Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

wtorek, 15 września 2015

Ofendia - Nieznajoma wadera

Przechadzałam się porankiem po Terribilis, w nadziei, że nikogo tu nie ma. Miejsce to było spokojne, jednakże również tajemnicze. Usiadłam na jednej ze skał i zaczęłam wpatrywać się w wodę.
Długie promienie słońca odbijały się od tafli morza i trafiały do mnie, tym samym czyniąc moją sierść bardziej jasną. Popatrzyłam bardziej w bok, jednak cały czas bacznie obserwując morze. Tam ujrzałam niewyraźny zarys białej wilczycy w wodzie. Natychmiastowo skierowałam na nią wzrok. Wydawała się być dziwnie spokojna. Zeskoczyłam ze skały i zaczęłam się do niej zbliżać. Mam nadzieję, iż jest choć trochę przyjazna. W odpowiedniej odległości - ok. dwa metry - zatrzymałam się. Śnieżnobiała wadera zwróciła na mnie uwagę. Patrzyłyśmy sobie nieustannie w oczy.
- Jak się zwiesz? - zapytałam chłodno. Jednak ta, nie odpowiedziała. Zignorowała mnie totalnie, po prostu odeszła. Chciałam już pobiec za nią, jednak ni stąd ni zowąd pojawił się Charon, który przekazał wiadomość od ojca. Postanowiłam to sprawdzić.

piątek, 11 września 2015

Beren - Ona

Krople smętnie spadały na trawę, by skryć się w ziemi. Szedłem w stronę wyjścia z zamku a moje kroki odbijały się od murów echem. Nieważne, niech wszyscy się obudzą. Moje łapy dotknęły murawy i krople deszczu jęły spadać mi na futro, lecz nie tak gęsto, bym wyglądał jak wyplute kłaki. Na błocie za mną pojawiały się ślady, by zaraz zniknąć pod nawałem wody, gdy szedłem do Solitudine. Nie wiem nawet dlaczego tam idę. Powoli zaczęło mnie przenikać zimno, gdy przekroczyłem granice terenu. Idąc z biegiem rzeki dotarłem do miejsca, w którym rosło drzewo. Teraz było obumarłe z rdzawymi liśćmi, które zaraz i tak spadną. Nie zainteresowałoby mnie to tak bardzo gdybym nie ujrzał pod nim białej, rozmazanej przez deszcz, sylwetki otoczonej ognikami. Instynkt rozkazał mi się zatrzymać i obserwować waderę. Poczułem gorąco, gdy moje serce przyśpieszyło i wyczułem adrenalinę. Znikąd pojawiła się myśl, że coś dziwnego się ze mną dzieje a potem ogniki wokół niej zgasły i została tam sama, gdy wokół niej zapanowała woda a ja dalej ją obserwowałem i wtedy widziałem tylko ją.
Massacre
Deszcz zmoczył moje białe, lśniące futro, tak samo jak małe, tańczące ogniki, które otaczały mnie z każdej strony. Wtem ulotniły się niczym para wodna. Zostałam tylko ja. Ja i moje przemyślenia. Wstałam z mokrej od deszczu trawy. Nawet pod drzewem niektóre krople deszczu sprytnie przedzierały się przez rzadko usadzone liście. Postanowiłam poćwiczyć pewną umiejętność, a mianowicie zapalenie na drzewie gęstego, wysokiego płomienia pomimo deszczu. Skupiłam w sobie całą moc a wkrótce drzewo zaczęło płonąć. Po kilku chwilach dostrzegłam czarnego basiora. Obserwował mnie z dziwnym zaciekawieniem. Zmarszczyłam brwi i wyszczerzyłam kły. Nikt nie będzie mnie podglądywał!
Beren
Obserwując waderę pomyślałem, że musi się skupiać, gdyż stała bez ruchu z lekko podniesioną głową. Chociaż trudno było to stwierdzić przez siepiący naokoło deszcz. Po chwili na drzewie wybuchnął ogień rozświetlając tą przestrzeń naokoło drzewa. Przez blask, który roztaczała musiała zauważyć, iż ją obserwuję. Ukazała swoje śnieżnobiałe kły gotowa do ataku, lecz narazie tylko z namysłem odstraszenia mnie. Uśmiechnąłem się kpiąco czego wadera nie mogła zauważyć i zdecydowałem się zrobić to spokojnie, ale gotów gdyby była taka potrzeba. Pewnie to najgłupsza lub najwspanialsza rzecz, którą zrobiłem - podszedłem do niej. Chciałem ją sprowokować, by to ona zrobiła pierwszy ruch. Zapewne mnie zaatakuje, ale tego też pewny być nie mogę. Gdy byłem od niej oddalony od metr, zreflektowałem się i zatrzymałem. Nie należy naruszać prywatnej sfery, szczególnie wadery. Jednak ta tylko na mnie spojrzała i odeszła...

czwartek, 10 września 2015

Hypnos - Córka

Jak zwykle, Charona już dawno nie było w komnacie. Casty jedynie przywitała się ze mną i też gdzieś wyszła, a Ofendia leżała w kącie, na swoim posłaniu i o czymś myślała. Zdziwiło mnie trochę, że nie wychodzi, tak jak reszta rodzeństwa.
Po chwili ciszy i przyglądania się szarej waderze, przerwałem w końcu ten spokój. - Nie wychodzisz? - zapytałem spokojnym i dość chłodnym tonem. Cóż, już taki jestem i myślę, że ona jedyna to rozumie.
Ofendia
Leżałam na swym posłaniu, które było umieszczone znacznie dalej od innych. Wolałam przebywać w samotności, a że musiałam dzielić komnatę z rodzeństwem to tak jakoś wyszło. Byłam wpatrzona w kamienną posadzkę. Promienie słońca wpadały do środka pokoju i odbijały się od kafelków, co sprawiało iż błyszczały się. Nagle usłyszałam zimny głos ojca. Skierowałam na niego wzrok.
- Nie mam na razie ochoty... - odparłam ciut znudzona.
Położyłam łeb na swych łapach i obserwowałam drzwi od naszej komnaty.
Hypnos
Niepokoiłem się. Może to właśnie ten okres, dorastania, lecz jednak coś mi kazało zapytać. - Czy wszystko w porządku? Chciałabyś porozmawiać? - zapytałem bezbarwnym tonem. Mogłoby się wydawać, że tak naprawdę nie obchodzą mnie jej problemy, lecz mam nadzieję, że zna mnie na tyle dobrze i rozumie, że tak już mam.
Może to przez jej siostrę, która zaginęła? Pewnie teraz to przeżywa i nie radzi sobie z tym, dlatego odtrąca innych. Wątpię iż byłaby taka niedostępna bez powodu. Charon i Casty świetnie się ze sobą dogadują, a Ofendia? Woli trzymać się na uboczu. To smutne.
Ofendia
Popatrzyłam na ojca z lekkim żalem. Westchnęłam i przekręciłam głowę w stronę okna. Później ponownie skierowałam ją na Hypnosa.
- Czuję się niepotrzebna... - Powiedziałam zrezygnowana. - Gdybym się zmieniła to wszystko wyglądałoby inaczej. - Dodałam.
Biały wilk popatrzył na mnie z lekkim zaciekawieniem, a z jego oczu mogłam wyczytać "A co się takiego stało?". Wiedząc, że zapewne Avatar za chwilę zada mi to pytanie, postanowiłam odpowiedzieć na nie wcześniej.
- Otóż Charon mówi o mnie same złe rzeczy. - Rzekłam śmiało. - Wiem, iż to głupie że go posłuchałam, lecz w jego słowach było słychać odrobinę prawdy. - Dokończyłam.
Spuściłam głowę niezadowolona.
Hypnos
Nie rozumiałem słów córki, bowiem każdy jest potrzebny. Nie urodziła się bez celu, jakiś ma i wkrótce go znajdzie. Jednak po chwili wszystko stało się jasne, Charon. Nie wiedziałem, że jest taki dla swoich sióstr. Zrobiło mi się smutno, bowiem nie radziłem sobie z jego wychowaniem, nie rozumiałem go. - Nie przejmuj się. - oznajmiłem spokojnym tonem głosu, po czym przytuliłem moją małą księżniczkę. - Charon przechodzi teraz trudne chwile, stracił siostrę. Każdy z nas cierpi na swój sposób. A on ma bardzo silną moc wywierania wpływu na innych. Nie powinnaś brać jego słów do siebie. - mówiłem obojętnym tonem głosu, mając jednocześnie nadzieję, że mam rację.
Ofendia
Zastanowiłam się chwilę nad słowami białego basiora. Potem spojrzałam mu prosto w oczy.
- Masz rację... - Powiedziałam ciut znudzonym tonem.
Spróbowałam się uśmiechnąć. Gest ten trochę mi wyszedł. Odwzajemniłam uścisk taty i po chwili znów go puściłam. Następnie zeszłam z posłania i podeszłam do okna. Zaczęłam obserwować drzewa, które delikatnie się ruszały pod wpływem wiatru. Ten widok zawsze był dla mnie miły i przywoływał pewnego rodzaju nostalgię. Po za tym jestem jaka jestem, więc od teraz słowa Charona będą mi obojętne. Mam nadzieję, że się kiedyś poprawi i będzie miał choć trochę szacunku do pozostałych, a tym bardziej do rodziny. Rozmyślałam tak wpatrzona w jeden punkt. Godziny mijały, a ja nadal byłam w tym samym miejscu. Mój ojciec zapewne już dawno wyszedł z komnaty, a ja z pewnością zostałam sama...

