Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

piątek, 31 lipca 2015

Hypnos - Ukochana

Tego dnia postanowiłem zaprosić moją wybrankę serca na romantyczny spacer po jej ulubionym terenie, oraz wspólną kolację przy świecach. Był już wieczór, więc musiałem się jakoś z tym wszystkim zebrać, tak by nie widziała. Leżałem obok niej w komnacie i myślałem jak to zrobić, kiedy nagle wadera wstała i oznajmiła, że idzie się przejść, bo ładnie jest na zewnątrz. Ułatwia mi sprawę, to dobrze.
- Idziesz ze mną? - zapytała z uśmiechem, oczekując pozytywnej odpowiedzi.
- Muszę jeszcze gdzieś iść, widzimy się na plaży. - odwzajemniłem uśmiech. Wadera tylko pokiwała głową i wyszła z komnaty. No to weźmy się do roboty.
Najpierw udałem się do naszego schowka po świecie, powinny gdzieś tam być. Byłem avatarem, więc zapalenie ich to prosta rzecz. Za pomocą telekinezy zabrałem se sobą dwie świecie, a następnie udałem się do spiżarni po jakieś mięso. Zauważyłem tam moje ulubione mięso z reniferów, które często spacerują po Solitudine. Zabrałem wystarczającą ilość, dla mnie i dla Harsharani, po czym udałem się do naszej komnaty i naszykowałem wszystko. Jak wrócimy to zapalę świece i będzie cudownie. Popatrzyłem przez chwilę na moje dzieło, po czym ruszyłem szybko na plażę.
Harsharani
Spacerowałam samotnie po plaży, przyglądając się wodzie i słuchając jej szumu. Piękne gwieździste niebo i okrągły księżyc, było cudownie! Nie mogłam się powstrzymać, by nie zawyć... musiałam. Ku mojemu zdziwieniu ktoś się odezwał. Wiedziałam czyje to wycie! Hypnos! Odwróciłam się i zaczęłam się rozglądać za nim, po chwili pojawił się w moim polu widzenia. Pobiegłam do niego i wtuliłam się w jego śnieżnobiałą sierść.
- Co tak długo? Czekałam na ciebie. - uśmiechnęłam się do niego i lekko zaśmiałam. Samiec jak zwykle przeprosił za swoje zachowanie, chociaż wiedział, że nie mam mu tego za złe.
Hypnos
Spacerowaliśmy po plaży w świetle księżyca, który dodawał tej nocy uroku. Chciałem już dawno powiedzieć jej to wszystko, a dzisiejsza noc była idealna. Coś wisiało w powietrzu, taka niesamowita energia... zatrzymałem się. Spojrzałem na ukochaną, prosto w jej piękne złociste oczy, które w tym świetle wyglądały niczym dwie złociste gwiazdy.
- Wyjdziesz za mnie? - zapytałem otwierając przed nią swoje serce, które zazwyczaj było zimne jak lód. Teraz? Przy niej? Przy niej zawsze lód topniał, a moje bezbarwne uczucia przemieniały się w piękne, tęczowe motyle.
Harsharani
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, zatkało mnie. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego co właśnie mi powiedział i wykrzyczałam jedno głośne "Tak". Wtuliłam się w jego miękką śnieżnobiałą sierść i łasiłam się jak nigdy wcześniej. Radości nie było końca, nawet sam Hypnos zaczął się śmiać.
- Co? - zapytałam, patrząc na niego z uśmiechniętą mordką.
- Zachowujesz się jak szczeniak, który właśnie odkrył swój żywioł. - zaśmiał się, po czym przytulił się do mnie. - Moja mała słodka Harsharani. - dodał po chwili, odsuwając się tak, by mógł spojrzeć w moje oczy.
- Nawet nie wiesz jak cię kocham. - wyszeptałam, patrząc w jego cudowne błękitne oczy.
Hypnos
Kiedy wypowiedziała, a raczej wykrzyczała to jedno proste słówko, moje serce zaczęło bić jak nigdy wcześniej. Nawet przygotowania do wojny jak i sama wojna nie były tak stresujące jak ten moment, lecz nie było to złe. Ona sprawiała, że życie nabierało barw... to dla niej chciałem żyć, dla niej umierać. Nic bowiem nie było teraz dla mnie ważniejsze od niej.
- Możliwe, że nie wiem, ale ty także nie jesteś w stanie pojąć tego co do ciebie czuję. - wyszeptałem, cały czas patrząc na nią z tym jakże silnym uczuciem - z miłością. - To jeszcze nie koniec, przygotowałem dla ciebie niespodziankę. - uśmiechnąłem się i zacząłem iść w kierunku zamku.
Harsharani
Niespodziankę? Oh, jaki on jest prze kochany! Nigdy bym nie pomyślała, że avatar może być taki jak on, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie rządy władcy ognia. A co jeśli mimo tego zła, poprzedni avatar był równie dobry dla swojej ukochanej? A co jeśli Hypnos jest dla poddanych inny? Nie, to nie możliwe. On jest cudowny i jestem pewna, że dla innych też taki jest.
- Nie mogę się doczekać! - podskoczyłam z radości i zaczęłam biec, zachęcając go do zabawy. Mi by odmówił? Oczywiście, że nie. Wiem, że jest poważny, ale ja potrafię sprawić, by zachowywał się jak szczeniak. Przy mnie jest sobą, takim prawdziwym.
Wbiegliśmy do zamku, ścigając się do naszej komnaty. Oczywiście byłam pierwsza, lecz wiedziałam, że dał mi wygrać. Padłam zmęczona na posłanie, a po chwili dołączył do mnie Hypnos, który jednym ruchem zapalił świecie. Rozjaśniło się nieco, a ja ujrzałam pięknie udekorowane ściany i kolację.
- To dla mnie? - zapytałam, chociaż znałam odpowiedź. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć.
- Kocham Cię. - odparł, po czym ukłonił się, zapraszając do ucztowania.
Po tym wszystkim, położyliśmy się i odpoczywaliśmy, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Temat zszedł na sprawy związane z rodziną. Samiec opowiadał mi o tym, jak bardzo chciałby mieć szczenięta... wiecie co? Ja też chciałabym je mieć... Nim się obejrzeliśmy było już po wszystkim, potem już tylko myślałam nad imionami. Szczęściem by było, gdybym zaszła w ciążę. 

