Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

sobota, 30 kwietnia 2016

Podsumowanie

Wilki zostały postarzone. 
Powitajmy Nowy Rok w watasze ;)

~*~

5 członków
2 zawodowców

~*~

1 eliksir
0 pigułek
0 medalionów 
0 kamieni

~*~
5 wątków
39 postów
15 kursów
0 questów 

~*~

Informacje: 3
Zielnik: 8
Magia: 1
Składniki: 2
Lekarstwa: 1
Istoty: 2
Kronika: 0
Zaklęcia: 0
Raporty: 0
Choroby: 0

~*~

4 miejsce na TopLiście Armentum

~*~

Wygląd bloga oraz forum został zmieniony.


~*~

TOP 3
1. Ikelos - 137 punktów
2. Aria - 105 punktów
3. Olethros - 84 punkty

Gratulujemy!

1. +5 punktów żywiołu
2. +3 punkty żywiołu
3. + 1 punkt żywiołu

piątek, 29 kwietnia 2016

Ikelos - Alchemia (3)

Ostatnio zastanawiałem się nad eliksirem zmiany wyglądu, który mi nie wyszedł. Postanowiłem go poprawić, więc w wolnym czasie zajmowałem się szukaniem roślin oraz innych potrzebnych składników.
Złotą misę bez problemu dostałem od wilków w zamku, natomiast z dragonis electrum był mały problem. Mianowicie, z magicznych kamieni dowiedziałem się iż jest to roślina dosyć rzadka, która rośnie wysoko w górach. Samo zerwanie jej także nie jest łatwe, bo mały dotyk powoduje poważne komplikacje. Na szczęście mam telekinezę, więc wystarczy tylko uważać.
Dosyć długo przygotowywałem się do tej wyprawy, mentalnie. W końcu dotarło do mnie, że z mgłą sobie poradzę za pomocą wiatru, a reszta jakość pójdzie. Wyruszyłem.
Kiedy w końcu udało mi się odnaleźć roślinę, zerwać ją i wrócić do wioski, zająłem się eliksirem. Tym razem zrobiłem wszystko tak jak było w przepisie. Przelałem miksturę do flakonika i odstawiłem, gdyż zgłodniałem. Uśmiechnąłem się sam do siebie, dumny ze swojego dzieła, po czym pomyślałem "Pójdę coś zjeść, a potem wypróbuję nowy eliksir", co też zrobiłem. Kiedy wróciłem, okazało się, że ktoś wypróbował mój eliksir za mnie. No dobra, nie mój, bo przepis był w bibliotece, ale to nie znaczy, że mógł go brać bez pozwolenia.
- Stary! To jest genialne, zobacz jak teraz ślicznie wyglądam! - krzyknął radośnie, jednak za bardzo go nie rozumiałem.
- Czy ty właśnie wypiłeś to co było w tym flakoniku? - zapytałem, powstrzymując się od wrzasków.
- Przepraszam, ale ciebie nie było a tu zostawiłeś informacje, że to zmienia wygląd to pomyślałem, że mogę. Nie gniewasz się? - zapytał, spoglądając na mnie radośnie. Widocznie był bardzo zadowolony z efektu. Westchnąłem jedynie.
- Następnym razem poczekaj na mnie. - oznajmiłem ze spokojem. - Jakby były skutki uboczne to przyjdź. - dodałem.
- Skutki uboczne? - zapytał z przerażeniem, na co skinąłem jedynie łbem i wytłumaczyłem, że to mój pierwszy raz.

Nazwa: Decorum
Rodzaj: Eliksir
Działanie: Pozwala na zmianę wyglądu wilka.
Koszt: 200 doświadczenia

czwartek, 21 kwietnia 2016

Ikelos - Alchemia (2)

Dzisiejszego dnia zaraz po przebudzeniu postanowiłem iść do biblioteki, co pewnie nowością nie jest, ale miałem pewien plan. Mianowicie, chciałem stworzyć eliksir. Mój pierwszy. Wyjątkowy. Jestem pewien, że będzie to coś super.
Zjadłem śniadanie i radośnie udałem się do biblioteki w wiosce, gdzie znalazłem odpowiedni dział. Znałem te półki, te kamienie. Byli mi jak bracia, jednak, lepsi od Red Rose. Tego nawet nie wliczam w moją rodzinę, przynajmniej nie w tą najbliższą. Śmieszne a jednocześnie smutne. Kamień jest mi bardziej bliski niż rodzony brat.
Odnalazłem jeden, dosyć mały niebieski kamień na półce z miksturami. Wziąłem go za pomocą telekinezy i odpaliłem. Ku mojemu zdziwieniu zamiast postaci zaczęły pojawiać się zioła i ich opisy, mianowicie: fiołek, stokrotka i dragonis electrum. Pierwszy raz widziałem coś tak pięknego, wyglądem przypominał różę, również miał kolce, jednak liście były bardziej poszarpane. Kwiat natomiast był czerwony w niebieskie błyskawice i mienił się, niczym diament.
Po składnikach, w których skład wchodził także magiczny pył i srebrna ziemia z Anguntur, pojawiła się instrukcja. Trzeba było znaleźć złote naczynie, podgrzać je i dodać srebrną ziemię wraz z odrobiną wody. Po rozpuszczeniu ziemi, dodajemy magiczny był i wszystko mieszamy do czasu, kiedy był zacznie migotać. Pozostało nam już tylko włożyć do miski płatki fiołka, główki stokrotek i kolce dragonis electrum. Ehh, trochę to skomplikowane.
Po wszystkim, wyszedłem z biblioteki i udałem się na poszukiwania odpowiednich składników. Z fiołkami i stokrotkami nie miałem problemu, gdyż wziąłem je od zielarzy. Nie znalazłem nigdzie złotej miski ani też dragonis electrum, ale chyba to nie przeszkoda, prawda? Trudno, wilk uczy się na błędach.
Zrobiłem wszystko, no prawie wszystko, zgodnie z instrukcją i przelałem mój pierwszy eliksir do fiolki, która była w schowku wioski. Po ostygnięciu zawartości, wypiłem ją. Ktoś musiał. Cóż, nie poczułem żadnej różnicy. Obejrzałem wszystkie łapy i ogon, nic. Trochę zawiedziony, wróciłem do swojej chaty.
- Co ci się stało?! - zaśmiał się ktoś bardzo głośno. Odwróciłem się i ujrzałem czarnego wilka.
- Coś nie tak? - zapytałem, nie wiedząc o co mu chodzi.
- Od kiedy wilki mają rogi? - śmiał się dalej, prawie turlając się po ziemi.
Nie komentując tego zachowania, podbiegłem do tafli wody. Rzeczywiście... rogi. Czyli eliksir jednak działał, zmienił wygląd, ale nie koniecznie tak jak chciałem. Nieco spanikowany, pobiegłem do biblioteki, z nadzieją, że nikt mnie nie zauważy. Musiałem to jakoś odkręcić!
Wchodząc do środka, spotkałem Arię. No pięknie, zaraz zacznie się pytać, co mi się stało. Ku mojemu zdziwieniu, wilczyca zachowywała się normalnie. Czy to z grzeczności? Może po prostu nie chciała mi powiedzieć? Po krótkiej rozmowie, pożegnaliśmy się a ja szybko pobiegłem do lustra wodnego. Nic. Zero rogów. Może efekt był tylko tymczasowy? Muszę się czegoś o tym dowiedzieć...

środa, 13 kwietnia 2016

Olethros - Szaman

W końcu nadszedł ten dzień. W końcu zdałem wszystkie potrzebne kursy, by zostać szamanem. Zadowolony jak cholera, ze zdobyczą w gębie, zawróciłem się na tereny zamku. Zjadłem sobie bażanta i przy bramie do zamku, koczowałem na jakiegoś idiotę, który mi powie gdzie jest Cesarz. Nie musiałem czekać długo. Obok mnie przeszedł wilk a ja go przytrzymałem siłą mojego żywiołu. Zdezorientowany wilk spojrzał na mnie i pokazał kły.
- Gdzie jest Cesarz? W zamku? - Wilk przytaknął i puściłem go. Szedłem korytarzem, gdy zobaczyłem drzwi do jego komnaty. Przystanąłem na chwilę. Drzwi się otworzyły i wyszedł Cesarz. Miernota, nie Cesarz. Kupka futra i nic więcej. A jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów.

Red Rose
Oh, jak przyjemnie jest Cesarzem być! Można sobie leżeć i nic nie robić. A odnośnie nic nie robienia, to dzisiaj natchnęło mnie, by wyjść na polowanie. By zniszczyć i rozszarpać biedne zwierzątka, ot tak, dla przyjemności. Akurat wstałem z mojego łoża i miałem już wychodzić, a tu patrzę, wilk. Czarny jak noc, stoi i spogląda na mnie jak jakiś idiota. Nic się nie odezwie, ani nie ukłoni. Co za brak kultury!
- A ty co? Dopiero co z buszu się wyrwałeś? - warknąłem, cały czas spoglądając w jego dziwne ślepia. 

