Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Hypnos - Wojowniczka ognia

Spacerując w okolicach zamku, napotkałem wojowniczkę ognia, która właśnie trenowała na polach bitewnych. Hmm... nadałaby się na wojownika, może nawet generała. A co jeśli właśnie po to ćwiczy? Harsharani ćwiczyła często swoje ziemne moce, ale ona robiła to dla przyjemności. Hmm, może biała wilczyca też ćwiczy dla przyjemności? Nie znam jej, a powinienem, więc pora to zmienić.
- Witaj. Jestem Hypnos. - oznajmiłem bezbarwnie.
Massacre
Oddychałam płytko. Kolejny trening na walkę mocy. Wielka, słomiana kukła wilka przypominała teraz obraz nędzy i rozpaczy. Byłam zadowolona z treningu i nowego sposobu rzucania ognia. Słyszałam, że pewien wielki wojownik wytworzył kolce z grzbietu, które mają zdolność samozapłonu. Lecz czy to prawda? Meh, nie wiem, ale chciałabym tak. Położyłam się zdyszana na ziemi. Czas na krótki wypoczynek. Zaczęło się robić chłodno, więc zionęłam ogniem zapalając pobliskie patyki. Wtem zobaczyłam białego basiora nadchodzącego w moją stronę. Podniosłam się szybko i wyprostowałam się.
- Dupek. - mruknęłam. Zmierzyłam go wzrokiem. Avatar zbliżał się coraz bardziej. W końcu przemówił.
- A ja Massacre. - odparłam szorstko.
Hypnos
Wadera była dość szorstka, lecz nie byłem tym zbytnio zdziwiony. Widziałem jak walczy. Jest wściekła, pewna siebie i niezwykle dumna ze swoich postępów, przynajmniej tak wyglądała w moich oczach. Mogłem też uważać, że nie ma do mnie zaufania, bowiem stoi sztywno i jest gotowa do ataku. Nie chciałem tego, ponieważ jestem przyjacielem... nie chciałem z nią walczyć, lecz mimo tego zapytałem - Może wspólny trening? - miałem nadzieję, że dzięki temu nabierze do mnie zaufania i zmieni swoje nastawienie. Wiem, że ona kocha walczyć, to widać... lecz mogę się mylić.
Massacre
- Jeżeli musisz... - odparłam obojętnie. Basior stał niewzruszony. Zatoczyłam mały okrąg wokół niego i stanęłam naprzeciw avatara. Naprężyłam mięśnie i byłam gotowa do ataku. Sierść mi się zjeżyła, gdy moje łapy zapłonęły żywym ogniem. Pojedyncze języki ognia tańczyły okrążając coraz szerszy obszar wokół mnie. Czekałam na ruch Hypnosa. Wyprostowałam się dumnie i pogardliwym wzrokiem spojrzałam na niego. Rzuciłam mu wyzwanie. Prowokowałam go.
Hypnos
W jej oczach było widać wszystko, kochała to. Bez dłużej chwili namysłu, zrobiłem to samo to biała wilczyca. Przygotowałem się do pojedynku, który tak naprawdę traktowałem jak zabawę, lecz coś mi podpowiadało, że ona tego nie odczuwa. Najwyżej mnie zrani... Dawno nie bawiłem się ogniem, więc mały trening mi się przyda. Potrafiłem zapłonąć, moje ciało dokonywało teraz przemiany... od łap aż po czubek nosa. Oczy stały się puste, płonące żywym ogniem, tak samo jak i reszta mojego ciała, lecz dusza... dusza pozostała niewzruszona. Warknąłem, po czym ruszyłem na waderę, ta jednak była zwinna i odskoczyła na bok. Za pomocą ogona trzasnąłem jej łapy ognistym biczem, upadła. Miałem czas na wbicie jej moich kłów w ciało.
Massacre
Runęłam jak kłoda na ziemię. Chcąc nie chcąc nawet dobry był w tę klocki. Ale nie lepszy ode mnie! Kiedy basior chciał zatopić te żółte zębiska wykonałam kolejny unik w bok. Avatar zarył pyskiem w ziemi. Wskoczyłam jeszcze na jego pysk przez co cały był w błocie. Dzięki chwilowej bezwładności Hypnosa ugryzłam go w kark, dając mu znak że jest już przegrany. Nie mam zamiaru go puścić dopóki się nie podda. Uścisk szczęk powoli sie zacięśniał.
Hypnos
Upadłem pyskiem na ziemię, a wadera tylko jeszcze mnie dobiła, tak, że oślepłem. Błoto dostało mi się do oczu, co bardzo mnie bolało. Inferno opadło już dawno, co jak co, ta moc wyczerpuje. Po chwili poczułem jej uścisk na moim karku. Czułem jak powolnie umieram, tlenu mi brakowało, lecz się nie poddam. Nie ma mowy! Zacząłem się szarpać, co tylko powodowało, że czułem się jeszcze bardziej osłabiony. Nie mogłem użyć żadnej magi prócz ognia, to by było niesprawiedliwe. Buchnąłem ogniem, po prostu wybuchłem, tak, że poparzyłem ją w pysk i puściła. Cóż, jesteśmy tylko wilkami i nawet nasze moce nas nie chronią przed żywiołami. Tak jak wilk wody może utonąć, tak i mag ognia może się poparzyć.
Odwróciłem się szybko w jej kierunku, tak by nie spuścić jej z oczu, które nadal mnie bolały od piachu. Otrzepałem się by strząsnąć resztki błota. Szczerze? Nie miałem już siły.
Massacre
Spojrzałam na basiora. Widać że był już zmęczony tym całym małym treningiem. Oparzenie na pysku piekło niemiłosiernie. Westchnęłam cicho i powoli rozmasowywalam łapą oparzone miejsce. Cóż, może jeszcze kiedyś przekona się o mej potędze. Usiadłam na miękkiej zielonej trawie i wpatrywałam się w avatara.  
- Cóż, muszę przyznać że dobrze walczysz jak na władcę... - zaczęłam szorstko.
- Ty też jak na zwykłą waderę... - odpowiedział.
- Nie jestem zwykła. Chyba ci się w dupie poprzewracało aby tak sądzić. - wypięłam dumnie pierś.
- Skoro tak uważasz... - przymknął oczy.
Prychnęłam i odeszłam powoli w stronę swojej komnaty.