środa, 9 września 2015

Hypnos - Zebranie rady

Nie jestem już taki młody, lata lecą a ja nadal nie wybrałem rady. Nie mogę pozostawić nowego Avatara bez opiekunów, więc postanowiłem się w końcu zdecydować.
Zaraz po śniadaniu udałem się do sali konferencyjnej w naszym zamku, podszedłem do wielkiego rogu i zawyłem w niego, tak by każdy wilk w naszej krainie usłyszał mój głos i zjawił się na zebraniu. Teraz pozostało mi jedynie czekać i rozmyślać, kto byłby godny tego, by zasiąść na radzie. Muszą to być wilki mądre, sprawiedliwe i znające się na prawach, które w naszej krainie obowiązują. Nie mogą być to istoty mające skłonności do przywiązania czy też chęci posiadania władzy.
Beren
Siedziałem na poduszce w jadalni i kończyłem bażanta, gdy w moje uszy wgryzł się dźwięk wycia, ale głośniejszego od normalnego, więc wywnioskowałem z tego, że Hypnos musi wyć do jakiegoś rogu czy czegoś tam. Oznacza to, że nasz Avatar w końcu zdecydował się na zwołanie rady. Wstałem i udałem się do sali konferencyjnej. Gdy do niej wszedłem spotkałem tylko Hypnosa. Ponownie usiadłem na poduszce i zamilkłem wpatrując się we władcę, w oczekiwaniu na resztę i na przemówienie. Po paru chwilach zamachałem nerwowo ogonem. Ile może trwać aż inni przywleką tu swoje zady?
Terra
Trenowałam obok zamku przy jeziorze na Luminosum, które nawet nie nosiło nazwy. Doskonaliłam swoje moce i umiejętności. Jednak po chwili do moich uszu dotarł dźwięk rogu. Wydobywał się zapewne z sali konferencyjnej. Nasz Avatar pewnie zorganizował spotkanie, lub jak kto woli, naradę. Szybkim krokiem udałam się w stronę dźwięku. W końcu dotarłam do sporej wielkości sali. Usiadłam na jednej z poduch ułożonych na kamiennej posadce. Obok mnie siedział Beren... Tak, ten czarny i trochę agresywny basior. Z kolei przed nami trochę wyżej usadowił się Hypnos; nasz Avatar. Obserwowałam dwóch basiorów uważniej i czekałam na pozostałych mieszkańców Arcanterry.
Massacre
Myjąc się w pobliskiej rzece usłyszałam donośne, dobiegające z jakiegoś rogu wycie Hypnosa. Skąd to wiem? Poznałam po niskim, grubym tonie. Warknęłam głośno, po czym wyszłam z wody. Otrzepałam się i zapłonęłam by szybko wysuszyć sierść. Ruszyłam powolnym krokiem do zamku.
- Czego on do cholery chce? - powiedziałam na głos.
Mijałam małe szyszki które z nudów podnosiłam telekinezą, zapalałam i rzucałam gdzieś na ziemię. Gdy dotarłam do komnaty konferencyjnej spojrzałam na zebranych. Prychnęłam pogardliwie i usadowiłam się wygodnie na fioletowej poduszce.
Charon
Dzisiaj ojciec organizował to całe zebranie rady i ogólnie. Wiedziałem, że Berenuś będzie chciał się do niej dostać, a na to nie mogłem pozwolić. Nie chciał się ze mną bawić? To niech teraz tego pożałuje. Mam ojca na wyciągnięcie łapy, jest tak zmanipulowany, że zrobi co zechcę. Może i sam się dostanę do rady? To byłoby bardzo interesujące, poza tym mam ojca Avatara to wiem co on tam robi i jak, więc doświadczenie jakieś mam, nieprawdaż?
- Siema. - oznajmiłem, wchodząc na salę. Widząc moją białą ślicznotkę, usiadłem obok niej i uśmiechnąłem się zalotnie. Ona będzie moja.
Beren
Do sali weszły, Terra i ta biała wadera. Rudawo-biała usiadła obok mnie i spojrzała na mnie smutno. Za to druga wadera prychnęła z wyższością i usadowiła się na fioletowej poduszce. Charon wszedł i atmosfera od razu zrobiła się napięta. Obserwowałem go aż usiadł obok białej. Wystarczyło jedno spojrzenie by wiedzieć co on o niej sądzi... Jeszcze jeden powód, by nienawidzić Charona the White...
Hypnos
Po chwili do sali przyszło wiele wilków, w tym mój syn. Chciałbym, żeby usiadł obok mnie, lecz ten nawet na mnie nie spojrzał. Skupił się głównie na czarnym samcu i białej waderze, a ja? Jakbym był niewidzialny. Mniejsza... to nie czas na przemyślanie spraw rodzinnych. Jesteśmy tu z ważnego powodu i każdego muszę traktować tak samo.
- Witajcie na zebraniu rady. - widząc, że wszyscy zajęli wygodne pozycje, wstałem i rzekłem dostojnym tonem głosu, tym samym rozpoczynając uroczystość. - Na poprzednim zebraniu ustaliliśmy, że zbierzemy radę składającą się z trzech wilków. Jednym z nich miałby być generał, którego nadal nie posiadamy. - rozejrzałem się po sali, patrząc na każdego chociaż przez chwilę. - Czy jest na sali wilk, który planuje zostać generałem? - oznajmiłem, mając nadzieję iż takowy się znajdzie. Wrzuciłbym go do rady, a najwyżej potem usunął, gdyby nie spełnił moich oczekiwań.
Massacre
Kiedy szary basior dosiadł się, warknęłam głośno dając mu do zrozumienia, że naruszył moją prywatną strefę. Usłyszałam pytanie Avatara. Poderwałam się na równe łapy.
- Ja zostanę generałem. - rzekłam ze stoickim spokojem.
Wtedy usłyszałam cichy, jakby zduszony śmiech. Natychmiast odwróciłam się i ryknęłam, zapalając na sobie ogień na wysokość dwóch metrów. Wilki spojrzały na mnie lekko przestraszone, nie licząc siedzącego obok, brązowo-szarego samca. Z wyszczerzonymi kłami i zjeżoną sierścią popatrzyłam się na czarnego. Ten śmiech należał do niego. Kiedy się uspokoiłam odwróciłam się do władcy. Niech tylko czarnuch wyjdzie poza zamek. A ja go dopadnę...
Beren
Kupka futra chce zostać Generałem... Śmiechu warte. Zaśmiałem się lekko a wadera pokazała swoją stronę. Z niej buchnął słup ognia na około dwóch metrów... Zaimponowała mi... warknęła i spojrzała na mnie. Ciekawe co będzie dziać się poza zamkiem. Dalej lekko rozbawiony, wstałem i oznajmiłem jedną rzecz...
- Również zgłaszam swoją kandydaturę - powiedziałem z kpiną w głosie a jednocześnie posłałem waderze lodowate spojrzenie. Niech ogień w niej zgaśnie.
Hypnos
Obserwując i jednocześnie słuchając moich towarzyszy, zacząłem mieć lekkie wątpliwości. W prawdzie śnieżna wadera, której imię było mi dane poznać, tak samo jak sprawdzić jej umiejętności, nadawałaby się na generała. Pytanie tylko, czy nie byłaby za surowa? Najważniejsze też, by nie pragnęła władzy a jedynie dbała o dobro naszej krainy.
Po chwili odezwał się Beren. Spojrzałem na niego i pokręciłem głową. To jasne, że oni ze sobą konkurują. On już ma stanowisko, po co więc się pchał na nie, skoro chciał zostać przywódcą wojsk? Nie chciał, lecz nie chce też by ona nim została.
