Przechadzałam się porankiem po Terribilis, w nadziei, że nikogo tu nie ma. Miejsce to było spokojne, jednakże również tajemnicze. Usiadłam na jednej ze skał i zaczęłam wpatrywać się w wodę.
Długie promienie słońca odbijały się od tafli morza i trafiały do mnie, tym samym czyniąc moją sierść bardziej jasną. Popatrzyłam bardziej w bok, jednak cały czas bacznie obserwując morze. Tam ujrzałam niewyraźny zarys białej wilczycy w wodzie. Natychmiastowo skierowałam na nią wzrok. Wydawała się być dziwnie spokojna. Zeskoczyłam ze skały i zaczęłam się do niej zbliżać. Mam nadzieję, iż jest choć trochę przyjazna. W odpowiedniej odległości - ok. dwa metry - zatrzymałam się. Śnieżnobiała wadera zwróciła na mnie uwagę. Patrzyłyśmy sobie nieustannie w oczy.
- Jak się zwiesz? - zapytałam chłodno. Jednak ta, nie odpowiedziała. Zignorowała mnie totalnie, po prostu odeszła. Chciałam już pobiec za nią, jednak ni stąd ni zowąd pojawił się Charon, który przekazał wiadomość od ojca. Postanowiłam to sprawdzić.
Trwające wątki
Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)
Blog oficjalnie nieczynny ;)
wtorek, 15 września 2015
piątek, 11 września 2015
Beren - Ona
Krople smętnie spadały na trawę, by skryć się w ziemi. Szedłem w stronę wyjścia z zamku a moje kroki odbijały się od murów echem. Nieważne, niech wszyscy się obudzą. Moje łapy dotknęły murawy i krople deszczu jęły spadać mi na futro, lecz nie tak gęsto, bym wyglądał jak wyplute kłaki. Na błocie za mną pojawiały się ślady, by zaraz zniknąć pod nawałem wody, gdy szedłem do Solitudine. Nie wiem nawet dlaczego tam idę. Powoli zaczęło mnie przenikać zimno, gdy przekroczyłem granice terenu. Idąc z biegiem rzeki dotarłem do miejsca, w którym rosło drzewo. Teraz było obumarłe z rdzawymi liśćmi, które zaraz i tak spadną. Nie zainteresowałoby mnie to tak bardzo gdybym nie ujrzał pod nim białej, rozmazanej przez deszcz, sylwetki otoczonej ognikami. Instynkt rozkazał mi się zatrzymać i obserwować waderę. Poczułem gorąco, gdy moje serce przyśpieszyło i wyczułem adrenalinę. Znikąd pojawiła się myśl, że coś dziwnego się ze mną dzieje a potem ogniki wokół niej zgasły i została tam sama, gdy wokół niej zapanowała woda a ja dalej ją obserwowałem i wtedy widziałem tylko ją.
Massacre
Deszcz zmoczył moje białe, lśniące futro, tak samo jak małe, tańczące ogniki, które otaczały mnie z każdej strony. Wtem ulotniły się niczym para wodna. Zostałam tylko ja. Ja i moje przemyślenia. Wstałam z mokrej od deszczu trawy. Nawet pod drzewem niektóre krople deszczu sprytnie przedzierały się przez rzadko usadzone liście. Postanowiłam poćwiczyć pewną umiejętność, a mianowicie zapalenie na drzewie gęstego, wysokiego płomienia pomimo deszczu. Skupiłam w sobie całą moc a wkrótce drzewo zaczęło płonąć. Po kilku chwilach dostrzegłam czarnego basiora. Obserwował mnie z dziwnym zaciekawieniem. Zmarszczyłam brwi i wyszczerzyłam kły. Nikt nie będzie mnie podglądywał!Beren
Obserwując waderę pomyślałem, że musi się skupiać, gdyż stała bez ruchu z lekko podniesioną głową. Chociaż trudno było to stwierdzić przez siepiący naokoło deszcz. Po chwili na drzewie wybuchnął ogień rozświetlając tą przestrzeń naokoło drzewa. Przez blask, który roztaczała musiała zauważyć, iż ją obserwuję. Ukazała swoje śnieżnobiałe kły gotowa do ataku, lecz narazie tylko z namysłem odstraszenia mnie. Uśmiechnąłem się kpiąco czego wadera nie mogła zauważyć i zdecydowałem się zrobić to spokojnie, ale gotów gdyby była taka potrzeba. Pewnie to najgłupsza lub najwspanialsza rzecz, którą zrobiłem - podszedłem do niej. Chciałem ją sprowokować, by to ona zrobiła pierwszy ruch. Zapewne mnie zaatakuje, ale tego też pewny być nie mogę. Gdy byłem od niej oddalony od metr, zreflektowałem się i zatrzymałem. Nie należy naruszać prywatnej sfery, szczególnie wadery. Jednak ta tylko na mnie spojrzała i odeszła...czwartek, 10 września 2015
Hypnos - Córka
Jak zwykle, Charona już dawno nie było w komnacie. Casty jedynie przywitała się ze mną i też gdzieś wyszła, a Ofendia leżała w kącie, na swoim posłaniu i o czymś myślała. Zdziwiło mnie trochę, że nie wychodzi, tak jak reszta rodzeństwa.
Po chwili ciszy i przyglądania się szarej waderze, przerwałem w końcu ten spokój. - Nie wychodzisz? - zapytałem spokojnym i dość chłodnym tonem. Cóż, już taki jestem i myślę, że ona jedyna to rozumie.
- Nie mam na razie ochoty... - odparłam ciut znudzona.
Położyłam łeb na swych łapach i obserwowałam drzwi od naszej komnaty.
Może to przez jej siostrę, która zaginęła? Pewnie teraz to przeżywa i nie radzi sobie z tym, dlatego odtrąca innych. Wątpię iż byłaby taka niedostępna bez powodu. Charon i Casty świetnie się ze sobą dogadują, a Ofendia? Woli trzymać się na uboczu. To smutne.
- Czuję się niepotrzebna... - Powiedziałam zrezygnowana. - Gdybym się zmieniła to wszystko wyglądałoby inaczej. - Dodałam.
Biały wilk popatrzył na mnie z lekkim zaciekawieniem, a z jego oczu mogłam wyczytać "A co się takiego stało?". Wiedząc, że zapewne Avatar za chwilę zada mi to pytanie, postanowiłam odpowiedzieć na nie wcześniej.
- Otóż Charon mówi o mnie same złe rzeczy. - Rzekłam śmiało. - Wiem, iż to głupie że go posłuchałam, lecz w jego słowach było słychać odrobinę prawdy. - Dokończyłam.
Spuściłam głowę niezadowolona.
- Masz rację... - Powiedziałam ciut znudzonym tonem.
Spróbowałam się uśmiechnąć. Gest ten trochę mi wyszedł. Odwzajemniłam uścisk taty i po chwili znów go puściłam. Następnie zeszłam z posłania i podeszłam do okna. Zaczęłam obserwować drzewa, które delikatnie się ruszały pod wpływem wiatru. Ten widok zawsze był dla mnie miły i przywoływał pewnego rodzaju nostalgię. Po za tym jestem jaka jestem, więc od teraz słowa Charona będą mi obojętne. Mam nadzieję, że się kiedyś poprawi i będzie miał choć trochę szacunku do pozostałych, a tym bardziej do rodziny. Rozmyślałam tak wpatrzona w jeden punkt. Godziny mijały, a ja nadal byłam w tym samym miejscu. Mój ojciec zapewne już dawno wyszedł z komnaty, a ja z pewnością zostałam sama...
Po chwili ciszy i przyglądania się szarej waderze, przerwałem w końcu ten spokój. - Nie wychodzisz? - zapytałem spokojnym i dość chłodnym tonem. Cóż, już taki jestem i myślę, że ona jedyna to rozumie.
Ofendia
Leżałam na swym posłaniu, które było umieszczone znacznie dalej od innych. Wolałam przebywać w samotności, a że musiałam dzielić komnatę z rodzeństwem to tak jakoś wyszło. Byłam wpatrzona w kamienną posadzkę. Promienie słońca wpadały do środka pokoju i odbijały się od kafelków, co sprawiało iż błyszczały się. Nagle usłyszałam zimny głos ojca. Skierowałam na niego wzrok.- Nie mam na razie ochoty... - odparłam ciut znudzona.
Położyłam łeb na swych łapach i obserwowałam drzwi od naszej komnaty.
Hypnos
Niepokoiłem się. Może to właśnie ten okres, dorastania, lecz jednak coś mi kazało zapytać. - Czy wszystko w porządku? Chciałabyś porozmawiać? - zapytałem bezbarwnym tonem. Mogłoby się wydawać, że tak naprawdę nie obchodzą mnie jej problemy, lecz mam nadzieję, że zna mnie na tyle dobrze i rozumie, że tak już mam.Może to przez jej siostrę, która zaginęła? Pewnie teraz to przeżywa i nie radzi sobie z tym, dlatego odtrąca innych. Wątpię iż byłaby taka niedostępna bez powodu. Charon i Casty świetnie się ze sobą dogadują, a Ofendia? Woli trzymać się na uboczu. To smutne.
Ofendia
Popatrzyłam na ojca z lekkim żalem. Westchnęłam i przekręciłam głowę w stronę okna. Później ponownie skierowałam ją na Hypnosa.- Czuję się niepotrzebna... - Powiedziałam zrezygnowana. - Gdybym się zmieniła to wszystko wyglądałoby inaczej. - Dodałam.
Biały wilk popatrzył na mnie z lekkim zaciekawieniem, a z jego oczu mogłam wyczytać "A co się takiego stało?". Wiedząc, że zapewne Avatar za chwilę zada mi to pytanie, postanowiłam odpowiedzieć na nie wcześniej.
- Otóż Charon mówi o mnie same złe rzeczy. - Rzekłam śmiało. - Wiem, iż to głupie że go posłuchałam, lecz w jego słowach było słychać odrobinę prawdy. - Dokończyłam.
Spuściłam głowę niezadowolona.
Hypnos
Nie rozumiałem słów córki, bowiem każdy jest potrzebny. Nie urodziła się bez celu, jakiś ma i wkrótce go znajdzie. Jednak po chwili wszystko stało się jasne, Charon. Nie wiedziałem, że jest taki dla swoich sióstr. Zrobiło mi się smutno, bowiem nie radziłem sobie z jego wychowaniem, nie rozumiałem go. - Nie przejmuj się. - oznajmiłem spokojnym tonem głosu, po czym przytuliłem moją małą księżniczkę. - Charon przechodzi teraz trudne chwile, stracił siostrę. Każdy z nas cierpi na swój sposób. A on ma bardzo silną moc wywierania wpływu na innych. Nie powinnaś brać jego słów do siebie. - mówiłem obojętnym tonem głosu, mając jednocześnie nadzieję, że mam rację.Ofendia
Zastanowiłam się chwilę nad słowami białego basiora. Potem spojrzałam mu prosto w oczy.- Masz rację... - Powiedziałam ciut znudzonym tonem.
Spróbowałam się uśmiechnąć. Gest ten trochę mi wyszedł. Odwzajemniłam uścisk taty i po chwili znów go puściłam. Następnie zeszłam z posłania i podeszłam do okna. Zaczęłam obserwować drzewa, które delikatnie się ruszały pod wpływem wiatru. Ten widok zawsze był dla mnie miły i przywoływał pewnego rodzaju nostalgię. Po za tym jestem jaka jestem, więc od teraz słowa Charona będą mi obojętne. Mam nadzieję, że się kiedyś poprawi i będzie miał choć trochę szacunku do pozostałych, a tym bardziej do rodziny. Rozmyślałam tak wpatrzona w jeden punkt. Godziny mijały, a ja nadal byłam w tym samym miejscu. Mój ojciec zapewne już dawno wyszedł z komnaty, a ja z pewnością zostałam sama...
środa, 9 września 2015
Hypnos - Zebranie rady
Nie jestem już taki młody, lata lecą a ja nadal nie wybrałem rady. Nie mogę pozostawić nowego Avatara bez opiekunów, więc postanowiłem się w końcu zdecydować.
Zaraz po śniadaniu udałem się do sali konferencyjnej w naszym zamku, podszedłem do wielkiego rogu i zawyłem w niego, tak by każdy wilk w naszej krainie usłyszał mój głos i zjawił się na zebraniu. Teraz pozostało mi jedynie czekać i rozmyślać, kto byłby godny tego, by zasiąść na radzie. Muszą to być wilki mądre, sprawiedliwe i znające się na prawach, które w naszej krainie obowiązują. Nie mogą być to istoty mające skłonności do przywiązania czy też chęci posiadania władzy.
- Czego on do cholery chce? - powiedziałam na głos.
Mijałam małe szyszki które z nudów podnosiłam telekinezą, zapalałam i rzucałam gdzieś na ziemię. Gdy dotarłam do komnaty konferencyjnej spojrzałam na zebranych. Prychnęłam pogardliwie i usadowiłam się wygodnie na fioletowej poduszce.
- Siema. - oznajmiłem, wchodząc na salę. Widząc moją białą ślicznotkę, usiadłem obok niej i uśmiechnąłem się zalotnie. Ona będzie moja.
- Witajcie na zebraniu rady. - widząc, że wszyscy zajęli wygodne pozycje, wstałem i rzekłem dostojnym tonem głosu, tym samym rozpoczynając uroczystość. - Na poprzednim zebraniu ustaliliśmy, że zbierzemy radę składającą się z trzech wilków. Jednym z nich miałby być generał, którego nadal nie posiadamy. - rozejrzałem się po sali, patrząc na każdego chociaż przez chwilę. - Czy jest na sali wilk, który planuje zostać generałem? - oznajmiłem, mając nadzieję iż takowy się znajdzie. Wrzuciłbym go do rady, a najwyżej potem usunął, gdyby nie spełnił moich oczekiwań.
- Ja zostanę generałem. - rzekłam ze stoickim spokojem.
Wtedy usłyszałam cichy, jakby zduszony śmiech. Natychmiast odwróciłam się i ryknęłam, zapalając na sobie ogień na wysokość dwóch metrów. Wilki spojrzały na mnie lekko przestraszone, nie licząc siedzącego obok, brązowo-szarego samca. Z wyszczerzonymi kłami i zjeżoną sierścią popatrzyłam się na czarnego. Ten śmiech należał do niego. Kiedy się uspokoiłam odwróciłam się do władcy. Niech tylko czarnuch wyjdzie poza zamek. A ja go dopadnę...
- Również zgłaszam swoją kandydaturę - powiedziałem z kpiną w głosie a jednocześnie posłałem waderze lodowate spojrzenie. Niech ogień w niej zgaśnie.
Po chwili odezwał się Beren. Spojrzałem na niego i pokręciłem głową. To jasne, że oni ze sobą konkurują. On już ma stanowisko, po co więc się pchał na nie, skoro chciał zostać przywódcą wojsk? Nie chciał, lecz nie chce też by ona nim została.
- Wybacz mi Beren, lecz ty już posiadasz odpowiednie umiejętności jak i stanowisko, które do nich pasuje. - oznajmiłem spokojnym tonem głosu, patrząc na niego, by następnie skierować wzrok na Massacre. - A więc moja droga, miejsce w radzie będzie na ciebie czekać. Tym czasem, zajmij się szkoleniami. - skinąłem łbem, po czym rozejrzałem się po sali. - A więc brakuje nam dwóch członków, którzy zasiądą w radzie. Słucham waszych wad, zalet... propozycji. - powiedziałem uroczyście, tak jak na władcę przystało.
- Umiem zabijać. Mam dobrą kondycję, zręczność i siłę. Mogę jeszcze potrenować inne umiejętności. - spojrzałem na Hypnosa, próbując go przeniknąć i zobaczyć co myśli. Potem zahaczyłem wzrokiem o Charona.
Patrząc na czarnego basiora, który dla mnie był już przegrany, zacząłem się śmiać. I to niby ma mojemu ojcu zaimponować? Zaraz zgaszę te jego przechwałki. - Ojcze, władco... - zacząłem dość dostojnie i poważnie. - Sztuka zabijania czy też dobra kondycja fizyczna, nie jest ważna, bowiem tego nasz nowy Avatar nauczy się od pani Generał. - spojrzałem chwilkę na waderę, po czym na Berena, który zaczynał się denerwować. - Powinniśmy teraz wybrać kogoś mądrego, opiekuńczego... no i przede wszystkim, dobrego. - uśmiechnąłem się zwycięsko, mając nadzieję, że ojciec przyzna mi rację.
- Hm... Jestem trochę opiekuńcza, ukończyłam cały kurs myślistwa, nie mam w sobie dużej agresji, lecz moją dosyć upierdliwą wadą jest ciekawość. - odpowiedziałam spokojnie. Inni popatrzyli się na mnie dziwnym wzrokiem. Ja niestety nie zrozumiałam ich zachowania.
- Podoba mi się to, przyjmuję cię. - rzekłem do rudawo-białej wilczycy, po czym spojrzałem na Charona i Berena. Teraz to oni powinni mnie do siebie przekonać. - Nie wiem którego z was przyjąć, więc zapytam tutaj obecnych o opinię, jaką mają na wasz temat. Wymagam szczerości, nawet jeśli będzie ona dość nieodpowiednia. - rozejrzałem się w oczekiwaniu na jakieś wypowiedzi.
- Według mnie, oba te basiory posiadają plusy i minusy. - Powiedziałam spokojnie. - Beren jest dosyć spokojny i poważny, a Charon ambitny. - Dodałam.
Popatrzyłam na czarnego wilka.
- Chociaż Beren chce głównie rozzłościć naszego przyszłego generała. - Chwilę później skierowałam wzrok na syna Hypnosa. - A Ron? Dla mnie jest zbytnio chamski.
Zapewne obydwa basiory będą mi te słowa za złe. No ale co poradzę? To prawda...
- Weź pod uwagę fakt, że jesteś moim ojcem i wiem na czym twoja rola polega. Mógłbym uczyć nowego avatara tego, czego ty nauczyłeś mnie. - dodałem po chwili, chcąc przeciągnąć go na swoją stronę. - Poza tym jestem młody, z wiekiem spoważnieję. - dodałem z głupim uśmieszkiem, chociaż... nie wiem czy powinienem to mówić. Co jeśli wywali mnie stąd tylko dlatego, że jestem za młody? Eee, nie zrobi tego.
Charon też miał rację. Wiele mu opowiadam o stanowisku Avatara, jeśli tylko chce coś wiedzieć, jednak ten ostatnio woli przesiadywać w bibliotece. To chyba dobrze? Jest mądry i się uczy, no i w bibliotece znajduje się też dużo informacji, nasza historia. Hmm, sam już nie wiem.
- Massacre? A ty co myślisz? - zapytałem, mając nadzieję, że wybierze któregoś z nich i problem się rozwiąże. Jednak wadera milczała.
Postanowiłem więc dać im trochę czasu, jak i sobie na podjęcie tej decyzji. - Dobrze więc, dam wam czas a kiedy ocenię wasze zachowanie, zdecyduję. Zamykam naradę. - orzekłem, po czym udałem się na spoczynek.
Zaraz po śniadaniu udałem się do sali konferencyjnej w naszym zamku, podszedłem do wielkiego rogu i zawyłem w niego, tak by każdy wilk w naszej krainie usłyszał mój głos i zjawił się na zebraniu. Teraz pozostało mi jedynie czekać i rozmyślać, kto byłby godny tego, by zasiąść na radzie. Muszą to być wilki mądre, sprawiedliwe i znające się na prawach, które w naszej krainie obowiązują. Nie mogą być to istoty mające skłonności do przywiązania czy też chęci posiadania władzy.
Beren
Siedziałem na poduszce w jadalni i kończyłem bażanta, gdy w moje uszy wgryzł się dźwięk wycia, ale głośniejszego od normalnego, więc wywnioskowałem z tego, że Hypnos musi wyć do jakiegoś rogu czy czegoś tam. Oznacza to, że nasz Avatar w końcu zdecydował się na zwołanie rady. Wstałem i udałem się do sali konferencyjnej. Gdy do niej wszedłem spotkałem tylko Hypnosa. Ponownie usiadłem na poduszce i zamilkłem wpatrując się we władcę, w oczekiwaniu na resztę i na przemówienie. Po paru chwilach zamachałem nerwowo ogonem. Ile może trwać aż inni przywleką tu swoje zady?Terra
Trenowałam obok zamku przy jeziorze na Luminosum, które nawet nie nosiło nazwy. Doskonaliłam swoje moce i umiejętności. Jednak po chwili do moich uszu dotarł dźwięk rogu. Wydobywał się zapewne z sali konferencyjnej. Nasz Avatar pewnie zorganizował spotkanie, lub jak kto woli, naradę. Szybkim krokiem udałam się w stronę dźwięku. W końcu dotarłam do sporej wielkości sali. Usiadłam na jednej z poduch ułożonych na kamiennej posadce. Obok mnie siedział Beren... Tak, ten czarny i trochę agresywny basior. Z kolei przed nami trochę wyżej usadowił się Hypnos; nasz Avatar. Obserwowałam dwóch basiorów uważniej i czekałam na pozostałych mieszkańców Arcanterry.Massacre
Myjąc się w pobliskiej rzece usłyszałam donośne, dobiegające z jakiegoś rogu wycie Hypnosa. Skąd to wiem? Poznałam po niskim, grubym tonie. Warknęłam głośno, po czym wyszłam z wody. Otrzepałam się i zapłonęłam by szybko wysuszyć sierść. Ruszyłam powolnym krokiem do zamku.- Czego on do cholery chce? - powiedziałam na głos.
