Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

wtorek, 28 lutego 2017

Rue - Czarna owca

Ziewnęłam przeciągle. Ruin, Renn oraz Adriel smacznie sobie drzemali. Polizałam każdego z nich pomiędzy uszami. Futerko na ich skórze troszkę urosło, lecz jeszcze nie dorównywało w długości do mojego. Rozejrzałam się. Itten był zapewne na polowaniu, choć zazwyczaj wyruszał na nie o świcie i wracał w tedy, kiedy ja się budziłam. Aczkolwiek za bardzo nie przejęłam się tym, gdyż wiedziałam, iż ten basior poradzi sobie. W między czasie młode wilki już zdążyły się obudzić.
- Witajcie maluszki - powiedziałam ciepłym głosem.
Dotknęłam pieszczotliwe nosem ich nosków. Zdążyłam już zauważyć, że Adriel ma strasznie jasną sierść. Natomiast Ruin oraz Renn posiadali ciemną. Można by ująć to tak, iż biały basior jest czarną owcą... Choć za bardzo to tutaj nie pasuje. Wstałam, przeciągając się. Dzieci również się podniosły, lecz trochę trudniej im to poszło. Ciągle rosły, a ich krępe nóżki nie dawały jeszcze rady utrzymać odpowiedniej równowagi.
- Co powiecie na krótki spacerek? Może spotkamy tatusia? - zaproponowałam.
Uśmiechnęłam się łagodnie do moich dzieci. Muszę im okazywać dużo miłości aby czuły się kochane. Chcę, żeby miały wspaniałe dzieciństwo i by wychowały się na dobre wilki.

Ruin
Biegałem po leśnej polanie razem z moją kochaną siostrą i bratem, bawiliśmy się w ganianego aż nagle usłyszałem śmiech. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem, że mam króliczy ogonek, jednak nie uznałem tego za coś dziwnego. Bawiłem się dalej, tym razem to ja ganiałem, planowałem złapać Renn jednak zamieniła się w ptaka i odleciała.
Obudziłem się, czując na sobie czyjąś łapę. Bardzo mocno uciskała mnie w brzuszek, więc nie dziwne, że otworzyłem oczy. Od razu dopadłem się do jakiegoś pierwszego lepszego cycka. Mmm, pyszne i cieplutkie mleczko, aż się uszka trzęsą! Nie przerywałbym tego, gdyby nie propozycja mamy. Nie ładnie jest ignorować innych, więc uśmiechnąłem się i zgodziłem się na spacer. Zawsze będzie można się pobawić!

Adriel
Przeciągnąłem się kiedy mam wstała i spojrzałem na nią przekrzywiając łepek. Zawsze uważnie słuchałem tego co mówiła. Tak trzeba było robić, nawet jeżeli mama czasem kazała robić rzeczy, na które nie miało się ochoty... Na przykład spać. Dobrze, trzeba było spać, ale czasami wolałbym się pobawić jeszcze trochę, albo jeszcze coś zjeść... Tylko, że trzeba było słuchać dorosłych. Tata zawsze powtarzał, że dorośli robią różne rzeczy, żeby dzieci były bezpieczne, a te rzeczy czasami się maluchom nie podobają... Takie na przykład zabranianie było niemiłe i czasami zdawało mi się wręcz niesprawiedliwe, ale... to było podobno dlatego, że się o nas martwili. Nie chciałem, żeby mama i tata się martwili. Szczególnie kiedy mama dodawała, że bardzo bolałoby ją serduszko, gdyby komuś z nas stała się krzywda.
Kiedy usłyszałem, że idziemy na spacer ucieszyłem się i podskoczyłem lekko, przez co pacnąłem na tyłek i potrąciłem brata.
- Przepraszam... - pisnąłem i polizałem go po pyszczku.
Basiorek wstał, a ja zamerdałem ogonem zadowolony.
- Pobiegniemy razem do wyjścia? - spytałem i znów opadłem lekko na przednich łapkach wciąż zamiatając ogonkiem tak, że cała pupcia mi się ruszała.

Ruin
Zamierzałem właśnie wstać, kiedy zostałem potrącony przez mojego brata. Pisnąłem lekko, jednak nie miałem mu tego za złe. Tak się zdarza i wiedziałem, że nie zrobił tego celowo, chociażby dlatego, że zaraz mnie przeprosił. Uśmiechnąłem się do niego i odparłem, że chętnie z nim pobiegnę. Nie zamierzałem się ścigać, a po prostu zrobić coś razem, bo i tak będziemy musieli czekać na mamę. Nie wolno było wychodzić samemu, bo jesteśmy jeszcze dziećmi i nie umiemy się sami bronić, a nie chciałbym, żeby mama płakała. Bardzo ją kochałem! To jest najlepsza mama na świecie!
- Mamo? Powiesz kiedy start, żebyśmy mogli pobiec w tym samym czasie? - zapytałem, a ona polizała mnie po główce i zgodziła się.
Na odpowiedni znak, ruszyliśmy ku wyjściu. Biegłem naprawdę szybko, najszybciej jak tylko potrafiłem, żeby móc być na równi z moim braciszkiem. Czasem jak się bawiliśmy to pozwalałem mu wygrać, żeby móc się cieszyć jego zwycięstwem. Nigdy nie było mi z tego powodu smutno, nawet jak przegrywałem, gdy był po prostu lepszy. Czasem tak trzeba.