- Wybacz mi Beren, lecz ty już posiadasz odpowiednie umiejętności jak i stanowisko, które do nich pasuje. - oznajmiłem spokojnym tonem głosu, patrząc na niego, by następnie skierować wzrok na Massacre. - A więc moja droga, miejsce w radzie będzie na ciebie czekać. Tym czasem, zajmij się szkoleniami. - skinąłem łbem, po czym rozejrzałem się po sali. - A więc brakuje nam dwóch członków, którzy zasiądą w radzie. Słucham waszych wad, zalet... propozycji. - powiedziałem uroczyście, tak jak na władcę przystało.
Beren
Wiem, że je mam. Ale warto zrobić jedną rzecz, by wywołać tym wiele następnych. Uśmiechnąłem się i upadłem ponownie na poduszkę, przy okazji puszczając oko do wadery. Ech... stanowisko będzie na nią czekać... A ja, w tym czasie będę się starać o miejsce w radzie.
- Umiem zabijać. Mam dobrą kondycję, zręczność i siłę. Mogę jeszcze potrenować inne umiejętności. - spojrzałem na Hypnosa, próbując go przeniknąć i zobaczyć co myśli. Potem zahaczyłem wzrokiem o Charona.
Charon
Słuchając ojca, ucieszyłem się, że moja piękna dostanie miejsce w radzie, tylko żeby czasem nie odpuściła. Nauczy się tego i owego, łatwizna. Możliwe też, że posiada wiele umiejętności, których wyuczyła się gdzieś indziej, lecz no cóż... mamy tutaj swój system edukacji i ojciec wymaga wiedzy z Arcanterry, tak samo jak i sztuk walk, pasujących do naszej krainy. Będzie musiała się douczyć, proste.
Patrząc na czarnego basiora, który dla mnie był już przegrany, zacząłem się śmiać. I to niby ma mojemu ojcu zaimponować? Zaraz zgaszę te jego przechwałki. - Ojcze, władco... - zacząłem dość dostojnie i poważnie. - Sztuka zabijania czy też dobra kondycja fizyczna, nie jest ważna, bowiem tego nasz nowy Avatar nauczy się od pani Generał. - spojrzałem chwilkę na waderę, po czym na Berena, który zaczynał się denerwować. - Powinniśmy teraz wybrać kogoś mądrego, opiekuńczego... no i przede wszystkim, dobrego. - uśmiechnąłem się zwycięsko, mając nadzieję, że ojciec przyzna mi rację.
Terra
Całą dyskusję o temacie "Kto zostanie generałem?" obserwowałam i się nie odzywałam. Widać było, że Beren chciał konkurować z waderą. Cóż... Osobiście wolałabym tą śnieżnobiałą samicę, która siedziała na sali. Widać było w niej potencjał. Po za tym wolałabym przyjmować jej polecenia, niż naszego kochanego Berenka. Gdy owy basior wymienił swoje tzw. zalety, Hypnos spojrzał na mnie, co znaczyło iż teraz moja kolej na odpowiedź.
- Hm... Jestem trochę opiekuńcza, ukończyłam cały kurs myślistwa, nie mam w sobie dużej agresji, lecz moją dosyć upierdliwą wadą jest ciekawość. - odpowiedziałam spokojnie. Inni popatrzyli się na mnie dziwnym wzrokiem. Ja niestety nie zrozumiałam ich zachowania.
Beren
Hypnos spojrzał na waderę a ona wymieniła swe cechy i umiejętności. Wszyscy spojrzeli na nią dziwnie. Poczułem lekką sensację w żołądku. Coś mi mówi, że jestem już przegrany... A po radzie Charon "zatruje się", przy kolacji swoim ulubionym bażantem które kazał mi przynosić, a po zniknie w tajemniczych okolicznościach na spacerze po terenach Arcanterry. Z resztą skąd mam wiedzieć, nie jestem prorokiem...
Hypnos
Słuchając mojego syna, zacząłem rozmyślać. Może ma rację? Beren jest mordercą i nie wiem czy powinien zasiąść w radzie, poza tym widać, że coś łączy go ze śnieżną waderą. Nie chcę by ze sobą konkurowali, powinni ze sobą współpracować jeśli chcą razem dostać się do władzy. Nie mogę pozwolić na kłótnie, powinni dawać dobry przykład nowemu władcy. Postanowiłem nad tym jeszcze pomyśleć, a tym czasem wysłucham Terry.
- Podoba mi się to, przyjmuję cię. - rzekłem do rudawo-białej wilczycy, po czym spojrzałem na Charona i Berena. Teraz to oni powinni mnie do siebie przekonać. - Nie wiem którego z was przyjąć, więc zapytam tutaj obecnych o opinię, jaką mają na wasz temat. Wymagam szczerości, nawet jeśli będzie ona dość nieodpowiednia. - rozejrzałem się w oczekiwaniu na jakieś wypowiedzi.
Terra
W mojej duszy zapanowała radość. Ja w radzie? Nigdy nie myślałam, że dostanę taką posadkę. Na moim pysku pojawił się mały uśmiech. Chciałam podziękować naszemu avatarowi, jednak on wyprzedził mnie i rozpoczął kolejne zdanie. Wsłuchałam się uważnie w jego słowa.
- Według mnie, oba te basiory posiadają plusy i minusy. - Powiedziałam spokojnie. - Beren jest dosyć spokojny i poważny, a Charon ambitny. - Dodałam.
Popatrzyłam na czarnego wilka.
- Chociaż Beren chce głównie rozzłościć naszego przyszłego generała. - Chwilę później skierowałam wzrok na syna Hypnosa. - A Ron? Dla mnie jest zbytnio chamski.
Zapewne obydwa basiory będą mi te słowa za złe. No ale co poradzę? To prawda...
Charon
Że słucham? Moja własna ciocia uważa, że jestem chamski? A tak właściwie to dlaczego uważam ją za ciocię, przecież z tego co mi wiadomo to nie jest z nami spokrewniona. Cóż, szczenięta pewnie na wszystko mówią ciocia i wujek, ależ to głupie. Mniejsza. Będę się do niej zwracać po prostu Terra i tyle.
- Weź pod uwagę fakt, że jesteś moim ojcem i wiem na czym twoja rola polega. Mógłbym uczyć nowego avatara tego, czego ty nauczyłeś mnie. - dodałem po chwili, chcąc przeciągnąć go na swoją stronę. - Poza tym jestem młody, z wiekiem spoważnieję. - dodałem z głupim uśmieszkiem, chociaż... nie wiem czy powinienem to mówić. Co jeśli wywali mnie stąd tylko dlatego, że jestem za młody? Eee, nie zrobi tego.
Hypnos
Terra miała rację i zgadzam się z nią w stu procentach, lecz fakt, że Beren chce tylko dokuczyć naszej przyszłej pani Generał, nieco mnie niepokoił. Jednak czarny basior jest spokojniejszy od mojego syna, ale chamscy potrafią być obydwaj.
Charon też miał rację. Wiele mu opowiadam o stanowisku Avatara, jeśli tylko chce coś wiedzieć, jednak ten ostatnio woli przesiadywać w bibliotece. To chyba dobrze? Jest mądry i się uczy, no i w bibliotece znajduje się też dużo informacji, nasza historia. Hmm, sam już nie wiem.
- Massacre? A ty co myślisz? - zapytałem, mając nadzieję, że wybierze któregoś z nich i problem się rozwiąże. Jednak wadera milczała.
Postanowiłem więc dać im trochę czasu, jak i sobie na podjęcie tej decyzji. - Dobrze więc, dam wam czas a kiedy ocenię wasze zachowanie, zdecyduję. Zamykam naradę. - orzekłem, po czym udałem się na spoczynek.

