Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

czwartek, 25 czerwca 2015

Beren - Nowe tereny

Parę minut temu wybiegłem ze świata brązowej, gołej ziemii, by zanurzyć się w wściekle zielonym iglastym lesie. W nozdrza uderzył mnie ciężki zapach żywicy i martwych igieł. Skrzywiłem się i rozejrzałem się po lesie z nienawiścią. W takim lesie mieszkało nasza "wataha". Przeze mnie ta puszcza przyjęła odór ulatującego życia dopóki nasz wspaniały i szlachetny "alfa" mnie nie wyrzucił tydzień temu. Mówił, że zagrażam harmonii, spokojowi w watasze..., że łamię zasady.... niszczę hierarchię... Szkoda, że zauważył to dopiero wtedy kiedy jego wadera, Arya, się "zatruła", szkoda, że nie zauważył tego, gdy umarły moje pierwsze ofiary. Ale teraz jestem wolny. Przebiegłem las jak najszybciej i znalazłem się na zielonej łące... jakież to nudne. Dopóki nie zauważyłem białej plamki na zielonym tle. Zmrużyłem oczy i zauważyłem, że to inny wilk. Zdziwiony, ale jak zawsze opanowany, podszedłem do niego. Co ma być to będzie.
Będąc parę metrów od niego stworzyłem kulę z ziemi naokoło mnie, zjeżyłem sierść i obnażyłem kły. Z bliska ten basior wyglądał potężniej...
Zacząłem mu się przyglądać, lecz popełniłem błąd. Z powodu mojej koncentracji na samej osobie wilka moja tarcza opadła a ja w końcu zobaczyłem. Uśmiechnąłem się drwiąco i patrząc na niego okrążyłem go z prawej, ale zaraz przystanąłem i stwierdziłem:
- A oto nasz nowy avatar. - Sam nie wiem dlaczego, ale poczułem się szczęśliwy i uśmiechnąłem się. Szczerze, prawdziwie...
Hypnos
Ostatnio coraz częściej myślę o mnie i o niej, a także o nas. Dokładniej po głowie chodzi mi założenie z nią rodziny, może jakieś wesele? Byłoby cudownie, lecz co jeśli się nie zgodzi? Nie, to nie możliwe. Kocha mnie tak samo jak i ja ją, więc to będzie najlepsza chwila w naszym życiu, lecz dam jej jeszcze czas. Nie mogę się narzucać ze wszystkim. Najpierw szczenięta czy ślub? Oczywiście, że ślub... a co jeśli będzie odwrotnie? Czy wtedy poproszenie jej o łapę nie będzie zbyt nachalne?
Z zamyśleń wyrwał mnie czyjś głos - czarny basior. Czy ja go czasem nie widziałem? Możliwe... dużo wilków przychodzi do zamku i odchodzi.
- Fakt, jestem nim, ale wolałbym gdybyś mówił do mnie po prostu Hypnos. - odpowiedziałem obojętnie.
Beren
Basior w końcu się odezwał. Nasz avatar nazywa się Hypnos i prosi bym go tak NAZYWAŁ... Nie rozumiem tego. Spojrzałem na wilka tak jakbym go widział pierwszy raz z zainteresowaniem. Potem powróciłem myślami do przeszłości i odkryłem, że biały wilk był wcześniej nieobecny duchem tak, że nie zauważył nawet mojej ochrony, dopiero mój głos wyrwał go z zamyślenia. Co go tak zajmowało? Raczej nie jego wielka wataha bo tereny to były, no cóż... puste. Co najważniejsze powiedział to obojętnym głosem, choć nie byłem najmilszy. On... Spojrzałem na niego znów mrużąc oczy. Był trochę zmartwiony, jakby miał jakieś wątpliwości, lecz na jego pysku widniał lekki uśmiech. W moim ciele wezbrał się śmiech. Avatar się zakochał. Ciekawie w kim? Mam nadzieję, że w kimś znaczącym, jak już ma rządzić. A na pewno nie chcę, by powtórzyła się sytuacja z mojego dzieciństwa... Przemilczając jego odpowiedź, ale odnotowując ją w pamięci, zapytałem:
- Zakochałeś się? - Nie będę mu oddawać mu hołdu, ni należytego szacunku. Taki jestem.
Hypnos
Czarny nie wydawał mi się przyjaźnie nastawiony, lecz negatywnie też nie. Był taki... zwykły, normalny, obojętny. Tak, obojętny a jednak nie do końca. Mogę stwierdzić, że jest on tajemniczy, tak, właśnie taki on jest.
- Owszem. - odparłem bezbarwnie. - Najpiękniejsza w naszej krainie, bogini ziemi, która trenuje każdego poranka na plaży swoje moce magiczne. Niezwykła, zabawna i urocza. Jest wszystkim dla mnie. - mówiłem, patrząc przed siebie i wyobrażając sobie Harsharani. Czarny basior nie będzie wiedział o kogo chodzi, jestem tego pewien. Skoro ja go nie znam, to Harsha tym bardziej go nie zna, a jeśli ona go nie zna, to on jej także. W ogóle jak on ma na imię? - Jak ci na imię czarny przyjacielu? - zapytałem, spoglądając na niego.