środa, 29 lipca 2015

Hypnos - Zebranie rady

Postanowiłem dzisiaj zebrać wszystkie wilki z naszej krainy do sali konferencyjnej w zamku. Hmm, ciekaw jestem ile ich przyjdzie. Potrzebuję ich głosów, bowiem mam pewien pomysł. Chciałbym zebrać odpowiednich członków i utworzyć "Radę Avatara", która składałaby się z trzech wilków. Oczywiście w skład tego znalazłby się oczywiście Generał i dwa inne wilki, które w razie stanu krytycznego pełniliby władzę w naszej krainie oraz uczyli by nowego Avatara jak sprawiedliwie zarządzać Arcanterrą. Społeczeństwo nie może zostać bez władzy, tak samo jak i nie może być władcą byle szczeniak. A może po prostu lepiej utworzyć rodzinę królewską? Hmm, poczekam na resztę. Mam nadzieję, że ktoś się zjawi.
Massacre
Z dala usłyszałam głos. Donośny, poważny głos avatara. Dźwięk powoli roznosił się po dolinie, odbijając się echem od skał. Podeszłam bliżej stając naprzeciwko avatara. Hypnos mówił coś o jakiejś radzie. Czemu by się nie przyłączyć? Chociaż...
- Zwykłe pierdolenie i tyle. - mruknęłam do siebie. Wbiłam wzrok w ziemię. Patrzyłam się tępo w jeden z pobliskich brązowych kamyków.
Beren
Chodziłem tak bez celu, często tak robię... jak debil. Nagle z dala usłyszałem głos Hypnosa i pobiegłem tam. Jak Hypnos tak drze mordę to może być to coś ważnego... Przystanąłem przed skałką, na której stał i mój wzrok przykuła biała dziunia stojąca obok. Pf... Wszystkie wadery są białe... Ale co Hypnosik ma do powiedzenia?
Hypnos
Moje oczekiwania nie były wielkie, bowiem zamku jeszcze wiele wilków nie zamieszkało, tak samo jak i całej Arcanterry. Ku moim oczom ukazała się biała wadera i czarny basior - Beren. Znam go i ciekaw jestem czy mu przeszła ta jego agresja. Interesujące.
Rozejrzałem się jeszcze za Harsharani, lecz jej nie było... nie przyszła? Nie wiedziała? Przecież jej mówiłem... dlaczego? Nie ważne, przejdźmy do rzeczy. Otrzepałem łeb. - Zapraszam was do sali konferencyjnej w zamku. Mam pewną sprawę i chcę z wami o niej porozmawiać. - oznajmiłem i udałem się do zamku, prowadząc moich towarzyszy. Po chwili dotarliśmy. Usiadłem na miękkiej poduszce i zacząłem mówić, o co mi chodzi. - Chciałbym zebrać odpowiednich członków i utworzyć "Radę Avatara", która składałaby się z trzech wilków. W razie stanu krytycznego pełniliby władzę w naszej krainie oraz uczyli by nowego Avatara jak sprawiedliwie zarządzać Arcanterrą. Co o tym myślicie? - zapytałem, spoglądając najpierw na waderę a następnie na samca.
Harsharani
Byłam nad plażą, kiedy echo do mnie dotarło. Nie powiem, Hypnos ma potężny głos i jego wycie słychać w całej krainie. Zapomniałam totalnie o tej jego radzie, czy jak on to tam nazywał. Zaczęłam biec najszybciej jak potrafiłam by tylko zdążyć. Całe szczęście się udało, albo po prostu tylko tyle wilków przyszło. Smutno mi się zrobiło, wiedząc, że to dla niego takie ważne a tu proszę... wadera i basior, nikt więcej.
- Przepraszam za spóźnienie. - odparłam, schylając łeb, bowiem głupio mi było. - Nie musisz powtarzać, wiem o co chodzi i myślę, że to dobry pomysł. - oznajmiłam, siadając na jednej z poduszek.
Beren
Avatar zaprowadził nas do zamku, ale było widać, że jest czymś zmartwiony. Hypnos przedstawił nam swój plan z Radą Avatara. Zdążyłem tylko kiwnąć łbem na znak aprobaty, gdy do sali wpadła zadyszana brązowa wadera. Hypnos się ucieszył na jej widok, więc z tego wywnioskowałem, że to musi być ta jego "bogini ziemi".
Terra
Usłyszałam donośnie wycie. Z początku tym się nie przejęłam, lecz uświadomiłam sobie, że to spotkanie.
- Spotkanie! - Wrzasnęłam do siebie i pobiegłam w stronę zamku jak najszybciej mogłam.
Nie czułam już łap. Wpadłam przez drzwi do komnaty gdzie odbywała się narada. Rach ciach usiadłam na ziemi i zaczęłam się wsłuchiwać w słowa Avatara. Byłam ciekaw co powie. Mam nadzieję, że nie przegapiłam niczego ważnego.
Massacre
- Kolejne niedobitki się znalazły - prychnęłam i dalej słuchałam avatara. Poduszka na której siedziałam była kurewsko zimna. Wstałam więc i wypuściłam czarny ogień z ust obracając się wokół własnej osi. Po chwili usiadłam i westchnęłam cicho z zadowolenia.
- Zgłaszam się. - powiedziałam chłodno.
Zapadła niezręczna cisza w pokoju zamkowym. Przeciągnęłam się leniwie i ziewnęłam, odsłaniając śnieżnobiałe kły.
Beren
Gdy nastąpiła cisza, zacząłem obserwować śnieżno-białą waderę. Pełna pogardy... Myślę, że mojego skinięcia głową nikt nie zauważył, więc zmuszony byłem odpowiedzieć.
- Ja też - zerknąłem na waderę i uśmiechnąłem się kpiąco. Jakie zdanie mają inni? Dla mnie ta Rada to bardzo dobry pomysł. Znów nastała cisza, ale teraz na pewno jest ktoś skory, by ją przerwać... Przecież to "głosowanie"...
Terra
Popatrzyłam na oba wilki. Po chwili ciszy odpowiedziałam:
- Ja również. - Rzekłam.
Czekałam z cierpliwością na reakcję Avatara Hypnosa, oraz brązowej wilczycy. Było mi strasznie nie wygodnie na poduszce, więc zaczęłam ją ugniatać łapami. W końcu stała się miękka. Ponownie się rozejrzałam czekając na odpowiedź. Rozprostowałam się i wszystkich prześledziłam swoim wzrokiem. Musiałam wszystkich obserwować, choć to się wydawało dosyć dziwne jak przenoszę wzrok z wilka na wilka i tak cały czas.
Harsharani
Nie sądziłam, że ta jego rada aż tak bardzo im się spodoba, wiedziałam też, że jeśli bym się zgłosiła to wybierze mnie. Chyba nie powinnam się mieszać we władzę, mogłoby to sprawić wiele przykrości w naszym związku. Praca i rodzina? Nie, tego nie można połączyć, to nie wróży nic dobrego. Obserwując białą waderę i czarnego basiora miałam dziwne przeczucie, że nie są odpowiedni. Po ich tonach głosu można było stwierdzić, że nie są odpowiedni. Natomiast ta rudawo-biała nie wyglądała najgorzej, wydawała się miła. - Hypnos? A co z generałem? Do rady potrzebujesz generała i dwóch wilków, a żaden z tutaj obecnych nie ma wystarczających umiejętności. - oznajmiłam patrząc tylko i wyłącznie na mojego ukochanego
Hypnos
Nie wiedziałem, że ten pomysł będzie cieszył się takim zaangażowaniem z ich strony. To naprawdę miłe, lecz przecież ich nie znam i nie wiem czy są odpowiedni. Po wysłuchaniu Harsharani, zastanowiłem się przez chwilę. Miała rację... potrzebujemy generała. - Masz rację, potrzebujemy generała. - zamyśliłem się ponownie. Jak to rozwiązać? - Dobrze, więc zbierzemy Radę Avatara dopiero kiedy ujawni nam się generał. Do tego czasu zapraszam do biblioteki. Wilki w radzie muszą być mądre. - wstałem i otrzepałem się. - Zamykam posiedzenie. - oznajmiłem i wyszedłem.