Mijałam małe szyszki które z nudów podnosiłam telekinezą, zapalałam i rzucałam gdzieś na ziemię. Gdy dotarłam do komnaty konferencyjnej spojrzałam na zebranych. Prychnęłam pogardliwie i usadowiłam się wygodnie na fioletowej poduszce.
Charon
Dzisiaj ojciec organizował to całe zebranie rady i ogólnie. Wiedziałem, że Berenuś będzie chciał się do niej dostać, a na to nie mogłem pozwolić. Nie chciał się ze mną bawić? To niech teraz tego pożałuje. Mam ojca na wyciągnięcie łapy, jest tak zmanipulowany, że zrobi co zechcę. Może i sam się dostanę do rady? To byłoby bardzo interesujące, poza tym mam ojca Avatara to wiem co on tam robi i jak, więc doświadczenie jakieś mam, nieprawdaż?- Siema. - oznajmiłem, wchodząc na salę. Widząc moją białą ślicznotkę, usiadłem obok niej i uśmiechnąłem się zalotnie. Ona będzie moja.
Beren
Do sali weszły, Terra i ta biała wadera. Rudawo-biała usiadła obok mnie i spojrzała na mnie smutno. Za to druga wadera prychnęła z wyższością i usadowiła się na fioletowej poduszce. Charon wszedł i atmosfera od razu zrobiła się napięta. Obserwowałem go aż usiadł obok białej. Wystarczyło jedno spojrzenie by wiedzieć co on o niej sądzi... Jeszcze jeden powód, by nienawidzić Charona the White...Hypnos
Po chwili do sali przyszło wiele wilków, w tym mój syn. Chciałbym, żeby usiadł obok mnie, lecz ten nawet na mnie nie spojrzał. Skupił się głównie na czarnym samcu i białej waderze, a ja? Jakbym był niewidzialny. Mniejsza... to nie czas na przemyślanie spraw rodzinnych. Jesteśmy tu z ważnego powodu i każdego muszę traktować tak samo.- Witajcie na zebraniu rady. - widząc, że wszyscy zajęli wygodne pozycje, wstałem i rzekłem dostojnym tonem głosu, tym samym rozpoczynając uroczystość. - Na poprzednim zebraniu ustaliliśmy, że zbierzemy radę składającą się z trzech wilków. Jednym z nich miałby być generał, którego nadal nie posiadamy. - rozejrzałem się po sali, patrząc na każdego chociaż przez chwilę. - Czy jest na sali wilk, który planuje zostać generałem? - oznajmiłem, mając nadzieję iż takowy się znajdzie. Wrzuciłbym go do rady, a najwyżej potem usunął, gdyby nie spełnił moich oczekiwań.
Massacre
Kiedy szary basior dosiadł się, warknęłam głośno dając mu do zrozumienia, że naruszył moją prywatną strefę. Usłyszałam pytanie Avatara. Poderwałam się na równe łapy.- Ja zostanę generałem. - rzekłam ze stoickim spokojem.
Wtedy usłyszałam cichy, jakby zduszony śmiech. Natychmiast odwróciłam się i ryknęłam, zapalając na sobie ogień na wysokość dwóch metrów. Wilki spojrzały na mnie lekko przestraszone, nie licząc siedzącego obok, brązowo-szarego samca. Z wyszczerzonymi kłami i zjeżoną sierścią popatrzyłam się na czarnego. Ten śmiech należał do niego. Kiedy się uspokoiłam odwróciłam się do władcy. Niech tylko czarnuch wyjdzie poza zamek. A ja go dopadnę...
Beren
Kupka futra chce zostać Generałem... Śmiechu warte. Zaśmiałem się lekko a wadera pokazała swoją stronę. Z niej buchnął słup ognia na około dwóch metrów... Zaimponowała mi... warknęła i spojrzała na mnie. Ciekawe co będzie dziać się poza zamkiem. Dalej lekko rozbawiony, wstałem i oznajmiłem jedną rzecz...- Również zgłaszam swoją kandydaturę - powiedziałem z kpiną w głosie a jednocześnie posłałem waderze lodowate spojrzenie. Niech ogień w niej zgaśnie.
Hypnos
Obserwując i jednocześnie słuchając moich towarzyszy, zacząłem mieć lekkie wątpliwości. W prawdzie śnieżna wadera, której imię było mi dane poznać, tak samo jak sprawdzić jej umiejętności, nadawałaby się na generała. Pytanie tylko, czy nie byłaby za surowa? Najważniejsze też, by nie pragnęła władzy a jedynie dbała o dobro naszej krainy.Po chwili odezwał się Beren. Spojrzałem na niego i pokręciłem głową. To jasne, że oni ze sobą konkurują. On już ma stanowisko, po co więc się pchał na nie, skoro chciał zostać przywódcą wojsk? Nie chciał, lecz nie chce też by ona nim została.
- Wybacz mi Beren, lecz ty już posiadasz odpowiednie umiejętności jak i stanowisko, które do nich pasuje. - oznajmiłem spokojnym tonem głosu, patrząc na niego, by następnie skierować wzrok na Massacre. - A więc moja droga, miejsce w radzie będzie na ciebie czekać. Tym czasem, zajmij się szkoleniami. - skinąłem łbem, po czym rozejrzałem się po sali. - A więc brakuje nam dwóch członków, którzy zasiądą w radzie. Słucham waszych wad, zalet... propozycji. - powiedziałem uroczyście, tak jak na władcę przystało.
Beren
Wiem, że je mam. Ale warto zrobić jedną rzecz, by wywołać tym wiele następnych. Uśmiechnąłem się i upadłem ponownie na poduszkę, przy okazji puszczając oko do wadery. Ech... stanowisko będzie na nią czekać... A ja, w tym czasie będę się starać o miejsce w radzie.- Umiem zabijać. Mam dobrą kondycję, zręczność i siłę. Mogę jeszcze potrenować inne umiejętności. - spojrzałem na Hypnosa, próbując go przeniknąć i zobaczyć co myśli. Potem zahaczyłem wzrokiem o Charona.
Charon
Słuchając ojca, ucieszyłem się, że moja piękna dostanie miejsce w radzie, tylko żeby czasem nie odpuściła. Nauczy się tego i owego, łatwizna. Możliwe też, że posiada wiele umiejętności, których wyuczyła się gdzieś indziej, lecz no cóż... mamy tutaj swój system edukacji i ojciec wymaga wiedzy z Arcanterry, tak samo jak i sztuk walk, pasujących do naszej krainy. Będzie musiała się douczyć, proste.Patrząc na czarnego basiora, który dla mnie był już przegrany, zacząłem się śmiać. I to niby ma mojemu ojcu zaimponować? Zaraz zgaszę te jego przechwałki. - Ojcze, władco... - zacząłem dość dostojnie i poważnie. - Sztuka zabijania czy też dobra kondycja fizyczna, nie jest ważna, bowiem tego nasz nowy Avatar nauczy się od pani Generał. - spojrzałem chwilkę na waderę, po czym na Berena, który zaczynał się denerwować. - Powinniśmy teraz wybrać kogoś mądrego, opiekuńczego... no i przede wszystkim, dobrego. - uśmiechnąłem się zwycięsko, mając nadzieję, że ojciec przyzna mi rację.
Terra
Całą dyskusję o temacie "Kto zostanie generałem?" obserwowałam i się nie odzywałam. Widać było, że Beren chciał konkurować z waderą. Cóż... Osobiście wolałabym tą śnieżnobiałą samicę, która siedziała na sali. Widać było w niej potencjał. Po za tym wolałabym przyjmować jej polecenia, niż naszego kochanego Berenka. Gdy owy basior wymienił swoje tzw. zalety, Hypnos spojrzał na mnie, co znaczyło iż teraz moja kolej na odpowiedź.- Hm... Jestem trochę opiekuńcza, ukończyłam cały kurs myślistwa, nie mam w sobie dużej agresji, lecz moją dosyć upierdliwą wadą jest ciekawość. - odpowiedziałam spokojnie. Inni popatrzyli się na mnie dziwnym wzrokiem. Ja niestety nie zrozumiałam ich zachowania.
Beren
Hypnos spojrzał na waderę a ona wymieniła swe cechy i umiejętności. Wszyscy spojrzeli na nią dziwnie. Poczułem lekką sensację w żołądku. Coś mi mówi, że jestem już przegrany... A po radzie Charon "zatruje się", przy kolacji swoim ulubionym bażantem które kazał mi przynosić, a po zniknie w tajemniczych okolicznościach na spacerze po terenach Arcanterry. Z resztą skąd mam wiedzieć, nie jestem prorokiem...Hypnos
Słuchając mojego syna, zacząłem rozmyślać. Może ma rację? Beren jest mordercą i nie wiem czy powinien zasiąść w radzie, poza tym widać, że coś łączy go ze śnieżną waderą. Nie chcę by ze sobą konkurowali, powinni ze sobą współpracować jeśli chcą razem dostać się do władzy. Nie mogę pozwolić na kłótnie, powinni dawać dobry przykład nowemu władcy. Postanowiłem nad tym jeszcze pomyśleć, a tym czasem wysłucham Terry.- Podoba mi się to, przyjmuję cię. - rzekłem do rudawo-białej wilczycy, po czym spojrzałem na Charona i Berena. Teraz to oni powinni mnie do siebie przekonać. - Nie wiem którego z was przyjąć, więc zapytam tutaj obecnych o opinię, jaką mają na wasz temat. Wymagam szczerości, nawet jeśli będzie ona dość nieodpowiednia. - rozejrzałem się w oczekiwaniu na jakieś wypowiedzi.
Terra
W mojej duszy zapanowała radość. Ja w radzie? Nigdy nie myślałam, że dostanę taką posadkę. Na moim pysku pojawił się mały uśmiech. Chciałam podziękować naszemu avatarowi, jednak on wyprzedził mnie i rozpoczął kolejne zdanie. Wsłuchałam się uważnie w jego słowa.- Według mnie, oba te basiory posiadają plusy i minusy. - Powiedziałam spokojnie. - Beren jest dosyć spokojny i poważny, a Charon ambitny. - Dodałam.
Popatrzyłam na czarnego wilka.
- Chociaż Beren chce głównie rozzłościć naszego przyszłego generała. - Chwilę później skierowałam wzrok na syna Hypnosa. - A Ron? Dla mnie jest zbytnio chamski.
Zapewne obydwa basiory będą mi te słowa za złe. No ale co poradzę? To prawda...
Charon
Że słucham? Moja własna ciocia uważa, że jestem chamski? A tak właściwie to dlaczego uważam ją za ciocię, przecież z tego co mi wiadomo to nie jest z nami spokrewniona. Cóż, szczenięta pewnie na wszystko mówią ciocia i wujek, ależ to głupie. Mniejsza. Będę się do niej zwracać po prostu Terra i tyle.- Weź pod uwagę fakt, że jesteś moim ojcem i wiem na czym twoja rola polega. Mógłbym uczyć nowego avatara tego, czego ty nauczyłeś mnie. - dodałem po chwili, chcąc przeciągnąć go na swoją stronę. - Poza tym jestem młody, z wiekiem spoważnieję. - dodałem z głupim uśmieszkiem, chociaż... nie wiem czy powinienem to mówić. Co jeśli wywali mnie stąd tylko dlatego, że jestem za młody? Eee, nie zrobi tego.
Hypnos
Terra miała rację i zgadzam się z nią w stu procentach, lecz fakt, że Beren chce tylko dokuczyć naszej przyszłej pani Generał, nieco mnie niepokoił. Jednak czarny basior jest spokojniejszy od mojego syna, ale chamscy potrafią być obydwaj.Charon też miał rację. Wiele mu opowiadam o stanowisku Avatara, jeśli tylko chce coś wiedzieć, jednak ten ostatnio woli przesiadywać w bibliotece. To chyba dobrze? Jest mądry i się uczy, no i w bibliotece znajduje się też dużo informacji, nasza historia. Hmm, sam już nie wiem.
- Massacre? A ty co myślisz? - zapytałem, mając nadzieję, że wybierze któregoś z nich i problem się rozwiąże. Jednak wadera milczała.
Postanowiłem więc dać im trochę czasu, jak i sobie na podjęcie tej decyzji. - Dobrze więc, dam wam czas a kiedy ocenię wasze zachowanie, zdecyduję. Zamykam naradę. - orzekłem, po czym udałem się na spoczynek.
wtorek, 8 września 2015
Beren - Córka avatara
Udałem się do Glacies... no cóż, warto trochę pomyśleć... Wszedłem w te tereny i od razu obsypał mnie śnieg. Drgnąłem, by otrzepać się z zimnego puchu. Czemu w Arcanterze musi być taka zróżnicowana pogoda wszędzie. Już zamyślony brnąłem przez śnieg naprzód. Ani się obejrzałem a natrafiłem przednimi łapami na coś mokrego, ale twardego. Chciałem z tego zejść, ale nie było rady - wpadłem. Wydałem dziwny pisk, stykając się z lodowatą wodą. Przerażony pomyślałem wściekle, że nigdy nie widziałem w Glacies jeziora i czemu to akurat teraz musiało się zdarzyć. Próbowałem wyciągnąć się z tarapatów, lecz moje łapy ześlizgiwały się z lodu. Z wściekłością przypomniałem sobie o swym żywiole i z zamachem stworzyłem wokół siebie kulę ziemii. Niestety zrobiłem to zbyt zaciekle, wystrzeliłem w powietrze i upadłem na twardą, zmarzniętą ziemię. Poddżwignąłem się, wściekły i zziębnięty udałem się do Pulchram. Tam położyłem się na sporym płaskim kamieniu, na słońcu, pozwalając futru obeschnąć.
- Kim jesteś? - Warknęłam.
Basior podskoczył z zaskoczenia. Nie podejrzewam, żeby bał się czegokolwiek.
- A ty pewnie jesteś kolejną córusią naszego avatarka? - spytałem się z kpiącym uśmieszkiem. Normalnie takie słowa doprowadziłyby mnie do mdłości, lecz nie mogłem się powstrzymać - wyglądała tak słodko...
- Cóż... Rodziny się nie wybiera. - Powiedziałam zamyślonym tonem. - Lecz jakbyś chciał wiedzieć, zaginęła moja siostra... Czarna, podobna do ciebie. - Rzekłam.
Jednakże po co uświadomiłam mu o zaginięciu jakiegoś wilka? Z pewnością nie obchodzą go takie drobnostki. Nie mogę rzec, że tęsknie za Kaori, ponieważ razem się tylko bawiłyśmy. Tak na prawdę nie poznałam jej cech. Z namysłu wyrwał mnie basior. Chrząknął specjalnie, żeby zwrócić mą uwagę.
- I tak dla twej wiadomości zwę się Ofendia. - Oznajmiłam zimno.
Przekręciłam głowę w stronę lasu, który zaczynał się parę metrów od nas. Wyłapałam z niego gwizdy ptaków i szumienie drzew. Ponownie popatrzyłam na czarnego wilka.
- Raczysz mi się przedstawić? - Zapytałam z lekką pretensją.
- Oczywiście. Mam na imię Beren. - Stwierdziłem chłodno, uśmiechnąłem się, spojrzałem jej w oczy i ukłoniłem się. Hmm... potomstwu, szczególnie córce, avatara należy się szacunek.
- Nie kłaniaj mi się. - oznajmiłam trochę wściekła. - Nie uważam siebie za ważną osobę. - dodałam spokojniejszym tonem.
Czarny wilk podniósł się.
- Dziękuję, Berenie. - obwieściłam. - Po za tym nie jestem przyzwyczajona do cudzych ukłonów. - rzekłam, powracając do tematu.
Nagle przypomniałam sobie o matce. Dręczyły mnie myśli o niej. Jak wyglądała? Jak się zachowywała? I wiele innych pytań, na które nie znałam jeszcze odpowiedzi. Może w końcu ojciec ośmieli się i wyjawi nam te tajniki. Teraz trzeba tylko czekać.
- Odkryłaś już swój żywioł? - Naprawdę powstrzymałem się od powiedzenia: "Pani".
Zacząłem ją obserwować. Mimo tego ile się już zdarzyło, dalej jeszcze nie wiem czy wrodziła się w swojego ojca.
- No cóż... - westchnęłam. - Niestety jeszcze nie, ale nadal staram się go odkryć. - Dodałam trochę milej.
Już wcześniej spodziewałam się takiego pytania z jego strony.
- Mogę dodać, iż będzie to Woda lub Ziemia. - rzekłam robiąc mu pewne "nadzieje".
Ponownie nastała cisza. Chcąc ją przerwać, powiedziałam:
- A ty? Jaki posiadasz żywioł? - zapytałam, ciekawa jego odpowiedzi.
- Imponujące. - Oznajmiłam.
Zaczęłam być na prawdę ciekawa swojego żywiołu. Ale teraz chciałam wyciągnąć jak najwięcej informacji od czarnego basiora.
- Zaprezentujesz mi coś jeszcze? - Zaproponowałam spokojnie.
W tym czasie kamienna kula rozproszyła się na małe skałki, które opadły obok nas. Ziemia to zapewne silny żywioł, więc same wilki władające nim są dosyć umięśnione. Za to woda jest spokojniejsza i delikatniejsza, lecz też posiada swe uroki. Moim rozmyślaniem znów rozpoczęłam głęboką ciszę. Ponownie popatrzyłam na Berena.
- Co byś chciała jeszcze zobaczyć?- udałem znóżonego, ale wprawdzie podoba mi się to, że mogę go poćwiczyć, że mam go komu pokazywać. Komuś, kto patrzy na to z zachwytem i wzrokiem głodnym wiedzy. Ale właściwie po co mam jej to pokazywać, skoro jeszcze nie wiem, czy jej żywioł czy to ziemia? Spojrzałem na małą z ciekawością. Ciekawe co chce zobaczyć. Dziwne, że chce w ogóle coś zobaczyć bo nie jestem potężnym magiem ziemii.
- Chciałabym zobaczyć coś w stylu... Ataku? - Odpowiedziałam niepewnie.
Beren namyślił się. Trwało to dość długo, a ja byłam już zniecierpliwiona. Zapewne nie zrozumiał mojego przekazu.
- Eh... - Westchnęłam ciut zdenerwowana. - Coś takiego, żeby na przykład zabić zwierzę... - Dodałam później.
Tym razem czarny basior już zrozumiał. Nastała cisza, która tylko przedłużała czas. Czekając na odpowiedź wilka, obserwowałam ryby pływające w wodzie.
- Nie tak imponujące jak tamta kula, ale może być. - Oznajmiłam spokojnie.
Ciekawe kiedy ja odkryję swój żywioł. Bardzo byłoby fajnie, gdyby była to ziemia, bo w tedy mogłabym ćwiczyć z tym czarnym basiorem. Z drugiej strony woda nie jest aż taka zła. Moje myśli ponownie rozpoczęły ciszę. Usiadłam wygodnie i spojrzałam w chmury. Ujrzałam w nich różne kształty, takie jak wilk, słońce, ptak itd. Moja wyobraźnia zaczęła pracować. Na chwilę zapomniałam o obecnym tutaj Berenie i rozmarzyłam się.
- Hej, żyjesz? - Wyszeptałem jej do ucha. Odskoczyłem od niej szybko, gdy podskoczyła ze zdziwienia.
- Żyję. - Warknęłam zła. - Nie lubię jeśli ktoś w taki sposób zakłóca mi ciszę... - Dodałam i odwróciłam się w stronę jeziora.
Nie wiem co mu do głowy wpadło, żeby tak tragicznie przerwać moje rozmyślanie.
- Powoli zaczynam być głodna... A że ta o to gęś jest w piachu to idę zapolować na coś równie małego. - Powiedziałam i powolnym krokiem odeszłam od Berena.