Olethros
No nie powiem, jak na cesarza to bardzo inteligentna odpowiedź. Bóstwa, ratujcie, co to za jełop!
- Jasne. - Odpowiedziałem. - To dasz mi stanowisko szamana czy nie? Nie chcę marnować swojego czasu w tej dziurze...
Spojrzałem pretensjonalnie na otaczające nas zimne ściany z kamienia... Nie wiem czemu, ale mam ochotę go rozjuszyć. I zwyciężyć. Zabić.
Spojrzałem z lekkim rozbawieniem na wilka. Ciekawe czy będzie amba czy jest na to za leniwy?
Obserwuję go czekając na odpowiedź.

Red Rose
Spoglądałem na czarnego z niedowierzaniem, co za dzikus. Zero szacunku do władcy! No chyba sobie ze mnie kpi. Nie chcesz marnować czasu? No to bardzo proszę, nie marnuj.
- Oh, jak mi przykro, że zabieram ci cenny czas. - parsknąłem śmiechem. - W takim razie wynoś się stąd i nie wracaj. - przybliżyłem pysk do jego pyska, spojrzałem w jego oczy i oznajmiłem. Nie będzie mi się tutaj jakiś nic nie znaczący wilk w ten sposób odzywać. Kpina!
Nie trącąc czasu na jego reakcje, po prostu ominąłem go i odszedłem, śmiejąc się na odchodne. 

Olethros
Och... Zaprawdę prześmieszne. Jednak trochę mnie to zmartwiło. Chciałem dostać to stanowisko i je zdobędę. Bez pardonu.
Może Cesarz chciałbym żebym zanim pobiegł? Nie wiem, był teraz i tak daleko a ja nie chciałem lecieć jak wariat na złamanie karku. Stworzyłem przed nim więc lekką blokadę wietrzną i zawołałem za nim.
- Czekaj! Cesarzu... Racz mi dać stanowisko szamana.
Chyba, kurwa, przesadziłem... Ale tak mi zależy. Wilk odwrócił się. A ja jestem nawet gotów by pokłonić się z szacunkiem.
A co do przebiegu zdarzeń Cesarz na pewno będzie ze mnie kpił, iż nagle stałem się taki miły itd. Bzdury.

Red Rose
Myśląc już o zwierzynie, na którą zapoluję, zatrzymałem się. Nie z własnej woli, tak jakby coś, ktoś mnie zatrzymywał. Zacząłem się nad tym zastanawiać, aż w końcu doszedłem do wniosku, że jest to magia powietrza, która jest strasznie bezużyteczna. Wystarczy machnąć kilka ognistych kulek i ta cała ochronka stanie się ogniem, ogień ma przewagę, a ja jestem ogniem. Miałem już się za to zabrać, ale usłyszałem krzyk. Odwróciłem się i spojrzałem na czarnego basiora.
- No, no. Proszę. Teraz to cesarzu i racz. - parsknąłem śmiechem. - Jesteś tak żałosny, że się zgodzę, tylko po to by nie zawracać sobie tobą głowy. - oznajmiłem obojętnie. Ten wilk mi nie dorównywał, niczym.
Po załatwieniu sprawy z tym czarnym osłem, udałem się w końcu na wymarzone polowanie. Tylko ja, cierpienie i śmieć. 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Aria - Cesarz

Błądziłam po lesie w poszukiwaniu różnych roślin. Dążyłam głównie do odnalezienia aloesu, gdyż to właśnie on był bazą do większości eliksirów leczniczych. Chciałam zostać magiem który zajmuje się medycyną. Po dość długich poszukiwaniach niestety na nic nie natrafiłam; jedynie na różnorakie kwiaty, które były mi nieznane. Postanowiłam już wrócić do wioski. Gdy już byłam na miejscu zjadłam ze spiżarni małego zająca. Nie czułam się jakoś zmęczona, więc wyruszyłam na spacer. Powolnymi krokami wlokłam się po terenach Arcanterry. W pewnym momencie byłam tuz przed zamkiem. Zatrzymałam się na chwilę, ponieważ w moją stronę kierował się wilk. Basior rozglądał się po okolicy, nie patrząc pod nogi. Niestety potknął się o kamień. Szybkim krokiem podeszłam do niego.
- Nic ci nie jest? - zapytałam.
W moim głosie można było wyczuć trochę troski. Patrzyłam na samca w oczekiwaniu na odpowiedź.

Red Rose
Obudziłem się po południu, rozciągnąłem się i wyjrzałem przez okno. Jako iż mieszkałem na najwyższym piętrze, mogłem zobaczyć las, mury zamku jak i pola za zamkiem. Pogoda była dzisiaj cudowna, więc postanowiłem się przejść rozerwać.
Wychodząc z komnaty, powitał mnie mój sługa. Skinąłem łbem i udałem się do spiżarni, po co coś do jedzenia. Znalazłem tam małego zająca, na raz. Tyle powinno mi wystarczyć, a resztę upoluję sobie sam.
Wychodząc z terenów zamczyska, potknąłem się tak, że upadłem pyskiem tuż pod łapy jakiegoś wilka. Szybko wstałem i odwarknąłem. - Wszystko w porządku. - Głupia wilczyca! Kto by pomyślał, że jest tak bezczelna by zwracać się do mnie w ten sposób. - A dla twojej wiadomości, jestem cesarzem, więc mogłabyś się do mnie należycie zwracać. - burknąłem, po czym zmierzyłem ją wzrokiem. Cudna. Chcę ją.

Aria
Basior spoglądał na mnie łapczywie. Skrzywiłam się trochę przez jego reakcję. Przeanalizowałam jego słowa w myślach i uświadomiłam sobie, że on powiedział, iż jest Cesarzem. Momentalnie ukłoniłam się. Nie chciałam mieć złej reputacji u króla Arcanterry. Próbowałam wydusić z siebie jakieś słowa, lecz bardzo trudno mi było nawet otworzyć pysk.
- Wy-wybacz. - mruknęłam cicho.
Trochę stresująca była wymiana słów z cesarzem. Zdziwiło mnie jedynie to, że w pobliżu nie było żadnych ochroniarzy w pobliżu.

Red Rose
Kiedy wadera zdała sobie sprawę z sytuacji, zaczęła się jakoś zachowywać, jednak nadal nie wystarczająco dobrze. Kłaniając się, zauważyłem jej cudny grzbiet i nie tylko. Tak. Ona jest moja. Zresztą! Wszystko jest moje!
- Panie. - oznajmiłem z pogardą. - Wybacz panie. Następnym razem o tym nie zapomnij. - podszedłem nieco bliżej samicy i zacząłem ją okrążać, obserwując uważnie każdy szczegół jej ciała. - A gdybyś nie wiedziała kto będzie kradł twoje sny, to chętnie ci odpowiem. - zatrzymałem się i spojrzałem w jej oczy. - Red Rose. - uśmiechnąłem się szarmancko.
Uwielbiam takie ślicznotki. Jeśli jest nieśmiała, to znaczy, że potrzebuje pana. A oto więc jestem. Kto wie, może nawet zaszczycę ją zaproszeniem na noc.

Aria
Gdy wypowiedział te słowa, moje źrenice zmniejszyły się, a ja wzdrygnęłam się. Czułam się dosyć niekomfortowo w takich sytuacjach. Niestety ten wilk nawet moje imienia nie poznał, a już myśli co będziemy razem robić w nocy. Postanowiłam już wrócić do mojej wcześniejszej pozy, więc wyprostowałam się i uważnie obserwowałam kroki basiora. Zachowałam spokój i pomyślałam, że przedstawię mu się.
- Aria. - rzekłam.
Wilk w końcu się zatrzymał i stanął przede mną. Tacy jak on byli nieprzewidywalni i musiałam być ostrożna, żeby nie wpaść w jakiś kłopot.

Red Rose
Aria? To jej imię? Hah, zresztą... nawet mnie ono nie obchodzi, jednak... może mi się kiedyś przydać. One wszystkie lubią jak samiec pamięta ich imię, więc ta informacja pozwoli mi się do niej zbliżyć. Już wyobrażam sobie jak się do mnie czuli, jak patrzy na mnie, na swojego władcę, na swojego pana.
- Cudowne imię, moja piękna. - oznajmiłem, by ją nieco zawstydzić. By poczuła się adorowana. - Może się gdzieś przejdziemy? - zaproponowałem. Ja nie potrzebuję jej poznawać, jednak ona owszem. One wszystkie takie są. Niech mi zaufa, a potem przekona się, że nie było warto. Przecież w myślach mi nie czyta, tym bardziej nie jest w stanie mnie za kogoś takiego uważać. Będę jej ideałem, nie zorientuje się, nie będzie wstanie.

Aria
Zastanowiłam się nad jego propozycją. Każde zdanie tego basiora było dosyć podejrzane, lecz to tylko moje przeczucia. Możliwe, że po prostu jest takim romantykiem? Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Może jak przejdę się z nim gdzieś to da mi spokój i będę mogła samotnie wędrować.
- No dobrze. - odparłam wzdychając.
Musiałam zachować jakąś kulturę, gdyż to był cesarz; ktoś ważniejszy ode mnie, choć jego zachowanie wskazywało bardziej na jakiegoś podrywacza. Stety lub niestety nie ruszały mnie takie miłe słówka. Zawsze mnie odpychały i ignorowałam je. W tym przypadku będzie tak samo.