wtorek, 28 lipca 2015

Terra - Myślistwo (3)

Wyszłam z zamku. Słońce o poranku pięknie świeciło. Postanowiłam dzisiaj zapolować na coś większego. Tak więc udałam się nad Luminosum. Zamoczyłam się w tej lazurowej wodzie. W oddali ujrzałam dosyć sporego dzika. Moją uwagę przykuła jego moc żywiołu. Gdy kichnął to odleciał na parę metrów w górę. Zaczęłam kierować się w jego stronę. Powoli i cichutko. Mój instynkt podpowiadał, żebym zatrzymała się kilka metrów od niego. Tak też uczyniłam. Strzeliłam w zwierzę Wrzątkiem, a następnie uwięziłam w Wirze Wodnym. Po tych atakach trochę osłabłam, lecz nadal mogłam walczyć. Ku mojemu zdziwieniu, dzik odegrał się Porywem Wiatru. Łapy wbiłam mocno w ziemię, jednak i tak cofnęłam się o paręnaście centymetrów. Warknęłam na zwierzę i strzeliłam w niego Bąbelkami. Bydle oberwało. Z kolei ja teraz oberwałam Ciosem Wiatru. Na moim ramieniu powstała rana w kształcie księżyca. Z niej zaczęła lać się krew. Zdenerwowałam się i ponownie użyłam Wrzątku. Bestia chyba zmarła. Wir opadł i zmoczył ziemię. Podeszłam ostrożnie do zwierzęcia. Szturchnęłam je łapą. Nic się nie działo.
- Wygrana! - Podskoczyłam uradowana jak dziecko.
Wzięłam w zęby tą parszywą gadzinę i wróciłam do budowli zwanej zamkiem. Dzik trafił prosto na stos do wilczej spiżarni. Po udanym polowaniu udałam się do swej komnaty. W niej opatrzyłam ranę, jednak blizna może zostać na długo.