Charon - Siostra jak ja

Obudziłem się dzisiaj jak zwykle pierwszy, no oczywiście poza siostrami. Od razu zabrałem się za tatę, bo kto by pomyślał, że można tak długo spać? Nie można! Szkoda dnia a trzeba się bawić. Zacząłem szarpać go za ucho, lecz wcale go to nie ruszało. Może szczekanie coś pomoże? Raz, dwa... nic. - Tato, tato! Wstawaj, no! - zacząłem krzyczeć i odbijać się od podłoża przednimi łapami, tuż przed jego nosem. Od czasu do czasu też szczekałem, kładąc pysk przy podłożu, a zad unosząc do góry. Oczywiście machając przy tym wszystkim radośnie ogonem.
Ofendia
Obudziły mnie uporczywe piski brata. Zasłoniłam uszy, bo nie mogłam znieść tego hałasu. W końcu wstałam i przeciągnęłam się. Ziewnęłam leniwie i spojrzałam na Charona. Jednym susem znalazłam się obok niego, a raczej za nim.
- Boo! - Przestraszyłam go.
Zaczęłam chichotać. Rozbawiło mnie to, że aż podskoczył! Braciszek wrócił jednak do swojego szczekania. Skoczyłam na niego dla zabawy. Zaczęliśmy się tarzać po podłodze. Wkrótce obudziła się Casty. Bardzo chętnie dołączyła do naszej "przewracanki". Później jeszcze Kaori i również do nas się przyłączyła. Zabawa trwała długo. W zasadzie skończyliśmy ją jak tata wybudził się. W tedy przestaliśmy, bo spojrzał na nas trochę zdenerwowanym wzrokiem. Ale co poradzimy? Jesteśmy szczeniakami, a maluchy kochają zabawę!
Charon
Razem z tatą udaliśmy się na śniadanie, a potem zabrał nas do Lasu, gdzie mogliśmy się bawić. Co jak co, ale to miejsce jest moim ulubionym! Jest tu dużo liści, kryjówek i wiewiórek z którymi uwielbiam się bawić, są bardzo fajne. W prawdzie zawsze uciekają na drzewa a czasami rzucają we mnie żołędziami, ale i tak je bardzo lubię.
Wraz z siostrami zaczęliśmy się ganiać. Nie lubiłem moich sióstr, bo zawsze trzymały się razem i były przeciwko mnie. Dlaczego nie mam brata? To nie sprawiedliwe! Pfe!
Mimo wszystko, kocham je bardzo.

sobota, 29 sierpnia 2015

Terra - Nowy zawód

Popołudniu udałam się na trening. W tym celu poszłam nad jezioro Luminosum. Zrobiłam lodową fontannę, którą pokazał mi przyjaciel Hypnos. Trenowałam również inne przydatne sztuczki, takie jak klatka z lodu. Udoskonaliłam też Wir Wodny. Był on mocniejszy i dłuższy. Wyczułam czyjąś obecność. Obejrzałam się za siebie. Ujrzałam Avatara; Hypnosa. Uśmiechnęłam się ciepło.
- Co tutaj robisz? - spytałam zaciekawiona. Czekając na odpowiedź popatrzyłam uważnie na jezioro. Było ono po części zamrożone.
Hypnos
Z rana postanowiłem wybrać się do Terry, ot tak. Może chciałaby poćwiczyć trochę ze mną? Przy okazji byśmy zabawili tym szczenięta. Uwielbiam swój rodzinny żywioł a nikt prócz niej i mnie go nie posiada. Wybrałem się na Luminosum, bowiem jest to najbliższy zbiornik wody, idąc z zamku oczywiście. Całe szczęście, że ją tam znalazłem, bo nie muszę szukać dalej. Gdzie będzie mag wody jak nie przy wodzie, prawda? Usiadłem i obserwowałem ją przez chwilę. Szczenięta jednak od razu postanowiły do niej podbiec i się przywitać, więc poczekałem aż skończą.
- Widzę, że nieźle ci idzie. - podszedłem, kiedy mnie zauważyła. - Postanowiłem cię odwiedzić, a jako, że w komnacie cię nie zastałem to spaceruję. - oznajmiłem obojętnie.
Terra
Uśmiechnęłam się do brykających maluchów. Następnie spojrzałam na Hypnosa, który mnie przywitał.
- Witaj Hypnosie. - odrzekłam spokojnie. Szczenięta zaczęły obok nas hasać. Przyglądaliśmy się chwilę temu, po czym zapytałam samca, czy zechciałby ze mną poćwiczyć. Biały basior kiwnął głową na tak. Młode chyba usłyszały naszą rozmowę, bo usiadły blisko nas. Pierw popatrzyłam na wodę, a następnie przeniosłam wzrok na Avatara.
- Możesz zacząć pierwszy? - zapytałam z odrobiną niepewności.
Hypnos
Widząc, że szczenięta są zainteresowane moją rozmową z Terrą, postanowiłem zacząć pierwszy. Skinąłem tylko łbem, po czym podszedłem do wody i utworzyłem słup, który zacząłem obracać. Delikatne kropelki wody zamroziłem, zamieniając je w śnieżek, który spadł na szczenięta a te radośnie zaczęły łapać płatki w pyszczek. Wyglądało to naprawdę uroczo.
- Teraz twoja kolej. - uśmiechnąłem się do białej wadery.
Terra
Avatar podszedł do mnie, a ja udałam się na jego miejsce. Następnie utworzyłam trzy kule z wody i rzuciłam je do góry. Gdy były wystarczająco wysoko, zamieniłam je w lód i roztrzaskałam tak, aby wyglądało to jak fajerwerki. Tak samo jak w przypadku Hypnosa, małe płatki śniegu spadły na nas. Skierowałam wzrok na maluchy. Były radosne, że mogły pobawić się śniegiem. Postanowiłam zrobić jeszcze jedną sztuczkę. W jeziorze utworzyłam coś w rodzaju gejzeru. Woda rozbryzgała małe kropelki wody we wszystkie strony. Szczeniaki ponownie były zadowolone. Wycofałam się do białego basiora. Popatrzyłam na niego pytająco.
- To teraz co? Trenujemy jeszcze czy coś innego? - uśmiechnęłam się. W wyczekiwaniu na odpowiedź basiora, przysiadłam obok niego i umyłam łapy odrobiną wody.
Hypnos
Nie wiedziałem, że będę w stanie jeszcze się tak cieszyć. Treningi z Terrą i zadowolone szczenięta bardzo mi pomagają zapomnieć, lecz nie, nie zapomnieć, bo zapominać o niej nie chcę. Nie wiem jak to opisać, po prostu czuję się taki wolny, wolny od miłości, która teraz tylko sprawia mi ból. Nigdy bym nie pomyślał, że chcę być wolny od tego uczucia, lecz bez niej... zamienia się to w krzywdę, cierpienie. Nie chcę cierpieć, ale też kochać przestać nie chcę.
- Nie myślałaś może o jakimś zawodzie? - zapytałem, bowiem szczenięta były bardzo zadowolone. Polubiły ją. Nadałaby się na nauczycielkę czy opiekunkę, lecz może ona nie chce pracować?
Terra
Zastanowiłam się chwilę nad tym. - W prawdzie mówiąc nie... - odparłam trochę zasmucona.
Akurat teraz zaczęłam się zastanawiać. Z tego co wiem, zawsze chciałam mieć zawód w wojsku, lecz nigdy nie myślałam jaki. Przypomniał mi się zaledwie tylko jeden z nich, a mianowicie Zwiadowca. Może to właśnie on do mnie pasował? Lubiłam buszować po krzakach i innych zakamarkach. Rozmyślałam tak i patrzyłam się na kryształową taflę wody. Potem zwróciłam wzrok w stronę Hypnosa.
- Zwiadowca. - powiedziałam bez namysłu. Śnieżnobiały basior popatrzył na mnie z lekkim zdziwieniem. - Chciałabym zostać zwiadowcą. - wyjaśniłam i uśmiechnęłam się.
Hypnos
Zwiadowca? Nie sądziłem, że Terra będzie chciała iść do wojska, jednak nie byłem temu przeciwny. Jej życie, jej wybór, a ja mogę jedynie ją przyjąć. Wiem, że zaopatruje naszą spiżarnię i to nie w byle jaką zwierzynę, więc doświadczenie zapewne posiada.
Uśmiechnąłem się do niej, po czym skinąłem łbem. - A więc witaj w wojsku. - oznajmiłem, dając jej do zrozumienia iż już posiada stanowisko.
- Dziękuję. - odpowiedziała z uśmiechem, zastanawiając się jeszcze nad czymś. Ciekawe nad czym, lecz tego nie jest mi dane poznać. Nie będę wścibski.
Spędziliśmy jeszcze trochę czasu razem, na zabawianiu szczeniaków magią wody, po czym wspólnie udaliśmy się na kolację i rozeszliśmy do swoich komnat. 

