Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 29 czerwca 2016

Fumetsu - Quest#2

Byłam właśnie w lesie. W tej części liście drzew miały kolor żółci, a wszystkie pozostałe rośliny były suche. Rozglądałam się właśnie za jakimiś nietypowymi zjawiskami. Głównie chodziło o duchy i tego typu sprawy. Niestety nie miałam pojęcia, czy uda mi się cokolwiek znaleźć. Po jakimś czasie nieudanych poszukiwań zgłodniałam. Pomyślałam, iż mogę wściec ducha jakiegoś zwierzęcia, a później je zjeść. Tak, to wyśmienity pomysł! Zaczęłam węszyć. Niedaleko wyczułam samicę dzika z młodym. Wyszczerzyłam kły w szatański uśmiech. To była dobra okazja na eksperyment. Poczęłam skradać się w stronę zwierząt. Zatrzymałam się obok gigantycznego drzewa. Było niskie i miało grube gałęzie. Niby wilki się nie wspinają po drzewach, ale... Teraz było to konieczne, tym bardziej, że do rozgałęzień był łatwy dostęp. Wyrastały one niewiele wyżej ode mnie. Wdrapałam się na jedną z nich. Miałam pewność, iż nie spadnę, ponieważ drewno było grube. Akurat miałam na widoku lochę i jej warchlaka. Rzuciłam mocną kulą ognia w młode. Natychmiastowo podpaliło się i zaczęło fikać. Cierpiało i to bardzo. Po chwili zwierzę padło na ziemię martwe. Samica spojrzała na mnie z wrogością.
- Czemu?! - krzyknęła i podbiegła do drzewa.
Próbowała się na nie wdrapać, lecz miała racice, które uniemożliwiały jej tą czynność. Chwilę później odpuściła i patrzyła na mnie śmiertelnym wzrokiem. Zaśmiałam się i również w nią wycelowałam płomieniem. Był on delikatny, lecz i tak sprawiał ból. Widać było, iż locha nie miała już siły, więc uciekła. Niestety nie udało mi się zaobserwować żadnych zjawisk. Cóż... będą inne okazje. Tymczasem zeszłam z drzewa, upewniając się, że jest bezpiecznie. Później podeszłam do martwego warchlaka. Złapałam go za kark i zaczęłam iść w stronę zamku.

Foxy - Quest#3

Uciekałam przed niedźwiedziem, który rzucał we mnie bąbelkami. Skąd mogłam wiedzieć, że to mag wody! Scortum! Krzyknęłam w myślach, po czym machnęłam ogonem i posłałam ognisty bicz. To trochę spowolniło duże zwierzę, a ja miałam czas by się schować. Wybiegając z lasu wpadłam do dziury, a następnie schowałam się w jamie tuż obok. Misiek natomiast znalazł się na piaszczystej plaży, która była bardzo jasna, prawie biała. Rozejrzał się i wrócił do lasu, a wtedy ja wyszłam z ukrycia.
Pierwszy raz tutaj byłam i nawet mi się podobało. Wiatr był ciepły a słoneczko przyjemnie grzało w kark. Zamknęłam oczy, po czym dałam kilkanaście kroków w przód i ułożyłam się na ciepłym piasku. Odpoczynek.

Foxy - Quest#1

Zastanawiałam się nad czarnym basiorem, którego poznałam na Glacies. Nie wiem dlaczego, ale miałam ochotę go poznać bliżej. Nie przedstawił mi się, więc zamierzałam to dzisiaj nadrobić. Wiem gdzie przebywa, jednak nie wiem czy chcę tam iść. Minęła dłuższa chwila nim się namyśliłam. Idę.
Będąc na śnieżnobiałym i mokrym terenie od razu włączyłam ognistą ochronę. Wcale mi się tutaj nie podobało i może ten czarnuch mi to wytłumaczy. Czemu akurat wybrał to miejsce a nie jakieś inne, mniej mokre, chociażby? Całe szczęście, że jestem magiem ognia, bo przynajmniej nie jest mi zimno. Wiadome jest to, że tacy jak ja, kochają się w ciepłym klimacie.
Zanim dotarłam do jego kryjówki, zerwał się wiatr. Ehh, śnieżyca! Znowu to samo! Zaczęłam uciekać, mając nadzieję, że uda mi się opuścić teren nim wpadnę w centrum zamieci. Niestety, ona była szybsza. Skuliłam się pod drzewem, cały czas korzystając w magii ognia. Zamarzłabym, gdyby nie to.
Kiedy pogoda się uspokoiła, byłam bardzo wyczerpana i wściekła. Nigdy więcej tutaj nie przyjdę! Mam tego dosyć! Wracam do zamku.

Foxy - Quest#2

Po południu wyszłam z mojej komnaty i udałam się do lasu, by się z czymś pobawić. Nie wiem, może zając czy wiewiórka? Chociaż, rudzielec byłby ciekawszy, ale mogłabym spalić połowę lasu a za to pewnie byłaby jakaś kara. Trudno, zobaczę co uda mi się spotkać.
Las to cudowne kolorowe miejsce, oczywiście ten po drugiej stronie rzeki. Ja jednak spacerowałam tuż przy murach zamczyska, gdzie przeważał kolor zielony. Nie chciało mi się iść dalej, zwłaszcza, że trudno przedostać się przez rzekę. Ostatnim razem udało mi się znaleźć kłodę, ale nie jestem pewna czy nadal się tam znajduje. Nie ważne.
Spacerując przez dłuższy czas i odpowiadając na zaczepki ptaszyska, zgłodniałam. Całe szczęście, że teraz, bowiem znalazłam zająca. Nie zastanawiając się dłużej, zaczęłam za nim biec, rzucając w niego ognistymi szablami. Szarak się nie poddawał i co chwila odpowiadał na ataki swoimi wodnymi biczami. Jako iż są to zwierzęta dość głupie, uderzył w drzewo i sam siebie ogłuszył. Idealna okazja by wgryźć się w jego kark. Polowanie udane!

Fumetsu - Kapłanka

To dzisiaj jest ten dzień. Dzień, w którym prawdopodobnie otrzymam moje upragnione stanowisko. Nareszcie będę kimś ważniejszym, niż tylko marnym mieszkańcem Arcanterry. Obudziłam się rano z wielkim entuzjazmem. Spełniłam już wszystkie kursy na kapłankę. Teraz tylko trzeba było udać się do cesarza. Z rana udałam się na spacer i jak zwykle zapolowałam na bażanta. Zjadłam szybko ptaka i wróciłam do zamku. Spytałam się jednego ze strażników, gdzie jest komnata władcy. Powiedział, że mam iść korytarzem prosto. Uczyniłam to, co mi rzekł. Po paru minutach stałam przed dużymi drzwiami. Były o wiele większe niż te nasze. Przez chwilę się zawahałam. Może będzie chciał mnie sprawdzić? A jak wszystkiego zapomnę?! Przełknęłam ślinę.
- Spokojnie. Będzie dobrze. - wyszeptałam, wspierając samą siebie.
Wzięłam głęboki oddech, a następnie delikatnie zapukałam. Miałam nadzieję, iż nie będę przeszkadzała naszemu panu.

Red Rose
Śniła mi się ona, szara, piękna i dokładnie taka, jaką chciałem. Mogłem rozmawiać z nią, śmiać się i płakać. Nie oceniała mnie, mojego zachowania, tylko po prostu była i kochała. Chciałbym jej się przypodobać, jednak nie wiem czy jestem w stanie się zmienić. Czego ona oczekuje? Może po prostu chce bym zabiegał o nią bardziej? Może się tylko ze mną droczy.
Nagle usłyszałem pukanie, które przerwało mi mój sen. Obudziłem się, zdenerwowany. Wrzasnąłem, a drzwi się otworzyły. Nie zamierzam wstawać z łóżka, załatwię sprawę szybko i wrócę do mojej królewny. 

Fumetsu
Usłyszałam wrzask. Weszłam ostrożnie do komnaty króla. Od razu złożyłam mu niski pokłon.
- Proszę wybacz mi mój panie, że przeszkadzam. - powiedziałam nie wstając. - Chciałam zapytać, czy mogłabym dostąpić tego zaszczytu i zostać kapłanką, mój drogi panie. - dodałam.
Nadal byłam w ukłonie. Cała się trzęsłam. Nie chciałam się upokorzyć na oczach władcy. Wolałam być w jego oku kimś, kto oddaje mu należyty zaszczyt. Miałam nadzieję, iż wszystko robię dobrze. Nadal oczekiwałam odpowiedzi. Bałam się jego reakcji. Widziałam, że cesarz dopiero obudził się. Nie miałam zamiaru go wybudzać ze snu, lecz niestety tak wyszło i żałuję tego...

Red Rose
Widząc szare futro, od razu zerwałem się na równe nogi. Miałem nadzieję, że to ona, jednak myliłem się. W sumie, ta wadera nie była zła... mógłbym rzecz, że dorównywała pięknem mojej ukochanej. Fakt, że bała się mnie sprawiał tylko, że nakręcałem się na nią. Oh, uległa i taka grzeczna. Podszedłem do niej i dokładnie jej się przyjrzałem. A co by tak, wystawić Arię? Byłaby zazdrosna i może wtedy w końcu zdałaby sobie sprawę, że jestem jej pisany.
- Tylko kapłanką? Nie chciałabyś wybrać innego stanowiska? - zapytałem z uśmieszkiem. Szkoda by było, gdyby taka wadera oddała się Arcanusowi. I co? Modlitwy cały dzień bez żadnej innej rozrywki? Toż to musi być nudne.

Fumetsu
Cesarz dokładnie mnie oglądał. Na jego pysku widać było uśmiech. Czułam lekki dyskomfort, no ale cóż... On ma prawo do wszystkiego i nie mogłam mu się sprzeciwić. Po chwili zapytał nie, czy nie chciałabym wybrać innego stanowiska. Postanowiłam mu odpowiedzieć zgodnie z prawdą.
- Wybrałabym stanowisko szamana, panie, lecz jest ono już zajęte. - rzekłam dosyć cicho. - Wybrałam kapłankę ze względu na to, iż ona również ma pewne uprawnienia do przywoływania duchów. - dokończyłam.
Wiedziałam, że istnieje jest dostępna praca drugiego szamana, ale on zajmowałby się czymś zupełnie innym. A może zwolniłby aktualniejszego szamana i wybrałby mnie? Byłoby to dobre rozwiązanie. Jednak zawsze przecież mogę zabić gościa od spraw śmierci. Nic mi nie stoi na drodze do tego. Powoli wstałam i spojrzałam w podłogę. Zachowywałam się w stosunku do niego tak samo, jak i do przywódcy mojego dawnego klanu. On też był grubą świnią.

Red Rose
Szaman, szaman i duchy. Masakra. Co się dzieje z moim ludem? Nikt przecież nie umiera, a w sumie... kapłanka mi się przyda. Niedługo ogłoszę zaręczyny z Arią, potem weżniemy ślub a ona to załatwi. Tak, to genialny pomysł, tak genialny, że aż nie zapytam o stanowisko cesarzowej. Chcę tamtą i tyle. Ehh, co się ze mną dzieje? Powoli zaczynam się tego bać... Tego przyjemnego uczucia, kiedy ją widzę, kiedy ją słyszę i kiedy o niej myślę. To jest okropne i jednocześnie przyjemne. Chcę tego doświadczać, ale to uniemożliwia mi kontakt z innymi. Nawet już mi przeszło. Dam stanowisko szarej i niech odejdzie. Nie potrzebuję jej.
- Dobrze więc, kapłanka to dobry wybór. Zapisz się na kamieniu przy wyjściu i ciesz się stanowiskiem. - oznajmiłem z wyższością, po czym odwróciłem się od niej i spojrzałem przez okno. Wadera zrobiła to co kazałem i wyszła, żegnając się ze mną tak jak należy. Podobało mi się jej zachowanie, jednak bardziej kręciła mnie tamta. 

Ethen - Basior czarny jak noc

Chodziłem sobie po terenach Arcanterry, ot tak, bez celu. Odkrywałem. Tak też można powiedzieć. Ale nie lepiej brzmi: "tułaczka po nieznanych ziemiach, bez celu, bez końca i początku"? No właśnie. Tak myśląc pisnąłem, gdy moje łapy dotknęły mroźnej, mokrej i zimnej ziemii. Przede mną widniał las biały od śniegu. Był poniekąd śliczny. Nie wiało, śnieg właściwie nawet nie prószył a promienie słońca przebijające się przez leśne poszycie oświetlały łagodnie śnieg, tak że jego drobinki błyszczały na kolory tęczy. Mimo panującego tu chłodu i mrozu postanowiłem zagłębić się w tą krainę. Niedługo trwało, gdy poszycie zrzedło a moim oczom ukazała się malutka pokryta lodem rzeczka. No i przy niej stał czarny basior. Idealny obraz na piękną pieśń. Patrzyłem tak na niego obmyślając pierwszą strofę, gdy ten się odwrócił i błyskawicznie wyszczerzył zęby. Z początku myślałem nawet, że się uśmiecha, bo przecież nie każdy czarny musi być zły, jednak okropnie się myliłem. Basior czuł się zagrożony i przyjął postawę bojową. Przerażony obserwowałem go. Chciałem coś zakrzyknąć, jednak z mojego gardła wyleciał tylko zduszony krzyk, gdy basior postąpił w moją stronę.

Olethros
Skończyłem doprowadzać do porządku jaskinię po zajściu z Rudą. Wyszedłem na mroźne powietrze Glacies i skierowałem się ku rzeczce. Powietrzem nabrałem wody i utworzyłem z niej niebieską, lewitującą kulę. Puściłem ją a ona spadła i oblała śnieg wokół. Spojrzałem mimowolnie na drugi brzeg rzeki. Nie ujrzałem tam nic za to poczułem lekkie mrowienie na karku. Ktoś mnie obserwował a mi się to nie podobało. Odwróciłem się, najeżyłem się, obnażyłem kły i zgiąłem nogi. Na brzegu lasu zauważyłem szarego basiora. Postąpiłem krok w jego stronę i on krzyknął ze strachu. Zabawne. Dorosły basior a krzyczy jak baba. A to znaczy, że nie będzie się bronił jak zaatakuję. Miło by tylko było gdyby tak zaparkował swój tyłek w mojej jaskini. Hmm... Zaczynam mówić slangiem. No nic. Wyprostowałem się i podszedłem do niego z niewinną miną jakby przed chwilą nic się nie stało. 

Ethen
Ku mojemu zaskoczeniu czarny basior zaraz wyprostował się i podszedł do mnie z niewinną miną. No nic. Może jest myśliwym? To mogłoby być wytłumaczenie. Polował na zwierzynę i słysząc coś za sobą był gotowy do ataku. Jednak zauważywszy, że to przedstawiciel jego gatunku od razu się uspokoił i wyszedł na przeciw wilkowi. Proste. Ja też postąpiłem parę kroków do przodu i przywitałem go, po namyśle, grzecznym skinieniem głowy.
- Witaj, czarny samcu. Jam jest Ethen Cantare, bard tej krainy. Do usług.
Czarny wilk spojrzał na mnie dziwnie. No cóż, pewnie nigdy nie widział dobrych manier i właściwego zachowania.

Olethros
Gdy mi się przedstawił oczekiwałem też, że złoży mi ukłon. Jeśli jest taki ułożony powinien w mig rozpoznać, iż jestem potomkiem boga. Czymś wyższym niż on. Jednak było dziwnie spotkać takiego kogoś w Arcanterze. Tu raczej żyją same pizdy. On też taki jest. Postanowiłem się mu przedstawić.
- Olethros Caeletis. Szaman tej krainy, potomek boga Charsa. - spojrzałem na niego. Jestem właściwie ciekawy jak zareaguje. Tja... Z takim typem szybko złożę ofiarę.

Ethen
Och... Jakie ładne imię! Olethros Caeletis. Zaprawdę pasuje do niego. No dobrze. Basior jest szamanem, ale żeby był potomkiem jakiegoś boga? Nie jestem pewny, ale słyszałem, że tu czci się Arcana. I tu panuje Cesarz więc gdyby Olethros był potomkiem tutejszych bogów to na pewno byłby już na szczycie hierarchii. A nie jest. Jednak na wszelki wypadek ukłoniłem się. 