Beren
Avatar nazwał mnie przyjacielem... cóż za ironia losu. Słyszałem opowieści o poprzednim avatarze... A ten tutaj nazywał swoich podwładnych przyjaciółmi... A ta wojowniczka ziemi? Urocza, zabawna... On naprawdę jest zakochany po uszy. To takie żałosne co miłość może zrobić z wilkiem.
- Nie mamy przyjaciół. - Stwierdziłem chłodno. Po tym zdaniu nastąpiła cisza, w której zastanawiałem się nad dalszym krokiem. Może to naprawdę głupie zdanie, ale przynajmniej nie powiedziałem, że nie jestem nikogo przyjacielem lub coś gorszego... ale i tak nie było perfekcyjnie. Basior nie poddawał mnie szczegółowej analizie, tak jak ja jestem przyzwyczajony robić, tylko zerkał na mnie z obojętnością. Dobra, wyjawię mu łaskawie moje imię, bo on mi powiedział swoje...
- Beren. Miło mi. - Powiedziałem tonem, który oznaczał, że w ogóle nie było mi miło. Jaki będzie następny ruch basiora?
Hypnos
Co on miał na myśli mówiąc, że nie mamy przyjaciół? Każdy ma jakiegoś przyjaciela. Może on jest inny? Co jeśli mówi tak tylko dlatego, że czuje się samotnie? Może jego przeszłość nie była usłana różami i teraz jest taki nieufny do każdego? Pomogę mu. - Każdy ma przyjaciół. - odparłem na jego negatywne stwierdzenie.
- Miło mi cię poznać, Beren. - uśmiechnąłem się lekko, chcąc pokazać mu, że nie jestem jego wrogiem, tylko przyjacielem. Jego ton i zachowanie stawały się coraz bardziej negatywne, czego nie chciałem. Nie wiedziałem też dlaczego tak się dzieje...
Beren
Potrzebowałem trochę, by przetrawić wypowiedzi Hypnosa. "Każdy ma przyjaciela". Może myliłem się w stosunku do niego, ale ja nie pozyskałem ani przyjaznych spojrzeń, ni dobrej reputacji... od początku. Dla mnie każdy to wróg a ja jestem wrogiem dla każdego. Moje serce jest zgniłe, a gdy coś umarło nie da się tego uleczyć. Spojrzałem na wilka. Ma w sobie dobro, które jest ukryte pod maską obojętności i próbuje mnie zaprowadzić na, w jego mniemaniu, "dobrą" drogę, ale ja złożyłem przysięgę zemsty na moim dzieciństwie. Sam obrałem drogę, z której nie da się wrócić. Muszę iść dalej, dążyć do krwawego celu, który sam sobie wyznaczyłem. Postanowiłem wyprowadzić basiora z błędu.
- Nie sądzę. - oznajmiłem. Nadzieja to tylko iluzja, pod którą kryje się kłamstwo.
Hypnos
Coraz bardziej uważałem go za istotę pokrzywdzoną przez los, tak się zachowywał i wypowiadał. Widać też było, że nie chce tego zmieniać, uparł się jak osioł, że będzie tak jak jest i tego zmienić się nie da. To nie prawda, wszystko da się zmienić jeśli tylko tego chcemy, gorzej jeśli nie chcemy. Taki właśnie był czarny basior, nastawiony do wszystkich negatywnie, lecz ja wiem, że jest inny, w końcu jeszcze mnie nie zaatakował.
- Bo nie chcesz sądzić, prawda? - zapytałem bezbarwnym tonem głosu, patrząc na niego z lekkim smutkiem, którego można było nie zauważyć.
Beren
Słowa basiora, wyrządziły mi krzywdę, zdenerwowały. Nie wiem, być może trafił mnie w czuły punkt... Ech, sam siebie nie znam, mam wrażenie, że coś się kryje. Zirytowałem się... Nie wiedziałem co powiedzieć, byłem bezradny pierwszy raz od mojego urodzenia. Zdenerwowany obnażyłem kły, sierść mi się zjeżyła; przygotowałem się do ataku, ale byłem niepewny.
Hypnos
A więc trafiłem w jego czuły punkt, tak mogłem sądzić, gdyż basior nie udzielił mi żadnej odpowiedzi. Jedynie obnażył swe kły i był gotów do ataku, którego i tak nie wykona. Byłem tego pewny, tak samo jak i on. Sytuacja oczywiście mogła się zmienić z minuty na minutę, gdyż był on też... nieprzewidywalny. - Nie będę z tobą walczyć mój kolego. - odparłem spokojnie, po czym odwróciłem się zamierzając odejść. - Jak i nie będę rozmawiać, gdy gniew tobą rządzi. - zatrzymałem się na chwilę, po czym odwróciłem głowę w jego kierunku, by wypowiedzieć te słowa a następnie odejść. Jego pozycja nie zmieniła się, nadal był wrogo nastawiony. Nie wiem co chce mi przekazać, ale poczekam aż ochłonie. 

