Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

wtorek, 12 lipca 2016

Aria - Relacje

Od rana rozmyślałam o balu. Chyba już się nie wywinę z tego... Jednak myślę, że uda mi się wytrzymać z Red Rose. Mimo, iż jest dosyć głupi to można z nim się zaprzyjaźnić. Dzisiaj postanowiłam to zrobić. Nie chcę, żeby mnie zabił czy coś, bo go ignoruję. Dlatego będę starać się odpowiadać na jego zaczepki. Niekoniecznie w taki sam sposób jaki on. Westchnęłam i zjadłam pozostałości z wczorajszego zająca. Wyszłam z mojego skalnego domku i pokierowałam się w stronę zamku. Do majestatycznej budowli dotarłam w 20 minut. Przekroczyłam próg ogromnych drzwi. Następnie udałam się do komnaty cesarza. Jeżeli mamy iść razem na bal to chyba musimy bardziej się poznać, prawda? Kroczyłam przez gigantyczną konstrukcję i podziwiałam obrazy powieszone na granitowych ścianach. Przedstawiały one głównie dawnych władców i czasami portrety ich rodzin. W końcu stanęłam przed dużymi drzwiami. Wyróżniały się ze wszystkich innych. Śmiało zapukałam łapą, a echo pukania odbiło się po całym zamku. Teraz tylko oczekiwałam pozwolenia na wejście do jego komnaty.

Red Rose
Postanowiłem, że dzisiaj spędzę dzień poza zamkiem. W tym celu wybrałem Caeruleo, ponieważ jest to ciepłe miejsce, słoneczne a wiadomo, że magowie ognia uwielbiają taki klimat. Zabrałem se sobą swoich dwóch strażników, pozostawiając innych w zamku. Ktoś musi mi pilnować komnaty, prawda? Ponadto, jakby jakiś poddany miał do mnie interes, to zostałby powiadomiony o tym, że mnie nie ma.
Będąc na miejscu zacząłem od zabawy z ogniem. Puszczałem ogniki w stronę wody, robiłem ogniste bicze oraz tornada. Uwielbiałem tańczyć z ogniem i dobrze, że mnie nikt nie widzi, pomijając straż. Oni i tak nie mieli prawa głosu, więc zachowywali swoje myśli dla siebie. Gdybym tylko zobaczył jakiś uśmiech i drwinę na ich pyskach, zabiłbym. Kiedy skończyłem zabawę, położyłem się i zamknąłem oczy a cieplutkie słoneczko grzało mnie w kark.
Leżąc i rozmyślając, stwierdziłem, że odwiedzę Arię w wiosce. Byłaby zaskoczona, bowiem zna mnie tylko jako lenia z zamku. Tak, to genialny pomysł, który zrealizowałem od razu. Po drodze zebrałem jeszcze różę, czerwoną, by przypominała jej o mnie.

Aria
Stałam przez dłuższą chwilę przed drzwiami. Nagle podszedł do mnie jeden ze strażników.
- Cesarz wybrał się na spacer. - oznajmił surowym tonem.
- Można wiedzieć gdzie dokładniej? - zapytałam łagodnie.
- A co? Detektyw jesteś? - prychnął.
- Idiota... - mruknęłam pod nosem i odeszłam od niego.
Wobec tego postanowiłam wrócić do wioski. Dzisiaj było strasznie upalnie, a nasze kamienne domy nie nagrzewały się tak szybko, więc były to idealne schronienia przed słońcem. Żwawym truchtem kroczyłam pomiędzy drzewami. Chwilę później stanęłam na granicy lasu z wioską. Rozejrzałam się. Coś było nie tak... Zignorowałam dziwne uczucie i powolnym krokiem zbliżałam się do mojej chatki. Jednak natychmiastowo zatrzymałam się. Zobaczyłam w oddali cesarza, który zbliża się do mojego domu. Postanowiłam podejść do niego.

Red Rose
Spokojnie szedłem w stronę wioski, rozmyślając o tym, co mam jej powiedzieć. Nie chcę by myślała sobie, że jestem jakimś idiotą, a widać, iż tak uważa. Będąc na miejscu, rozejrzałem się. No tak, nie wiem który domek jest jej. Przyglądałem się budynkom, które były wykonane z kamienia i ziemi. Nie byłem tym zachwycony, bowiem konstrukcje trochę zarosły. Jak ona może tu mieszkać! Powinna się przeprowadzić.
Stojąc tak i myśląc, zauważyłem ją. Miałem ochotę na nią wrzasnąć i natychmiast kazać przeprowadzić się do zamku. Te warunki są złe, a w dodatku nie chcieli bym postawił nowy zamek. Teraz mogą czepiać się tylko siebie.
- Gdzieś ty była! - warknąłem, po czym podałem jej różę.

Aria
Po chwili stałam już przed cesarzem. Złożyłam mu pokłon i wstałam. On za to wrzasnął na mnie i podał różę. Myślałam, że chociaż przywita się ze mną w normalny sposób... W każdym bądź razie to jest nie ważne.
- Witaj, cesarzu. - powiedziałam spokojnym tonem. - Dziękuję za różę. - dodałam, uśmiechając się.
Postanowiłam zachowywać się w miarę normalnie i odpowiadać na jego zaczepki. Może nie od razu udawać jego ukochaną... ale to też dałoby się zrobić. Domyślałam się, iż chciał mnie po prostu wykorzystać jako lalkę, lecz ostatnimi czasy zaczął się zachowywać inaczej. Bardziej tak, jakby mu na mnie zależało. Od czasu do czasu musiałam odganiać takie myśli od siebie. Nie chciałam uznawać go za kogoś ważnego w moim życiu.

Red Rose
Pokłony w moim kierunku jak najbardziej przyjmuję. Uwielbiam to i ona pewnie też by to polubiła, gdyby tylko chciała być moją. Słysząc jej spokojny głos i widząc uśmiech, nie mogłem się powstrzymać przed tym samym. Uśmiechnąłem się do niej, a następnie lekko musnąłem pyskiem jej policzek, by móc się wtulić w jej futro. Wadera nie zdążyła na to zareagować, bowiem odsunąłem się i spojrzałem w jej oczy.
- Nie możesz tutaj mieszkać. - oznajmiłem zatroskanym tonem głosu, po czym rozejrzałem się po wiosce.

Aria
Red Rose powiedział, iż nie mogę tutaj mieszkać. To gdzie niby? W lesie? Zamku? A może on chce, żebym zamieszkała w jego komnacie? Dobra, spokojnie. Rozejrzałam się po domkach. Cóż... Może nie grzeszyły za specjalną urodą, ale były bardzo funkcjonalne. Umiały przetrzymywać w środku ciepło oraz chłód. Ponownie spojrzałam na basiora.
- W zasadzie nie mam nic przeciwko mieszkaniu w zamku... - powiedziałam cicho.
To była prawda. Obojętne było mi me miejsce zamieszkania; byleby była tam cisza i spokój. Może on zaproponuje mi jakąś komnatę? Nie wiem, czego można się po nim spodziewać. W każdym bądź razie w ciszy czekałam na jego odpowiedź. Przy okazji dostrzegłam, że ma przy sobie strażników. A podobno umie się sam obronić...

Red Rose
Nie ma nic przeciwko? Czyżby oznaczało to, że chciałaby zamieszkać bliżej mnie? Może jeszcze bliżej niż jej się wydaje. Byłem bardzo podekscytowany tym faktem, jednak na zewnątrz nie widać było nic.
- Straż. Przygotować mojej ukochanej najlepszą komnatę w zamku, zaraz po mojej. - oznajmiłem moim strażnikom, po czym spojrzałem na waderę.
- Chyba, że zechcesz zamieszkać ze mną. - zaproponowałem, czekając na pozytywną odpowiedź.
Byłoby bardzo miło, gdyby zechciała mi towarzyszyć. Budzić się przy niej to zaszczyt, a kto wie, może potem porzuciłaby swoje marne stanowisko i zostałaby moim oczkiem w głowie. Cesarzową tej krainy, maskotką poddanych. Uwielbiali by ją i to jest pewne. Dbałaby o nich a ja nie musiałbym się zadręczać głupotkami.

Aria
Wiedziałam, że to powie. W każdym bądź razie nie chciałam go zdenerwować.
- Nie odrzucam ani nie przyjmuję twojej propozycji. Chciałabym po prostu poznać cię bardziej. - odparłam grzecznie.
Właściwie to wolałabym zapoznać się z nim. Praktycznie nic o nim nie wiem, a on chce razem mieszkać. W zasadzie nie mam pojęcia co cesarz we mnie widzi. Nigdy nie uważałam się za jakąś piękną i idealną. A on? Sam władca krainy po naszym pierwszym spotkaniu adoruje mnie? Było to dziwne uczucie, lecz można się przyzwyczaić. Aktualnie miałam nadzieję, iż nie będzie warczał na mnie. Był nieprzewidywalny.

Red Rose
Uśmiechnąłem się do niej, po czym skinąłem łbem w kierunku straży, dając im do zrozumienia, że komnatę mają przygotować. Wiedziałem, że wadera nie będzie chciała mieszkać ze mną, bo po prostu z tym żartowałem. Jednak nie miałbym nic przeciwko, gdyby się zgodziła.
Strażnicy odeszli, zostawiając nas samych w środku wioski, gdzie spacerowały inne wilki, które oddawały mi należytą cześć. Nie zwracałem na nich tak dużej uwagi jak na moją szarą piękność.
- A więc zapraszam Cię na spacer. Oczywiście czekam aż zdradzisz mi swój ulubiony teren. - oznajmiłem ze spokojem, posyłając w kierunku wadery lekki ukłon. 

Aria
Red Rose zaprosił mnie na spacer. Kiwnęłam głową twierdząco na znak, że pójdę z nim. W zasadzie nie miałam swoich ulubionych terenów. Wymyśliłam na poczekaniu gdzie chcę się udać.
- Moim ulubionym miejscem jest dolina. - powiedziałam szybko.
To było tak idiotyczne... Byłam tam przy okazji, zbierając zioła na eliksiry. Właściwie nie za bardzo wiedziałam jak tam dotrzeć. Postanowiłam, iż będę szła za czerwonym basiorem.
- Prowadź. - dodałam charyzmatycznie po chwili ciszy.
Cały czas na moim pysku gościł uśmiech, żeby go nie urazić.

Red Rose
Dolina? Gdzie to do cholery jest? - zamyśliłem się, kiedy nagle wadera stwierdziła, że to ja mam ją tam zaprowadzić. Proszę Cię! Jestem władcą i ja nikogo nie prowadzam. Strażnicy muszą ogarniać te tereny, ja nie koniecznie. Mam na głowie inne sprawy. A co jeśli ona mnie sprawdza? Tak, na pewno to robi. Ten uśmiech, cały czas się uśmiecha... kpi sobie ze mnie! A co jeśli takiego terenu nie ma? Bardzo możliwe... cfane, ale ja jestem sprytniejszy.
- Rozkazywać to będziesz mogła dopiero po ślubie, kochanie. - odparłem z uśmiechem, jednocześnie patrząc na waderę z góry na dół. Następnie mój wzrok wrócił do jej pyska, a dokładniej oczu.
- A teraz, jako iż jest to twój ulubiony teren, to ty prowadź. Chętnie też posłucham, dlaczego go lubisz. - dodałem po chwili. 

Aria
Czemu on odebrał to jako rozkaz? To była taka jakby propozycja... Nie wiedziałam zbytnio o co mu chodzi. Głęboko się zamyśliłam. Byłam tam niedawno, więc pamiętałam jeszcze co nie co. Przypomniałam sobie również, iż szłam tamtędy w drodze do Pulchram. Wzięłam głęboki oddech, a uśmiech zmniejszył się. Odwróciłam się tyłem do basiora i żwawym krokiem podążałam w stronę Pulchram. Tak, do Pulchram. Pomyślałam, iż wytłumaczę mu, że zawsze gdzieś błądziłam w drodze do Doliny. Od razu również przypominałam sobie co znajdowało się w tamtym miejscu. Było tam jezioro... i... i tylko to pamiętałam. Minęło już parę minut od wyruszenia w drogę. Już nie byłam w dobrym humorze. Myślałam, iż Red Rose inaczej się zachowa; jak na samca przystało. Lecz on miał w głowie tylko swoje stanowisko. Może jego flirtowanie było dobre, ale jego kultura była na o wiele niższym poziomie. Eh... Zapewne zaraz zapyta, co mi się tam podobało. Pewnie będzie złośliwie wypytywał o najmniejsze szczegóły. Szczerze? Jeśli będzie tak robił to niech nie liczy na to, że go pokocham.