Red Rose
No proszę, proszę. Jeszcze się dobrze nie poznaliśmy a ta już do mnie wzdycha. Pięknie. Będzie nieco łatwiej niż myślałem. Trzeba tylko wyczuć jej gust, co właśnie zamierzam zrobić podczas tego spaceru. Poznam ją i obmyślę idealny plan, taki, żeby nie mogła przeze mnie zasnąć, będzie myśleć tylko o mnie, aż w końcu uznają ją za wariatkę.
- Panie przodem. - ukłoniłem się, wskazując drogę. Wadera spojrzała na mnie i ruszyła we wskazanym kierunku. Po chwili do niej dołączyłem, jako iż las jest najbliżej zamku, to tam się wybraliśmy. - A więc moja miła, dlaczego Cię nie widuję zbyt często? - zapytałem, pokazując klasę. Jak na salonach.

Aria
Basior zadał dosyć dziwne pytanie. Wydawało mi się, że cesarz przebywa głównie w zamku i załatwia jakieś dyplomatyczne sprawy. No ale co ja tam wiem?
- Bardzo rzadko przechodzę obok zamku. - odpowiedziałam. - Przebywam głównie na zachodzie Arcanterry. - dodałam.
Udzieliłam odpowiedzi dosyć dokładnej. Jeśli ten wilk chce mi się przypodobać to niech najpierw wykona na początek parę prostych czynów, które zawsze się robi. Jeśli nie zmieni podejścia do mnie to na pewno nigdy nie odwiedzę jego komnaty w zamku. Przez pierwsze minuty naszego spaceru nie odzywaliśmy się do siebie. Może ja zacznę rozmowę? W tedy może ten czas szybciej upłynie.
- No więc... - zaczęłam. - Czy nie powinieneś mieć przy sobie jakichś strażników? - zapytałam.
To mnie już od początku bardzo dziwiło.

Red Rose
Na zachodzie? No nie mówcie mi tu teraz, że ona mieszka w tej nędznej wiosce. Takiej ślicznotce nie przystoi, jednak... to jest ważna informacja. Nie mieszka w komnacie, to znaczy, że lubi skromność. Proste. A skoro lubi skromność, to też mógłbym się tak zachowywać. Zaśmiałem się w duchu, ponieważ to nie możliwe, nie no dobra, możliwe. Ale ja? Cesarz! No... będzie trudniej niż myślałem.
- No to powinnaś moja droga częściej do niego wpadać. - dodałem, po czym dalej spacerowaliśmy. Dałem waderze trochę czasu na zastanowienie, więc nie odzywałem się. Niech sobie nie myśli, że mi na niej zależy czy coś w tym stylu. Byłbym przegrany. Tak, Rose, zachowuj się obojętnie, ale nie do końca, tak żeby myślała, że ci na niej nie zależy i żeby jednocześnie miała wrażenie, że bez ciebie żyć się nie da. Spoko. Ogarnę to.
Po dłuższej chwilce, odezwała się w końcu. Oh, nareszcie! Jak można tak chodzić i o niczym nie mówić? Karanie mnie jest nie wybaczalne... ale to nic, w porównaniu z karą, jaką jest miłość do mnie.
- Przy sobie to mogę mieć jedynie ciebie. Jestem już dużym wilczkiem. - mrugnąłem do niej i uśmiechnąłem się szarmancko. To powinno ją rozbawić i zainteresować.

Aria
Cichutko zachichotałam. Starałam się wykonać to jak naturalniej, gdyż basior chyba oczekiwał właśnie takiej reakcji z mojej strony. Tak na prawdę takie "żarciki" wcale nie były tak śmieszne jak on myślał. W ciszy dotarliśmy do Luminosum. Podeszłam do wody i schyliłam głowę. Następnie zaczerpnęłam parę łyków wody. Co jak co, ale takie spacery mogą zmęczyć. Czułam wzrok cesarza na moim ciele. Czy on musiał się tak zachowywać? Tylko głupie wadery polecą na idiotyczne zachowanie. Niestety nasz władca zachowywał się totalnie jak jakiś młodziak. Westchnęłam i uniosłam głowę ponownie do góry. Popatrzyłam na Red Rose'a. Chyba czeka aż coś powiem.
- Nie jesteś zmęczony czy coś? - zadałam pytanie.
Przewidywałam już w jakim stylu odpowie, lecz nie chciałam, żeby sytuacja między nami była napięta. Postanowiłam więc zachowywać się kulturalnie i sympatycznie.

Red Rose
Z każdym krokiem, zaczęło mi się wydawać, że ona kpi sobie ze mnie. Zresztą! Ten chichot. Co jak co, ale ja umiem odróżnić fakty, w końcu ja tu jestem samcem Alfa. Wszystkie wadery są moje! To jest moja kraina i to jest moje prawo, które ogłoszę im w najbliższym czasie. Tak. Zbiorę radę. Trzeba położyć kres temu bezprawiu.
Wadera z czasem zaczęła irytować mnie bardziej i bardziej. Mówię do niej a ta nic. Cisza. Więc co? No nic. Zrezygnowałem i w ciszy dotarliśmy do Luminosum. Niech się ten dzień skończy, bo normalnie z takim pustakiem nie idzie wytrzymać. Będzie moja i tak, bo tak chcę, bo tak mogę, bo jestem tutaj cesarzem!
Kiedy w końcu się odezwała, myślałem, że wybuchnę... w sumie to, prawie tak się stało. - Jasne, że jestem zmęczony! Twoim nędznym zachowaniem. - warknąłem na nią wściekły i buchnąłem ogniem, prosto pod jej łapy. Nie oglądając się za siebie, odszedłem, dodając jedynie wściekłe - Jak nabierzesz kultury to się odezwij.

Olethros - Zielarstwo (2)

W końcu przestało padać a ja wydostałem się z zatłoczonego zamku. Wolnym krokiem poszedłem w kierunku Luminosum. Okrążyłem jezioro i skierowałem się w kierunku lasu. Usłyszałem szelest liści i z lasu wyskoczyła sarna. Nie spodziewałem się tego, więc instynktownie odskoczyłem. To był mój błąd. Moja prawa tylna noga natrafiła na coś miękkiego. Poczułem pieczenie i szczypanie. Odwróciłem się by spojrzeć na to co mnie poparzyło. Była to Urtica dioica, zwana pokrzywą zwyczajną. Wściekły wróciłem na teren zamku.

Olethros - Zielarstwo (1)

Dziś padało na wszystkich terenach Arcanterry. A więc wróciłem do zamku i udałem się do biblioteki. A w niej było tłoczno jakby nie było innego pomieszczenia w zamku. Szybko powędrowałem do działu, gdzie było najmniej wilków. Był to dział zielarstwa. Wziąłem więc kamień i ułożyłem się tam gdzie było miejsce. Zielarstwo to dziedzina, w której mogę być jako-tako jeśli chodzi o stanowisko szamana. Nie czekając dalej dotknąłem skałkę łapą. Pojawił się hologram wilka i spytał się co chcę wiedzieć. Postanowiłem być miły i powiedziałem, że chcę wiedzieć wszystko o zielarstwie na poziomie dostatecznym. Wilk zaczął opowiadać a ja się zastanawiałem jak zdołam zapamiętać te wszystkie durne nazwy. Wilk skończył a ja odłożyłem kamień na półkę i wyszedłem pośpiesznie z biblioteki.

Olethros - Ezoteryka (3)

Myślę, iż jestem gotowy, by wywołać ducha. Nie wiem czy mi się uda. Denerwuję się, ale jestem też okropnie podekscytowany. Wycyganiłem parę rzeczy i udałem się do Solitudine. Tam na sporej skałce, rozłożyłem rzeczy na swoich miejscach, poprawiłem parę razy, aż w końcu usiadłem i zacząłem czytać rozdział w księdze. Znam to na pamięć, ale warto się upewnić. Westchnąłem, zerknąłem jeszcze raz na księgę i wstałem. Spojrzałem na krąg a potem na niebo i zacząłem mamrotać wyuczone słowa. Na początku się nic nie działo, ale potem, no proszę, zerwał się wiatr i usłyszałem szepty naokoło mnie. Jeszcze nigdy nie byłem tak nerwowy. Z gąszczu słów zaczął się wybijać jeden głos, potężniejszy od pozostałych. W końcu przede mną zmaterializowała się postać. Stary wilk... No naprawdę, akurat tego starca, przysłały mi bóstwa? Miałem już zerwać połączenie, gdy wilk się odezwał.
- Słuchaj, bo nie powtórzę.
- Nawet nie będziesz mógł.
Wilk spojrzał na mnie z wyrzutem i kontynuował.
- Jestem z Ery Avatarów. Przed tobą, nędzny śmiertelniku stoi...
- Jestem od bogów. Nędzny śmiertelniku.
Wilk odszedł. Nawet nie wiedziałem, że on może przerwać połączenie... ale zerwał. Zebrałem wszystkie przedmioty i wróciłem do zamku.