W oddali usłyszałam tylko ciche pożegnanie. Westchnęłam i oddaliłam się w głąb lasu, aby upolować zająca szaraka. Jest chyba tylko jeden wilk w tej krainie, który mnie choć trochę rozumie, a jest nim mój ojciec; Hypnos.
Ofendia
Późnym popołudniem udałam się na długi i wyczerpujący spacer. Swoją wędrówkę poświęciłam zwiedzeniu wodnych terenów. W końcu woda to pierwszy żywioł mego ojca, więc możliwe iż to po nim odziedziczyłam moce. Ale nie mogę być taka pewna, bo również mogę mieć umiejętności po matce, której nigdy nie poznałam. Kiedy sobie o niej przypomniałam, to westchnęłam ze smutku. Nasz tata nigdy o niej nie opowiadał. Może to i dobrze? W końcu, pogrążył by się w jeszcze większym smutku, a tego nie chciałam. W rozmyślaniu przeszłam już kilka set metrów. Wkrótce zatrzymałam się w Pulchram. Podeszłam bliżej wody i zaczerpnęłam parę łyków tej świeżej i krystalicznie błękitnej wody. Odchyliłam się od tafli wody i zastrzygłam uszami. Rozejrzałam się, a w oddali ujrzałam czarnego basiora. Wyglądał na dojrzałego i trochę... Groźnego? Patrzył w dal poważnym i srogim wzrokiem. Był taki... skupiony. Cichym krokiem podążyłam w jego stronę. Gdy byłam w miarę blisko wyprostowałam się.- Kim jesteś? - Warknęłam.
Basior podskoczył z zaskoczenia. Nie podejrzewam, żeby bał się czegokolwiek.
Beren
Moje futro wyschło w błyskawicznym tempie. To nie dziw zważając na gorąc, który panuje dziś w Pulchram. Wstałem i po chwili usiadłem na brzegu i spojrzałem na taflę, a potem na drugi brzeg, zamyślony. Zdziwiony spojrzałem jeszcze raz, mrużąc oczy; przez chwilę wydawało mi się, że dostrzegłem jakiś ruch na brzegu, ale widocznie mi się wydawało. Zamyślony, trwałem tak dalej. Mój wzrok powędrował nagle na prawo i spojrzałem prosto w oblicze jakieś dorastającej wadery. Pokręciłem głową. Ile bachorów może mieć jeden avatar? I czemu nie mogę spotkać jednego basiora, z którym mógłbym normalnie porozmawiać? A ile takich dorastających wilków zabiłem? Nawet teraz, przy tym co się dzieje i co się działo, ani trochę tego nie żałuję... Drgnąłem, ba, podskoczyłem zaskoczony, gdy usłyszałem jej głos. Uśmiechnąłem się mimowolnie z mojej własnej głupoty.- A ty pewnie jesteś kolejną córusią naszego avatarka? - spytałem się z kpiącym uśmieszkiem. Normalnie takie słowa doprowadziłyby mnie do mdłości, lecz nie mogłem się powstrzymać - wyglądała tak słodko...
Ofendia
Westchnęłam i na chwilę opuściłam głowę. Później ponownie ją podniosłam i spojrzałam na basiora. Przymrużyłam oczy, ponieważ słońce mnie trochę raziło.- Cóż... Rodziny się nie wybiera. - Powiedziałam zamyślonym tonem. - Lecz jakbyś chciał wiedzieć, zaginęła moja siostra... Czarna, podobna do ciebie. - Rzekłam.
Jednakże po co uświadomiłam mu o zaginięciu jakiegoś wilka? Z pewnością nie obchodzą go takie drobnostki. Nie mogę rzec, że tęsknie za Kaori, ponieważ razem się tylko bawiłyśmy. Tak na prawdę nie poznałam jej cech. Z namysłu wyrwał mnie basior. Chrząknął specjalnie, żeby zwrócić mą uwagę.
- I tak dla twej wiadomości zwę się Ofendia. - Oznajmiłam zimno.
Przekręciłam głowę w stronę lasu, który zaczynał się parę metrów od nas. Wyłapałam z niego gwizdy ptaków i szumienie drzew. Ponownie popatrzyłam na czarnego wilka.
- Raczysz mi się przedstawić? - Zapytałam z lekką pretensją.
Beren
Po pytaniu wadera spojrzała w stronę lasu. Cóż, chyba wszyscy są dziś tacy zamyśleni. Spojrzalem na nią jeszcze raz tym razem uważniej. Nie wydawała się smutna po zaginięciu siostry. Nigdy nie poznałem tej córki Hypnosa, a teraz już za późno.- Oczywiście. Mam na imię Beren. - Stwierdziłem chłodno, uśmiechnąłem się, spojrzałem jej w oczy i ukłoniłem się. Hmm... potomstwu, szczególnie córce, avatara należy się szacunek.
Ofendia
Przekręciłam oczami i spojrzałam zawiedzionym wzrokiem na basiora.- Nie kłaniaj mi się. - oznajmiłam trochę wściekła. - Nie uważam siebie za ważną osobę. - dodałam spokojniejszym tonem.
Czarny wilk podniósł się.
- Dziękuję, Berenie. - obwieściłam. - Po za tym nie jestem przyzwyczajona do cudzych ukłonów. - rzekłam, powracając do tematu.
Nagle przypomniałam sobie o matce. Dręczyły mnie myśli o niej. Jak wyglądała? Jak się zachowywała? I wiele innych pytań, na które nie znałam jeszcze odpowiedzi. Może w końcu ojciec ośmieli się i wyjawi nam te tajniki. Teraz trzeba tylko czekać.
Beren
Rozbawiło mnie to jak zareagowała na mój ukłon. Z drugiej strony też bym tego nie chciał, gdybym był kimś innym. Ale jestem sobą i nic tego nie zmieni. Mała znów się zamyśliła a cisza się przedłużała. Jednak zaciekawiła mnie jedna rzecz.- Odkryłaś już swój żywioł? - Naprawdę powstrzymałem się od powiedzenia: "Pani".
Zacząłem ją obserwować. Mimo tego ile się już zdarzyło, dalej jeszcze nie wiem czy wrodziła się w swojego ojca.
Ofendia
Spojrzałam na Berena z lekkim smutkiem, który był prawie niezauważalny.- No cóż... - westchnęłam. - Niestety jeszcze nie, ale nadal staram się go odkryć. - Dodałam trochę milej.
Już wcześniej spodziewałam się takiego pytania z jego strony.
- Mogę dodać, iż będzie to Woda lub Ziemia. - rzekłam robiąc mu pewne "nadzieje".
Ponownie nastała cisza. Chcąc ją przerwać, powiedziałam:
- A ty? Jaki posiadasz żywioł? - zapytałam, ciekawa jego odpowiedzi.
Beren
Woda lub Ziemia... Ja będzie to Ziemia to będziemy mogli razem ćwiczyć lub będę mógł ją ćwiczyć. A ta ciekawość... Zaraz jej pokażę jaki mam żywioł. Nie zrywając kontaktu wzrokowego, kazałem kamieniom wyrwać się z ziemii za mną, parę metrów nade mną. Z zadowoleniem widziałem jak wadera obserwuje kamienie rwące się w górę. Gdy kamienie złączyły się w kształt kuli, rozkazałem się im powoli obracać. Skończyłem swój pokaz a kula powoli obracała się nad nami. Spojrzałem na małą z uśmiechem.Ofendia
Po obejrzeniu "pokazu" Berena popatrzyłam na niego z lekkim zachwytem.- Imponujące. - Oznajmiłam.
Zaczęłam być na prawdę ciekawa swojego żywiołu. Ale teraz chciałam wyciągnąć jak najwięcej informacji od czarnego basiora.
- Zaprezentujesz mi coś jeszcze? - Zaproponowałam spokojnie.
W tym czasie kamienna kula rozproszyła się na małe skałki, które opadły obok nas. Ziemia to zapewne silny żywioł, więc same wilki władające nim są dosyć umięśnione. Za to woda jest spokojniejsza i delikatniejsza, lecz też posiada swe uroki. Moim rozmyślaniem znów rozpoczęłam głęboką ciszę. Ponownie popatrzyłam na Berena.
Beren
Ofendia popatrzała na mnie z zachwytem. Mogę jej coś zaprezentować, ale nie teraz. Powiedzmy, że mam taką zachciankę. A jednak...zobaczmy.- Co byś chciała jeszcze zobaczyć?- udałem znóżonego, ale wprawdzie podoba mi się to, że mogę go poćwiczyć, że mam go komu pokazywać. Komuś, kto patrzy na to z zachwytem i wzrokiem głodnym wiedzy. Ale właściwie po co mam jej to pokazywać, skoro jeszcze nie wiem, czy jej żywioł czy to ziemia? Spojrzałem na małą z ciekawością. Ciekawe co chce zobaczyć. Dziwne, że chce w ogóle coś zobaczyć bo nie jestem potężnym magiem ziemii.
Ofendia
Zastanowiłam się przez chwilę.- Chciałabym zobaczyć coś w stylu... Ataku? - Odpowiedziałam niepewnie.
Beren namyślił się. Trwało to dość długo, a ja byłam już zniecierpliwiona. Zapewne nie zrozumiał mojego przekazu.
- Eh... - Westchnęłam ciut zdenerwowana. - Coś takiego, żeby na przykład zabić zwierzę... - Dodałam później.
Tym razem czarny basior już zrozumiał. Nastała cisza, która tylko przedłużała czas. Czekając na odpowiedź wilka, obserwowałam ryby pływające w wodzie.
Beren
Spojrzałem na nią z żądzą gdy zaproponowała atak. Jednak nie byłoby to mądre ani z jej, ani z mojej strony by zrobić lub zaproponować coś takiego. Po chwili powiedziała, że ma być to coś takiego, co zabiłoby zwierzę. Rozglądałem się naokoło szukając celu, gdy ona wpatrywała się w ryby w jeziorze. W końcu z pośród drzew w lesie wyłoniła się dzika gęś. Uznałem to za wspaniały cel. Zwróciłem uwagę córy avatara na ptaka. Ptak pewnie miał zamiar wylądować na jeziorze, ale nigdy tam nawet nie dotrze. Gdy gęś była przed nami rzuciłem na nią Burzę Piaskową. Obserwowałem ptaka, gdy zawirował w powietrzu w panice i zaskrzęczał, gdy piasek dostał mu się do gardzieli i do oczu. Wezwałem ostry kamień, który poszybował wprost na ptaka i przebił mu gardło. Ptak spadł na ziemię metr od jeziora. Zadowolony spojrzałem na Ofendię, lecz ona na zadowoloną nie wyglądała.Ofendia
Przymrużyłam oczy i uważniej spojrzałam na martwego ptaka. O dziwo ten pokaz nie wywołał u mnie zbytnio wielkiego zachwytu, lecz chciałam jednak pochwalić Berena za chęci pokazania swej "sztuczki".- Nie tak imponujące jak tamta kula, ale może być. - Oznajmiłam spokojnie.
Ciekawe kiedy ja odkryję swój żywioł. Bardzo byłoby fajnie, gdyby była to ziemia, bo w tedy mogłabym ćwiczyć z tym czarnym basiorem. Z drugiej strony woda nie jest aż taka zła. Moje myśli ponownie rozpoczęły ciszę. Usiadłam wygodnie i spojrzałam w chmury. Ujrzałam w nich różne kształty, takie jak wilk, słońce, ptak itd. Moja wyobraźnia zaczęła pracować. Na chwilę zapomniałam o obecnym tutaj Berenie i rozmarzyłam się.
Beren
Chyba córusia avatarka nie jest pod wrażeniem. Ech... Mogłem zrobić coś lepszego, ale cóż...dla niej nie bryłoby to nadal dość dobre. Ofendia obserwowała chmury. To smutne, jednroczna wadera a nie ma nic lepszego do roboty niż rozmyślać. Ech, no tak pewnie wszyscy za nią wszystko robią. Samica tak się rozmarzyła, że nawet nie zauważyła, gdy do niej podszedłem. Pochyliłem się.- Hej, żyjesz? - Wyszeptałem jej do ucha. Odskoczyłem od niej szybko, gdy podskoczyła ze zdziwienia.
Ofendia
Basior przysunął się do mnie. Odskoczyłam z zaskoczenia.- Żyję. - Warknęłam zła. - Nie lubię jeśli ktoś w taki sposób zakłóca mi ciszę... - Dodałam i odwróciłam się w stronę jeziora.
Nie wiem co mu do głowy wpadło, żeby tak tragicznie przerwać moje rozmyślanie.
- Powoli zaczynam być głodna... A że ta o to gęś jest w piachu to idę zapolować na coś równie małego. - Powiedziałam i powolnym krokiem odeszłam od Berena.
W oddali usłyszałam tylko ciche pożegnanie. Westchnęłam i oddaliłam się w głąb lasu, aby upolować zająca szaraka. Jest chyba tylko jeden wilk w tej krainie, który mnie choć trochę rozumie, a jest nim mój ojciec; Hypnos.
poniedziałek, 7 września 2015
Charon - Pretensje
Po tym co usłyszałem od tego głupiego hologramu, to nasz system edukacji jest do bani! Po co mam być znachorem, skoro od tego są medycy? Kto to w ogóle wymyślił, by znachor zajmował się wytwarzaniem magicznych przedmiotów? Toż to głupota straszna. Widzę, że wilki ustalające te zasady, nie dowiedziały się niczego na ten temat. Ot tak, po prostu im to pasowało i niech się reszta odczepi. Chcę być kimś, kto zna się na magii, na wytwarzaniu przedmiotów magicznych i wszystkiego co jest związane z magią. A nie, leczenie chorych i jakieś bajeczki, że niby to cudowne zaklęcia pomagają chorym.
Nagle wpadłem na mojego syna, który był najwidoczniej czymś zdenerwowany. Spojrzał na mnie przez chwilę, od łap do głowy i stał tak, po prostu stał, więc ja przerwałem tą ciszę.
- Widzę mój synu, że jesteś czymś zaniepokojony. - oznajmiłem chłodno. Po prostu mój głos już taki jest, ciężko po tylu latach sprawowania władzy, okazywać uczucia.
- Jestem wkurzony a nie zaniepokojony, to po pierwsze. - warknąłem na niego. - Ten system edukacji jest do chrzanu. - dodałem po chwili, nieco spokojniejszym tonem głosu. - Wiedziałeś, że znachor to tak naprawdę medyk a nie mag? Więc po co ja się tego uczyłem! - znowu zacząłem warczeć, pokazując jak bardzo mnie to denerwuje. - Chcę być magiem, alchemikiem czy też czarodziejem, magia a nie jakieś bezsensowne leczenie wilków. Od leczenia to jest medyk. Zmień to. - spojrzałem na niego z wrogością, po czym odszedłem. Nie muszę słuchać jego paplaniny, ma to zmienić, albo sam to zmienię.
Hypnos
Chodząc po zamku, rozmyślałem. Tak, znowu o niej, lecz też o mojej córce, Kaori. Nie wiem która z nich to większy cios dla mnie, obydwie kochałem równie mocno. Biedna, mała księżniczka, zaginęła... zawiodłem cię moja ukochana. Zawiodłem, Harsharani. Nie wiem czy na mnie patrzysz, czy mnie słuchasz, ale wybacz mi proszę.Nagle wpadłem na mojego syna, który był najwidoczniej czymś zdenerwowany. Spojrzał na mnie przez chwilę, od łap do głowy i stał tak, po prostu stał, więc ja przerwałem tą ciszę.
- Widzę mój synu, że jesteś czymś zaniepokojony. - oznajmiłem chłodno. Po prostu mój głos już taki jest, ciężko po tylu latach sprawowania władzy, okazywać uczucia.
Charon
Zaśmiałem się na jego słowa, bowiem to było oczywiste. Jednak mój głupi ojciec nic nie zrozumiał, więc musiałem się odezwać, poza tym... zaniepokojony? Jestem wkurzony a nie zaniepokojony. Masakra, że to on mnie wychowywał. Byłbym teraz jak Ofendia, lecz nie... mam swój rozum i z wiekiem każdy się zmienia.- Jestem wkurzony a nie zaniepokojony, to po pierwsze. - warknąłem na niego. - Ten system edukacji jest do chrzanu. - dodałem po chwili, nieco spokojniejszym tonem głosu. - Wiedziałeś, że znachor to tak naprawdę medyk a nie mag? Więc po co ja się tego uczyłem! - znowu zacząłem warczeć, pokazując jak bardzo mnie to denerwuje. - Chcę być magiem, alchemikiem czy też czarodziejem, magia a nie jakieś bezsensowne leczenie wilków. Od leczenia to jest medyk. Zmień to. - spojrzałem na niego z wrogością, po czym odszedłem. Nie muszę słuchać jego paplaniny, ma to zmienić, albo sam to zmienię.
niedziela, 6 września 2015
Hypnos - Quest#1
Moje dzieci już są dorosłe, no prawie, jednak nie chcą już ze mną spacerować. Teraz w głowie im tylko jedno, żywioł. Ciekaw jestem, które z nich otrzyma moce po matce.
Tego dnia wybrałem się na Glacies, bowiem jest tutaj pięknie i to moje ulubione miejsce. Tak, to dziwne, że kocham śnieg a nie często tutaj przesiaduję. Teraz natomiast ma czas dla siebie...
Piękne, ośnieżone drzewa, zamarznięta rzeka czy też śnieżne zwierzątka, która można dostrzec tylko wtedy, kiedy skupisz się na tym nieco bardziej. Ja sam, biały... pasowałem tutaj doskonale.
Spacerując tak i rozmyślając o mojej rodzinie, nie zauważyłem kiedy rozpętała się zamieć. Jako mag wody, mogę kontrolować nawet tą, zamarzniętą. Stworzyłem więc prostą lodową ochronę, tak by widzieć ten żywioł i znaleźć się w jego centrum. Było to naprawdę niesamowite. Wiatr był tak silny, że utworzył szczeliny w mojej małej fortecy, tym samym słuchać było świsty i gwizdy. Po chwili jednak wszystko ustąpiło, siedziałem jeszcze przez chwilkę, by następnie wyjść z ochrony i wrócić do zamku.
Tego dnia wybrałem się na Glacies, bowiem jest tutaj pięknie i to moje ulubione miejsce. Tak, to dziwne, że kocham śnieg a nie często tutaj przesiaduję. Teraz natomiast ma czas dla siebie...
Piękne, ośnieżone drzewa, zamarznięta rzeka czy też śnieżne zwierzątka, która można dostrzec tylko wtedy, kiedy skupisz się na tym nieco bardziej. Ja sam, biały... pasowałem tutaj doskonale.
Spacerując tak i rozmyślając o mojej rodzinie, nie zauważyłem kiedy rozpętała się zamieć. Jako mag wody, mogę kontrolować nawet tą, zamarzniętą. Stworzyłem więc prostą lodową ochronę, tak by widzieć ten żywioł i znaleźć się w jego centrum. Było to naprawdę niesamowite. Wiatr był tak silny, że utworzył szczeliny w mojej małej fortecy, tym samym słuchać było świsty i gwizdy. Po chwili jednak wszystko ustąpiło, siedziałem jeszcze przez chwilkę, by następnie wyjść z ochrony i wrócić do zamku.
sobota, 5 września 2015
Charon - Siostra
Od razu po przebudzeniu się, wyszedłem z naszej komnaty. Cóż, tak to już jest. Swoją dopiero dostanę jak skończę 2 lata, już się nie mogę doczekać tego dnia. Tymczasem, ten rok poświęcę nauce. Odkryję swój żywioł, a potem zostanę znachorem. Tak, ten zawód jest dla mnie. Bardzo mi to pomoże w poderwaniu tej białej, niedostępnej ślicznotki. Która by nie chciała znachora? Na pewno ta głupia, a wątpię iż ona taka jest. Stworzę jej masę eliksirów, medalionów, obsypię kamieniami... Ooo tak, już jest moja.
- Witaj bracie. - po chwili usłyszałem znajomy mi głos, to Ofendia. Dziwne, że sama.
- A gdzie masz tatusia, co? - zaśmiałem się. Ona była bardzo do niego podobna, taka... bezuczuciowa i obojętna. Przynajmniej tak to było słuchać, a co się kryje pod tą kupką sierści? To jedna wielka tajemnica.
- Zmieniłeś się. - Mruknęłam, ale brzmiało to jak słowa które mówię do siebie.
Zdanie to chyba namieszało ciut w głowie Charona. Szarawy wilk zaczął rozmyślać, co dla niego było trochę dziwne (Bez obrazy). Kto by pomyślał, że wyrośnie z niego taki chamski basior? Po kim odziedziczył te cechy? Te informacje niestety były mi niewiadome.