Red Rose
Bezczelna! Nawet mi nie odpowiedziała, po prostu odwróciła się i sobie poszła. Miała mi opowiadać po drodze co jej się tam podoba, a tymczasem całkowicie mnie zignorowała. To jej ulubione miejsce, więc powinna zaprowadzić mnie tam z radością, ale chyba coś jest nie tak. Skoro była dzisiaj taka miła, a teraz mnie ignoruje... na pewno coś jest nie tak.
- Oj dobra, wyluzuj. - westchnąłem, a ona się zatrzymała i spojrzała na mnie.
- Nie wiem gdzie jest ta twoja Dolina, ale znam inne fajne miejsce. Chodź. - powiedziałem, po czym ruszyłem w stronę tego terenu na C. Nie znam jego nazwy i mało mnie to obchodzi, ale jest tam fajna plaża. Będę mógł jej pokazać trochę ognistych sztuczek i się rozweseli. 

Aria
Red Rose zatrzymał mnie i zaproponował zaprowadzić do innego miejsca. Cichutko odetchnęłam z ulgą i podążyłam za nim. Skręciliśmy bardziej na południowy zachód. Ja już trochę bardziej rozpromieniłam się. Na moim pysku pojawił się lekki uśmiech. Z uwagą rozglądałam się. W końcu postanowiłam zagadać.
- No więc... Przydarzyło ci się coś ciekawego w ostatnim czasie? - zapytałam.
W zasadzie trochę ciekawiło mnie to. Zapamiętałam basiora jako leniwego wilka siedzącego cały czas w swojej komnacie. No i właśnie przez tą myśl zdziwiłam się, widząc go w wiosce, obok mego domu. W głębi duszy błagałam o to, by nie odpowiedział, iż jego najciekawszym, niedawnym doświadczeniem było spotkanie mnie. To by była odpowiedź na najniższym poziomie, bez żadnej kreatywności.

Red Rose
Słysząc, że wadera jednak za mną idzie i nie uciekła, uśmiechnąłem się. Zadowolony z siebie szedłem radosnym krokiem w kierunku plaży. Możliwe, że jest to moje drugie ulubione miejsce, zaraz po zamku. W końcu moja towarzyszka postanowiła się odezwać, a jej pytanie zmusiło mnie do głębszych rozmyślań. Jedyną ciekawą rzeczą jest spotykanie się z nią, reszta raczej do takich zajęć nie należy.
- Zależy co uważasz za ciekawe, bo ja na przykład uważam, że przebywanie w twoim towarzystwie jest najciekawsze. - oznajmiłem, spoglądając na nią. Była dzisiaj taka piękna! Piękniejsza niż zawsze i z każdym dniem mówiłbym jej to samo. 

Aria
A jednak miałam rację. Postanowiłam jednak trochę podroczyć się z czerwonym wilkiem.
- A dlaczego? Właśnie to mnie ostatnimi czasy interesuje. - zachichotałam.
Chciałam trochę ożywić atmosferę. Jeśli miałam jakkolwiek zaprzyjaźnić się z Red Rose, to nie chciałam, żeby nasze rozmowy przebiegały sztywno. Niestety dużą przeszkodą było jego stanowisko. Będę musiała wstrzymywać się od pewnych żartów, gdyż on po prostu ma prawo mnie za nie ukarać. No i to były jedyne minusy. Z niecierpliwością oczekiwałam jego odpowiedzi, choć prawdopodobnie znałam odpowiedź na to pytanie.

Red Rose
Słysząc chichot wadery, spojrzałem na nią z głupim uśmieszkiem. Proszę, proszę, kruszynka się rozluźniła trochę i będzie się ze mną droczyć? Słodko. Z tego wszystkiego zamiast się skupić na drodze, skupiłem się tylko na niej. Wychodząc z lasu na tereny piaszczystej krainy, zapomniałem o tym, że las znajdował się wyżej. Nie czując gruntu pod łapami, upadłem prosto na pysk i jakieś mniejsze zwierzę, które w zaczęło się bronić. Ptak za pomocą magi powietrza dmuchnął mi piaskiem w oczy, powodując ogromny ból. Zasłoniłem się łapami, próbując coś z tym zrobić, przy okazji żałośnie pisząc.
Wstałem z ziemi i zacząłem się otrzepywać z piasku, jednak nadal nic nie widziałem. Zezłoszczony całą tą sytuacją, zapaliłem się.

Aria
Red Rose był bardzo nieuważny i zarył pyskiem po piasku, po czym ptak go zaatakował. Basior ze złości aż zapłonął. Ogień podkreślał tylko kolor jego futra. Szybko zeskoczyłam ze wzniesienia. Następnie, za pomocą magii powietrza, przegoniłam latające stworzenie. Gdy wilk przestał płonąć, użyłam delikatnego wiatru, żeby zrzucić z niego trochę piasku. Niestety jakkolwiekbym próbowała, to z jego oczu piachu nie umiem wydobyć. Podeszłam bliżej do mego towarzysza.
- Potrząsaj delikatnie głową i mrugaj. - powiedziałam łagodnie.
Miałam taką cichą nadzieję, że teraz nie wyżyje się na mnie. Nie wiadomo, co może mu przyjść do głowy.

Red Rose
Stanąłem w miejscu z łbem skierowanym ku ziemi i trząsłem głową. Po chwili usłyszałem łagodny głos mojej towarzyszki, więc trochę się odprężyłem. W końcu przestało boleć tak bardzo, jednak miałem poranione oczy. Mimo wszystko, nadal byłem zdenerwowany i najchętniej podpaliłbym każdą rzecz w moim zasięgu! Po krótszej chwili, podniosłem łeb i spojrzałem na Arię ze złością. Wyglądała tak samo jak wtedy, pierwszego dnia, kiedy ją poznałem. Pamiętam ten dzień... może to ona przyciąga pecha albo blokuje mi łapy? Po co miałaby to robić, zwłaszcza, że widzę to zmartwienie.
- Widzisz, przy tobie się potykam. - odparłem, lekko się przy tym śmiejąc.

Aria
Basior wstał i spojrzał na mnie z wrogością. Jego oczy były delikatnie czerwone. Po chwili jednak wzrok Red Rose złagodniał, a on sam zażartował. Nie lubiłam tego typu zachowań. No i znalazło się drugie utrudnienie. Nie wiem, czy jest nam pisane rozmawiać, śmiać czy żartować ze sobą. Wilk swoim zachowaniem nie zachęcał mnie do znajomości z nim. W każdym bądź razie delikatnie uśmiechnęłam się, po czym zamyśliłam.
- To... Co teraz robimy, skoro dotarliśmy już na plażę? - zapytałam z ciekawością.
W zasadzie było to trochę paradoksalne. On włada ogniem, a przyprowadził mnie do miejsca, w którym jest mnóstwo wody. Ta okolica jest już lepsza dla mnie, gdyż wieje tu mocny wiatr, a ja mogę nad nim zapanować.

Red Rose
Osobiście miałem ochotę ją wygonić i iść do zamku. Ta akacja zepsuła mi humor. Ośmieszyłem się ponownie przy kimś takim jak ona, przy ideale. Może lepiej ją spalić, zamknąć w lochach i zająć się moimi służącymi? One przynajmniej są głupie i oddane jak na suki przystało. Nie, ja się nie poddam tak łatwo. Źle to by o mnie świadczyło. Zaraz coś wymyślę, spodoba jej się to i będzie częściej mnie odwiedzać. Nie lubiłem pytań tego typu "Co będziemy robić?", nudzi jej się czy jak? Denerwuje mnie to...
Nie odpowiadając na pytanie, zacząłem tworzyć ogniste bicze na niebie, które wyglądały jak wężowe smoki. Jeden był czerwony, drugi zaś żółty. Może nie wyglądało to najlepiej o tej porze, ale mam nadzieję, że zostanie ze mną do wieczora. Wtedy ogień rozświetli niebo, a to już będzie piękne. Kiedy skończyłem, spojrzałem na nią.
- Piękna jesteś. - oznajmiłem spokojnym tonem głosu, w którym ukryło się lekkie oczarowanie jej osobą. Niech sobie myśli co chce, jednak nie był to jeden z tych tekstów. Zapewne zignoruje to tak samo jak każdy komplement z mojej strony. Fakt, wcześniej nie były to słowa pasujące do władcy, ale jednak podziękować powinna. Nie mogę jej zrozumieć, tego czego ona oczekuje. Może woli romantyka? A może... Ikelos? Obydwoje są Magami i często się widują. Jeśli tylko dowiem się, że woli jego niż mnie... zabiję. Każdego zabiję kto będzie chciał mi ją odebrać.

Aria
Red Rose nie odpowiedział, tylko zaprezentował mi swoją sztuczkę. Po jej zakończeniu, zwrócił się do mnie słowami "Piękna jesteś". To było tak oklepane... Jednak musiałam odpowiedzieć.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
Może ja też coś zaprezentuję? Przecież nie mogę być gorsza. Chwilę się zastanawiałam, po czym postanowiłam zrobić to samo, co Ikelos.
- Teraz ja ci coś pokażę. - dodałam po dłuższej chwili.
Podeszliśmy bliżej wody. Następnie ja wytworzyłam niewielkie tornado, do którego wlatywały kropelki wody. Całość po chwili nabrała różnych barw. Od fioletowego i niebieskiego, po pomarańczowy i czerwony. W końcu zniszczyłam tornado, a parę małych kropelek poleciało na nas. Powietrzny wir wydrążył w piasku małą dziurę. Mój wzrok ponownie powrócił na wilka. W ciszy oczekiwałam na jego reakcję, choć może już znał ten trik? W końcu to Ikelos mi go pokazał, więc było to bardzo prawdopodobne. Cóż... Nigdy nie miałam zbytniej kreatywności do tego typu rzeczy.

Red Rose
Uważnie obserwowałem poczynania wadery i raczej nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Kolorowe tornado? No fajnie to wygląda, ale zdecydowanie wolę obserwować magię ognia. Powietrzem włada mój głupi brat i też lubi takie słodkie duperele. Pewnie się spotykają po pracy na te nudne widowiska...
- Ładne, jednak to nie mój gust. - starałem się powiedzieć to tak, by nie poczuła się źle. To nie jej wina, że odziedziczyła taki nudny żywioł.
- Podoba Ci się Ikelos? - nie wiedząc czemu zadałem to pytanie. Zresztą, nawet jakby jej się podobał to on jest na to zbyt głupi. Nigdy by jej się nie oświadczył... sama by musiała się o to starać, a wiadomo, że panie wolą samców. On zdecydowanie nie jest basiorem. 

Aria
Po pytaniu basiora byłam zdziwiona. Wpatrywałam się tępo w niego. Nigdy o czymś takim nie myślałam. W zasadzie z Ikelosem znamy się dosyć krótko. No niby jest fajny, ale... Jest coś, co mi w nim nie pasuje. Wzięłam głęboki wdech.
- Nigdy nie myślałam o nim w ten sposób, więc raczej nie umiem odpowiedzieć na to pytanie... - powiedziałam dość szybko. - Jak na razie jest tylko moim przyjacielem. - dodałam prędko. - I tak właściwie jeszcze nie wiem, czy jakikolwiek samiec mi się podoba na tyle, bym mogła się w nim zakochać. - dokończyłam.
Miałam nadzieję, że Red Rose zrozumiał mnie. Dość trudno mi zaimponować. Nie lubię, jak ktoś się nazbyt stara, lecz nie przepadam też za tym, jak ktoś mnie ignoruje. Paroma słowami; trudno mi się przypodobać. Niestety taka już moja natura.

Red Rose
Słysząc pierwsze słowa, trochę mi ulżyło, jednak fakt iż są przyjaciółmi nie jest dobrą wiadomością. Po co w takim razie przyszła do mnie po stanowisko Maga, jak nie po to, by spędzać z szarym więcej czasu? To wadera, a im tylko zależy na miłości i zainteresowaniu. Nie uwierzę w to, że chciała zostać magiem, bo lubi to zajęcie.
- To dobrze. - odparłem, patrząc na nią przez chwilę, po czym odwróciłem się w kierunku plaży.
Wieczór się zbliżał, a woda zaczęła lekko świecić na niebiesko. Hmm, bardzo interesujące zjawisko. Nie wiedziałem, że to tak nocą wygląda. Nie za bardzo lubiłem tą porę dnia, bowiem jako mag ognia to słońce dodaje mi energii. Zapatrzony w wodę, zacząłem się zastanawiać nad ostatnią wypowiedzią. Jest bardzo wybredna, co zaczyna powoli mnie nudzić. Nie wiem czy zechcę się z tym męczyć, zwłaszcza, że ja mogę mieć każdą. Machnę łapą i zaraz mi kogoś przyprowadzą, co lepsze... sama się zgodzi i odda się z uśmiechem na pysku. 

