Ale co to wszystko ma wspólnego z tym, że chodzę po lesie? A no właśnie, kapłanka sobie wymyśliła, że muszę znaleźć jakiś kwiatek miłości i że to będzie proste. Z tego co wiem to jest różowy, świeci a jego listki mają kształt serduszek. To chyba nie trudne, prawda? Nagle potknąłem się o gałąź, a raczej ich stos.
- Co do diabła? - warknąłem pod nosem, po czym zauważyłem czarną waderkę, która niosła kolejne badyle. Była tak zajęta zbieraniem drewna, że mnie nie zauważyła.
- Na co ci te patyki?! - krzyknąłem z daleka, patrząc jak rzuca wszystko na ziemię.
Sarissa
Skuliłam się od razu, kładąc uszy po sobie i żałośnie wzdychając.Czy ja naprawdę musiałam każdemu przeszkadzać? Przecież naprawdę nie chciałam zrobić nic złego. Nikomu wadzić. Nie miałam zamiaru także nikogo krzywdzić, niczego ukraść. Chciałam tylko spokojnie znaleźć skrawek miejsca, w którym mogłabym się zatrzymać. Może spotkać kogoś przyjaznego, kto nie warczałby na mnie, nie rzucał we mnie kamieniami i nie próbował mnie żywcem pogrzebać, ale NIE! Widać bogowie mieli inny, "lepszy" plan i znów znalazł się ktoś, kto był na mnie wściekły, a nie miałam pojęcia dlaczego.
Miejsce, w którym miał powstać mój nowy, stabilny tym razem szałas, nie było uczęszczane. Wyczułabym przecież obce zapachy. Nie było tu przecież nawet ścieżki! W końcu ten przesmyk między drzewami ciężko było nazwać ścieżką, szczególnie, że naprawdę nie było tu zapachów wskazujących na to, że ktoś tędy chadza.
- Ja bardzo przepraszam. Ja nie chciałam nikomu przeszkadzać, zaraz to posprzątam i sobie pójdę, albo od razu sobie pójdę, tylko nie rób mi krzywdy, dobrze? - ostatnie słowo niemal wyjęczałam piskliwie leżąc już brzuchem na ziemi, całkowicie zrezygnowana. Czekałam tylko na coś, co sprawi, że znów będę musiała uciekać gdzie pieprz rośnie. Brawa Sarissa, brawa! Chciałaś nowego, ekscytującego życia, to masz! Łap je! Należy ci się! W końcu kto by tam słuchał ojca i reszty rodziny? Po co to komu? Lepiej robić po swojemu i liczyć na to, ze będzie wszystko cacy! Mała podpowiedź: Nie będzie...
Red Rose
Spojrzałem na nią ze zdziwieniem, bowiem ona zaczęła mnie przepraszać. Oh, jakie to słodkie tak samo jak i ta czarna królewna. Podszedłem bliżej, powodując iż była jeszcze bardziej przerażona, jednak nie chciałem jej nic zrobić. - Nie skrzywdzę cię. - oznajmiłem spokojnym tonem głosu, uśmiechając się przyjaźnie.
- Powiedz mi tylko dlaczego zbierasz te patyki? - zapytałem, wskazując na jej poczynania. Serio? Wolałaby mieszkać w lesie niż w zamku? To nie do pomyślenia by taka urocza, młoda istotka męczyła się tutaj. U mnie będzie jej lepiej, ciepło i bezpiecznie.
Sarissa
Zamrugałam, spoglądając na stojącego nade mną basiora. Wstałam także powoli i cofnęłam się mimowolnie, bo on był po prostu ciut za blisko. Do tego tak się uśmiechał... Miło, uroczo? Pewnie tak. Z resztą był pierwszą osobą, którą tu spotkałam, a która nie chciała mnie jednak żywcem pożreć. Byłam z tego faktu naprawdę szczęśliwa i momentalnie zrobiło mi się lżej na sercu. Tylko ten uśmiech, przez który czułam się skrępowana i to jak się do mnie zbliżył. Zdecydowanie nie można było odmówić mu gracji i swego rodzaju majestatu.Zamrugałam znowu, bo przecież on zadał mi pytanie.
- Ja... chciałam zbudować sobie szałas - oznajmiłam, a wilk spojrzał na mnie pytająco.
- Bo ja... ja jestem tu od niedawna i... nie bardzo kogokolwiek znam - zaczęłam się motać, nie wiedząc jak mam wytłumaczyć to, że najzwyczajniej w świecie boje się podejść do innych wilków od tak.
