Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

wtorek, 31 maja 2016

Podsumowanie

Wilki zostały postarzone. 
Powitajmy Nowy Rok w watasze ;)

~*~

0 członków
0 zawodowców

~*~

0 eliksir
0 pigułek
0 medalionów 
0 kamieni

~*~
 
1 wątek
13 postów
2 kursy
1 quest

~*~

Informacje: 1
Zielnik: 0
Magia: 0
Składniki: 0
Lekarstwa: 0
Istoty: 0
Kronika: 0
Zaklęcia: 0
Raporty: 0
Choroby: 0

~*~

10 miejsce na TopLiście Armentum

~*~

TOP 3
1. Ikelos - 179 punktów
2. Olethros - 118 punktów
3. Aria - 105 punktów

Gratulujemy!

1. +5 punktów żywiołu
2. +3 punkty żywiołu
3. + 1 punkt żywiołu

piątek, 27 maja 2016

Red Rose - Dyplomacja (3)

Dzisiejszy dzień zapowiadał się całkiem dobrze. Pogoda w okolicach zamku zawsze była piękna, więc to nie od niej to zależało, a więc? A no, mianowicie... dzisiaj nikt mnie nie obudził, nie przeszkodził mi i mogłem wstać kiedy miałem na to ochotę.
Wychodząc z komnaty, około południa natknąłem się na mojego brata, który był na coś zły, albo raczej na kogoś. Uśmiechnąłem się złowieszczo, bo coś mi się wydawało, że wiem o co chodzi.
- Czy ty totalnie zgłupiałeś! - warknął na mnie. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby był aż tak bardzo zły.
- Czekaj, niech pomyślę. - denerwowałem go jeszcze bardziej.
- Odwołaj to! - warknął ponownie, prawie rzucając mi się do gardła.
- Po co? - przewróciłem oczyma. - Ta wasza wioska to dno, a zamków nigdy za wiele. Powinieneś dziękować. - uśmiechnąłem się, wcale się tym nie przejmując.
- Gdybyśmy chcieli mieszkać w zamku to byśmy mieszkali tutaj. Nie możesz od tak zburzyć wioski! - wrzasnął na mnie tak, że poczułem jak sierść mi się najeżyła.
- Po co wam te małe, nie wygodne domki, skoro możecie mieć cudowny zamek. Poza tym, chronię was. - przybliżyłem pysk do niego, tak, że spojrzałem w jego oczy. Było widać w nich złość... jakiej jeszcze nigdy nie widziałem.
- Odwołaj to! - nie wytrzymał. Rzucił się na mnie, ukazując swoje białe kły i miotając powietrznymi ostrzami we wszystkie strony. Prymitywnie... Czy on naprawdę myśli, że się go boję? Jeden buch ognia sprawi, że zapiszczy, tak jak kiedyś. Nie jest silniejszy i nigdy nie będzie.
- Możemy to przedyskutować na obradach, co ty na to? - zaproponowałem ze spokojem, bo szkoda mi złości na tak nędzną istotę jak mój brat. Po tych słowach nieco się uspokoił, jednak nadal był zły. Warknął na odchodne, że i tak mi się to nie uda i że czeka na zaproszenie...