Aria
Po odpowiedzi basiora siedzieliśmy w ciszy do wieczora, wpatrzeni w wodę. Jednak postanowiłam w końcu przerwać tą żmudną ciszę i powrócić do wcześniej zadanego pytania.
- Dlaczego moje towarzystwo jest takie ciekawe? - powtórzyłam pytanie.
Red Rose nie odpowiedział mi na nie, a ja chciałam poznać odpowiedź. Szczerą odpowiedź. Nie uważałam, że jestem bardzo interesująca. Wydawało mi się, iż samcom podoba się tylko mój wygląd. To tak trochę źle. Na przykład cesarz bez bliższego poznania mnie od razu chce być ze mną. No więc teraz, bardzo zamyślona, czekałam na odpowiedź czerwonego wilka.

Red Rose
Siedziałem i wpatrywałem się w taflę wody. Osobiście nie za bardzo ją lubię, ale to logiczne. Jestem magiem ognia, a to moje przeciwieństwo. Czasem mnie tylko coś natchnie by popływać, bowiem jest to bardzo przyjemne zajęcie.
Obserwując świecącą plażę i wodę, która od czasu do czasu zabiera trochę światełka, myślałem. Wadera nie była pewna tego, czy jest w stanie się zakochać w jakimś basiorze, a ja nie wiedziałem dlaczego. Może po prostu ona wierzy w te całe bajki o magicznej energii, którą łączy dwie dusze? O tym, że jesteśmy sobie pisani i w każdym wcieleniu będziemy szukać tylko tej jedynej? Szczerze? To nudne. Spójrzmy na to z ogólnego punktu widzenia. Jest tyle wilków na świecie a my mamy skupić się tylko na jednym? Co gorsze... szukać tego jednego w każdym nowym wcieleniu. To jest straszne! Lochy miłości.
Z tego wszystkiego wyrwała mnie moja towarzyszka. Znowu marudzi na temat tego, dlaczego jej towarzystwo jest ciekawe. Szczerze? Nie mam pojęcia. Lubię z nią przebywać, mówić, milczeć, przy niej czuję się taki... wolny. "No powiedz skarbie czemu jest tak? Gdy patrzysz na mnie to wiruje cały świat. No powiedz skarbie czemu tak jest, że w dzień i w nocy potrzebuję tylko Cię?"
- Nie wiem. - odparłem, odrywając wzrok od wody, by móc spojrzeć na nią. Jej oczka odbijały światło księżyca, a futerko nabrało niebieskich kolorów od światła roślin wodnych. Była taka piękna, cudowna... po prostu ideał. Po każdym spotkaniu z nią miałem ochotę śpiewać i tańczyć. Wracałem do komnaty z wielkim uśmiechem na pysku, a moje serce biło szybciej. Nie wiem dlaczego tak na mnie wpływa. Nie wierzę w te całe miłostki i energię też nie, jednak nie mam innego wytłumaczenia niż właśnie energia. Było w niej coś takiego, co sprawiało, że chce się żyć. Chcę jej powiedzieć to wszystko, ale przecież... widać, że ona tego nie chce. Nie wiem co myśli, ale widać po zachowaniu, że ani trochę jej to nie rusza. Traktuje mnie dobrze, jednak w głębi jest obojętna.
- Wiesz, jak chcesz to idź sobie na bal z kim chcesz. Dam Ci spokój. - dodałem po chwili. Chcę się czuć tak dobrze jak zwykle, gdy ją spotykam, jednak... nie chcę tego. Jestem cesarzem, a przez nią tracę głowę. 

Aria
Czyżby on odpuścił? Wow, nie spodziewałam się tego po nim. A jeśli chodzi o bal, to właściwie nie miałam z kim iść, oprócz Ikelosa. A czy on w ogóle chciałby ze mną iść? Niestety tego nie wiem. Zamyśliłam się. Odpowiem mu tak, aby go to nie uraziło.
- Wiesz... Wydaje się, że mam duże oczekiwania co od basiorów. Gdyby się tak głębiej temu przyjrzeć, to będzie wiadomo, iż niewiele potrzeba mi do szczęścia. Wydawać się to może dziwne, ale nie lubię, jak ktoś mi cały czas prawi komplementy. Wiem, jestem dziwna. A jeśli chodzi o ciebie... - przerwałam. - To może wystarczyłoby to, żebyś na razie zachowywał się jak przyjaciel. To byłby już duży postęp. No ale zrozumiem, jeśli wolisz być taki jak teraz. Nie zmuszam cię do niczego. Po prostu nie rozumiem twoich poczynań; ledwo co mnie poznałeś, a już chcesz, żebym zakochała się w tobie. No niestety niektóre wadery tak nie działają. Nie obchodzi mnie stanowisko samca, lecz jego charakter. - dokończyłam. - Myślę, że mnie zrozumiałeś. Jeśli nie, to możesz mnie tu zostawić i iść poszukać sobie innej wilczycy. - dodałam szybko.
Miałam nadzieję, iż wyraziłam się jasno. Jeśli nie chce się o mnie starać; proszę bardzo. Ja nie wymuszam niczego.

Red Rose
Ah te wadery, są takie skomplikowane. Najpierw mówi, że ma duże oczekiwania a potem, że jednak nie. Niech się zdecyduje, bo to strasznie dziecinne. Zwłaszcza, że nie wie sama czego chce, a jak ja jej mówię czego ona chce to wszystko jest nie tak. Nie to nie, co ja się będę. Powoli zaczęła mnie denerwować... Może sobie komplementów nie lubić, jednak to jest silniejsze ode mnie i po prostu muszę o tym wspominać.
- Wolę czy nie wolę, ja po prostu taki jestem. Nie pasuje ci moje zachowanie to możesz się przyjaźnić z tą ofiarą losu. - warknąłem na samą myśl o tym, że prawdopodobnie woli takich lamusów jak Ikelos. Nie zamierzam się w to bawić, a tym bardziej być taki sam jak on. Mógłbym dać jej wszystko, ale skoro nie chce to proszę bardzo. Nie interesuje mnie to!
Spojrzałem na waderę po czym przewróciłem ją na plecy i stojąc nad nią, spojrzałem w oczy, które odbijały blask księżyca. Zdenerwowała mnie, to fakt, ale po krótszej chwili milczenia, uspokoiłem się.
- Zrozum to, że innej nie chcę. A teraz odprowadzę Cię do zamku, gdzie czeka na ciebie nowa komnata. Z rana podeślę ci strażników, którzy pomogą w przeprowadzce. - oznajmiłem stanowczo, po czym zszedłem z niej i burknąłem jeszcze "Idziemy", kierując się w stronę zamku. 

Aria
Ze słów basiora wynikało to, iż to jemu nie pasuje moje zachowanie. Eh... Red Rose pospiesznym krokiem kierował się do zamku. Ja szybkim truchtem podążałam za nim. Gdzieś w głębi mnie zaczęło się kłębić mnóstwo myśli. Wilk wzbudzał we mnie lekki lęk. Wydawało mi się, iż jest trochę nieobliczalny. No ale co mogłam na to poradzić? Nasz cały spacer przebiegł w ciszy. A jeśli chodzi o komnatę... Sama mogłam zabrać swoje rzeczy. Nie miałam ich tam wielu. Wyłącznie jakieś zioła i eliksiry. Po długim czasie dotarliśmy do majestatycznej budowli. Samiec w milczeniu pokazał mi moją komnatę. Moja była na drugim piętrze; tuż nad jego. Bez słowa weszłam do niej i zamknęłam drzwi. Od razu położyłam się na posłaniu.
- Najwidoczniej niektóre samce nie umieją zrozumieć próśb wader. Trudno... To tylko ich sprawa. Chyba po prostu nie potrafią inaczej przypodobać się samicy. - mruknęłam do siebie.
Red Rose powoli mnie wkurzał. Jego agresywne zachowanie nie zachęcało mnie do niczego. Po długim czasie w końcu udało mi się zasnąć.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Ikelos - Sekret księgi

Nie mogłem zasnąć, któryś dzień z kolei. Ciągle szukałem odpowiedzi na moje pytanie. Co jest zapisane w tej księdze? Nie wiedziałem. Nikt nie wiedział. Ten język został już dawno zapomniany a ze starych kamieni niczego się nie dało dowiedzieć. Fioletowa postać jedynie mówiła coś, czego nie dało się zrozumieć.
Nowy dzień już wstawał i powitał mnie cudownym pomarańczowym światłem. Wschód słońca już, a ja nie spałem. Nie tracąc czasu, zerwałem się na równe nogi i udałem się do biblioteki. Tam musi coś być! Po prostu musi.
Wszystkie wilki jeszcze spały, pustka w wiosce. Dotarłem na miejsce i wszedłem do środka. Oh, jak ja uwielbiam ten zapach. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech, mówiąc do siebie w myślach, "To będzie długi dzień".
Wszedłem między regały z dowodzeniem i dyplomacją. Idąc dalej prosto znajdowały się regały z historią. Było tam wiele kamieni na temat władców, w tym mojego ojca. W końcu natknąłem się na coś interesującego, co miało związek z tajemniczym fioletowym kamieniem.
W czasach panowania Hypnosa wilki używały tych samych kamieni co my obecnie a to co znaleźliśmy z Arią, to kamień spisany jeszcze wcześniej. Przed panowaniem Aeternusa i kilku innych avatarów. Jednak tu trop się urywa, jest to najstarszy kamień, który znalazłem. Może duchy by coś wiedziały? Muszę znaleźć szamana!
Wybiegłem z biblioteki i udałem się do zamku, wpadając po drodze na tego czarnego basiora.

Olethros
Wyszedłem z mojej komnaty z torbą pełną rzeczy potrzebnych mi do... pewnych działań. Skierowałem się ku wyjściu. Przechodząc przez drzwi oślepiło mnie słońce, które dzisiaj tak mocno świeciło. Przystanąłem na chwilę a przyzwyczaiwszy się ruszyłem dalej za bramę. Skierowałem się do Glacies i szedłem szybkim krokiem gdy ktoś na mnie wpadł. Nie za bardzo się tym przejmując warknąłem coś w stylu "Uważaj" i poszedłbym dalej gdybym nie zauważył, że postać przede mną to pan Ikelos. Westchnąłem ciężko, żeby się trochę uspokoić. W końcu go wcześniej nie zabiłem a tak chciałem... Chcę.

Ikelos
Spojrzałem na niego i byłem przygotowany do samoobrony. Nie rozumiałem tego wilka. Dlaczego żyje w Arcanterze i atakuje jej mieszkańców? Chyba pójdę z tym do mojego brata. Zrobi porządek, bo tak być nie może. Nasi mieszkańcy zaczną ginąć w dziwnych okolicznościach i to na pewno będzie wina tego psychopaty. Gdybym wpadł na kogoś innego to oczywiście bym przeprosił, jednak w tym przypadku jest to zbędne.
- Szukam szamana. - warknąłem, nie wiedzieć czemu, po czym odwróciłem się i zamierzałem odejść. Mimo wszystko, skierowałem moje uszy ku niemu, będę słyszeć jego ruchy a jako władca powietrza, czuć także.

Olethros
Ikelos napiął wyraźnie mięśnie. Był przygotowany. Jak słodko. Ale ja na razie nie zamierzałem go atakować. W międzyczasie wilk warknął coś o poszukiwaniu szamana i odwrócił się do mnie plecami. Pff... Cóż za nietakt. Ja tu nim jestem i jest na mnie zdany tak i jak na niego. Stworzyłem więc przed nim lekką ścianę powietrzną. Taką samą jak raz przed Cesarzem. Wilk się zatrzymał a ja do niego podszedłem.
- Ja tu jestem szamanem - stwierdziłem czekając na jego reakcję.

Ikelos 
Czułem jak basior mnie zatrzymuje. Co jak co, ja nie jestem głupi. Znam te sztuczki i wiadome było to, że używa swojej magii. Cóż, lepsze to niż magowie ziemi. Tamci się nie bawią, kamienny mur to jednak coś poważniejszego. Słysząc jego słowa, westchnąłem, po czym odwróciłem się do niego.
- Ale chyba nie jedynym. - powiedziałem oschle. Nie poznaję się, nigdy nie zachowywałem się w taki sposób. Cóż, to jego negatywna energia jest temu winna. Cały czas patrzyłem na niego ze złością. Dobrze pamiętam co chciał mi zrobić i tego nie zapomnę, zwłaszcza, że byłem dla niego miły.