Terra - Myślistwo (2)

Obudziłam się w swojej komnacie. Przez duże okna prześwitywały promienie słońca. Leżałam tak przez chwilę. Mlasnęłam parę razy i w reszcie wstałam. Rozglądnęłam się. Jakoś tak mi się smutno zrobiło. Nie miałam żadnego towarzysza... . No cóż... Jedynym najbliższym basiorem, którego znałam był Hypnos, ale on podobno ma już partnerkę. Popatrzyłam w duże szkło. Pogoda była taka sobie. Przeciągnęłam się i wyszłam. Ten dzień zapowiadał się leniwie. Pomyślałam sobie, że jeśli zaczęłam kurs myślistwa to mogę go dokończyć. Udałam się do Doliny. Nigdy tam jeszcze nie byłam. Ujrzałam przepiękne widoki. Jednak moją uwagę przykuła matka z małym jelonkiem. Oblizałam się i ruszyłam ostrożnie w ich stronę. Po jakimś czasie rodzicielka mnie zauważyła. Stanęłam w bezruchu. Na moim pyszczku pojawił się głupawy uśmiech. Rodzinka zaczęła uciekać. Rzuciłam się za nimi w pogoń. Mały jelonek nie nadążał za matką. Głupkowaty uśmiech zmienił się w łobuzerski. Młode zwierzę potknęło się o kamień i upadło. Dogoniłam je. Mama popatrzyła na nas. Potem strzeliła we mnie miotaczem płomieni. Uniknęłam ataku. Sarna zapaliła swe ciało. Szybkim ruchem zgasiłam je wodą. Zwierzak odbiegł. Ugryzłam zwierzę w krtań. Jelonek drgał przez chwilę, jednak po jakimś czasie zdechł. Puściłam jego i ponownie chwyciłam za grzbiet. Zaczęłam kierować się w stronę zamku. Przeszłam wzdłuż rzeki. Wróciłam do wspólnego domu. Na miejscu odłożyłam martwy łup do spiżarni i poszłam do biblioteki.

Terra - Myślistwo (1)

Obudziłam się bardzo wcześnie; jak zwykle. Wyszłam z zamku i udałam się do lasu w poszukiwaniu jedzenia. Po jakimś czasie szukania moim oczom ukazał się zając. Ale to nie był byle jaki zając. Zwierzę posiadało żywioł ognia.
- Będzie zabawa. - powiedziałam do siebie złowieszczo.
Zaczęłam kierować się w stronę mej przyszłej zdobyczy. Dziki zwierz zamiast uciekać zaczął mnie atakować ognistymi kulami. Jak na takiego chuderlaka był niezły, a jego ataki były dosyć mocne. Starałam unikać wszystkich kul. Miałam szczęście, gdyż obok znajdowała się nie wielka rzeka. Utworzyłam nad zającem wodną klatkę. Szybko to zamroziłam. Kompozycja spadła na dół, tym samym powodując uwięzienie zwierzęcia. Jednak królik był na tyle mądry, że roztopił ogniem lód i ponownie mnie zaczął atakować. Tym razem już się wściekłam. Skoczyłam w jego stronę. Następnie go przygniotłam. Łup pod wpływem ciężaru mojego ciała udusił się, gdy się uspokoiłam zaciągnęłam martwą zdobycz do wilczej spiżarni. Chwilę potem udałam się do mojej komnaty i tam odpoczęłam.