Adriel
Biegłem łepek w łepek z bratem. Nie chodziło o to, żeby wygrać, żeby być lepszym. Ważne było tylko to, że mogliśmy razem się bawić i, że było przy tym mnóstwo śmiechu. Do wyjścia dotarliśmy więc razem, gdzie cupnęliśmy na pupach lekko zziajani. Zaraz nam przeszło i zaczęliśmy skakać wokół siebie.
- Zachowajcie nieco siły na spacer - zaśmiała się mama.
- Starczy nam sił! - zapewniłem, ale przycupnąłem czekając aż dołączy do nas siostra i mama pozwoli nam wyjść.
Kiedy wyszliśmy ja i Ruin zaczęliśmy węszyć. Zawsze trzeba było dobrze obwąchać wszystko i wiedzieć czy w okolicy nie ma czegoś, co byłoby groźne. Teraz... czasami nieco się bałem. Szczególnie jak przychodziła noc i było tak ciemno, i coś chodziło w krzakach. Kiedyś jednak będziemy wielcy i silni jak tata i będziemy bronić mamy i siostry!
Mama zawołała nas i weszła na ścieżkę, a my ochoczo ruszyliśmy za nią.

Ruin
Kochałem mojego braciszka, zwłaszcza wtedy kiedy się uśmiechał. Ja też się uśmiechałem, a kiedy on płakał to też byłem smutny. Mam nadzieję, że nic się nie zmieni i zawsze tak będzie. Tata dużo opowiadał o tym, że szczęście to kochająca się rodzina i nigdy nie wolno życzyć źle, nikomu. Jak dorosnę to będę tak samo mądry jak tatuś i nigdy nie pozwolę, by coś się komuś stało.
Razem z Adrielem zaczęliśmy węszyć, bowiem trzeba uczyć się różnych rzeczy, a tak jest łatwiej. Ładne kwiatki bardzo miło pachną, a te brzydkie kwiatki czasami nasz oszukują, dlatego warto też patrzeć i zapamiętywać. Zwierzątka też mają zapach, ale jeszcze nie spotkałem takich, które pachną jak mięso przynoszone przez rodziców.
- Ganiasz! - kiedy brat przechodził obok, szturchnąłem go lekko i uciekłem.

Renn
Moi bracia zaczęli się bawić, a ja jak zwykle szłam tuż przy białej nodze mamy. Bałam się odchodzić dalej niż krok od rodzicielki, ponieważ tata nam opowiadał, że w Lesie czai się dużo niebezpieczeństw. Dlatego czasami przestrzegałam Adriela oraz Ruina, aby nie oddalali się za bardzo. Oni oczywiście spełniali moje prośby i nie odbiegali za daleko; zostawali w polu widzenia mamusi. Przytuliłam się jeszcze bardziej do białej wilczycy, po czym popatrzyłam na jej pysk. Ona była taka wysooooka, a ja malutka.
- Mamusiuuu - zaczęłam nieśmiało.
Wadera popatrzyła na mnie z łagodnym uśmiechem, przez co dodała mi trochę otuchy.
- A... Em... Cz-czemu jesteś t-taka wielka? - zapytałam.
Wilczyca zaśmiała się cichutko. Ja nie zauważyłam w tym nic zabawnego, lecz żeby jej nie sprawiać przykrości to również zachichotałam. Nie chciałam, żeby mamusia była smutna; bo jeżeli ona jest niezadowolona, to ja też, i nie jest w tedy przyjemnie.
- Ty też kiedyś urośniesz, skarbie. To działa tak jak u roślinek - najpierw są malutkie i zielone a później wyrastają na piękne, kolorowe kwiaty. Jak dorośniesz to może będziesz nawet większa ode mnie, wiesz? - odparła entuzjastycznie.
Kiwnęłam główką na znak, że rozumiem. Teraz już wszystko jasne! Czyli w przyszłości będę miała ładne, wielobarwne futerko! Jak fajnie! Chciałabym być błękitna, ponieważ to mój ulubiony kolor, chociaż... Każdy kolor jest najpiękniejszy!

Adriel
Rzuciłem się w pogoń za braciszkiem z pełnym zadowolenia szczekiem. Ruin był szybki przebiegł przed mamą, ja niestety nieco się nie wyrobiłem i wleciałem wprost między jej łapy.
- Wybacz mamuś! - szczeknąłem do niej na co uśmiechnęła się i polizała mnie. - Zaraz cię złapię! - zawołałem do brata, który przycupnął na przednich łapakach i machając ogonem, wciąż gotowy do dalszej ucieczki, czekał na mnie.
Ruszyłem do przodu i po chwili udało mi się pachnąc go nosem.
- Ty gonisz! - zaśmiałem się i uciekłem ile siła w łapkach wyrywając się lekko na przód wydeptaną ścieżką.
Śmiejąc się odwróciłem, żeby zobaczyć, że braciszek już prawie mnie ma. Uskoczyłem i to nawet zgrabnie, no przynajmniej przez chwilę, bo wywróciłem się i szorując po wilgotnej ziemi wpadłem w krzaki.