Olethros
Chyba nie jedynym. No rzeczywiście.
Ikelos był oschły; jakby to nie był on. Ale może wydoroślał. Spojrzałem na niego.
- Ale pewnie najlepszym.
Uśmiechnąłem się mimowolnie i dalej stałem obok niego oczekując, że jednak ze mną pójdzie. Gdybyśmy dotarli do Miejsca... Chyba i tak bym go nie zaatakował. Przyszedł do mnie w końcu z jakąś prośbą i mam to zasrane stanowisko, muszę coś robić dla nich... To, powiedzmy, mój obowiązek.

Ikelos
Spojrzałem na niego, dokładnie, z góry na dół, po czym przymrużyłem oczy. Nie sądzę by wiedział coś o księdze i języku pradawnych, jednak jeśli jest najlepszym szamanem, to tylko on mógłby mi pomóc. Niestety, ale artefaktów nie mogę ze sobą zabrać. Trochę się rozniosło o tym, że znaleźliśmy z Arią kamień i kazali zabrać te przedmioty do zamku. Zrobili sobie z tego wystawę, za szkłem. Pewnie Olethros nawet nie był w bibliotece i nic nie wie. To nawet by mnie nie zdziwiło.
- Ostatnio znaleziono księgę i kamień. Potrzebuję spytać duchów czy coś o tym wiedzą. - oznajmiłem, nie oczekując że będzie w stanie aż tak bardzo cofnąć się w czasie. Zresztą, nie jestem szamanem, nie wiem.

Olethros
Basior zlustrował mnie wzrokiem jakby mi nie wierzył. No cóż... W końcu się przekona, że to co mówię to najświętsza prawda. W końcu jestem synem boga.
... Książka i kamień, ha? Ale dziwy, kamień znaleźli w bibliotece. Jednak jak te przedmioty mają być tak "tajemnicze" to ja też chętnie bym się czegoś o tym dowiedział. No i mam pomysł. Zaproponuję mu spotkanie wieczorem przed terenami Glacies. W tym czasie pójdę do biblioteki i zobaczę sobie ten cały tajemniczy bajzel. Będę miał więcej danych na temat kogo przysłać et cetera.
- Proponuję, żebyśmy spotkali się o Zmierzchu przy północnej granicy Glacies. W międzyczasie pójdę do biblioteki i pozbieram trochę informacji.

Ikelos
Spojrzałem na niego i byłem w szoku. Nie wiedziałem czy mam się na to zgodzić, czy czasem nie planuje mnie zabić na miejscu. To jest bardzo prawdopodobne, jednak chyba zaryzykuję. W razie czego, obronię się przed jego atakiem i ucieknę. Nie chcę walczyć, po co?
- Dobrze. - odparłem obojętnie, przyglądając się mu uważnie. Gdyby zrobił jakiś gest to wiedziałbym jakie ma zamiary.
- Do potem. - rzuciłem na odchodne i udałem się do wioski, gdzie spędzę trochę czasu w bibliotece.
Po drodze rozmyślałem i stwierdziłem, że to stanowisko nawet do niego pasuje. Zmarli, duchy i inne dziwne rzeczy, które przystają takim ponurym osobnikom. Oznacza to też tyle, że nie wolno mu ufać... może być nieprzewidywalny czy opętany. Nigdy nie wiadomo.

Olethros
Widać było, że Ikelos był zdziwiony. Rzeczywiście. Spotkanie to pewnie dla niego niecodzienna propozycja... Jednak basior zgodził się i pożegnał się zmierzając do wioski. Odprowadzałem go chwilę wzrokiem nie wiem dlaczego. Gdy znikł mi z pola widzenia odczekałem jeszcze chwilę i powlokłem się z powrotem do zamku. Trochę zniweczył mi plany, ten durny kundel. Wszedłem do zimnej sieni Zamku i poszedłem zapamiętaną drogą do biblioteki. Gdy w niej się znalazłem pierwszym co rzuciło mi się w oczy to malowidła na ścianach. Nie zauważyłem ich wcześniej. Omijając gablotę z artefaktami podszedłem do fresków i przyjrzałem się nim. Zdecydowanie ze wszystkich obrazów uwiecznionych na ścianie ten z białym wilkiem był najokazalszy. Obok widniało parę kresek i kropek. Domyśliłem się, że to jakieś pismo jednak nie byłem w stanie tego odczytać a dopiero zrozumieć. Widząc, że dalej nic z malowidłami nic nie wskóram odwróciłem się i powolnym krokiem podszedłem do gabloty. Na księdze widniało parę kresek oraz kropek podobnych do tych na ścianie. A kamień? Kamień był fioletowy, nierówny i ostry. Nie lubię fioletu, ale ten kamień był o wiele ładniejszy niż te, które obecnie leżą na półkach. Odrzucając spojrzeniem tajemnicze obiekty podszedłem do strażników i spytałem się o nie i jak i gdzie zostały znalezione. Jedyna odpowiedź? "A co ty? Detektyw?" Westchnąłem i powstrzymując się by nie pociąć tego plebsu na kawałki odszedłem i spojrzałem na bibliotekę jako taką. Oprócz malowideł i gabloty nie było chyba nic więcej w niej ciekawego. Usiadłem na jednej z poduszek i zacząłem myśleć. Pomogłoby mi mieć jeden obiekt z tych rzeczy związanych z tymi czasami w trakcie obrządku. Wtedy jestem pewien, żeby się to udało. Innym w miarę dobrym rozwiązaniem było zostać w bibliotece na noc i wpaść w trans. Te wyjścia są wykluczone. Chociaż... Mógłbym zapisać pusty kamień informacjami na temat tamtej ery i wziąć go potem do jaskini. Żeby to zrobić potrzebowałbym świadków incydentu z kamieniem. Ponoć był on aktywowany. Jeśli dana osoba była w stanie przypomnieć sobie co było napisane albo coś tam na kamieniu to jeden problem byłby rozwiązany. Wpadłem z biblioteki i zwędziłem komuś magiczny pył. Nadchodził wieczór i byłem coraz bardziej przekonany, że to właśnie Ikelos wie najwięcej o tym kamieniu. Oczywiście mogłem się mylić... Zapadł zmierzch i postawiłem łapy na mokrym śniegu.

Ikelos
Wszedłem do biblioteki w wiosce i zacząłem się zastanawiać nad tym, od czego mam zacząć. Ostatnio trochę zrobili tutaj porządek i wynieśli wszystkie stare przedmioty, wstawiając na ich miejsce nowe. Mamy więc nowe kamienie, opisy a nawet drewniane stoliki i posłania. W prawdzie stoliki to zwykłe pnie drzew, więc się za bardzo do tego nie przyłożyli. Co do posłań, to nawet jestem zdziwiony, bowiem ofiarowali nam fioletowe poduszki z sali konferencyjnej oraz czerwone ze złotymi zdobieniami z zamkowej biblioteki. Hmm, skoro nasza biblioteka odziedziczyła starocie zamkowe, to jestem ciekaw jak u nich to wszystko wygląda.
Chodząc między regałami, nie natknąłem się na nic interesującego. Postanowiłem więc wyjść na zewnątrz i przejrzeć to wysypisko za biblioteką. Straż jeszcze nie posprzątała wszystkiego, więc mogę bez problemu się za to zabrać, a jak coś zniknie, to i tak nikt nie zauważy. Zresztą, wilki z wioski pozabierały dużo przedmiotów, takich jak stare stoliki i posłania. Wiadomo, nie jesteśmy wymagający, dlatego też nie prosimy się Red Rose'a o cokolwiek.
Przeglądając śmieci, natknąłem się na kilka zwojów napisanych w starym języku. Jeden z nich miał dokładnie taki sam napis co na księdze, więc postanowiłem go zabrać na spotkanie z Olethrosem. Poza tym wziąłem jeszcze kilka innych zwojów i dawno nie aktywnych kamieni, ale przynajmniej są zrobione w starym stylu.
Mając wszystko co uważałem za potrzebne, pobiegłem w umówione miejsce.

Olethros
Dotarłem na umówione miejsce. Ikelosa jeszcze nie było. To rzeczywiste. Zamek jest bliżej Glacies niż wioska. Zrobiłem parę kroków w tą, parę w tamtą aż w końcu usiadłem. Położyłem magiczny pył na ziemi przede mną i czekałem. Mam nadzieję, że Pan Szary Puszek będzie miał przy sobie kamień do zapisywania informacji. No i wygodnie by było gdyby wiedział parę rzeczy o tych artefaktach. W końcu z prawej zobaczyłem małą szarą plamkę, która się szybko powiększała. Gdy Ikelos zatrzymał się przede mną i spojrzał na mnie podejrzliwie wstałem.
- Masz magiczny kamień? - spytałem się od razu przechodząc do rzeczy. Zlustrowałem go z góry na dół i zobaczyłem, że zabrał jakieś notatki ze sobą.
- Oh... Masz coś lepszego. Pokaż - zakomenderowałem i spojrzałem na niego wyczekująco.
Uh... Trochę trudno zapomnieć, że kiedyś miało się go zabić.

Ikelos
Magiczny kamień? Nie przypominam sobie, żeby czarny basior o tym mówił, ale całe szczęście wziąłem jeden. Nie wiem jeszcze po co, ale był pod łapą, jak opuszczałem bibliotekę. Pusty, bo pusty, ale w sumie... może mi się kiedyś przyda. Hmm, może jak pominę pytanie na temat magicznego kamienia to odpuści? Nie mam pojęcia o jaki kamień mu chodzi... może ezoteryczny? Nie ważne.
Podałem basiorowi wszystkie przedmioty jakie udało mi się znaleźć i zabrać przy okazji. Było w tym kilka ziół, bo słyszałem, że one są potrzebne podczas ceremonii szamańskich. Czy to prawda? Zaraz zobaczymy.
- Niestety, ale nie rozumiem tego zapisu. - oznajmiłem, widząc jak basior przegląda moją torbę.

Olethros
Basior wyglądał na zdezorientowanego. No cóż. Nie moja wina, że nie zna się na własnym rzemiośle. Jednak spytałem się go o to czy kamień jest pusty a zaraz potem dodałem, że nie będzie nam już potrzebny. Właśnie znalazłem parę ziół i zapiski w tym dziwnym języku. Dobrze kombinował z tymi ziołami. Rzeczywiście będą mi potrzebne. Oczywiście parę było niepotrzebnych, ale miał też te potrzebne do wytworzenia ayahuasci. Wziąłem je i zapiski.
- Idziesz? Ostrzegam, będzie nudno dopóki się nie pojawi nam duch. I ty będziesz z nim rozmawiał, bo ja nie będę jeszcze w stanie. Bo wiesz...ten rytuał jest bolesny dla ducha jak i dla mnie. Po prostu nie zwracaj uwagi jak będę się rolował na podłodze i wydawał dziwne dźwięki i uspokajaj ducha. To ważne bo się nic nie dowiesz. - przekazałem mu informacje i skierowałem się ku białemu lasowi.

Ikelos
To co mi powiedział było przerażające. Mam tak po prostu nie przejmować się jego cierpieniem? Jak!? Nie wiem czy dam radę, jednak się postaram. W końcu wybrał zawód szamana z własnej woli. Skinąłem łbem i poszedłem za nim. Wilk zaprowadził do mnie do dziwnej jamy ukrytej w śniegu.
- Wiesz jak zrobić eliksir ayahuasci? - zapytał, nie patrząc na mnie.
- Teoretycznie wiem, jednak nie znam się na ziołach. - odparłem. Tak to dziwne, wiem czego potrzeba użyć, jak się to nazywa, jednak nie kojarzę jak to wygląda. Wszystkie zlecenia na zioła daję zielarzom i jakby jeden z nich mnie nie lubił, to zapewne coś by mi nie wyszło.
Weszliśmy do środka, gdzie czekały na nas dziwne przedmioty oraz te, które kojarzę z mojej pracowni. Czarny basior usiadł po czym rzucił mi pod łapy kilka roślin.
- To ci potrzebne, a resztą się zajmij. - oznajmił obojętnie.
Skinąłem tylko łbem na znak, że wiem o co mu chodzi i przystąpiłem do działania. Przepis był wyjątkowo prosty, bowiem wodę należało zagotować, potem wrzucić do niej wszystkie zioła i poczekać aż całość nabierze złotej barwy, ewentualnie żółtej. Zależy to od jaskra, który koniecznie musi być tego koloru. Czarny basior zaczął zapalać ognie, więc skorzystałem z tej okazji. Wziąłem jedno srebrne naczynie i nabrałem trochę śniegu. Za pomocą telekinezy unosiłem misę nad ogniem, by woda się zagotowała, potem poprosiłem czarnego basiora o garść listków Bodziszka, kiść owoców czarnego bzu, płatki z jednego kwiatu Jaskra i Glistnika. Na ziemi zauważyłem patyk, którego użyłem do mieszania wywaru. Po dłuższej chwili wszystko było gotowe.