wtorek, 8 września 2015

Beren - Córka avatara

Udałem się do Glacies... no cóż, warto trochę pomyśleć... Wszedłem w te tereny i od razu obsypał mnie śnieg. Drgnąłem, by otrzepać się z zimnego puchu. Czemu w Arcanterze musi być taka zróżnicowana pogoda wszędzie. Już zamyślony brnąłem przez śnieg naprzód. Ani się obejrzałem a natrafiłem przednimi łapami na coś mokrego, ale twardego. Chciałem z tego zejść, ale nie było rady - wpadłem. Wydałem dziwny pisk, stykając się z lodowatą wodą. Przerażony pomyślałem wściekle, że nigdy nie widziałem w Glacies jeziora i czemu to akurat teraz musiało się zdarzyć. Próbowałem wyciągnąć się z tarapatów, lecz moje łapy ześlizgiwały się z lodu. Z wściekłością przypomniałem sobie o swym żywiole i z zamachem stworzyłem wokół siebie kulę ziemii. Niestety zrobiłem to zbyt zaciekle, wystrzeliłem w powietrze i upadłem na twardą, zmarzniętą ziemię. Poddżwignąłem się, wściekły i zziębnięty udałem się do Pulchram. Tam położyłem się na sporym płaskim kamieniu, na słońcu, pozwalając futru obeschnąć.
Ofendia
Późnym popołudniem udałam się na długi i wyczerpujący spacer. Swoją wędrówkę poświęciłam zwiedzeniu wodnych terenów. W końcu woda to pierwszy żywioł mego ojca, więc możliwe iż to po nim odziedziczyłam moce. Ale nie mogę być taka pewna, bo również mogę mieć umiejętności po matce, której nigdy nie poznałam. Kiedy sobie o niej przypomniałam, to westchnęłam ze smutku. Nasz tata nigdy o niej nie opowiadał. Może to i dobrze? W końcu, pogrążył by się w jeszcze większym smutku, a tego nie chciałam. W rozmyślaniu przeszłam już kilka set metrów. Wkrótce zatrzymałam się w Pulchram. Podeszłam bliżej wody i zaczerpnęłam parę łyków tej świeżej i krystalicznie błękitnej wody. Odchyliłam się od tafli wody i zastrzygłam uszami. Rozejrzałam się, a w oddali ujrzałam czarnego basiora. Wyglądał na dojrzałego i trochę... Groźnego? Patrzył w dal poważnym i srogim wzrokiem. Był taki... skupiony. Cichym krokiem podążyłam w jego stronę. Gdy byłam w miarę blisko wyprostowałam się.
- Kim jesteś? - Warknęłam.
Basior podskoczył z zaskoczenia. Nie podejrzewam, żeby bał się czegokolwiek.
Beren
Moje futro wyschło w błyskawicznym tempie. To nie dziw zważając na gorąc, który panuje dziś w Pulchram. Wstałem i po chwili usiadłem na brzegu i spojrzałem na taflę, a potem na drugi brzeg, zamyślony. Zdziwiony spojrzałem jeszcze raz, mrużąc oczy; przez chwilę wydawało mi się, że dostrzegłem jakiś ruch na brzegu, ale widocznie mi się wydawało. Zamyślony, trwałem tak dalej. Mój wzrok powędrował nagle na prawo i spojrzałem prosto w oblicze jakieś dorastającej wadery. Pokręciłem głową. Ile bachorów może mieć jeden avatar? I czemu nie mogę spotkać jednego basiora, z którym mógłbym normalnie porozmawiać? A ile takich dorastających wilków zabiłem? Nawet teraz, przy tym co się dzieje i co się działo, ani trochę tego nie żałuję... Drgnąłem, ba, podskoczyłem zaskoczony, gdy usłyszałem jej głos. Uśmiechnąłem się mimowolnie z mojej własnej głupoty.
- A ty pewnie jesteś kolejną córusią naszego avatarka? - spytałem się z kpiącym uśmieszkiem. Normalnie takie słowa doprowadziłyby mnie do mdłości, lecz nie mogłem się powstrzymać - wyglądała tak słodko...
Ofendia
Westchnęłam i na chwilę opuściłam głowę. Później ponownie ją podniosłam i spojrzałam na basiora. Przymrużyłam oczy, ponieważ słońce mnie trochę raziło.
- Cóż... Rodziny się nie wybiera. - Powiedziałam zamyślonym tonem. - Lecz jakbyś chciał wiedzieć, zaginęła moja siostra... Czarna, podobna do ciebie. - Rzekłam.
Jednakże po co uświadomiłam mu o zaginięciu jakiegoś wilka? Z pewnością nie obchodzą go takie drobnostki. Nie mogę rzec, że tęsknie za Kaori, ponieważ razem się tylko bawiłyśmy. Tak na prawdę nie poznałam jej cech. Z namysłu wyrwał mnie basior. Chrząknął specjalnie, żeby zwrócić mą uwagę.
- I tak dla twej wiadomości zwę się Ofendia. - Oznajmiłam zimno.
Przekręciłam głowę w stronę lasu, który zaczynał się parę metrów od nas. Wyłapałam z niego gwizdy ptaków i szumienie drzew. Ponownie popatrzyłam na czarnego wilka.
- Raczysz mi się przedstawić? - Zapytałam z lekką pretensją.
Beren
Po pytaniu wadera spojrzała w stronę lasu. Cóż, chyba wszyscy są dziś tacy zamyśleni. Spojrzalem na nią jeszcze raz tym razem uważniej. Nie wydawała się smutna po zaginięciu siostry. Nigdy nie poznałem tej córki Hypnosa, a teraz już za późno.
- Oczywiście. Mam na imię Beren. - Stwierdziłem chłodno, uśmiechnąłem się, spojrzałem jej w oczy i ukłoniłem się. Hmm... potomstwu, szczególnie córce, avatara należy się szacunek.
Ofendia
Przekręciłam oczami i spojrzałam zawiedzionym wzrokiem na basiora.
- Nie kłaniaj mi się. - oznajmiłam trochę wściekła. - Nie uważam siebie za ważną osobę. - dodałam spokojniejszym tonem.
Czarny wilk podniósł się.
- Dziękuję, Berenie. - obwieściłam. - Po za tym nie jestem przyzwyczajona do cudzych ukłonów. - rzekłam, powracając do tematu.
Nagle przypomniałam sobie o matce. Dręczyły mnie myśli o niej. Jak wyglądała? Jak się zachowywała? I wiele innych pytań, na które nie znałam jeszcze odpowiedzi. Może w końcu ojciec ośmieli się i wyjawi nam te tajniki. Teraz trzeba tylko czekać.
Beren
Rozbawiło mnie to jak zareagowała na mój ukłon. Z drugiej strony też bym tego nie chciał, gdybym był kimś innym. Ale jestem sobą i nic tego nie zmieni. Mała znów się zamyśliła a cisza się przedłużała. Jednak zaciekawiła mnie jedna rzecz.
- Odkryłaś już swój żywioł? - Naprawdę powstrzymałem się od powiedzenia: "Pani".
Zacząłem ją obserwować. Mimo tego ile się już zdarzyło, dalej jeszcze nie wiem czy wrodziła się w swojego ojca.
Ofendia
Spojrzałam na Berena z lekkim smutkiem, który był prawie niezauważalny.
- No cóż... - westchnęłam. - Niestety jeszcze nie, ale nadal staram się go odkryć. - Dodałam trochę milej.
Już wcześniej spodziewałam się takiego pytania z jego strony.
- Mogę dodać, iż będzie to Woda lub Ziemia. - rzekłam robiąc mu pewne "nadzieje".
Ponownie nastała cisza. Chcąc ją przerwać, powiedziałam:
- A ty? Jaki posiadasz żywioł? - zapytałam, ciekawa jego odpowiedzi.
Beren
Woda lub Ziemia... Ja będzie to Ziemia to będziemy mogli razem ćwiczyć lub będę mógł ją ćwiczyć. A ta ciekawość... Zaraz jej pokażę jaki mam żywioł. Nie zrywając kontaktu wzrokowego, kazałem kamieniom wyrwać się z ziemii za mną, parę metrów nade mną. Z zadowoleniem widziałem jak wadera obserwuje kamienie rwące się w górę. Gdy kamienie złączyły się w kształt kuli, rozkazałem się im powoli obracać. Skończyłem swój pokaz a kula powoli obracała się nad nami. Spojrzałem na małą z uśmiechem.
Ofendia
Po obejrzeniu "pokazu" Berena popatrzyłam na niego z lekkim zachwytem.
- Imponujące. - Oznajmiłam.
Zaczęłam być na prawdę ciekawa swojego żywiołu. Ale teraz chciałam wyciągnąć jak najwięcej informacji od czarnego basiora.
- Zaprezentujesz mi coś jeszcze? - Zaproponowałam spokojnie.
W tym czasie kamienna kula rozproszyła się na małe skałki, które opadły obok nas. Ziemia to zapewne silny żywioł, więc same wilki władające nim są dosyć umięśnione. Za to woda jest spokojniejsza i delikatniejsza, lecz też posiada swe uroki. Moim rozmyślaniem znów rozpoczęłam głęboką ciszę. Ponownie popatrzyłam na Berena.
Beren
Ofendia popatrzała na mnie z zachwytem. Mogę jej coś zaprezentować, ale nie teraz. Powiedzmy, że mam taką zachciankę. A jednak...zobaczmy.
- Co byś chciała jeszcze zobaczyć?- udałem znóżonego, ale wprawdzie podoba mi się to, że mogę go poćwiczyć, że mam go komu pokazywać. Komuś, kto patrzy na to z zachwytem i wzrokiem głodnym wiedzy. Ale właściwie po co mam jej to pokazywać, skoro jeszcze nie wiem, czy jej żywioł czy to ziemia? Spojrzałem na małą z ciekawością. Ciekawe co chce zobaczyć. Dziwne, że chce w ogóle coś zobaczyć bo nie jestem potężnym magiem ziemii.
Ofendia
Zastanowiłam się przez chwilę.
- Chciałabym zobaczyć coś w stylu... Ataku? - Odpowiedziałam niepewnie.
Beren namyślił się. Trwało to dość długo, a ja byłam już zniecierpliwiona. Zapewne nie zrozumiał mojego przekazu.
- Eh... - Westchnęłam ciut zdenerwowana. - Coś takiego, żeby na przykład zabić zwierzę... - Dodałam później.
Tym razem czarny basior już zrozumiał. Nastała cisza, która tylko przedłużała czas. Czekając na odpowiedź wilka, obserwowałam ryby pływające w wodzie.
Beren
Spojrzałem na nią z żądzą gdy zaproponowała atak. Jednak nie byłoby to mądre ani z jej, ani z mojej strony by zrobić lub zaproponować coś takiego. Po chwili powiedziała, że ma być to coś takiego, co zabiłoby zwierzę. Rozglądałem się naokoło szukając celu, gdy ona wpatrywała się w ryby w jeziorze. W końcu z pośród drzew w lesie wyłoniła się dzika gęś. Uznałem to za wspaniały cel. Zwróciłem uwagę córy avatara na ptaka. Ptak pewnie miał zamiar wylądować na jeziorze, ale nigdy tam nawet nie dotrze. Gdy gęś była przed nami rzuciłem na nią Burzę Piaskową. Obserwowałem ptaka, gdy zawirował w powietrzu w panice i zaskrzęczał, gdy piasek dostał mu się do gardzieli i do oczu. Wezwałem ostry kamień, który poszybował wprost na ptaka i przebił mu gardło. Ptak spadł na ziemię metr od jeziora. Zadowolony spojrzałem na Ofendię, lecz ona na zadowoloną nie wyglądała.
Ofendia
Przymrużyłam oczy i uważniej spojrzałam na martwego ptaka. O dziwo ten pokaz nie wywołał u mnie zbytnio wielkiego zachwytu, lecz chciałam jednak pochwalić Berena za chęci pokazania swej "sztuczki".
- Nie tak imponujące jak tamta kula, ale może być. - Oznajmiłam spokojnie.
Ciekawe kiedy ja odkryję swój żywioł. Bardzo byłoby fajnie, gdyby była to ziemia, bo w tedy mogłabym ćwiczyć z tym czarnym basiorem. Z drugiej strony woda nie jest aż taka zła. Moje myśli ponownie rozpoczęły ciszę. Usiadłam wygodnie i spojrzałam w chmury. Ujrzałam w nich różne kształty, takie jak wilk, słońce, ptak itd. Moja wyobraźnia zaczęła pracować. Na chwilę zapomniałam o obecnym tutaj Berenie i rozmarzyłam się.
Beren
Chyba córusia avatarka nie jest pod wrażeniem. Ech... Mogłem zrobić coś lepszego, ale cóż...dla niej nie bryłoby to nadal dość dobre. Ofendia obserwowała chmury. To smutne, jednroczna wadera a nie ma nic lepszego do roboty niż rozmyślać. Ech, no tak pewnie wszyscy za nią wszystko robią. Samica tak się rozmarzyła, że nawet nie zauważyła, gdy do niej podszedłem. Pochyliłem się.
- Hej, żyjesz? - Wyszeptałem jej do ucha. Odskoczyłem od niej szybko, gdy podskoczyła ze zdziwienia.
Ofendia
Basior przysunął się do mnie. Odskoczyłam z zaskoczenia.
- Żyję. - Warknęłam zła. - Nie lubię jeśli ktoś w taki sposób zakłóca mi ciszę... - Dodałam i odwróciłam się w stronę jeziora.
Nie wiem co mu do głowy wpadło, żeby tak tragicznie przerwać moje rozmyślanie.
- Powoli zaczynam być głodna... A że ta o to gęś jest w piachu to idę zapolować na coś równie małego. - Powiedziałam i powolnym krokiem odeszłam od Berena.
W oddali usłyszałam tylko ciche pożegnanie. Westchnęłam i oddaliłam się w głąb lasu, aby upolować zająca szaraka. Jest chyba tylko jeden wilk w tej krainie, który mnie choć trochę rozumie, a jest nim mój ojciec; Hypnos.