Olethros - Ezoteryka (2)

Mam komuś przepowiedzieć przyszłość. Bzdury. Jak na razie znam tylko Arię, więc to do niej się powlokłem. Ze zwieszonym ogonem zapukałem do niej. Otworzyła a ja spytałem się:
- Mogę przepowiedzieć ci przyszłość? - warknąłem naburmuszony. Cóż za upokorzenie. Czemuż, do cholery, samemu nie mogę sobie przepowiedzieć przyszłości? Wadera zgodziła się zaskoczona i zaprosiła mnie do swojej chatki. Usiedliśmy naprzeciwko siebie i zacząłem mówić.
- Aria... - zobaczyłem jak stoi przed wkurzonym... kimś ważnym, nie ważne. Potem jednak jest szczęśliwa... no proszę będzie miała szczeniaczki. No i partnera oczywiście. - Co wy? Macie Cesarza czy coś? - przytaknęła a ja prychnąłem. - Więc ten Cesarz będzie na ciebie wkurzony. Nie wnikam. Ale potem będziesz szczęśliwą waderą, której dane były dzieci i będziesz miała partnera.
Wstałem, zbierając się do wyjścia, a że wiem, iż przyszłość jest zmienna, dodałem jeszcze. - Znaczy, wiesz, przyszłość jest zmienna.

Ikelos - Alchemia (1)

Obudziłem się wczesnym rankiem, zresztą jak zwykle. Nie jestem tym, który śpi do południa. Przy posłaniu miałem jeszcze resztki jelenia, które zjadłem a następnie zabrałem się za sprzątanie mojego małego domku. Zajęło mi to około godziny, w końcu takie uroki magi powietrza, wszystko idzie wydmuchnąć z pomieszczenia, a potem to już tylko ustawianie.
Gdy już wszystko było gotowe i przygotowane, postanowiłem udać się do biblioteki. Skoro już dostałem stanowisko od cesarza, to teraz przydałoby się trochę bardziej rozwinąć w tym kierunku i zacząć tworzyć.
Wchodząc do sali, zamknąłem oczy i zrobiłem głęboki wdech. Uwielbiam ten zapach, pachnie wiedzą i magią. Otworzyłem oczyska i zacząłem szukać odpowiedniego kamienia, mianowicie alchemia. Żeby tworzyć, trzeba wiedzieć jak. Bywałem tutaj wiele razy, więc bez problemu znalazłem to czego chciałem. Zabrałem kamień i podszedłem do najbliższego posłania, po czym dotknąłem kamień łapą. Po chwili pojawiła się niebieska postać z którą zacząłem rozmawiać i pozyskiwać wiedzę.

Ikelos - Chęć pracy

Po kilku miesiącach spędzonych na edukacji i poznawaniu tych wszystkich magicznych roślin, zwierząt i ogólnie magii, stwierdziłem, że nadam się na nadwornego maga. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i wczesnym rankiem udałem się do zamku w poszukiwaniu Reda. Nie za bardzo chciałem się z nim spotkać, jednak... co poradzić? Cesarz to cesarz i trzeba to przeboleć.
Wszedłem dumnym krokiem do zamku, po czym spytałem przechodzącego wilka - Hej, widziałeś gdzieś Reda?.
- Kogo? - odparł nieco zdziwiony.
- No cesarza. - oznajmiłem, także zdziwiony. Jak to? Nie zna imienia władcy a przebywa w zamku? To trochę dziwne.
- Cesarz jeszcze nie wyszedł z komnaty. - odwrócił się za siebie, po czym spojrzał na mnie i odpowiedział.
Stałem na środku korytarza, nieco oszołomiony. Jak to? Nie wyszedł? No nie mówcie mi, że śpi... Chociaż, mogłem się tego po nim spodziewać. Cały Red Rose. No nic, skinąłem tylko łbem i odszedłem od wilka. Cóż, należę do rodziny królewskiej, w końcu jestem jego bratem, więc chyba mogę do niego wejść, prawda?
Przy komnacie cesarza nie było nikogo, żadnych strażników, w co nie mogłem uwierzyć, więc rozejrzałem się jeszcze dwa razy. No nie ma. Dziwne. Korzystając w okazji wszedłem do jego komnaty.
- Hey Red! Wstawaj, sprawę mam! - krzyknąłem, stojąc przy jego posłaniu.

Red Rose
Odpoczywałem sobie po męczącym dniu. No wiecie, wczoraj byłem w bibliotece i słuchanie tych duchów jest tak nudne, że trzeba sporo się namęczyć by nie zasnąć. Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. No ewentualnie mogę pozwolić by ktoś mnie zbił z tronu i tak dalej, ale nie... czekaj. Nie mogę pozwolić! Kto byłby lepszym władcą niż ja? Ja jestem idealny i udowodnię im to... jak zechce mi się uzupełnić wiedzę. Kto by pomyślał, że będą nadal narzekać. Podstawy mam, a władanie krainą mam we krwi.
No i sobie tak odpoczywam, aż tu nagle jakieś krzyki... - Czego?! - warknąłem, nawet nie zdejmując łapy z pyska.

Ikelos
Spojrzałem na brata, który nawet nie drgnął. Całkowicie nie przejął się moją obecnością, co za bezczelność. Zresztą... a gdyby ktoś teraz wszedł i po prostu go zamordował? Nawet by nie wiedział kto. Śpi do południa, czasem dłużej a służby nie ma. Wszedłem tutaj bez żadnego problemu, co może zrobić każdy inny wilk. Mniejsza. Nie będę się denerwował zachowaniem tego imbecyla.
- Chcę zostać magiem. - oznajmiłem, przyglądając się półprzytomnemu rudemu wilkowi.

Red Rose
- Tak, tak. - odparłem bez namysłu. Niech on sobie już stąd idzie, mam go dosyć. Poruszyłem łapą, zakrywając jednocześnie ucho jak i pysk.
- Red. Mógłbyś mi odpowiedzieć. To dla mnie ważne. - oznajmił wilk, z lekkim znudzeniem. W końcu wiedziałem któż to taki. Braciszek. W końcu tylko on jest na tyle bezczelny by mówić do mnie w ten sposób. Zdjąłem łapę z pyska, po czym spojrzałem na niego leniwie. - Dostałeś to stanowisko, a teraz daj mi spokój. - oznajmiłem nieco podirytowany, patrząc na niego całkiem serio. Niech w końcu zrozumie, że dostał to stanowisko a teraz niech spada. Nie mam czasu na takie pierdoły.
Widocznie Ikelos posłuchał i dotarła do niego ta wiadomość, gdyż skinął tylko łbem i odszedł. Znał mnie, więc wiedział o co chodzi i rozumiał moje zachowanie. No cóż... w końcu od szczeniaka się z nim użeram, więc chyba załapał.
Westchnąłem, po czym wróciłem do swoich zajęć.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Olethros - Ezoteryka (1)

Po tym jak Aria oprowadziła mnie po terenach Arcanterry i odprowadziła pod wrota zamku, zdecydowałem się pójść do biblioteki i począć pierwsze kroki ku ezoteryce. Podążyłem za znakami w zamku aż do drzwi biblioteki. Zamek był ogromny. Nigdy nie byłem w aż takim dużym budynku. W bibliotece odszukałem dział ezoteryczny a w nim kamień. Wziąłem go za pomocą telekinezy i usiadłem pod oknem. Położyłem go ostrożnie na poduszce i dotknąłem łapą. Mym oczom ukazał się migoczący, niebieski hologram wilka.
-A więc co chcesz wiedzieć? - spytała się postać.
-Nie bądź głupi. Ezoteryka. - Odparłem i prychnąłem. Hologram zmierzył mnie wzrokiem.
- Tak... Więc ezoteryka to dziedzina... - Wilk opowiadał długo i miał monotonny głos. Na szczęście temat mnie tak zainteresował, iż nie zasnąłem. Po wykładzie wyszedłem z zamku. Wkrótce zastosuję tą wiedzę w praktyce.

Olethros - Przyszłość

Wszedłem na tereny Arcanterry. U moich stóp wiły się pasma mgły. Myśląc o tym zjawisku szybko szedłem tylko przed siebie by znaleźć się poza zasięgiem wyciągniętych łap gór. Trudno mi było znaleźć drogę, gdyż mgła była tak gęsta, iż widziałem najwyżej na metr. Z daleka i bliska słychać było różne dziwne odzewy jak i skomlenia, wołanie o pomoc. Jednakże wiem, że to pułapka, odgłosy nie należą do wilków tylko do istot zwanych latawicami. Jeszcze po paru minutach mgła rozrzedziła się a ja ujrzałem przed sobą rzekę. Zdecydowałem się pójść z jej biegiem w międzyczasie rozmyślając.
Wiem, iż inne tereny nie odwiedzą mnie od mojej wiary. Nie zmieni to nic, bowiem jam jest potomkiem bóstw lunarnych i bóstw cienia.
Więc pogłębię swoją wiedzę praktykując nauki naszej watahy. Stanę się szamanem...
Wpadłem na kogoś. Czując futro spojrzałem w dół i ujrzałem waderę. Podniosłem wzrok i miałem ją minąć.
- Przepraszam - mruknęła.
- A pan nie przeprosi? - spytała się niewinnie. Oczywiście, że nie - myślałem.
-Nie. - Odpowiedziałem i ruszyłem. Ale czy naprawdę na dobry start nie mógłbym kogoś poznać? Nawet gdy to jest wadera? Chociaż czy to ważne, by znać imiona przyszłych poddanych...