Rue
Gdy Ruin miał już capnąć Adriela, coś nie wyszło i ten drugi wpadł w krzaki. Złapałam szybko w płuca powietrze, wydając przy tym zduszony jęk. Przyspieszyłam kroku, lekko popędzając córkę i już za chwilę byłam przy szczeniaku. Utknął w jakichś cierniach, na szczęście tylko ogonem, aczkolwiek z pewnością straci trochę futra. Adriel miał lekko zaszklone oczy, najwyraźniej kolce wbijały się w jego delikatną dziecięcą skórę. Podeszłam do niego szybko, uważnie oglądając ranę. Młody wilk próbował wyplątać się z krzewu, lecz to tylko pogarszało sytuację. Westchnęłam, po czym próbowałam delikatnie każdy kolec wyplątać z białego futra synka. Uspokajałam go czułymi słowami, a jego rodzeństwo siedziało cierpliwe, obserwując zaistniałą sytuację. Gdy po długim zmaganiach, w końcu udało mi się wyplątać większość niepożądanych kawałków gałązek, Adriel uwolnił się z krzewu, lekko piszcząc. Polizałam go po głowie. Parę szczątków jeszcze zostało na ogonku białego basiora. No trudno. Wyczyszczę to, jak wrócimy.
- Boli cię nadal? - zapytałam troskliwie, przytulając go.

Adriel
- Troszkę... - powiedziałem pochlipując, ale zacisnąłem ząbki i starałem się nie płakać. Mamie będzie przykro... martwiła się. A to ja po prostu za szybko biegłem. To nie była niczyja wina.
Kolce były wstrętne. Musiałem zapamiętać na przyszłość, żeby trzymać się od nich z daleka.
- Moje maleństwo - wyszeptała i polizała mnie znów, a ja wtuliłem się w nią. - Dasz radę iść, skarbie?
- Tak... Dam radę - powiedziałem dzielnie i dreptałem ścieżką tuż przed nią. Ruin szedł tuż obok, zerkając na mnie co chwilkę, gotów mi pomóc jeżeli potrzebowałbym tej pomocy.
- Już dobrze - powiedziałem do niego i nawet się nieco uśmiechnąłem. - I.. przepraszam... Przeze mnie musimy wracać do domu.

Ruin
Strasznie byłem przestraszony, kiedy mój braciszek wpadł w kolce. Nie wyglądało to dobrze, ale na szczęście mama szybko mu pomogła. Ona jest naprawdę cudowna! Kiedy dorosnę to na pewno będę taki dobry jak ona i taki dzielny jak tatuś. Całą sytuację obserwowałem bardzo dokładnie, czasem zamykając oczki, bo to na pewno musiało boleć. Biedny braciszek.
- Wszystko będzie dobrze. - powiedziałem do niego, kiedy mama zajmowała się jego ogonkiem.
Niestety, ale musieliśmy wrócić do domku. Nie chciałem tak szybko wracać, ale bez Adriela zabawa nie miała sensu i mógłby być smutny, że on nie może z nami biegać. Nie chciałem by był smutny, więc uśmiechnąłem się przyjaźnie, by on też się uśmiechnął.
- Pobawimy się kiedy indziej. - odparłem i polizałem go po pyszczku.
- Kocham cię braciszku. - dodałem.

Adriel
- A ja ciebie i to bardzo mocno - stwierdziłem i przystanąłem, żeby wtulić się na chwilkę w brata. - I naprawdę już mi lepiej.
Ruszyliśmy w drogę powrotną. Ta zawsze była jakaś krótsza. To było dziwne i zabawne. Za każdym razem jak gdzieś szliśmy to wydawało się, że to jednak trwało dłużej, a powrót do domu był taki króciutki, nawet jeżeli byliśmy już zmęczeni i szliśmy wolniej. Zapytałem mamę o to, powiedziała, że to najprawdopodobniej przez to, że znamy już tę drogę i wydaje się przez to krótsza.
Szybko dotarliśmy do domu.
- Mamusiu... a moglibyśmy chociaż zostać tutaj, przed domem i jeszcze troszkę się pobawić? - spytałem z nadzieją. Nie chciałem psuć rodzeństwu zabawy tak całkiem...

Rue
Po powrocie do naszej groty nad rzeką, Adriel poprosił o jeszcze jedną chwilę na zabawę. Nie widziałam ku temu żadnej przeszkody. Wiadome było, że szczenięta potrzebują się wyszaleć, bo jak nie to będą psocić w domu. Uśmiechnęłam się życzliwie do synka, twierdząco kiwając głową.
- Tylko nie oddalajcie się za bardzo. Mam was mieć ciągle na oku - nakazałam.
Mój głos nie był srogi czy oschły - wręcz przeciwnie. Brzmiał on spokojnie, jakby to była prośba. Dzieci skinęły pyszczkami na znak, iż przystają na tą propozycję. Pomimo ich młodego wieku ufałam im, dlatego nie musiałam na nie ciągle patrzeć, lecz jednak matczyny instynkt podpowiadał mi obserwację maluchów. Usiadłam przed pieczarą. Itten ciągle nie wracał, co bardzo mnie martwiło. Wiedziałam jednak, że sobie poradzi.

Ruin
Ucieszyłem się bardzo, kiedy mama pozwoliła nam się jeszcze trochę pobawić, jednak smutno mi było, że Adriela boli ogonek. Podbiegłem do braciszka i zapytałem czy nie będzie miał nic przeciwko, bo nie chcę by było mu smutno, ale powiedział, że wszystko dobrze. Utuliłem go do siebie, polizałem i pobiegłem podenerwować Renn. Oczywiście nie chciałem jej zdenerwować, a jedynie troszkę podokuczać by zachęcić ją do zabawy. Nie było to wcale trudne, ugryzłem ją lekko w ogonek i postanowiła się zemścić, więc tak zaczęła się zabawa w ganianego gryzionego. To bardzo fajna gra, tylko czasem zdarza się, że ktoś ugryzie za mocno, jednak jesteśmy wilkami i musimy sobie z czymś takim dawać radę. To dobry krok ku dorosłości! Trzeba być silnym.
Biegłem właśnie w kierunku Adriela, kiedy usłyszałem krzyki taty. Bardzo się przestraszyłem, więc szybko uciekłem do mamy, cały czas piszcząc i podkulając ogonek. Kiedy znalazłem się pod jej łapkami, odwróciłem się i zobaczyłem tatę całego we krwi. To nic takiego, bo często wracał z polowania w takim stanie, ale teraz był bardzo zły... 

