Trzeba spróbować. Po pierwsze, kwiatek ma żywe, piękne kolory, więc raczej nie służy do trucia nikogo i w cieniu nie wytrzyma...
- O-on ma działanie uspokajające i wyciszające. Jak się go dobrze przygotuje, to może przeciwdziałać w jakimś stopniu truciznom. Jego się nie suszy. Jak się go zje w dużych ilościach to dodaje energii, tych... sił życiowych, zwiększa wytrzymałość i szybkość, ale tylko na chwilę. Może ukoić na chwilę ból, zmniejszyć krwawienie z ran, ale nie leczy raczej.... Co tam dalej... Rośnie tylko w ciepłych miejscach, w Lesie jest często, trochę nad Luminosum, za dwoma plażami, ale nie na Terribilis. - mówiąc coraz bardziej ściszałem głos
Ikelos kiwnął trochę głową na znak, że okej, że liczy się i wystarczy, a ja w duchu dziękowałem losowi, że przymknął oko, albo w ogóle nie ogarnął, że o nazwie nic nie wiedziałem. Wręczył mi jakiś kamień na znak, że zdałem. Uh... Nie miałem pewności, czy ten kurs mi w czymkolwiek pomoże, ale skoro znam właściwości niektórych roślin, to może coś tam pomieszam... Jak na przykład ten kwiatek odżywczy, tak? Kilka takich skleję w jakąś mieszankę i... coś może z tego wyjść. Podziękowałem, pożegnałem się bardzo krótko i beznamiętnie, po czym wróciłem do domu, po drodze rozmyślając długo nad tym wszystkim.
Nowsze Starsze Home