Aria
Błądziłam po lesie w poszukiwaniu pożywienia. O dziwo cała Arcanterra była dzisiaj zamglona. Cóż... Zbytnio mnie to nie ruszało, a wręcz zadowalało. Mogłam polegać głównie na węchu, gdyż po pierwsze nic nie było widać, a po drugie z dala dochodziły niepokojące dźwięki, które nie były podobne do tych zwierzęcych. Ostatnimi czasy pragnęłam być sama, bez towarzystwa. Niestety miejsce, w którym mieszkałam było zapełnione przez wilki. Na tą myśl tylko westchnęłam. Znałam jedynie Ikelosa i nikogo więcej. Tak właściwie to raczej nie chcę poznawać jakiejś dużej grupki wilków. Nagle przez moją nieuwagę wpadłam na coś; a raczej kogoś. Podniosłam się i spojrzałam na wilka, który znajdował się przede mną. Posiadał czarne jak nocne niebo futro i zielonkawe oczy.
- Przepraszam. - mruknęłam odruchowo.
- A pan nie przeprosi? - to mi się wymsknęło.
Czasem zdarzało mi się głośno myśleć. Niestety bywa, że mózg inaczej myśli i inaczej mówi. Dlatego też powiedziałam "pan".
- Nie. - odparł ponuro.
Wilk ruszył dalej. Pewnie był to jakiś wędrowiec czy coś. Zbytnio mnie to nie interesowało.

Olethros
Spojrzałem jeszcze raz na waderę. To "pan" jej się wymsknęło. To wiem na pewno. Jednak przeszedłem tylko parę kroków i przystanąłem i popatrzyłem bezradnie na otaczającą mnie naturę. W ogóle nie znałem tych terenów a jeszcze by gdzieś podążać. Zamachałem nerwowo ogonem i wróciłem do wadery.
- Oprowadź mnie...?
Przypomniało mi się sobie, że wadery są głupie i może uciec, gdy rozkażę a nie zadam pytania, szczególnie na nie swoim terenie. Niech mnie oprowadzi chociaż na tych podstawowych. Więcej nie potrzebuję.

Aria
Basior wypowiedział dosyć dziwne zdanie. Nie chciałam być okrutnym wilkiem, więc postanowiłam go oprowadzić.
- Chodź. - odparłam cicho.
Miałam dobrą orientację w terenie, więc wiedziałam, w którym kierunku jest zamek. Szybkim krokiem podążaliśmy w stronę centrum Arcanterry, na południe. Przez drogę basior milczał; tylko ja mówiłam jak nazywają się te tereny i od czasu do czasu, w którą stronę skręcić. W końcu dotarliśmy do Luminosum, czyli jeszcze jakieś dwadzieścia minut. Postanowiłam, że zatrzymamy się na chwilę, żeby zregenerować siły.
- Zróbmy przerwę. - powiedziałam spokojnie.
Odwróciłam się i spojrzałam na samca.

Olethros
Wadera zarządziła przerwę w Luminosum. Urocze miejsce. Skinąłem tylko łbem i usiadłem z dwa metry od niej. Wadera podeszła do tafli jeziora by się napić. Gdy tak chłeptała wodę moją uwagę przykuł migoczący piasek wzburzony przez waderę. Chociaż czy to piasek? Zerwałem się z miejsca i podszedłem do jeziora. Co jak co, ale to mnie zafascynowało. Samica odsunęła się ode mnie, patrząc na mnie dziwnym wzrokiem. Może zdenerwowała się moim gwałtownym ruchem. Spojrzałem w taflę wody milcząc. Teraz zauważyłem, że to faktycznie nie jest piasek tylko jakby pył. Nie załapywał wody. A jednak był w jeziorze: pył. Idiotyczne.
Kusiło mnie by zapytać ją co to takiego, lecz nie chciałem wyjść na wariata i głupca. W wolnej chwili zajrzę do biblioteki w zamku. Wróciłem do miejsca gdzie siedziałem a i ona znów wróciła na swoje poprzednie miejsce.
- Jaką wyznajecie religię? - spytałem. Nie spodziewałem się od niej odpowiedzi. Wadery mogą okazać się tępe.  

Aria
Spojrzałam na czarnego basiora. Chyba miał inną religię od większości wilków znajdujących się w Arcanterze.
- Większość tutejszych wilków wierzy w Arcanusa. - odpowiedziałam. - Był on podobno stwórcą nas i całego świata. Doskonalił go i stworzenia w nim znajdujące się. Na początku byli avatarzy; wilki o czterech żywiołach. Następnie Era Uchawi; istoty, które osiągają 80% możliwości umysłu. Każda z krain ma swoje Uchawi, swój system, swoją władzę. - dodałam.
Może nie była to cała oraz szczegółowa historia, lecz streszczona i prostsza. Miałam cichą nadzieję, że teraz basior opowie trochę o swojej wierze. Wyglądał na wilka, który wiedział już sporo o świecie.

Olethros
Ciekawe. Wadera opowiedziała to tak ogólnie, ale i to wszystko mogę sprawdzić w bibliotece. Zagłębiłbym się w znaczenie Uchawi, bo Era Avatara mnie nie zbyt ciekawi. Wiadomo jak to było: wszystkie żywioły leciały po kolei, szczęście miał ten, który odziedziczył właściwy żywioł po ojcu. I tu jestem pewien, iż często zdarzali się tyrani, nie wykluczam też łagodnych baranków. W tej Erze jednak może być ciekawiej. Jednak czy rządy sprawuje Uchawi czy... może rodzina królewska? I czy Arcanus odpowiada jednemu z moich bóstw?
Cisza dzwoniła w uszach, ja wyłączyłem myśli i skupiłem wzrok na waderze. Jak ma na imię? Wpatrywałem się w nią jak wół w malowane wrota a żadne imię nie przychodziło mi do głowy. Więc zostawiłem tą sprawę w spokoju a wadera patrzyła się pytająco. Dotarło do mnie czego chce i skrępowałem się. Nasza religia raczej nie wychodziła poza tereny naszej watahy, więc nikomu innemu nie było o niej nic wiadomo. Szamani zakazywali mówienia o niej komukolwiek innemu spoza watahy, więc wszyscy milczeli. Teraz sam nie wiem co mam zrobić. Z tego wszystkiego jej wzrok przewiercał mnie na wylot a ja kręciłem się nerwowo. No cóż... dyskomfort. Powiedzieć jej czy nie? Z resztą gdy jej powiem może to przekazać rządzącym i będę w kropce. Z innej strony, gdy będę tak milczał i się nerwowo kręcił to też będzie podejrzane. Ha, kto by pomyślał, że zostałem zapędzony w kozi róg przez waderę? Przez ten przedmiot?
- Jestem poganinem. - z ciężkim sercem zacząłem swoją opowieść.
- Nasza wataha czciła tylko bóstwa lunarne, ciemności i plugastwa jak Selene czy Charsa a szaman był najwyżej w hierarchii. Odprawialiśmy obrządki prawie co nocy, kiedy okaleczaliśmy się, składaliśmy w ofierze nowo narodzone szczeniaki i gwałciliśmy wadery. - Szło mi coraz łatwiej. - Były tylko przedmiotem. Jednakże co trzy lata, na święto Selene, była wybierana wadera, której nie mogliśmy tknąć. Była jak tymczasowa królowa. Była wolą księżyca. Ja sam urodziłem się w nocy, w święto Charsa. Byłem ich bóstwem. Nadal jestem. Parę miesięcy temu zdarzył się wypadek. Przy święcie, przy okaleczeniu, nie zdołałem utrzymać całej watahy. Padli martwi. Ale wybranka Selene tam była, by nasza wataha trwała jeszcze przez wieki. - skończyłem swoją opowieść, wbijając oczy w ziemię. Podniosłem je jednak i z całą zaciętością myślałem: "Nie mów IM."

Aria
Zaciekawiła mnie religia, w którą wierzył basior. Jednak zbytnio nie podobało mi się to, że traktowali wadery jak przedmioty. Choć z drugiej strony to jest ich wiara, a każda ma swoje tradycje, więc można by było się przyzwyczaić do tego. Tak właściwie to ja nie czciłam żadnego boga. Nigdy nie zagłębiałam się w te tematy; moi bliscy również. Dlatego nie uznawałam żadnej religii; no chyba, iż ktoś mnie do niej przekona.
- Choć jest tyle różnych religii to ja i tak nie wierzę w żadną. Tak na prawdę znam tylko dwie, z czego jedna jest twoja. Jakoś nigdy nie potrzebowałam czcić kogoś. Szanuję każdego wilka i jestem tolerancyjna, więc nie przeszkadza mi, jeśli ty wierzysz w bóstwa lunarne, plugastwa i ciemności, a inny wilk w Arcanusa. - odparłam.
Nie wiem, czy każdy wilk wierzy w jakiegoś boga. Jeżeli tak, to chyba i ja muszę się przystosować do którejś z religii, prawda?