Terra - Tajemniczy Przybysz

Patrzyłam na nocne niebo. Było piękne... Tyle gwiazd, a w nich samotny księżyc... Lubiłam ten widok, ale najbardziej wyczekiwałam pięknego ranka. Po chwili wyczułam woń innego wilka. Odwróciłam się i spojrzałam do tyłu, jednak nikogo tam nie było. Ponownie obróciłam się do poprzedniej pozy. Ujrzałam przed sobą białego basiora. Przewyższał mnie o parę centymetrów.
- Witaj. Zwę się Hypnos - rzekł spokojnie.
- Ja jestem Terra. Przestraszyłeś mnie trochę. - delikatnie się zaśmiałam.
- Wybacz, czasami tak mam. - odrzekł.
- Powiesz mi jakiego żywiołu jesteś? - spytałam zaciekawiona.
- Wiesz... Wolałbym, żebyś to ty pierwsza coś o sobie opowiedziała, ale nie nalegam. - odparł.
- No dobrze, jeśli poczujesz się pewniej. Mój żywioł to Woda. - odpowiedziałam. Miałam nadzieję, że Hypnos również był tego samego żywiołu. W takim wypadku może zaproponowałabym mu jakiś trening czy coś.
Hypnos
Tej nocy nie mogłem zasnąć, więc wyszedłem ze swojej komnaty zostawiając Harsharani samą. To właśnie z jej powodu nie mogłem spać. Spoglądałem na nią całą noc, tuląc do siebie i powtarzając w swojej głowie, że mam szczęście. Szczęście, które tulę teraz do siebie każdej nocy a każdego poranka liżę ją czule na powitanie. Jedyna i niepowtarzalna, ukochana.
Chodząc po terenach spotkałem samotnego wilka, może on też nie może zasnąć? Podszedłem bliżej i przedstawiłem się.
- Moim rodzinnym żywiołem także jest woda. - uśmiechnąłem się, bowiem jest ona pierwszym wilkiem z tym żywiołem. Harsharani ma ziemię, lecz jako avatar mogę z nią ćwiczyć, więc fakt iż Terra ma wodę nie powinien wzbudzić we mnie takiego uczucia. - Wiesz, to trochę dziwne, że twoje imię brzmi Terra, czyli ziemia. - uśmiechnąłem się delikatnie, czego zazwyczaj nie robię.
Terra
Odwzajemniłam przyjazny gest. Hypnos wydawał się być miłym samcem.
- Moja matka miała żywioł wody, a ojciec ziemi. To właśnie on miał mi wymyślić imię, a że myślał iż jestem żywiołu ziemi to tak mnie nazwał. - odpowiedziałam.
Popatrzyłam na basiora. Jego oczy wydawały się być bardzo przyjazne. Takie ciepłe i czułe. Cisza trwała przez jakiś czas, jednak ja ją postanowiłam przerwać. - Może byś zechciał ze mną poćwiczyć? W końcu mamy taki sam żywioł. - zaproponowałam, uśmiechając się ciepło w nadziei, iż się zgodzi.
Hypnos
No i wszystko jasne, ojciec mag ziemi a matka wody. Hmm, u mnie jest odwrotnie, jeśli nie patrzeć na fakt iż posiadam wszystkie cztery żywioły. Bycie avatarem nie jest łatwe, nie wiem... coraz bardziej myślę o tym, czy nie oddać władzy królowi, niech on ma swoją królową i dzieci, niech władza będzie przekazywana z pokolenia na pokolenia. Nie, nie mogę. Po to jest avatar, by rządził. Ciekaw jestem strasznie nowego avatara, lecz on narodzi się po mojej śmierci i prawdopodobnie go nie poznam.
- Poćwiczyć? Jest środek nocy. - spojrzałem na gwieździste niebo. Nie wiem czy to odpowiednia pora, lecz skoro księżyc jest taki jasny tej nocy, to może właśnie to znak? - Możemy wybrać się na Luminosum, jest tutaj nie daleko i jest tam jezioro. Idealne do ćwiczeń. - oznajmiłem obojętnie, patrząc w jej oczy. W tym świetle wydawały mi się złote...
Terra
Luminosum... Ciekawa nazwa. - W takim razie chodźmy. - powiedziałam. Po krótkiej wędrówce dotarliśmy do celu.
- Możesz zacząć. - rzekł wilk.
Kiwnęłam potakująco głową. Użyłam swoich mocy, żeby wznieść do góry część wody z jeziora. Następnie ją opuściłam. Chciałam powoli, lecz zamiast tego ciecz opadła z powietrza na dół i chlusnęła. Byliśmy po części mokrzy. Popatrzyłam na Hypnosa. Zapewne ochrzani mnie za to. Trochę się bałam.
Hypnos
Zdziwiłem się bardzo, wewnętrznie chociażby, bowiem mimika mojego pyska wcale tego nie ukazywała. Wadera chciała podnieść prawie połowę wody z tak dużego jeziora... silna jest, lecz takie przeciążenie swoich mocy nie jest najlepsze jak na rozgrzewkę. Kiedy woda wróciła na swoje miejsce, ochlapując nas, pierwsze co zrobiłem to spojrzałem na nią obojętnym wzrokiem. Szczerze? Nie dziwiło mnie to, co się stało. Za pomocą magii ściągnąłem z jej sierści całą wodę, a następnie z mojej, tak, że byliśmy już wysuszeni.
- Jak na rozgrzewkę za dużo chciałaś osiągnąć. - odparłem, po czym spojrzałem w stronę jeziora i utworzyłem fontannę, po czym zamroziłem ją. Dodałem do tego kilka kropelek, które zamroziłem, tym samym wytwarzając śnieżek. - Ładne? - wróciłem wzrokiem do mojej towarzyszki.
Terra
Popatrzyłam na wyczyny basiora. - Yhym. - przytaknęłam. - Niezły w tym jesteś. - przyglądnęłam się bardziej lodowej fontannie.
Figura bardzo mnie zaciekawiła. Dotknęłam łapą jeziora. Swoją mocą uczyniłam tak, żeby woda zamarzała pod moimi łapami. Weszłam na jezioro. Następnie powoli podeszłam do figury z lodu. Odwróciłam się do basiora. Sekundę po tym uśmiech zagościł na mojej twarzy. Ostrożnie wróciłam do basiora. Popatrzyłam na niego. - Nauczysz mnie tego? - zrobiłam wielkie, maślane oczy.Potem usiadłam obok samca i nadal tak na niego się gapiłam.
Hypnos
Widząc jej wielkie maślane oczka, zaśmiałem się lekko. - Oczywiście. - dodałem po chwili. Jak mógłbym odmówić? No jak? - Spójrz na moje ruchy. - rozstawiłem łapy, tak bym miał siłę podnieść nieco wody na lodową fontannę. - Teraz gdy woda jest tak ukształtowana, należy ją zamrozić. To najtrudniejsze. - tłumaczyłem, po czym puściłem fontannę i szybko nim woda zdążyła opaść, zamroziłem ją. - No i teraz dodajmy śnieżek, to akurat jest proste. Podrzucasz wodę i rozpryskujesz ją, po czym zamrażasz. - oznajmiłem i wykonałem zadanie. Spojrzałem na moje dzieło, po czym odwróciłem się do wadery. - Teraz twoja kolej. - uśmiechnąłem się.
Terra
Podeszłam bliżej do tafli jeziora. Wzięłam wdech i wydech, po czym rozpoczęłam działanie. Szybko ukształtowałam wodę w fontannę i to zamroziłam. Następnie rozpryskałam do góry wodę i ją zamroziłam. Ku moim oczom ukazała się piękna lodowa fontanna. Oczywiście nie dorównywała swoim wyglądem figurze Hypnosa. Pomyślałam, iż mogę skonstruować inną budowlę z lodu. Tak więc szybkim ruchem ułożyłam wodę w kształt wilka i ją zamroziłam. Zrobiłam śnieżek, który ukształtowałam tak, że na parę sekund przypominał księżyc. Byłam pod wrażeniem. Nigdy nie dokonałam czegoś takiego. Popatrzyłam na śnieżno-białego basiora i uśmiechnęłam się
- Dziękuje, że mnie tego nauczyłeś. - powiedziałam patrząc na niego. - Czy mógłbyś mi coś jeszcze pokazać? - zapytałam z zaciekawieniem.
Hypnos
Robiło się coraz później, a ja byłem już trochę zmęczony. Dziwiło mnie tylko jedno w tym wszystkim. Skąd ta wadera ma tyle energii? Ja tu opadam z sił, zmęczony jestem, chce mi się spać a ona? Nie dość, że uśmiechnięta to jeszcze prosi mnie o więcej.
- Przykro mi, ale jestem już zmęczony. Chyba wrócę do zamku. - oznajmiłem spokojnym tonem głosu. - Idziesz ze mną? - zapytałem z grzeczności. Wadera chwilę się zastanowiła, po czym skinęła tylko łbem. W drodze do komnat rozmawialiśmy jeszcze o wodzie i wymienialiśmy się ze sobą swoimi doświadczeniami. 