poniedziałek, 23 maja 2016

Olethros - Quest#1

Słyszałem dużo o Glacies. W bibliotece, w holu, w Pulchram, w spiżarni, w wiosce... Wszędzie gdzie są wilki słyszałem te słowa: "ponure, niebezpieczne, śnieg, wichury", dlatego chcę się tam wybrać. Spodoba mi się tam. I może, kto wie, jak nikt tam się nie zapuszcza, będę robił tam własne rzeczy. Dla bogów. Trzeba o nich dbać. Jak nie tam to gdzie? Ach no tak. Później wrócę również na okryte mroczną sławą Anguntur. Stamtąd zresztą przyszedłem.
Po paru minutach już dotarłem. Owiał mnie niespokojny, zimny wiatr i powitał mnie szczypiący śnieg. Powietrze jest tu bardzo mroźne, prawie nie da się oddychać. Uśmiechnąłem się. To tu jest dobre miejsce. Słysząc tylko pędzący wiatr i śnieg trzeszczący pod moimi łapami brnąłem dalej. Po chwili widoczność się drastycznie zmieniła. Wiatr przybrał na sile a śnieg padał gęściej i już zaczął mnie zasypywać. Wpadłem. Zamieć. Po chwili, gdy wiatr wbijał swoje pięści w moje ciało udało mi się utworzyć powietrzną kulę naokoło siebie, na tyle silną bym doczołgał się do wystającej skałki. W jednej sekundzie pomyślałem żartobliwie o skończeniu żywota a w następnej już leżałem pod skałką. Na tyle wystarczyło mi siły. Kula opadła, zamknąłem oczy i czekałem. Nie minęła minuta a zamieć przeszła. Wyczołgałem się spod skałki, otrzepałem się ze śniegu, uśmiechnąłem się lekko i udałem się w drogę powrotną do zamku.

poniedziałek, 16 maja 2016

Ikelos - Nie taki diabeł straszny

Dzisiejszego ranka postanowiłem wybrać się na Luminosum, by wyłowić trochę magicznego pyłu. Tak tylko, żeby nabrać wprawy, bo akurat tego składnika w naszym królestwie nie brakuje.
Próbowałem wielu sposobów jednak żaden się nie sprawdził. Czy tylko wilki z magią wody potrafią to wyłowić?! Telekineza zawiodła całkowicie, jedynie łapą mogłem dotknąć dna, oczywiście tego płytkiego, ale jak tu łapą coś podnieść? Zwłaszcza taki piasek, który ucieka i rozpływa się w wodzie powodując, że mieni się ona na złoto. Za pomocą magi powietrza potrafiłem tylko na chwilę podnieść trochę wody - proste, tworzymy powietrzną miseczkę i nabieramy. Jednak kto by pomyślał, że woda jest taka ciężka i że podnoszenie jej w ten sposób jest trudne i męczące.
Kiedy tak się trudziłem z wyciągnięciem tego piasku, zauważyłem czarnego basiora, który przyglądał się mi z oddali. No proszę, nie dość, że wyszedłem na debila, który bawi się w jeziorku, to jeszcze ktoś mnie obserwował.

Olethros
Z samego rana wyszedłem z zamku i skierowałem kroki ku Luminosum. Znaczy nie ja, tylko moje nogi mną pokierowały. I tak dotarłem do terenów Luminosum. Znalazłem się na skraju, więc pewny jestem, iż bóstwa mnie przysłały. Wkroczyłem do lasu i podążając ścieżką wydeptaną przez wilki czy inną zwierzynę. Dotarłem do skraju lasu i przystanąłem. Przy tafli wody siedział sobie samiec naszego gatunku. Przesiadłem chwilę mając zamiar poobserwować jego wyczyny. Samiec, na oko miał 3-4 lata? Ale zachowywał się jak bachor, ciapak. Raz po raz uderzał łapą w wodę, burząc ją i do tego kręcił się nerwowo. Nie starczyło mi siły nawet na kpiący uśmieszek. To było... Żenujące? Nawet nie mam słów. Rozważałem właśnie czy się po prostu wycofać z miejsca żenady czy po prostu zabić dużego bachora, by tego więcej nie robił. Bo któż by chciał na dłuższą metę patrzeć na takiego upośledzonego debila? Na pewno nie potomek bóstw. Wyszedłem więc na wolną przestrzeń. Dorosły bachor mnie zauważył. Zacząłem robić małą kulę powietrza, na początek. Hmm. Dawno nie składałem ofiary. Ale czy Chars przyjmie takie ścierwo?