- Nie bądź śmieszna. - odparłem z głupawym uśmieszkiem. - Ja po prostu korzystam z życia a nie tak jak ty. Nudna i samotna... - spojrzałem prosto w jej oczy. - Zawsze. - dodałem dość chamsko, dając do zrozumienia, że nikt jej nie będzie chciał.
- Jestem jaka jestem. - Prychnęłam. - Raz taka, a drugi raz inna. Na terenach naszego ojca nie ma za wiele basiorów, którzy są "ciekawi". - Dodałam zimnym tonem.
Niech będzie moją sprawą, czy jestem nudna albo samotna. Nigdy nie zależało mi na nowych znajomościach, a co dopiero z samcami. Wystarczy mi obecność... Własna? To odpowiednie określenie, ponieważ wolę tylko dowiedzieć się podstawowych informacji o nieznajomym, niż zakolegować się z nim. Na prawdę nie rozumiem zachowania Charona. Myśli, że jak będzie chamski o przyciągnie inne wadery. Ja sądzę inaczej. Jednakże możliwe, iż zapozna się z kimś podobnym do niego...
- Jesteś jaka jesteś, nudna. - zaśmiałem się ponownie. Też mi odpowiedź, pfe. - To twoja wymówka na to, że będziesz sama? - dodałem po chwili i znowu się zaśmiałem. - Tak sobie wmawiaj, moja biedna, malutka siostro. - uśmiechnąłem się ironicznie.
- Moje życie to moja sprawa. - Powiedziałam szorstko. - Nie szukam nowych przyjaciół. - Syknęłam.
Machnęłam ogonem, tym samym uderzając brata w pysk. Odeszłam spokojnym krokiem, a w oddali usłyszałam tylko warknięcie. Zatrzymałam się przy rozwidleniu korytarzy. Prosto przede mną znajdowało się duże okno. Podeszłam do niego i zauważyłam, że pada deszcz. Oparłam łapy na "parapecie" i patrzyłam na spływające krople. Wszystkie były w przeróżnych rozmiarach. Powróciłam do myślenia. Do mojego umysłu wdarły się słowa wypowiedziane przez brata.
- Może go jednak trochę posłuchać...? - Mruknęłam cichutko do siebie.
Westchnęłam i nadal oglądałam ponury krajobraz, który o dziwo nawet mi się podobał.
- Witaj bracie. - po chwili usłyszałem znajomy mi głos, to Ofendia. Dziwne, że sama.
- A gdzie masz tatusia, co? - zaśmiałem się. Ona była bardzo do niego podobna, taka... bezuczuciowa i obojętna. Przynajmniej tak to było słuchać, a co się kryje pod tą kupką sierści? To jedna wielka tajemnica.
Ofendia
Siedziałam w samotności na korytarzu rozdzielającym poszczególne komnaty. Głowę miałam trochę spuszczoną w stronę ziemi, a oczy zamknięte. Pogrążyłam się w tej ciszy. Jednakże ze spokoju wyrwał mnie hałas otwierających się drzwi. Poruszyłam uszami jak "antenami" i po chwili otworzyłam oczy. Rozejrzałam się, a ku mojemu zdziwieniu ujrzałam brata. Przywitałam się z nim jak przystało, lecz on odparł tylko żartobliwymi słowami. Przekręciłam oczyma i podeszłam do niego.- Zmieniłeś się. - Mruknęłam, ale brzmiało to jak słowa które mówię do siebie.
Zdanie to chyba namieszało ciut w głowie Charona. Szarawy wilk zaczął rozmyślać, co dla niego było trochę dziwne (Bez obrazy). Kto by pomyślał, że wyrośnie z niego taki chamski basior? Po kim odziedziczył te cechy? Te informacje niestety były mi niewiadome.
Charon
Starałem się by nie wybuchnąć śmiechem, lecz po chwili i tak to zrobiłem. Po prostu nie mogłem się powstrzymać, no trudno. Zmieniłem się? To śmieszne! Wcale się nie zmieniłem, zawsze taki byłem, proste. A nawet jeśli nie, to czas dorosnąć i oto jestem. Super wilczur, który podbije serce każdej ślicznotki. Poza tym niezwykle męski i zabawny, laski lecą na takie numery.- Nie bądź śmieszna. - odparłem z głupawym uśmieszkiem. - Ja po prostu korzystam z życia a nie tak jak ty. Nudna i samotna... - spojrzałem prosto w jej oczy. - Zawsze. - dodałem dość chamsko, dając do zrozumienia, że nikt jej nie będzie chciał.
Ofendia
Przeszyłam go chłodnym wzrokiem. Moje słowa były po części prawdą. No ale cóż... Nie chcę wdawać się w durne kłótnie.- Jestem jaka jestem. - Prychnęłam. - Raz taka, a drugi raz inna. Na terenach naszego ojca nie ma za wiele basiorów, którzy są "ciekawi". - Dodałam zimnym tonem.
Niech będzie moją sprawą, czy jestem nudna albo samotna. Nigdy nie zależało mi na nowych znajomościach, a co dopiero z samcami. Wystarczy mi obecność... Własna? To odpowiednie określenie, ponieważ wolę tylko dowiedzieć się podstawowych informacji o nieznajomym, niż zakolegować się z nim. Na prawdę nie rozumiem zachowania Charona. Myśli, że jak będzie chamski o przyciągnie inne wadery. Ja sądzę inaczej. Jednakże możliwe, iż zapozna się z kimś podobnym do niego...
Charon
Moja siostra była zupełnie jak ojciec, czyli nudna. Nie dziwię się, że nasza matka zostawiła go samego, też wolałbym umrzeć niż spędzić z nim resztę życia, lecz on umrze pierwszy a poza tym, nie muszę. Mogę mieszkać gdzie mi się podoba, oczywiście niech tylko skończę dwa lata, bo z tego co mi wiadomo, wtedy się dorasta i już nie jest się na łasce starych.- Jesteś jaka jesteś, nudna. - zaśmiałem się ponownie. Też mi odpowiedź, pfe. - To twoja wymówka na to, że będziesz sama? - dodałem po chwili i znowu się zaśmiałem. - Tak sobie wmawiaj, moja biedna, malutka siostro. - uśmiechnąłem się ironicznie.
Ofendia
Stanęłam do niego bokiem. Popatrzyłam na niego obojętnym wzrokiem. Najwidoczniej mnie nie zrozumiał.- Moje życie to moja sprawa. - Powiedziałam szorstko. - Nie szukam nowych przyjaciół. - Syknęłam.
Machnęłam ogonem, tym samym uderzając brata w pysk. Odeszłam spokojnym krokiem, a w oddali usłyszałam tylko warknięcie. Zatrzymałam się przy rozwidleniu korytarzy. Prosto przede mną znajdowało się duże okno. Podeszłam do niego i zauważyłam, że pada deszcz. Oparłam łapy na "parapecie" i patrzyłam na spływające krople. Wszystkie były w przeróżnych rozmiarach. Powróciłam do myślenia. Do mojego umysłu wdarły się słowa wypowiedziane przez brata.
- Może go jednak trochę posłuchać...? - Mruknęłam cichutko do siebie.
Westchnęłam i nadal oglądałam ponury krajobraz, który o dziwo nawet mi się podobał.
Charon - Znachorstwo (1)
Wyszedłem jak zwykle wcześnie, jeszcze nim ojciec się obudził. Nie mam zamiaru z nim rozmawiać, denerwuje mnie swoim zachowaniem. Pfe! Bo on to wie wszystko najlepiej i ogólnie. Gówno, jestem od niego lepszy i mu to udowodnię. On jest nieukiem i na niczym się nie zna. Nie będę taki jak on, będę lepszy! Pozwolił naszej matce umrzeć, ja zrobię wszystko by oszukać śmierć. Jeszcze nie wiem jak... ale się dowiem.
Po śniadaniu od razu zawitałem w naszej bibliotece i zacząłem szukać kamienia znachorskiego. Tak, chcę być znachorem. Wtedy na pewno uda mi się zwrócić uwagę tej białej ślicznotki.
Za pomocą telekinezy zabrałem kamień i podszedłem do pierwszego lepszego posłania, po czym dotknąłem łapą kryształu, by móc się czegoś dowiedzieć. Ku moim oczom ukazała się wilcza postać, która przywitała się ze mną i zapytała co chciałbym wiedzieć.
- Najlepiej to wszystko. - odpowiedziałem, zafascynowany hologramem.
- Określ dziedzinę. - oznajmiła, patrząc się na mnie.
- Jak niby? Nie znam się na tym. - warknąłem. Skąd mam wiedzieć jakie są dziedziny? Myślałem, że to po prostu znachorstwo i tyle. - Niech to będą podstawy. - dodałem po chwili.
- Znachor. Istota nie posiadająca wykształcenia medycznego, zajmująca się leczeniem. W swojej praktyce znachorzy często stosują zioła oraz odwołują się do zakorzenionych w różnych tradycjach wierzeń, zaklęć, czarów i zamawiania, postrzegania aury, białej magii oraz radiestezji. Uprawianie znachorstwa, w świetle obecnej wiedzy medycznej, jest często krytykowane, przede wszystkim jako działanie mogące opóźnić wdrożenie właściwych i ważnych dla zdrowia i życia pacjenta procedur medycznych. Dzięki rozwojowi medycyny, znachorzy zaczynają uchodzić za istoty nie ważne i nie potrzebne. - oznajmiła, pokazując mi różne obrazy. Jakieś zioła i czary.
- Że słucham? Jak nie potrzebne! - warknąłem ze złości. Nikt nie będzie mi mówił, że jestem nie potrzebny. - Czym się różni znachor od medyka? - zapytałem z ciekawością. Coś mi tu nie pasowało.
- Medycy posiadają znacznie większą wiedzę medyczną i kierują się tym, czego ich nauczono, polegają na swoich umiejętnościach, nie na magii i zaklęciach...
Po śniadaniu od razu zawitałem w naszej bibliotece i zacząłem szukać kamienia znachorskiego. Tak, chcę być znachorem. Wtedy na pewno uda mi się zwrócić uwagę tej białej ślicznotki.
Za pomocą telekinezy zabrałem kamień i podszedłem do pierwszego lepszego posłania, po czym dotknąłem łapą kryształu, by móc się czegoś dowiedzieć. Ku moim oczom ukazała się wilcza postać, która przywitała się ze mną i zapytała co chciałbym wiedzieć.
- Najlepiej to wszystko. - odpowiedziałem, zafascynowany hologramem.
- Określ dziedzinę. - oznajmiła, patrząc się na mnie.
- Jak niby? Nie znam się na tym. - warknąłem. Skąd mam wiedzieć jakie są dziedziny? Myślałem, że to po prostu znachorstwo i tyle. - Niech to będą podstawy. - dodałem po chwili.
- Znachor. Istota nie posiadająca wykształcenia medycznego, zajmująca się leczeniem. W swojej praktyce znachorzy często stosują zioła oraz odwołują się do zakorzenionych w różnych tradycjach wierzeń, zaklęć, czarów i zamawiania, postrzegania aury, białej magii oraz radiestezji. Uprawianie znachorstwa, w świetle obecnej wiedzy medycznej, jest często krytykowane, przede wszystkim jako działanie mogące opóźnić wdrożenie właściwych i ważnych dla zdrowia i życia pacjenta procedur medycznych. Dzięki rozwojowi medycyny, znachorzy zaczynają uchodzić za istoty nie ważne i nie potrzebne. - oznajmiła, pokazując mi różne obrazy. Jakieś zioła i czary.
- Że słucham? Jak nie potrzebne! - warknąłem ze złości. Nikt nie będzie mi mówił, że jestem nie potrzebny. - Czym się różni znachor od medyka? - zapytałem z ciekawością. Coś mi tu nie pasowało.
- Medycy posiadają znacznie większą wiedzę medyczną i kierują się tym, czego ich nauczono, polegają na swoich umiejętnościach, nie na magii i zaklęciach...
środa, 2 września 2015
Terra - Stary wróg
Obudziłam się późnym rankiem. Promienie słońca wpadały do mojej komnaty. Przeciągnęłam się i leniwie ziewnęłam. Następnie wstałam i rozejrzałam się.
- Jak zwykle pusto tutaj... - westchnęłam i usiadłam.
Czułam się bardzo samotna, ale nic na to nie poradzę... Innego wilka w moim wieku - oprócz Hypnosa - nie było tutaj. Ponownie wstałam i wyszłam z budynku. Powolnymi krokami doszłam do Pulchram. Wzięłam szybką i zimną kąpiel na orzeźwienie. Gdy wyszłam z wody wyczułam od razu zapach jakichś saren. Instynkt mi mówił, żebym za nimi podążyła; i tak też uczyniłam. Wreszcie trafiłam do nich. Powoli zaczęłam się do nich skradać. Niestety zauważyły mnie i uciekły. Jednak jedna podczas biegu ugrzęzła w błocie. Wykorzystałam szansę i skoczyłam na nią, tym samym brudząc siebie. Wbiłam kły w jej delikatne ciało, a tak dokładniej w krtań. Od razu upadła. Zabrałam się do "brudnego" posiłku. Nie przeszkadzało mi to błoto. Jednakże większym problemem było wydostanie się stąd. Strzeliłam sporą kulą wody w maź, która się rozbryzgała. Głębokość błota zmalała, więc z łatwością się wydostałam. Wróciłam nad Pulchram, a tam zastałam czarnego basiora.
- Czemuż tak mi się przyglądasz? - Zapytałam obserwując nadal rośliny.
Miałam nadzieję, że nawiążemy chociaż krótką i cywilizowaną konwersację.
- Bo lubię obserwować bezbronne baranki - zadrwiłem, ale też próbowałem ją sprowokować.
- Cóż... Wyglądu się nie wybiera. - Mruknęłam i spojrzałam na niego z wrogością.
Zapewne znowu chciał, żeby między nami była bójka. Lecz teraz starłam się być opanowana i zachować spokój. To było najlepsze rozwiązanie. Jego drwiny mnie już nie ruszały.
- Chcesz wywołać bójkę? - Zapytałam. - W takim razie powiedz to od razu... - Dodałam oschle.
Mój wzrok przekierował się na teraz z kolei na lewą stronę od basiora, czyli przeciwną od róży. Tam z kolei rósł trujący bluszcz.
- Nie zamierzam. Jestem tylko ciekaw ile takich zdań możesz znieść, by nie ruszyć się z miejsca.
Przekrzywiłem głowę patrząc na waderę. Widać było, że próbuje nie doprowadzić do bójki. Próbuje być opanowana i spokojna. Ja naprawdę jestem ciekaw ile ona tak wytrzyma.
- To sobie poczekasz długo! - Powiedziałam z kpiną.
Na te słowa basior przekręcił głową. Zapewne zaraz palnie kolejnym głupim tekstem. Radość mnie opuściła, a zawitał u mnie delikatny smutek. Westchnęłam i spojrzałam prosto na czarnego wilka, a potem trochę do góry. Ujrzałam dwie ćwierkające jaskółki. Budowały sobie gniazdo. Jedna zlatywała w celu szukania gałązek, a druga je splatała tworząc własny dom. Wpatrywałam się w nie. Taka cisza mnie uspokajała, lecz nadal trochę obawiałam się tego co powie ciemny basior.
- Nie rozumiem twoich poczynań. - Powiedziałem cicho. Mam nadzieję, że wadera zrozumie co mam na myśli. Jeżeli nie to trudno - nie wytłumaczę jej tego. To o nią chodzi.
- Czy chodzi ci o me odczucia? - Zapytałam zaciekawiona.
Na to czarny wilk skinął tylko głową.
- Ech... - Westchnęłam. - Ja już tak mam. Dostrzegam we wszystkim dobro jak i też zło. - Dodałam po chwili.
Uświadomiłam sobie, że samiec zaczął ze mną normalnie rozmawiać. Już nie chciałam okazywać szczęścia na twarzy, więc zachowałam je w środku. Miałam nadzieję, że nasza konwersacja będzie spokojna tak do końca.
- A swoją drogą... Moje imię brzmi Terra, a twoje? - Spytałam zmieniając temat.
- Beren. - Powiedziałem chłodno. - A ty jesteś? - Dodałem nagle i spojrzałem na waderę.
Zacząłem zastanawiać się nad jej słowami. "Dostrzegam we wszystkim dobro jak i zło." A co ona dostrzega we mnie? Chciałbym w końcu się dowiedzieć kim jestem. Kim naprawdę jestem.
Spojrzałem jej prosto w oczy mając nadzieję, że usłyszy to nieme pytanie.
To śmieszne. Czy zaczynam wierzyć w przeznaczenie, kabały i inne bzdety?
- Terra Ginger. - Odrzekłam mając nadzieję, że basior teraz zapamięta te dwa słowa.
Możliwe, iż trochę go zaskoczyłam. W końcu przedstawiłam się z przydomkiem, a chyba niewiele istot żywych tak robi. Ale trudno; stało się i się nieodstanie. Zapadła głucha cisza. Z uwagą obserwowaliśmy siebie. Nadal jednak nie darzyliśmy siebie chociaż odrobiną zaufania - przynajmniej ja tak to odczuwam. Przerwałam nasz kontakt wzrokowy i spojrzałam za siebie. Sama nie wiedziałam po o to zrobiłam. Instynkt kazał mi przerwać tą napiętą chwilę.
- Dziś jezioro jest wyjątkowo piękne. - Przerwałam ciszę. - Nieprawdaż? - Dodałam i popatrzyłam na Berena.
- Zwykle nie zwracam uwagi na takie rzeczy. - Powiedziałem tak jakby obserowanie takich rzeczy było poniżej mojej godności i nie powiedziałem czegoś typu bzdety bo mogłoby by to oznaczać, że nie zwracam uwagi na czyjeś imiona a tego nie chciałem.
- Rozumiem. - rzekłam bezbarwnie. - Różnimy się sporo od siebie, Beren. - dodałam po krótkiej chwili.
Stanęłam bokiem do ciemnego wilka. Następnie zrobiłam parę kroków w stronę róży, na którą wcześniej patrzyłam się. Zagłębiłam nos w jednym z jej kwiatów i pogrążyłam się w zapachu. Zapewne ciemny basior był ponownie zdziwiony mym zachowaniem. No ale nic nie poradzę... Nie będę siedziała w jednym miejscu i ciut stresowała się. Później wskoczyłam do krzewu obok. Odwróciłam się w stronę Berena. Ten z kolei siedział i nadal mnie obserwował.
- Do zobaczenia, Beren... - Mruknęłam cicho.
Powolnymi krokami oddaliłam się do zamku.
- Jak zwykle pusto tutaj... - westchnęłam i usiadłam.
Czułam się bardzo samotna, ale nic na to nie poradzę... Innego wilka w moim wieku - oprócz Hypnosa - nie było tutaj. Ponownie wstałam i wyszłam z budynku. Powolnymi krokami doszłam do Pulchram. Wzięłam szybką i zimną kąpiel na orzeźwienie. Gdy wyszłam z wody wyczułam od razu zapach jakichś saren. Instynkt mi mówił, żebym za nimi podążyła; i tak też uczyniłam. Wreszcie trafiłam do nich. Powoli zaczęłam się do nich skradać. Niestety zauważyły mnie i uciekły. Jednak jedna podczas biegu ugrzęzła w błocie. Wykorzystałam szansę i skoczyłam na nią, tym samym brudząc siebie. Wbiłam kły w jej delikatne ciało, a tak dokładniej w krtań. Od razu upadła. Zabrałam się do "brudnego" posiłku. Nie przeszkadzało mi to błoto. Jednakże większym problemem było wydostanie się stąd. Strzeliłam sporą kulą wody w maź, która się rozbryzgała. Głębokość błota zmalała, więc z łatwością się wydostałam. Wróciłam nad Pulchram, a tam zastałam czarnego basiora.