Olethros
A więc ona jest ateistką. Nie za bardzo rozumiem jak można tak żyć. Zgaduję, że może czasami lepiej działać na własną rękę. Ale jak, na Selene, ona sobie radzi? Sama?
Nieważne. Wstałem i otrzepałem się z piasku. Spojrzałem jeszcze raz na Luminosum i zwróciłem się do wadery.
- A więc idziemy dalej?  
Aria 
Skinęłam głową twierdząco. Wstaliśmy, otrzepaliśmy się z piasku i wyruszyliśmy w stronę zamku. Po drodze widywaliśmy różne zwierzęta; głównie ptaki. Gdy zbliżaliśmy się do wielkiej budowli mgła powoli znikała. Na szczęście lub nieszczęście między nami panowała głęboka cisza. Zatrzymaliśmy się przed dużymi, drewnianymi drzwiami do zamku. Spojrzałam na basiora.
- Cóż... Tu chyba nasze drogi się rozchodzą. - powiedziałam.
Tak w głębi serca było mi trochę smutno, że nie poznałam bardziej tego basiora. Z pewnością różniliśmy się, ale ja bardzo zainteresowałam się jego kulturą i tradycjami. Odwróciłam się i powolnymi krokami oddalałam się od wilka.
- Aria. - powiedziałam cicho.
Możliwe, że basior to usłyszał; szczerze to miałam taką nadzieję.

piątek, 8 kwietnia 2016

Olethros Caeletis

Urodziłem się w nocy z 4 do 5 lipca czcząc swoim powstaniem imię Charsa. W nowiu u stóp Góry, leżąc pośród płomieni wydała mnie na świat umierająca wilczyca Halethe. Już wtedy członkowie naszej watahy zaczęli mnie doceniać, czcząc jako bóstwo. Bo czyż nim nie jestem? Nasza wataha piastowała własną czarną religię zwaną pogaństwem.
Obrządki trwały a ja zagłębiłem się głębiej w mroki naszych wierzeń, zacząłem doceniać szlachetną ciecz jaką jest krew i zamglone oczy. W noc 1 maja moi podwładni modlili się do Hekate dając jej drogocenny dar jakim jest dopiero co urodzony szczeniak. Wtedy widziałem księżyc i bóstwa przemawiały do mnie a wilki w dole nie modlili się do Hekate czy Charsa, modlili się do mnie. Mnie czcili i błagali o litość.
W następną czarną noc szare wadery umierały w kącie niezauważone przez bóstwa i ignorowane przez basiory przez które zostały wykorzystane. Przystanąłem przy jednej i obserwowałem jak dogasa jej płomień życia.
Co trzy lata jedna wadera staje się wyjątkowa dzięki błogosławieństwu Seleny co znaczy, iż staje się wolą księżyca, nie można jej tknąć. Zbliża się jej święto i trzylatka ma zostać wybrana, by unieść jej błogosławieństwo.
Ból, cierpienie. Wiara. Obrządek, krew i noc. Nadeszło święto Selene. I nie wszystko poszło zgodnie z planem. Moi przodkowie oddawali jej część plamiąc ziemię posoką a ja nad nimi czuwałem.
Jednakże poczułem nadmierną ekscytację i nie udało mi się ich utrzymać. Już nie wstaną... Spojrzałem na pole pełne ścierw a ziemia zadrżała ze smutku. Ze stalowym sercem chciałem ich zostawić, ale trzyletnia wadera, Hestia podniosła się i zaprosiła mnie do tańca wśród niemych ciał. Ona została wybrana przez Selene. I jeszcze tej nocy przepełnionej zapachem kadzideł oddała mi się , by nasza wataha mogła powstać i trwać. Spojrzałem na nią i na okaleczone postacie wokół niej i odszedłem.

Kolor sierści: Czarny
Imię: Olethros
Przydomek: Caeletis
Wiek: 3
Żywioł: Powietrze

środa, 6 kwietnia 2016

Aria - Nowy przyjaciel

Obudziłam się w moim małym, skalnym domku. Nie potrzebowałam mieć komnaty w zamku, ponieważ w tym miejscu głównie spałam i czasami jadłam. Leniwie wstałam i zaczęłam się rozglądać. Na szczęście wczorajszego wieczoru przyniosłam do mojego domku dwa bażanty. Jednego zjadłam nocą, więc drugiego mogę zjeść teraz. Podeszłam do niego i zaczęłam go jeść. Po dwóch minutach skończyłam posiłek. Oblizałam wargi z pozostałości po ptaku i leniwym krokiem wyszłam przed mały budynek. Po wiosce chodziło parę wilków. Widać było, że są zapracowane. Pomyślałam, iż mogłabym zaprzyjaźnić się z kimś, kto akurat nie pracuje. Powoli przemierzałam wydeptane ścieżki i bacznie obserwowałam w okolicę. W oczy rzucił mi się basior o szarawym umaszczeniu. Żwawszym krokiem podeszłam do niego.
- Witaj. Nazywam się Aria, a ty? - zagadałam. Wilk wyglądał na spokojnego.

Ikelos
Tego dnia wstałem przed wschodem słońca i pobiegłem do biblioteki w zamku, w sumie to nie miałem nic lepszego do roboty. Edukacja jest ważna, bez niej jest się nikim. Im więcej będę potrafił tym lepszy będzie ze mnie Mag, to chyba proste. Salę znałem na pamięć, więc bez problemu udałem się na dział magii i sięgnąłem coś z czarodziejstwa. Spędziłem tam kilka godzin, po czym postanowiłem wrócić do wioski i przejrzeć tamtą bibliotekę. Kiedy wracałem, natknąłem się na pewną wilczycę.
- Cześć. Ja jestem Ikelos. - uśmiechnąłem się do niej. - Ładne imię. Jesteś tu nowa? - zapytałem z ciekawości.

Aria
Wilk odpowiedział pogodnie.
- Właściwie to tak. - odparłam. - Może chciałbyś... przejść się na spacer? - dodałam trochę ciszej.
Mimo tego, że byłam dosyć śmiała, to i tak znajomość z nowym wilkiem mogła kogoś troszkę zestresować. Szarawy basior skinął głową. Wspólnie ustaliliśmy, że udamy się na plażę. Ruszyliśmy w tamtą stronę lekkim truchtem, żeby nie włóczyć się z godzinę. Droga trwała ponad 20 minut.W między czasie trochę rozmawialiśmy; głównie o sobie. Dowiedziałam się, że Ikelos również chce zostać magiem. Ucieszyłam się, gdyż będę mogła z nim pracować.

Ikelos
Plaża to jedno z tych piękniejszych miejsc, no i wietrznych. A jako iż moim żywiołem jest powietrze to bardzo lubię wiatr, huragany i inne, czasem niszczące działania tego żywiołu.
Aria wydawała mi się kimś godnym uwagi, była bardzo miła i ciekawie mi się z nią rozmawiało. Nie wiem dlaczego, ale trochę się ucieszyłem, kiedy dowiedziałem się, że będzie ze mną pracować. W prawdzie ona będzie zajmować się lekarstwami, a ja trochę bardziej... można by rzec, nic nie znaczącymi dodatkami. Dowiedziałem się też, że posiada zielarstwo, więc mam nadzieję, że będzie mi trochę pomagać w uzupełnianiu moich magicznych eliksirów. Kto wie? Może jakaś nic nie znacząca roślina zmieni całkowicie działanie przedmiotu, i być może nawet go ulepszy.
- Bardzo lubię to miejsce. - oznajmiłem, spoglądając w kierunku wody. - Dzisiaj jest dosyć wietrznie, co bardzo pozytywnie wpływa na moje samopoczucie. - zaśmiałem się i spojrzałem na wilczycę. - No wiesz, powietrze. A jaki jest twój żywioł? - zapytałem z ciekawości.

Aria
Zaskoczyłam się trochę jego wypowiedzią. Na szczęście zaskoczenie przeszło w lekką radość, gdyż wreszcie spotkałam innego wilka o tym samym żywiole co ja. Miałam małą nadzieję, że jeśli potrafi sztuczki, których ja nie umiem, to nauczy mnie ich kiedyś. Tak właściwie to moja magia powietrza nie była w jakimkolwiek stopniu perfekcyjna; potrafiłam tylko podstawowe rzeczy, takie jak: małe tornado, kula powietrza, mocny powiew wiatru itp. Po naszym spotkaniu będę musiała się ostro zabrać za treningi, gdyż muszę potrafić bronić się lub walczyć.
- Moim żywiołem również jest powietrze. - powiedziałam pogodnie. - Nie spodziewałam się tego, że żywiołem pierwszego wilka, którego tutaj poznam, będzie powietrze. - dodałam szybko.
Ikelos był ciekawy i miał bardzo podobne zainteresowania do moich. Nigdy jeszcze nie widziałam wilka, który by miał tyle takich samych cech co ja. Najwyraźniej wyjątki się zdarzają. Miałam nadzieję, iż zostaniemy przyjaciółmi.

Ikelos
Uśmiechnąłem się szeroko, kiedy powiedziała mi, że ma taki sam żywioł jak ja. Nie dość, że planuje zostać magiem to jeszcze proszę, taka niespodzianka. Coś czuję, że będziemy spędzać czas nawet i po pracy. Może jakieś wspólne treningi? Ciekawe na jakim poziomie jest jej władanie żywiołem, byłoby świetnie poznać jakieś nowe chwyty.
- To świetnie. - odparłem. - Może kiedyś wybierzemy się na wspólny trening? - zaproponowałem, zerkając na wilczycę od dołu do góry.