Renn
Siedziałam sobie spokojnie, obserwując poruszające się białe obłoczki na niebie. Mamusia mi tłumaczyła, że to są chmurki. Byłam ciekawa tego, jak powstają, więc kiedyś zapytałam o to mamę. Stwierdziła, iż to takie jakieś duże jaszczurki robią dym i on przelatuje przez całą krainę. Bardzo chciałabym spotkać takie stworzenie i nauczyć się od niego robienia takich śmiesznych obłoczków!
W pewnym momencie Ruin podbiegł do mnie, łapiąc za mój niewinny ogonek. Pisnęłam cichutko, spoglądając na brata. Jęzor miał wystawiony, a jego postura wskazywała na to, że chce się bawić. Nie mogłam mu tego odmówić, przecież to rodzina, więc poczęłam biec za nim. Turlaliśmy i śmialiśmy się. Niestety nasze zajęcie przerwał donośny głos tatusia. Był on cały we krwi. Bałam się jej, dlatego razem z Ruinem podbiegliśmy do białej wilczycy, kuląc ogonki. Zamknęłam swoje oczka, po czym przycisnęłam łebek do matczynego futra. Teraz byłam niewidoczna, więc bezpieczna. Załkałam cichutko, bowiem nie lubiłam, kiedy tatuś krzyczał.

Rue
Itten podbiegł do nas cały zakrwawiony, z raną na grzbiecie i piersi. Wpatrywałam się w niego oszołomiona. Basior ciężko dyszał.
- Azbun!... On... Powrócił... U... Uciekajcie... - powiedział.
Samiec upadł na ziemię. Stałam sparaliżowana, a szczeniaki płakały. Nie wiedziałam, czy to sen, czy może prawdziwe zdarzenie. Z daleka usłyszałam szalone krzyki. Wiedziałam, że nie mogę tu zostać. Uroniłam pojedynczą łzę, po czym rozkazałam szczeniakom, aby biegły za mną. Udamy się do Zamku, tam jest dużo straży więc powinno być bezpiecznie. Biegliśmy przed siebie. Majestatyczna budowla, w której mieszkała rodzina cesarska, była dosyć daleko. Nadal słyszałam okrzyki basiora. Kim on był? Co chciał zrobić? Jedno było pewne - nic dobrego.
- Nie uciekniecie mi! - wydarł się.
Ledwo mogłam złapać oddech, szczenięta również. W takim tempie nigdy nie dotrzemy do Zamku, no chyba że... Zatrzymałam się.
- Dzieci! Biegnijcie prosto tą drogą do Zamku, takiej dużej budowli! - nakazałam młodym.
Odwróciłam się w stronę pędzącego, rudego basiora. Gdy mnie ujrzał, zapłonął ogniem. Woda pokonuje ogień, więc miałam minimalne szanse na zwycięstwo. Musiałam ochronić szczenięta - nawet kosztem własnego życia. Próbowałam wytworzyć kulę wody... Cóż, wyszło jak wyszło, była do mała, lewitująca ciecz. Skierowałam nią na Azbuna. Gdy chlusnęła mu pod łapy, ten syknął z bólu. Cofnęłam się parę kroków do tyłu. Wystarczy go spowolnić. Wtem obok wilka utworzyło się parę ogników, które po chwili poczęły lecieć w moją stronę. Pobiegłam w bok, lecz nie uniknęłam trafienia, a płomień poparzył mnie w bok, zostawiając zwęglony ślad na futrze. Jęknęłam z bólu, przewracając się. Azbun od razu to wykorzystał, kierując na mnie kolejne ogniste kule. Pod wpływem bólu nie mogłam się podnieść, co za tym idzie nie mogłam nawet ugasić tego wodą, gdyż spanikowana nie umiałam używać swojego żywiołu. Patrzyłam, jak basior do mnie podchodzi. Na pysku miał wielki uśmiech.
- Cz-czemu?... - wydusiłam.
- Nigdy nie wybaczę mojemu braciszkowi za to, co zrobił - odparł, śmiejąc się.
Wtem coś uderzyło Azbuna w bok. Wróg przeturlał się po ziemi, brudząc przy tym swe futro. Ujrzałam czarnego basiora stojącego nad swym bratem. Itten. Samce poczęły walczyć kłami oraz pazurami. Ja, nie mogąc na to patrzeć, zamknęłam oczy. Moja głowa bezwładnie opadła na ziemię. Gdy odgłosy walki ucichły, poczułam czyjeś ciepło przy boku. Uchyliłam powieki. Wszystko było zamglone.
- Rue... Cieszę się, że cię spotkałem - wydukał Itten.
Następnie nastała głucha cisza. Poczułam, jak moja dusza odłącza się od ciała i wzlatuje ku górze. Po chwili mogłam otworzyć oczy. Obok mnie znajdował się mój partner. Uśmiechnęłam się do niego szeroko, zapominając o wszystkich swych troskach. Razem wzlecieliśmy do góry, do Arcanusa.