środa, 24 czerwca 2015

Beren Irision

Wszystko się zaczęło. Moja matka, Iris, mnie urodziła. Moje pierwsze dni w watasze nie były najlepsze. Najniżej w hierarchii przez matkę, która poszła w tany ze znachorem. Ojciec nie chciał mnie znać. Zacząłem walczyć z innymi na śmierć i życie nie mogąc znieść więcej obelg i szyderstw. A gdy zacząłem się wybijać z tłumu szaraków alfa mnie wyrzucił. "Przez przypadek' - te słowa ciążyły na mnie przez całą młodość. Urodziłem się przez przypadek. A oni odpłacą mi się, przestaną to powtarzać. Zamilknął na zawsze.

Imię: Beren
Przydomek: Irision
Wiek: 3
Żywioł: Ziemia
Stanowisko: Członek

sobota, 20 czerwca 2015

Massacre - Myślistwo (3)

Światła świec rozmazywały się na zimnych kamieniach złocistymi plamami. Podeszłam do małego okna z kratami w środku i wyjrzałam za nie. Mżyło i był wieczór. Wtem zaburczało mi w brzuchu zwiastując nagłą potrzebę zjedzenia czegoś... Postanowiłam zapolować. Nie będę na łasce avatara. Poradzę sobie sama.
Wyszłam na dwór. Maleńkie, zimne kropelki osadzały się na futrze, tworząc wokół mnie migotliwą poświatę. Podmuch chłodnego wiatru szarpnął mym białym jak śnieg futrem. Zadygotałam lekko z zimna. Wypuściłam parę z ust, która zawirowała w powietrzu. Było ciemno. Zionęłam lekko ogniem by oświetlić sobie drogę. Uważałam, by nie podpalić jakiegoś krzaka, czy drzewa. Spacerując po mrocznym lesie, rozglądałam się dookoła, by upatrzyć potencjalną ofiarę. Wtem usłyszałam ciężkie kroki idące jednostajnie za mną. Odwróciłam się szybko i ujrzałam duże zwierzę o wysokości co najmniej 100 cm. Dzik parsknął, wypuszczając mały kłąb pary wodnej. Postanowiłam, że to będzie moja zdobycz. Bestia najwyraźniej wyczuła, że zostanie zaatakowana, więc utworzyła wokół siebie wodny krąg. Dzik wody? Kurwa, wyzwanie przyjęte. Uśmiechnęłam się podstępnie pod nosem. Zapłonęłam, a wokół mnie pojawiły się małe, cienkie igły z ognia. Rzuciłam się na zwierzę wgryzając mu się w kark. Dzik z łatwością przeturlał się na bok, przygniatając mnie ciężarem swojego ciała. Jęknęłam, czułam, że mam coś łapą, która była najbardziej narażona na tego typu atak. Kuśtykając dmuchnęłam na dzika ogniem. Zakwiczał rozwścieczony. Zaczął biec na mnie z wielką szybkością. Odskoczyłam zręcznie w bok unikając śmiertelnego ciosu. Jednak zawadził kłami o moją tylną nogę. Ze wściekłości obnażyłam zęby i zapomniałam o chłodzie. Zapłonęłam żywym ogniem, wysokim na paręnaście centymetrów. Zawarczałam i skoczyłam wysoko do góry. Kiedy znalazłam się ku górze spadłam na dzika z zawrotną prędkością. Był to ostatni cios mój i mojej ofiary. Wieprz zakwiczał i wydał z siebie ostatnie tchnienie, po czym padł martwy. Zadowolona z siebie wolno powłóczyłam się do spiżarni.

Massacre - Myślistwo (2)

Kolejna pora na polowanie. Nie byłam zbytnio głodna, lecz gdy teraz coś upoluję, będzie na potem... Szłam powoli, w końcu się nie spieszyłam. Przebierając łapą za łapą, zastanawiałam się nad moim snem w którym nadane zostało mi moje imię... a co jeśli to wcale nie był sen? Po krótkich rozmyślaniach dotarłam na małą, słoneczną polanę. Ugh! Jak ja nienawidzę słońca! Wtem, moim oczom ukazał się piękny jeleń, za nim chodził krok w krok młody jelonek.
- Pani Jeleniowa... - mruknęłam. Przeniosłam wzrok na jej dziecko. - Hm... jej chyba nie uda mi się zabić. Zbyt szybka jest, za to jej synka na pewno uda mi się zabić!- zaśmiałam się psychopatycznie. Ruszyłam na około by zajść młode od tyłu. Gdy jego matka spokojnie skubała trawę, pochwyciłam cicho jej syna, które wiadomo, wierzgało kopytami, ale dałam sobie z nim radę, gdy przegryzłam mu krtań, dodatkowo wypalając ją nieco. Gdy łania zwróciła na mnie uwagę, zaczęłam jak najszybciej uciekać. Goniła mnie przez dobre pół drogi do zamku. Nigdy tego nie zapomnę. A ze skóry jej dziecka, będzie miękka kołdra.