Beren
W Pięknej ptaki ćwierkały i tak dalej. Nie wiem czemu, ale coraz częściej tu przesiaduję. Dotarłem właśnie do jeziora i co najdziwniejsze, zobaczyłem w nim rudo-białe odbicie. Pomyślałem, że to deja vu, ale nie. Stała tam z krwii i kości i obserwowała mnie czujnie, skora do zaatakowania, gdyby zaszła taka potrzeba. Podszedłem do niej na ugiętych łapach czujnie i ostrożnie. Przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie ze szczegółami. Wtedy miała mi za złe, że jej nie dobiłem. Śmiechu warte. Metr od niej wyprostowałem się i podeszłem do niej blisko, aż wdychała wydychany przeze mnie dwutlenek węgla i spojrzałem jej w oczy. Rozbawiło mnie to, ale nie dałem tego po sobie poznać.Terra
Popatrzyłam w jego chłodne oczy. Tym razem wydawał się spokojniejszy. Otrzepałam się z błota. Ja się oczyściłam, jednak czarny basior został po części ubrudzony. Na swym ciele miał parę brązowych plam. W duszy cicho zachichotałam i podeszłam do jeziora. Zniżyłam głowę do poziomu tafli wody i spragniona wzięłam parę łyków. Przy okazji lekko zanurzyłam się, by zmyć ślady błota oraz krwi. Wyszłam z wody i spojrzałam ponownie na wilka. Obserwował mnie uważnie. Pewnie myślał, że za chwilę go zaatakuję, ale mylił się. Już nie chciałam wywoływać durnej bójki. Usiadłam ok. 2-3 metry od niego. Nie spuszczałam wzroku. W końcu odpuściłam i odwróciłam głowę w stronę krzewów, na których rosły młode róże.- Czemuż tak mi się przyglądasz? - Zapytałam obserwując nadal rośliny.
Miałam nadzieję, że nawiążemy chociaż krótką i cywilizowaną konwersację.
Beren
Dopiero teraz spostrzegłem, że wadera jest brudna i ja też. Weszła do wody by zmyć z siebie brud, ja jednak zostałem brudny za co wadera pewnie będzie się śmiać. Gdy wyszła usiadła parę metrów ode mnie. Daleko. Potem wadera spojrzała w stronę krzewów i tym sposobem już na mnie nie patrzyła. Nagle zadała mi niewinne pytanie.- Bo lubię obserwować bezbronne baranki - zadrwiłem, ale też próbowałem ją sprowokować.
Terra
Westchnęłam tylko na jego odpowiedź.- Cóż... Wyglądu się nie wybiera. - Mruknęłam i spojrzałam na niego z wrogością.
Zapewne znowu chciał, żeby między nami była bójka. Lecz teraz starłam się być opanowana i zachować spokój. To było najlepsze rozwiązanie. Jego drwiny mnie już nie ruszały.
- Chcesz wywołać bójkę? - Zapytałam. - W takim razie powiedz to od razu... - Dodałam oschle.
Mój wzrok przekierował się na teraz z kolei na lewą stronę od basiora, czyli przeciwną od róży. Tam z kolei rósł trujący bluszcz.
Beren
Haha. Czyli wadera mnie przejrzała. Zerknąłem na chwilę za siebie, by sprawdzić na co ona patrzy. Eh... Symboliczne. Trujący bluszcz a dzika róża. Dobro a zło.- Nie zamierzam. Jestem tylko ciekaw ile takich zdań możesz znieść, by nie ruszyć się z miejsca.
Przekrzywiłem głowę patrząc na waderę. Widać było, że próbuje nie doprowadzić do bójki. Próbuje być opanowana i spokojna. Ja naprawdę jestem ciekaw ile ona tak wytrzyma.
Terra
Delikatnie się zaśmiałam. Rozbawiła mnie jego ciekawość.- To sobie poczekasz długo! - Powiedziałam z kpiną.
Na te słowa basior przekręcił głową. Zapewne zaraz palnie kolejnym głupim tekstem. Radość mnie opuściła, a zawitał u mnie delikatny smutek. Westchnęłam i spojrzałam prosto na czarnego wilka, a potem trochę do góry. Ujrzałam dwie ćwierkające jaskółki. Budowały sobie gniazdo. Jedna zlatywała w celu szukania gałązek, a druga je splatała tworząc własny dom. Wpatrywałam się w nie. Taka cisza mnie uspokajała, lecz nadal trochę obawiałam się tego co powie ciemny basior.
Beren
Coś co powiedziałem wprawiło ją w dobry nastrój. Tylko nie wiem co. Wadera spojrzała na coś nade mną lub wyżej. Nagle posmutniała. Zdziwiło mnie to. Przechyliłem głowę w bok i spoglądałem na nią uważnie. Co sprawiło, że przed chwilą była wesoła a w następnej sekundzie już smutna?- Nie rozumiem twoich poczynań. - Powiedziałem cicho. Mam nadzieję, że wadera zrozumie co mam na myśli. Jeżeli nie to trudno - nie wytłumaczę jej tego. To o nią chodzi.
Terra
Popatrzyłam ponownie na basiora. Nie do końca zrozumiałam jego słowa.- Czy chodzi ci o me odczucia? - Zapytałam zaciekawiona.
Na to czarny wilk skinął tylko głową.
- Ech... - Westchnęłam. - Ja już tak mam. Dostrzegam we wszystkim dobro jak i też zło. - Dodałam po chwili.
Uświadomiłam sobie, że samiec zaczął ze mną normalnie rozmawiać. Już nie chciałam okazywać szczęścia na twarzy, więc zachowałam je w środku. Miałam nadzieję, że nasza konwersacja będzie spokojna tak do końca.
- A swoją drogą... Moje imię brzmi Terra, a twoje? - Spytałam zmieniając temat.
Beren
Spojrzałem na nią zdziwiony. To my się sobie nie przedstawialiśmy ? Przedstawię jej się.- Beren. - Powiedziałem chłodno. - A ty jesteś? - Dodałem nagle i spojrzałem na waderę.
Zacząłem zastanawiać się nad jej słowami. "Dostrzegam we wszystkim dobro jak i zło." A co ona dostrzega we mnie? Chciałbym w końcu się dowiedzieć kim jestem. Kim naprawdę jestem.
Spojrzałem jej prosto w oczy mając nadzieję, że usłyszy to nieme pytanie.
To śmieszne. Czy zaczynam wierzyć w przeznaczenie, kabały i inne bzdety?
Terra
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Przecież zaledwie chwilę temu przedstawiłam się mu. No cóż... Żeby nie wywołać kłótni odpowiedziałam ponownie.- Terra Ginger. - Odrzekłam mając nadzieję, że basior teraz zapamięta te dwa słowa.
Możliwe, iż trochę go zaskoczyłam. W końcu przedstawiłam się z przydomkiem, a chyba niewiele istot żywych tak robi. Ale trudno; stało się i się nieodstanie. Zapadła głucha cisza. Z uwagą obserwowaliśmy siebie. Nadal jednak nie darzyliśmy siebie chociaż odrobiną zaufania - przynajmniej ja tak to odczuwam. Przerwałam nasz kontakt wzrokowy i spojrzałam za siebie. Sama nie wiedziałam po o to zrobiłam. Instynkt kazał mi przerwać tą napiętą chwilę.
- Dziś jezioro jest wyjątkowo piękne. - Przerwałam ciszę. - Nieprawdaż? - Dodałam i popatrzyłam na Berena.
Beren
Wtedy spytałem się o jej imię a ona spojrzała na mnie z zaskoczeniem. Zmrużyłem oczy analizując jej zachowanie. Nagle dotarło do mnie, że ona mi się przed chwilą przedstawiła jako Terra Ginger a wcześniej po prostu jako Terra. Ech... Co ze mnie za palant. Rozmyślałem tak a cisza się przedłużała. W końcu Terra spojrzała w innym kierunku i powiedziała, że jezioro jest dzisiaj wyjątkowo piękne. Rozbawiło mnie to jakbym właśnie usłyszał jakiś nieznany mi żart, ale cóż... normalne wilki wymieniają takie uwagi. Spojrzawszy na jezioro odpowiedziałem niechętnie.- Zwykle nie zwracam uwagi na takie rzeczy. - Powiedziałem tak jakby obserowanie takich rzeczy było poniżej mojej godności i nie powiedziałem czegoś typu bzdety bo mogłoby by to oznaczać, że nie zwracam uwagi na czyjeś imiona a tego nie chciałem.
Terra
Na te słowa przeszyłam czarnego basiora wzrokiem pełnym pogardy. Różnił się sporo ode mnie. Wstałam i nadal utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy.- Rozumiem. - rzekłam bezbarwnie. - Różnimy się sporo od siebie, Beren. - dodałam po krótkiej chwili.
Stanęłam bokiem do ciemnego wilka. Następnie zrobiłam parę kroków w stronę róży, na którą wcześniej patrzyłam się. Zagłębiłam nos w jednym z jej kwiatów i pogrążyłam się w zapachu. Zapewne ciemny basior był ponownie zdziwiony mym zachowaniem. No ale nic nie poradzę... Nie będę siedziała w jednym miejscu i ciut stresowała się. Później wskoczyłam do krzewu obok. Odwróciłam się w stronę Berena. Ten z kolei siedział i nadal mnie obserwował.
- Do zobaczenia, Beren... - Mruknęłam cicho.
Powolnymi krokami oddaliłam się do zamku.
Charon - Przyjaciel? Zabawne
W końcu nie musiałem już wszędzie łazić ze starym, mam rok i mogę robić co mi się podoba. No dobra, nie wszystko, bo stary nas uczy tego i owego na temat naszej krainy, żywiołów i tak dalej. Chociaż teraz jest znowu zrozpaczony, bo stracił córkę, lecz mnie to jakoś nie rusza. Siostra zaginęła i tyle, była głupia. Proste. Może kiedyś wróci? Nie no, stawiam, że ją zabiją jak tylko przekroczy granice Arcanterry. Ojciec mówił, że my możemy mieszkać tylko tutaj, bo to jest nasza kraina, stworzona specjalnie dla nas byśmy byli bezpieczni i nie prowadzili wojen z innymi gatunkami.
Chodząc tak i szukając tego "miejsca", w którym mam odkryć swój żywioł, natknąłem się na Berena. Znałem go, to on mnie zaprowadził do Zamku, jak byłem mały.
- Elo. - przywitałem się z czarnym basiorem. Mój ton głosu był lekko znudzony, bo w sumie... to łażenie w te i we wte mnie nudziło. Ale chcę już mieć żywioł!
- Co chcesz? - spytałem się ostrzej niż zamierzałem... Ale dałem mu przykład dobrych manier i nie powiedziałem "czego".
- Co chcę? - zapytałem z zadziornym uśmieszkiem. - Ojciec planuje wybrać członków rady i mógłbym cię wkręcić. - zacząłem, dość kusząco, jednocześnie błądząc oczyma w różne strony, by na samym końcu spojrzeć na czarnego i dodać: - Ale skoro nie chcesz, to wybiorę się do tej białej i samotnej waderki. - uśmiechnąłem się złowieszczo.
Myślałem patrząc na młodego. Zdawało mi się, że chce coś osiągnąć tym zachowaniem. Uśmiechnąłem, jakżeby inaczej, z lekką kpiną. Pobawmy się.
- Wkręć mnie. - odparłem po krótkiej chwili.
- Nie ma nic za darmo. - oznajmiłem z głupiutkim uśmieszkiem. Pobawmy się trochę, będzie fajnie. Tyle co ja mogę od niego chcieć? Jeśli zabiłby mojego ojca, sam mógłby się ogłosić radnym, więc to by mu się nie opłacało. Poza tym, stary i tak niedługo zdechnie, więc korzyści też mi to nie przyniosłoby.
- Co chcesz w zamian? - zapytał, patrząc na mnie podejrzliwie.
- Zacznijmy od tego, że będziesz moim wilczkiem na posyłki. - uśmiechnąłem się zadziornie.
"Wilczek na posyłki" Ciekawe co mam dostarczyć? I komu? Z tego wnioskuję, że kroi się niezła zabawa. Myślę, że nawet mogę go potem wsypać... i białą waderę też.
- To jak? Jak brzmi pierwsze "zadanie"? - Spytałem się z kpiną w głosie.
Ciekawi mnie jak się to rozwinie. Może roczniak zdecyduje się na poważniejszy krok?
Tylko nie podoba mi się "zaczniemy od tego".
- Najpierw, może... hmmm. - udawałem zamyślonego. - Będziesz mi łapał bażanty, na śniadanie i kolację. I żeby one były w spiżarni jeśli zechcę coś zjeść. - zaśmiałem się triumfalnie. - Potem dam ci inne wskazówki, muszę tylko coś załatwić. - oznajmiłem obojętnie. Problem będzie tylko z ojcem, bo on nie darzy samca zbytnim zaufaniem, ale to da się zmienić. Najpierw podokuczamy siostrom, a potem tadam... czarny wybawiciel. Proste.
- Nie jestem twoim sługą. Zastanów się nad poważniejszym zadaniem a wtedy pogadamy. - na moim pysku zatriumfował groźny wyraz, a potem już wściekłość. Spojrzałem na młodego samca wzrokiem w stylu: "Musisz zdobyć mój szacunek. " Rzuciłem mu jeszcze pogardliwe spojrzenie i odwróciłem się, by odejść.
- Widzę, że się nie dogadaliśmy. - uśmiechnąłem się złowieszczo. - Trudno, żegnaj. - odparłem obojętnie i odszedłem w swoim
kierunku.
Chodząc tak i szukając tego "miejsca", w którym mam odkryć swój żywioł, natknąłem się na Berena. Znałem go, to on mnie zaprowadził do Zamku, jak byłem mały.
- Elo. - przywitałem się z czarnym basiorem. Mój ton głosu był lekko znudzony, bo w sumie... to łażenie w te i we wte mnie nudziło. Ale chcę już mieć żywioł!
Beren
Chodziłem po terenach Arrcanterry bo, no cóż nie mam nic do roboty. Jestem mordercą a Hypnos nie zdecydował się jeszcze czy mam kogoś zabić. Czasami tak się zdarza, ale ja mam już dość tej bezczynności. Ktoś mnie pozdrowił. I to definitywnie był głos Charona, tylko doroślejszy. Zatrzymałem się i spojrzałem w bok, na roczniaka. "Elo" - jakie to głupie.- Co chcesz? - spytałem się ostrzej niż zamierzałem... Ale dałem mu przykład dobrych manier i nie powiedziałem "czego".
Charon
Chyba ktoś tu jest nie w humorze. Dziwne, jak byłem mniejszy to wydawał się milszy. Tak, czy siak jest tylko zwykłym nic nie znaczącym poddanym, a ja jestem synem władcy. Powinien się zachowywać lepiej w stosunku do mnie.- Co chcę? - zapytałem z zadziornym uśmieszkiem. - Ojciec planuje wybrać członków rady i mógłbym cię wkręcić. - zacząłem, dość kusząco, jednocześnie błądząc oczyma w różne strony, by na samym końcu spojrzeć na czarnego i dodać: - Ale skoro nie chcesz, to wybiorę się do tej białej i samotnej waderki. - uśmiechnąłem się złowieszczo.
Beren
Ten uśmiech... Chyba coś z niego będzie. Charon zainteresował mnie swymi słowami. Gdybym był w radzie... miałbym duży wpływ na rozwój watahy. Spojrzałem rzeczowo na samca a ten "zagroził" mi. Biała wadera, co jak co, ale wydawała mi się konkurencją, a to, że jest samotna to inna sprawa.Myślałem patrząc na młodego. Zdawało mi się, że chce coś osiągnąć tym zachowaniem. Uśmiechnąłem, jakżeby inaczej, z lekką kpiną. Pobawmy się.
- Wkręć mnie. - odparłem po krótkiej chwili.
Charon
Proszę, proszę, proszę. Czarnemu jednak zależy na tej całej radzie i jeśli się nie mylę to jego sierść wszystko wyjaśnia. Czyżby chciał władzy? Zło wcielone, nieprawdaż? W końcu nie byle kto zostaje mordercą.- Nie ma nic za darmo. - oznajmiłem z głupiutkim uśmieszkiem. Pobawmy się trochę, będzie fajnie. Tyle co ja mogę od niego chcieć? Jeśli zabiłby mojego ojca, sam mógłby się ogłosić radnym, więc to by mu się nie opłacało. Poza tym, stary i tak niedługo zdechnie, więc korzyści też mi to nie przyniosłoby.
- Co chcesz w zamian? - zapytał, patrząc na mnie podejrzliwie.
- Zacznijmy od tego, że będziesz moim wilczkiem na posyłki. - uśmiechnąłem się zadziornie.
Beren
To śmieszne. Roczniak zgrywa ważnego i tajemniczego. To dobrze."Wilczek na posyłki" Ciekawe co mam dostarczyć? I komu? Z tego wnioskuję, że kroi się niezła zabawa. Myślę, że nawet mogę go potem wsypać... i białą waderę też.
- To jak? Jak brzmi pierwsze "zadanie"? - Spytałem się z kpiną w głosie.
Ciekawi mnie jak się to rozwinie. Może roczniak zdecyduje się na poważniejszy krok?
Tylko nie podoba mi się "zaczniemy od tego".
Charon
Bawiło mnie, nie sądziłem, że taki stary wilczur będzie mi usługiwać. Nie przemyślałem tego, ale wkrótce coś wymyślę. Na chwilę obecną każę mu po prostu codziennie łapać mi bażanty. W spiżarni rzadko się one pojawiają a sam polować nie potrafię. Łatwe i przyjemne zadanie, bo przecież skoro jest się mordercą, to zabijanie chyba sprawia mu radość, czyż nie?- Najpierw, może... hmmm. - udawałem zamyślonego. - Będziesz mi łapał bażanty, na śniadanie i kolację. I żeby one były w spiżarni jeśli zechcę coś zjeść. - zaśmiałem się triumfalnie. - Potem dam ci inne wskazówki, muszę tylko coś załatwić. - oznajmiłem obojętnie. Problem będzie tylko z ojcem, bo on nie darzy samca zbytnim zaufaniem, ale to da się zmienić. Najpierw podokuczamy siostrom, a potem tadam... czarny wybawiciel. Proste.
Beren
Gdy zadałem pytanie, Charon wydawał się zamyślony. Potem zaproponował najgłupszą rzecz na świecie. Łapać mu bażanty na kolację i śniadanie. Chwilowo chciałem się zaśmiać, ale gdy upewniłem się, że mały nie żartuje, górę wzięła druga strona. Zmroziłem syna Avatara wzrokiem.- Nie jestem twoim sługą. Zastanów się nad poważniejszym zadaniem a wtedy pogadamy. - na moim pysku zatriumfował groźny wyraz, a potem już wściekłość. Spojrzałem na młodego samca wzrokiem w stylu: "Musisz zdobyć mój szacunek. " Rzuciłem mu jeszcze pogardliwe spojrzenie i odwróciłem się, by odejść.
Charon
O jejku, widzę, że duma mu nie pozwala na łapanie bażantów. To smutne, ale jak nie chce ze mną współpracować, to żegnam. Myliłem się co do niego, nie zależy mu aż tak bardzo na byciu radnym. Poza tym, nie godząc się na moje warunku, pokazał, że coś kombinował. Gdybym dał mu coś lepszego do zrobienia, to kto wie? Może by odwrócił kota ogonem i miałbym kłopoty. No tak, przecież łapania żarcia odwrócić się nie da, a nawet nie ma takiej potrzeby. Cwane.- Widzę, że się nie dogadaliśmy. - uśmiechnąłem się złowieszczo. - Trudno, żegnaj. - odparłem obojętnie i odszedłem w swoim
kierunku.
wtorek, 1 września 2015
Kaori - Zagubiona
Z ranka opuściłam moją komnatę, tak by nie zbudzić rodzeństwa i ojca. Udałam się do spiżarni, gdzie zjadłam małego zająca, to powinno mi wystarczyć.
Nie mogłam się już doczekać, aż odkryję swój żywioł! Tata opowiadał mi, że to zależy od miejsca. Właściwe miejsce powinno sprawić, że poczuję w sobie niesamowitą energię a potem mam już wiedzieć co robić. Tak też, wyruszyłam na poszukiwania tego magicznego terenu. Najpierw udałam się do Lasu, gdzie spędzaliśmy zawsze mnóstwo czasu. Bawiliśmy się, drzemaliśmy a nawet czasem ciocia Terra nam coś upolowała. Jednak to nie było to. Nie poczułam żadnego przepływu mocy... ruszyłam dalej.
Nim się obejrzałam, nastał zmrok a mojego żywiołu jak nie było tak nie ma. Rozejrzałam się za drogą do zamku, lecz nie wiedziałam gdzie jestem.
Nie mogłam się już doczekać, aż odkryję swój żywioł! Tata opowiadał mi, że to zależy od miejsca. Właściwe miejsce powinno sprawić, że poczuję w sobie niesamowitą energię a potem mam już wiedzieć co robić. Tak też, wyruszyłam na poszukiwania tego magicznego terenu. Najpierw udałam się do Lasu, gdzie spędzaliśmy zawsze mnóstwo czasu. Bawiliśmy się, drzemaliśmy a nawet czasem ciocia Terra nam coś upolowała. Jednak to nie było to. Nie poczułam żadnego przepływu mocy... ruszyłam dalej.