Olethros
Zaprowadziłem go do mojej jamy po drodze pytając go czy wie jak zrobić eliksir. Powiedział, że tak, jednak nie zna się na ziołach. Cóż.. trzeba było zawczasu pohasać po lasach i się tego nauczyć. Z resztą nie ważne. Ja wiem jak one wyglądają i chyba to się liczy. Wprowadziłem go do Miejsca i zacząłem zapalać ognie. Basior wykorzystał to i podgrzał wodę na jednym z nich. Zaraz poprosił mnie o zioła, więc od razu je mu dałem. Potem usiadłem i czekaliśmy aż wywar nabierze złotej barwy. Po pięciu minutach był gotowy. Wziąłem zapiski w pradawnym języku i położyłem je w centrum jamy. Przydałoby się je zniszczyć. Byłby to taki dodatkowy narkotyk, jednak nie zrobiłem tego. Usiadłem obok artefaktów rzuciłem basiorowi spojrzenie pełne gotowości i wypiłem eliksir. Był słodki chociaż to tylko woda i zielenina. Glistnik dodał mu trochę goryczy. Westchnąłem ciężko bo zrobiło mi się niedobrze. Zdziwiłem się tym jak ten eliksir szybko działał. Zakręciło mi się w głowie i upadłem. Poczułem lekki ból w prawej łapie, którą położyłem na artefaktach. Otworzyłem szeroko oczy. Zdawało mi się, że jestem wysoko nad ziemią jednak coś dawało mi odczucie, że jestem głęboko pod nią. W niebieskiej cieczy, która lewitowała i wirowała jak powietrze dostrzegłem postać jakiegoś wilka. Usłyszałem krzyk. Wadery. Wydało mi się to dziwne jakbym wiedział kto to był i przed chwilą widział go jeszcze żywego. Nie dałem się zwieść i podążyłem ku niebieskiej "chmurze". Każdy krok bolał jakby ktoś wyrywał mi kończyny. Pół bólu zostało w zaświatach a te drugie pół pewnie usłyszał Ikelos. Nie wiem czemu, ale wydawało mi się zabawne, że on nic z tego nie widział. Zaraz skupiłem się jednak na zadaniu i wpatrzyłem się w chmurę. Jeden duch wędrował tam i z powrotem wyróżniając się od innych postaci. Wpatrywałem się w niego zaciekle aż on nie odwrócił głowy i nie spojrzał na mnie. Wychodź, ty zgrzybiały gadzie. Tak myśląc cały czas wpatrywałem się w ducha. Na jego pysku widać było niepokój nawet lekką złość, Jednak postąpił jeden krok ku mnie i zniknął. Uśmiechnąłem się z trudem. Udało się.

Ikelos
Podałem eliksir wilkowi a on od razu go wypił. Nie minęła chwila nim czarny upadł na ziemię i zaczął walczyć sam ze sobą. Czy może z kimś? Nie wiem, ale to było straszne. Wył, warczał i wił się po całej jamie. Nie wiedząc co robić, po prostu stanąłem gdzieś z boku i czekałem. Problem był w tym, że nie wiedziałem na co. Olethros nie wyjaśnił mi dokładnie co mam robić, tylko, że pojawi się duch. A on? Co się stanie z nim w tym czasie? Czemu on nie będzie mógł porozmawiać z duchem? W jaki sposób go on przywołuje? Nie rozumiałem nic, a nic.
Ku moim oczom ukazała się zdenerwowana biała postać, która przeraźliwie piszczała... upadłem na ziemię, zasłaniając uszy łapami. Nic to nie pomagało.
- Mabdazethecron maiomazetaubda! - warknęła istota. Spojrzałem na nią i westchnąłem. Nic z tego. Mówi to samo co postać z kamienia, niczego nie rozumiem. Co mam teraz robić? A jak coś się stanie? Zrobi mi krzywdę? Jak mam uspokajać coś, czego nie rozumiem.
- Jestem Ikelos. Szukam pomocy. - powiedziałem, mając nadzieję, że coś to zmieni.
- Bdayethesigcronbdazeomipaze! - krzyknął przeraźliwie, "atakując" mnie przy tym. Jednak zniknął, tak jakby wchodząc we mnie.
Rozejrzałem się... nic, ciemność. Spojrzałem na czarnego wilka, który znowu zaczął się wić po ziemi, a po chwili się obudził. Był bardzo zmęczony, ale musiałem mu oznajmić, że się nie udało. Boję się, że teraz będzie na mnie wściekły, ale wyjaśniłem, że duch mówił w tym samym języku co postać z kamienia. 

niedziela, 3 lipca 2016

Aria - Ponowne spotkanie

Obudziłam się od razu po świcie w swojej małej, kamiennej chatce. Pojedyncze promienie słońca wpadały przez dziurę, która służyła jako wejście. Ziewnęłam i leniwie przeciągnęłam się. Usłyszałam donośne burknięcie. Tak, to był mój brzuch. Szybko wstałam i rozejrzałam się. Niestety nie widziałam już żadnych resztek.
- No trudno... Trzeba iść na polowanie. - westchnęłam i wywlokłam się z kamiennego pomieszczenia.
Na dworze panował lekki chłód. Nie był na tyle mocny, żeby mi przeszkodzić w polowaniu. Marszem udałam się do lasu. Węszyłam między drzewami. Nagle wyczułam zapach samotnej łani. Była dosyć młoda. Zapewne odłączyła się od stada i nie wie jak je znaleźć. Idealna okazja na śniadanie!
Bezszelestnie poruszałam się pomiędzy roślinami. Zbliżałam się do zwierzęcia. Niestety było ono dosyć daleko; tam, gdzie las graniczył z Glacies. Minęło parę minut, a ja już miałam samicę w polu widzenia. Powoli i cicho skradałam się do niej. Gdy byłam już wystarczająco blisko, to... Zza krzaków wyszedł czarny basior i tym samym wystraszył zwierzę. Zdenerwowałam się trochę, gdyż spłoszył mój posiłek. Podeszłam bliżej do samca.
- Wystraszyłeś moje śniadanie... - mruknęłam.
Niestety zawsze, gdy jestem głodna, robię się złośliwa. Lecz tym razem nie miałam zbytniej ochoty na konfrontację z kimś, kogo prawie w ogóle nie znam. Wilk przez chwilę mnie ignorował, ale po chwili spojrzał na mnie. Ja go cały czas bacznie obserwowałam. Wyczekiwałam jakiejś reakcji z jego strony.

Olethros
Wyszedłem właśnie z jaskini i kierowałem się ku Zamkowi, gdy coś głośno zaszeleściło w krzakach. Podbiegłem do nich będąc pewny, że to jakiś intruz. Jednak obok krzaków zmaterializowała się ta wadera. Aria. Była iście niezadowolona. Dlaczego? Odpowiedź dotarła do mnie szybko. Wystraszyłem jej śniadanie. Ojoj, ale mi przykro! Zignorowałem ją mając nadzieję, że sobie pójdzie. No bo, w końcu dopuściłem się skandalu i przy pierwszym naszym spotkaniu nie próbowałem złożyć jej w ofierze. Gdy tak stała w końcu zareagowałem i wzruszyłem ramionami. A właściwie jak mam już Miejsce na obrządki to czemu by jej tam nie zaprowadzić?
- Cześć, Aria. - uśmiechnąłem się lekko i udałem, że wstydzę się powiedzieć co następuje: - Może... Gdybyś mogła mi towarzyszyć pokazałbym ci Miejsce, w którym spędzam wolny czas?
Nie wiedziałem, że przejdzie mi to przez gardło tak łatwo. Z resztą... Co się nie robi dla Ojca, prawda?

Aria
Spojrzałam na niego dziwnie. Eh... Trochę tak niegrzecznie byłoby odmówić. Może po drodze spotkam jakąś padlinę? Mam na to wielką nadzieję.
- No dobrze. - odparłam głodna.
Basior odwrócił się w moją stronę ogonem i szybkim truchtem ruszył przed siebie. Ja biegłam zaraz za nim. Widać było po nim, iż się cieszy. Tylko z czego? Z tego, że może mi pokazać swoje ulubione miejsce? Nie wiem, czy to taki dobry powód do ekscytacji. Chcąc przerwać tą ciszę westchnęłam cicho i powiedziałam:
- Nie przedstawiłeś się wcześniej. Jak masz na imię? - zapytałam z ciekawością
W zasadzie było to trochę niegrzeczne z jego strony, że na początku tego nie zrobił. W każdym bądź razie oczekiwałam na odpowiedź czarnego samca.

Olethros
Udało się. Myślałem, że nie pójdzie tak łatwo, ale wadera jednak zdecydowała się pójść za mną. Ucieszyłem się bardzo i pewnie było to po mnie widać, ale nie przejmowałem się. Wadera i tak już nigdy nie wyjdzie z tej jamy. Odwróciłem się do niej ogonem i szybkim truchtem oddalałem się od krzaków porastających granicę lasu Glacies z rzeką. Pobiegłem wzdłuż nurtu, by potem znów zagłębić się w las. Milczeliśmy po drodze, ale nie za bardzo mnie to obchodziło. Wadera przerwała ciszę. Nie przedstawiłem się jej wcześniej i takie tam bzdury. Pozwoliłem sobie, żeby znów zapadła między nami cisza a potem powiedziałem jej tylko swoje imię. Powinno jej wystarczyć. Gdy byliśmy tylko parę kroków od jaskini zwolniłem i pomyślałem jaki byłem przy naszym pierwszym spotkaniu. Byłem głupi. Zdecydowanie za łagodny. Ech... Wkroczyłem do jamy a Aria za mną. Pomyślałem sobie, że jest trochę ciemno i zapaliłem ognie. Potem też się jeszcze przydadzą. Usiadłem sobie i zaprosiłem ją do rozmowy. Ostatnio nie skończyliśmy tematu religii i kultur.

Aria
Czarny basior zaprowadził mnie do jaskini. Gdy tam weszliśmy, zauważyłam parę ognisk i dziwne przyrządy. Zbytnio nie zwróciłam na nie uwagi. Usłyszałam od znajomego, że był szamanem, więc to nic nadzwyczajnego. Olethros zaprosił mnie do rozmowy. Postanowiłam, iż dokończymy temat o naszych kulturach i religiach. Chciałam bliżej poznać jego wiarę. Wydawała się ona być bardzo interesującą.
- Więc... Na czym polega twoja religia? Jakie święta czy obrzędy obchodzicie? - zapytałam czarnego samca.
O dziwo wilk nie patrzył już na mnie, a na coś, co było za mną. Trochę mnie to zaniepokoiło, lecz po chwili jego wzrok znów powędrował na mój pysk.

Olethros
Ale jestem głupi. Sam zaczynam rozmowę i potem się rozmyślam. O czym? O tym co by najbardziej jej pasowało. Sztylet? Nie, banalne. Może...
Przemyślenia przerwała mi wadera. Odwróciłem wzrok od narzędzi i spojrzałem na nią. Oczywiście, jakie mamy święta. No dobrze. Bez zbędnych słów zacząłem wyliczać.
- Przesilenie wiosenne, dziady. Zwołujemy duchy i demony a one tańczą w krwi szczeniaków. W nadłuższą noc w roku czcimy Selene. Właśnie w taką noc wataha padła. Wtedy zostaje wybrana Nocnica. Zazwyczaj trzyletnia wadera, często wyrocznia. Ma zostać nietknięta aż do następnego wyboru lub śmierci. W północ czwartego lity czcimy Charsa, mojego ojca. Wtedy zdychają wadery...Wiadomo dlaczego. Pierwszego maja nadchodzi święto Halethe. Modlimy się do niej i znów dajemy jej szczeniaki - nie wiem czemu mówiłem takimi krótkimi zdaniami. Jednak te święta to jedna dziesiąta naszej religii a nie jestem pewien czy powinienem o tym tak otwarcie mówić nawet waderze, która zaraz się wykrwawi. Zamilknąłem i spojrzałem na nią z wahaniem.