Red Rose
Spojrzałem na nią z uśmiechem, bowiem była bardzo słodka. Taka zamotana, niewinna i bojaźliwa. Czy to nie jest wadera doskonała? Mógłbym nią rządzić na wszelkie możliwe sposoby, a ona byłaby mi oddana i całkowicie uległa. Bardzo mnie te myśli zachęcały do poznania jej nieco bliżej i malutkiego flirtu. - Wiesz moja droga, zdecydowanie lepiej byłoby ci u mnie. - oznajmiłem, okrążając ją.
- Jestem cesarzem, a te tereny należą do mnie, tak samo jak twój szałas i kto wie, może ty wkrótce też będziesz moja. - przystanąłem na chwilę, wymawiając ostatnie cztery słowa i patrząc w te śliczne słoneczne oczy.
- Zapewniłbym ci bezpieczeństwo, o posiłki też byś nie musiała się martwić a komnata byłaby całkowicie do twojej dyspozycji, może nawet na najwyższym, szlacheckim piętrze. - znowu zacząłem krążyć i mówiłem dalej, opowiadając jej jak to byłoby wspaniale, gdyby zechciała zamieszkać w zamku, zamiast gnieździć się tutaj. Zwłaszcza teraz kiedy mamy deszczową porę.
- A tak w ogóle, to jestem Red Rose, a ty moja miła? - wypowiedziałem swoje imię, patrząc się przed siebie, by następnie odwrócić łeb w jej kierunku i zapytać.
Sarissa
Cesarzem? Komnaty, szlacheckie piętra?byłam skołowana i nie miałam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Oczywiście miałam podstawowe pojęcie o tym, na jakich terenach jestem i, że istnieje tu coś takiego jak szlachecki, panujący ród. Wiedziałam, że gdzieś tu jest zamek. Opowiadał mi o tym chociażby mój ojciec, który ponoć kiedyś tu był. Nigdy jednak nie sądziłam, że poznam władce i nie miałam nawet pojęcia co mam robić. Pokłonić się? Czy to nie za późno? Nie wydawało się co prawda, żeby basior był rozgniewany faktem, że go nie rozpoznałam, nie okazałam dość szacunku, czy jaką jeszcze gafę mogłam popełnić przez swój brak wiedzy. Mimo to zaczęłam się niepokoić.
Zastanawiał mnie tez fakt tego, że miałabym niedługo należeć do niego. Ale w jaki sposób niby?
- Jestem Sarissa... - przedstawiłam się cicho. - Sarissa Złoty Cyprys - dodałam, zupełnie jakby moje rodowe nazwisko mogło coś mu mówić.
Spojrzałam na basiora, na którego pysku widniał pełen zadowolenia grymas.
- Co do propozycji to... ja nie sądzę, żebym nadawała się do mieszkania w zamku... To znaczy, dziękuję za propozycję, to bardzo miłe, tylko wolę otwarte przestrzenie - chwilę biłam się z myślami, nie wiedząc czy mogę sobie pozwolić na proszenie go o cokolwiek, ale postanowiłam zaryzykować. Może akurat wreszcie uśmiechnęło się do mnie szczęście? - Ja... chciałabym zapytać czy w wiosce byłoby jakieś wolne miejsce? Nieduże, nie potrzebuję wiele, blisko lasu... Tak, żebym mogła się tam zatrzymać i dalej badać rośliny, albo może byłby tam ktoś, kto czegoś by mnie nauczył...
Sarissa
Spojrzałem na nią i wysłuchałem, jednocześnie zapatrując się w te cudowne oczy. Jaka ona jest słodka. Idealnie pasowałaby mi do mojej komnaty, kolekcjonuję bursztyny, a te jej to chyba najcudowniejsze jakie widziałem. Oh… Jednak jest tu mały problem, bowiem ona nie zamierzała się wprowadzić do zamku. Jak to? Jak ona w ogóle śmie tak mówić! Nie nadaje się do wioski i to jest pewne, spójrzmy chociaż na jej cudowne łapki. Gdzie z czymś takim do błota! Proszę was! - A czy jesteś pewna, że jakiś marny domek ci wystarczy? – zapytałem, po czym spojrzałem lekko w górę, udając iż się zastanawiam.
- Myślę, że bursztynom najlepiej w bursztynowej komnacie. – dodałem, a kończąc swoją wypowiedź spojrzałem na nią ponownie.