Nim się obejrzałam, nastał zmrok a mojego żywiołu jak nie było tak nie ma. Rozejrzałam się za drogą do zamku, lecz nie wiedziałam gdzie jestem.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Hypnos - Wojowniczka ognia
Spacerując w okolicach zamku, napotkałem wojowniczkę ognia, która właśnie trenowała na polach bitewnych. Hmm... nadałaby się na wojownika, może nawet generała. A co jeśli właśnie po to ćwiczy? Harsharani ćwiczyła często swoje ziemne moce, ale ona robiła to dla przyjemności. Hmm, może biała wilczyca też ćwiczy dla przyjemności? Nie znam jej, a powinienem, więc pora to zmienić.
- Witaj. Jestem Hypnos. - oznajmiłem bezbarwnie.
- Dupek. - mruknęłam. Zmierzyłam go wzrokiem. Avatar zbliżał się coraz bardziej. W końcu przemówił.
- A ja Massacre. - odparłam szorstko.
Odwróciłem się szybko w jej kierunku, tak by nie spuścić jej z oczu, które nadal mnie bolały od piachu. Otrzepałem się by strząsnąć resztki błota. Szczerze? Nie miałem już siły.
- Cóż, muszę przyznać że dobrze walczysz jak na władcę... - zaczęłam szorstko.
- Ty też jak na zwykłą waderę... - odpowiedział.
- Nie jestem zwykła. Chyba ci się w dupie poprzewracało aby tak sądzić. - wypięłam dumnie pierś.
- Skoro tak uważasz... - przymknął oczy.
Prychnęłam i odeszłam powoli w stronę swojej komnaty.
- Witaj. Jestem Hypnos. - oznajmiłem bezbarwnie.
Massacre
Oddychałam płytko. Kolejny trening na walkę mocy. Wielka, słomiana kukła wilka przypominała teraz obraz nędzy i rozpaczy. Byłam zadowolona z treningu i nowego sposobu rzucania ognia. Słyszałam, że pewien wielki wojownik wytworzył kolce z grzbietu, które mają zdolność samozapłonu. Lecz czy to prawda? Meh, nie wiem, ale chciałabym tak. Położyłam się zdyszana na ziemi. Czas na krótki wypoczynek. Zaczęło się robić chłodno, więc zionęłam ogniem zapalając pobliskie patyki. Wtem zobaczyłam białego basiora nadchodzącego w moją stronę. Podniosłam się szybko i wyprostowałam się.- Dupek. - mruknęłam. Zmierzyłam go wzrokiem. Avatar zbliżał się coraz bardziej. W końcu przemówił.
- A ja Massacre. - odparłam szorstko.
Hypnos
Wadera była dość szorstka, lecz nie byłem tym zbytnio zdziwiony. Widziałem jak walczy. Jest wściekła, pewna siebie i niezwykle dumna ze swoich postępów, przynajmniej tak wyglądała w moich oczach. Mogłem też uważać, że nie ma do mnie zaufania, bowiem stoi sztywno i jest gotowa do ataku. Nie chciałem tego, ponieważ jestem przyjacielem... nie chciałem z nią walczyć, lecz mimo tego zapytałem - Może wspólny trening? - miałem nadzieję, że dzięki temu nabierze do mnie zaufania i zmieni swoje nastawienie. Wiem, że ona kocha walczyć, to widać... lecz mogę się mylić.Massacre
- Jeżeli musisz... - odparłam obojętnie. Basior stał niewzruszony. Zatoczyłam mały okrąg wokół niego i stanęłam naprzeciw avatara. Naprężyłam mięśnie i byłam gotowa do ataku. Sierść mi się zjeżyła, gdy moje łapy zapłonęły żywym ogniem. Pojedyncze języki ognia tańczyły okrążając coraz szerszy obszar wokół mnie. Czekałam na ruch Hypnosa. Wyprostowałam się dumnie i pogardliwym wzrokiem spojrzałam na niego. Rzuciłam mu wyzwanie. Prowokowałam go.Hypnos
W jej oczach było widać wszystko, kochała to. Bez dłużej chwili namysłu, zrobiłem to samo to biała wilczyca. Przygotowałem się do pojedynku, który tak naprawdę traktowałem jak zabawę, lecz coś mi podpowiadało, że ona tego nie odczuwa. Najwyżej mnie zrani... Dawno nie bawiłem się ogniem, więc mały trening mi się przyda. Potrafiłem zapłonąć, moje ciało dokonywało teraz przemiany... od łap aż po czubek nosa. Oczy stały się puste, płonące żywym ogniem, tak samo jak i reszta mojego ciała, lecz dusza... dusza pozostała niewzruszona. Warknąłem, po czym ruszyłem na waderę, ta jednak była zwinna i odskoczyła na bok. Za pomocą ogona trzasnąłem jej łapy ognistym biczem, upadła. Miałem czas na wbicie jej moich kłów w ciało.Massacre
Runęłam jak kłoda na ziemię. Chcąc nie chcąc nawet dobry był w tę klocki. Ale nie lepszy ode mnie! Kiedy basior chciał zatopić te żółte zębiska wykonałam kolejny unik w bok. Avatar zarył pyskiem w ziemi. Wskoczyłam jeszcze na jego pysk przez co cały był w błocie. Dzięki chwilowej bezwładności Hypnosa ugryzłam go w kark, dając mu znak że jest już przegrany. Nie mam zamiaru go puścić dopóki się nie podda. Uścisk szczęk powoli sie zacięśniał.Hypnos
Upadłem pyskiem na ziemię, a wadera tylko jeszcze mnie dobiła, tak, że oślepłem. Błoto dostało mi się do oczu, co bardzo mnie bolało. Inferno opadło już dawno, co jak co, ta moc wyczerpuje. Po chwili poczułem jej uścisk na moim karku. Czułem jak powolnie umieram, tlenu mi brakowało, lecz się nie poddam. Nie ma mowy! Zacząłem się szarpać, co tylko powodowało, że czułem się jeszcze bardziej osłabiony. Nie mogłem użyć żadnej magi prócz ognia, to by było niesprawiedliwe. Buchnąłem ogniem, po prostu wybuchłem, tak, że poparzyłem ją w pysk i puściła. Cóż, jesteśmy tylko wilkami i nawet nasze moce nas nie chronią przed żywiołami. Tak jak wilk wody może utonąć, tak i mag ognia może się poparzyć.Odwróciłem się szybko w jej kierunku, tak by nie spuścić jej z oczu, które nadal mnie bolały od piachu. Otrzepałem się by strząsnąć resztki błota. Szczerze? Nie miałem już siły.
Massacre
Spojrzałam na basiora. Widać że był już zmęczony tym całym małym treningiem. Oparzenie na pysku piekło niemiłosiernie. Westchnęłam cicho i powoli rozmasowywalam łapą oparzone miejsce. Cóż, może jeszcze kiedyś przekona się o mej potędze. Usiadłam na miękkiej zielonej trawie i wpatrywałam się w avatara.- Cóż, muszę przyznać że dobrze walczysz jak na władcę... - zaczęłam szorstko.
- Ty też jak na zwykłą waderę... - odpowiedział.
- Nie jestem zwykła. Chyba ci się w dupie poprzewracało aby tak sądzić. - wypięłam dumnie pierś.
- Skoro tak uważasz... - przymknął oczy.
Prychnęłam i odeszłam powoli w stronę swojej komnaty.
Charon - Siostra jak ja
Obudziłem się dzisiaj jak zwykle pierwszy, no oczywiście poza siostrami. Od razu zabrałem się za tatę, bo kto by pomyślał, że można tak długo spać? Nie można! Szkoda dnia a trzeba się bawić. Zacząłem szarpać go za ucho, lecz wcale go to nie ruszało. Może szczekanie coś pomoże? Raz, dwa... nic. - Tato, tato! Wstawaj, no! - zacząłem krzyczeć i odbijać się od podłoża przednimi łapami, tuż przed jego nosem. Od czasu do czasu też szczekałem, kładąc pysk przy podłożu, a zad unosząc do góry. Oczywiście machając przy tym wszystkim radośnie ogonem.
- Boo! - Przestraszyłam go.
Zaczęłam chichotać. Rozbawiło mnie to, że aż podskoczył! Braciszek wrócił jednak do swojego szczekania. Skoczyłam na niego dla zabawy. Zaczęliśmy się tarzać po podłodze. Wkrótce obudziła się Casty. Bardzo chętnie dołączyła do naszej "przewracanki". Później jeszcze Kaori i również do nas się przyłączyła. Zabawa trwała długo. W zasadzie skończyliśmy ją jak tata wybudził się. W tedy przestaliśmy, bo spojrzał na nas trochę zdenerwowanym wzrokiem. Ale co poradzimy? Jesteśmy szczeniakami, a maluchy kochają zabawę!
Wraz z siostrami zaczęliśmy się ganiać. Nie lubiłem moich sióstr, bo zawsze trzymały się razem i były przeciwko mnie. Dlaczego nie mam brata? To nie sprawiedliwe! Pfe!
Mimo wszystko, kocham je bardzo.
Ofendia
Obudziły mnie uporczywe piski brata. Zasłoniłam uszy, bo nie mogłam znieść tego hałasu. W końcu wstałam i przeciągnęłam się. Ziewnęłam leniwie i spojrzałam na Charona. Jednym susem znalazłam się obok niego, a raczej za nim.- Boo! - Przestraszyłam go.
Zaczęłam chichotać. Rozbawiło mnie to, że aż podskoczył! Braciszek wrócił jednak do swojego szczekania. Skoczyłam na niego dla zabawy. Zaczęliśmy się tarzać po podłodze. Wkrótce obudziła się Casty. Bardzo chętnie dołączyła do naszej "przewracanki". Później jeszcze Kaori i również do nas się przyłączyła. Zabawa trwała długo. W zasadzie skończyliśmy ją jak tata wybudził się. W tedy przestaliśmy, bo spojrzał na nas trochę zdenerwowanym wzrokiem. Ale co poradzimy? Jesteśmy szczeniakami, a maluchy kochają zabawę!
Charon
Razem z tatą udaliśmy się na śniadanie, a potem zabrał nas do Lasu, gdzie mogliśmy się bawić. Co jak co, ale to miejsce jest moim ulubionym! Jest tu dużo liści, kryjówek i wiewiórek z którymi uwielbiam się bawić, są bardzo fajne. W prawdzie zawsze uciekają na drzewa a czasami rzucają we mnie żołędziami, ale i tak je bardzo lubię.Wraz z siostrami zaczęliśmy się ganiać. Nie lubiłem moich sióstr, bo zawsze trzymały się razem i były przeciwko mnie. Dlaczego nie mam brata? To nie sprawiedliwe! Pfe!
Mimo wszystko, kocham je bardzo.
sobota, 29 sierpnia 2015
Terra - Nowy zawód
Popołudniu udałam się na trening. W tym celu poszłam nad jezioro Luminosum. Zrobiłam lodową fontannę, którą pokazał mi przyjaciel Hypnos. Trenowałam również inne przydatne sztuczki, takie jak klatka z lodu. Udoskonaliłam też Wir Wodny. Był on mocniejszy i dłuższy. Wyczułam czyjąś obecność. Obejrzałam się za siebie. Ujrzałam Avatara; Hypnosa. Uśmiechnęłam się ciepło.
- Co tutaj robisz? - spytałam zaciekawiona. Czekając na odpowiedź popatrzyłam uważnie na jezioro. Było ono po części zamrożone.
- Widzę, że nieźle ci idzie. - podszedłem, kiedy mnie zauważyła. - Postanowiłem cię odwiedzić, a jako, że w komnacie cię nie zastałem to spaceruję. - oznajmiłem obojętnie.
- Witaj Hypnosie. - odrzekłam spokojnie. Szczenięta zaczęły obok nas hasać. Przyglądaliśmy się chwilę temu, po czym zapytałam samca, czy zechciałby ze mną poćwiczyć. Biały basior kiwnął głową na tak. Młode chyba usłyszały naszą rozmowę, bo usiadły blisko nas. Pierw popatrzyłam na wodę, a następnie przeniosłam wzrok na Avatara.
- Możesz zacząć pierwszy? - zapytałam z odrobiną niepewności.
- Teraz twoja kolej. - uśmiechnąłem się do białej wadery.
- To teraz co? Trenujemy jeszcze czy coś innego? - uśmiechnęłam się. W wyczekiwaniu na odpowiedź basiora, przysiadłam obok niego i umyłam łapy odrobiną wody.
- Nie myślałaś może o jakimś zawodzie? - zapytałem, bowiem szczenięta były bardzo zadowolone. Polubiły ją. Nadałaby się na nauczycielkę czy opiekunkę, lecz może ona nie chce pracować?
Akurat teraz zaczęłam się zastanawiać. Z tego co wiem, zawsze chciałam mieć zawód w wojsku, lecz nigdy nie myślałam jaki. Przypomniał mi się zaledwie tylko jeden z nich, a mianowicie Zwiadowca. Może to właśnie on do mnie pasował? Lubiłam buszować po krzakach i innych zakamarkach. Rozmyślałam tak i patrzyłam się na kryształową taflę wody. Potem zwróciłam wzrok w stronę Hypnosa.
- Zwiadowca. - powiedziałam bez namysłu. Śnieżnobiały basior popatrzył na mnie z lekkim zdziwieniem. - Chciałabym zostać zwiadowcą. - wyjaśniłam i uśmiechnęłam się.
Uśmiechnąłem się do niej, po czym skinąłem łbem. - A więc witaj w wojsku. - oznajmiłem, dając jej do zrozumienia iż już posiada stanowisko.
- Dziękuję. - odpowiedziała z uśmiechem, zastanawiając się jeszcze nad czymś. Ciekawe nad czym, lecz tego nie jest mi dane poznać. Nie będę wścibski.
Spędziliśmy jeszcze trochę czasu razem, na zabawianiu szczeniaków magią wody, po czym wspólnie udaliśmy się na kolację i rozeszliśmy do swoich komnat.
- Co tutaj robisz? - spytałam zaciekawiona. Czekając na odpowiedź popatrzyłam uważnie na jezioro. Było ono po części zamrożone.
Hypnos
Z rana postanowiłem wybrać się do Terry, ot tak. Może chciałaby poćwiczyć trochę ze mną? Przy okazji byśmy zabawili tym szczenięta. Uwielbiam swój rodzinny żywioł a nikt prócz niej i mnie go nie posiada. Wybrałem się na Luminosum, bowiem jest to najbliższy zbiornik wody, idąc z zamku oczywiście. Całe szczęście, że ją tam znalazłem, bo nie muszę szukać dalej. Gdzie będzie mag wody jak nie przy wodzie, prawda? Usiadłem i obserwowałem ją przez chwilę. Szczenięta jednak od razu postanowiły do niej podbiec i się przywitać, więc poczekałem aż skończą.- Widzę, że nieźle ci idzie. - podszedłem, kiedy mnie zauważyła. - Postanowiłem cię odwiedzić, a jako, że w komnacie cię nie zastałem to spaceruję. - oznajmiłem obojętnie.
Terra
Uśmiechnęłam się do brykających maluchów. Następnie spojrzałam na Hypnosa, który mnie przywitał.- Witaj Hypnosie. - odrzekłam spokojnie. Szczenięta zaczęły obok nas hasać. Przyglądaliśmy się chwilę temu, po czym zapytałam samca, czy zechciałby ze mną poćwiczyć. Biały basior kiwnął głową na tak. Młode chyba usłyszały naszą rozmowę, bo usiadły blisko nas. Pierw popatrzyłam na wodę, a następnie przeniosłam wzrok na Avatara.
- Możesz zacząć pierwszy? - zapytałam z odrobiną niepewności.
Hypnos
Widząc, że szczenięta są zainteresowane moją rozmową z Terrą, postanowiłem zacząć pierwszy. Skinąłem tylko łbem, po czym podszedłem do wody i utworzyłem słup, który zacząłem obracać. Delikatne kropelki wody zamroziłem, zamieniając je w śnieżek, który spadł na szczenięta a te radośnie zaczęły łapać płatki w pyszczek. Wyglądało to naprawdę uroczo.- Teraz twoja kolej. - uśmiechnąłem się do białej wadery.
Terra
Avatar podszedł do mnie, a ja udałam się na jego miejsce. Następnie utworzyłam trzy kule z wody i rzuciłam je do góry. Gdy były wystarczająco wysoko, zamieniłam je w lód i roztrzaskałam tak, aby wyglądało to jak fajerwerki. Tak samo jak w przypadku Hypnosa, małe płatki śniegu spadły na nas. Skierowałam wzrok na maluchy. Były radosne, że mogły pobawić się śniegiem. Postanowiłam zrobić jeszcze jedną sztuczkę. W jeziorze utworzyłam coś w rodzaju gejzeru. Woda rozbryzgała małe kropelki wody we wszystkie strony. Szczeniaki ponownie były zadowolone. Wycofałam się do białego basiora. Popatrzyłam na niego pytająco.- To teraz co? Trenujemy jeszcze czy coś innego? - uśmiechnęłam się. W wyczekiwaniu na odpowiedź basiora, przysiadłam obok niego i umyłam łapy odrobiną wody.
Hypnos
Nie wiedziałem, że będę w stanie jeszcze się tak cieszyć. Treningi z Terrą i zadowolone szczenięta bardzo mi pomagają zapomnieć, lecz nie, nie zapomnieć, bo zapominać o niej nie chcę. Nie wiem jak to opisać, po prostu czuję się taki wolny, wolny od miłości, która teraz tylko sprawia mi ból. Nigdy bym nie pomyślał, że chcę być wolny od tego uczucia, lecz bez niej... zamienia się to w krzywdę, cierpienie. Nie chcę cierpieć, ale też kochać przestać nie chcę.- Nie myślałaś może o jakimś zawodzie? - zapytałem, bowiem szczenięta były bardzo zadowolone. Polubiły ją. Nadałaby się na nauczycielkę czy opiekunkę, lecz może ona nie chce pracować?
Terra
Zastanowiłam się chwilę nad tym. - W prawdzie mówiąc nie... - odparłam trochę zasmucona.Akurat teraz zaczęłam się zastanawiać. Z tego co wiem, zawsze chciałam mieć zawód w wojsku, lecz nigdy nie myślałam jaki. Przypomniał mi się zaledwie tylko jeden z nich, a mianowicie Zwiadowca. Może to właśnie on do mnie pasował? Lubiłam buszować po krzakach i innych zakamarkach. Rozmyślałam tak i patrzyłam się na kryształową taflę wody. Potem zwróciłam wzrok w stronę Hypnosa.
- Zwiadowca. - powiedziałam bez namysłu. Śnieżnobiały basior popatrzył na mnie z lekkim zdziwieniem. - Chciałabym zostać zwiadowcą. - wyjaśniłam i uśmiechnęłam się.
Hypnos
Zwiadowca? Nie sądziłem, że Terra będzie chciała iść do wojska, jednak nie byłem temu przeciwny. Jej życie, jej wybór, a ja mogę jedynie ją przyjąć. Wiem, że zaopatruje naszą spiżarnię i to nie w byle jaką zwierzynę, więc doświadczenie zapewne posiada.Uśmiechnąłem się do niej, po czym skinąłem łbem. - A więc witaj w wojsku. - oznajmiłem, dając jej do zrozumienia iż już posiada stanowisko.
- Dziękuję. - odpowiedziała z uśmiechem, zastanawiając się jeszcze nad czymś. Ciekawe nad czym, lecz tego nie jest mi dane poznać. Nie będę wścibski.
Spędziliśmy jeszcze trochę czasu razem, na zabawianiu szczeniaków magią wody, po czym wspólnie udaliśmy się na kolację i rozeszliśmy do swoich komnat.
Beren - Morderca
Skończyłem kurs Myślistwa i Czarnej Magii. Łatwizna. Wyszedłem z zamku po drzemce, by poszukać Hypnosa. Moje kroki skierowałem do lasu, lecz tu spotkałem tylko biało-rudą waderę. Po chwili namysłu poszedłem na plażę. Pierwsze co zobaczyłem to odciski małych łap. Potem całą gromadkę, bez Hypnosa. Zdziwiłem się bo jeszcze nie zdarzyło się to by jego potomstwo się samo szlajało po terenach. Podszedłem do szczeniąt i wnet pojawił się przy nich Hypnos. Niedowidzę?
- Skończyłem kursy. - powiedziałem dobitnie i spojrzałem na avatara.
Kiedy szczenięta beztrosko bawiły się na plaży, zjawił się Beren, który oznajmił mi iż skończył już kursy. Widać, że zależy mu na tym stanowisku, co mnie bardzo cieszy, chociaż nie jest to najprzyjemniejsza praca.