Aria
Jego religia była... dziwna? Niezwykła? Nietypowa? Nie można było znaleźć na nią określenia. Basior nagle przerwał swoją wypowiedź. Zauważyłam, że waha się. Tylko przed czym? Olethros był bardzo tajemniczym wilkiem. Trudno było przewidzieć, co zrobi za chwilę. Chciałam go jakoś rozgryźć, ale... Był tak trochę małomówny. Trudno było wyciągnąć z niego jakiekolwiek informacje, choć dzisiaj mi się udało. Wpatrywałam się w czerwony ogień. Po chwili jednak przeniosłam wzrok na czarnego samca. Na moim pysku zagościł delikatny uśmiech.
- Święta, które obchodziliście są interesujące, lecz... dosyć brutalne. - rzekłam ze spokojem.
Pomyślałam, iż basior wymienił tylko najważniejsze obrzędy. Tak właściwie miałam cichą nadzieję, że może jeszcze mi opowie co nieco o jego kulturze.

Olethros
Wadera się zamyśliła. Cóż chyba w dobrym momencie przerwałem, dając jej czas do namysłu. W końcu podniosła wzrok nad płomień ogniska i spojrzała na mnie. Postanowiłem dalej nie rozwijać wykładu o mojej wierze. O dziwo wadera nie bała się. Była spokojna gdy mówiła mi o brutalności naszej wiary i o naszych interesujących świętach. Zaintrygowało mnie to. Nie dość, że... Jej ciekawość po prostu przewyższała inne emocje. Wcześniej uważałem ją za słodką i bojaźliwą kupkę futra, ale teraz... Uh... Ona... Ona chyba jest czymś więcej niż tylko przedmiotem.
Nie, kurwa. Nie będę tak myśleć. To niedorzeczne i do tego wbrew mojej wiary. Wbrew woli mojego ojca i innych bóstw.
Widząc jak się uśmiecha uśmiechnąłem się także. Może uda mi się ją wciągnąć w tą piękną religię?

Aria
Olethros milczał. Oczywiście to nie było dziwne w jego przypadku. Od czasu do czasu przenosił wzrok na przestrzeń za mną, później na ogień, a następnie zerkał na mnie. Widziałam, że był czymś zamyślony. Tylko czym? Hm... Może czeka na jakieś pytania? Albo na jakąś opowieść z mojej strony? W zasadzie... Zapytam go o jego przybycie do Arcanterry. Nigdy nikogo nie pytałam o takie rzeczy, a tym sposobem mogłam dowiedzieć się o nim jeszcze paru informacji.
- No więc, Olethros... - zaczęłam spokojnie. - Jaka była twoja historia przybycia do tej ogromnej krainy? - dokończyłam pytającym tonem.
Po wypowiedzeniu tych zdań postanowiłam przekonać się na co przykuło uwagę czarnego basiora. Odwróciłam się i ujrzałam parę przedmiotów. Ewidentnie służyły do walki. Uśmiech z mojego pyska zszedł, a w mojej głowie pojawiły się czarne myśli. Czy on miał zamiar zranić mnie? Umysł zaczął wymyślać mnóstwo czarnych scenariuszy. Odgoniłam jednak te wszystkie myśli i wzięłam głęboki oddech. Ponownie rozpogodziłam się i powróciłam wzrokiem do samca. Nie ma się czego bać... Chyba.

Olethros
Aria spytała się po chwili o tym jak wylądowałem w Arcanterze. Szczerze mówiąc nie jestem pewien czy chcę jej o tym mówić. Znaczy...niby wie jak odszedłem... Spojrzałem na nią niespokojnie. Właśnie patrzyła za siebie, na moje delikatne instrumenty. Chyba zaczęła się bać.
- A twoja? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie. W końcu ona wie o mnie więcej niż ja o niej a tak nie powinno być moim zdaniem. Oczekując na jej odpowiedź zapatrzyłem się na ogień a zaraz potem na narzędzia za Arią. Dalej się zastanawiam. Jednak zanim wadera znów odwróciła wzrok od innych rzeczy w pokoju i spojrzała na mnie, ja szybko skupiłem wzrok na jej osobie. Niech nie myśli, że jest aż tak zagrożona jak jest.

Aria
Skrzywiłam się na jego pytanie. Wolałam nie opowiadać o tamtych zdarzeniach. Jednak czułam lekki przymus. On też chciał się czegoś dowiedzieć o mnie. Nie było to dziwne. Westchnęłam i spojrzałam w bok.
- Od urodzenia żyłam blisko Arcanterry. Niestety moi rodzice nie akceptowali rządów tamtejszego władcy i dla tego nie mieszkaliśmy w tej krainie. Jednakowoż radziliśmy sobie. Po za tym miałam przy sobie babcię; jedynego maga powietrza w mojej najbliższej rodzinie. To ona nauczyła mnie tej magii. Miało to również swoje wady; walczenie z intruzami. Pewnego dnia przybyły do nas dziwne stworzenia. Podejrzewam teraz, iż były to istoty spokrewnione ze smokami. W każdym bądź razie zaatakowały nas. Były zbyt silne. Dziadkowie kazali nam uciekać. Niestety, podczas ucieczki gady wybiły pozostałych członków mej rodziny. Ja cudem uszłam z życiem, choć byłam bardzo ranna. Później trafiłam tutaj. Miejscowe wilki zajęły się mną i tak sobie teraz żyję. - opowiedziałam.
Mój wzrok powrócił do ogniska. Eh... Zapewne zanudziłam Olethrosa na śmierć. Ta historia nie była zbyt interesująca.

Olethros
Słuchając opowieści wadery coraz bardziej byłem zdziwiony. Myślę, że mieszkanie na właściwie ziemi niczyjej było... graniczyło z cudem. Z tego co mówiła mieszkała tam tylko z paroma członkami swojej rodziny. Bez watahy. Bez wsparcia innych wilków i, tym bardziej bogów. Była ateistką. Zaatakowały ich stwory, które jak przypuszczam były z Corcodilus lub Malumterrry. Widziała jak umiera jej rodzina. A ja widziałem jak umiera moja cała wataha. Całe szczęście, że mój ojciec jest w niebiosach. Może teraz opowiem jej jak ja dotarłem do tej krainy?
- Wyrazy współczucia - powiedziałem z lekkim uśmieszkiem, który mógłby wydać pocieszający jak zarówno ironiczny. Jej sprawa jak to zinterpretuje.
- Może ja opowiem swoją historię... A więc wszyscy byli podekscytowani tego dnia. Wieczorem miała się odbyć ceremonia, w której wybrana zostanie Nocnica a potem oddana zostanie jej cześć. Wieczorem wszyscy zebrali się na Błogosławionym Polu. Ognie zapalone od południa, północy, zachodu i wschodu wyznaczały miejsce gdzie ma być ustawiony ołtarz. Hm... Nie będę wnikał w ceremonię. Trzyletnia wadera została wybrana i zasiadła na ołtarzu. Gdy pierwszy wilk położył się u jej łap zaczęła śpiewać boską pieśń. Przemawiała przez nią Selene. Gwiazdy i księżyc zaświeciły mocniej i rozświetliły twarz Nocnicy. Moim zadaniem było utrzymywać watahę przez cały obrządek, jednak złamałem obietnicę. Nocnica widząc, że to koniec zeszła do mnie i... potem skierowałem się ku Mglistym Górom, ku Arguntur. Stamtąd właśnie przyszedłem. Resztę znasz. - Dokończyłem. Starałem się, żeby ta opowieść nie była tak brutalna. Mam nadzieję, że mi wyszło. Spojrzałem na Arię.

Aria
Basior o ciemnym futrze skończył opowiadać swoją historię. W zasadzie ja nadal nie rozumiałam zbytnio jego religii. Dokładniej tego, jak jego wataha zginęła. Możliwe, iż jestem głupia, że tego nie pojmuję. Nie wiem. Postanowiłam jednak zapytać o to Olethrosa.
- A co dokładnie wydarzyło się w wasze ostatnie święto Selene? - zapytałam z dużym zainteresowaniem.
Sformułowałam to pytanie inaczej, gdyż nie chciałam wyjść na przygłupa. Co jak co, ale potrafię przemyśleć swoją wypowiedź. W ciszy oczekiwałam jego odpowiedzi. Miałam nadzieję, iż nie odpowie mi kolejny raz pytaniem na pytanie. Choć w zasadzie nie miałby jak. Trudno. Zawsze ktoś może nas zaskoczyć niespodziewanie, prawda?

Olethros
Och... Miło, że się tym tak interesuje, ale mogłaby raz pomyśleć. Co do niej nie dociera? Nie chciałem mówić jej, że nie pozwalałem ich duszom wyjść z ich ciał, ale zbyt się podekscytowałem i wszystkich kropnąłem. Myślałem, że "utrzymać" i "ceremonia" wystarczą, żeby pojęła. Mając tego wszystkiego powoli dość powiedziałem prosto z mostu.
- Członkowie watahy oddawali krew na cześć Nocnicy. Miałem pilnować, żeby nie oddali ducha, ale przez przypadek nie zdołałem tego zrobić. - warknąłem - Już rozumiesz? - spytałem trochę łagodniej. Odwróciłem od niej wzrok i zapatrzyłem się w ogień. Jej głos mi powie jaka jest jej reakcja.

Aria
Olethros ewidentnie był niezadowolony z mojego pytania.
- Tak. - odparłam raźnie.
Cisza. Chyba obydwoje zastanawialiśmy się, co powiedzieć lub zapytać. Samiec w przeciwieństwie do mnie zbytnio nie interesował się mą historią. Pomyślałam, że moglibyśmy zacząć nowy temat.
- Słyszałam, że jesteś szamanem, prawda? - zapytałam niepewnie. - No więc czym się zajmujesz? - dokończyłam.
Nigdy nie widziałam żadnego szamana, więc to równa się z tym, iż nie za bardzo mam pojęcie czym się zajmuje.

Olethros
No. Zrozumiała. W końcu. Następnie między nami zapadła cisza. Ja nie za bardzo wiedziałem co powiedzieć albo o co zapytać i ona chyba też nie. Jednakże w końcu zapytała się czym zajmuje się szaman.
A propos wszystkiego. Co ja niby robię? Siedzę sobie tu w jaskini i rozmawiam już z godzinę z jakąś nieważną waderą. Do niczego tak nie zajdę
Albo zrobię krok w przód albo dalej będziemy tak ślęczeć w jednym punkcie. Albo... zrobię krok w tył i będzie po mnie. Zignorowałem więc pytanie wadery i wstałem.
- Wnioskuję więc, że chciałabyś zobaczyć to w praktyce? - powiedziałem próbując nie popełnić żadnego błędu. Teraz, gdy wadera się zgodzi, mogę wywołać ducha albo pokazać jej jeden z naszych obrządków i przy okazji ją zabić.

Aria
Basior zaproponował mi pokazanie tego, czym się zajmuje. Pomyślałam, że to dobry pomysł. Skinęłam głową twierdząca, dając mu znak, iż się zgadzam.
- Bardzo chętnie. - rzekłam pogodnie.
Ciekawe, co będzie chciał mi pokazać. Zaklęcia jakieś? Zmienianie koloru ognia? Jakieś zjawiska paranormalne? Niestety na razie nie dane mi jest dowiedzieć się tego. Za bardzo w tych sprawach się nie orientuję. Widziałam, że Olethros rozgląda się po jaskini i zastanawia się, co mi zaprezentować.

Olethros
Nie wiedziałem, że jest taka naiwna. Udając, że czegoś szukam po chwili odwróciłem się i spojrzałem na nią przygryzając wargę.
- Mogłabyś się przesunąć w tamtą stronę? - zrobiłem małą powietrzną strzałkę i wskazałem jej tak miejsce. - Inaczej nie ma za dużo miejsca - wytłumaczyłem. Wadera wstała i rzeczywiście poszła do wskazanego przeze mnie miejsca. No dobrze. Wrzuciłem pewne zioło do ognia. Za chwilę będzie i działać wadera uśnie...albo zemdleje. Nie wiem. Nie chciałem po prostu z nią walczyć. Nie chciałem nawet...
Szybko wykopałem z ogniska roślinę i zgasiłem je. Przygryzłem wargę i usiadłem ciężko. Oddychałem szybko. Nie mogę tego zrobić, scortum. Ale jak tego nie zrobię, sam nie mam wyjścia jak tylko zdechnąć rozpłatywany przez moich rodziców. Muszę w końcu kogoś złożyć w ofierze i to ma być ona. Nikogo innego tak łatwo nie zwabię tutaj, nikt tutaj z własnej woli nie przychodzi. Jednak z trudem przychodzi mi ją nawet uśpić. Dlaczego? Atakować inne wilki przy pierwszym spotkaniu przychodziło mi łatwo. Jej, kurwa, nawet nie próbowałem.