Olethros
Wilk milczał. Pewnie się zamyślił i wymyślał jakiś tekst ballady czy co tam oni śpiewają. Tak swoją drogą nie obraziłbym się gdyby ktoś napisał o mnie balladę. Zwróciłem jego uwagę i zaproponowałem byśmy poszli do jamy nieopodal. Zgodził się bez problemu. Jejku, jak można być tak durnym. Wierzyć się nie chce. Gdy byliśmy w środku zapaliłem ognie i zaprosiłem go by usiadł. Posłuchał mnie. Miałem mu powiedzieć co mamy zamiar zrobić, jednak on był szybszy. I tego pytania się nie spodziewałem.
- Co mam zaśpiewać? - zapytał.
- Śpiewać? - spojrzałem na niego dziwnym wzrokiem i powtórzyłem pytająco.
- Jak się robi jakieś obrzędy to się często śpiewa. Przynajmniej tak słyszałem. - wilk potwierdził i pośpieszył z wyjaśnieniami. Ale domyślny drań z niego jest.
- My nie śpiewaliśmy. - oprócz nocy Selene. Wtedy to wybrana Nocnica śpiewała - dokończyłem w myślach. Wilk wyglądał na rozczarowanego. Jednak zaraz zaczął śpiewać jakąś piosenkę.

Ethen
Zgodziłem się pójść z Olethrosem do jego jamy. Pełno było w niej dziwnych instrumentów i parę ognisk. Czarny basior pozapalał je wszystkie i właśnie szedł do jednej z chropowatych ścian, by coś z niej wziąć. Tak, na ścianach też były porozwieszane rzeczy. Pomyślałem, że chce mi coś pokazać a ja słyszałem kiedyś, że przy przywoływaniu jakichś duchów czy innych uroczystościach się śpiewa. Jednak gdy zadałem mu pytanie o to on wyglądał na zdziwionego i powtórzył z niedowierzaniem najważniejsze słowo. Ja szybko przytaknąłem i wyjaśniłem mu skąd przyszła mi do głowy taka myśl o śpiewaniu. On jednakże stwierdził oschle i zimno, iż "u nich" nie śpiewano. A szkoda. Pomimo jego zimnych słów i tak zaraz zacząłem śpiewać "Pieśń o Złotym Posągu". Pieśń ta wydawała mi się pasująca do tego miejsca. Opowiada ona o nieszczęśliwie zakochanym wilku, który, gdy jego wybranka odeszła w nocy z innym, usiadł przy drodze prowadzącej do jego wioski i czekał na powrót swojej ukochanej. Czego wilk nie mógł wiedzieć było to, że wilczyca odchodząc rzuciła na niego straszliwą klątwę. Wilk czekający przy drodze, gdy pierwsze promienie słońca wzeszły nad horyzont, zmienił się w złoty posąg. Smutne, jednak wiele uczy.
Tymczasem czarny basior odwrócił się. Obok niego lewitował... nóż. Pozłacany nóż o kościanej rękojeści. Gdy zdałem sobie sprawę co Olethros ma zamiar zrobić, zerwałem się na nogi i prysnąłem w niego wodą. On zaskoczony parsknął. Nie czekając dłużej wybiegłem z jego kryjówki. Schowałem się w lesie, by złapać oddech. Oj, Arcanie. Przez bicie mojego serca usłyszałem, że Olethros nie odpuścił. Spojrzałem w prawo a tym samym w jego obrzydliwe szaro-zielone ślepia i uśmiechnięty pysk.
- Chciałeś uciec? - spytał się.
Nie odpowiedziałem. Strach przejął nade mną władzę i zacząłem uciekać. Po paru susach coś niewidzialnego zatrzymało mnie a zaraz rozcięło mi skórę na plecach. Pisnąłem a czarna zmora już podchodziła.
- Nie zabijaj mnie - pomimo strachu chciałem dodać coś brzydkiego co dodałoby mocy mojej prośbie jednak zaciąłem się. Wilk jednak spojrzał na mnie pytająco. Widać było też, że jest lekko rozbawiony. To moja szansa na wytłumaczenie i uwolnienie się. Tylko czy takiego psychopatę coś przekona?!
- Ponieważ... Ja... Zróbmy tak: Ja stąd spierdolę gdzie pieprz rośnie a ty znajdziesz sobie kogoś innego do zabijania, pasuje? - Ogołociło mi słownictwo i potem nie mogłem z siebie nic wydukać. Na pewno mnie to nie ocali. Z oddali usłyszeliśmy jakiś dziki wrzask i basior pobiegł w tamtą stronę. Ja nie zamierzałem w żadnym wypadku tam iść i truchtem zmierzałem do Pulchram, by przy jeziorze zregenerować sobie siły. Cieszyłem się. W mojej sytuacji ujście stamtąd graniczyło z cudem.

Fumetsu - Intruz

Przemierzałam właśnie Glacies w poszukiwaniu mojej nowej kryjówki. Pomimo, iż nie miałam miłych wspomnień z tą krainą, to i tak zamierzałam mieć tu swoje miejsce do przywoływania duchów. Było idealne do tego typu rzeczy. Nie kręciło się tu za wiele wilków, a i w dodatku było blisko. Miałam wielką nadzieję, że te zamiecie śnieżne występują tu bardzo rzadko. Utrudniałyby tylko funkcjonowanie tutaj. Po za tym warunki tutaj sprzyjały mi, gdyż moje futro było dosyć jasne i mogłam chociaż trochę wtopić się w otoczenie. Niestety nie mogłam znaleźć żadnej jaskini czy groty. Było tu bardzo płasko, więc to oczywiste, iż jest ich bardzo mało. Jednak na pewno jakieś są. Nagle zobaczyłam w oddali duże wgłębienie w skale. Biegiem ruszyłam w jego stronę. Gdy tam dotarłam okazało się, że ta jaskinia ma już swojego właściciela. Ponadto bardzo dziwnego, ponieważ trzymał tam jakieś dziwne narzędzia. Zignorowałam to i ruszyłam dalej. Dopiero po godzinie udało mi się znaleźć coś na kształt groty. To miejsce nie było zbytnio zachwycające, lecz spełniało większość postawionych przeze mnie warunków. Miałam przy sobie torbę, więc rozłożyłam w jamie moje rzeczy. Były to świeczki i farba z czerwonych kwiatów zakupiona od wędrownego handlarza. W zasadzie tak nie do końca zakupiona... Załóżmy, że użyłam przy tym trochę magii ognia i już wszystko załatwione. Gdy tak rozmyślałam, poczułam zapach obcego wilka. Z czasem nasilał się coraz bardziej i bardziej. Odwróciłam się i wyszłam przed jaskinię. Nikogo nie widziałam. Warknęłam ostrzegawczo. Nie miałam ochoty na konfrontację z intruzem, tym bardziej, iż zaznaczyłam ten teren jako mój. Uważnie rozglądałam się jeszcze przez chwilę, po czym oddaliłam się od groty. Chciałam pozbierać trochę drewna na ognisko i przy okazji poszukać nieznajomego.

Foxy
Leżałam w swojej komnacie, rozmyślając o cesarzu, który ostatnio chyba nie był w humorze. Jak śmiał mnie potraktować tak oschle? Niech sobie nie myśli, że mnie to zniechęca, bowiem wpadnie w moje sidła. Zasiałam już ziarenko w jego głowie a kiedy sobie to przemyśli, sam zacznie za mną uganiać. Nie będzie mógł spać, jeść ani pić i to wszystko dzięki mojej osobie.
Nagle zaczęło burczeć mi w brzuchu, a to dobra okazja by na coś zapolować. Ostatnio jadłam tydzień temu, więc wypadałoby się czymś zająć. Wyszłam z komnaty i udałam się w stronę Lasu, który jest tuż za murami. Jest tam dużo małych zwierząt i bez problemu coś ogarnę. Po dłuższym spacerowaniu natknęłam się na zająca, który był idealny na przekąskę. Zaczęłam się skradać a ta mała istotka niczego się nie spodziewała. No tak, jestem ruda a tu jest czerwono. Idealnie! Miałam już się rzucić do biegu, kiedy potknęłam się o coś i wypłoszyłam szaraka. Rozejrzałam się, ale nic tu nie było, po chwili dotarł do mnie śmiech.
- Głupie ptaszysko! - warknęłam i posłałam kulkę ognia w stronę czarnego ptaka, który zaraz po tym odleciał.
- Mag ziemi się znalazł. - mruknęłam pod nosem i ruszyłam dalej.
Moje oczy zauważyły szarego wilka, który szedł w kierunku lodowatej krainy. Byłam ciekawa po co, więc zaczęłam za nim podążać, jednakowoż zrezygnowałam po dłuższej chwili. Zimno, mokro i nie przyjemnie! Brrr! A z tego co widzę, wadera tylko łazi tutaj bez celu.

Fumetsu
Drzewa w Glacies były dosłownie zamarznięte. Pokrywał je dość gruby lód. Po za tym nie było tu żadnych dobrych gałęzi na opał. Westchnęłam i pokierowałam się w stronę normalnego lasu. Znowu trafiłam na trop intruza. Może to szpieg? Chętnie bym sobie powalczyła z nim; a raczej z nią, gdyż zapach wskazywał na waderę. Kroczyłam cicho pomiędzy drzewami, uważnie się rozglądając. Przy okazji zbierałam gałęzie. Nagle smród obcej wadery był na tyle silny, że musiała być gdzieś w pobliżu. Zostawiłam gałęzie i podążyłam jej tropem. Po chwili ujrzałam ją; ruda, pewnie krocząca samica. Chyba czas przerwać tą jej pewność. Szybko, lecz bezszelestnie, okrążyłam ją z daleka. Następnie wyszłam z krzaków, stając przed nią.
- Nie za pewnie się tu czujesz? - zapytałam z pogardą.
Wadera nie wyglądała na zbyt mądrą. Oczekiwałam odpowiedzi w stylu 'Przepraszam. Już stąd idę...'.

Foxy
Wychodząc z Glacies, znalazłam się ponownie w lesie w poszukiwaniu zwierzyny. Spokojnie sobie spacerowałam, aż nagle przed mnie ukazała się szara postać. Z automatu odskoczyłam trochę, bowiem wadera mnie przestraszyła. Lekcja na dziś, bądź zawsze czujnym, jednak jest to zbyt męczące. Czując jej zapach, stwierdzam, że jest to ta sama samica, która spacerowała po zamarzniętej krainie. Masakra! Jak ona może chcieć przebywać tam z własnej woli? Pewnie mag wody, innego wytłumaczenia nie ma.
- W Lesie? Nie wiem czy widzisz, ale idealnie tutaj pasuję. - odparłam mierząc ją wzrokiem. Nie była miła, to ja też nie będę, proste. 

Fumetsu
A jednak była śmiała. Wolę takie wadery, niż te wstydliwe i zagubione. Poczułam, że zaraz zacznie się między nami walka. Tylko jaki ona posiadała żywioł? Niestety na razie nie mogłam się dowiedzieć. Wiedziałam jedno; nie poddam się. Nawet jeśli ona jest silniejsza to i tak nie ucieknę. Ta walka może skończyć się na dwa sposoby; albo ona podda się i ucieknie, albo ktoś nas rozdzieli. Nie miałam zamiaru rozgłaszać plotek na swój temat, że jestem agresywna. Wolałam być w jak najlepszym świetle widziana. Postanowiłam zaatakować znienacka. Obok mnie pojawiło się pięć płomieni. Szybkim ruchem łapą posłałam je w stronę wadery. Zrobiła unik, lecz tylko przed trzema, gdyż dwa trafiły ją w nogę i kark. Byłoby trochę słabo, gdyby była magiem wody lub ognia. W tedy ja nie miałabym przewagi. W każdym bądź razie samica patrzyła na mnie groźnie. Widziałam, że szykuje się do ataku.
- Nie musiałaś wkraczać na mój teren. - uśmiechnęłam się zadziornie.
Choć teraz tak pomyślałam, że prowokacja jest złym ruchem.

Foxy
Ni z tego, ni z owego, zaatakowała mnie. Nie spodziewając się takiego zachowania po tym szarym puszku, zostałam dotknięta jej płomykami. Proszę, wadera ognia i szlaja się po Glacies? Coś tu jest nie tak, a zapewne tym czymś jest jej mózg. Masakra. Aż mi wstyd za takie wilki jak ona! Mimo wszystko, zachowałam spokój i przybrałam postawę obronną. Obserwowałam ją bardzo uważnie, a kiedy wydała z siebie te kilka słówek, zaśmiałam się. Jej teren? Ma poczucie humoru, muszę przyznać.
- Twój teren? Jeśli mówisz o krainie śniegu, to śmiało. Będzie pasować do twojego charakteru, jednak nie wiem czy czarnuch nie będzie miał nic przeciwko. - oznajmiłam kpiącym tonem głosu. 

Fumetsu
Czarnuch? Czy ona mówiła o właścicielu tamtej jaskini? Nie wiem i wolę nie wiedzieć. Nie obchodzi mnie to, czy komuś się to podoba, że tam jestem. O dziwo wadera nie zaatakowała. Czyżby się bała? Wątpię. A może lituje się nade mną? Absurd! Jeśli uważa się za taką paniusię landrynusię, to niech przestanie. Źle jej to wychodzi. W dodatku mówi niejasno. Zaatakuję jeszcze raz. Chcę się przekonać, jakim żywiołem panuje. Tak, wiem, ciekawska jestem. Po dotarciu do tej krainy zmieniłam się. Tak już działam. Dużo rzeczy ma na mnie wpływ. Tak czy siak spróbowałam czegoś trudniejszego. Nie chciałam jej zabijać, a jedynie zranić. Nie jestem taka brutalna. Po za tym to jest wadera. Gdyby był to basior to... Nie stawiałabym żadnych oporów do zabicia go. Nawet do tych najgorszych wader mam szacunek; tak, do plebsu też. W tą grupę wlicza się ta ruda. Pomimo tego, że jest chamska, to szanuję ją na tyle, żeby jej nie zabić. Jeśli ktoś uważa, iż atakowanie jej nie jest szacunkiem, to niech przyjdzie do mnie i się policzymy. Niech się pocieszy jeszcze tym swoim marnym życiem. W każdym bądź razie zastanawiałam się nad jakimś atakiem. Który będzie odpowiedni? Musi być na tyle mocny, żeby ją zranić, ale na tyle słaby, żeby jej nie zabić. Hm... Może po prostu poślę w jej stronę stronę salwę ognia? Tak, to dobry wybór. Utworzyłam za nią kłąb ognia. Następnie z niego wystrzeliły 'strumienie' płomieni i poleciały w jej stronę. Ciekawe, czy uniknie tego? Będzie to trochę trudne, gdyż ogień poleciał we wszystkie strony, więc teoretycznie ja też musiałam uważać. Oczywiście w każdym momencie byłam gotowa do odskoku.

Foxy
Puszek okruszek nawet mi nie odpowiedział, tylko zezłościł się jeszcze bardziej i zaatakował. To było do przewidzenia. Bezczelna i żałosna, aż mi jej szkoda. Byłam na to przygotowana, jednak nie wiedziałam, że użyje techniki sphere i to w taki sposób. Ryzykowała spaleniem własnego futerka, dla mnie. Oh, to miłe! Starałam się uniknąć ataku, jednak nie udało mi się to i ponownie dostałam po tyłku, dosłownie. Bolało tak bardzo, że padłam na ziemię. By załagodzić ból i ugasić ogień, przeturlałam się. Osiągnęłam zamierzony cel, jednak przy okazji zaczęły palić się liście i ściółka. Byłam wściekła, jednak nie mogę dać się wyprowadzić w równowagi. Zwłaszcza czemuś takiemu. Policzyłam do dziesięciu, po czym spojrzałam na nią. Trochę się zmęczyła i jej się nie dziwię. Władanie ogniem nie jest proste.
- Racja! Spal las a wtedy zamieszkasz w lochach. - zaśmiałam się wypowiadając te słowa, mimo bólu.

Fumetsu
Naprawdę? Czy ona myślała, że nie umiem kontrolować swojego ognia?! Głupia... Widziałam, iż chce zachować spokój. Ha! Ona myśli, że to się jej uda? Wow. No to chyba coś jest z jej głową. Widzę przecież tą wściekłość w jej oczach. Nie uda jej się ukryć swoich emocji. W końcu i tak wyjdą na światło dzienne. Nikt tego nie potrafi, tym bardziej ja. A propos ognia... Ruchem łapy zgasiłam go. Tak, potrafiłam tą trudną sztukę. W moim klanie praktycznie każdy ognisty wilk to umiał. Jeśli chcesz się bawić ogniem, to musisz najpierw umieć nad nim zapanować - powiadała moja mentorka. Widziałam lekkie zdziwienie w oczach rudej.
- Może i nie znam wielu ataków ognistych... - powiedziałam. - ...ale znam jedne z silniejszych. - dokończyłam.
Tak właściwie to opanowałam jeszcze jeden ruch. Nigdy nie skupiałam się na ilości, a jakości. I to z tego wynikło. Trening czyni mistrza, nieprawdaż? Ja niegdyś trenowałam codziennie, więc wiem co znaczy prawdziwa magia ognia.