poniedziałek, 7 września 2015

Charon - Pretensje

Po tym co usłyszałem od tego głupiego hologramu, to nasz system edukacji jest do bani! Po co mam być znachorem, skoro od tego są medycy? Kto to w ogóle wymyślił, by znachor zajmował się wytwarzaniem magicznych przedmiotów? Toż to głupota straszna. Widzę, że wilki ustalające te zasady, nie dowiedziały się niczego na ten temat. Ot tak, po prostu im to pasowało i niech się reszta odczepi. Chcę być kimś, kto zna się na magii, na wytwarzaniu przedmiotów magicznych i wszystkiego co jest związane z magią. A nie, leczenie chorych i jakieś bajeczki, że niby to cudowne zaklęcia pomagają chorym.
Hypnos
Chodząc po zamku, rozmyślałem. Tak, znowu o niej, lecz też o mojej córce, Kaori. Nie wiem która z nich to większy cios dla mnie, obydwie kochałem równie mocno. Biedna, mała księżniczka, zaginęła... zawiodłem cię moja ukochana. Zawiodłem, Harsharani. Nie wiem czy na mnie patrzysz, czy mnie słuchasz, ale wybacz mi proszę.
Nagle wpadłem na mojego syna, który był najwidoczniej czymś zdenerwowany. Spojrzał na mnie przez chwilę, od łap do głowy i stał tak, po prostu stał, więc ja przerwałem tą ciszę.
- Widzę mój synu, że jesteś czymś zaniepokojony. - oznajmiłem chłodno. Po prostu mój głos już taki jest, ciężko po tylu latach sprawowania władzy, okazywać uczucia.
Charon
Zaśmiałem się na jego słowa, bowiem to było oczywiste. Jednak mój głupi ojciec nic nie zrozumiał, więc musiałem się odezwać, poza tym... zaniepokojony? Jestem wkurzony a nie zaniepokojony. Masakra, że to on mnie wychowywał. Byłbym teraz jak Ofendia, lecz nie... mam swój rozum i z wiekiem każdy się zmienia.
- Jestem wkurzony a nie zaniepokojony, to po pierwsze. - warknąłem na niego. - Ten system edukacji jest do chrzanu. - dodałem po chwili, nieco spokojniejszym tonem głosu. - Wiedziałeś, że znachor to tak naprawdę medyk a nie mag? Więc po co ja się tego uczyłem! - znowu zacząłem warczeć, pokazując jak bardzo mnie to denerwuje. - Chcę być magiem, alchemikiem czy też czarodziejem, magia a nie jakieś bezsensowne leczenie wilków. Od leczenia to jest medyk. Zmień to. - spojrzałem na niego z wrogością, po czym odszedłem. Nie muszę słuchać jego paplaniny, ma to zmienić, albo sam to zmienię.

niedziela, 6 września 2015

Hypnos - Quest#1

Moje dzieci już są dorosłe, no prawie, jednak nie chcą już ze mną spacerować. Teraz w głowie im tylko jedno, żywioł. Ciekaw jestem, które z nich otrzyma moce po matce.
Tego dnia wybrałem się na Glacies, bowiem jest tutaj pięknie i to moje ulubione miejsce. Tak, to dziwne, że kocham śnieg a nie często tutaj przesiaduję. Teraz natomiast ma czas dla siebie...
Piękne, ośnieżone drzewa, zamarznięta rzeka czy też śnieżne zwierzątka, która można dostrzec tylko wtedy, kiedy skupisz się na tym nieco bardziej. Ja sam, biały... pasowałem tutaj doskonale.
Spacerując tak i rozmyślając o mojej rodzinie, nie zauważyłem kiedy rozpętała się zamieć. Jako mag wody, mogę kontrolować nawet tą, zamarzniętą. Stworzyłem więc prostą lodową ochronę, tak by widzieć ten żywioł i znaleźć się w jego centrum. Było to naprawdę niesamowite. Wiatr był tak silny, że utworzył szczeliny w mojej małej fortecy, tym samym słuchać było świsty i gwizdy. Po chwili jednak wszystko ustąpiło, siedziałem jeszcze przez chwilkę, by następnie wyjść z ochrony i wrócić do zamku.