Adriel
Nie miałem pojęcia co się dzieje... Żadne z nas nie miało. Tata był cały we krwi, kazał nam uciekać. To było coś złego? Ktoś zrobił mu krzywdę? Dlaczego? Przecież tatuś był taki kochany. Dobry i miły... Biegliśmy z mamą, ale i ona zatrzymała się. Wskazała kierunek kazała nam biec. Zrobiliśmy to... Nawet jeżeli wiedziałem, że i jej może ktoś zrobić krzywdę. Gdybym był większy to bym jej bronił, ale... Teraz musiałem opiekować się rodzeństwem.
- Renn! - zawołałem i podbiegłem do siostrzyczki, która zaniosła się płaczem. - Musisz wstać i musimy biec dalej, tak jak kazała mama - powiedziałem ze strachem spoglądając na ścieżkę za nami.
Moja siostrzyczka potrząsnęła łepkiem. Widać było, że była zmęczona, u kresu sił. Nigdy nie biegliśmy jaszcze tak długo. Ja także czułem ból w płucach, serduszko biło mi strasznie szybko, a łapki drżały, ale musieliśmy uciekać.
- No już... Proszę - szarpnąłem ją za futerko na karku. Wstała i poganina przeze mnie i Ruina wreszcie zaczęła biec.
Wybiegliśmy z lasu i zobaczyliśmy trę wielką budowlę, którą opisała mama. Było już tak bardzo blisko, a ja byłem tak bardzo zmęczony...

Ruin
Biegliśmy najszybciej jak potrafiliśmy, cały czas mając siebie nawzajem na oku. Bardzo się bałem, ale starałem się nie płakać, by nie męczyć się bardziej. Mama zawsze mnie pocieszała, a teraz? Mam nadzieję, że zaraz do nas przyjdzie i wszystko będzie jak dawniej. Bardzo się boję...
W końcu dobiegliśmy do takiej dużej budowli, gdzie spotkaliśmy bardzo miłych panów, którym wszystko powiedzieliśmy. Jeden z nich zabrał nas do komnaty, a drugi pan gdzieś pobiegł mówiąc, "Znajdziemy go." Miałem ochotę się rozpłakać, ale wiedziałem, że musimy być twardzi by dać poczucie bezpieczeństwa siostrze. Tata dużo mówił o tym jakie są wadery i jak powinniśmy się zachować, jednak w głębi duszy... strasznie się bałem. Co teraz z nami będzie? 

poniedziałek, 27 lutego 2017

Ash - Hierarchia (1)

Od mojej pewnej wycieczki z ptakiem postanowiłam częściej odwiedzać bibliotekę. Nie wiedziałam, że z tych kamyczków można się dowiedzieć tyle ciekawych rzeczy, co jest lepsze niż wkuwanie wszystkiego na pamięć z jakiejś tabliczki, których używali w mojej watasze. Kiedy tylko dotykałam kamienia materializował się przede mną jego twórca. Dzisiaj kiedy Aeternus dopiero wschodził postanowiłam wybrać się do krainy książek. A, tak sobie wczesnego ranka. Z tego co mi wiadomo to już o tej godzinie to miejsce jest otwarte i można sobie spokojnie do niego iść. Weszłam na schodki i z uśmiechem otwarłam drzwi. Znowu podeszłam do działu, który według mnie do mnie pasował i ściągnęłam z półki kamień opisujący hierarchię. Wypożyczyłam go i udałam się do domku, żeby spokojnie wszystkiego posłuchać.

niedziela, 26 lutego 2017

Ash - Moce (1)

Siedziałam sobie spokojnie przy moim nowym domku obserwując przesuwające się chmury. Na dworze było ciepło, ale nie tak, żebym paliła się od zewnątrz. Dosłownie i w przenośni, bo nie wiem do czego są zdolne te gorące części naszej doliny, a jednak potrafią dużo rzeczy, to dlaczego nie podpalać? Zaśmiałam się cichutko kiedy w mojej głowie pojawił się obraz przedstawiający jak się podpalam i leję na siebie wodę z wiadra. Drozd, który siedział niedaleko mnie przechylił łepek i odsunął się trochę w tył. Pewnie pomyślał sobie, co to za wariatka?! Yhym. Ptaszek jednak zaćwierkał wesoło i odskoczył kolejne kroków za siebie. Machnęłam ze zdziwieniem ogonem, a po chwili podniosłam się i zaczęłam iść za ptaszkiem, aż on się rozpędził i wzleciał w powietrze, jednak na pozór trzymał się na mojej wysokości. Przyśpieszyłam, ale on nadal leciał szybko raz po raz oglądając się za siebie i śpiewając te swoje ptasie trele. W końcu zatrzymał się przy jakimś grubym pniu, które oznaczało koniec lasu i zaświergotał radośnie, chociaż miałam wrażenie, że się ze mnie śmieje. Czy my się ścigaliśmy? Obojętnie co zrobił ptaszek to po chwili wzleciał wysoko i zniknął pomiędzy koronami drzew. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że najwyraźniej zatoczyliśmy koło wokół wioski, bo stałam niedaleko biblioteki. Takie zmęczenie to idealny moment by wejść do biblioteki i posłuchać wiedzy z kamienia. A może nauczę się czegoś ciekawego? Weszłam przed drzwi i przywitałam się z wilczycą, która chodziła sobie tu i tam między półkami z kamieniami. Podeszłam do jednego rzędu i wzięłam kamień przedstawiający wiedzę na temat żywiołów. Cudownie! Wzięłam go, a następnie usiadłam gdzieś w kącie. Przede mną zmaterializował się wilk, który zaczął mi opowiadać słabości i zalety każdego wilka z żywiołem. Kto by pomyślał, że ziemia pokonuje wodę?