Beren - Morderca

Skończyłem kurs Myślistwa i Czarnej Magii. Łatwizna. Wyszedłem z zamku po drzemce, by poszukać Hypnosa. Moje kroki skierowałem do lasu, lecz tu spotkałem tylko biało-rudą waderę. Po chwili namysłu poszedłem na plażę. Pierwsze co zobaczyłem to odciski małych łap. Potem całą gromadkę, bez Hypnosa. Zdziwiłem się bo jeszcze nie zdarzyło się to by jego potomstwo się samo szlajało po terenach. Podszedłem do szczeniąt i wnet pojawił się przy nich Hypnos. Niedowidzę?
- Skończyłem kursy. - powiedziałem dobitnie i spojrzałem na avatara.
Hypnos
Dzisiaj szczenięta chciały wybrać się na plażę, więc tak też zrobiliśmy. Od razu po śniadaniu poszliśmy w tamte okolice. Przyznam, że całe to niańczenie ich nie jest takie trudne, lecz męczące. One mają w sobie tyle energii a ja? Jestem już stary i to zupełnie nie dla mnie. Mimo wszystko, kocham je najbardziej na świecie.
Kiedy szczenięta beztrosko bawiły się na plaży, zjawił się Beren, który oznajmił mi iż skończył już kursy. Widać, że zależy mu na tym stanowisku, co mnie bardzo cieszy, chociaż nie jest to najprzyjemniejsza praca.
- Dobrze. Zostałeś przyjęty. - oznajmiłem obojętnie, jak to zwykle u mnie bywa. Beren tylko skinął łbem i odszedł, a ja mogłem kontynuować pilnowanie mych młodych. 

Beren - Myślistwo (1)

Wszedłem do lasu odcinając się od wszelkiego zgiełku i słysząc tylko jednostajny szelest liści i ćwierkanie ptaków. Gdy doszedłem do małej polanki, kątem oka dostrzegłem ruch i jąłem się skradać. Nie trwało to sekundę a już zobaczyłem przed sobą tłustego zająca. Uśmiechnąłem się lekko. Nogi same się ugięły i gdy miały już odepchnąć się od ziemi, zając mnie zobaczył... utworzył kulkę ognia i cisnął ją we mnie. Przez zaskoczenie nie udało mi się w porę uskoczyć i poczułem smród nadpalonego futra. Wściekłem się od razu i wzniosłem tarczę z ziemi. Zając otworzył pyszczek ze zdziwienia, ale zaraz się opanował, zaczął strzelać tymi kuleczkami jak oszalały i uciekł w głąb lasu. Pobiegłem za nim. On oczywiście rzucał tymi swoimi marnymi pociskami, ale ja łapałem je w skorupę z ziemi i ciskałem nimi z powrotem. Po paru metrach gon się skończył. Zając potknął się i już nie pod-dźwignął, więc zlikwidowałem tarczę a zająca zaniosłem do spiżarni.

Beren - Czarna Magia (3)

Zamyślony poczułem nagle jak coś zimnego i mokrego podmywa mi łapy. Powróciłem do rzeczywistości z lekkim zaskoczeniem. Byłem pewny, że zmierzam do Glacies a tymczasem stoję na plaży. Westchnąłem cicho i powłucząc nogami skierowałem się do skałek. Usiadłem pod skałką, na której rozsiadła się mewa. Pokręciłem głową. Ptaki nie mają za grosz szacunku i myślą, że cały świat należy do nich. Spojrzałem na dół i znalawszy patyka zacząłem ćwiczyć swoją parapsychozę lub telekinezę, jak kto woli.
- Nikt cię nie lubi, jesteś brzydki i okropny... Żadna wadera nawet na ciebie nie spojrzy, będziesz nikim... - usłyszałem głos nad moją głową. Mewa. I widać, że dopiero co się rozkręcała. Chyba to kochała. - Nie będziesz miał zawodu, będziesz wyrzutkiem...
- Mów sobie co chcesz. - Przerwałem jej. Wylądowała u moich nóg i spojrzała na mnie z wyrzutem.
- A wiesz kim naprawdę jesteś? Głupim, zakompleksionym bachorem, który myśli, że jest taki super bo ubzdurał sobie, że ma cel jak jakiś superbochater.
Nie dobrze, że to powiedziała. Zreflektowała się w porę i wzleciała w powietrze. Wstałem i zacząłem ganiać ją po całej plaży, ale nawet wtedy rzucała ku mnie obelgi. Gdy poleciała ku wodzie, warknąłem na nią wściekły.
- Już nie będziesz miała wrażenia szczęścia. Staniesz się nikim. - Poczułem dziwną sensację w brzuchu, gdy to wypowiedziałem, a ona odleciała.