Massacre - Myślistwo (1)

Coś zaburczało.
- Ech - złapałam się kurczowo za brzuch, który domagał się jedzenia. - Już... - powiedziałam znudzona po czym nie zastanawiając się długo, pobiegłam do Lasu, by zapolować na małego zająca. Gdy wreszcie zauważyłam moją zdobycz, zakradłam się i lekko nagięłam ciało oraz łapy, by przygotować się do skoku. Odczekałam chwilę i niczym sprężyna wystrzeliłam w powietrze na szarego zwierzaka. Szarak przestraszył się i zaczął uciekać. Ruszyłam za nim w pogoń. Chcąc go szybciej zabić, co chwilę robiłam mu ogniste przeszkody, lecz z niewyobrażalną zwinnością omijał je. Wtem zobaczyłam, że ten cholerny zając zaczął rzucać we mnie ognistymi kulkami!
- Kurwa! - zaklęłam pod nosem.
W końcu złapałam małego uciekiniera, lecz gdy tylko lekko rozłożyłam łapy, on znów uciekł.
- Cholerna szuja! - krzyknęłam podirytowana.
Ze złości walnęłam łapą w zieloną trawę, a za królikiem wyruszyła w pogoń ognista prosta. Uśmiechnęłam się triumfalnie i podeszłam do mojego obiadu. Królik ledwie oddychał, a ja byłam gotowa na finalny akt. Z szybkością zatopiłam kły w jego miękkim gardle i rozkoszowałam się spływającą po mojej brodzie ciepłą krew. Pobiegłam truchtem do spiżarni. W końcu jak jesteś w watasze, to niestety, ale nie możesz myśleć tylko o siebie, nie?

Hypnos - Sprawiedliwość (2)

Spacerowałem dzisiaj samotnie, rozmyślając o Harsharani. Pójść do niej czy nie pójść? Nie chcę się narzucać, nie mogę codziennie z rana do niej przychodzić. Jestem avatarem i co jeśli ona mnie właśnie tak traktuje? Nie mówi nic, bowiem nikt nie chce się sprzeciwiać władcy. W takim razie nie chcę być władcą, nie takim. Chciałbym być zwykłym wilkiem...
Nagle usłyszałem jakieś krzyki. Rozejrzałem się dookoła, lecz nikogo nie widziałem. Postanowiłem się wsłuchać i podążać za hałasem, by w końcu dotrzeć do nich. Dwie sroki kłóciły się o błyskotkę, standard.
- Przepraszam, że przeszkadzam. - oznajmiłem spokojnym i łagodnym tonem głosu by ich nie spłoszyć.
- Czego chcesz!? - krzyknęła jedna, machając skrzydłami i ochraniając przedmiot przed tą drugą.
- Pomóc. - powiedziałem.
- Złodziejka! Ukradła mi szmaragd! - wrzasnęła druga, okładając przeciwniczkę skrzydłami.
- Ty go ukradłaś! Złodziejka! - krzyknęła, oddając tamtej serię ciosów.
Wiedziałem, że się nie dogadamy. To są sroki, dla błyskotek zrobią wszystko. Warknąłem na nie, a te odleciały i usiadły na gałęzi, krzycząc cały czas, że to teraz ja jestem złodziejem i chcę im ukraść klejnot. Użyłem magii ziemi i zamknąłem szmaragd w dość sporym ziemnym pudełku.
- Proszę, klejnot jest tej, która go wydostanie. - odparłem ze spokojem. Byłem pewny, że go nie wyciągną, nie mają magii - gdyby ją miały, dawno by się pozabijały, używając jej. Tak będzie sprawiedliwie... jeśli żadna go nie dostanie.

Hypnos - Sprawiedliwość (1)

Spacerując po pięknych terenach Luminosum i zachwycając się jego pięknem, napotkałem dwa łabędzie. Początkowo myślałem, że jest to samiec z samicą i po prostu okazują sobie uczucia, pływając po krystalicznie czystym jeziorze, lecz myliłem się. Podszedłem bliżej i wszystko stało się jasne.
- To moje! - krzyknął jeden, uderzając drugiego skrzydłem.
- Ja pierwszy to zobaczyłem! - odpowiedział drugi, broniąc się przed atakiem.
- Witam. Czy mogę wam pomóc? - nie wiedząc o co chodzi, po prostu wtrąciłem się.
- Ten kryształ jest mój! - wrzasnął jeden, uderzając skrzydłami o wodę.
- Mój! - odparł drugi. Widać było, że zależało im na tym krysztale, który znajdował się pod taflą, krystalicznie czystej wody i mienił się na niebiesko.
Samce nie słuchali mnie w ogóle, nawet nie zwrócili na mnie uwagi, więc bez większego namysłu za pomocą magii wody, wyciągnąłem kryształ i zabrałem go i odszedłem. Wtedy dopiero byli oburzeni. Wyszli z wody i zaczęli krzyczeć do mnie "To moje! Złodziej!".
- Widząc waszą niezgodę, sprawiedliwie będzie jeśli to ja wezmę przedmiot. - oznajmiłem ze spokojem, po czym przegoniłem dwa natrętne ptaki za pomocą magii ognia. Natomiast kryształ zaniosłem do komnaty znachorskiej.