Foxy
Wadera bez problemu zgasiła ogień, co wcale mnie nie dziwiło, bowiem to jest zbyt proste. Jednak przyznam, że byłoby miło, jakby jej magia wymsknęła się trochę. Las jest suchy, wystarczy niekontrolowana iskierka by spłonął cały. Wokół nas znajdował się czarny krąg a zwierzęta leśne spanikowały i zrobiły trochę hałasu, rozpraszając naszą uwagę. W końcu szara wydała z siebie jakieś dźwięki.
- Możesz znać sobie ich ile chcesz i jakie chcesz. Jestem nauczycielem skarbie i twoje ruchy nie są mi obce. - odparłam, patrząc na nią ze znudzeniem.
Poparzyła mnie? Dobrze, tak się zdarza podczas zabawy z ogniem. Może sobie go kontrolować jak zechce, jednak najpierw powinna zająć się sobą. To jest częsty przypadek u władców ognia, dlatego uważa się nas za istoty wredne i niekontrolowane. Nawet mi się czasem zdarza zdenerwować, jednak ona przesadza i kiedyś ją to zgubi.

Fumetsu
Nie są obce? Ha! Ciekawe w takim razie dlaczego ta idiotka się już dwa razy poparzyła. A może jednak ją zabić? Wkurza mnie już. Taki wredny karaluch, który jest bezużyteczny. Uśmiechnęłam się.
- Właśnie widzę, pani nauczycielko. - podkreśliłam ostatnie dwa słowa.
Ruda nie nadawała się na nauczycielkę. Była głupia i chyba sama powinna pójść do specjalistki, żeby nauczyć się czegoś o życiu. Czy ponownie zaryzykować jakimś atakiem? Myślę, że tak. Pobawię się nią. Zobaczę, ile wytrzyma. Postanowiłam otoczyć ją ognikami. Posyłałam je na nią, lecz robiła dobre uniki. Od czasu do czasu jeden ją trafił. I nagle uświadomiłam coś sobie. Przerwałam atak, gdyż poczułam lekkie zmęczenie. Wadera była bardzo chytra. Wyglądało na to, że chciała mnie zmęczyć, a później zabić.
- Wiem co próbujesz zrobić. - rzekłam z uśmieszkiem.
Dobrze, że w porę zorientowałam się. 

Foxy
Jej zachowanie było strasznie męczące. Normalny wilk widząc iż drugi nie zamierza się angażować w walkę, zacząłby używać słów. Mogłam sobie robić uniki cały dzień lub do czasu, kiedy by się zmęczyła. Nie dość, że męczy swoją psychikę to robi to jeszcze fizycznie. Głupie, biedne zwierzę. Zaczynam współczuć czarnemu basiorowi, bo na pewno się spotkają w tej swojej krainie lodu. Nie wiem co oni widzą w tym miejscu, ale na pewno nie są normalni. W sumie, mam na to dowody.
- Nudzi ci się w życiu, prawda? - zapytałam, patrząc na nią z politowaniem. Nie wiem czy jest tego świadoma, ale żyjemy w królestwie a nie w dziczy.

Fumetsu
Ta głupia wadera wkurzała mnie już! Tylko się wymądrza! Urgh! Warknęłam na nią i odwróciłam się. Z takim plebsem nie ma co gadać. Gdyby była szlachetna to by od razu przyjęła moją propozycję walki. Chyba nie rozumiała wilczych praw. Wejście na czyiś teren od razu tworzy cię wrogiem. Czy to takie trudne do zrozumienia? Najwyraźniej nie miałam co tu robić. Ona chyba chciała rozmawiać... Według mnie taka rozmowa do niczego nie prowadzi. W ogóle o czym chciała gadać? Nie widzę potencjalnych tematów do rozmowy. Ostatni raz przeszyłam ją swoim wzrokiem i odwróciłam się. Nie rozumiałam jej ani trochę. Zazwyczaj konflikty załatwia się walką; przynajmniej w mojej kulturze. A ona? Chyba wierzy w jakiegoś dobrodusznego aniołka, który daje wszystko co najlepsze za darmo. Nie warto zadawać się z takimi kupami futra... Szybkim krokiem odeszłam od rudej. Irytowała mnie bardzo. Miałam nadzieję, że już nigdy jej nie zobaczę.

niedziela, 26 czerwca 2016

Fumetsu - Znachorstwo (2)

Wczoraj dowiedziałam się co nieco o znachorstwie. Miałam nadzieję, że umiejętności, o których powiedział mi kamień, będą przydatne na moim przyszłym stanowisku.
Dzisiaj wybrałam się na spacer. Gdzie? Dokładnie sama nie wiem. Zmierzałam na zachód od zamku; czyli najprawdopodobniej na plażę. Właśnie przechodziłam przez las. Od czasu do czasu pomiędzy liśćmi roślin ujrzałam jakieś drobne zwierzę. O dziwo w oddali zauważyłam sarnę. Zbliżając się do niej czułam się dobrze. Miała bardzo widoczną aurę. Zwierzę było szczęśliwe i rozsyłało swą pozytywną energię na inne stworzenia; w tym również mnie. Jej aura wskazywała na to, iż zdarzyło się coś dobrego. Może znalazła partnera? Nie dane mi jest to wiedzieć. Ukryłam się za dużym krzewem i obserwowałam samicę. Ona w spokoju skubała źdźbła trawy. Zbliżałam się do niej powoli, jednak nie miałam zamiaru atakować jej. Po prostu im bliżej podchodziłam, tym lepiej się czułam. Zamknęłam oczy i relaksowałam się. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze! Z przyjemności aż delikatnie mruknęłam. Niestety zwierzę usłyszało to. Zastrzygło uszami i w podskokach oddaliło się. Ja postanowiłam tutaj jeszcze chwilę zostać i odpocząć.

Fumetsu - Znachorstwo (1)

Właśnie wracałam do zamku z porannego spaceru po lesie. Przy okazji upolowałam sobie kuropatwę. Najedzona ja rozmyślałam o wszystkim i o niczym. Nagle przypomniałam sobie o tym, co stało się niedawno. Czyli o przywołaniu ducha. Nie wiedziałam, co ma na myśli mówiąc 'Współczuję wam, współczesnym wilkom'. Może ostrzegał o czymś? Nie wiem. Lepiej o tym zapomnę, bo jeszcze sobie narobię kłopotów w zaświatach. Tak czy inaczej wiedziałam, że muszę jeszcze zdobyć wiedzę o znachorstwie. W zasadzie nazwa tej dziedziny za bardzo nic nie mówiła o niej. Właśnie postanowiłam to sprawdzić. Gdy dotarłam do zamku, od razu popędziłam do biblioteki aby zdobyć potrzebne mi informacje. Po wejściu do pomieszczenia skierowałam się w stronę półki z oznaczeniem 'Znachorstwo'. Za pomocą telekinezy wzięłam jeden z wielu kamieni i udałam się na posłanie. Dotknęłam kamienia, a moim oczom ukazała się wilcza postać.
- Witaj. W czym mogę ci pomóc? - zapytała przyjaźnie.
- Masz mi powiedzieć na czym polega znachorstwo. - rozkazałam jak zwykle.
No i zaczęła się gadka o jakiejś magii, aurze itp. Przynajmniej to było ciekawsze od pierwszych opisów ezoteryki...

Foxy - Stanowisko

No dobrze, trochę już jestem w tym królestwie i to i owo wiem. Jako iż skończyłam odpowiednie kursy na nauczyciela mocy, to pora teraz zajrzeć do cesarza. Mojego słodkiego rudzielca. W sumie to nie wiem czy taki słodki, ale wiem, że jest rudy, jak ja. Oznacza to chyba jedno... jest słodki.
Z plotek w zamku dowiedziałam się, że cesarz należy do leniwych wilków, więc udałam się do niego pod wieczór. Kto wie? Może nawet i zostanę u niego na noc? Byłoby cudownie... potem tylko dobrać się do niego, zostać cesarzową i mieć władzę. A ojciec to mi mówił, że nic w życiu nie zyskam. Bujda.
Wyszłam z komnaty i z uśmiechem na pysku udałam się do komnaty mojego pana. Oczywiście pytałam co chwila strażników, jednocześnie z nimi flirtując, gdzie dokładniej jest ta sala. Nie znam jeszcze całego zamku, ale szybko się i uczę.
Po dotarciu na miejsce, spojrzałam na spore, potężne, ciemne drewniane drzwi ze złotymi zdobieniami. Proszę, proszę... jego komnata musi być ogromna. Nasze komnaty mają zwykłe, drewniane drzwi. Zrobione z dość jasnego drzewa, co sprawia, że zdobień ze złota nie potrzeba. Są tam jedynie wystrugane jakieś zawijaski i wilcze postacie.
Zapukałam, a po chwili drzwi się otworzyły. Tak jak nasze, są otwierane przez głos, co sprawia, że nie ma opcji, żeby ktoś się wkradł. Wystarczy je odpowiednio zaprogramować i po sprawie.

Red Rose
Był wieczór, bardzo ciepły i piękny. Stałem przed oknem, które zawsze jest otwarte, bowiem nie ma żadnego zamknięcia. Nawet nie zleciłem rzemieślnikom utworzenia materiału do jego zakrycia. Po co? Jestem wilkiem, mam futro, a tereny wokół zamku są ciepłe. Ponadto, jest tutaj duszno. Rozejrzałem się po mojej bursztynowej komnacie. Mógłbym teraz spalić wszystkie okiennice jakie mam, jednak po co? A co jeśli najdzie mnie ochota na ich zamknięcie?
Kiedy tak rozmyślałem, usłyszałem pukanie. - Wejść! - krzyknąłem, a drzwi się otworzyły. Po chwili ku moim oczom ukazała się ruda wadera. Szczerze? Nie miałem teraz ochoty widzieć się z płcią przeciwną...

Foxy
Weszłam do środka, po czym stanęłam kilka metrów od cesarza. Był to całkiem przystojny wilczur, więc od razu, żeby mu się przypodobać, ukłoniłam się.
- Witaj władco. Chciałabym dostać stanowisko nauczyciela mocy. - oznajmiłam, cały czas patrząc na podłogę, dokładniej na czerwony dywan ze złotymi zdobieniami. Były to płynne, faliste linie inspirowane roślinnością.
Bardzo chciałam zyskać u mojego pana, chciałabym by miał świadomość tego, że lepszej wadery ode mnie nie znajdzie. Ja spełnię każdą jego zachciankę, każdą! Niech mnie spali, rozetnie, obrzuci kamieniami czy też zaleje wodą. Nie ważne jaki ma żywioł, ważne, żeby zdał sobie sprawę z tego, że to ja jestem tą jedyną. On jest wspaniałym okazem basiora i kto wie, może nawet zechcę go kochać niżeli tylko zabić i przejąć władzę.

Red Rose
Spojrzałem na nią z pogardą, jednak bardzo podobało mi się jej zachowanie. Tak powinien zachowywać się każdy wilk i inni powinni brać z niej przykład.
- Spójrz na mnie. - oznajmiłem oschle a wadera skierowała wzrok na mnie, cały czas oczekując odpowiedzi. Przyjrzałem jej się dokładnie, od góry do dołu i gdybym chciał to byłaby teraz moja. Czemu Aria się tak nie zachowuje? Powinna.
- Dobrze więc, zapisz się i odejdź. - powiedziałem chłodno i odwróciłem się w kierunku okna. Wadera zachowywała się cicho, jednakże po chwili usłyszałem, że wykonała moje polecenie i wyszła. 

Fumetsu - Ezoteryka (3)

Dzisiaj dowiedziałam się czegoś nowego. Mianowicie tego, jak wywoływać duchy. Postanowiłam, iż to dzisiaj zrobię. Byłam bardzo zdeterminowana do tego, aby dostać moje upragnione stanowisko. W tym celu pożyczyłam torbę od Moon i spakowałam do niej wszystkie potrzebne rzeczy. Były to m.in. świeczki. Wilczy hologram opowiedział mi, że są one najważniejszą rzeczą do przywołania zmarłej duszy. Założyłam na siebie torbę i wyszłam z zamku. Nigdy jeszcze nie miałam do czynienia ze zmarłymi, więc chciałam zachować lekką ostrożność i przeprowadzić ten rytuał gdzieś w lesie; poza wzrokiem innych. Pomyślałam, że idealnym miejscem będzie Terribilis. Rzadko ktoś tam się zapuszczał, więc miałam pewność, iż nikt nie będzie mnie obserwował. Po długiej wędrówce dotarłam do wyznaczonego przeze mnie miejsca. Rozpakowałam swoją torbę i nazbierałam trochę kwiatów, które mocno barwią na czerwono. Żułam przez chwilę płatki rośliny, a później wyplułam tą masę na łapę. Następnie na suchej ziemi narysowałam piktogram. Wyglądał on jak koło, w którym jest gwiazda. Później na ramionach gwiazdy postawiłam oraz zapaliłam świeczki. Wypowiedziałam zaklęcie 'Egressus est autem spiritus'. Wokół mnie pojawiła się ciemna mgła, a nad znakiem przeze mnie narysowanym lewitowała biała postać.
- Jakim prawem śmiesz mnie przyzywać tutaj, śmiertelniku?! - krzyknęła dusza.
- Ja mogę robić co chcę. - wyszczerzyłam kły w zadziornym uśmieszku.
- Phi! Co za niewychowany szczur! - prychnęła postać.
- Mówi to ktoś, kto ma od razu pretensje! - warknęłam.
- Współczuję wam, współczesnym wilkom... - powiedział z żalem i rozpuścił się w powietrzu.
Mgła zniknęła i wszystko powróciło do normy. Nadal byłam trochę nabuzowana. Wściekła starłam znaki, zgasiłam świeczki, wsadziłam wszystkie rzeczy do torby i wróciłam do zamku.

Fumetsu - Ezoteryka (2)

Od pierwszego spotkania z biblioteką, przychodziłam tam prawie codziennie. Po jakimś czasie wiedziałam już chyba wszystko o ezoteryce. Ostatnio hologram zaczął się powtarzać i nic nowego nie mogło wpaść do mojej głowy. To oznacza, że moja wiedza jest już maksymalna, prawda? W każdym bądź razie przypadkowo poznałam Moon. Była dość sympatyczna, choć też odrobinę... Dziwna. Była w tym samym wieku co ja, a jej żywiołem była Psychika. Często gadała dziwne rzeczy. Znaczy zawsze, kiedy byłam obok niej. Czyli... 3 razy? Chyba tak. Zbytnio nie zwracałam na nią uwagi. Jednakże dzisiaj bardzo jej potrzebowałam. Była jedyną samicą, którą poznałam w zamku. Nie chciałam wykorzystać do tego Festa, bo... bo tak. Był po prostu zboczony. Tak czy inaczej w końcu ją znalazłam. Przyglądała się obrazowi na korytarzu. Podeszłam do niej.
- Chcesz, abym ci przepowiedziała przyszłość? - walnęłam prosto z mostu.
Moon odwróciła się do mnie. Była trochę zdziwiona.
- Ale... jak? - zapytała zdezorientowana.
A ja myślałam, że jest mądra...
- Chodź, to ci pokażę. - odparłam dosyć sucho.
Wadera podążyła za mną do mojej komnaty. Na miejscu poleciłam jej, żeby usiadła. Ja stanęłam przed nią. Następnie dotknęłam jej łap i zamknęłam oczy. Pierwszy raz to robiłam i nie oczekiwałam jakiejś długiej wizji. Po chwili zobaczyłam coś.
Wadera właśnie wychodziła. Zamknęła drzwi i nagle wpadła na kogoś. Tym kimś był strażnik pilnujący mieszkańców zamku. Basior pomógł wstać samicy i przepraszał ją za to całe zajście. Ona mu wybaczyła. Oboje byli trochę zawstydzeni, jednak chwilę później samiec zaproponował wspólny spacer wieczorem.
Wizja urwała się, a ja otworzyłam oczy. Opowiedziałam Moon to, co widziałam. Była tym lekko zszokowana. Wilk wstał i kierował się w stronę drzwi. Gdy ona wyszła, usłyszałam cichy wrzask. Wiedziałam, iż mam rację.