sobota, 25 lutego 2017

Ash - Przeprowadzka

Dzisiaj postanowiłam wynieść się z Glacies, żeby mieć dostęp do czegokolwiek, bo cóż... Obojętnie jak bym chciała to i tak z mojego domku jest wszędzie daleko, a do zamku muszę biec szybkim tempem z 2 godziny. A z każdą Gwiazdą Wieczorną, Wschodzącym Aeternusem, Gwiazdą Polarną i Zachodzącym Aeternusem jestem coraz słabsza. No cóż, jak to się mówił Ikelos, starość nie radość prawda? Chwyciłam swoje legowisko i włożyłam je do moich drewnianych sanek, na których leżały już przywiązana skórzana zbroja i futra. Spakowałam też wszystkie moje zapasy typu renifer i trzy zające do kufra, który położyłam na legowisku. Wszystko było spakowane, mogłam wyruszyć na podróż do wioski. Zajmie mi to pewnie cały dzień, a i więcej, bo uwierzcie, że taka podróż z sankami przywiązanymi do grzbietu nie jest za szybka i sprawna. Wywlokłam się na zewnątrz i zaczęłam iść przez śnieg, który zapada się pode mną. Wszystko iskrzyło na około, jedynie mój towar odbijał się na białym tle. Szłam długo... Bardzo długo. W końcu wyszłam powoli z Glacies, a ciepło, które spowijało te tereny jak kożuszek od razu sprawiło, że zbyłam jeszcze bardziej zmęczona. Nie mogłam zliczyć ile już powoli dreptałam przed siebie, kiedy słońce zaczęło zachodzić. Nie rozpoznawałam tego terenu, bo otaczały mnie same łąki. Nie było tu też dużo drzew - jak roślinna pustynia. Usiadłam w wysokiej trawie i położyłam się, jednak nie miałam zamiaru spać, chciałam jedynie zregenerować siły i iść dalej. Wlepiłam wzrok w moje sanki, które wtedy kiedy wyszłam poza zaśnieżone tereny stały się trzy razy cięższe. Nikt by za szybko ich pewnie nie ukradł, musiałby rozerwać przecież linę... ale mimo wszystko musiałam być czujna. Spojrzałam w gwiazdy i wtedy poczułam, że powoli zamykają mi się powieki i zwyczajnie zasnęłam.
~*~
Otworzyłam szybko oczy kiedy poczułam mocne szarpnięcie. W trawie coś się szamotało i drapało w moje sanki. Zastygłam w bezruchu i wstrzymałam oddech, kiedy uderzył mnie odór, którym pachniał ten zwierz. Zamknęłam oczy i z mojej sakiewki wyleciała woda, którą sobie wlałam za pomocą magii, gdybym była spragniona. Ciecz poleciała w górę i... spadła na to zwierzę, które z sykiem uciekło gdzieś w trawę. Nie wiedziałam co to jest, ale bojąc się, że jeszcze wróci szybko zaczęłam iść przed siebie. Aeternus był za chmurami co sprawiało, że nie było tak gorąco jak zwykle. To nie oznaczało jednak, że było mi zimno. Było mi nadal gorąco, co było normalne przez moje grube futro przyzwyczajone do mrozu. Nagle do moich uszu dotarł stłumiony szept, który szybko rozpoznałam jako bardzo odległe głosy. Przyśpieszyłam z nadzieją, aż zobaczyłam zwykłe tereny pokryte lasami. Zaczęłam iść wydeptaną przez inne wilki drogą, aż zobaczyłam domki. Stały w rzędzie; jedne małe inne duże, a jeszcze inne bardzo wysokie lub szerokie. Niedaleko biegały jakieś malutkie szczeniaki. To miejsce tętniło wprost życiem, nie to co Glacies. I pomyśleć, że przyjdzie mi tu spędzić resztkę życia...

piątek, 24 lutego 2017

Zeconi - Trening siły

Koronacja, tak? Nowy cesarz, tak? O nie, nie pocieszą się nim długo. Brat tego pożałuje w najbardziej bolesny sposób jaki tylko uda mi się wymyślić. Nie po to ciężko pracowałem, nie po to uważałem na tych durnych lekcjach i nie po to słuchałem głupiego druida by teraz nic z tego nie mieć. O nie! Tak być nie może, nie odpuszczę mu tego. Umrze on albo ja! Ewentualnie będzie błagał mnie o litość, a wtedy zgodzę się, skazując go na banicję. Taki kochany braciszek, że nic matce nie powiedział? Dobrze wiemy, że to tron należy się mnie, ja to wiem i on też. Tchórz! To królestwo nie będzie miało przyszłości... jednak ja je uratuję. Nie wiem jeszcze w jaki sposób mógłbym to rozegrać, ale coś wymyślę.
Wybiegłem z komnaty ze złością i pobiegłem na Solitudine, by trochę ochłonąć. Dobra walka czy trening dadzą upust tym emocjom, a wtedy będę w stanie myśleć. Jebać tą całą uroczystość, niech sobie nie myśli, że wygrał. Nie zobaczy mnie tam, a jego życie zamieni się w piekło. Dopilnuję tego!
Wchodząc do koszar szturchnąłem jakiegoś czarnego wilka, bowiem wiedziałem, że treningi są w parach, a mnie szczerze nie obchodziło to z kim będę trenować, byle by był to konkret.
- Trenujesz? Arena walk czy tchórzysz? - zapytałem, wyraźnie sobie kpiąc z wilka i podpuszczając go.