Aria
Przemyślałam tą propozycję. W sumie wspólny trening nie byłby taki zły, lecz musiałabym trochę podtrenować swoje umiejętności, żeby nie wyjść na kogoś, kto w ogóle nie umie opanować swych mocy.
- Bardzo chętnie. - odparłam pogodnie.
Okazało się niestety, że Ikelos musi już iść. Nie zagłębiałam się w te powody, gdyż to nie była moja sprawa. Po prostu pożegnaliśmy się i poszliśmy we własne strony. Ja postanowiłam zapolować na jakieś zwierzę.
Chodziłam bezszelestnie po lesie, uważnie obserwując okolicę. W pewnym momencie zauważyłam gniazdo na gałęzi pewnego drzewa. W środku znajdowały się trzy pisklęta. Widać było, iż jeszcze nie potrafią latać. Wykorzystałam więc okazję i lekkim powiewem wiatru zdmuchnęłam dom młodych ptaków z drzewa. Podeszłam do piskląt i przejechałam im pazurami po brzuchu. Nie chciałam żeby cierpiały, więc zrobiłam to bardzo szybko. Wzięłam trzy ptaki do pyska. Następnie pokierowałam się w stronę wioski. Odłożyłam dwa ptaki do spiżarni, a trzeciego wzięłam do swojego domku. Tam go zjadłam i po dosyć męczącej wyprawie zdrzemnęłam się.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Aria - Alchemia (2)

Chodziłam po zamkowych korytarzach w poszukiwaniu biblioteki. Pomimo tego, że byłam w niej parę razy to i tak nadal się gubiłam, gdyż zamek był ogromny. Po ok. dziesięciu minutach od wejścia do mocarnego budynku. Chciałam stworzyć swój pierwszy eliksir, więc wzięłam kamień z działu "Alchemia". Aktualnie postanowiłam sprawdzić, jakie rośliny mogę wykorzystać do tworzenia magicznego płynu. W tym celu uniosłam kamień za pomocą telekinezy i ruszyłam w stronę posłania. Następnie usiadłam na sporych rozmiarów cienkim kocu. Chwilę później dotknęłam łapą kamienia, a nad nim ukazała się mała, niebieskawa postać wilka.
- Witaj. Czego zechciałabyś się dowiedzieć? - spytał hologram.
Chwilę pomyślałam. Wpadłam na pomysł, iż mogę stworzyć eliksir leczący.
- Co jest potrzebne do eliksiru, który leczy? - zapytałam.
- Potrzebny jest ci jeden skrzyp polny, liść aloesu oraz gorąca woda. - odparł wilk.
- A jak go przygotować? - spytałam.
- Skrzyp polny wrzucić do wrzącej wody. Następnie wyjąć miąższ ze środka aloesu i dodać go do wywaru. Na koniec zostawić wywar do ostygnięcia. Potem nałożyć na ranę. Powinna ona zniknąć w ciągu paru dni. - odpowiedziała postać.
- Dziękuję za te informacje. - po tych słowach hologram zniknął.
Odłożyłam kamień na miejsce i wyszłam z zamku. Przeszukiwałam pobliskie tereny w celu odszukania potrzebnych mi składników.
Po dość długich poszukiwaniach znalazłam skrzyp polny. Wrzącą wodę zdobyłam od maga ognia, który podgrzał ciecz, a aloes wzięłam ze schowka roślin. Eliksir przygotowywałam w swoim domku, na kamieniu. Kolejno dodałam skrzy polny oraz miąższ aloesu.
- To teraz trzeba poczekać. - wypowiedziałam pewna siebie.
Po pewnym czasie spojrzałam na fiolkę z płynem. Ciecz przybierała zielonkawy kolor.
Minęła godzina. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Znalazłam mały kamyczek przypominający trójkąt, którego czubek był dosyć ostry. Za pomocą telekinezy stworzyłam delikatną ranę na nodze. Poczułam lekki ból. Następnie wsmarowałam trochę płynu. Był on bardzo gęsty i nie ściekał. Teraz tylko poczekać kilka dni. Ucieszyłam się, że udało mi się stworzyć swój pierwszy eliksir.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Aria - Zielarstwo (2)

Właśnie siedziałam na posłaniu w bibliotece i przeglądałam mapę Arcanterry. Widać było, że została dosyć dawno zrobiona, ponieważ papier z której została utworzona był w odcieniu żółtego. Najbardziej zaciekawiło mnie miejsce zwane "Pulchram". Odłożyłam mapę na miejsce. Następnie wyszłam z potężnego zamku. Postanowiłam, że zwiedzę tereny jeziora. Droga nie trwała zbyt długo; jakieś 40-45 minut drogi od zamku. Po upływie tego czasu stałam już obok ogromnego jeziora. Z bliska wydawało się jeszcze większe niż myślałam. Poczułam jak przechodzą mnie lekkie dreszcze ekscytacji. Zaczęłam zwiedzać tutejsze tereny.
Gdy już obeszłam zbiornik wodny udałam się do pobliskiego lasu. Panowała tam piękna flora. Ziemia była całkowicie zarośnięta trawą lub innymi roślinami. Wiedziałam już, że to dobre miejsce do polowań. Krocząc po lesie zatrzymałam się przy czerwonym grzybie. Był bardzo dziwny, gdyż świecił i był dosyć dużych rozmiarów. Będąc w bibliotece słyszałam coś o nim, lecz nie do końca wiedziałam czy jest groźny. Postanowiłam go zignorować i ruszyć dalej. Nagle jednak coś przebiegło przede mną. Zdziwiona cofnęłam się parę kroków do tyłu, lecz poczułam pieczenie na tylnej, lewej nodze. Od razu odskoczyłam jak poparzona. Powodem tego bólu był ów czerwony grzyb.
- Ugh! - syknęłam pod nosem.
Pędem wróciłam do biblioteki i znalazłam kamień z opisem tego grzyba. Od razu poczułam ulgę, ponieważ poparzenie trwa parę godzin.

Aria - Zielarstwo (1)

Spacerowałam po brzegu plaży. Uwielbiałam ciche spacery, gdyż zawsze mnie relaksowały i uspokajały. W trakcie takich przechadzek myślałam na różne tematy; głównie o mojej przyszłości. Właściwie to chyba już wiedziałam kim będę, ale nie byłam jeszcze tego pewna. Westchnęłam i zatrzymałam się. Morska bryza owiewała mój pysk. Nad ziemią unosiła się delikatna mgiełka, ponieważ dopiero niedawno wzeszło słońce. Ponownie ruszyłam, lecz tym razem w stronę wioski. Chciałam coś zjeść, a ponieważ jedzenia w spiżarni było pod dostatkiem to nie musiałam się martwić, że mięsa zabraknie dla innych. Minęło parę minut, a ja już przechodziłam przez próg spiżarni. Do moich nozdrzy od razu wdarły się przeróżne zapachy martwej zwierzyny. Wzięłam małego zająca ze stosu i paroma kęsami go zjadłam. Zostawiłam jego kości na ziemi i wyszłam przed budynek. Zdecydowałam, że udam się do biblioteki. Żwawymi krokami ruszyłam w jej stronę. Chwilę później znalazłam się już w pomieszczeniu pełnym magicznych kamieni. Podeszłam do półki, która miała na sobie karteczkę "Zielarstwo". Sięgnęłam po jeden kamień i skierowałam się w stronę posłania. Usadowiłam się na nim i położyłam kamień. Następnie dotknęłam małą skałę łapą. Nad nim ukazała się niebieska postać wilka.
- Witaj. Czego chciałabyś się dowiedzieć? - spytał hologram.
- Najlepiej wszystkiego od początku. - odpowiedziałam pogodnie.
Pół przeźroczysty wilk zaczął opowiadać o zielarstwie.

sobota, 2 kwietnia 2016

Aria - Alchemia (1)

Wczesnym rankiem obudziłam się w moim małym, skalnym domku. Od razu poczułam jak głód ściska mnie od środka. Szybko wstałam i pokierowałam swoje nogi do spiżarni. Nie miałam siły na własne polowanie, więc po prostu wyciągnęłam ze stosu mięsa bażanta. Po paru kęsach został już tylko szkielet. Z pełnym brzuchem wyszłam z pomieszczenia. Stanęłam przed wejściem do spiżarni i skierowałam pyszczek ku górze. Następnie zamknęłam oczy i zaczerpnęłam świeżego, porannego powietrza. Pomyślałam, że mogłabym zająć jakieś stanowisko. Na myśl od razu przyszła mi biblioteka, więc tam skierowałam swoje kroki.
Po paru minutach podróży stałam u podnóży potężnego zamku. Szybkim krokiem przeszłam przez główne wejście. Podążałam za znakami do biblioteki. Na miejscu wzięłam losowy kamień z działu ''Alchemia'' i poszłam na posłanie. Tam z kolei dotknęłam łapą kamienia, a nad nim ukazała się postać, która opowiadała mi o tym co chciałam wiedzieć.