- Dobrze. Zostałeś przyjęty. - oznajmiłem obojętnie, jak to zwykle u mnie bywa. Beren tylko skinął łbem i odszedł, a ja mogłem kontynuować pilnowanie mych młodych.
- Skończyłem kursy. - powiedziałem dobitnie i spojrzałem na avatara.
Hypnos
Dzisiaj szczenięta chciały wybrać się na plażę, więc tak też zrobiliśmy. Od razu po śniadaniu poszliśmy w tamte okolice. Przyznam, że całe to niańczenie ich nie jest takie trudne, lecz męczące. One mają w sobie tyle energii a ja? Jestem już stary i to zupełnie nie dla mnie. Mimo wszystko, kocham je najbardziej na świecie.Kiedy szczenięta beztrosko bawiły się na plaży, zjawił się Beren, który oznajmił mi iż skończył już kursy. Widać, że zależy mu na tym stanowisku, co mnie bardzo cieszy, chociaż nie jest to najprzyjemniejsza praca.
- Dobrze. Zostałeś przyjęty. - oznajmiłem obojętnie, jak to zwykle u mnie bywa. Beren tylko skinął łbem i odszedł, a ja mogłem kontynuować pilnowanie mych młodych.
Beren - Myślistwo (1)
Wszedłem do lasu odcinając się od wszelkiego zgiełku i słysząc tylko jednostajny szelest liści i ćwierkanie ptaków. Gdy doszedłem do małej polanki, kątem oka dostrzegłem ruch i jąłem się skradać. Nie trwało to sekundę a już zobaczyłem przed sobą tłustego zająca. Uśmiechnąłem się lekko. Nogi same się ugięły i gdy miały już odepchnąć się od ziemi, zając mnie zobaczył... utworzył kulkę ognia i cisnął ją we mnie. Przez zaskoczenie nie udało mi się w porę uskoczyć i poczułem smród nadpalonego futra. Wściekłem się od razu i wzniosłem tarczę z ziemi. Zając otworzył pyszczek ze zdziwienia, ale zaraz się opanował, zaczął strzelać tymi kuleczkami jak oszalały i uciekł w głąb lasu. Pobiegłem za nim. On oczywiście rzucał tymi swoimi marnymi pociskami, ale ja łapałem je w skorupę z ziemi i ciskałem nimi z powrotem. Po paru metrach gon się skończył. Zając potknął się i już nie pod-dźwignął, więc zlikwidowałem tarczę a zająca zaniosłem do spiżarni.
Beren - Czarna Magia (3)
Zamyślony poczułem nagle jak coś zimnego i mokrego podmywa mi łapy. Powróciłem do rzeczywistości z lekkim zaskoczeniem. Byłem pewny, że zmierzam do Glacies a tymczasem stoję na plaży. Westchnąłem cicho i powłucząc nogami skierowałem się do skałek. Usiadłem pod skałką, na której rozsiadła się mewa. Pokręciłem głową. Ptaki nie mają za grosz szacunku i myślą, że cały świat należy do nich. Spojrzałem na dół i znalawszy patyka zacząłem ćwiczyć swoją parapsychozę lub telekinezę, jak kto woli.
- Nikt cię nie lubi, jesteś brzydki i okropny... Żadna wadera nawet na ciebie nie spojrzy, będziesz nikim... - usłyszałem głos nad moją głową. Mewa. I widać, że dopiero co się rozkręcała. Chyba to kochała. - Nie będziesz miał zawodu, będziesz wyrzutkiem...
- Mów sobie co chcesz. - Przerwałem jej. Wylądowała u moich nóg i spojrzała na mnie z wyrzutem.
- A wiesz kim naprawdę jesteś? Głupim, zakompleksionym bachorem, który myśli, że jest taki super bo ubzdurał sobie, że ma cel jak jakiś superbochater.
Nie dobrze, że to powiedziała. Zreflektowała się w porę i wzleciała w powietrze. Wstałem i zacząłem ganiać ją po całej plaży, ale nawet wtedy rzucała ku mnie obelgi. Gdy poleciała ku wodzie, warknąłem na nią wściekły.
- Już nie będziesz miała wrażenia szczęścia. Staniesz się nikim. - Poczułem dziwną sensację w brzuchu, gdy to wypowiedziałem, a ona odleciała.
- Nikt cię nie lubi, jesteś brzydki i okropny... Żadna wadera nawet na ciebie nie spojrzy, będziesz nikim... - usłyszałem głos nad moją głową. Mewa. I widać, że dopiero co się rozkręcała. Chyba to kochała. - Nie będziesz miał zawodu, będziesz wyrzutkiem...
- Mów sobie co chcesz. - Przerwałem jej. Wylądowała u moich nóg i spojrzała na mnie z wyrzutem.
- A wiesz kim naprawdę jesteś? Głupim, zakompleksionym bachorem, który myśli, że jest taki super bo ubzdurał sobie, że ma cel jak jakiś superbochater.
Nie dobrze, że to powiedziała. Zreflektowała się w porę i wzleciała w powietrze. Wstałem i zacząłem ganiać ją po całej plaży, ale nawet wtedy rzucała ku mnie obelgi. Gdy poleciała ku wodzie, warknąłem na nią wściekły.
- Już nie będziesz miała wrażenia szczęścia. Staniesz się nikim. - Poczułem dziwną sensację w brzuchu, gdy to wypowiedziałem, a ona odleciała.
Beren - Czarna Magia (2)
Był naprawdę parny dzień, więc pobiegłem ile sił miałem w nogach do Fluvius. Dotarłem do pierwszych drzew, które dawały cień. Znikąd zauważyłem blask słońca odbijającego się od wód rzeki. Wtem dotarłem do niej i już zamierzałem wskoczyć gdy metr obok za krzaczkami zobaczyłem majestatycznego łabędzia. Nie będzie już taki piękny kiedy się pobrudzi. Wróciłem pod cień i zacząłem zabawę. Wysłałem kulkę suchej ziemi ku łabędziowi. Ów nastroszył pióra i rozglądnął się nerwowo, lecz szybko się uspokoił. Wytworzyłem parę grudek i posłałem je nad łabędzia, by zasypały go jak śnieg. Tym razem łabędź wstał, zatrzepotał skrzydłami i spytał się "Kto tu jest?!". Zaśmiałem się cicho. Zrobiłem wir z pyłu a gdy ten zamknął się naokoło łabędzia, uslyszałem kaszel, więc zdecydowałem się opuścić wir, ciskając nim o murawę. Tym razem łabędź wstał, otrzepał się i jął rzucać przekleństwa w przestrzeń. Zaskoczony i nieświadomy tego co robię, rzuciłem weń błotnymi kulkami. Łabędź przystopował z krzykami i teraz tylko coś do siebie mamrotał, wleziwszy do wody. Znudzony, udałem się poszukać innego miejsca.
Beren - Czarna Magia (1)
Rankiem poszedłem do lasu. A nóż coś upoluję! Przebiegłem przez pierwszą część lasu, gdzie na ściółkę składały się tylko obumarłe liście i igły a poszycie lasu było rzadkie. Potem wkroczyłem do ciemnego matecznika. Zacząłem się skradać wzrokiem poszukując rudego lub brązowego mignięcia pośród liści co znaczyło tylko jedno - sarny, lecz niczego takiego nie dostrzegłem. Nagle poczułem ukłucie bólu na nodze i instynktownie spojrzałem w dół. Nogę skaleczyłem sobie o krzaki malin, od których było tu gęsto. Usłyszałem pisk wyrywającego się zwierzęcia parę metrów ode mnie. Postąpiłem parę kroków w stronę dźwięku i zobaczyłem zająca, który zaplątał się w kolczaste krzaki. Ktoś tu woła o pomoc. Zając dopiero teraz mnie zauważył i spojrzał na mnie z nadzieją a ja na niego z pogardą.
- Pomóż mi! Sam się stąd nie wyrwę.
Przystanąłem obok niego i obserwowałem jak zwierzę się męczy poczym pomyślałem, że tylko marnuję tu czas i odwróciłem się do niego plecami.
- Nie zniżę się do poziomu robactwa. - Powiedziałem i rzuciłem mu ostatnie, pełne pogardy spojrzenie. Odchodząc, kątem oka dostrzegłem łzy w jego oczach.
- Pomóż mi! Sam się stąd nie wyrwę.
Przystanąłem obok niego i obserwowałem jak zwierzę się męczy poczym pomyślałem, że tylko marnuję tu czas i odwróciłem się do niego plecami.
- Nie zniżę się do poziomu robactwa. - Powiedziałem i rzuciłem mu ostatnie, pełne pogardy spojrzenie. Odchodząc, kątem oka dostrzegłem łzy w jego oczach.
piątek, 28 sierpnia 2015
Hypnos - Sprawiedliwość (3)
Będąc na spaceru ze szczeniętami, usłyszałem czyjąś kłótnie. Po głosie od razu poznałem, że to Beren i ta biała wadera, która była na radzie. Przysłuchując się bardziej, mogłem stwierdzić, że to coś poważnego. Postanowiłem udać się w kierunku głosów.
- Ty skurwysynu oddawaj ten cholerny medalion! - krzyknęła wadera.
- On jest mój, pagórku puchu. - oznajmił spokojnym tonem głosu, czarny basior.
- Ty jebana kupo futra! - warknęła. - To mój wisiorek. - dodała po chwili.
- Znalezione, nie kradzione, ty młoda kurwo! - odwarknął, nie spuszczając jej z oczu.
Przyglądając się temu zjawisku, mogłem stwierdzić, że nawet mnie nie zauważyli. Patrzyli się na siebie z wściekłością, obnażając kły i warcząc.
- Co to?! - krzyknął radośnie Charon, po czym podbiegł do medalionu, który leżał między nimi i go zabrał.
- Oddawaj to mały gnoju! - warknęła tak, że szczenię upuściło przedmiot i podbiegło z płaczem do mnie. Spojrzałem na nie, po czym na waderę i strzeliłem w nią powietrzną kulką.
- Wasze zachowanie jest skandaliczne. - oznajmiłem spokojnie, niszcząc powód ich kłótni. Nim odszedłem, zostali ukarani ciosem wiatru.
- Ty skurwysynu oddawaj ten cholerny medalion! - krzyknęła wadera.
- On jest mój, pagórku puchu. - oznajmił spokojnym tonem głosu, czarny basior.
- Ty jebana kupo futra! - warknęła. - To mój wisiorek. - dodała po chwili.
- Znalezione, nie kradzione, ty młoda kurwo! - odwarknął, nie spuszczając jej z oczu.
Przyglądając się temu zjawisku, mogłem stwierdzić, że nawet mnie nie zauważyli. Patrzyli się na siebie z wściekłością, obnażając kły i warcząc.
- Co to?! - krzyknął radośnie Charon, po czym podbiegł do medalionu, który leżał między nimi i go zabrał.
- Oddawaj to mały gnoju! - warknęła tak, że szczenię upuściło przedmiot i podbiegło z płaczem do mnie. Spojrzałem na nie, po czym na waderę i strzeliłem w nią powietrzną kulką.
- Wasze zachowanie jest skandaliczne. - oznajmiłem spokojnie, niszcząc powód ich kłótni. Nim odszedłem, zostali ukarani ciosem wiatru.
Hypnos - Szczenięta
Rano obudziły mnie piski moich szczeniąt, które bawiły się ze sobą, jednocześnie wykorzystując mnie w swojej zabawie. Otworzyłem oczy i podniosłem głowę, po czym spojrzałem na radosne mordki moich dzieci. Wzrok automatycznie zaczął błądzić za nią... lecz jej już nie ma. Oh, jak jak strasznie za tobą tęsknię, moja Harsharani. Moja, jedyna...
- Chodźmy coś zjeść. - wstałem i oznajmiłem obojętnym tonem głosu. Byłem załamany, lecz nie okazywałem tego. Udałem się do spiżarni, gdzie znalazłem trochę mleka i rozlałem je do misek. Sam zaś wziąłem kawałek uda renifera, do którego po jakimś czasie dołączyły się szczenięta. No tak, dorastają i zaczynają jeść mięso.
Po śniadaniu wyszliśmy poza mury zamku i udaliśmy się do Lasu, bowiem tak było najbliżej i najbezpieczniej dla nich. Poza tym uwielbiały bawić się w liściach.
- Powinieneś spróbować przestać tęsknić. Lub postąpić jak tamten alfa - dodałem po namyśle, odsłaniając kawałek mojej historii. - Gdy - zawahałem się - umarła mu partnerka... pozbył się kłopotów. - Mimowolnie spojrzałem na gromadkę, która bawiła się w berka parę metrów od nas. Skutek był natychmiastowy. Avatar spojrzał na mnie wściekły.
- Sugerujesz, żebym pozbył się moich szczeniąt?!
Zastanawiałem się chwilę; cokolwiek teraz powiem a avatar może wybuchnąć jak wulkan. Powiedziałem to tylko pod presją. Jakim idiotą jestem i czy mogę być gorszym?
-Ja... Zabiłem ją a on mnie wyrzucił! Wyzbył się kłopotu!
Mimo to, że wyrzucenie tego z siebie sprawiło mi niejaką ulgę, przykrył to strach a potem złość na samego siebie. Mimowolnie cofnąłem się o krok.
Nagle usłyszałem czyjś głos, obejrzałem się i zauważyłem czarnego basiora. Oh, Beren. Jego słowa były dość dziwne i niezbyt zrozumiałe, bądź też zrozumiałe aż zanadto. Jednak, chyba nie to miał na myśli, bo nie byłbym wstanie pozbyć się tego co kocham, czyli ich. Są radosne jak ich matka, są przecież jej częścią. Jej i moją.
Czarny basior otworzył się w końcu i wyjawił część swojej przeszłości, która nie była mi znana. Może się zmienia? Nie jestem na niego zły, bo nie mam wpływu na jego czyny, lecz teraz... on mieszka tutaj.
- Nie chciałbym być zmuszony do ukarania ciebie. - odparłem obojętnie, patrząc w jego oczy.
- Nie chciałbyś zostać mordercą? - zapytałem obojętnie. Nie wiem czy jego ukłon miał znaczyć, że się zmienia i zaczyna podążać dobrą ścieżką, czy też może coś knuje. Nie wiem, nie znam go na tyle, lecz mam nadzieję, że nie planuje niczego złego. Lepiej jednak, będę na niego uważać, a tym bardziej na moje szczenięta.
Kawałki lodu, które były moim sercem i zaczęły powoli topnieć teraz powoli się "odradzały". Poczułem zimno, mojego towarzysza i już wiedziałem co odpowiem.
- To będzie dla mnie zaszczytem. - stwierdziłem i spojrzałem na avatara przenikliwe.
- A więc przyjdź do mnie, jak tylko ukończysz kursy. Czarna magia i myślistwo w zupełności wystarczą. - oznajmiłem i powolnie kiwnąłem głową, na co wilk odpowiedział tym samym i odszedł. Ja zaś popilnowałem szczeniąt, a kiedy te zgłodniały, wróciliśmy do zamku a następnie udaliśmy się do komnaty na spoczynek.
- Chodźmy coś zjeść. - wstałem i oznajmiłem obojętnym tonem głosu. Byłem załamany, lecz nie okazywałem tego. Udałem się do spiżarni, gdzie znalazłem trochę mleka i rozlałem je do misek. Sam zaś wziąłem kawałek uda renifera, do którego po jakimś czasie dołączyły się szczenięta. No tak, dorastają i zaczynają jeść mięso.
Po śniadaniu wyszliśmy poza mury zamku i udaliśmy się do Lasu, bowiem tak było najbliżej i najbezpieczniej dla nich. Poza tym uwielbiały bawić się w liściach.
Beren
Rankiem poszedłem do lasu. Ranek był mglisty, lecz słońce szybko przedzierało się przez powały mlecznej mgły. Wkroczyłem do lasu: do cienia, który dawał bezpieczeństwo. Po paru metrach usłyszałem ciche skomlenie i poszczekiwanie zadowolonych i radosnych szczeniąt. Na malutkiej polance dostrzegłem Hypnosa i jego potomstwo. Wydawał się szczęśliwy, gdy małe wilczki wdrapywały się na niego, ale był też jakby nieobecny, roztargniony. Obserwowałem go jeszcze przez chwilę, gdy powietrze rozdarł pisk szczęścia o niesamowitej częstotliwości i coś otarło się moją łapę: Charon. Zawołał do swojego rodzeństwa, że jestem jego przyjacielem, wróciwszy do nich. Hypnos otrząsnął się z zamyślenia, więc podszedłem do gromadki. Przedtem zobaczyłem, że mimowolnie szuka, przeszukuje krzaki wokół wzrokiem w nadziei, że ona zaraz wyskoczy z pomiędzy nich ze śmiechem.- Powinieneś spróbować przestać tęsknić. Lub postąpić jak tamten alfa - dodałem po namyśle, odsłaniając kawałek mojej historii. - Gdy - zawahałem się - umarła mu partnerka... pozbył się kłopotów. - Mimowolnie spojrzałem na gromadkę, która bawiła się w berka parę metrów od nas. Skutek był natychmiastowy. Avatar spojrzał na mnie wściekły.
- Sugerujesz, żebym pozbył się moich szczeniąt?!
Zastanawiałem się chwilę; cokolwiek teraz powiem a avatar może wybuchnąć jak wulkan. Powiedziałem to tylko pod presją. Jakim idiotą jestem i czy mogę być gorszym?
-Ja... Zabiłem ją a on mnie wyrzucił! Wyzbył się kłopotu!
Mimo to, że wyrzucenie tego z siebie sprawiło mi niejaką ulgę, przykrył to strach a potem złość na samego siebie. Mimowolnie cofnąłem się o krok.
Hypnos
Dlaczego akurat ja muszę tak cierpieć? Dlaczego i za co? Byłem dobrym wilkiem i nadal nim jestem, taką mam nadzieję. A co jeśli jest inaczej? Co jeśli naszemu stwórcy nie podoba się moje zachowanie i dlatego mnie tak pokarał? Harsharani, strasznie za tobą tęsknię i rady bez ciebie sobie nie daję... wróć do mnie. Uśmiechnij się i wszystko będzie jak dawniej. A może to tylko sen?Nagle usłyszałem czyjś głos, obejrzałem się i zauważyłem czarnego basiora. Oh, Beren. Jego słowa były dość dziwne i niezbyt zrozumiałe, bądź też zrozumiałe aż zanadto. Jednak, chyba nie to miał na myśli, bo nie byłbym wstanie pozbyć się tego co kocham, czyli ich. Są radosne jak ich matka, są przecież jej częścią. Jej i moją.
Czarny basior otworzył się w końcu i wyjawił część swojej przeszłości, która nie była mi znana. Może się zmienia? Nie jestem na niego zły, bo nie mam wpływu na jego czyny, lecz teraz... on mieszka tutaj.
- Nie chciałbym być zmuszony do ukarania ciebie. - odparłem obojętnie, patrząc w jego oczy.
Beren
Ufff.... Poczułem prawie obezwładniającą ulgę. Byłem głupi a jednak Hypnos nie ukarał mnie, nie zrobił... czegoś czego by potem żałował. Dostałem odpowiedź i teraz avatar nie spuszczał wzroku z moich oczu. Próbowałem utrzymywać ten kontakt wzrokowy, lecz zaraz spuściłem wzrok. Nie będzie do tego zmuszony... nigdy. Po chwili zerknąłem na niego i ukłoniłem się. Tak się zastanawiam, co się ze mną dzieje? Spojrzałem na jego potomstwo: właśnie czarna kulka podgryzała białą. Gdyby się tak zastanowić to nie powinien mieć czarnego bachora, przecież żadne z rodziców nie miało czarnego pigmentu.Hypnos
Nie spuszczałem wzroku z czarnego basiora, bowiem nie wiedziałem czego mogę się teraz po nim spodziewać. Jest mordercą, lecz... może to dobrze? Przecież mógłby dostać taką posadę w naszej watasze, lecz czy ma odpowiednie umiejętności?- Nie chciałbyś zostać mordercą? - zapytałem obojętnie. Nie wiem czy jego ukłon miał znaczyć, że się zmienia i zaczyna podążać dobrą ścieżką, czy też może coś knuje. Nie wiem, nie znam go na tyle, lecz mam nadzieję, że nie planuje niczego złego. Lepiej jednak, będę na niego uważać, a tym bardziej na moje szczenięta.