Aria
Olethros poprosił mnie o przesunięcie się w bok. Miejsce, na którym miałam stanąć pokazał powietrzną strzałką. Szybkim ruchem pojawiłam się tam i obserwowałam bacznie poczynania basiora. Wziął jakąś tajemniczą roślinę i wrzucił ją do ognia. Przez chwilę czułam się dosyć dziwnie. Byłam bardzo senna. Po chwili jednak uczucie to zniknęło, gdy samiec wyrzucił zioło z ogniska. Przechyliłam delikatnie łeb w geście pytającym.
- Coś nie tak? - spytałam zmieszana.
Wilk wyglądał na trochę zmartwionego. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Może wziął złą roślinę? Nie miałam pojęcia. W głębokim zamyśleniu oczekiwałam jego odpowiedzi.

Olethros
Spojrzałem na nią kiedy się spytała czy coś nie tak. Widząc, że wadera spostrzegła moje tymczasowe wahanie wstałem ze złością.
- Nie - warknąłem. -Wszystko w porządku - dodałem po chwili i odwróciłem się do niej plecami. Mam teraz wybór. Albo poddać się rodzicom albo zrobić kompletną bzdurę. Wybrałem rodziców. Wyciągnąłem z torby jeszcze jedną roślinę i wrzuciłem ją do ogniska. Dym się wzniósł i za chwilę rozprzestrzenił się po jamie. Ja zdążyłem zrobić ochronę powietrzną naokoło siebie, żeby mnie to cholerstwo nie dopadło. Aria w tym czasie się położyła a ja nie będąc pewny czy już śpi znów podszedłem do torby i wyciągnąłem z niej sztylet. Westchnąłem ciężko i podszedłem do leżącej wadery. Zlikwidowałem ochronę ponieważ dym już się ulotnił. Uniosłem nad nią broń. Z zaskoczeniem zauważyłem, że jakaś ciecz skapnęła na jej futro. Naiwnie spojrzałem do góry myśląc, że przez otwór w sklepieniu jamy dostał się płatek śniegu i wylądował na jej ciele. Wiem też, że nie było to możliwe. Dziura była od nas dosyć daleko, nigdy żaden śnieg nie wpadł do środka a poza tym na zewnątrz nawet nie padało. Taaa... To co skapnęło na nią to była łza. Prawdziwa, szczera... Do tego basiora.
Odsunąłem się od niej i na ślepo cisnąłem nóż. Chybiłem. Wbił się w ziemię centymetr nad jej karkiem. Odszedłem w kąt i się położyłem. Ta łza nie była jedyna. Teraz spływały mi po policzkach setki.

Aria
Basior odpowiedział groźnym tonem. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Szybkim ruchem wyjął ze swojej torby te same zioła i niechlujnie wrzucił je do ogniska. Po całej jaskini rozprzestrzenił się dym. Ja ponownie poczułam się senna. Byłam tak znużona, że aż się położyłam i zapadłam w sen. Co to miało być? Zastanawiałam się nad tym. Oczywiście jak zwykle miałam wszystko wokół siebie czarne. Nic mi się nie śniło. Cóż... Obudziłam się. Chyba minęło dość dużo czasu. Parę razy mrugnęłam powiekami. Obraz z czasem stawał się wyraźniejszy. Leniwie wstałam i rozejrzałam się. Mój wzrok natrafił na czarnego wilka. Siedział dość daleko ode mnie, a jego wzrok był wlepiony w ziemię. Obawiałam się trochę podejść do niego, więc postanowiłam coś powiedzieć z oddali.
- Co się dzieje, Olethros? - powiedziałam dosyć poważnym tonem.
Martwiło mnie jego zachowanie. Może coś się nie udało? Niestety nie dane było mi to wiedzieć.

Olethros
Nie wiem ile tak siedziałem. Ale się uspokoiłem i powoli uniosłem się do pozycji siędzącej. Gdy ona spała miałem czas by pomyśleć. Wbiłem wzrok w ziemię. Jednym słowem jestem w kropce. Mam przesrane. Ta wadera... jestem rozdarty. Moi rodzice potrzebują opieki a gdy nie dostaną jej to mają jeszcze siłę, żeby mnie zabić. Nie mogę się wahać, jednak to robię. Co z Arią? Bogowie, jestem głupi.
Z oddali usłyszałem jej głos. Tym razem chyba była zaniepokojona. Chce wiedzieć co się dzieje, dlatego mówi takim twardym tonem. Spojrzałem na nią. W końcu się obudziła. Jednak może tego się obawiam? Co mam jej niby powiedzieć? Że jestem żałosnym barankiem? Nie umiem zrobić tego co mi zlecono?
Westchnąłem. Muszę coś powiedzieć. Jednak miałem cichą nadzieję, że wadera nie będzie potrzebowała słów by to zrozumieć. Obok niej leżał, albo raczej był wbity pozłacany sztylet z kościaną rękojeścią. Nie zauważyła tego? Czy jej to nie wystarcza?
Postanowiłem być szczery. Zawsze taki jestem, prawda? Spojrzałem na nią poważnym wzrokiem i zacząłem... mówić.
- Nie jestem w stanie cię zabić... Myślałem, że będzie łatwiej,gdy uśniesz. Nie potrafię. - zaciąłem się. Za chwilę jednak kontynuowałem - Możliwe, że poczułem do ciebie... coś takiego co nie jest obojętnością? - nie wiedziałem jak jej to wytłumaczyć. Wahałem się.
To trudne. Z jednej strony jest Aria i śmierć z ręki ojca a z drugiej zabicie wadery, która nie jest dla ciebie obojętna...

Aria
Czy on chciał mnie zabić? Jeszcze raz, uważniej, rozejrzałam się po grocie. Obok mnie był niedbale wbity złoty sztylet. Moje serce zabiło mocniej. Wyglądało na to, iż to ja byłam ofiarą jego obrządków. Wzięłam parę oddechów i uspokoiłam się. Kiedy będzie chciał mi coś zrobić to po prostu ucieknę. Nie chcę walczyć. Robię to tylko w tedy, kiedy zajdzie taka potrzeba. W głębi duszy nadal czułam strach. Przełknęłam ślinę. Czemu basiory ostatnio zaczęły się tak mną interesować? Powinnam chyba się odciąć na razie od świata.
- Daję ci przemyśleć to wszystko. - powiedziałam z lekkim wahaniem. - Sama wiem, że rozmowa ze sobą jest najlepsza... - dodałam ciszej.
Chwilę później wstałam. Jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w czarne futro Olethrosa, po czym skierowałam swój wzrok na biały śnieg za jaskinią. Powolnym krokiem udałam się w tamtą stronę. Rzuciłam ostatnie spojrzenie wilkowi. Następnie wkroczyłam w oślepiającą biel śniegu.

Fumetsu - Muzyk

Odkąd zostałam kapłanką musiałam przyjmować modlitwy od innych wilków. W tym celu dostałam specjalną, małą komnatę. Było tam mnóstwo zakurzonych kamieni, symboli Arcanusa no i jego portrety oczywiście. Pomimo tego, że zbytnio nie wierzyłam w Arcanusa, to i tak angażowałam się w tą pracę. Taki paradoks, nieprawdaż? W każdym bądź razie dzisiaj jeszcze nikt nie przyszedł. Postanowiłam, iż odczytam jeden kamień. Za pomocą telekinezy wzięłam go z półki i położyłam na drewnianym stole. Przetarłam łapą kurz, który na nim się znajdował. Następnie otworzyłam go. Zapewne napisała to poprzednia kapłanka... Hm... Zawarte były tu informacje o różnych rytuałach. Słuchałam postaci z nadzieją na coś interesującego. Po chwili natrafiłam na coś o muzyce. Fragment ten brzmiał: Każda kapłanka winna mieć swą własną pieśń. Śpiewałaby ją przy wszystkich obrzędach. Byłby to jej hymn.
Hymn? Pieśń? Tak właściwie to mogłabym mieć coś takiego. Tylko trzeba znaleźć muzyka... Eh... Leniwie wstałam z poduszki i wyszłam z pomieszczenia. Przemieszczałam się po korytarzach i wypytywałam wilki o to, gdzie mieszka muzyk. Odpowiadały mi, że w wiosce. Westchnęłam i udałam się do plebsu. Na miejscu podeszłam do pierwszej lepszej wieśniaczki.
- Gdzie znajdę muzyka? - warknęłam.
Ona wystraszyła się. Wskazała łapą jeden z domków i szybko odeszła. Prychnęłam na nią. Następnie powlokłam się do kamiennej chaty. Bez wahania weszłam do niej.
- Chodź. - nakazałam wilkowi, który tam był.

Ethen
Dzisiaj był wyjątkowy dzień. Od początku czułem, że dzisiaj mi się wszystko uda. Zasiadłem więc na pieńku w mojej chatce w wiosce i zacząłem wymyślać rym do "potężna". Tak. Chodziło o Fumetsu. Znikąd pojawiło mi się słowo "ofiara pieniężna". Tak powiem szczerze, że wiem co to są pieniądze. Kiedyś takie wykopałem, gdy bawiłem się u nas w watasze. Takie okrągłe, metalowe krążki. Nic wartego uwagi. Westchnąłem i poszukałem czegoś innego. "Księżna, mężna". Mężna pasuje. Takie inne słowo na odważna. Uśmiechnąłem się do siebie tryumfalnie, gdy ktoś otworzył drzwi do mojej chatki bez pytania i usłyszałem głos wadery. Nie byle jakiej, bo Fumetsu. Zszedłem ze stołka i odwróciłem się do niej. Świetnie! Doradzi mi co mam wybrać.
Jednak wadera miała inne plany. Już wychodziła z mojego mieszkania. Poszedłem za nią. Widzę, że jest w opałach. Powitałem ją grzecznie i spytałem się o co chodzi.

Fumetsu
Plebs zapytał się o co chodzi. Zatrzymałam się i westchnęłam głęboko. Odwróciłam się do niego.
- Jesteś potrzebny. - warknęłam. - Później wyjaśnię. - dodałam łagodniejszym tonem.
Nie mogłam zachowywać się tak odstraszająco, gdyż po prostu Ethen by mi nie usłużył. Po chwili ponownie wróciłam do szybkiego chodu.
Do zamku dotarliśmy po jakichś pięciu minutach. Pędem zaprowadziłam go do mojej komnaty. W tamtej od kapłanki było stanowczo za mało miejsca. Oczywiście przy okazji szybko tam weszłam i zabrałam potrzebny nam kamień. Weszliśmy do komnaty, a ja mu nakazałam usiąść na złotej poduszce. Założę się, że tam takich nie mają. Ech... Będę musiała zlecić służbie wymienienie poszewki. Nie wiadomo, co za świństwa panują między plebsem. Ja również usiadłam na podusze i położyłam kamień przed basiorem.
- Masz mi pomóc z ułożeniem pieśni. Sam sobie zobacz, o co chodzi. - nakazałam jak zwykle.
Podsunęłam głaz pod jego łapy. Szary wilk popatrzył uważnie na magiczny przedmiot, po czym go dotknął.