- Tak się składa, że znam taką wilczycę i jest ona najlepszym magiem w naszym królestwie. Tylko… - spojrzałem na ziemię, uśmiechając się i ukradkiem zerkając na waderę. - … mieszka ona w zamku.
Red Rose
- W zamku... - powtórzyłam cicho, chwilę się zastanawiając. - I ona, ta wilczyca, która zajmuje się magią, mogłaby mnie nauczyć więcej o roślinach? - dopytałam jeszcze, jakaś niepewna zaistniałej sytuacji. Byłam wdzięczna za pomoc, uprzejmość. Co do tego nie było wątpliwości. W końcu była to pierwsza uprzejma wobec mnie osoba. Nie tylko mnie nie skrzywdził, ale proponował pomoc, miejsce, w którym mogłabym się zatrzymać. Mimo to zastanawiałam się dlaczego on tak bardzo chce, żebym zamieszkała w zamku. Dlaczego mówił tyle dziwnych rzeczy? Dlaczego go interesowałam? Bo przecież czułam to zainteresowanie. Była to dla mnie nowość. Nigdy nikt się mną nie interesował. W swoim klanie byłam po prostu jednym z wielu podlotków. Ot, młodziutka wilczyca, nic godnego uwagi. Do tego opinia mojej bujającej w obłokach mamy też zaważyła po części na tym, jak mnie postrzegano.
Red Rose skinął w odpowiedzi. Wciąż mi się przy tym przypatrywał.
- Jeżeli mogłabym się czegoś tam nauczyć to... Chyba mogłabym zamieszkać w zamku jeżeli naprawdę mi na to pozwolisz. Tylko... - zwiesiłam głos, nie wiedząc jak ubrać w słowa spory natłok myśli, który wciąż błądził w mojej głowie. - Czy ja na pewno nie będę tam przeszkadzać? Nigdy nie mieszkałam w zamku... Wstyd się przyznać, ale nie wiem jak miałabym się tam zachować, jak się odwdzięczyć za gościnę... Ja mogę pracować. Znam się nieco na roślinach: ziołach, kwiatach, grzybach. Nie dużo... Na tyle, żeby je znaleźć, rozpoznać. Czy to wystarczy?
Red Rose
Coraz bardziej podobało mi się zachowanie wadery w stosunku do mnie. Taka słodka i nieśmiała, nie to co Aria. Tamta to miała swój charakterek i swoje uwagi, bo to, bo tamto. Ile tego można słuchać? W sumie, gdyby tak czarna zechciałaby zostać cesarzową to nie miałbym problemu z wyborem. Jednak wiadomo, młode to i pewnie młodego będzie chciała. - Jeśli ładnie ją poprosisz to powinna się zgodzić. – odpowiedziałem na jej pytanie, po czym słuchałem dalej. Osiągnąłem cel i sprowadzę sobie te bursztyny do zamku, mam jedynie nadzieję, że się nie rozmyśli i nie zechce przeprowadzić do tego chlewu, jakim jest wioska. Taki widok na korytarzach, uhu, będzie mi codziennie gorąco.
- Oczywiście, że nie będziesz przeszkadzać, a jak ktoś ci dokuczy to masz mnie. Ja już ich nauczę szacunku do takiej wadery jak ty. – odparłem z aroganckim uśmieszkiem.
- Rośliny, powiadasz? A bo mam taką misję, muszę znaleźć jakiś tam kwiatek, miłości? Czy jak tam było. Może zechciałabyś go dla mnie odnaleźć? – zapytałem, chociaż w sumie to ten kwiat nie będzie potrzebny do czasu, aż ta urocza istota się we mnie nie zakocha.
Sarissa
- Tak, mogę pomóc ci znaleźć kwiat miłości - stwierdziłam podekscytowana. Powodem mojej ekscytacji było to, że mama kiedyś opowiadała mi o tym, jak mój tata odnalazł dla niej taki kwiat. Pamiętałam dobrze jak bardzo była szczęśliwa, kiedy mi to opowiadała. Wracała do wspomnień pełnych romantycznych uniesień, wspólnych planów i miłości. Pamiętała dokładnie każdy szczegół tamtego zdarzenia. Dokładny dzień, porę dnia, pogodę. Mówiła, że był to pierwszy ze słonecznych dni, po długich ulewach. Podobno czuła, że niebo rozjaśniło się właśnie dla niej, dla tamtej chwili. To tylko odzwierciedlało jej szczęście. Wtedy sama chciałam, żeby i mnie kiedyś spotkało coś takiego. Taka miłość, prawdziwa, szczera i jedyna pod słońcem. Ktoś przyniósłby taki kwiat mi, obiecując mi tym oddanie do końca naszych dni.