Fumetsu - Ezoteryka (1)

Od rana rozmyślałam, co mogę dzisiaj zrobić. W zasadzie było bardzo gorąco i nie miałam na nic ochoty. Jednak po długich rozmyślaniach doszłam do tego, iż warto by było zacząć pracować. Już wcześniej postanowiłam, że będę kapłanką. Lubiłam wszelkie tematy związane z zaświatami. Jednak wiedziałam, iż wywoływanie duchów i tego typu sprawy to bardziej rola szamana. Nikt mi nie zakaże przywoływania zmarłych dusz. Śluby itp. da się wytrzymać. Tak więc już chyba ustaliłam, co będę robiła. Pierwszym krokiem do zajęcia tego stanowiska jest dowiedzenie się co nieco na temat ezoteryki i znachorstwa. Postanowiłam zacząć od ezoteryki, gdyż wydaje się być bardziej interesująca. W tym celu wyszłam z komnaty i powlekłam się do biblioteki. Dowiedziałam się, że jest niedaleko od mojej komnaty. Jakieś 15 metrów. Chwilę później weszłam do pomieszczenia wypełnionego magicznymi kamieniami. Od razu udało się mi znaleźć półkę z napisem 'Ezoteryka'. Za pomocą telekinezy uniosłam głaz i udałam się na posłanie. Tam z kolei wygodnie się ułożyłam, a następnie dotknęłam przedmiotu łapą. Nad nim ukazała się wilcza postać.
- Witaj. W czym mogę pomóc? - zapytała charakterystycznym głosem.
- Em... Chcę zostać kapłanką. Masz mi opowiedzieć coś o tym stanowisku i ogółem o ezoteryce. - nakazałam.
Wilk zaczął gadać o tym jak wywoływać duchy, porozumiewać się ze zmarłymi, przepowiadać przyszłość i tego typu sprawy. Szczerze? Spodziewałam się, że to będzie bardziej interesujące. Postać ciągle używała co jakiś czas dziwnych słów, w których zbytnio nie umiałam się odnaleźć.

piątek, 24 czerwca 2016

Aria - Quest#3

Właśnie kończyłam eksperymentowanie z nowym eliksirem. Chciałam, żeby sprawiał, iż można stać się bardziej odpornym na ataki i nie otrzymywać zbyt poważnych ran. Taka mikstura przydałaby się bardzo wojsku, lecz niestety jeszcze daleko było mi do osiągnięcia wyznaczonego celu. W trakcie pracy zgłodniałam. Pomyślałam, że udam się na polowanie, gdyż krótka przerwa nigdy nie zaszkodzi. Wyszłam z mojej chatki i pokierowałam się na Caeruleo. Nigdy tam jeszcze nie byłam na łowach, więc myślałam, iż to dobra okazja. Postanowiłam zapolować na młodą fokę, która była niedaleko. Była z matką, ale rodzicielka znajdowała się na tyle daleko, że zdążyłabym złapać młode. Zaczęłam się skradać. Przy okazji podziwiałam piękny, biały piach i błękitne morze. Jednym słowem: niesamowite miejsce! Po chwili byłam bardzo blisko foki. Skoczyłam na nią i ugryzłam w szyję. Od razu padła. Następnie schowałam się w krzakach i zaczęłam brać kęsy jej mięsa.

Ethen - Bard nad bardami w Arcanterze

Podskakując z ekscytacji podbiegłem korytarzem w Zamku i stanąłem przed drzwiami do komnaty z strażnikami po bokach. Spojrzeli na mnie obojętnie.
- Czego tu chce? - spytał się jeden z nich.
- Skończyłem potrzebne kursy i chciałbym dostać stanowisko - odpowiedziałem z uśmiechem. Wypuścili mnie. Wszedłem do komnaty i zauważywszy cesarza przy oknie ukłoniłem się głęboko i oznajmiłem mu.
- Wasza Wysokość, spełniłem wszystkie wymagania, które stały przede mną na drodze do bycia wyśmienitym muzykiem. Teraz oto pragnąłbym dostać stanowisko. - patrzyłem na niego oczekując rychłej odpowiedzi.

Red Rose
Rozmyślałem właśnie o balu i mojej słodkiej szarej waderze, która nadal udawała niedostępną. Wiem, że jej się podobam i wiem, że ona musi tak udawać. Nie chce bym pomyślał sobie iż jest łatwa. Chce bym był jej godzien? Dobrze, jestem. Ehh, jakby jej stanowisko nie wystarczyło. Muszę ją złamać, ale jak? Ona jest taka, nie dobra. Westchnąłem, patrząc na lasy Arcanterry, bowiem moja komnata znajdowała się na samej górze i obejmowała wierzę. Miałem widok na wszystko.
Kiedy tak rozmyślałem, wszedł do mnie jeden z moich poddanych, który oddał mi należyty hołd. Spojrzałem na niego z pogardą, po czym westchnąłem.
- Dobrze. Zapisz się na złotym kamieniu, który znajduje się obok wejścia i odejdź. - oznajmiłem, po czym nadal spoglądałem przez okno, czekając aż on sobie pójdzie. Szary basior zrobił to co mu kazałem. Zapisał się w spisie i odszedł.

Fumetsu - Quest#1

Leżałam na swym posłaniu i patrzyłam w okno. Obserwowałam rośliny, które kwitną, oraz ćwierkające ptaki. Widok ten bardzo mnie uspokajał. Wzbudzał do pewnego rodzaju refleksji. Jednak ten stan przerwało pukanie do drzwi.
- Wejdź. - warknęłam głośno.
Doskonale wiedziałam kto to był. Basior, który mnie usadził w tej komnacie, od tamtego czasu ciągle mnie adoruje. Oczywiście nie interesują mnie te jego końskie zaloty. Praktycznie codziennie przynosi mi śniadanie i czyta wiersze. Oczywiście wykorzystuję go tylko dla własnych potrzeb. Nie muszę męczyć się polowaniem, gdyż rano dostaję porządny posiłek. Jak zwykle ujrzałam szarego samca. Zaczął czytać coś o kwiatach. Nie słuchałam go. Wzięłam szybko drewnianą miskę, w której był pięknie ozdobiony płat mięsa z dzika. Był on dosyć duży i prawie wypadał z naczynia. Na parę kęsów połknęłam pożywienie.
- Dziękuję, kochany. Teraz wyjdź proszę. Muszę zadbać o swoje futro. - słodko skłamałam.
O dziwo Festo - bo tak się nazywał - podszedł bardzo blisko do mnie.
- A może to ja ciebie wypielęgnuję? Wiesz... Moja komnata ma duże i wygodne łoże, moglibyśmy zrobić sobie... - nie dokończył, gdyż rzuciłam w niego kulką ognia.
Samiec odskoczył do tyłu i spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Wybacz. Musisz udowodnić, iż mnie kochasz. - mrugnęłam do niego.
Wilk wyszedł, a ja się zaśmiałam. Był na prawdę zaślepiony miłością do mnie. Może kiedyś przyjmę jego propozycję? Jeśli będę miała takie zachcianki. Teraz nie mam na to chęci. Ale za to mam ochotę na spacer. Gdzie? Sama nie wiem. Po prostu będę szła przed siebie.
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Moje nogi zaprowadziły mnie wpierw do urokliwego lasu. Następnie dotarłam do krainy skutej lodem. Powoli stąpałam po białym puchu, a on chrupał pod moim ciężarem.
- Czyli to jest Glacies... - mruknęłam sama do siebie.
Po chwili dostrzegłam czarną sylwetkę na dość wysokim wzniesieniu. Zatrzymałam się i uważnie ją obserwowałam. Później poczułam silny wiatr, który wręcz spychał mnie do tyłu. Następnie ujrzałam zbliżający się do mnie śnieg i... Pustkę. Obudziłam się po długim czasie. Wygrzebałam się ze śniegu i rozejrzałam. Tylko puch. Warknęłam parę przekleństw pod nosem i rozpuściłam śnieg wokół mnie. Czułam się zdenerwowana. Z pewnością minie trochę czasu, zanim wrócę do tego miejsca...

Fumetsu - Quest#5

Po długim błąkaniu się po lesie, a następnie po zamku, znalazłam kogoś, kto zajmuje się przydzielaniem komnat. Nareszcie! Od razu nakazałam służbie, aby pokazała mi mój dom. Niestety w drodze do mojego pokoju, kundel wypytywał się o dosłownie wszystko. Ciągle zerkał na mnie. Co jakiś czas nawet wywalał język. Cóż za niewychowanie! No ale w końcu doczekałam się. Basior zaprowadził mnie pod duże drewniane drzwi. Odetchnęłam z ulgą, iż nie będę musiała już więcej patrzeć na jego ohydny pysk. Pchnęłam łapą drewnianą konstrukcję. Moim oczom ukazała się zacna komnata. Architekci bardzo się postarali. I podłoga dopasowana, i meble. Na ścianie wisiał nawet...! Portret jakiegoś wilka... Hm... Całkiem przystojnego samca. Powróciłam do ponownego oglądania komnaty. Zauważyłam masywne łoże ze złotą pościelą. Pomaszerowałam do niego. Następnie ucięłam sobie na nim krótką drzemkę.
Obudziłam się późnym popołudniem. Pomyślałam, że nie będę tu się kisiła cały dzień i wyjdę na spacer. Postanowiłam, iż udam się nad Pulchram, ponieważ słyszałam, że jest piękne. Prawdopodobnie nigdy tam nie zaglądałam, więc byłam ciekawa, jak to miejsce wygląda. Droga zajęła mi ok. 40 minut. Pogoda mi sprzyjała, gdyż było dosyć jasno i ciepło. Ponadto w podróży widziałam mnóstwo ptaków, takich jak: sójki, szpaki, czy kosy. Właściwie tylko one tam były. Po długim marszu zrobiłam sobie przerwę nad jeziorem. Widok był piękny. Po za tym czułam się świetnie, ponieważ nie musiałam już myśleć o swoim miejscu zamieszkania.

Ethen - Muzyka (2)

Zaraz po nauczeniu się zapisu poszedłem do komnaty poświęconej muzyce. Widząc co jest w środku zamknąłem drzwi i wziąłem do łapy lutnie i rozłożyłem przed sobą zapis nutowy. Odczytując po kolei nuty szarpałem struny instrumentu. Po półgodzinie, gdy muzyka dźwięczała w powietrzu tak jak dawniej, wziąłem sobie tekst jakieś nieznanej mi piosenki i zacząłem śpiewać przy akompaniamencie dźwięków lutni. Mój głos był... okropny. Jednak nie przestawałem śpiewać aż po dwóch godzinach zachrypłem. Odłożyłem lutnie i zapisy na swoje miejsce i wyszedłem z pomieszczenia obiecując sobie, że jutro tam wrócę.

Ethen - Muzyka (1)

W ten piękny, ciepły dzień dowiedziałem się gdzie mogę znaleźć bibliotekę. Trochę szkoda, że muszę cały dzień przesiedzieć w Zamku, ale muzyka jednak jest dla mnie najważniejsza. Z Pulchram gdzie się akurat znajdowałem, powędrowałem w jego stronę. Zobaczyłem masywny budynek ogrodzony murkiem. Wszedłem więc przez piękną bramę z ciemnego metalu i wkroczyłem do wnętrza Zamku. Kroczyłem po zimnej podłodze kierując się porozwieszanymi na ścianach strzałkami aż do biblioteki. Nie ujrzałem w niej żadnych ksiąg. Na półkach w krzywym rzędzie porozstawiane były niebieskie, okrągłe i oszlifowane kamienie. Skierowałem się ku dziale z muzyką, wziąłem jakiś kamyk i usiadłem na poduszce przy oknie. Położyłem go przede mną i bezradny dotknąłem go łapą. Myśląc o muzyce prawie nie zarejestrowałem jak przede mną zmaterializowała się postać wilka. Zanim zdążyłem coś powiedzieć ona zaczęła objaśniać zapis muzyczny, więc przyjąłem wygodniejszą pozycję i słuchałem gadaniny wilka z zafascynowaniem.

czwartek, 23 czerwca 2016

Ikelos - Quest#5

Właśnie skończyłem dzienną porcję magicznych eliksirów, więc mogłem iść odpocząć. Kończąc pracę, postanowiłem odpocząć na Luminosum, tak więc udałem się tam. Będąc na miejscu, stwierdziłem, że mam jeszcze wystarczająco energii by iść dalej.
Ku moim oczom ukazał się urzekający krajobraz. Był już wieczór, jednak nie przeszkadzało mi to, bowiem las świecił. Znajdowało się tutaj mnóstwo roślin, które emitowały niebieskie, różowe i zielone światło. W pysk uderzał mnie przyjemny, ciepły wiaterek. Zwiedzając te okolice, napotkałem się na jednorożce, feniksy oraz hakawai, które spotkać można tylko nocą. Są to boskie ptaki, które wiązane są z pokazami w powietrzu.

Ikelos - Quest#4

Postanowiłem sam odnaleźć dragonis electrum, więc głównym celem były góry. Dowiedziałem się gdzie iść od jednego wilka z wioski, jednak nie miał czasu wybrać się ze mną. Nie ważne, sam dam radę. Tak jak wilk mi powiedział, tak też zrobiłem i po czterech godzinach byłem na miejscu. Ku moim oczom ukazały się wysokie, potężne góry, a do moich uszu docierały krzyki ptaków drapieżnych. Po ciele przeszły mi dreszcze, jednak nie mogłem się poddać. Ruszyłem ku przygodzie.
Chodzenie po tych terenach było bardzo męczące. Spojrzałem w prawą stronę i ujrzałem bardzo gęstną mgłę. Czekałem, aż ona do mnie przyjdzie, jednak nie ruszyła się. Co tam jest? Zadawałem sobie w głowie to pytanie. Iść, czy nie iść? Musiałem... nie mógłbym spać, gdybym nie dowiedział się tego co kryje się za mgłą.
Ostrożnie stąpałem po tych terenach, bowiem zbliżał się wieczór i moje pole widzenia zaczęło się zmniejszać. Powinienem wrócić do domu, jednak jak? Rozejrzałem się i nic, wszędzie gęsta mgła. Nic nie widać. Zacząłem rzucać kulami powietrza, które rozbijały mgłę, ale nie na długo. Usłyszałem wycie... a po chwili dostałem kulą powietrza. Upadłem, słysząc warczenie i zbliżającą się postać.
- Amarok! - krzyknąłem, kiedy tylko go ujrzałem. Nie miałem szans z tym wilkiem, więc jak tylko miałem okazję to uciekłem jak najdalej. Nie wiem dlaczego, ale amaroki są dziwne, takie dzikie. Spotkać je można tylko wieczorem i atakują wszystko co się rusza.
Biegłem przerażony tą sytuacją, kiedy nagle straciłem grunt pod nogami. Spadałem, jednak nadal nie było nic widać. Stworzyłem kulę powietrza, a po chwili uderzyłem o ziemię. Rozproszony uderzeniem, straciłem ochronę i moje ciało spadało dalej, aż w końcu wylądowałem u podnóży gór. Nie miałem już siły, byłem bardzo obolały, zamknąłem oczy.
Obudziłem się nad ranem, co lepsze... byłem całkowicie zdrowy a przy mnie leżał martwy zając. Zjadłem go i wróciłem do wioski, oczywiście bez kwiatu.

Ikelos - Quest#2

Spacerowałem po lesie, by trochę odpocząć od pracy. Zachwycałem się kolorami, jakie się tutaj znajdowały. Jest to naprawdę piękne miejsce. Na ziemi leżało dużo czerwonych, żółtych, pomarańczowych, niebieskich i zielonych liści. Takie same barwy miały drzewa. Zrzucanie liści trwało bardzo krótko, tak samo jak i pojawianie się. Jest to coś, czego nie rozumiałem, jednak kiedyś dziadek opowiadał mi o energii. Z jego historii wynika, że to miejsce ma jej bardzo dużo.
Po dłuższym spacerowaniu usłyszałem szelest. To zając, zajęty kopaniem swojej norki. Nie chciałem go krzywdzić, jednak instynkt wziął górę. Zgłodniałem. Zaczaiłem się na niego, a po chwili posłałem powietrzne ostrze, rozcinając jego ciało na pół. Stałem i patrzyłem na jego ciało, które jeszcze przez kilka sekund podskakiwało. Tak to jest, kiedy się nie uważa a zwierzęta roślinożerne powinny być czujne zawsze. Wilków tutaj nikt nie tknie, chyba, że niedźwiedzie...

Ikelos - Quest#3

Błądząc po lesie, natknąłem się na plażę. Jednak nie była to plaża, na której ćwiczyłem z Arią. Piasek był jasny, prawie złoty, słońce świeciło a woda była lazurowa. Ciepły, delikatny wiaterek, który sprawił, że zamknąłem oczy i odprężyłem się.
Stojąc przy granicy lasu, rozejrzałem się. Nie było tutaj nikogo. Skorzystałem z sytuacji i wbiegłem do słonej wody, która była ciepła i kojąca. Przyjemnie... Muszę zabrać tutaj moją koleżankę, na pewno by się jej spodobało.
Po godzinie pływania, zmęczyłem się i postanowiłem odpocząć na plaży.