Ikelos
Wilk nawet do mnie nie podszedł, więc ja postanowiłem to zrobić. Gdybym teraz uciekł czy coś to byłoby gorzej a tak to mam szansę się mu wytłumaczyć i może zmieni zdanie. W końcu nie każdy wszystko potrafi, więc powinien zrozumieć...
Kiedy podszedłem bliżej, zauważyłem, że wilk nie jest pokojowo nastawiony, więc udając, że nic nie widzę... stłamsiłem jego kulkę. Widać, mag powietrza... kolejny to już. Więc w wyławianiu piasku to mi nie wiele pomoże.
- Cześć, jestem Ikelos. - przedstawiłem się, kiedy byłem już wystarczająco blisko.

Olethros
No... Tego się nie spodziewałem. Mag powietrza i do tego zepsuł mi kulkę... I do tego się przedstawił. Kurwa, co robić?
Spojrzałem na niego sceptycznie. I co mam robić? W końcu wyprostowałem się i spojrzałem na niego z góry. Cóż...
- Ach, tak?
Czuję, że jestem mu winny wytłumaczenia przed śmiercią. Jego ostatnie słowa to będą: "Przepraszam, że ci zepsułem tą wytworną kulkę." Kontynuuję.
- Złożę Cię w ofierze mojemu ojcu. Jakieś ostatnie słowa?
Uśmiechnąłem się do niego.

Ikelos
Spojrzałem na wilka z niedowierzaniem, jednak widząc, że się uśmiecha, także się uśmiechnąłem. Każdy ma inne poczucie humoru i pewnie chodziło mu o tą kulkę. No cóż, nikogo tu nie ma, tylko ja, więc łatwo się domyślić.
- Więc jak na imię? - postanowiłem nie odpowiadać na jego pytanie, bowiem to nie mój styl. Takie żarty nie wydają mi się zabawne i nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc chciałem jakoś zmienić temat rozmowy. - Jesteś tu nowy? Mieszkasz z ojcem? - kontynuowałem. Możliwe, że na coś polował, skoro ofiara a ja mu przeszkodziłem. Może powinienem zaproponować wspólne polowanie? Pomóc mu czy coś. - Może zapolujemy razem? - zaproponowałem.

Olethros
Miałem ruszyć w jego kierunku, kiedy to powiedział. Przystanąłem zszokowany. Co? Spojrzałem mu w oczy, badając jego wnętrze. Nie myliłem się co do niego. Naprawdę jest kupą futra obdarzoną orzeszkiem. Westchnąłem i spojrzałem w niebo.
- Mój ojciec jest wszędzie. To co? Gotowy? - spojrzałem na niego przekrzywiając łeb. Niech w końcu do niego dotrze, że to nie jest żart. Sam miałem marne nadzieję, że to pojmie. Ale zobaczmy.

Ikelos
Wilk był dosyć tajemniczy i co chwila mówił coś, czego trzeba było się domyślić. Oh, romantyk. No dobra... ojciec? Wszędzie? Czyli pewnie już nie żyje. - Przykro mi. - oznajmiłem, kiedy to do mnie dotarło, jednak natychmiast dodałem - Jasne, to gdzie chcesz iść? Co lubisz jeść? - mówiąc to, rozejrzałem się po okolicy a potem na czarnego basiora. Ciekawiło mnie to, jak się tutaj znalazł i czy ma rodzinę, jednak widać było iż niechętnie o tym rozmawia. Przynajmniej tak mogłem sądzić po tym iż nie odpowiedział mi na pytanie, czy jest tutaj nowy, czy może mieszka w zamku. To by wyjaśniało dlaczego się jeszcze nie znamy.