- Najlepiej będzie szukać ich podczas zachodu słońca. Wtedy najmocniej błyszczą. Można je też wywęszyć. Bardzo słodziutko pachną i są prześliczne. - wyszczebiotałam radośnie paląc się już do szukania. Ruszyłam lekko, prosząc by szedł za mną. Zaciągnęłam się przy tym aromatem lasu, starając się wyczuć delikatną choć nić słodyczy, która pozwoliłaby obrać mi odpowiedni kierunek. - Twoja narzeczona musi się bardzo cieszyć, że poszukujesz dla niej takiego kwiatu.
Przystanęłam i znów zaczęłam węszyć, wytężając przy tym wzrok i szukając choć śladu luminescencji w zaroślach. Było tutaj wyjątkowo mokro. Nic z resztą dziwnego skoro ostatnio padało jak z cebra. Tak czy owak były to idealne warunki do wzrostu poszukiwanej rośliny.
- Tędy - ucieszyłam się wyczuwając charakterystyczną woń i ciesząc się tym, że komuś się przydałam i to w tak ważnym zadaniu jak okazanie komuś miłości.
Red Rose
Wadera bez żadnych oporów zgodziła się mi pomóc w poszukiwaniach. W dodatku nieco się rozluźniła, radosna i pełna zapału. Bardzo dużo wiedziała na temat tego kwiatu i całe szczęście, że akurat tu była. Odwali za mnie całą robotę i będzie po sprawie. Aria się ucieszy, chociaż w sumie… może mi się uda poderwać czarną? Jak nie to wrócę do szarej jakby nigdy nic, bo przecież skąd miałaby wiedzieć co ja robię, tak? Kazała się zająć weselem, to niech teraz ma za swoje. Niespodzianek się księżniczce zachciało. - Narzeczona o tym jeszcze nie wie, w sumie nawet nie wie, że jest narzeczoną. – odparłem, starając się jakoś zwrócić jej uwagę i dać do myślenia, jednak wadera bardziej była przejęta kwiatem niżeli flirtami. Wywróciłem oczy i westchnąłem, kiedy ta węszyła, a następnie zrobiłem dokładnie to, co powiedziała. Poszedłem za nią i co? Znalazła. Hmm, może teraz by się skusiła?
- Piękny kwiat, dla pięknej wadery. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? – zapytałem, zrywając kwiat i delikatnie, za pomocą telekinezy przesuwając go w jej stronę. Byłem tak romantyczny, jaki być potrafię.
- Czy może mam z nim poczekać? – uśmiechnąłem się zalotnie, po czym zerknąłem na kwiat i wróciłem wzrokiem na moją czarną piękność.
Sarissa
- Co? - wydusiłam cichutko. Nie miałam pojęcia jak mam się zachować. Jak to, miłość od pierwszego wejrzenia? I... on uważał mnie za piękną? Ale...
Wzięłam głęboki wdech gorączkowo myśląc. Przecież on przyszedł do lasu w jakimś celu, prawda? Po ten kwiat, tak? Był dla jego narzeczonej, przecież taki daje się właśnie narzeczonej. Komuś bliskiemu, ukochanemu. Niemożliwym było, żeby ten kwiat miał być dla mnie. Przecież Red Rose nawet nie wiedział, że mnie spotka. Poza tym był cesarzem, prawda? Gdzie tam komuś takiemu jak ja do niego?
Serce zabiło mi mocniej. Co najdziwniejsze, ze strachu. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Nigdy nikt mnie nie adorował, a raczej nigdy nie tak otwarcie. Niby kiedyś mama mówiła mi, że komuś się podobam, ale nie wiem czy była to prawda, czy zwyczajnie widziała, co chciała widzieć. Może wydawało jej się, bo chciała, żebym była szczęśliwa. Chciała sprawić mi radość, przyjemność. Tak w końcu reagowały wilczyce, były szczęśliwe, kiedy ktoś zwracał na nie uwagę, uważał je za piękne.
- Ja... Ja nie wiem co powiedzieć... Dziękuję, ale... Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. My się nawet nie znamy. Przepraszam... - zwiesiłam łeb, bo naprawdę nie chciałam go urazić w żaden sposób. Po prostu chyba naprawdę musiałabym go nieco lepiej poznać.