Red Rose - Dyplomacja (1)

Moja służba ostatnio coraz bardziej marudziła na temat tego, że nie nadaję się na cesarza, że nie mam umiejętności, więc proszę... zaskoczę ich. Od razu jak wstałem poszedłem do biblioteki, nawet nie spodziewałem się, że jest ona taka ogromna. Westchnąłem tylko i zacząłem szukać czegoś co mogłoby mi się przydać na tym stanowisku. Wezmę pierwsze lepsze... i proszę, dyplomacja. Zabrałem kamień i położyłem się na posłaniu, po czym dotknąłem go. Ujrzałem przed sobą niebieską wilczą postać, która spytała co chcę wiedzieć.
- Najlepiej to wszystko. - oznajmiłem obojętnie.
- Widzę, że nie posiadasz żadnej wiedzy, więc pozwól, że zacznę. - oznajmił, na co ja skinąłem jedynie łbem. - Dyplomacja to czynności prowadzone między krainami, w celu zawarcia umów oraz pozyskania wsparcia wojskowego. Dyplomacja wiąże się też z rozwiązywaniem w pokojowy sposób problemów między krainami. „Istnieją dwa sposoby rozstrzygania sporów: jeden przy pomocy argumentów, drugi przy użyciu siły; a ponieważ pierwszy z nich jest właściwy, a drugi nie koniecznie, należy uciec się do drugiego sposobu tylko wówczas, gdy nie możemy użyć pierwszego”. Inaczej mówiąc, siła argumentów, a nie argument siły – oto kwintesencja dyplomacji...

Ikelos - Czarodziejstwo (3)

Dzisiaj Ikelos jak zwykle przesiadywał w bibliotece, bo jakżeby inaczej? - Hmm, nie mam życia. - zaśmiałem się sam do siebie, po czym zamierzałem wrócić do wioski. Robiło się dosyć ciemno.
Z uśmiechem na twarzy wyszedłem z zamku, ponieważ zdobyłem dzisiaj resztę wiedzy magicznej i niedługo pójdę do cesarza, by mianował mnie nadwornym magiem. W końcu mam szansę!
Spacerując przez ciemny las, natknąłem się na niebieskie światełko. Zamknąłem oczy, ponieważ nie za bardzo lubię duchy a słyszałem, że one znikają jak się zamknie oczy na dłużej. Niestety nie wiem czy to prawda... Jednak po otworzeniu oczu, światełko nie znikło. No dobra... przecież mam magię i coś tam machnąć umiem, a jak nie, to po prostu ucieknę.
Zbliżałem się do niebieskiego światełka, a ono było coraz silniejsze. W końcu dostrzegłem co to takiego. Niebieskie grzyby nadrzewne... Jakiś czas temu coś mi o tym mówiono. Sprawdziłem jeszcze raz, czy aby na pewno mam rację. Tak! Niebieski grzyb nadrzewny z białymi kropkami i długimi, białymi, można by to powiedzieć, włosami. Nie wiedziałem jeszcze do czego może mi się to przydać, jednak postanowiłem je zabrać. Nie były trujące czy niebezpieczne, więc czemu nie?

Aria Noctis

Żyłam z rodziną niedaleko granicy Arcanterry. Moce odziedziczyłam po babci i matce, które władały magią powietrza. Po za nami nikt inny z mej najbliższej rodziny nie posiadał jakichkolwiek mocy. Starsza wilczyca uczyła mnie używać mych mocy; przy okazji także chroniąc nasze małe stado. Niestety nastał dzień, w którym zaatakowały nas nieznane nam stworzenia. Były o wiele większe; posiadały szpony i skrzydła. Cudem udało mi się uciec, lecz moja rodzina prawdopodobnie nie przetrwała tego ataku. Wycieńczona i zmęczona dotarłam do wioski wilków, które ciepło mnie przyjęły. Od tego momentu postanowiłam na zawsze pozostać w tej krainie.

Kolor sierści: Szary
Imię: Aria
Przydomek: Noctis
Wiek: 4
Żywioł: Powietrze

Lynx Actrum

Mój ojciec, jak i reszta rodziny była zwykłymi wilkami. Niczym nie różnili się od pozostałych, nie posiadali nic wyjątkowego czym mogliby zabłysnąć. Cała moja rodzina tworzyła jedność, należeliśmy do tej samej watahy, w której rządził Altari wraz z swoją małżonką, Reticulum. Nie byli oni dobrymi władcami, nie wspominając już o ich potomkach. Wataha nie była dobrze strzeżona, słabe warunki do życia. Nikt nie chciał polować, wszyscy pracowali jedynie na swój koszt. Nijakiego dnia doszło do sprzeciwu, podwładni urządzili strajk wobec władcy. Altari obawiał się, że straci nas wszystkich, wszystko było widać po jego nieokrzesanych emocjach. Przykrywka władcy była zbyt słaba, by zatrzymać swoje szeregi. Doszło do tego, iż stado się rozpadło. Wadera Alfa odeszła razem z dziećmi, zostawiając Alfę przy tytule, jako życiowego nieudacznika. Reszta nie zastanawiając się zrobiła podobnie, odtąd nikt nie wiedział gdzie się szukać i czy nastąpi taki dzień, że choćby rodziny spotkają się ponownie.
Po kilku nieudanych próbach szukania schronienia, gdzie znowu odnajdę siebie przekroczyłam progi Arcanterry, gdzie zostałam.

Kolor sierści: Biały
Imię: Lynx
Przydomek: Actrum
Wiek: 4
Żywioł: Ziemia

Ikelos - Czarodziejstwo (2)

Coraz częściej przesiadywałem w zamkowej bibliotece, było tam znacznie więcej magicznych kamieni niż u nas w wiosce. Tego dnia jak zwykle rano, udałem się do zamku, by móc dalej zagłębiać się w czarodziejstwie.
Nagle na swojej drodze ujrzałem interesujące zwierzę. Było nieco inne od tych, które już spotkałem. Przypominało jelenia, jednak było białe, zamiast poroża posiadało jeden róg na środku czoła, złota grzywa i końcówka ogona, który był niczym u szczura, jednak no... nieco ładniejszy.
Stałem tak i przypatrywałem się owemu zwierzęciu, które nie świadome niczego, pasło się. Czekaj, czy ja czasem nie uczyłem się tego wczoraj? Duch z kamienia coś o tym mówił... jak to się nazywało? Wiem! Jednorożec.
Zamierzałem już do niego podejść, by porozmawiać, jednak ten, gdy tylko mnie zobaczył... uciekł. No cóż, może wilki polują na jednorożce? Lecz z tego co mówił duch, ich krew jest srebrna i raczej mięso nie smakuje tak dobrze, jak np. jelenie. Hmm... no ciekawe, jak to jest w rzeczywistości.

piątek, 1 kwietnia 2016

Ikelos - Czarodziejstwo (1)

Po śmierci mojego ojca w końcu mogłem spokojnie udać się do zamku. W wiosce mamy zaledwie jedną czwartą tego, co znajduje się w królewskiej bibliotece. W prawdzie każdy może z niej korzystać, jednak gdyby mój ojciec dowiedział się, że złamałem zakaz, pewnie by mnie powiesił. Dla niego rodzina nie była ważna, jeśli chodziło o przestrzeganie zasad.
Wstałem rano, zjadłem kawałek mięsa, który mi został i poszedłem do zamku. Miałem nadzieję, że nie spotkam mojego brata, gdyż nie chce mi się słuchać tego, jaki to ja jestem głupi. Ehh...
Stojąc w dużej sali, z dużą ilością półeczek, zamknąłem oczy i zaczerpnąłem powietrza. Od razu było czuć, że to miejsce ma wiele lat, zapach drewna i kadzidła. Rozejrzałem się jeszcze przez chwilę i i udałem się na dział magii.
Widząc jak wiele kamieni się tutaj znajduje i nie wiedząc od czego zacząć, wziąłem pierwszy lepszy. Dotknąłem go łapą, a on zaczął świecić na niebiesko. Po chwili ujrzałem postać wilka... chyba gdzieś już go widziałem.
- Witaj, jestem Ikelos i chciałbym dowiedzieć się czegoś na temat czarodziejstwa. - oznajmiłem, a tajemnicza istota od razu przeszła do rzeczy. Opowiadała mi o magicznych zwierzętach, magii ogólnej i roślinności.

Ikelos the White

Urodziłem się tutaj, jako syn władcy. Odkąd pamiętam ojciec uczył nas tego i owego na temat sprawowania rządów, jednak nigdy mnie to nie interesowało. Nie chciałem być taki jak on, poważny i bez serca, a tutaj brak serca jest akurat wskazany. Nigdy nie sądziłem, że to mnie wybierze na swojego zastępce, tak samo jak i nie spodziewałem się po nim takiej złości, gdy usłyszał odmowę. Wyrzucił mnie z zamku i kazał już się do niego nie zbliżać... cóż mogłem zrobić. Zamieszkałem w wiosce i poświęciłem się alchemii.
Po kilku latach cesarzem został mój brat, Red Rose a ojciec z matką po prostu odeszli. Teraz mam szanse by zostać Magiem...

Kolor sierści: Szary
Imię: Ikelos
Przydomek: the White
Wiek: 5
Żywioł: Powietrze
Nowsze Starsze Home