Olethros
Spojrzałem na wilka z niedowierzaniem i pokręciłem powoli łbem. Dlaczego, do cholery, jest mu przykro.
Nawet zaczynam zastanawiać się jak smakuje taki wilk. Z niedowierzaniem postanowiłem postawić sprawę jasno.
- Źle mnie zrozumiałeś. Natomiast ja rozumiem, że nie chcesz wiedzieć o co chodzi. - olśniło mnie. Myślał, że mój ojciec nie żyje. - Jestem potomkiem Charsa... Nadążasz? - spytałem się niepewnie. - To jest mój bóg i zarazem mój ojciec. A moja wataha nie przeżyła, więc jestem tutaj.
Westchnąłem ciężko. Mam nadzieję, że nie zrodziłem więcej pytań...

Ikelos
Ja nie chcę wiedzieć o co chodzi? To on zmienił temat dając mi do zrozumienia, że nie chce o tym rozmawiać. Ale to nie ważne, przykro mi się zrobiło, kiedy go słuchałem.
Kochał swojego ojca tak bardzo, że nazywa go swoim bogiem. To takie piękne... ja mojego ojca nigdy bym tak nie nazwał, nie był tego godzien. Widać, że ten wilk chce być taki sam jak swój ojciec. Musiał być naprawdę cudownym wilkiem.
Dziwne jest to, że czarny mówi o śmierci w taki sposób jakby to było coś normalnego. Tracimy bliskich a on? Nic go to nie rusza... musiało go to naprawdę boleć i wyryć się w pamięci, żeby tak pozbawić go wszelkich emocji. Możliwe też, że romantycy tak po prostu mają. Mówią o wszystkim w taki piękny sposób, nawet o śmierci...
- Przykro mi. - opuściłem wzrok, jednak nie chciałem już mu o tym przypominać. - W ogóle, to jak masz na imię? - zapytałem, nie pamiętając już czy się przedstawił czy nie.

Olethros
Jedno co zrozumiałem z jego paplaniny to to, że ta rozmowa nie ma sensu. Wyraziłem swoją pogardę miną... Gdy zacząłem się zastanawiać. Czy on naprawdę jest taki głupi czy tylko udaje? Gdyby tak się zastanowić to jest tak żenujący, że aż mi go żal. Nigdy jeszcze takiego kogoś nie spotkałem. To ciekawe.
- Olethros Caeletis
Wystarczy Ci to?
Ech... Nie wierzę. Przesiedziałem z takim debilem sporo czasu. Ale co on teraz palnie to nie wiem.

Ikelos
Z każdym jego gestem i mimiką pyska, miałem wrażenie, że sam siebie zmusza do przebywania ze mną. Może to przez ten piasek? No cóż, trudno było go wyłowić i zapewne bardzo głupio to wyglądało i teraz mu trochę dziwnie w moim towarzystwie. A może on po prostu chce się jakoś przełamać? Może strata rodziny go tak bolała, że nie chciał z nikim rozmawiać a teraz stara się to naprawić? Bardzo prawdopodobne. Nie mogę go tak zostawić, pomogę mu.
- Bardzo miło mi Cię poznać. - oznajmiłem z uśmiechem. - Mieszkasz w zamku, prawda? Ja mieszkam w wiosce i jakoś nie widziałem Cię tam. - zacząłem mówić, żeby go jakoś zachęcić do otwarcia się przede mną. Kto wie? Może zostaniemy przyjaciółmi?

Olehtros
Tak, tak. Czemu cały czas powtarza, że jest mu przykro. Mi nie jest... Jak ja go nie rozumiem.
Pomyślałem chwilkę i już wiem co robić. Powiadasz, że nie widziałeś mnie nigdy w wiosce? Byłem tam parę razy, nie musisz o tym wiedzieć.
- To może zaprowadzisz mnie do wioski? - spytałem się z lekkim uśmiechem. A Ikelos był tak szczęśliwy, że aż wniebowzięty. Jest taki głupi, przez co taki miły, że aż byłoby mi go żal gdybym miał go skrzywdzić. I właśnie to zrobię.
Wilk poszedł przodem. Gdy postąpił już parę kroków w stronę wioski, poszedłem za nim wolno. Trzymałem się z tyłu a gdy nadszedł dobry moment stworzyłem pęd powietrza, który zwalił go z nóg. Wilk wydał krótki, zduszony odgłos, kiedy upadł. Na jego pysku trwało zaskoczenie i szok. Podkulił pod siebie nogi, by się podźwignąć i wtedy skoczyłem na niego o przygniotłem go swoim ciężarem. Wyszczerzyłem kły i warknąłem.