Red Rose
Masakra, po prostu masakra. To słowo idealnie określa zachowanie wader w naszych czasach, bo to miłość, bo muszę cię poznać, a bo ja nie wiem, bo musi być romantycznie, bo ja inaczej sobie to wyobrażałam... bla bla bla. Naprawdę, żenujące, aż mi łeb opada i nie tylko on od tego wszystkiego. Ehh, trudno. Nie będę tracił czasu na nią, jak w zamku mam już gotową cesarzową. Problem rozwiązany. - Potrzebujesz czasu by zrozumieć, że tak chciał Arcanus, tak chciała energia. Dobrze, rozumiem. Kwiat zachowam, jednak wiedz, że nadal czeka on na ciebie. - oznajmiłem, najpierw lekko smutnym tonem, potem już filuternie i nie sądzę by ona się czegokolwiek domyśliła. W końcu tyle lat wprawy, nie? Nie raz się kłamało i nie raz się uwodziło, a waderki lubią takie słówka. W zamku dam kwiatek Arii, będzie wesele i mamy cesarzową, tadam! Proste.
- Chodźmy do zamku, przydzielę ci jakąś ładną komnatę i przy okazji opowiesz mi trochę o sobie. - uśmiechnąłem się i powolnym krokiem udałem się w stronę kamiennej budowli. Postaram się jeszcze zrobić dobre wrażenie, opowiedzieć jej coś o mojej pracy i od czasu do czasu wtrącić coś miłego.
Sarissa
Ruszyliśmy w stronę zamku.Byłam naprawdę zadowolona z tego, że nie ziściły się moje obawy i Red Rose nie był zły z powodu mojej, bądź, co bądź, odmowy. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby to jakoś go uraziło. Miło było słyszeć, że basior zachowa kwiat dla mnie. Może gdybym go lepiej poznała... Tylko czy to w ogóle by się udało? Nie miałam pojęcia.
Wilk chciał, żebym opowiedziała mu coś o sobie. Zaczęłam więc snuć swoją opowieść. Opowiedziałam mu skąd jestem, o tym, że mój tata był kiedyś tutaj, w tym królestwie. Niby nie długo, ale zapamiętał to miejsce dobrze jako jedno z bardziej znaczących w czasie jego samotnych wędrówek. Opowiedziałam jak mnie uczył, tłumaczył nieco na temat moich zdolności posługiwania się magią ziemi. Nie, żebym wiele umiała, bo sama zdecydowanie nie kontrolowałam swoich mocy, a tata powtarzał, że to przyjdzie z czasem. Wierzyłam mu. Tak samo jak swojej babci, która opowiadała mi o roślinach.
W końcu dotarłam do chwili, w której wyznałam, że zawsze chciałam zobaczyć coś poza tym, czego doświadczyć mogłam w klanie. dlatego odeszłam, zawędrowałam tutaj i zatrzymałam się w Lesie. Wspomniałam tez mimowolnie, że jakiś wilk strasznie się na mnie zdenerwował, że uciekłam.
- Kiedy pierwszy raz cie ujrzałam, myślałam, że ty też będziesz na mnie tak zły, jak tamten. - uśmiechnęłam się słabo. - A ty? Jako cesarz masz chyba sporo pracy? Obowiązków? Jak to jest? Czy ktoś ci pomaga? - wypytywałam i wypytywałabym dalej, ujawniając swoja ciekawość i najpewniej nie dając mu dojść ostatecznie do słowa, gdyby nie to, że uniosłam wzrok i zorientowałam się jak blisko podeszliśmy zamku.
Budowla była ogromna i wydawała mi się czymś najwspanialszym na świecie. Pierwszy raz widziałam z bliska tak majestatyczną budowlę i nie mogłam wyjść z podziwu, że ktokolwiek mógł wznieść coś takiego. Wcześniej nie mogłam się zdobyć na odwagę, żeby podejść tak blisko. Nawet wioska mnie przerażała, a co dopiero to miejsce.
- Jak tu pięknie - wyszeptałam mimowolnie.
Red Rose
Jej ojciec tu był? Biorąc pod uwagę jej wiek, a mój to sam mógłbym zostać jej ojcem, więc w sumie... a co jeśli to jakiś mój znajomy? Na pewno nie ma możliwości by jej tatuś znał się z wcześniejszym władcą. Nie, to nie możliwe... chyba, że regularnie brał eliksir odmładzający. Mniejsza, co mnie to interesuje. Wadera zaczęła zadawać wiele pytań, po czym dostrzegła iż jesteśmy już na miejscu. Słodko wyglądała, taka zaciekawiona wszystkim, taka podekscytowana.