Ikelos - Quest#1

Dzisiaj postanowiłem wybrać się na Glacies, gdyż skończyły mi się śnieżne stokrotki a żaden zielarz nie miał czasu by się tym zająć. Trudno, musiałem iść sam.
Po wyjściu z mojej pracowni, udałem się w to cudowne, śnieżnobiałe miejsce. Było tutaj bardzo pięknie i jeśli niebo istnieje, to na pewno wygląda tak. Zachwycony tą krainą, nie zauważyłem zbliżającej się zamieci. Wiatr podniósł się bardzo szybko a po chwili nie widziałem nic. Śnieg i zamrożone kropelki deszczu uderzały o moje ciało, sprawiając ogromny ból. Stworzyłem więc powietrzną ochronę do której użyłem całej mojej siły. Głównym celem teraz, było znalezienie schronienia i tak też, wpadłem na ogromny kamień. Nie jest to najlepsze miejsce, jednak ochroni mnie przed wiatrem. Schowałem się za nim i nadal utrzymywałem powietrzną ochronę, by nie zasypał mnie śnieg.
Zamieć nie trwała krótko, czas się dłużył na tyle, iż po chwili straciłem całkowite poczucie. Nie wiem ile tu leżałem, ale byłem bardzo zmęczony, kiedy wiatr ustał. Używanie magii nie jest proste, męczy tak samo jak inne czynności, chociażby bieganie.

Fumetsu - Nieznajomy

Stąpałam po runie leśnym. Gałązki i inne opadłe rośliny cicho chrupały pod mymi łapami. Uważnie rozglądałam się po okolicy. Nie znałam tego miejsca. Z resztą... Jestem tu nowa. Obchodziło mnie jedynie to, żeby znaleźć jakieś schronienie. Mogłaby być to nawet jakaś jaskinia. Byleby sucha. Przemierzając dzikie tereny natrafiłam na kamienne domki. Miejsce to wyglądało na wioskę czy coś w tym stylu. Zilustrowałam dokładnie budowle. Były wykonane z najgorszych materiałów jakie znałam.
- Plebs. - powiedziałam do siebie.
Niby mieszkałam w klanie położonym na plaży, lecz tam nasze legowiska były o wiele lepszej jakości. Wykonywane były z najlepszego drewna na naszej wyspie. W dodatku dachy były pokryte dużymi liśćmi palmowymi. Niestety tutaj chyba nie znali takich patentów. Rozejrzałam się dokładnie. Po wiosce przemieszczały się z domku do domku jakieś wilki. Prychnęłam i odeszłam z tego miejsca. Obrzydzało mnie patrzenie na plebs.
Nie minęło dużo czasu, a zauważyłam wyrastającą konstrukcję znad drzew. Przyspieszyłam kroku i wpadłam na kogoś. Wstałam z ziemi i strzepnęłam nadmiar gleby. Przed sobą ujrzałam szarego basiora.
- Uważaj jak chodzisz. - fuknęłam i spojrzałam groźnie na samca.

Ethen
Cóż za kłopotliwy dzień. Muszę przypomnieć sobie zapis nutowy i granie na lutni. Długo nie ćwiczyłem... A może nawet w tej krainie nauczę się czegoś nowego o tej pięknej sztuce jaką jest muzyka? Jednakże jest jeden problem; nie mam pojęcia jak mam tą wiedzę zdobyć. U nas w watasze wiedzę przekazywaliśmy sobie słowami, z pokolenia na pokolenie. A tu? Tu widać, że, nie chcę oczywiście nikogo obrażać, ale wilki wydają się zacofane. Jeden jest od jednej rzeczy a drugi od drugiej. Same ograniczenia. Myśląc tak nie zauważyłem postać przede mną i na nią wpadłem... Albo może ona na mnie wpadła? Nieważne. Wilk upadł, ale szybko wstał i otrzepał się. Zauważyłem wtedy, że to wadera. Jednak jej słowa ani nie były wyszukane, ni miłe. Nie mam jej tego za złe; w końcu aż się przewróciła.
- Przepraszam najmocniej... - zamyśliłem się. - A tak poza tym: Witaj - uśmiechnąłem się i złożyłem jej ukłon.

Fumetsu
Jeszcze tego brakowało... Będę musiała rozmawiać z jakimś kundlem. Chociaż... Może go wykorzystam? Powie mi co to za kraina. Nie mam ochoty na walkę z nim, więc będę udawała 'miłą'.
- Wybacz mi za tamto zachowanie. Po prostu się zdenerwowałam. - odparłam z trudem.
Rzadko używałam takiego tonu głosu. Zazwyczaj po prostu nie musiałam nic mówić, gdyż miałam wszystko czego zapragnęłam.
- Nazywam się Fumetsu Akai. Jeszcze raz przepraszam za me maniery... - dodałam.
Prawie się zachłysnęłam mówiąc to. Niestety pewne rzeczy wymagają różnych poświęceń. Na szczęście kiedy dowiem się, gdzie jestem, to będę mogła go najzwyczajniej w świecie zignorować.
- A ty? Jakie nosisz imię? - dopytałam.

Ethen
Wadera patrzyła chwilę na mnie, ale zaraz, na szczęście, się uśmiechnęła i przeprosiła. Już miałem coś powiedzieć jednak wadera przeszkodziła mi przepraszając jeszcze raz, ale tym razem powiedziała przy tym swoje imię. Fumetsu. Ładnie, lecz niespotykane... Znaczy to ja jeszcze się z takim imieniem nie spotkałem. Fumetsu... Królowa, Władczyni, Pogromczyni... No właśnie. Jakim żywiołem ona włada? Ziemia, ogień? Czy powietrze? Albo może woda? No... Jak się dowiem kim dokładnie jest to napiszę pieśń, w której będzie występować. Ba! Może być zajmować rolę główną jeśli zechce.
Powracając jednak do rzeczywistości usłyszałem jak się pyta o moje imię.
- Jestem Ethen Cantare. Bard nad bardami. Chociaż to skromny tytuł, zaledwie pyłek przy Twojej doskonałości i blasku, panno Fumetsu. Do usług. - uśmiechnąłem się jeszcze raz tym razem szerzej.

Fumetsu
Teraz miałam szansę.
- Powiedz mi, kochany, gdzie znajduje się miejsce zamieszkania króla? I czy właściwie jest tu jakiś władca? - powiedziałam nadzwyczaj spokojnie.
Mam nadzieję, że nasz 'kulturalny pieseczek' prędko mnie zaprowadzi do cesarza. Nie miałam ochoty na mieszkanie w jaskini. Tym bardziej z plebsem... Na samą myśl o tym aż ciarki mnie przeszły. Jestem wyżej ustawiona niż takie miernoty z wioski. Powinnam mieszkać w pałacu; tudzież zamku. A co jeśli Ethen będzie tu tak samo mało obeznany jak ja? W tedy go po prostu wyminę i już... no może jeszcze podpalę jego ogon. Wiem, iż jestem złośnicą. Takie rzeczy mnie nie wzruszają. Nigdy nie zlitowałam się nad kimś. Bo po co? Wystarczy go zabić i po sprawie. W każdym bądź razie szary samiec grzebał się z odpowiedzią. Trochę mnie to już denerwowało.

Ethen
Wadera od razu spytała się gdzie jest komnata czy tam miejsce zamieszkania władcy. Nawet nie wiedziałem, że oni tu mają władcę. Było to dla mnie lekkim zaskoczeniem, ale właściwie dlaczego, przecież słyszałem już tyle ballad o królach, władcach odległych krain. Ja sam jednak nie wiedziałem nawet gdzie jestem a nie chciałem urazić niewiedzą tak ponętnej wadery. Po chwili ciszy odpowiedziałem jej.
- Niestety tego nie wiem. Jestem tu nowy. Obca mi ta kraina. Jeśli jednak zdecydowałabyś się na moje towarzystwo, razem moglibyśmy ją odkrywać. - spojrzałem na nią ciepło.

Fumetsu
Co...? Czułam jak ogień rozprzestrzenia się w moim ciele. Byłam wściekła na basiora. On nawet nie wiedział jak bardzo... Musiałam poświęcić swój cenny czas na niego! Co za idiota! Mógł od razu powiedzieć to, że nie wie gdzie jest.
- Palant! - wykrzyczałam mu prosto w pysk.
Utworzyłam dwa płomienie. Jeden był z mojej prawej strony, a drugi z lewej. Posłałam do niego uśmiech pełen nienawiści. Od razu po tym posłałam na niego dwa ogniki. Obydwa zaczęły tańczyć na jego ogonie. Odwróciłam się tyłem do Ethena i powolnym krokiem oddalałam się od niego. Miałam nadzieję, że trochę minie zanim ugasi ten ogień.

Ethen
Widać wadera nie była zachwycona moją propozycją. Patrzyła na mnie wściekłe aż po jej bokach zmaterializowały się dwa ogniki. Wpatrywałem się w nie jak zahipnotyzowany aż do chwili gdy śmignęły ku memu ogonowi. Pisnąłem, nawet trochę spanikowałem, ale mój instynkt zrobił swoje. Z mojego ogona trysnęła woda gasząc ogień w jego zarodku. Przez głowę przemknęła mi skandaliczna myśl, czy by również nie zmoczyć charakternej wadery, lecz odsunąłem ją ode mnie szybko. Patrząc jak odchodzi myślałem nerwowo. Fumetsu, Pogromczyni ognia... Można porównać ją do róży; z pozoru i wyglądu piękna, miła i delikatna, jednak, sięgając po nią można się skaleczyć o jej ostre, wystające kolce. Postanowiłem nie podążać za nią, odwróciłem się i ruszyłem naprzód. 

Ikelos - Starożytne tajemnice

Zawsze zastanawiałem się nad swoim imieniem. Dlaczego rodzice nazwali mnie akurat tak, a nie inaczej? Dlaczego Red Rose to Red Rose. Dziwne, że mój brat kojarzony jest z czerwoną różą, którą tak bardzo lubię. Piękny to kwiat, lecz mój brat już taki cudowny nie jest. A może nie bez powodu się tak zwie? Róża ma kolce, tak samo jak i on. Hmm... muszę się czegoś o tym dowiedzieć.
Było już południe. Wybrałem się do naszej małej biblioteczki, gdzie znalazłem... księgę. Tak, zwykłą, starą księgę. Myślałem, że wszystkie księgi zaginęły, że zamiast nich mamy kamienie. Jednak, historia jest historią i trochę jej tutaj zostało. W końcu mapa Arcanterry to zwykły stary zwój, papier. Otworzyłem ją, jednak... nie wiem co to za znaki. Może poszukam czegoś w kamieniach? Powinno być coś o historii, jeśli nie tutaj to w zamku.

obrazek

Aria
Wstałam późnym rankiem. W zasadzie to nie wiedziałam co mam robić. Po chwili namysłu posłuchałam brzucha i udałam się na śniadanie do wspólnej spiżarni. Tam z kolei wybrałam do zjedzenia dużego zająca. Byłam bardzo głodna, więc wystarczyło parę kęsów i przede mną leżały same kości. Wyszłam z pomieszczenia i intuicyjnie pokierowałam swoje łapy w stronę zamku. Chciałam odwiedzić bibliotekę, ponieważ dawno tam nie zaglądałam. Droga trwała paręnaście minut. Po chwilowym błądzeniu w zamku na trafiłam na pomieszczenie wypełnione wiedzą. Rozejrzałam się po bibliotece i zobaczyłam Ikelosa. Miał przy sobie... księgę? Podeszłam do niego z zaciekawieniem.
- Myślałam, że wszystkie księgi zostały zniszczone. - powiedziałam do basiora.

Ikelos
Kiedy szukałem czegoś na temat ksiąg, całkowicie nie zauważyłem kiedy wadera do mnie podeszła. Lekko drgnąłem, gdyż mnie zaskoczyła, po czym uśmiechnąłem się. - Ja też. - powiedziałem, po czym za pomocą telekinezy, otworzyłem księgę i pokazałem Arii te znaki. - Nic z tego nie rozumiem i miałem nadzieję, że coś znajdę tutaj. - wytłumaczyłem, rozglądając się po regale z historią Arcanterry. - Niestety, wiele kamieni zaginęło. - dodałem po chwili, zatrzymując wzrok na szarej samicy.

Aria
Postanowiłam pomóc Ikelosowi. Sama byłam ciekawa tego, co tam pisze.
- Pomogę ci. - posłałam mu pogodny uśmiech.
Basior kiwnął głową i powrócił do przeszukiwania kamieni.
Podeszłam do jednej z półek i zaczęłam czytać podpisy na kamieniach, które były w zrozumiałym dla nas języku. Nawet po długim czasie szukania jakiejkolwiek wskazówki nie natrafiłam na żadną... A może? Dostrzegłam coś wystającego zza mapy na ścianie. Szturchnęłam delikatnie nosem kawałek starego papieru. Po chwili wypadł zza niego zakurzony kamień. Za pomocą telekinezy zaniosłam go do Ikelosa. Wspólnie go otworzyliśmy, a widok był zadziwiający. Widać było, że dawne kamienie różniły się bardzo od tych nowszych.

Ikelos
Szukałem czegoś po drugiej stronie regału, jednak niczego nie udało mi się znaleźć. Otworzyłem księgę po raz kolejny i zacząłem się przyglądać tym znakom, jednocześnie kierując się w stronę posłań i stolików zrobionych z pni.
Odłożyłem księgę i nachyliłem się, dalej rozmyślając o co tu w ogóle chodzi. Może to księga zaklęć? Runy? A może po prostu spisana historia czy legenda w pradawnym języku? Wszystko, to mogłoby być naprawdę wszystko.
Rozmyślając tak nad tym, zauważyłem, że Aria coś znalazła. Był to różowo-fioletowy kamień, w ogóle nie obrobiony, przez co można było się nim skaleczyć. Współczesne kamienie mają owalny kształt i są idealnie oszlifowane. Jednak nowe znalezisko działało dokładnie tak samo. Wystarczyło dotknąć łapą i zaprosić ducha do rozmowy.
Ku naszym oczom ukazała się fioletowa mgiełka, zwykła mgiełka... Nie wiedząc nic na ten temat, milczeliśmy. Spojrzałem na waderę, ona na mnie, jednak żadne z nas się nie odezwało. Po chwili kamień zaczął się mienić, powodując iż mgiełka przypominała teraz gwieździste niebo. Srebrne iskierki zaczęły tańczyć, tworząc okrąg, w którym znajdowało się fioletowe światełko. Ku naszemu zdziwieniu, usłyszeliśmy męski głos - Paxipaze upxeze pseuplamze omiyetau.

Aria
Usłyszeliśmy męski głos, którego niestety nie mogliśmy zrozumieć. Po chwili głos ucichł, a nad kamieniem pojawiła się fioletowa postać wilka. Co chwila znikała i pojawiała się, jakby była uszkodzona. Z tego co zrozumiałam to hologram wymówił: Tapayenuga Tayetaupacronsig. W zasadzie nie przychodziły mi żadne myśli do głowy co do jego wypowiedzi. Nigdy nie słyszałam takich słów - jeśli to słowami można w ogóle nazwać. Popatrzyłam się uważnie na fioletowego ducha, a później zilustrowałam całą bibliotekę. Na ścianach widniały malowidła, którym nigdy za specjalnie się nie przyglądałam... A może one pomogłyby pomóc nam w rozwiązaniu zagadki tego starego kamienia? Chwilę później dostrzegłam namalowanego białego wilka. Wstałam z legowiska i powolnym krokiem, cały czas patrząc się na niego, zbliżałam się w jego stronę.

Ikelos
W jakim on języku mówi? Myślałem, że wszyscy w Arcanterze się dobrze rozumieją. Czy to wilk czy jeleń, rozumiem co mówi... co też bywa czasem smutne, dlatego zabijam szybko i z zaskoczenia.
Obserwowałem fioletowy obraz, który co chwila przybierał inne kształty, jednak najczęściej była to zwykła mgła. Może ten kamień jest zepsuty, albo po prostu w tamtych czasach nie mieli takiego klarownego zapisu? Możliwe.
Spojrzałam na moją towarzyszkę, która podeszła do ściany i uważnie przyglądała się malowidłom. W tym czasie, fioletowo-różowa mgiełka powiedziała "Hypnos", po czym wszystko zniknęło. Podszedłem do wilczycy i także zacząłem oglądać obrazy. - Jak myślisz? Czy ten kamień ma coś wspólnego z nimi? - oznajmiłem, cały czas patrząc na ścianę.

Aria
Uważnie badałam obrazy wzrokiem. Niby nic szczególnego, ale... Nagle zauważyłam starożytne pismo obok namalowanego białego wilka. Przymrużyłam delikatnie oczy.
- Spójrz. - wskazałam łapą na tajemnicze litery. - To chyba te samo pismo co w księdze. - wytłumaczyłam szybko.
Ikelos także przypatrywał się uważnie malowidłom. Zrobiłam parę kroków w bok. Z kolei w tym miejscu były same słowa. W zasadzie... Już je kiedyś widziałam. Nie pamiętam tylko gdzie...
- Możliwe jest to, iż je niegdyś widziałam. - obróciłam głowę w stronę basiora.
Tak... Już mi się przypomina! Pewnego razu zamiast kamienia o alchemii wzięłam jakiś inny. No i tam było parę takich znaków. Jedyne co teraz mogłam odczytać to wyrazy "avatar; nasz wybawiciel". Opowiedziałam to wszystko memu towarzyszowi.