niedziela, 14 czerwca 2015

Massacre de la Noche

Wieczór. Z trudem przełykałam łzy...Na zewnątrz szalała potworna burza. Deszcz lał się z chmur długimi strumieniami. Zamartwiałam się. Wczorajsze spotkanie z generałem mojego klanu zakończyło się fiaskiem. Postanowił on, że wyśle nasze wojska na północ, by sterroryzować klan Wody - Udu, od tyłu... Shah Rhuh Khan I poparł jego decyzję, tym samym skazując nas na porażkę... Od początku wiedziałam, że ta decyzja nie była najlepszą... Klan Udu nie był tym jednym z tych najsłabszych klanów w naszej krainie. Wiedziałam, że ta wojna nie zakończy się naszym zwycięstwem. Zawsze szanowałam naszego Generała, był on moim mentorem. Nauczył mnie wiele przydatnych rzeczy, min. strategii i sztuki dowodzenia, oraz walki wręcz. W moim klanie nie było słowo sprzeciwu... I wczoraj doskonale się o tym przekonałam...

- Nie możesz ich tam wysłać! Skazujesz ich na pewną śmierć! - wykrzyczałam przez łzy.
- Będę robił to co słuszne... I nie będziesz mi się tu cholera wtrącać! - wrzasnął Aram.
- Ale... ale... proszę... nie... Tam są moi rodzice! - ledwie wydukałam przez łzy.
- Co z tego? Przynajmniej zginą z honorem... - powiedział bez żadnych uczuć w głosie.
Nie poznawałam go... Wczoraj był jeszcze bardziej przyjazny, a teraz, teraz to prawdziwy demon. Nie chciałam by moi rodzice szli tam, na pewną śmierć... Wtedy wskoczyłam na mapę i rozwaliłam wszelakie kawałki drewna, odgrywające swoją role jako nasze wojska, lub nieprzyjaciela. Zaczęłam przemawiać oficjalnym, nieco szorstkim tonem:
- Słuchajcie, jeżeli wyślemy tam nasze wojska, bitwa zakończy się naszą klęską. Klan Uke ma do dyspozycji zaprzyjaźnione gryfy, które z łatwością rozerwą nasze wojska na strzępy... Strategia "od tyłu" jest najpopularniejsza i dlatego na pewno będą przygotowani na taki atak. Myślę, że moglibyśmy wysłać część wojsk od lewej strony i od przodu, wtedy będziemy mieli trochę czasu by zrobić coś z gryfami... -
- Dość! - przerwał mi Aram.
Spojrzałam na niego zdezorientowana, zanim zdążyłam otworzyć usta, chlasnął mnie pazurami po twarzy. Upadłam na ziemię z głuchym łomotem. Z mojego rozszarpanego pyska sączyła się szkarłatna ciecz. Spojrzałam na niego niepewnie po czym próbowałam wstać, lecz przycisnął mnie mocniej do ziemi. Wydałam z siebie zduszony jęk.
- A więc wróćmy do naszej strategii Aramie - rzekł nasz wódz - Shah Rhuh Khan I.
- Ale wy... nie.. możecie... - wtedy poczułam jak ktoś łapie mnie za barki i bierze do groty lekarskiej. Wtedy dałam upust zamykającym się powiekom...

Magowie wody zaskoczyli nas posyłając na nas ogromną falę tsunami. Stoję tu, czekająca na jej przyjście i ubrana w żelazną zbroję, bełkocząca niezrozumiałe słowa. Mój oddech jest płytki, jakby nikły. Moje źrenice były rozszerzone na prawie całe oko... Przed chwilą zabiłam zastępcę wodza klanu Uke, jego krew wciąż była na moim odzieniu. Nie mogłam otrząsnąć się z szoku. Wtem poczułam silne uderzenie w głowę. Upadłam z wielkiego głazu na małe, ostre skały. Przenikliwe łamanie kości przeszyło całe moje ciało. Zamknęłam oczy chcąc już jak najszybciej odejść z tego świata...
Wtedy z nad mojej głowy dobiegł głos wodza klanu Wody - Altaira:
- Isadoro...
"Ciągle słyszę twój głos, gdy śpisz obok mnie
Ciągle czuję twój dotyk w moim śnie.
Wybacz mi mą słabość, ale nie wiem dlaczego.
Bez ciebie trudno jest przetrwać."
-
Poczułam rwący ból w prawej nodze idący wzdłuż brzucha, ciepła krew spływała po moich umięśnionych łapach... Kątem oka widziałam jak on sam wbija sobie nóż w krtań.