Beren - Czarna Magia (2)

Był naprawdę parny dzień, więc pobiegłem ile sił miałem w nogach do Fluvius. Dotarłem do pierwszych drzew, które dawały cień. Znikąd zauważyłem blask słońca odbijającego się od wód rzeki. Wtem dotarłem do niej i już zamierzałem wskoczyć gdy metr obok za krzaczkami zobaczyłem majestatycznego łabędzia. Nie będzie już taki piękny kiedy się pobrudzi. Wróciłem pod cień i zacząłem zabawę. Wysłałem kulkę suchej ziemi ku łabędziowi. Ów nastroszył pióra i rozglądnął się nerwowo, lecz szybko się uspokoił. Wytworzyłem parę grudek i posłałem je nad łabędzia, by zasypały go jak śnieg. Tym razem łabędź wstał, zatrzepotał skrzydłami i spytał się "Kto tu jest?!". Zaśmiałem się cicho. Zrobiłem wir z pyłu a gdy ten zamknął się naokoło łabędzia, uslyszałem kaszel, więc zdecydowałem się opuścić wir, ciskając nim o murawę. Tym razem łabędź wstał, otrzepał się i jął rzucać przekleństwa w przestrzeń. Zaskoczony i nieświadomy tego co robię, rzuciłem weń błotnymi kulkami. Łabędź przystopował z krzykami i teraz tylko coś do siebie mamrotał, wleziwszy do wody. Znudzony, udałem się poszukać innego miejsca.

Beren - Czarna Magia (1)

Rankiem poszedłem do lasu. A nóż coś upoluję! Przebiegłem przez pierwszą część lasu, gdzie na ściółkę składały się tylko obumarłe liście i igły a poszycie lasu było rzadkie. Potem wkroczyłem do ciemnego matecznika. Zacząłem się skradać wzrokiem poszukując rudego lub brązowego mignięcia pośród liści co znaczyło tylko jedno - sarny, lecz niczego takiego nie dostrzegłem. Nagle poczułem ukłucie bólu na nodze i instynktownie spojrzałem w dół. Nogę skaleczyłem sobie o krzaki malin, od których było tu gęsto. Usłyszałem pisk wyrywającego się zwierzęcia parę metrów ode mnie. Postąpiłem parę kroków w stronę dźwięku i zobaczyłem zająca, który zaplątał się w kolczaste krzaki. Ktoś tu woła o pomoc. Zając dopiero teraz mnie zauważył i spojrzał na mnie z nadzieją a ja na niego z pogardą.
- Pomóż mi! Sam się stąd nie wyrwę.
Przystanąłem obok niego i obserwowałem jak zwierzę się męczy poczym pomyślałem, że tylko marnuję tu czas i odwróciłem się do niego plecami.
- Nie zniżę się do poziomu robactwa. - Powiedziałem i rzuciłem mu ostatnie, pełne pogardy spojrzenie. Odchodząc, kątem oka dostrzegłem łzy w jego oczach.

piątek, 28 sierpnia 2015

Hypnos - Sprawiedliwość (3)

Będąc na spaceru ze szczeniętami, usłyszałem czyjąś kłótnie. Po głosie od razu poznałem, że to Beren i ta biała wadera, która była na radzie. Przysłuchując się bardziej, mogłem stwierdzić, że to coś poważnego. Postanowiłem udać się w kierunku głosów.
- Ty skurwysynu oddawaj ten cholerny medalion! - krzyknęła wadera.
- On jest mój, pagórku puchu. - oznajmił spokojnym tonem głosu, czarny basior.
- Ty jebana kupo futra! - warknęła. - To mój wisiorek. - dodała po chwili.
- Znalezione, nie kradzione, ty młoda kurwo! - odwarknął, nie spuszczając jej z oczu.
Przyglądając się temu zjawisku, mogłem stwierdzić, że nawet mnie nie zauważyli. Patrzyli się na siebie z wściekłością, obnażając kły i warcząc.
- Co to?! - krzyknął radośnie Charon, po czym podbiegł do medalionu, który leżał między nimi i go zabrał.
- Oddawaj to mały gnoju! - warknęła tak, że szczenię upuściło przedmiot i podbiegło z płaczem do mnie. Spojrzałem na nie, po czym na waderę i strzeliłem w nią powietrzną kulką.
- Wasze zachowanie jest skandaliczne. - oznajmiłem spokojnie, niszcząc powód ich kłótni. Nim odszedłem, zostali ukarani ciosem wiatru.