Beren
Avatar nie spuszczał ze mnie obojętnego wzroku i wyraźnie nad czymś się zastanawiał. Postanowiłem poczekać aż coś mi powie i nie musiałem czekać długo. Oczywiście spytał się mnie o to jak zwykle obojętnym tonem tak jakby nic go nie obchodziło a jednak...Kawałki lodu, które były moim sercem i zaczęły powoli topnieć teraz powoli się "odradzały". Poczułem zimno, mojego towarzysza i już wiedziałem co odpowiem.
- To będzie dla mnie zaszczytem. - stwierdziłem i spojrzałem na avatara przenikliwe.
Hypnos
Mogłem się tego spodziewać, lecz to i lepiej. Potrzebujemy czarnego charakteru, bowiem nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Nie chciałbym skazywać moich poddanych na śmierć, lecz czasem po prostu nie ma się wyboru. Czasem tak jest sprawiedliwie. Mam jednak nadzieję, że nigdy nie będę do tego zmuszony a Beren? Młody jest, jeszcze mojemu następy służyć będzie.- A więc przyjdź do mnie, jak tylko ukończysz kursy. Czarna magia i myślistwo w zupełności wystarczą. - oznajmiłem i powolnie kiwnąłem głową, na co wilk odpowiedział tym samym i odszedł. Ja zaś popilnowałem szczeniąt, a kiedy te zgłodniały, wróciliśmy do zamku a następnie udaliśmy się do komnaty na spoczynek.
Ofendia - Rodzina
Obudziłam się bardzo wcześnie. Byłam wtulona w tatę. Obok mnie leżały dwa szare kłębuszki i jeden czarny. Ziewnęłam i przeciągnęłam się.
- Śpij jeszcze. - rzekł łagodnym głosem mój ojciec. Wyglądał na bardzo zmęczonego. Ułożyłam się w futerku dorosłego wilka.
- Tak ojcze. - cichutko odpowiedziałam.
Zmrużyłam delikatnie oczy i natychmiastowo zasnęłam. Śniła mi się mama, tata oraz moje rodzeństwo. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Nagle ze snu wyrwały mnie hałasy. Otworzyłam oczy i ujrzałam szczeniaki brykające wokół siebie. Przytknęłam łapy do uszu. Nie mogłam znieść tego porannego harmideru. Spojrzałam błagalnie na tatę.
Zacząłem obserwować syna i córki, które szarpały go za ogon a ten nie mógł się od nich odgonić, lecz coś mi nie pasowało. Gdzie Ofendia? Czemu się nie bawi jak zwykle? Spojrzałem na nią i wszystko jasne. Przybliżyłem ją do siebie za pomocą łapy i przytuliłem, po czym ułożyłem łeb tak, by mogła jeszcze chwilę pospać, nie słuchając swojego rodzeństwa. Obudzę ją jak tylko te małe diabełki będą głodne.
- T t tato... - wyszeptałam wystraszona.
Nagle nie wiadomo skąd, zjawiły się dwa niedźwiedzie. Wstałem szybko na nogi, a szczenięta schowały się za mną.
- W czymś mogę pomóc? - zapytałem, spoglądając na przybyszów. - To wilcze tereny. - dodałem po chwili, spokojnym i opanowanym tonem głosu.
- O proszę, czyż to nie avatar? Zaskakujące, że to właśnie wilki pociągły moce czterech żywiołów. - powiedział jeden z nich, przyglądając mi się uważniej.
- Właśnie! Czemu to nie mogły być wiewiórki czy chociażby jeże? - zaśmiał się drugi. - A nie, bo wilki są takie super, bo przecież mają społeczeństwo. Pfy. - dodał ironicznie.
- Nie widzę sensu w tej rozmowie. Proszę odejść. - oznajmiłem obojętnie. W prawdzie to nigdy się nad tym nie zastanawiałem, dlaczego to akurat wilki mogą być avatarami, lecz po co mi to wiedzieć? Stwórca tego świata tak chciał, więc niech tak będzie.
- Pobawisz się z nami Ofendia? - zapytał szybko Charon.
Na te słowa kiwnęłam głową i zwinnie zeskoczyłam z głazu. Następnie przyłączyłam się do brata i sióstr.
Widząc, że maluchy wróciły spokojnie do zabawy, ułożyłem się na kamieniu i obserwowałem je, jednocześnie nasłuchując zagrożenia. Słysząc szelest od razu wstałem na nogi, a po chwili z lasu wyłoniła się Terra.
- Witaj. - oznajmiłem obojętnie, patrząc na moją znajomą.
- Witaj Hypnosie. - rzekłam spokojnie. - Widzę, iż udałeś się na spacer wraz ze swoimi pociechami. - dodałam i w tym samym czasie spojrzałam na szczenięta.
Biały basior tylko przytaknął. Po chwili wyszłam z zarośli, a następnie wytrzepałam się. Swój wzrok skupiłam na wilku. Był on... smutny? Na to wyglądało. Spytałam się więc o co chodzi.
- Czemu jesteś taki przygnębiony? - zapytałam zaciekawiona, choć nie wiedziałam czy to pytanie jest stosowne. Nie chcę wtrącać się do cudzych spraw, ale zawsze pożerała mnie ciekawość, i tym razem również.
- Dziękuję, że pytasz. - odparłem bezbarwnym tonem głosu, to miłe, że ktoś się mną interesuje, jednak źle, że to widać. - Nie radzę sobie. Strasznie za nią tęsknię. - powiedziałem, jakby nic się nie stało, jakby jej śmierć mnie nie ruszała, lecz było zupełnie odwrotnie.
- Nie martw się. To na pewno jakoś ułoży się. - oznajmiłam. Chciałam jakoś mu pomóc... Ale jak? Postanowiłam go o to zapytać.
- Może mogę ci jakoś pomóc? - dodałam po krótkiej chwili. - Taki koleżeński gest. - uśmiechnęłam się delikatnie.
Tak jak Avatar nam wszystkim pomaga, tak ja chciałam się odwdzięczyć i pomóc mu.
- Tato, tato! - zauważyłem szarą kuleczkę, która biegła w moją stronę. - Ganiasz! - dotknęła mnie nosem i uciekła.
- W sumie to możesz coś dla mnie zrobić, pobawmy się z nimi. - spojrzałem na Terrę z lekkim uśmiechem i chociaż to nie w moim stylu, postanowiłem chociaż raz pobawić się z dziećmi.
- Pójdę na coś zapolować... - mruknęłam do siebie.
Wskoczyłam w krzaki. Od razu wyczułam zapach jelenia. Zaczęłam skradać się powolnymi krokami do niego. Wkrótce go ujrzałam. Był trudną sztuką do zdobycia. Nagle jego rogi zapaliły się. Zrozumiałam, iż zwierzę to posiada ogniste moce. Skoczyłam na niego z wysunięty pazurami. Ten jednak - jakby spodziewał się mojego ataku - odepchnął mnie swymi tylnymi nogami. Odwrócił się w moją stronę. Przeszył mnie wrogim wzrokiem; pełnym nienawiści. Chlasnęłam w jego rogi wodą - natychmiastowo się zgasiły. Na moim pysku zapanował szyderczy uśmiech. Jeleń parsknął, a z jego nozdrzy wydobyła się para. Ponownie zaszarżowałam. On z kolei użył samozapłonu. Poparzył moje łapy. Odsunęłam się i szybko schłodziłam je wodą. Wkurzona stworzyłam ostre oraz długie sople z lodu. Następnie skierowałam je w stronę dzikiego zwierzęcia. Lód przeszył ciało jelenia, tym samym czyniąc go martwym. Ogień na jego ciele zgasł, a ja podeszłam bliżej. Później złapałam w zęby jego skórę i wróciłam do Hypnosa i szczeniaków.
Po jakimś czasie wróciła do nas Terra z jeleniem w pysku. Szczenięta słysząc hałas, od razu się zbudziły, po czym wyczuły zapach mięsa i pobiegły do wadery. Małe, słodkie głodomorki. Sam też wstałem i podszedłem bliżej. Wadera skinęła łbem na znak, bym skosztował jej zdobyczy, lecz wolałem poczekać, aż dzieciaki się najedzą.
Po udanej kolacji, spędziliśmy jeszcze trochę czasu razem, obserwując zachodzące słońce i rozmawiając o żywiołach, po czym udaliśmy się wspólnie do zamku.
- Śpij jeszcze. - rzekł łagodnym głosem mój ojciec. Wyglądał na bardzo zmęczonego. Ułożyłam się w futerku dorosłego wilka.
- Tak ojcze. - cichutko odpowiedziałam.
Zmrużyłam delikatnie oczy i natychmiastowo zasnęłam. Śniła mi się mama, tata oraz moje rodzeństwo. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Nagle ze snu wyrwały mnie hałasy. Otworzyłam oczy i ujrzałam szczeniaki brykające wokół siebie. Przytknęłam łapy do uszu. Nie mogłam znieść tego porannego harmideru. Spojrzałam błagalnie na tatę.
Hypnos
Dzień jak co dzień, czyli poranek, pobudka i hałas. Zdziwiłem się nieco, kiedy spojrzałem na szczenięta i jedne ślepia nie były zamknięte. Spokojnym tonem głosu rzekłem do córki, by się jeszcze położyła. Po co budzić tamte urwisy? Niech śpią... sam też zmrużyłem na chwilę oczęta, by następnie otworzyć je ze względu na hałas i piski. Oh, już się obudziły.Zacząłem obserwować syna i córki, które szarpały go za ogon a ten nie mógł się od nich odgonić, lecz coś mi nie pasowało. Gdzie Ofendia? Czemu się nie bawi jak zwykle? Spojrzałem na nią i wszystko jasne. Przybliżyłem ją do siebie za pomocą łapy i przytuliłem, po czym ułożyłem łeb tak, by mogła jeszcze chwilę pospać, nie słuchając swojego rodzeństwa. Obudzę ją jak tylko te małe diabełki będą głodne.
Ofendia
Rodziciel przytulił mnie do siebie mocniej, tak abym mogła chwilę jeszcze pospać. Wtuliłam się w niego i zrelaksowałam. Po jakimś czasie ze snu wybudził mnie bezbarwny, lecz z odrobiną łagodności głos ojca. Otworzyłam szeroko oczęta. Nareszcie nastała cisza. Razem z rodzeństwem udaliśmy się na poranny posiłek. Tata dał nam odrobinę mleka i mięsa. Było to pyszne i idealne połączenie. Po śniadaniu wyszliśmy z zamku na krótki spacer. Nie minęła godzina, a już znaleźliśmy się ku celu wędrówki, czyli Fluvius. Razem z bratem i siostrami zaczęłam brykać. Ganialiśmy się przez parę minut. Niespodziewanie zza drzewa wyskoczyły dwa niedźwiedzie. Przestraszyłam się jak i całe moje rodzeństwo. Jednym skokiem pojawiliśmy się za ojcem.- T t tato... - wyszeptałam wystraszona.
Hypnos
Kiedy szczenięta się ze sobą bawiły, ja położyłem się na jednej ze skał i obserwowałem je. Od czasu do czasu za pomocą magii wody ochlapywałem jedno z nich. Nie mogłem się doczekać aż w końcu one odkryją swój żywioł i zaczną się uczyć, lecz to dopiero nastąpi, kiedy skończą rok. Odkrywanie mocy... pamiętam, jakby to było wczoraj. Mój pierwszy żywioł, woda, lecz nim nauczyłem się nim władać, już zabrali mnie ze sobą. Ah, avatar. Dobrze, że moje dzieci nie muszą przez to przechodzić.Nagle nie wiadomo skąd, zjawiły się dwa niedźwiedzie. Wstałem szybko na nogi, a szczenięta schowały się za mną.
- W czymś mogę pomóc? - zapytałem, spoglądając na przybyszów. - To wilcze tereny. - dodałem po chwili, spokojnym i opanowanym tonem głosu.
- O proszę, czyż to nie avatar? Zaskakujące, że to właśnie wilki pociągły moce czterech żywiołów. - powiedział jeden z nich, przyglądając mi się uważniej.
- Właśnie! Czemu to nie mogły być wiewiórki czy chociażby jeże? - zaśmiał się drugi. - A nie, bo wilki są takie super, bo przecież mają społeczeństwo. Pfy. - dodał ironicznie.
- Nie widzę sensu w tej rozmowie. Proszę odejść. - oznajmiłem obojętnie. W prawdzie to nigdy się nad tym nie zastanawiałem, dlaczego to akurat wilki mogą być avatarami, lecz po co mi to wiedzieć? Stwórca tego świata tak chciał, więc niech tak będzie.
Ofendia
Oburzone niedźwiedzie leniwym krokiem odeszły. Moje rodzeństwo wróciło do beztroskiej zabawy. Ja jednak zostałam na uboczu, bo nadal czułam się trochę zagrożona. Zamiast dzikiej gonitwy, obserwowałam z dużego kamienia dwie jaskółki. Ptaki siedziały spokojnie na drzewie i coś do siebie ćwierkały. Wsłuchałam się w ich niesamowity śpiew. Muzyka ta mnie uspokoiła.- Pobawisz się z nami Ofendia? - zapytał szybko Charon.
Na te słowa kiwnęłam głową i zwinnie zeskoczyłam z głazu. Następnie przyłączyłam się do brata i sióstr.
Hypnos
Całe szczęście, że niedźwiedzie nie były agresywne. Nie chciałbym, żeby moje dzieci widziały przemoc w takim młodym wieku. W prawdzie, są już prawie dorosłe, lecz jeszcze bronić się nie potrafią, a więc szczenięta. Nie wiem czy cieszę się z faktu iż niedługo mnie opuszczą czy też może jestem smutny. Poza nimi nie mam nikogo, lecz one mają siebie nawzajem. Tęsknię za Harsharanii... bardzo mi jej brakuje.Widząc, że maluchy wróciły spokojnie do zabawy, ułożyłem się na kamieniu i obserwowałem je, jednocześnie nasłuchując zagrożenia. Słysząc szelest od razu wstałem na nogi, a po chwili z lasu wyłoniła się Terra.
- Witaj. - oznajmiłem obojętnie, patrząc na moją znajomą.
Terra
Wybrałam się wczesnym rankiem na spacer w poszukiwaniu zwierząt do upolowania. W tym celu podążyłam wydeptaną leśną drogą w góry, a mianowicie do Fluvius. Później szłam przez gąszcz przeróżnych roślin. Ledwo co widziałam coś. Wreszcie ujrzałam światło. Wychyliłam głowę zza liści. Nagle ujrzałam naszego Avatara i jego potomstwo. Hypnos jednym, bezbarwnym słowem przywitał się.- Witaj Hypnosie. - rzekłam spokojnie. - Widzę, iż udałeś się na spacer wraz ze swoimi pociechami. - dodałam i w tym samym czasie spojrzałam na szczenięta.
Biały basior tylko przytaknął. Po chwili wyszłam z zarośli, a następnie wytrzepałam się. Swój wzrok skupiłam na wilku. Był on... smutny? Na to wyglądało. Spytałam się więc o co chodzi.
- Czemu jesteś taki przygnębiony? - zapytałam zaciekawiona, choć nie wiedziałam czy to pytanie jest stosowne. Nie chcę wtrącać się do cudzych spraw, ale zawsze pożerała mnie ciekawość, i tym razem również.
Hypnos
- Tak. Z pociechami. - potwierdziłem obojętnie i z lekkim zamyśleniem, po czym usiadłem. Zawsze chciałem je mieć, lecz nie potrafię tego docenić bez niej. Kocham je, lecz tego nie ukazuję... czy jestem dobrym ojcem? Ona byłaby wspaniałą matką, której właśnie teraz potrzebuję. Daję sobie radę teraz, lecz co będzie potem? Skończą rok, dwa i zaczną się problemy. Dziewczynki potrzebują matki, która pomoże im w sprawach miłosnych, której będą mogły się wygadać a ja? Wątpię iż będą chciały rozmawiać o tym ze mną. Zaczną się buntować i nie będę miał na to wpływu, ani też nie będę w stanie im pomóc...- Dziękuję, że pytasz. - odparłem bezbarwnym tonem głosu, to miłe, że ktoś się mną interesuje, jednak źle, że to widać. - Nie radzę sobie. Strasznie za nią tęsknię. - powiedziałem, jakby nic się nie stało, jakby jej śmierć mnie nie ruszała, lecz było zupełnie odwrotnie.
Terra
Teraz już wiem o co chodzi. Podeszłam do niego bliżej i usiadłam obok. Następnie delikatnie poklepałam go po plecach łapą; tak dla otuchy.- Nie martw się. To na pewno jakoś ułoży się. - oznajmiłam. Chciałam jakoś mu pomóc... Ale jak? Postanowiłam go o to zapytać.
- Może mogę ci jakoś pomóc? - dodałam po krótkiej chwili. - Taki koleżeński gest. - uśmiechnęłam się delikatnie.
Tak jak Avatar nam wszystkim pomaga, tak ja chciałam się odwdzięczyć i pomóc mu.
Hypnos
Ułoży się? Przecież wiem, po prostu nie ma wyboru. Musi być dobrze, bo tego chciałaby moja ukochana. Nie wiem czy będę w stanie się znowu zakochać, lecz może lepiej niech zostanie tak jak jest. Ja i moje szczenięta. Jestem już stary, niedługo do niej dołączę i będziemy szczęśliwy, patrząc z góry na nasze pociechy.- Tato, tato! - zauważyłem szarą kuleczkę, która biegła w moją stronę. - Ganiasz! - dotknęła mnie nosem i uciekła.
- W sumie to możesz coś dla mnie zrobić, pobawmy się z nimi. - spojrzałem na Terrę z lekkim uśmiechem i chociaż to nie w moim stylu, postanowiłem chociaż raz pobawić się z dziećmi.
Terra
Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie spodziewałam się po nim tego, ale... Po prostu wykonałam prośbę. Zaczęliśmy bawić się z młodymi w berka. Specjalnie byliśmy wolniejsi, żeby one miały szansę na ucieczkę. Później z kolei usiedliśmy na skale i tryskaliśmy wodą w szczeniaki. Wszyscy byliśmy zmęczeni, więc położyliśmy się na trawie. Mój odpoczynek trwał zaledwie dziesięć minut. Później wstałam i popatrzyłam na rodzinę.- Pójdę na coś zapolować... - mruknęłam do siebie.
Wskoczyłam w krzaki. Od razu wyczułam zapach jelenia. Zaczęłam skradać się powolnymi krokami do niego. Wkrótce go ujrzałam. Był trudną sztuką do zdobycia. Nagle jego rogi zapaliły się. Zrozumiałam, iż zwierzę to posiada ogniste moce. Skoczyłam na niego z wysunięty pazurami. Ten jednak - jakby spodziewał się mojego ataku - odepchnął mnie swymi tylnymi nogami. Odwrócił się w moją stronę. Przeszył mnie wrogim wzrokiem; pełnym nienawiści. Chlasnęłam w jego rogi wodą - natychmiastowo się zgasiły. Na moim pysku zapanował szyderczy uśmiech. Jeleń parsknął, a z jego nozdrzy wydobyła się para. Ponownie zaszarżowałam. On z kolei użył samozapłonu. Poparzył moje łapy. Odsunęłam się i szybko schłodziłam je wodą. Wkurzona stworzyłam ostre oraz długie sople z lodu. Następnie skierowałam je w stronę dzikiego zwierzęcia. Lód przeszył ciało jelenia, tym samym czyniąc go martwym. Ogień na jego ciele zgasł, a ja podeszłam bliżej. Później złapałam w zęby jego skórę i wróciłam do Hypnosa i szczeniaków.
Hypnos
Kiwnąłem głową, po czym przytuliłem zmęczone szczenięta do siebie. Zasnęły bez trudu, a ja ułożyłem spokojnie łeb i zamknąłem oczy. Nie powiem, wymęczyły mnie dzisiaj. Ileż to one mają energii, zupełnie jak moja ukochana... ah, czy ja kiedyś przestanę za nią tęsknić? A czy jeśli bym przestał to nie oznaczałoby to, że przestałem ją kochać? W takim razie, nie jestem w stanie przestać tęsknić, bo nie jestem w stanie jej nie kochać. Kocham, kochałem i kochać będę nadal, nawet jeśli to już nie ma sensu.Po jakimś czasie wróciła do nas Terra z jeleniem w pysku. Szczenięta słysząc hałas, od razu się zbudziły, po czym wyczuły zapach mięsa i pobiegły do wadery. Małe, słodkie głodomorki. Sam też wstałem i podszedłem bliżej. Wadera skinęła łbem na znak, bym skosztował jej zdobyczy, lecz wolałem poczekać, aż dzieciaki się najedzą.
Po udanej kolacji, spędziliśmy jeszcze trochę czasu razem, obserwując zachodzące słońce i rozmawiając o żywiołach, po czym udaliśmy się wspólnie do zamku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)