Wtem oślepiło mnie białe światło... Mogłam wstać więc szłam prosto, do białego basiora, który nagle mi się objawił... Zwał się Carster, zabrał mnie do pięknej, wyłożonej płatkami różnych kwiatów altany, gdzie powiedział, niezwykle melodyjnym głosem:
- To jeszcze nie czas... Od teraz jesteś Massacre de la Noche. Wadera stworzona do zabijania, nauczona do perfekcji sztuki przetrwania i sztuk walk... - mówiąc to zrobił dziwny znak na moim czole.

Obudziłam się cała spocona, lecz nie przeszkadzało mi to w zwiedzeniu miejsca, w którym się znalazłam. Mianowicie był to wielki, średniowieczny zamek.Po krótkim dojściu do siebie, przyjęłam imię- Massacre de la Noche...

Imię: Massacre
Przydomek: de la Noche
Wiek: 3
Żywioł: Ogień
Stanowisko: Członek

środa, 10 czerwca 2015

Hypnos - Jesteś mi bliska

Od kilku miesięcy coraz częściej widuję się z magiem Ziemi - Harsharani. Jej imię ciągle siedzi w mojej głowie a jej obraz pojawia się za każdym razem, gdy tylko zamknę oczy. Zmienia mnie, codziennie zmienia mnie na lepsze. To dzięki niej się śmieje, uśmiecham i po prostu żyje. Ona jest jak dziecko, wiecznie szczęśliwe szczenię, rozsiewające wokół radość.
Rano, po śniadaniu, wybiegłem z zamku szczęśliwy. Wiedziałem, że ją spotkam na plaży, to było jej ulubione miejsce. Uwielbiała tam przebywać, bowiem szum fal ją uspokajał i sprzyjał ćwiczeniom, których nie potrafiła sobie odmówić.
- Witaj! - krzyknąłem, gdy tylko dostrzegłem ją w oddali. Oh, przy niej mocniej bije mi serce.
Harsharani
Rano wybrałam się do spiżarni po coś do jedzenia a następnie udałam się na plażę. Wiadomo, trzeba poćwiczyć. Uwielbiam swoją magię i cieszę się, że ją mam, bowiem nie każdy może ją posiadać. Niektóre istoty nie mają magii, to smutne, ale nic z tym nie da się zrobić. Słyszałam, że avatar jest w stanie odebrać wilkowi jego moc. Nie chciałabym być tym wilkiem, nie przeżyłabym bez moich zdolności.
Nagle do moich uszu dobiegł ten głos, który słyszę codziennie. Tak, bardzo zaprzyjaźniłam się z Hypnosem i nie powiem, jest bardzo miły. Czasami bywa zbyt zimny i bezuczuciowy, ale wiem, że nie jest taki naprawdę.
- Hypnos! - krzyknęłam radośnie i podbiegłam do wilka, po czym wtuliłam się w jego sierść. - Już myślałam, że nie przyjdziesz! - zaśmiałam się.
- Ja? Do ciebie nie przyjść to grzech. - również się uśmiechnął, co bardzo rzadko się zdarza.
- To miłe. - uśmiechnęłam się, spoglądając mu w oczy.
Hypnos
Postanowiłem jej powiedzieć to co czuję. Nie znamy się przecież kilka dni, dla mnie ten cały czas, który z nią spędziłem jest wystarczający. Nawet jeśli ona nie jest gotowa, to mogę nadal być tylko przyjacielem. Nie chcę jej stracić, lecz zyskać. Co złego jest w miłości?
- Wiesz Harsharani. Kocham Cię. - powiedziałem patrząc w jej piękne oczy. Zobaczyłem w nich coś, czego oczekiwałem, lecz czy taka jest prawda? Może po prostu to iluzja i widzę to, co chcę widzieć? Nie wiem.
Harsharani
Kocha mnie? Ale jak to? Nigdy bym się tego po nim nie spodziewała. Może to dlatego, że zawsze jest taki tajemniczy, zimny i obojętny? Nie, przecież przy mnie zachowuje się inaczej, jest taki radosny. Czemu ja tego nie zauważyłam? Jaka ja jestem głupia, ale szczęśliwa. Kocha mnie, tak samo jak i ja jego kocham. Wtuliłam się w jego śnieżnobiałą sierść.
- Ja ciebie też kocham. - wyszeptałam. - Czyli jesteśmy parą, tak? - spojrzałam w jego oczy, słodko się uśmiechając. Wiedziałam, że on to lubi, często komplementował mój uśmiech, zwłaszcza ten uroczy i niewinny.
Hypnos
Wiedziałem, że mnie kocha. Czułem to całym sobą, gdy przebywałem w jej towarzystwie. Była taka radosna, niewinna i urocza, bardzo urocza. Jedyna i niepowtarzalna, idealna wręcz a teraz? Moja i tylko moja. Dam jej wszystko co najlepsze, jej i naszym szczeniętom, gdy tylko zechce być matką. Nie będę jej do niczego zmuszać, sama musi zdecydować, bo chcę by była szczęśliwa.
- Tak, jesteśmy. - przytuliłem ją do siebie. - Dam ci wszystko co najlepsze. - wyszeptałem do jej uszka. 