Ikelos
Spojrzałem na napis i rzeczywiście, to samo pismo. - Masz rację. - oznajmiłem, spoglądając raz na księgę, raz na napis. Mimo tego wszystkiego, nadal nie wiedziałem jak odczytać te słowa. Zacząłem się zastanawiać nad tym, jak bardzo to wszystko jest stare. To język pradawnych i to jest pewne. Kiedy oni żyli i czy mamy coś z nimi wspólnego?
Słysząc słowa wadery, spojrzałem na nią z lekkim zaskoczeniem. Jak to? Widziała to? Kiedy? - Avatar? Nasz wybawiciel? - zapytałem retorycznie. Nie sądzę, iż ona będzie coś wiedzieć. - Może poszukamy czegoś na temat avatara? - zaproponowałem. - Na pewno musi coś tutaj być w naszym języku. - uśmiechnąłem się do niej. Ta zagadka była coraz bardziej interesująca, zwłaszcza, że mamy trop.

Aria
Kiwnęłam głową na znak, iż się zgadzam. Ponownie zaczęliśmy przeszukiwać kamienie. Było ich mnóstwo, więc bardzo dużo czasu nam zajęło obejrzenie połowy z nich. W zasadzie nad jednym musieliśmy spędzić przynajmniej parę minut. Po prostu pytaliśmy wilcze hologramy o avatara. Jedynie parę z magicznych głazów udzieliło nam jakichkolwiek informacji. Na przykład, że tym białym wilkiem na ścianie był Hypnos. W zasadzie tylko tyle... Gdy pytaliśmy kamieni o avatara, one dziwnie się zachowywały. Podobnie do tego starego. Tak samo zacinały się i po chwili wyłączały. Zmęczona już tym wszystkim, wzięłam kamień z działu "Dowodzenie". O dziwo błękitna postać zaczęła normalnie opowiadać o poprzednich władcach. W tym o Hypnosie. Ruchem łapy zaprosiłam do siebie Ikelosa. Uważnie wsłuchiwaliśmy się w jego gadaninę.

Ikelos
Szukałem odpowiednich kamieni, jednak większość nie była przetłumaczona. Opisy były stare, najczęściej prawie niewidoczne lub też zapisane za pomocą starożytnych znaków, które były mi całkowicie obce. Widocznie nasze królestwo nie jest zbyt zainteresowane bibliotekami. Mogliby wziąć się za tłumaczenie opisów a nie jedynie nazw. Przez to wszystko, szukanie było bardzo męczące. Dotknij, poproś o pojawienie się i uzyskaj odpowiedź, że nic na ten temat nie wiadomo.
W końcu mojej towarzyszce udało się coś odnaleźć. Podszedłem do niej i wsłuchałem się w hologram. Mówił trochę o moim ojcu i matce, oraz moich dziadkach i pradziadkach... W końcu usłyszeliśmy coś o tajemniczym białym wilku - Hypnosie. Okazało się, że był on magiem czterech żywiołów. Jak to? Czterech? Nie chciało mi się w to wierzyć, przecież nikt nie może mieć wszystkich żywiołów.
Słuchając postaci dalej, dowiedzieliśmy się też o innych avatarach oraz ich rządach. - Możesz mi powiedzieć, co to jest? - zapytałem niebieskiej postaci, pokazując jej księgę, jednak w odpowiedzi dostałem jedynie "Nie wiem". Cóż, przynajmniej wiemy, że Hypnos był avatarem, który uratował nasze ziemię i tym samym poświęcił swoje cztery żywioły.
- Wiesz co Aria. Jestem tym wszystkim zmęczony, a nadal nie mamy odpowiedzi na pytanie. - westchnąłem. - Lepiej zaniosę księgę tam gdzie była, zanim strażnicy się dowiedzą. - dodałem po chwili. Tak, książka była jedna i nie mogliśmy jej nigdzie zabierać. Wiadomo, antyk.
Wadera pokiwała głową na znak, że się ze mną zgadza. Widać było, że też jest tym wszystkim zmęczona. - Do jutra. - uśmiechnąłem się do niej na pożegnanie i poszedłem odnieść tajemniczy przedmiot.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Ikelos - Parum Decorum

Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu, ponieważ odkąd stworzyłem eliksir, każdy chciał zmienić wygląd. Smuciło mnie to trochę, ponieważ wszelki wilk jest piękny, taki jaki jest. Jednak, trend jest trendem i nic z tym nie zrobię. Dzisiaj z rana wpadłem do szpiegów, by podczas podróży zebrali mi trochę dragonis electrum, bo moje zapasy kolców się kończą. A potem co? Standardowo udałem się do mojej pracowni w wiosce.
Kiedy przygotowywałem składniki, wpadł do mnie szary wilk, Haru. Jest on zielarzem i często się widujemy, ponieważ to on dba o moje zapasy ziół. Mówię mu co potrzebuje i jakie chcę osiągnąć działanie a ten wie wszystko i zaraz coś mi podsuwa. Bardzo fajnie mi się z nim współpracuje.
Tak jak zawsze, szary basior postanowił trochę ze mną posiedzieć i porozmawiać. Ja w tym czasie przygotowywałem eliksiry i bardzo sprawnie mi to szło. Dzisiaj zrobiłem ich około dziesięciu.
- Starczy na dziś. - uśmiechnąłem się do siebie.
- Wiesz... - zamyślił się. - Może dasz mi jeden ten eliksir? - zapytał, na co ja zrobiłem wielkie oczy. Kto by pomyślał, że i on chce się zmienić.
- Cóż, jako mag muszę ci dać, jednak uważam, że ostatnio wilki przesadzają z tą zmianą. - westchnąłem, po czym sięgnąłem po jeden z nowo wytworzonych eliksirów.
- Wiem, ale chciałbym być brązowy. Często przebywam w lesie i to jasne, szare futro sprawia, że co chwila mnie ktoś zaczepia. - uśmiechnął się do mnie, a ja tylko skinąłem głową i podałem mu to czego chciał.
Wilk od razu wypił zawartość fiolki, jednak jego futro nie zmieniło się ani trochę. Nadal był szary, ale wyglądał inaczej. Gdybym mógł, to zrobiłbym się blady. Haru od razu zaczął się oglądać, po czym spojrzał na mnie... jego mina nie wykazywała zadowolenia.
- Przepraszam, nie wiem co się stało. - zacząłem przeglądać składniki dokładnie, jednak wszystkie się zgadzały. Spojrzałem w prawo a na piecu znajdowała się srebrna miska. Czy ja użyłem jej zamiast złotej? - Pomyliłem misy. - oznajmiłem, spoglądając na naczynie, po czym odwróciłem się do przyjaciela. - Przepraszam, na prawdę. Mam jeszcze stare fiolki, zaraz ci przyniosę. - powiedziałem, na co wilk tylko kiwnął głową i się uśmiechnął. Cieszyłem się, że nie jest na mnie zły... Hmmm, ten nowy eliksir może być interesujący, więc lepiej zapiszę formułkę.

Nazwa: Parum Decorum
Rodzaj: Eliksir
Działanie: Eliksir pozwala na zmianę wyglądu wilka, jednak nie zmienia koloru sierści.
Koszt: 100 doświadczenia

Ethen Cantare

Urodziłem się w watasze Białego Snu. Nie mieliśmy hierarchii jako takiej. Po prostu chodziło o to, by sobie nawzajem pomagać i szanować się. Starsi uczyli nas, że więcej szacunku należy się waderom ponieważ to one nas zrodziły i się nami pielęgnowały i tak samo będą się troszczyć o nasze szczeniaki. Racja, zdarzyło się, że urodził się typek spod ciemnej gwiazdy, z tym jednak parę basiorów pojechało w dal i tyle żeśmy go widzieli. W naszej watasze co parę dni świętowaliśmy czyjeś narodziny, ślub czy śmierć. Tacy byliśmy liczni. Ja jednak zacząłem się wyróżniać spośród licznych muzykantów i błaznów. W końcu nadszedł ten moment, gdy wilki chciały tylko mnie słuchać a młode talenty przez to przestały się rozwijać. Patrząc na tych biednych uczniaków zdecydowałem się odejść, by mogli bez problemu wykazać się talentem do muzyki. No... był również drugi powód. Podróżując na pewno znajdę mnóstwo inspiracji.

Kolor sierści: Szary
Imię: Ethen
Przydomek: Cantare
Wiek: 4
Żywioł: Woda

Fumetsu Akai

Zaczęło się to późną jesienią. Wilczyce jak zwykle usługiwały swojemu panu; Tenebrisowi. On jako ich władca mógł zażądać od nich wszystkiego. Co wieczór gwałcił większość samic dla własnej przyjemności. Jednak nieoczekiwanie jedna z wilczyc zaszła w ciążę. A stało się to w przesilenie zimowe. Pod osłoną nocy odbywał się poród wadery. Wszyscy byli w napięciu. Jeśli narodziłby się syn, to on musiałby zginąć. Jeden klan = jeden samiec. W końcu jednak napięcie opadło. Wadery zajmujące się medycyną ogłosiły, iż narodziła się córka ognia. Wyjątkowe dziecię było postawione na pierwszym miejscu. Mogła być tknięta dopiero w ostatnią noc przed jej poświęceniem. Mieli się w tedy zebrać wszyscy przywódcy klanów. Każdy z nich miał odbyć z nią stosunek. Później Fumetsu byłaby przekłuta włócznią z boskiego kamienia (czyt. bursztyn). Jej krew zostałaby wypita przez władców klanów. Wtedy ich ojciec, Agni (czyt. ogień), pobłogosławi klany. Niestety ceremonia się nie powiodła. Odbywała się ona na plaży. W tedy matka Ea (czyt. morze) postanowiła zmienić bieg wydarzeń. Nasłała powódź, w której większość wilków utopiła się. Zostały tylko nieliczne. Do tej grupy zaliczała się Fume. Z pomocą innych przetrwałych przedostała się na odległe wyspy. Każdy rozszedł się w swoją stronę. Fumetsu także. Przez dwa lata wędrowała po wszelakich klanach czy stadach. Po pewnym czasie dotarła do urokliwej krainy. Jeden z tutejszych wilków opowiedział jej, iż to Arcanterra; źródło życia.

Kolor sierści: Szary
Imię: Fumetsu
Przydomek: Akai
Wiek: 5
Żywioł: Ogień

niedziela, 19 czerwca 2016

Olethros - Quest#2

W południe, zaraz po wyjściu z Glacies, poczułem ssanie w żołądku. No tak, pracowanie nad Miejscem daje w kość. Powlokłem się więc do lasu. Zaraz po tym jak moje łapy dotknęły leśnej ściółki, wyczułem trop. Zając; mogłem lepiej trafić. Przybliżyłem łeb ku ziemi i zacząłem tropić. Niedługo trwało aż doszedłem do matecznika i ujrzałem samotnego zająca. Oddzielił się od grupy. Skradając się podszedłem bliżej. Było to łatwe ponieważ zając stał do mnie tyłem i zajmował się zieleniną. Nie czekając dłużej skoczyłem na niego i już w locie wgryzłem mu się w kark. Kwiknąwszy oddał ducha. Zaskoczony puściłem go. I co? Już? Eh... Myślałem, że się z nim pobawię. Zacząłem ucztę. Szybko napełnił mi się żołądek więc zostawiłem na wpół zjedzone zwierzę na ściółce. Po chwili postanowiłem jeszcze trochę zostać i pospacerować w Lesie.

Olethros - Quest#5

Wyszedłem z biblioteki i kierując się strzałkami dotarłem do wyjścia z zamku. Wybiegłem przez otwartą bramę i przystanąłem na chwilę. Gdzie pójdę? Może do Pulchram. Nie wiem dlaczego, ale to może jeszcze poprawi mi bardziej humor. A propos jestem dzisiaj szczęśliwy, ponieważ udało mi się rankiem złożyć ofiarę z wadery dla mojego ojca. To nie było takie trudne ponieważ nie miała siły na walkę a poza tym nie była raczej z naszej watahy. Bogowie dużo czekali na tę ucztę, którą dzisiaj im zapewniłem. Udało mi się uniknąć ich gniewu oraz kary.
Dotarłem do rzeki i szedłem jej brzegiem do góry. Po drodze spotkałem tylko szybko umykające przede mną wiewiórki i motyle. Dotarłem do Pulchram. Słońce miało się ku zachodowi, lecz i tak było ciepło jak w dzień i przede wszystkim nie gryzły komary. Usiadłem na brzegu jeziora i zacząłem obserwować otoczenie. Z południa leciał klucz gęsi. Wstałem i zagłębiłem się w las. W mroku dostrzegłem błysk ognia i tam się udałem. Na miejscu spotkałem trzy zające. Jeden ciskał pociskami ognia w drugiego. Próbował się bronić, nawet odstrzeliwał kulki z powrotem jednak widać to było jak na dłoni, że przegrywał. A trzeci zając? Patrzył tylko na scenę z obojętnością. Zastanawiałem się czy nie zabić chociaż przegrywającego, ale w końcu z tego zrezygnowałem i poszedłem dalej. Wróciłem do zamku i poszedłem do swojej komnaty się położyć.

Olethros - Quest#3

Rankiem postanowiłem się wybrać do Caeruleo. Tam niby jest tak pięknie jednak tak mało wilków tam chodzi. Myślę, że to przez czas, który trzeba poświęcić, by tam dojść. To w końcu od Zamku pięćdziesiąt minut drogi. Przebiegłem truchtem przez Las a potem przez rzekę. Wkroczyłem na te cudowne tereny. Woda była niesamowicie przejrzysta, niezmącona i lazurowa. Było tak gorąco, że piasek parzył w łapy. Wszedłem więc do wody i zanurzyłem się. Woda była ciepła jednak lepsze to niż nic. Popłynąwszy trochę wyszedłem na plażę i położyłem się na piasku, żeby podeschnąć. Może i Caeruleo było fajne jednak jak jest tak gorąco piasek parzy, woda się wręcz gotuje a słońce świeci tak, że oślepia. Dlatego nie minęła minuta a ja już byłem całkowicie suchy. Usiadłem, podniosłem patyk, który leżał obok mnie i wrzuciłem do wody. Szczerze? Nudziło mi się niemiłosiernie. Postanowiłem potrenować mój żywioł, powietrze. Najpierw zrobiłem mały lej powietrzny i stopniowo wciskałem go do wody. Gdy kropelki dotarły aż do mnie przestałem i spróbowałem zrobić tajfunik. Oczywiście udało się. Zadowolony z siebie udałem się do Glacies.

Aria - Nowe stanowisko

Było piękne popołudnie. Ja wylegiwałam się w Fluvius. To była idealna pogoda do wygrzewania się na słońcu. Leżałam na skale, obok której przepływał strumyk. W dodatku jeszcze wcześniej zapolowałam na zająca, więc nie byłam głodna.
Odpoczywając uświadomiłam sobie, że spełniłam już wszystkie kursy na maga. Raptownie otworzyłam oczy. Oczywiście chciałam dostać to stanowisko, ale... W tym celu musiałam skonfrontować się z naszym kochanym cesarzem. Westchnęłam i wstałam. No nic. Jakoś MOŻE uda mnie się zdobyć tą pracę. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę zamku. Po ok. godzinie stałam już przed wielkimi wrotami zamku. Otworzyłam je i weszłam do majestatycznej budowli. Szłam po korytarzach zagubiona, gdyż nie wiedziałam, gdzie znajduje się komnata władcy. Na szczęście spotkałam strażnika, który odprowadził mnie pod drzwi pokoju Red Rose. Oczywiście nie obyło się bez mnóstwa pytań typu: "Kim jesteś?", "Czego chcesz od króla?", "Na pewno nie zrobisz mu niczego?" itp. Złapałam głęboki wdech i zapukałam.

Red Rose
Właśnie wróciłem do swojej komnaty po pooranym pływaniu na Luminosum. Tak, wstałem rano. Nie spodziewalibyście się, prawda? Ja też, jednak nie mogłem spać całą noc, przez moją księżniczkę. Głupie uczucie... tak myśleć o niej i o tym co byśmy mogli razem osiągnąć. Byłoby miło.
Kończąc kaczkę, usłyszałem pukanie do komnaty. - Wejść! - krzyknąłem, nie przeszkadzając sobie w jedzeniu. Drzwi się otworzyły a ku moim oczom ukazała się najpiękniejsza wadera w całej Arcanterze. Przełknąłem ostatni kęs mięsa i uśmiechnąłem się. - Proszę, proszę. Stęskniłaś się? - wstałem i udałem się powoli w jej stronę. - Też tęskniłem. - szepnąłem jej na ucho, po czym otarłem się łbem o jej szyję. - Co powiesz kochanie? - zapytałem, okrążając ją, po czym usiadłem przed nią.