sobota, 5 września 2015

Charon - Siostra

Od razu po przebudzeniu się, wyszedłem z naszej komnaty. Cóż, tak to już jest. Swoją dopiero dostanę jak skończę 2 lata, już się nie mogę doczekać tego dnia. Tymczasem, ten rok poświęcę nauce. Odkryję swój żywioł, a potem zostanę znachorem. Tak, ten zawód jest dla mnie. Bardzo mi to pomoże w poderwaniu tej białej, niedostępnej ślicznotki. Która by nie chciała znachora? Na pewno ta głupia, a wątpię iż ona taka jest. Stworzę jej masę eliksirów, medalionów, obsypię kamieniami... Ooo tak, już jest moja.
- Witaj bracie. - po chwili usłyszałem znajomy mi głos, to Ofendia. Dziwne, że sama.
- A gdzie masz tatusia, co? - zaśmiałem się. Ona była bardzo do niego podobna, taka... bezuczuciowa i obojętna. Przynajmniej tak to było słuchać, a co się kryje pod tą kupką sierści? To jedna wielka tajemnica.
Ofendia
Siedziałam w samotności na korytarzu rozdzielającym poszczególne komnaty. Głowę miałam trochę spuszczoną w stronę ziemi, a oczy zamknięte. Pogrążyłam się w tej ciszy. Jednakże ze spokoju wyrwał mnie hałas otwierających się drzwi. Poruszyłam uszami jak "antenami" i po chwili otworzyłam oczy. Rozejrzałam się, a ku mojemu zdziwieniu ujrzałam brata. Przywitałam się z nim jak przystało, lecz on odparł tylko żartobliwymi słowami. Przekręciłam oczyma i podeszłam do niego.
- Zmieniłeś się. - Mruknęłam, ale brzmiało to jak słowa które mówię do siebie.
Zdanie to chyba namieszało ciut w głowie Charona. Szarawy wilk zaczął rozmyślać, co dla niego było trochę dziwne (Bez obrazy). Kto by pomyślał, że wyrośnie z niego taki chamski basior? Po kim odziedziczył te cechy? Te informacje niestety były mi niewiadome.
Charon
Starałem się by nie wybuchnąć śmiechem, lecz po chwili i tak to zrobiłem. Po prostu nie mogłem się powstrzymać, no trudno. Zmieniłem się? To śmieszne! Wcale się nie zmieniłem, zawsze taki byłem, proste. A nawet jeśli nie, to czas dorosnąć i oto jestem. Super wilczur, który podbije serce każdej ślicznotki. Poza tym niezwykle męski i zabawny, laski lecą na takie numery.
- Nie bądź śmieszna. - odparłem z głupawym uśmieszkiem. - Ja po prostu korzystam z życia a nie tak jak ty. Nudna i samotna... - spojrzałem prosto w jej oczy. - Zawsze. - dodałem dość chamsko, dając do zrozumienia, że nikt jej nie będzie chciał.
Ofendia
Przeszyłam go chłodnym wzrokiem. Moje słowa były po części prawdą. No ale cóż... Nie chcę wdawać się w durne kłótnie.
- Jestem jaka jestem. - Prychnęłam. - Raz taka, a drugi raz inna. Na terenach naszego ojca nie ma za wiele basiorów, którzy są "ciekawi". - Dodałam zimnym tonem.
Niech będzie moją sprawą, czy jestem nudna albo samotna. Nigdy nie zależało mi na nowych znajomościach, a co dopiero z samcami. Wystarczy mi obecność... Własna? To odpowiednie określenie, ponieważ wolę tylko dowiedzieć się podstawowych informacji o nieznajomym, niż zakolegować się z nim. Na prawdę nie rozumiem zachowania Charona. Myśli, że jak będzie chamski o przyciągnie inne wadery. Ja sądzę inaczej. Jednakże możliwe, iż zapozna się z kimś podobnym do niego...
Charon
Moja siostra była zupełnie jak ojciec, czyli nudna. Nie dziwię się, że nasza matka zostawiła go samego, też wolałbym umrzeć niż spędzić z nim resztę życia, lecz on umrze pierwszy a poza tym, nie muszę. Mogę mieszkać gdzie mi się podoba, oczywiście niech tylko skończę dwa lata, bo z tego co mi wiadomo, wtedy się dorasta i już nie jest się na łasce starych.
- Jesteś jaka jesteś, nudna. - zaśmiałem się ponownie. Też mi odpowiedź, pfe. - To twoja wymówka na to, że będziesz sama? - dodałem po chwili i znowu się zaśmiałem. - Tak sobie wmawiaj, moja biedna, malutka siostro. - uśmiechnąłem się ironicznie.
Ofendia
Stanęłam do niego bokiem. Popatrzyłam na niego obojętnym wzrokiem. Najwidoczniej mnie nie zrozumiał.
- Moje życie to moja sprawa. - Powiedziałam szorstko. - Nie szukam nowych przyjaciół. - Syknęłam.
Machnęłam ogonem, tym samym uderzając brata w pysk. Odeszłam spokojnym krokiem, a w oddali usłyszałam tylko warknięcie. Zatrzymałam się przy rozwidleniu korytarzy. Prosto przede mną znajdowało się duże okno. Podeszłam do niego i zauważyłam, że pada deszcz. Oparłam łapy na "parapecie" i patrzyłam na spływające krople. Wszystkie były w przeróżnych rozmiarach. Powróciłam do myślenia. Do mojego umysłu wdarły się słowa wypowiedziane przez brata.
- Może go jednak trochę posłuchać...? - Mruknęłam cichutko do siebie.
Westchnęłam i nadal oglądałam ponury krajobraz, który o dziwo nawet mi się podobał.

Charon - Znachorstwo (1)

Wyszedłem jak zwykle wcześnie, jeszcze nim ojciec się obudził. Nie mam zamiaru z nim rozmawiać, denerwuje mnie swoim zachowaniem. Pfe! Bo on to wie wszystko najlepiej i ogólnie. Gówno, jestem od niego lepszy i mu to udowodnię. On jest nieukiem i na niczym się nie zna. Nie będę taki jak on, będę lepszy! Pozwolił naszej matce umrzeć, ja zrobię wszystko by oszukać śmierć. Jeszcze nie wiem jak... ale się dowiem.
Po śniadaniu od razu zawitałem w naszej bibliotece i zacząłem szukać kamienia znachorskiego. Tak, chcę być znachorem. Wtedy na pewno uda mi się zwrócić uwagę tej białej ślicznotki.
Za pomocą telekinezy zabrałem kamień i podszedłem do pierwszego lepszego posłania, po czym dotknąłem łapą kryształu, by móc się czegoś dowiedzieć. Ku moim oczom ukazała się wilcza postać, która przywitała się ze mną i zapytała co chciałbym wiedzieć.
- Najlepiej to wszystko. - odpowiedziałem, zafascynowany hologramem.
- Określ dziedzinę. - oznajmiła, patrząc się na mnie.
- Jak niby? Nie znam się na tym. - warknąłem. Skąd mam wiedzieć jakie są dziedziny? Myślałem, że to po prostu znachorstwo i tyle. - Niech to będą podstawy. - dodałem po chwili.
- Znachor. Istota nie posiadająca wykształcenia medycznego, zajmująca się leczeniem. W swojej praktyce znachorzy często stosują zioła oraz odwołują się do zakorzenionych w różnych tradycjach wierzeń, zaklęć, czarów i zamawiania, postrzegania aury, białej magii oraz radiestezji. Uprawianie znachorstwa, w świetle obecnej wiedzy medycznej, jest często krytykowane, przede wszystkim jako działanie mogące opóźnić wdrożenie właściwych i ważnych dla zdrowia i życia pacjenta procedur medycznych. Dzięki rozwojowi medycyny, znachorzy zaczynają uchodzić za istoty nie ważne i nie potrzebne. - oznajmiła, pokazując mi różne obrazy. Jakieś zioła i czary.
- Że słucham? Jak nie potrzebne! - warknąłem ze złości. Nikt nie będzie mi mówił, że jestem nie potrzebny. - Czym się różni znachor od medyka? - zapytałem z ciekawością. Coś mi tu nie pasowało.
- Medycy posiadają znacznie większą wiedzę medyczną i kierują się tym, czego ich nauczono, polegają na swoich umiejętnościach, nie na magii i zaklęciach...