wtorek, 2 czerwca 2015

Hypnos - Witaj

O poranku postanowiłem wybrać się na plażę, by pospacerować i pomyśleć. Jestem już stary, a nadal nikogo nie mam. Oh, jak ja chciałbym mieć szczenięta - przyszłych magów wody. Byłoby tak pięknie...
Od myśli oderwałem się dopiero wtedy, kiedy zobaczyłem ją. Piękną, srebrno-brązową waderę, która ćwiczyła swoje ziemne moce. Robiła kuleczki, po czym rzucała nimi w morze. Usiadłem i przypatrywałem jej się przez chwilę, po czym sam stworzyłem dwie kulki. Oh, jak ślicznie wyglądała, taka zdezorientowana.
- To twoje!? - krzyknęła z oddali, kiedy w końcu dostrzegła mnie i przybiegła.
- Owszem. - oznajmiłem i uśmiechnąłem się do niej. - Czy przeszkadzam? - zapytałem, mając nadzieję, że uda mi się zaprosić ją na spacer.
Harsharani
Postanowiłam wybrać się dzisiaj na plażę, lubię wodę i przy niej najprzyjemniej mi się ćwiczy. Trening czyni mistrza i nie można go zaniedbywać, tak mi powtarzali rodzice... zanim zmarli. Smutno mi bez nich, jestem samotna, nie mam nikogo a lata lecą i lecą. Coraz bardziej doskwiera mi samotność i tęsknota. Przez to wszystko mam ochotę popełnić samobójstwo...
Nagle coś się stało, myślałam, że jestem tutaj sama i nikt nie widzi jak ćwiczę, lecz kiedy tak znikąd zobaczyłam dwie ziemne kule, zaczęłam się rozglądać. Nie były moje, to było pewne. Jest tu jakiś mag ziemi? Tak dawno ich nie widziałam...
Zauważyłam białego samca. Od razu krzyknęłam i pobiegłam do niego... moje zachowanie nie było idealne, ale za bardzo się podekscytowałam. Brakowało mi kogoś do rozmów...
- Oczywiście, że nie. - oznajmiłam i uśmiechnęłam się do niego. - Jesteś magiem ziemi? - zapytałam z zaciekawieniem i nadzieją, chociaż to było pewne. Nikogo poza mną i nim tutaj nie było.
Hypnos
- Nie tylko. - odparłem z uśmiechem. Nie chciałem się chwalić, co mogło na to wyglądać, ale kłamać również nie chciałem. Ton mojego głosu powinien to idealnie rozegrać.
- Oh, panie. - wadera od razu skierowała wzrok na ziemię i ukłoniła się przede mną. Nie lubiłem tego, jestem przecież zwykłym wilkiem, tak jak i ona. Nie zasługuję na szczególne traktowanie, przecież to, że posiadam moc czterech żywiołów, nie zależy ode mnie.
- Wstań. - wadera podniosła się, lecz nadal unikała kontaktu wzrokowego. - Jestem takim samym wilkiem jak ty. Ranisz mnie swoim zachowaniem. - odparłem smutnym tonem głosu. Tak, rani mnie tym. Przez takich jak ona, nie mam możliwości na prawdziwą przyjaźń czy miłość.
Harsharani
- Przepraszam. - odparłam z opuszczoną głową. Nie chciałam go ranić, ale nie wiedziałam jaki on jest. Poprzedni avatar był okropny i zapewne zabiłby mnie za brak szacunku. Ten natomiast był inny, miły i uroczy, jednak cały czas mam obawy co do niego. Nie wiedziałam jak mam się przy nim zachowywać, to dziwne. Tak wielki wilk jak on, stoi tu i ze mną rozmawia, tak po prostu rozmawia... nie używa wyszukanych słów, nie jest arogancki, taki normalny. Taki jak ja.
Hypnos
Obserwując waderę dokładniej, mogłem się domyślić, że teraz jest jej głupio. Nie wiedziała jak się zachować, było to po niej widać, a ja zachowałem się jak matoł. Po moich słowach mogła poczuć się jeszcze bardziej źle, a tego nie chciałem. Wiem, jestem avatarem i wiem jaki był mój poprzednik, miała prawo do tego, by tak postąpić. Tego oczekiwałby tamten.
- Przeprosić to ja muszę, skąd mogłaś wiedzieć. Nie powinienem tak mówić. W ramach przeprosin zapraszam na spacer po plaży. - oznajmiłem spokojnym tonem głosu, który mógłby też podchodzić pod obojętny. Jednak mam swoje lata, w życiu nic nie dało mi radości, dlatego do wszystkiego podchodzę obojętnie.
Harsharani
On mnie przeprasza? Przecież jest avatarem, nie musi. Stop, przestań się tak zachowywać! On chce byś traktowała go jak normalnego wilka, więc tak go traktuj. Nie, nie mogę. To zbyt trudne, wiedząc, że to ten jedyny, ten najważniejszy w całym królestwie. Oh, boję się, że go zezłoszczę, że nie dam mu tego, czego oczekuje a on po prostu chce, bym była sobą. Czy bycie sobą jest aż tak trudne? To dziwne.
- Chętnie. - odparłam z nieśmiałym uśmieszkiem. Nie wiedziałam jak się zachować, czego oczekiwać. Bałam się tego spaceru, dreszczyk emocji sprawiał, że moje serce biło szybciej niż zwykle. Stop! Harsha pamiętaj, że to jest zwykły wilk, zwykły... pamiętaj.
Hypnos
Ucieszyłem się, kiedy przyjęła moją propozycję, przynajmniej tak to mogę powiedzieć, bo widać tego po mnie wcale nie było. Równie dobrze mogła się zgodzić ze względu, że avatarowi się nie odmawia. Proste.
Spacerowaliśmy po plaży dość długo, na początku było sztywno, wiedziałam, że jest spięta a ja? Zachowywałem się tak, jakby mi nie zależało na jej poznaniu a cholernie mi zależało. Jak mogłem więc to zmienić? By pokazać, że chce ją poznać, że to dla mnie ważne? Trudno tak, po wielu latach wojen i konfliktów, spokoju... zmienić się.
Z czasem, im więcej spacerowaliśmy tym nasze relacje były luźniejsze... nawet się śmiałem. Nie raz, nie dwa, śmiałem się tak jak nigdy. Wiedziałem, że na jednym spotkaniu się nie skończy. Czuję, że ten dzień będzie początkiem zmian w moim życiu.