Aria
Zignorowałam jego zachowanie. W zasadzie takie czułe słówka i gesty nie ruszają mnie. Tak było, jest i będzie. Nie odczuwałam nic poza obojętnością do Red Rose'a. Może i jego wygląd był ładny, ale charakter i zamiary basiora totalnie przeciwne. Jak zacząć tą rozmowę? Chyba podziękuję za ukłony. Powiem krótko i zwięźle. - Przyszłam tu, gdyż chciałabym zostać magiem. - powiedziałam dość poważnie.
Czekałam na reakcję samca. Czyżby będzie oczekiwał czegoś w zamian za stanowisko? Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było. W końcu on jako cesarz może wszystko. Nikt go za to nie ukaże. Może nawet zażądać zamordowania wszystkich wader lub basiorów.

Red Rose
Wadera totalnie mnie zignorowała, co nie było miłe. Kiedy do niej dotrze to, że mnie kocha i ubóstwia! No kiedy! Tracę do niej cierpliwość... - Przestań! - warknąłem ze wściekłością, odwracając się od niej i podpalając najbliższe przedmioty. Spojrzałem na ogień, po czym zgasiłem go. - Dla ciebie wszystko. - oznajmiłem po chwili, ze spokojem i czułością. Nie odwróciłem się do niej, nadal byłem zły... - A teraz wyjdź. - odparłem ozięble. Nie chciałem jej już dzisiaj widzieć.

Aria
Basior wyglądał na niezadowolonego. Może jednak przestanę go aż tak ignorować? Ten psychol jest już chyba na skraju wytrzymania, a nie chcę, żeby mnie podpalił. Eh... Cichutko westchnęłam i szybkim krokiem wyszłam z królewskiej komnaty. Bezszelestnie zamknęłam drzwi. Następnie wolniejszym chodem kroczyłam po czerwonej wykładzinie. Droga powrotna była szybsza niż ta wcześniejsza. Po wyjściu z zamku udałam się nad jezioro w Luminosum. Podróż tam trwała około 15 - 20 minut. W tym czasie podziwiałam otaczającą mnie florę. W zasadzie tylko w tej dziczy mogłam zapomnieć o swoich problemach i czuć prawdziwy smak wolności. Tylko teraz miałam od czasu do czasu w głowie przemykającą myśl o tym, iż oficjalnie zostałam magiem.

sobota, 18 czerwca 2016

Foxy - Moce (2)

Będąc już trochę na tych terenach, zaczęłam rozmyślać nad swoim stanowiskiem. Kogo by chciał mój cesarz? Kaprala czy może nauczyciela mocy? Jako iż znam się na żywiołach, pomyślałam, że rozwinę tę umiejętność jeszcze bardziej. Może i nie lubię szczeniąt, jednak roczniak to już nie szczenię, umie mówić i sam się sobą zajmować a ja będę mieć przyjemność z traktowania go jak ścierwo. W sumie, to fajnie by było zostać nauczycielem, chociażby sama przyjemność z posiada takiej wiedzy.
Ruszyłam na Luminosum w celu szukania inspiracji, musiałam dokładnie przemyśleć to, w jaki sposób pomóc tym młodym łbom w odkrywaniu ich zdolności. Z ogniem nie będzie problemu, bowiem jest to mój żywioł. Ogień jest szalony i najlepiej odkrywa się pod wpływem szału, chociażby na treningach. Furia i gniew to coś, co sprawi, że odkrycie żywiołu będzie proste. Z powietrzem też miałam do czynienia, bowiem generał był magiem powietrza i mi o nim opowiadał. Wiatr, trzeba po prostu znaleźć wietrzne miejsce a potem emocje i magia zrobią swoje.
Stojąc nad brzegiem jeziora, wpadłam na pomysł odkrywania magii wody. Szczerze jej nienawidziłam, więc niech te szczyle cierpią. Każę im pływać tak długo, do czasu, kiedy się nie nauczą panować nad wodą. Tak, to genialny pomysł! Oh, czyżbym się napaliła na stanowisko nauczyciela? Niemożliwe.

Foxy - Moce (1)

Po przydzieleniu mi komnaty w zamku, postanowiłam się przejść. Chciałam trochę poznać te mury i tym sposobem ogarnęłam spiżarnie, sale medyczne oraz bibliotekę w której postanowiłam zostać na dłużej. Chodząc i obserwując te kamienie, nie miałam zielonego pojęcia o co tutaj chodzi. My zapisywaliśmy nasze historie na zwykłym papierze, który tworzyli artisany. Hmm...
Rozejrzałam się, było tutaj kilka wilków, jednak nie zamierzałam ich pytać o działanie tego czegoś. Przyglądałam się im, jednocześnie udając, że szukam czegoś konkretnego. Wtedy zauważyłam, że wystarczy dotknąć kamień i potem pojawi się hologram. Interesujące. Musiałam więc wypróbować to na własnej skórze. Wzięłam pierwszy lepszy kamień i ułożyłam się na czerwonej poduszce ze złotymi zdobieniami. No to do dzieła!
Dotknęłam kamień łapą, jednak nic się nie działo. Dalej! Działaj! Mówiłam do siebie w myślach, jednak nadal nic. No dawaj, chcę coś wiedzieć! Krzyknęłam do siebie w myślach, po czym zadziałało! Chwilę później już rozmawiałam z niebieską postacią, która opowiadała mi o żywiołach. Magię ognia miałam opanowaną i o powietrzu też już coś wiedziałam, jednak mimo tego, słuchałam tych informacji z wielkim zainteresowaniem.
Dowiedziałam się wielu rzeczy na temat ataków, obrony i leczenia. Magowie wody są zdolni uleczyć każdego, za pomocą wody oczywiście. Magowie ognia potrafią pochłonąć ogień, co oczywiście już wiedziałam, jednak ma to swoje ograniczenia. Wiadomo, mogłabym coś podpalić a potem to wchłonąć i czuć się rewelacyjnie, jednak... tak to nie działa. Ogień stworzony przez magów jest po prostu ogniem kontrolowanym, co oznacza, że wchłonąć możemy tylko ogień naturalny. Natomiast powietrze i ziemia to już inna bajka, oni nie dostali możliwości leczenia, ponieważ byliby nie pokonani. Te dwa elementy są wszędzie, więc to wszystko wyjaśnia...

Olethros - Miejsce

Po południu stwierdziłem, że mam dość stania w miejscu i czekania na nie wiadomo co. Rada skończona, wadery Cesarza, bale; dobrze. Można zająć się ważnymi sprawami.
Wybiegłem z zamku i skierowałem się ku lasom Glacies. Połyskiwały na biało w oddali. Pobiegłem prosto aż nie zanurzyłem się w śnieżnobiałym lesie. Jednakże trochę było to dziwne, że przez całą drogę nie spotkałem nikogo. Nie zastanawiając się dalej nad tym przybliżyłem pysk do ziemi i zacząłem poszukiwać idealnego miejsca rytualnego. Po pół godzinie takowe znalazłem. Parę metrów przed zamarzniętą rzeką mieściła się sporej wielkości jama. Wszedłem do niej i buchnąłem powietrzem. Nic nie wylazło, ba, nie posypały się nawet gołe kości. Wszedłem więc głębiej i zauważyłem, że jest w niej widno; u góry widniała poszarpana dziura przez którą dostawało się słońce. Dziura musiała być pod takim kątem, iż śnieg nie dostawał się do środka. W samej jamie nawet nie panował przeciąg. Zadowolony rozejrzałem się po niej i postanowiłem poustawiać huby po kątach. Potem przyniosę olej łatwopalny. Potrzebuję takiego ognia do obrządków... świece na nie wiele się zdadzą. Patrząc na to miejsce, jąłem się zastanawiać jak je ukryję. Przydałaby się iluzja, ale takowej... nie umiem stworzyć. Trudno. Zmaltretuję jakiegoś ducha to mi zrobi. Zadowolony wyszedłem z jaskini. Po paru krokach zorientowałem się, iż nie jestem sam. Pytanie tylko co ta osoba zdążyła zauważyć.

Foxy
Podróżowania ciąg dalszy, tym razem przywitało mnie śnieżnobiałe zło. Zimno, mokro i ogólnie wszystko to czego nie lubię prawdopodobnie znajduje się tutaj. Nie będę się w to bawić, jestem magiem ognia nie bez powodu. A śnieg? Śnieg to woda, to czego nie lubię. Nie pozwolę na to, nie pozwolę by to coś mnie dotykało i sprawiało, że moje kły drżą. W kilka sekund stworzyłam wokół siebie ognistego duszka, który topił śnieg i przemieniał wodę w parę, ta zaś unosiła się, z dala ode mnie. Byłam sucha i zadowolona z siebie, więc pewnie stawiałam kroki, rozglądając się po terenie. Nagle moją uwagę przykuła pewna czarna postać wilka. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy, samiec.
Uśmiechnęłam się do siebie i zaczęłam go śledzić. Po chwili wilk zniknął w jaskini, do której jednak nie weszłam. Schowałam się za kamieniem, przed jaskinią i czekałam aż wyjdzie, jednocześnie rozmyślając. On tutaj mieszka? Może coś tam chowa? Jak sobie pójdzie, sprawdzę to.

Olethros
Stałem w śniegu przed jaskinią. Parę metrów ode mnie skradała się ruda wadera. Z pięć metrów za nią widniał szlak, trochę już przysypany śniegiem. Ktoś musiał stopić śnieg z porządną siłą... Wpatrywałem się w nią ogłupiały, ale zaraz wściekły ruszyłem ku niej. Ta zdzira myśli, że może się pałętać tam gdzie ją nie proszono? Wtykać nos w nie swoje sprawy? Serce zaczęło mi szybciej bić, poczułem iskierki zdenerwowania na całym ciele. Spróbowałem się uspokoić, bo przecież to nie taka wielka sprawa, by wpadać w furię, ale nie mogłem się powstrzymać. Gniew gotował się we mnie, zaślepiło mnie to. Świeże powietrze i mróz naokoło jeszcze dodawał oliwy do ognia. Warcząc z najeżoną sierścią i obnażonymi kłami szedłem ku niej wolno, brnąc w śniegu.

Foxy
Widząc postawę wilka, domyśliłam się iż mnie zauważył. No tak, ale ja jestem głupia. Powiedziałam do siebie w myślach, widząc za sobą roztopiony szlak, który dokładnie pokazywał moje położenie. W dodatku zapomniałam o moim ognistym duszku, który uderzył czarnego basiora w pysk, jak ten tylko podszedł. Przeciwnik pisnął, co wcale mnie nie zdziwiło. Sama był pisnęła, dostając ogniem prosto w nos.
Wykorzystując chwilę nieuwagi, uciekłam i schowałam się w lesie. Prawdopodobnie mnie znajdzie, jeśli tylko będzie chciał. Cóż, nie jestem magiem wody, nie umiem tworzyć śniegu a zamiatanie śladów ogonem nic nie da. Zapach to zapach... chociaż, mogłam mieć nadzieję, że poparzony nosek niczego tutaj nie wymyśli. Nie mam siły do walki, a to znaczy, że zjadłby mnie bez mniejszego problemu.

Olethros
Zaślepiony furią byłem tak blisko niej, że mogłem zaatakować, lecz w tym samym momencie, gdy szykowałem się do do skoku, ognista istotka pacnęła mnie żarem w nos. Teraz nie miałem wątpliwości, że to ona czaruje ogniem. Następny powiew wiatru i wadery już nie było a ja trochę ochłonąłem. Widać, że pobiegła do lasu. Uciekła. Niestety śnieg przybrał na sile a mój nos na razie nie był zdolny do tropienia. Stałem tak przez chwilę decydując o moim następnym ruchu przysypywany śniegiem. Zamknąłem na chwilę oczy, by się lepiej skoncentrować. Wadera uciekła. Nie spodziewałem się po niej więcej, szczerze mówiąc. Ten drobiazg nie jest ważny. Za chwilę będzie tęgo padać i pewnie sama zdechnie zanim gdziekolwiek dotrze... Z drugiej strony ośmieliła się mnie śledzić, więc ma posmakować swojej krwi, którą wyleję przemocą, niźli umrzeć z głodu i wyczerpania, bez uczuć w białej zamieci. Dziś śnieg w Glacies spłynie jej krwią, ponieważ znieważyła syna bożego. Z tą myślą pobiegłem po ledwo widocznych śladach. Nie ma drogi ucieczki.

Foxy
Kiedy tylko wbiegłam do lasu, zauważyłam, że pogoda się zmienia. Było tak ładnie i łagodnie a teraz? Zbliża się śnieżyca. To dobrze, ponieważ basior nie ma szans mnie znaleźć a tymczasem muszę coś wymyślić. Zostać na świeżym powietrzu w taką pogodę to śmierć, a ja mam jeszcze całe życie przed sobą.
Utworzyłam ognistą ochronę wokół siebie na czas poszukiwań. Wiadomo, moja moc jest tak silna, że byle śnieżek mnie nie powstrzyma, jednak to woda. Magowie ognia są podatni na wodę a to znaczy, że wkrótce osłabnę, szybciej niż w normalnych warunkach. Mam nie wiele czasu...

Olethros
Wbiegłem do lasu i od razu pojąłem, że jej nie znajdę. Śnieg już całkowicie zasypał jej ślady a wiatr wiał w tyle różnych stron, iż nie miałem jak wyczuć skąd napływa zapach. Zresztą i tak nie czułem jej zapachu ani też żadnego innego wilka. Trochę podupadły na duchu postąpiłem jeszcze parę kroków w głąb lasu wypatrując rudej plamki albo, pamiętając, że jest magiem ognia, lekkiego ciepłego błysku. Niczego takiego nie dostrzegłem. Już całkiem zrezygnowany popędziłem z powrotem. Jama była najbliżej więc to do niej się udałem.
Śnieg padał coraz mocniej i wiatr targał moim ciałem co utrudniało szybkie dojście do schronienia. Parę razy się przewróciłem aż wyczerpany dotarłem do wejścia. Wczołgałem się do niej i zamknąłem oczy. Regenerując siły myślałem co dalej. Mógłbym przeczekać tu całą zamieć i zapewne potem znaleźć ciało rudej przy drzewie. Tego nie chciałem. Obiecałem sobie coś. Myśląc wpadłem na genialny pomysł... o ile wadera złapie haczyk z przynętą. Tego nie wiedziałem, ale miałem zamiar to wypróbować, byle szybko, bo jeszcze mi umrze.
Miałem już dość siły, by wywołać ducha a potrzebne rzeczy znajdowały się w torbie. Miałem nadzieję, że trafię na tego "dobrego", który nie będzie wszystkowiedzący i po prostu wypełni zadanie. Rozstawiłem je i usiadłem. Zacząłem obrzęd. Przez parę chwil oczywiście się nic nie działo. I wtedy, gdy szepty się skoncentrowały, moim oczom ukazała się postać białego wilka. On się odezwał pierwszy.
- Witam pana. O! Widzę, że pan sobie tu leżysz, nie lada wyczerpany. Z tego wnioskuję, że panu by się przydała pomoc.
Skinąłem tylko głową i powiedziałem:
- W lesie nieopodal wałęsa się ruda wadera. Mam dla ciebie zadanie. Znajdź ją i przyprowadź tu, chroniąc ją po drodze. Chcę jej pomóc.
Wilk spojrzał na mnie podejrzliwie a potem uśmiechnął się.
- Pamiętaj, że robisz to indywidualnie, z własnej woli. - oznajmiłem.
Tu wilk zachichotał. Pewnie myśli, że jestem cichym wielbicielem, który chce wyłowić wybrankę z opresji, by zdobyć jej serce. Pff... Uśmiechnąłem się lekko a duch wyszedł na spotkanie zamieci. Teraz wystarczy tylko czekać... Potrzebne rzeczy rozłożę później a ognie ona sama zapali. O ile się zjawi.

Foxy 
Śnieg sypał coraz mocniej. Scortum! Krzyknęłam do siebie w myślach. Zaraz padnę tutaj z przemęczenia i zamarznę. Moje moce słabły z każdym krokiem, nie mam już siły utrzymywać ognistej ochrony. Padłam. Śnieg uderzał o mnie z dość dużą siłą, czułam jak małe lodowate sopelki wbijają się w moje ciało. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
Nagle poczułam ciepło, otworzyłam ślepia i ujrzałam białą postać wilka, która się do mnie uśmiechnęła. Podała mi łapę, na znak, bym wstała. Zrobiłam to a istota zaczęła podążać przed siebie, nie mówiąc nic. Tak jak i ona, ja także się nie odzywałam. Czy to jest niebo? Nie sądziłam, że kiedyś do niego trafię, nie po tym co robiłam w moim życiu. Nie byłam odpowiednią osobą... coś tu nie gra.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Dobrym duchem. Zaprowadzę Cię do osoby, która mnie tu wysłała. - oznajmił i szedł dalej. Wokół mnie i jego była przyjemna ochrona, widziałam jak śnieg sypie, jednak nie czułam zimna. Fascynacja tą magią sprawiła, że zapomniałam spytać o jego "pana".
Po dłuższym czasie trafiliśmy do jamy, weszłam do środka i mnie zamurowało. Duch stanął obok czarnego basiora i uśmiechnął się. Nie miałam sił na walkę... upadłam na ziemię i zamknęłam oczy.