Ingrate
Minęło już trochę czasu, ale ja w gruncie rzeczy nadal żyłem jednym wydarzeniem. Rudy szaleniec nie żyje. Zamordował go mój czarny kolega, Olethros, który teraz już też nie żyje. Tak po prostu. I co? Co mam myśleć? No zabił, zrobił to, ale ja cały czas czułem jakieś takie malutkie dziwne uczucie, że nie wiem, że żałuję, że mnie tam nie było? Czy nie fajnie by było kogoś zamordować? W środku ciemnej, głuchej nocy włamać się do zamku i z zimną krwią, z dumą na pysku zrobić to, pozbawić życia swojego wroga. To brzmi naprawdę dziwnie, ale tak jest. Ah, jak ja dobrze pamiętam ten dzień, w którym się dowiedziałem o tym zabójstwie, kolejne tygodnie minęło w takim wspaniałym, wręcz nie do opisania uczuciu ekscytacji, że co teraz, co się dzieje, może lud się poderwie i ruszymy jak w opowieściach na zamek na resztę rodziny tego śmiecia, a potem nie wiem, zjednoczymy się i sami zaczniemy sobą rządzić... Ach, pamiętam, pamiętam to piękne, ogniste uczucie. A potem? Wiecie co się stało potem? Potem zaczęły się przygotowania do koronacji tego... yhym... spokojnie, bez przekleństw... syna rudego. Tak, cholera, kochany synuś będzie nami rządził. Ekscytacja wygasła, pojawił się gniew palący całe ciało, przez te następne dni chodziłem taki wściekły, później mój gniew trochę ostygł, zmieszał się z rozczarowaniem, i tak, rozrywany na strzępy przez te wszystkie emocje krążyłem po lodowej krainie. Stwierdziłem, że dobrze, że ją mam - mogę siedzieć z dala od cholernego zamku, tępego króla, mogę sobie żyć we względnej samotności, tak jak mi się to podoba, na własnych zasadach, bo wojsko też nie chce specjalnie marznąć i rusza tutaj bardzo rzadko. A żeby jeszcze bardziej rozładować wszystkie te emocje, chodziłem częściej na treningi. Na Solitudine też ciemno, tak, no, powiedzmy samotnie, więc czemu nie? Tego dnia jak zwykle trzeba było znaleźć sobie kogoś do pary, no to snułem się trochę po koszarach, a nagle ktoś znalazł mnie. Proszę, proszę, taki, co to ledwo od ziemi się odbił i cwaniakuje jaki to młody, silny i waleczny. Arena walk czy tchórzysz? Bać się walki z nim? Też mi coś. Prychnąłem pod nosem. Niech on mnie jeszcze tylko nie denerwuje, nie teraz, bo ostatnim czasem jak się wkurzę, to mam ochotę rozwalić łeb! I wiecie co? Dobra. Niech będzie walka. I niech będzie jak najbardziej brutalna. Chcę go widzieć w krwi. Powiadomiłem młodego basiora, że przyjmuję wyzwanie, po czym któryś z wojskowych zaprowadził nas na arenę. Pierwszy atak na niej należał do mnie. Stworzyłem mocny podmuch powietrza i skierowałem go nisko, miał bowiem za zadanie zwalić szarego wilka z łap.

Zeconi
Nim weszliśmy na arenę, ja już leżałem. No ładnie, ładnie, nie sądziłem, że aż tak bardzo pali się do tego by mnie trochę poobijać. Cóż, skoro wiedziałem już jaki mój przeciwnik ma żywioł, postanowiłem pokazać mu swój. Wstałem szybko z ziemi i pobiegłem w jego kierunku rzucając przy tym ostrzami powietrza. Zamierzałem najpierw go trochę poharatać magią, jednak dobrze wiedziałem, że może je odbić, no ale to wymaga koncentracji, więc był zajęty. W czasie kiedy on zajmował się ostrzami, które w kontakcie z jego skórą zostawiłyby bardzo przyjemne blizny, ja zaatakowałem fizycznie. Oszołomiony wilk przez chwilę nie planował kontrataku, więc zdążyłem go pogryźć i rozszarpać trochę skóry. O dziwo, miałem na to wystarczająco siły.
Nagle coś wybuchło, a mi zrobiło się biało przed oczyma, po czym poczułem ugryzienie. Ojć, to nie tak miało być! Warknąłem wściekle i starałem się zaatakować go ponownie. Długo się szamotaliśmy fizycznie, aż w końcu sędzia ogłosił remis... zaraz po tym, obydwaj padliśmy zmęczeni na ziemię. Coś czuję, że spędzę najbliższe dwa dni u medyka, ale to nic. Nie myślałem już o koronacji, a jedynie o tym, by położyć się w ciepłym posłaniu.