środa, 2 września 2015

Terra - Stary wróg

Obudziłam się późnym rankiem. Promienie słońca wpadały do mojej komnaty. Przeciągnęłam się i leniwie ziewnęłam. Następnie wstałam i rozejrzałam się.
- Jak zwykle pusto tutaj... - westchnęłam i usiadłam.
Czułam się bardzo samotna, ale nic na to nie poradzę... Innego wilka w moim wieku - oprócz Hypnosa - nie było tutaj. Ponownie wstałam i wyszłam z budynku. Powolnymi krokami doszłam do Pulchram. Wzięłam szybką i zimną kąpiel na orzeźwienie. Gdy wyszłam z wody wyczułam od razu zapach jakichś saren. Instynkt mi mówił, żebym za nimi podążyła; i tak też uczyniłam. Wreszcie trafiłam do nich. Powoli zaczęłam się do nich skradać. Niestety zauważyły mnie i uciekły. Jednak jedna podczas biegu ugrzęzła w błocie. Wykorzystałam szansę i skoczyłam na nią, tym samym brudząc siebie. Wbiłam kły w jej delikatne ciało, a tak dokładniej w krtań. Od razu upadła. Zabrałam się do "brudnego" posiłku. Nie przeszkadzało mi to błoto. Jednakże większym problemem było wydostanie się stąd. Strzeliłam sporą kulą wody w maź, która się rozbryzgała. Głębokość błota zmalała, więc z łatwością się wydostałam. Wróciłam nad Pulchram, a tam zastałam czarnego basiora.
Beren
W Pięknej ptaki ćwierkały i tak dalej. Nie wiem czemu, ale coraz częściej tu przesiaduję. Dotarłem właśnie do jeziora i co najdziwniejsze, zobaczyłem w nim rudo-białe odbicie. Pomyślałem, że to deja vu, ale nie. Stała tam z krwii i kości i obserwowała mnie czujnie, skora do zaatakowania, gdyby zaszła taka potrzeba. Podszedłem do niej na ugiętych łapach czujnie i ostrożnie. Przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie ze szczegółami. Wtedy miała mi za złe, że jej nie dobiłem. Śmiechu warte. Metr od niej wyprostowałem się i podeszłem do niej blisko, aż wdychała wydychany przeze mnie dwutlenek węgla i spojrzałem jej w oczy. Rozbawiło mnie to, ale nie dałem tego po sobie poznać.
Terra
Popatrzyłam w jego chłodne oczy. Tym razem wydawał się spokojniejszy. Otrzepałam się z błota. Ja się oczyściłam, jednak czarny basior został po części ubrudzony. Na swym ciele miał parę brązowych plam. W duszy cicho zachichotałam i podeszłam do jeziora. Zniżyłam głowę do poziomu tafli wody i spragniona wzięłam parę łyków. Przy okazji lekko zanurzyłam się, by zmyć ślady błota oraz krwi. Wyszłam z wody i spojrzałam ponownie na wilka. Obserwował mnie uważnie. Pewnie myślał, że za chwilę go zaatakuję, ale mylił się. Już nie chciałam wywoływać durnej bójki. Usiadłam ok. 2-3 metry od niego. Nie spuszczałam wzroku. W końcu odpuściłam i odwróciłam głowę w stronę krzewów, na których rosły młode róże.
- Czemuż tak mi się przyglądasz? - Zapytałam obserwując nadal rośliny.
Miałam nadzieję, że nawiążemy chociaż krótką i cywilizowaną konwersację.
Beren
Dopiero teraz spostrzegłem, że wadera jest brudna i ja też. Weszła do wody by zmyć z siebie brud, ja jednak zostałem brudny za co wadera pewnie będzie się śmiać. Gdy wyszła usiadła parę metrów ode mnie. Daleko. Potem wadera spojrzała w stronę krzewów i tym sposobem już na mnie nie patrzyła. Nagle zadała mi niewinne pytanie.
- Bo lubię obserwować bezbronne baranki - zadrwiłem, ale też próbowałem ją sprowokować.
Terra
Westchnęłam tylko na jego odpowiedź.
- Cóż... Wyglądu się nie wybiera. - Mruknęłam i spojrzałam na niego z wrogością.
Zapewne znowu chciał, żeby między nami była bójka. Lecz teraz starłam się być opanowana i zachować spokój. To było najlepsze rozwiązanie. Jego drwiny mnie już nie ruszały.
- Chcesz wywołać bójkę? - Zapytałam. - W takim razie powiedz to od razu... - Dodałam oschle.
Mój wzrok przekierował się na teraz z kolei na lewą stronę od basiora, czyli przeciwną od róży. Tam z kolei rósł trujący bluszcz.
Beren
Haha. Czyli wadera mnie przejrzała. Zerknąłem na chwilę za siebie, by sprawdzić na co ona patrzy. Eh... Symboliczne. Trujący bluszcz a dzika róża. Dobro a zło.
- Nie zamierzam. Jestem tylko ciekaw ile takich zdań możesz znieść, by nie ruszyć się z miejsca.
Przekrzywiłem głowę patrząc na waderę. Widać było, że próbuje nie doprowadzić do bójki. Próbuje być opanowana i spokojna. Ja naprawdę jestem ciekaw ile ona tak wytrzyma.
Terra
Delikatnie się zaśmiałam. Rozbawiła mnie jego ciekawość.
- To sobie poczekasz długo! - Powiedziałam z kpiną.
Na te słowa basior przekręcił głową. Zapewne zaraz palnie kolejnym głupim tekstem. Radość mnie opuściła, a zawitał u mnie delikatny smutek. Westchnęłam i spojrzałam prosto na czarnego wilka, a potem trochę do góry. Ujrzałam dwie ćwierkające jaskółki. Budowały sobie gniazdo. Jedna zlatywała w celu szukania gałązek, a druga je splatała tworząc własny dom. Wpatrywałam się w nie. Taka cisza mnie uspokajała, lecz nadal trochę obawiałam się tego co powie ciemny basior.
Beren
Coś co powiedziałem wprawiło ją w dobry nastrój. Tylko nie wiem co. Wadera spojrzała na coś nade mną lub wyżej. Nagle posmutniała. Zdziwiło mnie to. Przechyliłem głowę w bok i spoglądałem na nią uważnie. Co sprawiło, że przed chwilą była wesoła a w następnej sekundzie już smutna?
- Nie rozumiem twoich poczynań. - Powiedziałem cicho. Mam nadzieję, że wadera zrozumie co mam na myśli. Jeżeli nie to trudno - nie wytłumaczę jej tego. To o nią chodzi.
Terra
Popatrzyłam ponownie na basiora. Nie do końca zrozumiałam jego słowa.
- Czy chodzi ci o me odczucia? - Zapytałam zaciekawiona.
Na to czarny wilk skinął tylko głową.
- Ech... - Westchnęłam. - Ja już tak mam. Dostrzegam we wszystkim dobro jak i też zło. - Dodałam po chwili.
Uświadomiłam sobie, że samiec zaczął ze mną normalnie rozmawiać. Już nie chciałam okazywać szczęścia na twarzy, więc zachowałam je w środku. Miałam nadzieję, że nasza konwersacja będzie spokojna tak do końca.
- A swoją drogą... Moje imię brzmi Terra, a twoje? - Spytałam zmieniając temat.
Beren
Spojrzałem na nią zdziwiony. To my się sobie nie przedstawialiśmy ? Przedstawię jej się.
- Beren. - Powiedziałem chłodno. - A ty jesteś? - Dodałem nagle i spojrzałem na waderę.
Zacząłem zastanawiać się nad jej słowami. "Dostrzegam we wszystkim dobro jak i zło." A co ona dostrzega we mnie? Chciałbym w końcu się dowiedzieć kim jestem. Kim naprawdę jestem.
Spojrzałem jej prosto w oczy mając nadzieję, że usłyszy to nieme pytanie.
To śmieszne. Czy zaczynam wierzyć w przeznaczenie, kabały i inne bzdety?
Terra
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Przecież zaledwie chwilę temu przedstawiłam się mu. No cóż... Żeby nie wywołać kłótni odpowiedziałam ponownie.
- Terra Ginger. - Odrzekłam mając nadzieję, że basior teraz zapamięta te dwa słowa.
Możliwe, iż trochę go zaskoczyłam. W końcu przedstawiłam się z przydomkiem, a chyba niewiele istot żywych tak robi. Ale trudno; stało się i się nieodstanie. Zapadła głucha cisza. Z uwagą obserwowaliśmy siebie. Nadal jednak nie darzyliśmy siebie chociaż odrobiną zaufania - przynajmniej ja tak to odczuwam. Przerwałam nasz kontakt wzrokowy i spojrzałam za siebie. Sama nie wiedziałam po o to zrobiłam. Instynkt kazał mi przerwać tą napiętą chwilę.
- Dziś jezioro jest wyjątkowo piękne. - Przerwałam ciszę. - Nieprawdaż? - Dodałam i popatrzyłam na Berena.
Beren
Wtedy spytałem się o jej imię a ona spojrzała na mnie z zaskoczeniem. Zmrużyłem oczy analizując jej zachowanie. Nagle dotarło do mnie, że ona mi się przed chwilą przedstawiła jako Terra Ginger a wcześniej po prostu jako Terra. Ech... Co ze mnie za palant. Rozmyślałem tak a cisza się przedłużała. W końcu Terra spojrzała w innym kierunku i powiedziała, że jezioro jest dzisiaj wyjątkowo piękne. Rozbawiło mnie to jakbym właśnie usłyszał jakiś nieznany mi żart, ale cóż... normalne wilki wymieniają takie uwagi. Spojrzawszy na jezioro odpowiedziałem niechętnie.
- Zwykle nie zwracam uwagi na takie rzeczy. - Powiedziałem tak jakby obserowanie takich rzeczy było poniżej mojej godności i nie powiedziałem czegoś typu bzdety bo mogłoby by to oznaczać, że nie zwracam uwagi na czyjeś imiona a tego nie chciałem.
Terra
Na te słowa przeszyłam czarnego basiora wzrokiem pełnym pogardy. Różnił się sporo ode mnie. Wstałam i nadal utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy.
- Rozumiem. - rzekłam bezbarwnie. - Różnimy się sporo od siebie, Beren. - dodałam po krótkiej chwili.
Stanęłam bokiem do ciemnego wilka. Następnie zrobiłam parę kroków w stronę róży, na którą wcześniej patrzyłam się. Zagłębiłam nos w jednym z jej kwiatów i pogrążyłam się w zapachu. Zapewne ciemny basior był ponownie zdziwiony mym zachowaniem. No ale nic nie poradzę... Nie będę siedziała w jednym miejscu i ciut stresowała się. Później wskoczyłam do krzewu obok. Odwróciłam się w stronę Berena. Ten z kolei siedział i nadal mnie obserwował.
- Do zobaczenia, Beren... - Mruknęłam cicho.
Powolnymi krokami oddaliłam się do zamku.