Ikelos
Uśmiechnąłem się do niego i odpowiedziałem, że chętnie go zaprowadzę. Może zmieni zdanie i mu się tu spodoba? W wiosce jest bardzo fajnie, kolorowo a wilki są bardzo uprzejme. Myślę, że czarny basior będzie zadowolony!
Idąc przed nim i opowiadając mu jak to jest w wiosce, że pokażę mu wszystko, bibliotekę, spiżarnię i inne podstawy... nawet się nie spodziewałem. W ułamku sekundy dostałem cios prosto w plecy? Dlaczego!? Co ja mu zrobiłem? Nie jestem przecież zły... dlaczego mnie zaatakował? Mało myśląc, utworzyłem wokół siebie kulę powietrza i odepchnąłem go. Wstałem na nogi i instynkt wziął górę. Warknąłem, po czym utworzyłem powietrzne ostrza i podciąłem mu łapy. Starał się odbijać ataki i całkiem nieźle mu to wychodziło, jednak w końcu upadł. Obróciłem się i wysłałem w jego kierunku huragan, którego nie zdążył odbić... przynajmniej tak mi się wydawało, gdyż kiedy kurz upadł, wilka nie było. W panice zacząłem się rozglądać, kiedy nagle usłyszałem hałas... stworzyłem tarczę powietrzną, po czym dostałem potężnym wirem... odepchnął mnie, jednak nic się stało.
Staliśmy na przeciwko siebie, dysząc już ze zmęczenia. Obydwoje wiedzieliśmy, że nie opłaca się już tego ciągnąć... takie wiry i magia, nie są łatwe. Był silny, jednak ja mu dorównywałem.

poniedziałek, 2 maja 2016

Red Rose - Dyplomacja (2)

No dobra, przyszła pora by się czegoś nauczyć, wtedy dadzą mi trochę spokoju. Wystarczy w sumie, że nauczę się tylko dyplomacji i będę mieć z głowy. A potem kto wie? Może jakiś kurs walki czy coś.
Wybrałem się wieczorem do biblioteki, w to samo miejsce co ostatnio, jednak toś mnie uprzedził. Spotkałem tam znajomego wilka, który także brał się za dyplomację.
- Ej, zostaw to. - oznajmiłem, podchodząc do niego bliżej.
- Bo? - zapytał ze znudzeniem.
- Bo zamierzam z tego skorzystać. To mój kamień. - zacząłem się denerwować. Jakim prawem się tak do mnie zwraca! Jestem cesarzem, to wszystko jest moje!
- Akurat tak się składa, że ja także. - odpowiedział, jakby nigdy nic, po czym dodał: - To mój drogi cesarzu jest biblioteka i tu mamy własne zasady.
- Jeśli zechcę to mogę je zmienić w każdej chwili. - warknąłem.
- Prawda, możesz. - oznajmił z zamyśleniem. - Jednak aktualnie mamy tutaj zasadę "Kto pierwszy ten lepszy" i musisz to uszanować. - uśmiechnął się i zamierzał odejść.
- Dobra, gadaj co chcesz za ten kamień, bo nie mam czasu. - zatrzymałem go.
- Poproś. - stanął i spojrzał na mnie z wyższością, co totalnie mnie zdenerwowało. Miałem go już rozszarpać na kawałki, kiedy zauważyłem straże.
- Proszę o ten kamień. - odpowiedziałem niechętnie i nieco złośliwie, jednak wilk przyjął prośbę i mi go oddał. Po czym odszedł, zadowolony z siebie.
Nowsze Starsze Home