poniedziałek, 27 lipca 2015

Beren - Nowa w watasze

Krążyłem po Pulchram, bo chciałem zwiedzić nowe tereny, a gdy doszedłem do jeziorka odbijającego drugą rzeczywistość, najpierw dostrzegłem pofalowaną sylwetkę biało - rudej wadery w wodzie a potem jej prawdziwą osobę. Nie wiem co za chorobę mają te wadery, ale wszystkie chyba cierpią na całkowity zanik pigmentu. Pokręciłem głową, kiedy wadera mnie zauważyła i zaczęła okrążać jezioro, by się ze mną spotkać. Znowu muszę się użerać z bezwartościowymi lalkami...
Terra
Zauważyłam czarnego wilka. Pomyślałam, że to jakiś obcy z innej watahy. Ruszyłam w jego stronę, gdyż myślałam iż odejdzie. Niestety pomyliłam się. Przyspieszyłam tempo. Coraz szybciej i szybciej. W rozbiegu skoczyłam na basiora. On przewrócił się.
- Kim jesteś?! - warknęłam, lecz samiec się nie odezwał. Może odpowie jak zejdę z niego? Hmm, zobaczmy. Zrobiłam to powoli, żeby nie uciekł.
Beren
Cóż za powitanie... Jak wadera zeszła ze mnie, zgiąłem tułów i pokazałem zęby gotowy do ataku.
- Kim jesteś? - prychnąłem. A kim ona jest? - Dziunie mają pierwszeństwo. - odrzekłem z kpiącym uśmieszkiem. Kim ona jest, by mnie o to pytać? Nie spodziewam się kolejnego ataku, więc pokażę swoje ''dobre maniery". Wadera patrzała na mnie nieufnie, choć prawdę mówiąc spodobał mi się atak z jej strony a nie z mojej. W końcu jakaś odmiana... Nie spodziewałem się od kupy puchu takiego ataku, a teraz wiem, że będzie się bronić. Wadery w tamtej watasze się nie broniły...
Terra
Przeszyłam go zimnym wzrokiem. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałam... tak agresywnie. No dalej... atakuj - myślałam w pozie bojowej. Obserwowaliśmy się tak przez jakiś czas. Basior był dosyć spokojny. W końcu odpuściłam i usiadłam.
- Należysz do Arcanterry? - spytałam myjąc łapę. Wilk przez dłuższą chwilę siedział w milczeniu. Było to trochę wkurzające. - Odpowiesz? Zaczynasz mnie wnerwiać. - popatrzyłam na niego, lekko zirytowana.
Beren
Uśmiechnąłem się lekko. - Tak, należę. - powiedziałem szorstko. - A ty się przypałętałaś i należysz do watahy, bo nasz przyjacielski avatar ci pozwolił. - Stwierdziłem z kpiną w głosie, wstałem i postąpiłem parę kroków potem zawróciłem do niej. Co teraz powie? Co zrobi? Będę obserwował każdy jej ruch. Spojrzałem na waderę uważnie.
Terra
Spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem. Odeszłam kawałek do tyłu i z rozpędu skoczyłam na niego. Jednak czarny wilk uniknął ataku. Tak więc zaryłam pyskiem o ziemię. Wstałam i otrzepałam się.
- Ach, czyli tak chcesz się bawić? - skierowałam swój wzrok na taflę wody.
Czułam jednak, że to zbyt dużo. Ale moja czarna strona podpowiadała, żebym to zrobiła. Po namyśle posłuchałam tej drugiej strony. Podeszłam do jeziora. Podniosłam trochę wody i przeniosłam ją nad basiora. Zaśmiałam się łobuzersko. Chwilę później ją opuściłam. Widać było, iż samiec nie jest z tego zadowolony. Teraz czekałam na jego ruch.
Beren
To śmieszne, że przed chwilą chciałem odejść i nie marnować na nią czasu... A teraz ona mnie zmoczyła. No... Wadera zaczena szaleć, jest to mi na łapę... Będziemy się bawić. Niestety nie mogę jej zabić, żeby mi nie przeszkadzała bo to avatar rządzi naszą watahą... Wściekły rzuciłem na nią Burzę Piaskową.
Terra
Znalazłam się cała w piachu. Moje futro było teraz bardziej żółtawe niż białe. Otrzepałam się i spojrzałam na basiora. Godny przeciwnik. Dobrze używa swych mocy. Pewnie czekał na mój ruch. Tak więc wskoczyłam do jeziora. Utworzyłam potężny wir wodny. "Wskoczyłam" do niego. Wodę przekierowałam na czarnego wilka. Tym razem go zmoczyłam jak i również spadłam na niego. Szybko odskoczyłam i czekałam na jego reakcję.
Beren
Wadera wskoczyła do jeziora i utworzyła tam pokaźny wir wodny, następnie wskakując na mnie. Od razu pożałowałem tego, że nie jestem magiem powietrza; wadera nie zostawiła na mnie suchego włoska. Zmarznięty, wściekły i mokry od razu przystąpiłem do ataku przyzywając kamienie i rzucając w nią nimi. Ale musi mieć dużo siniaków... Pewnie już tego nie wytrzymuje... Ta moc jest bardzo skuteczna.
Terra
Oberwałam mocno głazami. Upadłam na ziemię ze zmęczenia jak i również z bólu. Ledwo podczołgałam się do jeziora. Następnie dotknęła tafli wody i zaczęłam leczyć rany. Nie patrzyłam nawet na basiora. Pewnie już odszedł. Rany się długo goiły, jednak po paru minutach mogłam wstać. Tak więc uczyniłam to i odwróciłam się do tyłu. Ku mojemu zdziwieniu wilk nadal tam stał i uważnie się na mnie patrzył. Nie miałam siły już z nim walczyć.
- Zadaj ostatni cios, jak sprawi ci to radość. - Mruknęłam do niego.
Ale czarny wilk cały czas stał w bezruchu. Nie wiem czy był przerażony czy raczej szczęśliwy.
Beren
W moim ciele wybuchła euforia, ponieważ dawno nie walczyłem, a wilczyca? To takie typowe, poprosiła mnie o własną śmierć. Nie mogę jeszcze nie. Spojrzałem na nią, gdy leczyła rany i gdy wstała.
- Przykro mi, lecz nie mogę cię zabić. - Uśmiechnąłem się okrutnie i już postanowiłem odejść.
Terra
Zaczęłam kierować się w jego stronę. Już trochę się uspokoiłam. W końcu się zatrzymałam. Nie chciałam za nim gonić.
- Przynajmniej mógłbyś dobić przeciwnika do omdlenia czy coś, a nie zostawiać go na pastwę losu. - Powiedziałam trochę groźnym tonem.
Jednak basior nawet się nie odwrócił. Chyba nie zamierzał odpowiadać. No cóż... Niektórzy już tacy są. Pewnie zachowa do mnie urazę do końca swojego żywota.
- Phi! - Prychnęłam i odwróciłam się do tyłu.
Miałam nadzieję, że jeśli się spotkamy to mnie nie zaatakuje czy coś. Dzisiaj odniosłam małe rany, ale co będzie następnym razem? Tego nikt nie będzie wiedział. W rozmyślaniu podeszłam do jeziora. Zaczerpnęłam parę łyków wody i spojrzałam w stronę odchodzącego basiora. Widziałam jego rozmazany zarys wilka znikającego w czarnej otchłani. Westchnęłam i obeszłam jezioro. Na drugim brzegu ułożyłam się i zasnęłam.