- A więc pozwól, że zaprowadzę cię do twojej nowej komnaty. - oznajmiłem i zacząłem iść przodem. Oczywiście by moje dobre pierwsze wrażenie nadal było dobre, zacząłem odpowiadać na jej pytania. Mianowicie iż tak, mam trochę obowiązków, sprawdzam dane w kamieniach, kto przybył nowy do mej krainy, rozdzielam stanowiska, wysyłam zamówienia do robotników, przyjmuję raporty od generała i wiele innych. Wiadomo, sam mieszkam w zamku i chcę by tu wszystko było idealnie, więc muszę mieć szczegółowe informacje na temat komnat i ich wyposażenia. Dla niej akurat miałem nówkę, wczoraj rzemieślnicy przynieśli drewniane posłanie ze skórą niedźwiedzia.
- Otworzyć drzwi proszę. - oznajmiłem, stojąc przed drzwiami komnaty na drugim piętrze. Wadera powinna być bardzo zadowolona widząc złote zdobienia.
- Zapraszam moją królową. - ukłoniłem się lekko i wskazałem, by poszła przodem.
Sarissa
- Ojej.. - wymsknęło mi się.To co ujrzałam całkowicie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Komnata była ogromna! A przynajmniej tak to wyglądało według moich standardów. Czułam się taka malutka naprzeciwko sporego, pięknie zdobionego delikatnym witrażem okna w złoconej ramie. Stąpanie po puchatym, ciepłym dywanie sprawiało, że czułam się nieswojo. Wielkie łoże wyściełane niedźwiedzim futrem w czekoladowej barwie zdawało mi się zdecydowanie za wielkie jak na mnie jedną, a pięknie wykonane meble ze złotymi zdobieniami, wprawiały mnie w zachwyt.
- Ja... ja naprawdę mogę tu zamieszkać? To chyba za dużo... - wyszeptałam.
Nigdy nie sądziłam , że znajdę się w takim miejscu. Zawsze mnie uczono, że żeby coś otrzymać trzeba na to zapracować. Trzeba było polować, żeby jeść, pomagać innym, aby i oni odwdzięczali się tym samym. Pracować na rzecz klanu, aby i mnie traktowano jak członka społeczności. Teraz nie miałam nic. Nic poza podniszczoną torbą, w której skryłam kilka roślin, które mnie interesowały i których właściwości chciałabym odkryć. Musiałam się wiele nauczyć, żeby okazać się choć odrobinę przydatną dla kogokolwiek, bo to co umiałam było... Niczym. Mimo to zostałam zabrana do zamku i dostałam komnatę. Wszystko to wydawało mi się snem, z którego lada chwila miałam się bardzo boleśnie obudzić. Obudzę się w swojej norze, woda będzie mi kapać na nos, tyłek mi odmarznie całkowicie i tak właśnie to będzie wyglądać.
Red Rose
Moje małe słodkości i ta jej mina, wyrażająca zachwyt i to taki naprawdę. Nie sądziłem, że ktoś może się tak cieszyć z komnaty, w prawdzie nie każdy dostaje od razu tą na drugim piętrze, bo wiadomo, że aż tyle miejsc nie ma, ale nie sądzę by ci na dole nie byli szczęśliwi. Nikt się nie skarżył a niektórzy to nawet z własnej woli przeprowadzają się do wioski. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.- Piękna komnata dla pięknej istoty. - oznajmiłem z uśmiechem, jednak wiedziałem, że jej to nie wystarczy. Opowiadała o tym skąd jest i jak to tam u niej wyglądało, więc musiałem dodać coś, by mogła... jakby to powiedzieć, odkupić tą komnatę.
Może Aria będzie chciała zostać jej mentorem, a jak nie, to zmuszę Ikelosa. Moja księżniczka lubi kwiaty, więc się nimi zajmie, zgodnie z jej wolą. Będzie się czuła potrzebna i to jest tutaj najważniejsze. Ktoś ją doceni, otworzy się i skoczy ze mną do łoża.
- Jutro wpadnę i przedstawię ci magów, pogadasz z którymś i zdobędziesz doświadczenie. - uśmiechnąłem się do niej i ukłoniłem, po czym wyszedłem i udałem się do siebie.