Hypnos - Szczenięta

Rano obudziły mnie piski moich szczeniąt, które bawiły się ze sobą, jednocześnie wykorzystując mnie w swojej zabawie. Otworzyłem oczy i podniosłem głowę, po czym spojrzałem na radosne mordki moich dzieci. Wzrok automatycznie zaczął błądzić za nią... lecz jej już nie ma. Oh, jak jak strasznie za tobą tęsknię, moja Harsharani. Moja, jedyna...
- Chodźmy coś zjeść. - wstałem i oznajmiłem obojętnym tonem głosu. Byłem załamany, lecz nie okazywałem tego. Udałem się do spiżarni, gdzie znalazłem trochę mleka i rozlałem je do misek. Sam zaś wziąłem kawałek uda renifera, do którego po jakimś czasie dołączyły się szczenięta. No tak, dorastają i zaczynają jeść mięso.
Po śniadaniu wyszliśmy poza mury zamku i udaliśmy się do Lasu, bowiem tak było najbliżej i najbezpieczniej dla nich. Poza tym uwielbiały bawić się w liściach.
Beren
Rankiem poszedłem do lasu. Ranek był mglisty, lecz słońce szybko przedzierało się przez powały mlecznej mgły. Wkroczyłem do lasu: do cienia, który dawał bezpieczeństwo. Po paru metrach usłyszałem ciche skomlenie i poszczekiwanie zadowolonych i radosnych szczeniąt. Na malutkiej polance dostrzegłem Hypnosa i jego potomstwo. Wydawał się szczęśliwy, gdy małe wilczki wdrapywały się na niego, ale był też jakby nieobecny, roztargniony. Obserwowałem go jeszcze przez chwilę, gdy powietrze rozdarł pisk szczęścia o niesamowitej częstotliwości i coś otarło się moją łapę: Charon. Zawołał do swojego rodzeństwa, że jestem jego przyjacielem, wróciwszy do nich. Hypnos otrząsnął się z zamyślenia, więc podszedłem do gromadki. Przedtem zobaczyłem, że mimowolnie szuka, przeszukuje krzaki wokół wzrokiem w nadziei, że ona zaraz wyskoczy z pomiędzy nich ze śmiechem.
- Powinieneś spróbować przestać tęsknić. Lub postąpić jak tamten alfa - dodałem po namyśle, odsłaniając kawałek mojej historii. - Gdy - zawahałem się - umarła mu partnerka... pozbył się kłopotów. - Mimowolnie spojrzałem na gromadkę, która bawiła się w berka parę metrów od nas. Skutek był natychmiastowy. Avatar spojrzał na mnie wściekły.
- Sugerujesz, żebym pozbył się moich szczeniąt?!
Zastanawiałem się chwilę; cokolwiek teraz powiem a avatar może wybuchnąć jak wulkan. Powiedziałem to tylko pod presją. Jakim idiotą jestem i czy mogę być gorszym?
-Ja... Zabiłem ją a on mnie wyrzucił! Wyzbył się kłopotu!
Mimo to, że wyrzucenie tego z siebie sprawiło mi niejaką ulgę, przykrył to strach a potem złość na samego siebie. Mimowolnie cofnąłem się o krok.
Hypnos
Dlaczego akurat ja muszę tak cierpieć? Dlaczego i za co? Byłem dobrym wilkiem i nadal nim jestem, taką mam nadzieję. A co jeśli jest inaczej? Co jeśli naszemu stwórcy nie podoba się moje zachowanie i dlatego mnie tak pokarał? Harsharani, strasznie za tobą tęsknię i rady bez ciebie sobie nie daję... wróć do mnie. Uśmiechnij się i wszystko będzie jak dawniej. A może to tylko sen?
Nagle usłyszałem czyjś głos, obejrzałem się i zauważyłem czarnego basiora. Oh, Beren. Jego słowa były dość dziwne i niezbyt zrozumiałe, bądź też zrozumiałe aż zanadto. Jednak, chyba nie to miał na myśli, bo nie byłbym wstanie pozbyć się tego co kocham, czyli ich. Są radosne jak ich matka, są przecież jej częścią. Jej i moją.
Czarny basior otworzył się w końcu i wyjawił część swojej przeszłości, która nie była mi znana. Może się zmienia? Nie jestem na niego zły, bo nie mam wpływu na jego czyny, lecz teraz... on mieszka tutaj.
- Nie chciałbym być zmuszony do ukarania ciebie. - odparłem obojętnie, patrząc w jego oczy.
Beren
Ufff.... Poczułem prawie obezwładniającą ulgę. Byłem głupi a jednak Hypnos nie ukarał mnie, nie zrobił... czegoś czego by potem żałował. Dostałem odpowiedź i teraz avatar nie spuszczał wzroku z moich oczu. Próbowałem utrzymywać ten kontakt wzrokowy, lecz zaraz spuściłem wzrok. Nie będzie do tego zmuszony... nigdy. Po chwili zerknąłem na niego i ukłoniłem się. Tak się zastanawiam, co się ze mną dzieje? Spojrzałem na jego potomstwo: właśnie czarna kulka podgryzała białą. Gdyby się tak zastanowić to nie powinien mieć czarnego bachora, przecież żadne z rodziców nie miało czarnego pigmentu.
Hypnos
Nie spuszczałem wzroku z czarnego basiora, bowiem nie wiedziałem czego mogę się teraz po nim spodziewać. Jest mordercą, lecz... może to dobrze? Przecież mógłby dostać taką posadę w naszej watasze, lecz czy ma odpowiednie umiejętności?
- Nie chciałbyś zostać mordercą? - zapytałem obojętnie. Nie wiem czy jego ukłon miał znaczyć, że się zmienia i zaczyna podążać dobrą ścieżką, czy też może coś knuje. Nie wiem, nie znam go na tyle, lecz mam nadzieję, że nie planuje niczego złego. Lepiej jednak, będę na niego uważać, a tym bardziej na moje szczenięta.
Beren
Avatar nie spuszczał ze mnie obojętnego wzroku i wyraźnie nad czymś się zastanawiał. Postanowiłem poczekać aż coś mi powie i nie musiałem czekać długo. Oczywiście spytał się mnie o to jak zwykle obojętnym tonem tak jakby nic go nie obchodziło a jednak...
Kawałki lodu, które były moim sercem i zaczęły powoli topnieć teraz powoli się "odradzały". Poczułem zimno, mojego towarzysza i już wiedziałem co odpowiem.
- To będzie dla mnie zaszczytem. - stwierdziłem i spojrzałem na avatara przenikliwe.
Hypnos
Mogłem się tego spodziewać, lecz to i lepiej. Potrzebujemy czarnego charakteru, bowiem nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Nie chciałbym skazywać moich poddanych na śmierć, lecz czasem po prostu nie ma się wyboru. Czasem tak jest sprawiedliwie. Mam jednak nadzieję, że nigdy nie będę do tego zmuszony a Beren? Młody jest, jeszcze mojemu następy służyć będzie.
- A więc przyjdź do mnie, jak tylko ukończysz kursy. Czarna magia i myślistwo w zupełności wystarczą. - oznajmiłem i powolnie kiwnąłem głową, na co wilk odpowiedział tym samym i odszedł. Ja zaś popilnowałem szczeniąt, a kiedy te zgłodniały, wróciliśmy do zamku a następnie udaliśmy się do komnaty na spoczynek. 