Olethros 
Opróżniłem torbę i teraz zająłem się ustawianiem potrzebnych rzeczy po kątach i w centralnej części jamy. Byłem odwrócony tyłem do wejścia, gdy usłyszałem ciche stukanie pazurów o kamień. Weszła. Udało się. Odwróciłem się. Duch stał teraz obok mnie uśmiechnięty. Podziękowałem mu i kazałem odejść. Istota rozpłynęła się i zostałem sam z waderą. Podszedłem do niej wolno. Obserwowałem ją. Leżała na podłodze z zamkniętymi oczyma, zrezygnowana. Przekrzywiłem głowę i znów odwróciłem się plecami do wyjścia i wadery. Nie wiem czemu, ale wolałem patrzeć gdzie indziej...
- Byłabyś taka miła i rozpaliła ognie? - spytałem się jej. Z resztą co za różnica dla niej rozpalić czy pozostać w bezruchu. I tak zaraz umrze. Spojrzałem za siebie.

Foxy
Słysząc jego rozmowę, zdałam sobie sprawę jaka byłam głupia. To on nasłał na mnie tego ducha, chciał mnie tu zwabić, ale nie! On mnie nie zabije, sama to zrobię. Popełnię samobójstwo i nie dam mu tej satysfakcji! Jednak... nawet na to nie mam siły.
Cały czas spoglądałam w stronę wyjścia, muszę tylko wstać i uciec. To nie jest trudne Fox! Dasz radę! Powtarzałam do siebie w myślach, aż w końcu coś je zakłóciło. Nie ruszyłam się ani trochę, tylko zamknęłam oczy ponownie. Nie odpowiem mu, muszę się skupić. Włączę samozapłon i spalę się niczym feniks. Nie będzie mi byle kto mówić, co mam robić. O co, to, to nie.

Olethros
Gdy nie odpowiedziała westchnąłem. Sam zapalę. Co mi szkodzi. Dalej leżała i nic. Więc podchodziłem po kolei do ognisk i zapalałem je za pomocą krzesiw. Gdy skończyłem popatrzyłem krytycznie na miejsce obrządku. Wadera leży na znaku Auteliusza i do tego pod złym kątem. Za grosz wyczucia... Stworzyłem mały wicherek, który ją popchnął odrobinę do przodu. Na tyle mi starczyło siły. Zamknąłem na chwilę oczy. Bogowie... Dajcie mi siłę. Wyprostowałem się i za pomocą telekinezy wyciągnąłem z torby srebrny sztylet z kościaną i pozłacaną rękojeścią. Z narzędziem blisko mnie postąpiłem parę kroków ku jej ciału i pochyliłem się. Szczęśliwy i podekscytowany uśmiechnąłem się. A więc zaczynamy zabawę.

Foxy 
Leżąc nie ruchomo i regenerując siły, słyszałam jedynie jakieś szmery. Wilk coś robił i to za moimi plecami, odwróciłam głowę na tyle, by widzieć cokolwiek. Ogień! Tak, to jest to. Po chwili doszło do mnie przyjemne ciepło, musiałam jedynie zbliżyć się do ogniska a wtedy jest szansa na przeżycie. Wilk nie mówił nic, totalnie. Nie wiedziałam czego ode mnie oczekuje i po co mu te przedmioty.
Poczułam wiatr, który przesunął moje zmęczone ciało do przodu, ku ogniskom. Tak! Co za głupi wilczur! Jakby nie wiedział, że magów ognia się do ogniska nie wrzuca, ale co on mógł wiedzieć. Głupi mag powietrza. Mam nad nim przewagę!
Byłam tak zajęta absorpcją ognia i jego energii, że nawet nie zauważyłam tego iż ten potwór zbliżał się do mnie z nożem. Co za psychol! Jest wilkiem a będzie się bawić jakimiś nożykami? Proszę was.
Energia została pochłonięta a jedno z jego ognisk zgasło, jednak wątpię by wpadł na pomysł, iż to przeze mnie. Nie dając mu żadnych wskazówek, nadal leżałam bez ruchu.
Zaczęłam płakać i błagać o litość. - Proszę, nie rób mi krzywdy. - jąkałam się.

Olethros
Odsunąłem się od niej na chwilę, tylko po to, by unieść wyżej sztylet. I wtedy zgasło ognisko. Spojrzałem na dogasający żar mrużąc oczy, jednak zaraz znów skupiłem uwagę na przedmiocie moich zainteresowań. A ona zaczęła skomleć i błagać o litość. Nie zareagowałem na nie. Takie piękne słowa i ten ton, tylko pogłębiają znaczenie obrzędu i głód mojego ojca. Więc uniosłem nóż klingą na dół i skierowałem nad rudą. Zaraz spuszczę sztylet i on wbije się w jej ciało i wszystko zabarwi się na czerwono tej nocy. Nie spuszczając oczu z puginału wyzwoliłem go z mojej mocy i zaczął szybko upadać ku skórze rudej wadery.

Foxy
Widząc, że wcale się nie przejmuje moimi błaganiami, zdałam sobie sprawę, że jest totalnym psychopatą. Co za basior! Żaden! Normalny samiec uległby pięknej waderze, pozwalając jej żyć i oczekując czegoś w zamian, chociażby pocałunku. A ten? Nic. Może on jest wykastrowany? Nie ważne...
Chciał mnie zabić, lecz zanim jego sztylet wbił się w moje ciało, zrobiłam unik i szybko wstałam na nogi. Nie spuszczałam go z oczu, cały czas zbliżając się w stronę ognisk. - Jesteś walnięty! - warknęłam na niego, by odwrócić jego uwagę, kiedy ja zajmę się absorpcją pozostałej energii. Potem podpalę wszystko, wszystkie jego przedmioty i już nie będzie mógł robić tego, co robi. Psychopata!

Olethros
Nie wiem jak to zrobiła, ale udało jej się zrobić unik i wstać na nogi. Okrążyła mnie krzycząc.
Ja? Walnięty? Pierwsze słyszę. Byłem raczej określany jako "naznaczony", "wielkoduszny", ale spójrzmy prawdzie w oczy; wadera nie była zadowolona, że nie uległem jej żałosnym popiskiwaniom.
- Szczerze mówiąc, pierwsze słyszę. Śmieszy mnie to, że myślałaś, że coś wskórasz tym żałosnym skomleniem. Ale cóż, przedmioty myślą takimi kategoriami... - spojrzałem na nią chwilkę. Mógłbym dalej prowadzić ten monolog, ale może ona jakoś zareaguje? Nie wiele przedmiotów puszcza takie uwagi mimo uszu. Zobaczmy.

Foxy
Przedmioty? Czy on właśnie nazwał mnie przedmiotem? Totalny brak szacunku! Nie wiem skąd on jest, ale wiem jedno... jego plemię było zacofane. To w sumie może tłumaczyć jego dziwne zachowanie, w tym te ognie i przedmioty. Wariat, po prostu wariat... świr. Takich to powinno się pozbyć jak najszybciej.
Jednak, niech sobie nie myśli, że tymi żałosnymi tekstami coś wskóra. Próbuje mnie rozzłościć? Oh, nie. Musiałby się bardziej postarać, ale wątpię iż coś w tym swoim malutkim łebku i móżdżku wielkości orzeszka, wymyśli. - Przedmioty? - zapytałam z zainteresowaniem i podchodziłam do ogni, pochłaniając je na jego oczach. Proszę, niech jaśnie pan się dowie, że magowie ognia zyskują siły, ogień pochłaniając... jednak wiadomo, możemy się poparzyć tak jak inni. Wystarczy, że będzie go za dużo, na przykład pożar. W takich sytuacjach trzeba uciekać, jednak tu? Marne ogniska.

Olethros
To pytanie było tak żałosne, że nie mogłem nie podkręcić głową.
- Tak, przedmioty. Tutaj też nimi jesteście, albowiem każda wadera należy do... cesarza - ostatnie słowo wypowiedziałem oczywiście z pogardą.
Następne ognisko zgasło i zacząłem coś podejrzewać. Kurwa, czy ona...? Nie ma się co martwić i tak nie jest silniejsza ode mnie. Milutko.
Spojrzałem do góry patrząc na dziurę w sklepieniu. Nie jestem jednak pewien czy zamieć trochę ustała. Gdybym mógł wydostać się na świeże powietrze albo powiększyć tą dziurę.
Nie. Zniszczę tylko to miejsce. Wyprowadzę ją jakoś na dwór i może uda się coś zaczerpnąć z powietrza. Bądź co bądź jestem jego magiem.

Foxy
Kiedy pochłonęłam już wszystkie jego ogniska, zrobiło się tutaj ciemniej. Światło padało jedynie przez otwór, na który patrzył basior. Domyśliłam się, że chciałby osiągnąć to samo co ja, jednak... powietrze jest wszędzie. Tego się nie da pochłonąć, to by było zbyt proste a magowie byliby zbyt potężni. Zresztą, bez powietrza nie ma ognia, zrób to głupi kundlu, a wtedy i ja skorzystam z twojej głupoty.
- Do cesarza, powiadasz? - zapytałam z zainteresowaniem. Super, mają tutaj cesarza, więc gdzieś doszłam. Do jakiegoś królestwa. - A więc cesarz będzie zły, że chciałeś zabić jego waderę. - dodałam po chwili, uśmiechając się do niego i podchodząc bliżej. Basior stał w wiązce światła, więc kiedy do niego podeszłam, mógł spojrzeć w moje oczy. Wcale nie przeszkadzało mi to, że już do kogoś należę... wystarczy omotać cesarza i po sprawie. Chyba, że jest takim samym psychopatą, jak ten tutaj.

Olethros
Wadera zaczerpnęła moc z kolejnego, ostatniego ogniska. Teraz jedynym źródłem światła była dziura w sklepieniu jamy. Wadera powiedziała coś o tym, że świnia będzie zła za to, że chciałem ją zabić. Bzdury, ale wtedy ruda podeszła do mnie. Trochę dziwne to uczucie... Podeszła bardzo blisko; wydawało mi się to nienaturalne. W mojej watasze wadera nigdy by nie podeszła dobrowolnie do samca... zbyt by się bała. Wracając do rzeczywistości, spojrzałem w jej oczy. Rozjaśniły je promyki słońca.
- Jeśli się dowie. - odpowiedziałem z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Tak... Jeśli się dowie.

Foxy
Jeśli się dowie? Czyżby pan "poparzony nosek" nadal zamierzał się mnie pozbyć? Ale po co? Nie ma już swoich ognisk i zaraz jego przedmioty oraz ziółka, spłoną. Patrząc cały czas w jego oczy i uśmiechając się, podpaliłam wszystko co nas otaczało. Wystarczyło machnąć ogonem, by jego cenne skarby były niczym. - O jej, przepraszam. - uśmiechnęłam się, niczym głupiutka śnieżnobiała waderka. Ogień zgasł od razu, kiedy tylko wrócił do mnie.
Zakładam, że czarny basior zaraz wpadnie w furię i zacznie zbierać pozostałości swojej torby, która też została spalona. O jej, będzie musiał wszystko przynieść ponownie. Jakie to... cudowne.

Olethros 
Uśmiechnęła się i naraz wszystko zajęło się ogniem. Spojrzałem naokoło z przestrachem. Czułem się jakby wszystko miało wyparować, włącznie ze mną. Jednak nie minęła chwila a wszystko wróciło do normy... Oprócz tego, że ściany są teraz okopcone a rzeczy spalone. Spojrzałem na nią z niedowierzaniem. Jak mogła tak postąpić? Stworzyłem silny wiatr, który zmiótł wszystkie spalone rzeczy i cisnąłem w nią tym świństwem. Nadpalona torba, czarny kamyk i popiół spadły z niej gdy się otrzepała. Zastanawiam się dlaczego jeszcze nie uciekła. Powinna.

Foxy
Wiedziałam, że czarnuch się zdenerwuje, jednak nie sądziłam, że jego wicherek będzie taki mocny. Zrobiłam kilka kroków w tył, a potem wszystkie przedmioty, te które się nie spaliły i nie zamieniły w popiół, uderzyły we mnie. Świnia! Mimowolnie obniżyłam ciało do ziemi i zakryłam pysk łapami, po czym po prostu wstałam i otrzepałam się. Mogłam dodać tutaj trochę ognia, a zdałby sobie sprawę z tego, że jego magia to nic, w porównaniu z moją. Wiadomo, wiatr roznieca ogień, on trochę dmuchnie, ja rzucę iskierkę i tadam, traci kontrolę... - Przecież przeprosiłam! - warknęłam na niego.

Olethros 
Ojej... przecież przeprosiła! Pff... Nie mogę jej zdzierżyć.
- Widocznie nieszczerze. - wzruszyłem ramionami.
Podążyłem ku wyjściu. Nawet nie chciało mi się jej już zabijać. Ominąwszy ją wyszedłem na świeże powietrze. Śnieżyca już minęła jednak wiatr wyrwał parę drzew z korzeniami. Na śniegu leżało też parę sfatygowanych patyków i małych drewienek. Nie patrząc za siebie uniosłem je i z całą mocą, na którą mnie było stać, posłałem je ku wejściu do jamy. Usłyszałem jak niektóre wbijają się w śnieg obok wejścia. Jednak inne popędziły dalej, w głąb jaskini, i miałem nadzieję, że tam wbiją się w ciało rudej. Nie spali ich jej ogień, na to były za szybkie a ruda nie miała takiego krótkiego czas reakcji. Nie zdąży wzniecić ognia i zdechnie na miejscu. Powoli udałem się ku Zamkowi. Nie ma się co śpieszyć. 

Foxy
Rozbawił mnie ten czarny koczkodan. Oczywiście, że nieszczerze i raczej nigdy moje przeprosiny nie będą szczere, jednak co on tam może wiedzieć, prawda? Widząc jego reakcję, stwierdziłam, że już się mną znudził, co było przewidywalne. Teraz nie byłam mu potrzebna, bo nie ma tych swoich świecidełek. Kiedy wilk stawiał kroki ku wyjściu, ja zrobiłam dokładnie to samo. Niech sobie nie myśli, że zostanę tu sama. Zaprowadzi mnie do cesarza, prędzej czy później...
Zanim zdążyłam wyjść z jaskini, usłyszałam szelest i świst wiatru, padłam na ziemię a po chwili do jamy wleciały patyki i odłamki drzewa. Wbiegłam szybko i krzyknęłam do niego - Uważaj, co!. Następnie podbiegłam i dodałam - Zaprowadź mnie do mojego pana. - uśmiechnęłam się przy tym.

Olethros
Ku mojemu zaskoczeniu wadera znów uniknęła śmierci. Ba, miała nawet pretensje, że czymś w nią rzuciłem. Podbiegła do mnie i kazała się zaprowadzić do Cesarza. Jak można być takim głupim! Odwróciłem się do niej.
- Jak jesteś mu tak wierna to sama do niego idź. Rozpoznasz jego zapach.
Coś skłoniło mnie do wywrócenia oczami. Zaraz potem zmieniłem zdanie i postanowiłem, że nie pójdę do zamku, lecz zostanę tutaj i posprzątam jamę. Odwróciłem się do niej plecami i skierowałem swoje kroki ku Miejscu. Mam jej po dziurki w nosie. Nie zabije jej, przynajmniej teraz. Przecież to takie ścierwo...
Zreflektowałem się, że po furii nie ma już śladu. Wcześniej wroga mi wadera stała się mi obojętna.

Foxy
Mam go już dosyć! Skąd mam wiedzieć gdzie znajdę cesarza, co? Nie wiem gdzie jestem i jak się nazywa to miejsce, a ten mi wali takimi żałosnymi tekstami. Masakra. - Cham z ciebie. Żegnam. - oznajmiłam ozięble, po czym odeszłam. Jak tak bardzo tego chce to proszę, nie ma problemu. Sama znajdę króla i będzie mój, zostanę cesarzową i zobaczymy kto będzie się śmiał ostatni. Pierwsze co zrobię to każę ściąć to czarne ścierwo.
Mimo wszystko, cały czas byłam czujna. Basior jest nieobliczalny. Teraz wydaje się taki spokojny i obojętny, ale pewnie jak tylko się odwrócę, to wbije mi nóż w plecy. Nie dość, że chamski, to jeszcze totalny brak honoru! Jeszcze się na nim zemszczę... 
Nowsze Starsze Home