Charon - Przyjaciel? Zabawne

W końcu nie musiałem już wszędzie łazić ze starym, mam rok i mogę robić co mi się podoba. No dobra, nie wszystko, bo stary nas uczy tego i owego na temat naszej krainy, żywiołów i tak dalej. Chociaż teraz jest znowu zrozpaczony, bo stracił córkę, lecz mnie to jakoś nie rusza. Siostra zaginęła i tyle, była głupia. Proste. Może kiedyś wróci? Nie no, stawiam, że ją zabiją jak tylko przekroczy granice Arcanterry. Ojciec mówił, że my możemy mieszkać tylko tutaj, bo to jest nasza kraina, stworzona specjalnie dla nas byśmy byli bezpieczni i nie prowadzili wojen z innymi gatunkami.
Chodząc tak i szukając tego "miejsca", w którym mam odkryć swój żywioł, natknąłem się na Berena. Znałem go, to on mnie zaprowadził do Zamku, jak byłem mały.
- Elo. - przywitałem się z czarnym basiorem. Mój ton głosu był lekko znudzony, bo w sumie... to łażenie w te i we wte mnie nudziło. Ale chcę już mieć żywioł!
Beren
Chodziłem po terenach Arrcanterry bo, no cóż nie mam nic do roboty. Jestem mordercą a Hypnos nie zdecydował się jeszcze czy mam kogoś zabić. Czasami tak się zdarza, ale ja mam już dość tej bezczynności. Ktoś mnie pozdrowił. I to definitywnie był głos Charona, tylko doroślejszy. Zatrzymałem się i spojrzałem w bok, na roczniaka. "Elo" - jakie to głupie.
- Co chcesz? - spytałem się ostrzej niż zamierzałem... Ale dałem mu przykład dobrych manier i nie powiedziałem "czego".
Charon
Chyba ktoś tu jest nie w humorze. Dziwne, jak byłem mniejszy to wydawał się milszy. Tak, czy siak jest tylko zwykłym nic nie znaczącym poddanym, a ja jestem synem władcy. Powinien się zachowywać lepiej w stosunku do mnie.
- Co chcę? - zapytałem z zadziornym uśmieszkiem. - Ojciec planuje wybrać członków rady i mógłbym cię wkręcić. - zacząłem, dość kusząco, jednocześnie błądząc oczyma w różne strony, by na samym końcu spojrzeć na czarnego i dodać: - Ale skoro nie chcesz, to wybiorę się do tej białej i samotnej waderki. - uśmiechnąłem się złowieszczo.
Beren
Ten uśmiech... Chyba coś z niego będzie. Charon zainteresował mnie swymi słowami. Gdybym był w radzie... miałbym duży wpływ na rozwój watahy. Spojrzałem rzeczowo na samca a ten "zagroził" mi. Biała wadera, co jak co, ale wydawała mi się konkurencją, a to, że jest samotna to inna sprawa.
Myślałem patrząc na młodego. Zdawało mi się, że chce coś osiągnąć tym zachowaniem. Uśmiechnąłem, jakżeby inaczej, z lekką kpiną. Pobawmy się.
- Wkręć mnie. - odparłem po krótkiej chwili.
Charon
Proszę, proszę, proszę. Czarnemu jednak zależy na tej całej radzie i jeśli się nie mylę to jego sierść wszystko wyjaśnia. Czyżby chciał władzy? Zło wcielone, nieprawdaż? W końcu nie byle kto zostaje mordercą.
- Nie ma nic za darmo. - oznajmiłem z głupiutkim uśmieszkiem. Pobawmy się trochę, będzie fajnie. Tyle co ja mogę od niego chcieć? Jeśli zabiłby mojego ojca, sam mógłby się ogłosić radnym, więc to by mu się nie opłacało. Poza tym, stary i tak niedługo zdechnie, więc korzyści też mi to nie przyniosłoby.
- Co chcesz w zamian? - zapytał, patrząc na mnie podejrzliwie.
- Zacznijmy od tego, że będziesz moim wilczkiem na posyłki. - uśmiechnąłem się zadziornie.
Beren
To śmieszne. Roczniak zgrywa ważnego i tajemniczego. To dobrze.
"Wilczek na posyłki" Ciekawe co mam dostarczyć? I komu? Z tego wnioskuję, że kroi się niezła zabawa. Myślę, że nawet mogę go potem wsypać... i białą waderę też.
- To jak? Jak brzmi pierwsze "zadanie"? - Spytałem się z kpiną w głosie.
Ciekawi mnie jak się to rozwinie. Może roczniak zdecyduje się na poważniejszy krok?
Tylko nie podoba mi się "zaczniemy od tego".
Charon
Bawiło mnie, nie sądziłem, że taki stary wilczur będzie mi usługiwać. Nie przemyślałem tego, ale wkrótce coś wymyślę. Na chwilę obecną każę mu po prostu codziennie łapać mi bażanty. W spiżarni rzadko się one pojawiają a sam polować nie potrafię. Łatwe i przyjemne zadanie, bo przecież skoro jest się mordercą, to zabijanie chyba sprawia mu radość, czyż nie?
- Najpierw, może... hmmm. - udawałem zamyślonego. - Będziesz mi łapał bażanty, na śniadanie i kolację. I żeby one były w spiżarni jeśli zechcę coś zjeść. - zaśmiałem się triumfalnie. - Potem dam ci inne wskazówki, muszę tylko coś załatwić. - oznajmiłem obojętnie. Problem będzie tylko z ojcem, bo on nie darzy samca zbytnim zaufaniem, ale to da się zmienić. Najpierw podokuczamy siostrom, a potem tadam... czarny wybawiciel. Proste.
Beren
Gdy zadałem pytanie, Charon wydawał się zamyślony. Potem zaproponował najgłupszą rzecz na świecie. Łapać mu bażanty na kolację i śniadanie. Chwilowo chciałem się zaśmiać, ale gdy upewniłem się, że mały nie żartuje, górę wzięła druga strona. Zmroziłem syna Avatara wzrokiem.
- Nie jestem twoim sługą. Zastanów się nad poważniejszym zadaniem a wtedy pogadamy. - na moim pysku zatriumfował groźny wyraz, a potem już wściekłość. Spojrzałem na młodego samca wzrokiem w stylu: "Musisz zdobyć mój szacunek. " Rzuciłem mu jeszcze pogardliwe spojrzenie i odwróciłem się, by odejść.
Charon
O jejku, widzę, że duma mu nie pozwala na łapanie bażantów. To smutne, ale jak nie chce ze mną współpracować, to żegnam. Myliłem się co do niego, nie zależy mu aż tak bardzo na byciu radnym. Poza tym, nie godząc się na moje warunku, pokazał, że coś kombinował. Gdybym dał mu coś lepszego do zrobienia, to kto wie? Może by odwrócił kota ogonem i miałbym kłopoty. No tak, przecież łapania żarcia odwrócić się nie da, a nawet nie ma takiej potrzeby. Cwane.
- Widzę, że się nie dogadaliśmy. - uśmiechnąłem się złowieszczo. - Trudno, żegnaj. - odparłem obojętnie i odszedłem w swoim
kierunku. 

wtorek, 1 września 2015

Kaori - Zagubiona

Z ranka opuściłam moją komnatę, tak by nie zbudzić rodzeństwa i ojca. Udałam się do spiżarni, gdzie zjadłam małego zająca, to powinno mi wystarczyć.
Nie mogłam się już doczekać, aż odkryję swój żywioł! Tata opowiadał mi, że to zależy od miejsca. Właściwe miejsce powinno sprawić, że poczuję w sobie niesamowitą energię a potem mam już wiedzieć co robić. Tak też, wyruszyłam na poszukiwania tego magicznego terenu. Najpierw udałam się do Lasu, gdzie spędzaliśmy zawsze mnóstwo czasu. Bawiliśmy się, drzemaliśmy a nawet czasem ciocia Terra nam coś upolowała. Jednak to nie było to. Nie poczułam żadnego przepływu mocy... ruszyłam dalej.
Nim się obejrzałam, nastał zmrok a mojego żywiołu jak nie było tak nie ma. Rozejrzałam się za drogą do zamku, lecz nie wiedziałam gdzie jestem.
Nowsze Starsze Home