Ofendia - Rodzina

Obudziłam się bardzo wcześnie. Byłam wtulona w tatę. Obok mnie leżały dwa szare kłębuszki i jeden czarny. Ziewnęłam i przeciągnęłam się.
- Śpij jeszcze. - rzekł łagodnym głosem mój ojciec. Wyglądał na bardzo zmęczonego. Ułożyłam się w futerku dorosłego wilka.
- Tak ojcze. - cichutko odpowiedziałam.
Zmrużyłam delikatnie oczy i natychmiastowo zasnęłam. Śniła mi się mama, tata oraz moje rodzeństwo. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Nagle ze snu wyrwały mnie hałasy. Otworzyłam oczy i ujrzałam szczeniaki brykające wokół siebie. Przytknęłam łapy do uszu. Nie mogłam znieść tego porannego harmideru. Spojrzałam błagalnie na tatę.
Hypnos
Dzień jak co dzień, czyli poranek, pobudka i hałas. Zdziwiłem się nieco, kiedy spojrzałem na szczenięta i jedne ślepia nie były zamknięte. Spokojnym tonem głosu rzekłem do córki, by się jeszcze położyła. Po co budzić tamte urwisy? Niech śpią... sam też zmrużyłem na chwilę oczęta, by następnie otworzyć je ze względu na hałas i piski. Oh, już się obudziły.
Zacząłem obserwować syna i córki, które szarpały go za ogon a ten nie mógł się od nich odgonić, lecz coś mi nie pasowało. Gdzie Ofendia? Czemu się nie bawi jak zwykle? Spojrzałem na nią i wszystko jasne. Przybliżyłem ją do siebie za pomocą łapy i przytuliłem, po czym ułożyłem łeb tak, by mogła jeszcze chwilę pospać, nie słuchając swojego rodzeństwa. Obudzę ją jak tylko te małe diabełki będą głodne.
Ofendia
Rodziciel przytulił mnie do siebie mocniej, tak abym mogła chwilę jeszcze pospać. Wtuliłam się w niego i zrelaksowałam. Po jakimś czasie ze snu wybudził mnie bezbarwny, lecz z odrobiną łagodności głos ojca. Otworzyłam szeroko oczęta. Nareszcie nastała cisza. Razem z rodzeństwem udaliśmy się na poranny posiłek. Tata dał nam odrobinę mleka i mięsa. Było to pyszne i idealne połączenie. Po śniadaniu wyszliśmy z zamku na krótki spacer. Nie minęła godzina, a już znaleźliśmy się ku celu wędrówki, czyli Fluvius. Razem z bratem i siostrami zaczęłam brykać. Ganialiśmy się przez parę minut. Niespodziewanie zza drzewa wyskoczyły dwa niedźwiedzie. Przestraszyłam się jak i całe moje rodzeństwo. Jednym skokiem pojawiliśmy się za ojcem.
- T t tato... - wyszeptałam wystraszona.
Hypnos
Kiedy szczenięta się ze sobą bawiły, ja położyłem się na jednej ze skał i obserwowałem je. Od czasu do czasu za pomocą magii wody ochlapywałem jedno z nich. Nie mogłem się doczekać aż w końcu one odkryją swój żywioł i zaczną się uczyć, lecz to dopiero nastąpi, kiedy skończą rok. Odkrywanie mocy... pamiętam, jakby to było wczoraj. Mój pierwszy żywioł, woda, lecz nim nauczyłem się nim władać, już zabrali mnie ze sobą. Ah, avatar. Dobrze, że moje dzieci nie muszą przez to przechodzić.
Nagle nie wiadomo skąd, zjawiły się dwa niedźwiedzie. Wstałem szybko na nogi, a szczenięta schowały się za mną.
- W czymś mogę pomóc? - zapytałem, spoglądając na przybyszów. - To wilcze tereny. - dodałem po chwili, spokojnym i opanowanym tonem głosu.
- O proszę, czyż to nie avatar? Zaskakujące, że to właśnie wilki pociągły moce czterech żywiołów. - powiedział jeden z nich, przyglądając mi się uważniej.
- Właśnie! Czemu to nie mogły być wiewiórki czy chociażby jeże? - zaśmiał się drugi. - A nie, bo wilki są takie super, bo przecież mają społeczeństwo. Pfy. - dodał ironicznie.
- Nie widzę sensu w tej rozmowie. Proszę odejść. - oznajmiłem obojętnie. W prawdzie to nigdy się nad tym nie zastanawiałem, dlaczego to akurat wilki mogą być avatarami, lecz po co mi to wiedzieć? Stwórca tego świata tak chciał, więc niech tak będzie.
Ofendia
Oburzone niedźwiedzie leniwym krokiem odeszły. Moje rodzeństwo wróciło do beztroskiej zabawy. Ja jednak zostałam na uboczu, bo nadal czułam się trochę zagrożona. Zamiast dzikiej gonitwy, obserwowałam z dużego kamienia dwie jaskółki. Ptaki siedziały spokojnie na drzewie i coś do siebie ćwierkały. Wsłuchałam się w ich niesamowity śpiew. Muzyka ta mnie uspokoiła.
- Pobawisz się z nami Ofendia? - zapytał szybko Charon.
Na te słowa kiwnęłam głową i zwinnie zeskoczyłam z głazu. Następnie przyłączyłam się do brata i sióstr.
Hypnos
Całe szczęście, że niedźwiedzie nie były agresywne. Nie chciałbym, żeby moje dzieci widziały przemoc w takim młodym wieku. W prawdzie, są już prawie dorosłe, lecz jeszcze bronić się nie potrafią, a więc szczenięta. Nie wiem czy cieszę się z faktu iż niedługo mnie opuszczą czy też może jestem smutny. Poza nimi nie mam nikogo, lecz one mają siebie nawzajem. Tęsknię za Harsharanii... bardzo mi jej brakuje.
Widząc, że maluchy wróciły spokojnie do zabawy, ułożyłem się na kamieniu i obserwowałem je, jednocześnie nasłuchując zagrożenia. Słysząc szelest od razu wstałem na nogi, a po chwili z lasu wyłoniła się Terra.
- Witaj. - oznajmiłem obojętnie, patrząc na moją znajomą.
Terra
Wybrałam się wczesnym rankiem na spacer w poszukiwaniu zwierząt do upolowania. W tym celu podążyłam wydeptaną leśną drogą w góry, a mianowicie do Fluvius. Później szłam przez gąszcz przeróżnych roślin. Ledwo co widziałam coś. Wreszcie ujrzałam światło. Wychyliłam głowę zza liści. Nagle ujrzałam naszego Avatara i jego potomstwo. Hypnos jednym, bezbarwnym słowem przywitał się.