Harsharani Beau

Urodziłam się jeszcze za czasów terroru magów ognia. Wtedy to moje plemię ciężko pracowało dla nich, przy wznoszeniu ogromnych ziemnych budowli. Rodzice byli magami ziemi, tak samo jak ja i moje rodzeństwo. Siostra Hermiona została zabita, a brat Heros uciekł i ślad po nim zaginął. Wkrótce po nich zmarli moi rodzice, ze starości i wycieńczenia. Nie miałam nikogo, uciekłam. Czekałam na czasy, kiedy nie będę musiała się ukrywać... aż w końcu avatar powrócił.

Imię: Harsharani
Przydomek: Beau
Wiek: 9
Żywioł: Ziemia
Stanowisko: Członek

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Hypnos the White

Moja matka, jak i ojciec byli zwykłymi wilkami, nie posiadającymi najmniejszych zdolności magicznych. Ich przodkowie natomiast byli magami wody, niestety zostali zamordowani, tak jak i każdy kto władał tym żywiołem. Los jednak chciał inaczej, pozwolił uciec nielicznym... w prawdzie większość uciekinierów nie posiadała żywiołu, lecz w ich żyłach płynęła niebieska krew. To sprawiało, że nie tracili nadziei na powrót avatara, który miał przywrócić spokój i powstrzymać terror magów ognia.
Z czasem nadzieja gasła, stary avatar zginął a nowego wciąż nie było, tak samo jak i wilków władających wodą. W końcu, po 50 latach podtrzymywania gatunku, narodziłem się, przywróciłem spokój i złączyłem wszystkie krainy.

Imię: Hypnos
Przydomek: the White
Wiek: 10
Żywioł: Avatar
Stanowisko: Avatar

To, czego boimy się najbardziej, jest z reguły tym, co właśnie powinniśmy zrobić. - Ralph W. Emerson

Cztery żywioły, lecz tylko jeden władał nimi wszystkimi - był on zwany Avatarem. Los całego świata był w jego łapach, to on miał nieść pokój i dbać o harmonię na Arcanasie.
Niestety... nastały czasy, kiedy krainą władał zły władca - Aeternus. Posiadał niezwykłą moc, niezwykłe królestwo, lecz było mu tego mało. Po jego śmierci kolejny władca czterech żywiołów miał narodzić się z wadery, która nosiła wodne znamię. Pan ciemności wkroczył ze swoją armią i wymordował wszystkich, całe plemię wody, by tym samym sprawić, że czasy Avatarów znikną, a on będzie znany jako ten ostatni.
Jednak wilki nie traciły nadziei na powrót Avatara, który miał przywrócić spokój i powstrzymać terror magów ognia. Z czasem nadzieja gasła, stary Avatar zginął a nowego wciąż nie było, tak samo jak i wilków władających wodą. W końcu, po 50 latach podtrzymywania gatunku przez uciekinierów z plemienia wody, narodził się biały basior - Hypnos. Przywrócił on spokój i złączył wszystkie krainy.
Nowsze Home