Terra - Quest#2

Przechadzałam się po lesie w celu treningu. Miałam nadzieję, że trafię na zwierzę, które posiada jakiś żywioł. Tak więc szukałam i szukałam.
- Pewnie jakiś inny wilk dużo tu polował... - mruknęłam do siebie.
Chwilę jeszcze poszukałam, ale niestety nic nie znalazłam. Postanowiłam udać się na Fluvius. Ku mojemu zdziwieniu, znajdowało się tutaj mnóstwo małych niedźwiadków. Ich rodzicielka zapewne odeszła gdzieś na polowanie, więc dobrze się złożyło. Miśki były typu ognistego. Ponownie się zdziwiłam, gdyż tego typu stworzenia łatwo pokonać wodą, a tam znajdował się strumień wody (Dosyć duży). No ale cóż... Skoczyłam na jednego z gromadki. Użył samozapłonu. Odskoczyłam i ochlapałam go wodą. Od razu zgasł. Utworzyłam wir wodny i go tam wrzuciłam. Młody po jakimś czasie się udusił i zdechł. Wyciągnęłam go i zajęłam się pozostałymi. Jednak one okazały się silniejsze. Niedźwiedzie skoczyły na mnie z ogniem. Odniosłam rany; względnie poparzenia. Za pomocą tylnych łap, odepchnęłam je wszystkie. Swoim ciałem zmiażdżyłam ze dwa.
- Na dzisiaj wystarczy. - uśmiechnęłam się sama do siebie i zaciągnęłam w "Kuli Wodnej" zwierzynę do spiżarni. Natomiast sama zjadłam gdzieś leżącą rybę. W końcu, lepsze zostawię dla Avatara.

niedziela, 26 lipca 2015

Terra - Quest#1

Przebudziłam się wczesnym rankiem. Chyba pozostałe wilki należące do Arcanterry jeszcze spały. Nie chciałam im przeszkadzać, więc wybrałam się na spacer do Glacies. Było to miejsce do którego jeszcze nie zaglądałam. Zobaczyłam tutaj piękne śnieżne widoki, ale było tam dziwnie spokojnie. Nie słyszałam żadnych ptaków. Woń innych zwierząt była prawie niewyczuwalna. Coś tu nie grało. Po paru minutach zatrzymałam się. Znienacka usłyszałam lawinę! Zaczęłam uciekać w dół, jednakże siła natury była szybsza. Śnieg zakrył mnie całą. Wydawało mi się, iż zemdlałam. Przebudziłam się na brzegu zamarzniętego jeziora. Powoli wstałam i się wytrzepałam. Lawina była mała, więc miałam tylko parę siniaków i nic po za tym. Czułam jednak nadal chłodny wiatr, który został po zamieci.
- Już chyba nigdy tu nie przyjdę... - Mruknęłam do siebie.
Poczułam głód, a w okolicy nie było dużych jeleni czy dzików, tylko drobne leśne zwierzątka. Były to względnie ptaki, wiewiórki oraz te niedobre zające. Jako iż wiatr przestał wiać, postanowiłam zapolować na dwa ptaki. Akurat obok leżał jeden gołąb, który oberwał przez wichry. Zjadłam go; zostawiłam tylko pióra i kości. Nie mogę powiedzieć, że był smaczny. Ruszyłam w dalszą drogę. Napotkałam gniazdo bażantów. W nim znajdowały się jajka i samica która je ogrzewa. Szybkim ruchem skoczyłam na ptaka. Miałam szczęście, bo matka była wolna. Oderwałam jej łeb i zjadłam wnętrzności. Nie byłam najedzona ale cóż... Po długiej wędrówce natrafiłam na trop i wyszłam z Glacies. Wróciłam do zamku i padłam na ziemię. Potem zasnęłam.