- Witaj Hypnosie. - rzekłam spokojnie. - Widzę, iż udałeś się na spacer wraz ze swoimi pociechami. - dodałam i w tym samym czasie spojrzałam na szczenięta.
Biały basior tylko przytaknął. Po chwili wyszłam z zarośli, a następnie wytrzepałam się. Swój wzrok skupiłam na wilku. Był on... smutny? Na to wyglądało. Spytałam się więc o co chodzi.
- Czemu jesteś taki przygnębiony? - zapytałam zaciekawiona, choć nie wiedziałam czy to pytanie jest stosowne. Nie chcę wtrącać się do cudzych spraw, ale zawsze pożerała mnie ciekawość, i tym razem również.
Hypnos
- Tak. Z pociechami. - potwierdziłem obojętnie i z lekkim zamyśleniem, po czym usiadłem. Zawsze chciałem je mieć, lecz nie potrafię tego docenić bez niej. Kocham je, lecz tego nie ukazuję... czy jestem dobrym ojcem? Ona byłaby wspaniałą matką, której właśnie teraz potrzebuję. Daję sobie radę teraz, lecz co będzie potem? Skończą rok, dwa i zaczną się problemy. Dziewczynki potrzebują matki, która pomoże im w sprawach miłosnych, której będą mogły się wygadać a ja? Wątpię iż będą chciały rozmawiać o tym ze mną. Zaczną się buntować i nie będę miał na to wpływu, ani też nie będę w stanie im pomóc...
- Dziękuję, że pytasz. - odparłem bezbarwnym tonem głosu, to miłe, że ktoś się mną interesuje, jednak źle, że to widać. - Nie radzę sobie. Strasznie za nią tęsknię. - powiedziałem, jakby nic się nie stało, jakby jej śmierć mnie nie ruszała, lecz było zupełnie odwrotnie.
Terra
Teraz już wiem o co chodzi. Podeszłam do niego bliżej i usiadłam obok. Następnie delikatnie poklepałam go po plecach łapą; tak dla otuchy.
- Nie martw się. To na pewno jakoś ułoży się. - oznajmiłam. Chciałam jakoś mu pomóc... Ale jak? Postanowiłam go o to zapytać.
- Może mogę ci jakoś pomóc? - dodałam po krótkiej chwili. - Taki koleżeński gest. - uśmiechnęłam się delikatnie.
Tak jak Avatar nam wszystkim pomaga, tak ja chciałam się odwdzięczyć i pomóc mu.
Hypnos
Ułoży się? Przecież wiem, po prostu nie ma wyboru. Musi być dobrze, bo tego chciałaby moja ukochana. Nie wiem czy będę w stanie się znowu zakochać, lecz może lepiej niech zostanie tak jak jest. Ja i moje szczenięta. Jestem już stary, niedługo do niej dołączę i będziemy szczęśliwy, patrząc z góry na nasze pociechy.
- Tato, tato! - zauważyłem szarą kuleczkę, która biegła w moją stronę. - Ganiasz! - dotknęła mnie nosem i uciekła.
- W sumie to możesz coś dla mnie zrobić, pobawmy się z nimi. - spojrzałem na Terrę z lekkim uśmiechem i chociaż to nie w moim stylu, postanowiłem chociaż raz pobawić się z dziećmi.
Terra
Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie spodziewałam się po nim tego, ale... Po prostu wykonałam prośbę. Zaczęliśmy bawić się z młodymi w berka. Specjalnie byliśmy wolniejsi, żeby one miały szansę na ucieczkę. Później z kolei usiedliśmy na skale i tryskaliśmy wodą w szczeniaki. Wszyscy byliśmy zmęczeni, więc położyliśmy się na trawie. Mój odpoczynek trwał zaledwie dziesięć minut. Później wstałam i popatrzyłam na rodzinę.
- Pójdę na coś zapolować... - mruknęłam do siebie.
Wskoczyłam w krzaki. Od razu wyczułam zapach jelenia. Zaczęłam skradać się powolnymi krokami do niego. Wkrótce go ujrzałam. Był trudną sztuką do zdobycia. Nagle jego rogi zapaliły się. Zrozumiałam, iż zwierzę to posiada ogniste moce. Skoczyłam na niego z wysunięty pazurami. Ten jednak - jakby spodziewał się mojego ataku - odepchnął mnie swymi tylnymi nogami. Odwrócił się w moją stronę. Przeszył mnie wrogim wzrokiem; pełnym nienawiści. Chlasnęłam w jego rogi wodą - natychmiastowo się zgasiły. Na moim pysku zapanował szyderczy uśmiech. Jeleń parsknął, a z jego nozdrzy wydobyła się para. Ponownie zaszarżowałam. On z kolei użył samozapłonu. Poparzył moje łapy. Odsunęłam się i szybko schłodziłam je wodą. Wkurzona stworzyłam ostre oraz długie sople z lodu. Następnie skierowałam je w stronę dzikiego zwierzęcia. Lód przeszył ciało jelenia, tym samym czyniąc go martwym. Ogień na jego ciele zgasł, a ja podeszłam bliżej. Później złapałam w zęby jego skórę i wróciłam do Hypnosa i szczeniaków.
Hypnos
Kiwnąłem głową, po czym przytuliłem zmęczone szczenięta do siebie. Zasnęły bez trudu, a ja ułożyłem spokojnie łeb i zamknąłem oczy. Nie powiem, wymęczyły mnie dzisiaj. Ileż to one mają energii, zupełnie jak moja ukochana... ah, czy ja kiedyś przestanę za nią tęsknić? A czy jeśli bym przestał to nie oznaczałoby to, że przestałem ją kochać? W takim razie, nie jestem w stanie przestać tęsknić, bo nie jestem w stanie jej nie kochać. Kocham, kochałem i kochać będę nadal, nawet jeśli to już nie ma sensu.
Po jakimś czasie wróciła do nas Terra z jeleniem w pysku. Szczenięta słysząc hałas, od razu się zbudziły, po czym wyczuły zapach mięsa i pobiegły do wadery. Małe, słodkie głodomorki. Sam też wstałem i podszedłem bliżej. Wadera skinęła łbem na znak, bym skosztował jej zdobyczy, lecz wolałem poczekać, aż dzieciaki się najedzą.
Po udanej kolacji, spędziliśmy jeszcze trochę czasu razem, obserwując zachodzące słońce i rozmawiając o żywiołach, po czym udaliśmy się wspólnie do zamku. 