Ethen
Smutne. Wadera nie chciała mi powiedzieć co ją dręczy. Zamiast tego warknęła coś o tym, że jestem jej potrzebny. Naturalnie, że jestem potrzebny waderom. Potrzebują moich ciepłych i silnych łap, gdy nastają niebieskie dla nich czasy i tak dalej. Wadera popędziła w stronę zamku. Biegłem za nią. Niedługo potem z nad drzew wyłonił się mur i parę wieżyczek. Gdy weszliśmy do budynku wadera podążyła na piętro. Tam były tylko komnaty mieszkalne. Weszliśmy do jednej z nich. Od razu wiedziałem, że to jej komnata. Ładnie ją pachniała. Ha! No proszę. Dopiero co się poznaliśmy a ona już mnie pragnie. Oczywiste prawda? Fumetsu nakazała mi usiąść na złotej poduszce. Wadera usiadła naprzeciw mnie i podsunęła mi pod nos kamień. Bez zastanowienie przybliżyłem go do siebie i dotknąłem łapą. Posta wilka zaczęła opowiadać o różnych duchowych i kapłańskich sprawach. Nie za bardzo mnie to obchodziło a nawet onieśmielało, że dała mi słuchać o tajnikach jej pracy. Fumetsu była kapłanką. Słuchałem tak aż moje ucho wychwyciło coś o pieśniach. Nastawiłem je i usłyszałem, że Fumetsu ma mieć własną pieśń. Oczywiście. Wymyślę jej słowa już od zaraz. Jednak teraz słowo "potężna" nie pasowało do jej zawodu. Pomyślałem więc, że najpierw muszę wymyślić coś o Arcanusie. Musi być jakiś powód, że się zbieramy, prawda? Fumetsu powiedziała jeszcze, że ta pieśń ma być krótka. Szkoda. Następnie wymyśliłem coś. Jednak "kaplic" tu nie stawiają. Ale co tam. Kaplicą można również nazwać jej pracownię. Teraz wilki muszą się pomodlić... By móc obrać dobrą drogę! Mam. Tryumfalnie uśmiechnąłem się i wyrecytowałem jej pieśń.
- Arcanusie, nad naszą ziemią górujący,
Ogień w tej kaplicy dogorywający.
Dla tegoż Twój lud i córa Twa niepokalana
Do modlitwy się kłania.
By za Twą pomocą, dobrą drogę
Wyznaczyć do obrania.
Uśmiechnąłem się jeszcze raz i złożyłem jej ukłon. Wadera przyjęła pieśń lekkim skinieniem głowy i kazała mi odejść. Ze smutkiem wstałem ponieważ miałoby było gdybym mógł chociaż jeszcze u niej na noc zostać. Skłoniłem się jeszcze raz i powiedziałem, że zawsze jestem dla niej do usług. Wyszedłem i zamknąłem za sobą cicho drzwi. Wróciłem w podskokach do wioski. Morał jest taki, że dobrze zrobić coś dla świata... To właściwie nie morał... No cóż.

piątek, 1 lipca 2016

Podsumowanie

Wilki zostały postarzone.
Powitajmy Nowy Rok w watasze ;)

~*~
4 członków
4 zawodowców

~*~
1 eliksir
0 pigułek
0 medalionów
0 kamieni

~*~
12 wątków
118 postów
11 kursów
15 questów

~*~
Informacje: 9
Zielnik: 7
Magia: 2
Składniki: 1
Lekarstwa: 1
Istoty: 8
Kronika: 1
Zaklęcia: 1
Raporty: 0
Choroby: 0

~*~
12 miejsce na TopLiście Armentum

~*~
TOP 3
1. Ikelos - 380 punktów
2. Olethros - 304 punktów
3. Aria - 238 punktów


Gratulujemy!
1. +15 punktów żywiołu
2. +10 punktów żywiołu
3. + 5 punktów żywiołu

Umiejętności

Pedagogika – zespół nauk o wychowaniu, istocie, celach, treściach, metodach, środkach i formach organizacji wychowawczej.
Moce - znajomość dostępnych mocy, ich działania oraz pomoc w odkrywaniu ich.
Hierarchia - znajomość dostępnych stanowisk i funkcji jakie pełnią oraz pomoc w wyborze.
Praktyka – znajomość podstaw przetrwania oraz pomoc w rozwoju.
Przewodnictwo - udzielenie informacji turystycznych i krajoznawczych oraz do oprowadzenie wycieczek i wilków indywidualnych po obiektach, trasach i terenach.
Medycyna - wiedza o zdrowiu i chorobach oraz sposobach ich zapobiegania, oraz ich leczenia
Zielarstwo - dział wiedzy zajmujący się zagadnieniami hodowli, uprawy, zbioru, suszenia, pakowania i przechowywania roślin. Posługiwanie się ziołami. Znawstwo roślin.
Prawo - system norm prawnych, czyli ogólnych, abstrakcyjnych i jednoznacznych dyrektyw postępowania, które powstały w związku z istnieniem i funkcjonowaniem uporządkowanego organizmu społecznego, ustanowione lub uznane przez właściwe organy władzy.
Ezoteryka - magiczne rytuały, wywoływanie duchów, przepowiadanie przyszłości, próby kreowania swojego losu za pomocą istot niefizycznych. Używanie zaklęć, czarów i zamawiania, postrzegania aury, oraz radiestezji. Praktyki i działania opierające się na dziedzinie magii
Alchemia - wytwarzanie magicznych eliksirów, przedmiotów oraz leków.
Łowiectwo - zespół planowanych i skoordynowanych czynności mających na celu racjonalne gospodarowanie zwierzyną, tropienie, ściganie i pozyskiwanie zwierzyny.
Rzemiosło - produkcja materiałów budowlanych, mebli do zamku, toreb, flakoników i innych potrzebnych przedmiotów codziennego użytku.
Muzyka - sztuka organizacji struktur dźwiękowych w czasie. Jedna z dziedzin sztuk pięknych, która wpływa na psychikę przez dźwięki.
Taniec - forma sztuki performance, składająca się z celowo wybranych sekwencji ruchu. Ruch ten ma wartość estetyczną i symboliczną, i jest uznawany jako taniec przez wykonawców i obserwatorów w danej kulturze.
Zabawa - aktywność służąca rozrywce.

Każdy wilk ma do przydziału 6 punktów. By dostać stanowisko, należy mieć jeden pełny kurs.
Rodzina królewska - Prawo (3) / Hierarchia (2)
Opiekun – Pedagogika (3)
Nauczyciel – Moce (2) / Hierarchia (2) / Praktyka (2)
Przewodnik – Przewodnictwo (2)
Medyk – Medycyna (3) / Zielarstwo (2) / Ezoteryka (2) / Alchemia (1)
Zielarz – Zielarstwo (3)
Druid – Prawo (3)
Szaman / Kapłanka – Ezoteryka (3) / Zielarstwo (2) / Rzemiosło (1)
Mag – Ezoteryka (2) / Alchemia (2) /  Zielarstwo (2) / Rzemiosło (1)
Myśliwy – Łowiectwo (2)
Generał/Oficer - Prawo (2) / Łowiectwo (2)
Kapral / Morderca / Szpieg - Prawo (1) / Łowiectwo (2)
Rzemieślnik - Rzemiosło (3)
Komik - Zabawa (2) / Muzyka (2) / Taniec (2)

1. Kursy można robić poprzez napisanie odpowiedniego zadania.
2. Kursy można robić poprzez naukę od innego wilka, który ma pełny kurs.
3. Mentor sam wybiera sposób nauczania, zaczynając oczywiście od najmniejszego poziomu.
4. Wilk, który dołącza do bloga w wieku 5 lat +, może wybrać sobie 1 kurs, jako umiejętność zdobytą gdzieś indziej.

Ilość kursów zależnie od wieku:
13 lat - 6 kursów
12 lat - 5 kursów
11 lat - 4 kursy
10 lat - 3 kursy
9 lat - 2 kursy
5 / 6 / 7 / 8 lat - 1 kurs
5. Cesarz przydziela stanowiska wedle własnego uznania.
6. Stanowisko nie zapewnia umiejętności.
7. Zanim zrobisz kurs, zastanów się dwa razy czy twojemu wilkowi dana umiejętność jest potrzebna, bowiem nie ma możliwości "wymiany".
8. Można dodać sobie umiejętności za pomocą zwojów.
Umiejętności fabularne to takie, które często widać podczas pisania opowiadań. Wiadomo, że każdy wilk umie narzucać swoją wolę, rozkazywać, motywować innych czy też polować. Mimo tego, te umiejętności są na bardzo niskim poziomie i nie zawsze polowanie może się udać, tak samo jak zaszycie torby.
Moce -  wilk zna się na swoim żywiole, wie jakie ataki może wykonać oraz jak je odkrył
Hierarchia - wilk wie jakie zajmuje miejsce w watasze, wie jakie stanowiska są dostępne i jaką wiedzę trzeba posiadać by je zdobyć
Praktyka - wilk wie jak żyć w naszej krainie, ogarnia system władzy, wie gdzie się udać po jedzenie oraz wie jak zaspokoić swoje potrzeby
Przewodnictwo - mieszkańcy krainy doskonale znają nazwy terenów oraz gdzie one się znajdują
Łowiectwo - wilk jest w stanie zapolować na małą zwierzynę, taką jak zając
Muzyka - śpiewać każdy może, a to jak to wychodzi to już inna sprawa
Taniec - tańczyć także może każdy
Zabawa - już od szczeniaka jest nam to znane, wiemy jak zabawy się nazywają i jak w nie grać

Statystyki

Mówią nam o sile, kondycji oraz zręczności naszego wilka.
Ocena stanu zdrowia:
0 – Śmierć.
1-20 – Zagrożenie życia, wilk najczęściej jest nieprzytomny.
21-30 – Wilk nie może wyjść z groty medycznej, bowiem grozi to pogorszeniem stanu zdrowia.
31-50 – Wilk może wychodzić z groty medycznej, lecz potrzebne są regularne kontrole. Rany przeszkadzają mu w niektórych czynnościach i jest mniej sprawny.
51-70 – Medyk przepisuje wilkowi odpowiednie lekarstwa, które pomogą mu wyzdrowieć. Wilk jest ospały i obolały oraz nie ma humoru. Obchodzi się ze wszystkim delikatnie.
71-85 – Wilk odczuwa ból, potrzebuje tylko lekarstwa od medyka, sam może się sobą zająć a rany niezbyt przeszkadzają mu w życiu.
86-96 – Wilk nie czuje się najlepiej, lecz nie potrzebuje lekarstw. Oczywiście jeśli wybierze się do medyka, ten może przyśpieszyć proces zdrowienia.
97-100 – Wilk jest zdrowy.

Siła vs Kondycja
Wilki które mają więcej kondycji są bardziej odporne na twoje ataki.
Różnica
Jeśli wilk ma o 15pkt. mniej kondycji niż ty siły, twoje ataki oceniane są w skali 0-20.
Jeśli wilk ma o 10pkt. mniej kondycji niż ty siły, twoje ataki oceniane są w skali 21-30.
Jeśli wilk ma o 5pkt. mniej kondycji niż ty siły, twoje ataki oceniane są w skali 31-50.
Zerowa różnica – Twoje ataki oceniane są w skali 51-70.
Jeśli wilk ma o 5pkt. więcej kondycji niż ty siły, twoje ataki oceniane są w skali 71-85.
Jeśli wilk ma o 10pkt. więcej kondycji niż ty siły, twoje ataki oceniane są w skali 86-96.
Jeśli wilk ma o 25pkt. więcej kondycji niż ty siły, twoje ataki są bezskuteczne.


Zręczność
Możesz zaatakować postacie, które mają mniej bądź tyle samo zręczności co ty.
Zabić możesz tylko te, które mają mniej doświadczenia od ciebie.
Różnica punktów:
11+ - Przeciwnik nie może się bronić, zostaje ranny.
6-10 - Przeciwnik ma szansę obronić się w jednym poście, potem zostaje ranny.
1-5 - Przeciwnik ma szansę obronić się w dwóch postach, potem zostaje ranny.
0 - walka toczy się do czasu, kiedy jedna z postaci nie odpuści, bądź przekroczy limit 5 postów związanych z pojedynkiem (wtedy postać pada z wycieńczenia). Obie strony zostają ranne.

Stanowiska

Każdy zaczyna od rangi członka, który nie pełni żadnej funkcji. Żeby otrzymać zawód wybieramy się do cesarza. O dostaniu się do wojska decyduje Generał, więc to do niego kierujemy się z tą sprawą.
Cesarz – władca krainy.
Cesarzowa – wybranka cesarza.
Książę – następca tronu.
Księżniczka – córka cesarza.
Druid – doradca cesarza i główny nauczyciel księcia. Jego zadaniem jest przekazanie wiedzy dotyczącej sprawowania władzy, nauki poprawnego zachowania i przygotowanie do przejęcia tronu. Jeśli cesarz nie ma dzieci, to on jest następcą tronu.
Generał – przywódca wojsk.
Oficer – zastępca generała.
Kapral – w razie wojny stają do ataku, natomiast na co dzień zajmują się utrzymywaniem porządku w krainie. Patrolowaniem terenów i ochroną członków stada.
Szpieg – przebywający ciągle w podróży, gromadzi informacje i przekazuje je generałowi.
Morderca – zajmujący się likwidowaniem istot skazanych na śmierć.
Opiekun – zajmujący się szczeniakami.
Nauczyciel – pomagający uczniom wejść w dorosłe życie.
Przewodnik – pomagający nowym członkom w zaaklimatyzowaniu się.
Medyk – zajmujący się udzielaniem pomocy medycznej oraz opieką nad chorymi.
Zielarz – zajmujący się zbieraniem ziół i dostarczaniem ich do medyków/magów.
Szaman – zajmujący się sprawami zmarłych, pogrzebami, przywoływaniem duchów.
Mag – znający się na magii, magicznych przedmiotach oraz istotach. Wytwarza eliksiry, magiczne przedmioty oraz leki.
Myśliwy – zajmujący się polowaniem i dostarczaniem mięsa.
Kapłanka - wadera, zajmująca się sprawami duchowymi, modlitwami, małżeństwami oraz przepowiadaniem przyszłości.
Rzemieślnik - zajmujący się produkcją przedmiotów codziennego użytku.
Komik - odpowiada za rozrywkę podczas uroczystości i imprez.
Nowsze Starsze Home