Terra Ginger

Urodziłam się w ubogiej watasze. Moja matka była w niej jedyną waderą z żywiołem Wody. Zgrupowanie (Wataha) te rozpadło się od razu po moim urodzeniu. Przy mnie została tylko rodzicielka. Zawsze myślałam, że jest mądra do czasu, kiedy sprzedała mnie jakiemuś starcowi. W tedy miałam rok. Starzec był wilkiem, który szkolił młode do mordowania wszystkich żywych istot. Hipnotyzował je, za pomocą blasku księżyca uświadomiłam sobie, iż nie chcę tu zmarnować życia. Tak więc uciekłam od starego basiora. Dopiero po trzech latach zagoiły mi się te psychiczne rany. Jakiś czas później postanowiłam odszukać matki. Trwało to rok. Po jej odnalezieniu, nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam czy płakać czy cieszyć się. Dla dobra zostawiłam ją i wyruszyłam w dalszą drogę. Watahy mnie nie akceptowały ze względu na rudo-białe umaszczenie. W końcu jednak odnalazłam dom w którym mogłam być sobą; Była to Arcanterra.

Imię: Terra
Przydomek: Ginger
Wiek: 8 lat
Żywioł: Woda
Stanowisko: Członek

sobota, 25 lipca 2015

Beren - Quest#2

Postanowiłem iść do lasu, ot tak po prostu, z nudy. Dotknąłem miękkiego podłoża lasu i od razu zrobiłem się głodny. Na szczęście przechodziłem obok małej polany; uroczyska sarn. Skradając się, spoglądnąłem spoza liści na sarnę. Była sama a to znaczy idealny łup. Nie czekając dużej skoczyłem na nią... a przynajmniej tak sądziłem dopóki nie zaryłem pyskiem w ziemię. Zaskoczony, ale i wściekły podniosłem się, wypluwając mech i rozejrzałem się; uciekła. Nie ważne... trzeba ją gonić, ma silny zapach. Wyczułem ją i szybko pognałem za sarną. Mignęła mi tuż przed nosem i odbiła na prawo, ale ja nie dałem się zmylić i pobiegłem za nią. Byłem szybki i zacząłem ją doganiać: widziałem jej czujnie postawione uszy i czarne, wielkie wyrażające strach oczy... Ugryzłem ją w szyję a ona zakwiczała jak zarzynany wieprz i oddała ostatni znak buntu w postaci krótkiego wierzgnięcia. Zobaczyłem ją leżącą na ziemi i martwą. Moje serce uspokoiło się i schyliłem się, by wziąć pierwszy kąsek. Usłyszałem, że ta szlachetna Massacre zaniosła już dosyć ze swoich łupów do spiżarni w zamku.

Beren - Quest#1

Gdy wyszedłem z zamku, już wiedziałem gdzie pójdę. Glacies. Śnieżna kraina. Niebezpieczna. Cicha... opustoszała. Idę tam... muszę pomyśleć zastanowić się... nieważne, wybiorę temat, gdy będę w Glacies. Będąc duchem w chmurach, syknąłem, gdy moje łapy dotknęły śniegu, ale poszłem dalej. Zrobiło się zimno a włosy stanęly mi dęba. Nagle wiatr wzdął się a ja uśmiechnąłem. Polubiłem to miejsce. Jest spokojnie i cicho a orzeźwiający wiatr sprzyja rozmyślaniom. Nagle wiatr stał się naprawdę silny i wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałem ze zdziwieniem do góry a potem wiatr sypnął mi śniegiem w oczy. Nie spodobało mi się to, bo wiem co teraz nadchodzi. Zawróciłem, ale wiatr zaczął szastać mną na wszystkie strony a śnieg obsypywał mnie tak, że prawie byłem pagórkiem ze śniegu. Otrzepałem się szybko a zanim śnieg na mnie sypnął wytworzyłem już szczelną tarczę z ziemi i tak wsunąłem się pod skałkę. Wyszedłem spod niej, gdy wiatr ustał i gdy znowu powiał poczułem się orzeźwiony, ponieważ pod tarczą robiło się dosyć duszno. Zadowolony wróciłem do zamku.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Hypnos - Jak żyć bez niej?

Dała życie, lecz i je odebrała. Jedno swoje, za cztery małe, lecz nie... umarłem wraz z nią. Nie, nie mogę umrzeć, bo dała mi to o czym marzyłem, o nich. Słodkie, małe szczenięta, które powinny mi dawać radość życia, lecz nie dawały. Odszedłem wraz z nią, ale muszę wrócić, nie mogę ich tak zostawić. Moja ukochana? Gdzie ty teraz jesteś, bo ja zawsze jestem przy tobie, więc tutaj na tym świecie mnie już nie ma. Nie, nie... muszę tu być z nimi, lecz bez ciebie. Jeśli piekło istnieje, to jest tam, gdzie ciebie nie ma, czyli tu. Czy żyję w piekle? Jak mogę żyć, skoro są tu aniołki. Małe i bezbronne, które mnie potrzebują, lecz ja potrzebuję ciebie...
- Harsharani... Kocham Cię. - wyszeptałem, patrząc w gwieździste niebo, leżąc na balkonie i przytulając moje kłębuszki.
Nowsze Starsze Home