niedziela, 23 sierpnia 2015

Beren - Ziemia

Obudziłem się nagle na zimnej posadzce w mojej komnacie w zamku. Przez okno nie rozszczepiały się promienie słońca, lecz niebo było ciemno niebieskie a na horyzoncie rozpościerała się złoto-biała poświata. Ten widok przypominał mi łąkę... Odwróciłem wzrok od okna i wyszedłem przez drzwi a dalej przez drzwi dwuskrzydłowe i bramę oddzielającą zamek od dzikich terenów Arrcanterry. Poza murami zamku zdecydowałem się pójść do Solitudine poćwiczyć mój żywioł - ziemię. Przynajmniej nikt nie będzie mnie obserwować. Gdy byłem na miejscu zacząłem ćwiczenia od trafiania do celu kulkami z ziemi. Otworzyłem pysk i jąłem strzelać do pobliskiej skałki. Po kilkudziesięciu strzałach, poczułem mrowienie na karku - niezawodny znak, że ktoś na mnie patrzy. Szybko obróciłem się wokół własnej osi i spojrzałem w stronę drzew.
Charon
Rano, kiedy tata jeszcze spał, do naszej komnaty wleciał motylek. Był bardzo ładny, taki kolorowy. Moje rodzeństwo też smacznie spało, wtulone w miękką, białą sierść ojca. Mój nowy przyjaciel najwidoczniej chciał się ze mną bawić, bowiem cały czas latał mi przed nosem. Zacząłem go ganiać po całej komnacie. Skupiony na nim, nie zauważyłem nawet, że znalazłem się poza murami zamku... Było tutaj strasznie, a mój przyjaciel zniknął.
Nagle zauważyłem czarnego basiora, stanąłem i przyglądałem się mu, a kiedy ten zwrócił na mnie uwagę, podbiegłem.
- Cześć! Jestem Charuś. - uśmiechnąłem się do niego. - Zgubiłem się. - posmutniałem.
Beren
Pomiędzy drzewami zobaczyłem małą kulkę - szczeniaka. Wyszedł z lasu - a raczej krzaków - i widać było, że trząsł się ze strachu. Ja też podszedłem bliżej i zmrużyłem oczy, ponieważ mały obwieścił, że nazywa się Charuś, co pewnie jest zdrobnieniem od Charon, i że się zgubił. Przypomniałem sobie, że nasz avatar niedawno został ojcem a matka zdechła, więc to pewnie jedno z jego szczeniąt. Przygryzłem wargę, patrząc na młode. Po krótkiej bitwie z samym sobą, uległem westchnąwszy ciężko.
- Chodź. Zaprowadzę cię do zamku. - słowa spłynęły z moich warg bez zastanowienia... Nie powiedziałem tego, ale mały przydreptał do mnie, wydawał się szczęśliwszy co oznacza, że jednak to zrobiłem. Podjąłem wędrówkę do zamku ze szczenięciem u boku, bijąc się z myślami... Boże, to brzmi tak głupio.
Charon
Ucieszyłem się, kiedy mój duży i czarny przyjaciel oznajmił, że zaprowadzi mnie do domciu. On znał drogę! To takie niesamowite, przecież tereny mojego tatusia są bardzo duże. Wilczur szedł bardzo szybko, ale ja dotrzymywałem mu kroku, jestem przecież najlepszy.
- Mój tatuś jest avatalem. - oznajmiłem z dumą, idąc radośnie przed siebie, jednocześnie obok łap mojego dużego kolegi, który tylko mruknął na moje zdanie. - Jak się nazywasz? - spojrzałem w górę i uśmiechnąłem się do niego. - Jesteś moim pierwszym przyjacielem. - dodałem z dumą.
Beren
Uśmiechnąłem się lekko. - Beren. Jestem Beren. - powiedziałem szorstko i niecierpliwie. Przemilczałem jego stwierdzenie. Co on tam wie? To tylko mały szczeniak. Zapewne nawet muchę nazywa przyjacielem. Gdy byliśmy tuż koło zamku, mały zapiszczał - pewnie wyczuł swojego ojca. Szary zerwał się do biegu a ja zastanawiałem się gorączkowo jak zareaguje avatar, gdy zobaczy, że przeprowadziłem mu jego bachora. Przy bramie stał rozgorączkowany Hypnosik i spytał się mnie, prawie krzycząc:
- Widziałeś gdzieś moje... - urwał zaskoczony, gdy Charon uczepił się jego łapy. Spojrzałem prosto w jego oczy. Chłodno, wyzywająco.
Hypnos
Kiedy obudziłem się rano, Charona nie było. Po prostu... zniknął. Od razu zerwałem się z posłania i zacząłem rozglądać po komnacie, moje myśli kazały mi nawet wyjrzeć przez okno, lecz ciała na dole nie było. A co jeśli ktoś już go zabrał? Może ptaki?
Spojrzałem na szczeniaki, które radośnie się ze sobą bawiły, po czym oznajmiłem, że mają iść za mną. Zaprowadziłem je do Terry, która zgodziła się nimi przez chwilkę zająć, a na pytanie, gdzie jest czwarty nie zdążyłem odpowiedzieć. Szukałem go w całym zamku, lecz nic... zero. Zawiodłem Harsharani...
Nagle zauważyłem Berena, który podążał w stronę zamczyska. Podszedłem bliżej i nim dokończyłem wypowiedź, poczułem coś koło mojej łapy. - Charon! - krzyknąłem uradowany i przytuliłem szczeniaka do siebie. - Gdzie ty łazisz? - zapytałem chłodno, na co szczeniak wyszeptał smutne "Przepraszam" i podkulił ogon. Zmierzyłem go wzrokiem, po czym spojrzałem na czarnego basiora. - Dziękuję. - oznajmiłem obojętnie.
Beren
Basior ogromnie ucieszył się na widok swojego syna, lecz szybko spoważniał i zbeształ Charona.
Patrzył jeszcze przez chwilę na niego z naganą a potem skierował swój wzrok na mnie, by podziękować.
Choć powiedział to obojętnie poczułem dziwną sensację co mnie zdziwiło. Choć to było... miłe, to i tak to zignorowałem, jak zignorowałem milion innych rzeczy w swoim życiu. Ograniczyłem się tylko do zdawkowego pochylenia głowy w "szacunku" do jego podziękowania. Obróciłem się, by odejść w inne miejsce. Odszedłem do Glacies...

sobota, 8 sierpnia 2015

Hypnos - Pogrzeb ukochanej

Jej śmierć... to nie sprawiedliwe. Zostawiła mnie i nasze szczenięta, które tak bardzo pragnęła mieć. Spoglądałem na jej martwe ciało ze łzami w oczach, musiałem ją pochować. Nie mieliśmy szamana, więc to mój obowiązek, a nawet jeśli byśmy go mieli... i tak bym to zrobił.
Nie chciałem zawracać głowy reszcie watahy, więc wraz ze szczeniętami udałem się na plażę. Było to jej ulubione miejsce, więc zapewne chciałaby tu spędzić resztę... właśnie, czego? Życia? Śmierci? Istnienia? Jak można istnieć, skoro jej nie ma?
Za pomocą magii ziemi zrobiłem grób, a za pomocą telekinezy zaniosłem ją tutaj... i pochowałem. Szczenięta są jeszcze za małe by to pamiętać, jedynie leżą w torbie pod moim brzuchem i śpią. A ja? Ja czuję ogromny w ból w sercu, czuję jak umieram razem z nią. Czuję się jakbym chował sam siebie.

piątek, 7 sierpnia 2015

Harsharani - Narodziny

Przez tą ciążę miałam spore problemy podczas treningów, kto by pomyślał, że wtedy moce słabną. Możliwe też jest to, że tylko ja to tak przeżywam, ale cieszyłam się. Nie mogłam się już doczekać narodzin moich małych słodkich szczeniąt. Kochałabym je nad życie, bawiłabym się z nimi i rozpieszczała na wszelkie możliwe sposoby. Byłabym wspaniałą matką!
Wyszłam dzisiaj z komnaty, kiedy dopadły mnie okropne skurcze. Były tak silne, że zemdlałam...
~ Jako iż szara wadera zemdlała, będę musiał dokończyć jej historię za nią. Mianowicie było to tak...
Na środku korytarza leżała biedna, nieprzytomna wilczyca, której nikt nie zauważał. Dopiero po jakimś czasie przybiegł Hypnos, wziął ją ze sobą i zaprowadził do najbliższego medyka w okolicy, bowiem sam nie znał się na medycynie. Gdzieś tam, znajdowała się obca wataha, która chętnie pomogła jego ukochanej. Zrozpaczony i roztrzęsiony czekał na dobre wieści, które w końcu nadeszły, lecz była też ta zła wiadomość. Zacznijmy lepiej od tych dobrych, mianowicie urodziły mu się zdrowe szczeniaczki, lecz ich matka... zmarła podczas porodu.


Kolor sierści: Szara
Imię: Charon
Przydomek: the White
Żywioł: Woda
Data urodzin: 07.08.2015
Rodzice: Harsharani&Hypnos
Stan: Zdrowy

Kolor sierści: Szara
Imię: Ofendia
Przydomek: the White
Żywioł: Ziemia
Data urodzin: 07.08.2015
Rodzice: Harsharani&Hypnos
Stan: Zdrowa

Kolor sierści: Biała
Imię: Casty
Przydomek: the White
Żywioł: Woda
Data urodzin: 07.08.2015
Rodzice: Harsharani&Hypnos
Stan: Zdrowa

Kolor sierści: czarna
Imię: Kaori
Przydomek: the White
Żywioł: Woda
Data urodzin: 07.08.2015
Rodzice: Harsharani&Hypnos
Stan: Zdrowa
Nowsze Starsze Home