czwartek, 23 lutego 2017

Urian - Koronacja

Dzisiejszy dzień nie należał do przyjemnych. Wszyscy byli bynajmniej nerwowi. Czuć to było już od samego rana. Ja sam nie mogłem spać, obudziłem się wcześnie w niezbyt dobrym nastroju. Mój brat chyba podobnie, bo widać było niemałe zmęczenia na jego pysku.
Dziś miało się okazać kto zostanie cesarzem... Koronacja, wielka uczta i świętowanie, które trwało będzie zapewne jeszcze kilak najbliższych dni... Wszystko na cześć nowego władcy, którym zostać miał jeden z nas... Zeconi bądź ja. Dowiedzieć mieliśmy się o tym już w ciągu najbliższych godzin...
Oboje ruszyliśmy an śniadanie, na które wcale nie miałem ochoty. Brak snu i rosnąca wokół mnie nerwowość dały mi się we znaki... Mój brat jednak ożywił się widocznie i spoglądał na mnie w taki sposób, że miałem z miejsca ochotę mu przyłożyć. Drażnił mnie uśmieszkami pełnymi kpiny, zupełnie jakby wiedział coś, czego ja nie wiedziałem i teraz ta wiedza pozwalała mu stawiać siebie wyżej ode mnie. Taki już był, ile to razy przerabiany był temat tego jak to ja się włóczę, nim interesują się wadery, których ja nigdy nie mógłbym mieć. Z tym, że mnie te puste kukiełki nie były do niczego potrzebne. Latanie za samicami, które byłyby w stanie tyłek mi wylizać, bo się do nich pouśmiecha syn cesarza, nie było wpisane w listę moich zainteresowań, a co dopiero pragnień. Tym razem jednak wkurzało mnie to o wiele bardziej niż zazwyczaj i naprawdę gryzłem się po języku, żeby mu czegoś dobitnego nie powiedzieć.
Ledwie wyszliśmy z jadalni, a podeszła do nas mama i wujek. Wujek zwrócił się do Zeconiego… Oho, czyli to już. Mój brat odszedł w taki sposób, że kręgosłup mu omal nie pękł od wypinania dumnie piersi… Brawa… Ja za to poszedłem z mamą, o dziwo do kwatery druida.
Cóż po tym jak zachowywał się mój brat sądziłem, że to właśnie jego tu przyprowadzą. Do tego wszyscy zawsze powtarzali jaki to on podobny do ojca, jakim to cesarzem nasz tata był… Tak, po jego śmierci jedni wychwalali jego osobę i postawili sobie za cel informowanie innych o jego wspaniałości inni milczeli w duchu zapewne myśląc, że skończył jak an to zasługiwał. Ja osobiście nie miałem zamiaru pisać pieśni pochwalnych na jego cześć, ale… tęskniłem za nim. Mimo wszystko był moim ojcem i bywało, że miał lepsze dni, takie, w których zwracał na ans uwagę nie tylko kiedy przychodziło mu skarcić nas o hałas jaki robiliśmy. Do tego wszystkiego doszło to, że nikt nie powinien umierać w taki sposób, nagły, pozbawiony według mnie celu…
- Tak? – spytałem zniecierpliwiony, kiedy druid wpatrywał się we mnie chwilę jak w kamień runiczny, który zawierał wiedzę, którą wilk zastanawiał się czy chce poznać.
- Urianie the White, z chwilą, w której słońce stanie w zenicie zostaniesz koronowany na nowego cesarza Arcanterry – oznajmił stary basior, a ja spojrzałem na matkę zdezorientowany.
Mama uśmiechnęła się do mnie szeroko, z czułością i dumą.
Druid za to zaczął mówić, opisywać to jak mam wyjść, stanąć na podwyższeniu, co będę musiał zrobić, co powiedzieć. Kazał mi powtórzyć przysięgę, którą przyjdzie mi złożyć tak, jak innym przede mną. Przysięgę, którą już znałem z lekcji, a która brzmiał teraz dla mnie dziwnie… Później rozpocząć miała się uczta, tuż po tym jak ja zjem swój posiłek, którym miało być odpowiednio przygotowane mięso jednorożca.

Zeconi
Na korytarzu spotkałem wujka, który poprosił mnie bym z nim poszedł do komnaty. Spodziewałem się, że zaprowadzi mnie do druida, że powiedzą w końcu, że wybrali mnie, jednak co? Żadnego druida, matki, nikogo... zwykła, normalna komnata i wujek, smutny wujek. Popatrzyłem na niego z niedowierzaniem, jednak czekałem aż w końcu coś powie. Może to tylko żart? Tak żeby nastraszyć mnie przed koronacją?
Kiedy do moich uszu doszły słowa "Przykro mi", odebrało mi mowę. Odsunąłem się od niego i przez chwilę przyglądałem się, po czym zacząłem się oglądać na boki.
- Przykro ci! Kurwa, tylko przykro! - zacząłem krzyczeć, rzucając przedmiotami w mojej okolicy. Trochę swój żywioł trenowałem, bowiem wychodził poza kontrolę, a nie chciałem do tego dopuścić na mojej koronacji! Mojej! Nie jego! Bluźniłem, krzyczałem, miotając przedmiotami tak długo, aż się zmęczyłem. Opuściłem głowę ku podłodze, ciężko przy tym dysząc.
- To matka. - wykrztusiłem.
- Za bardzo przypominam jej ojca, tak? - warknąłem, po czym spojrzałem na wujka.
- Chodzi jej tylko o te wadery, prawda? - powoli podchodziłem do Ikelosa, normując oddech.
- Ojciec nie był złym cesarzem. To ona była zwykłą kur... - w tym momencie dostałem od niego w pysk, tak, że magia odepchnęła mnie na odległość metra. Uśmiechnąłem się do siebie i wszystko było jasne. Nie dziwię się ojcu, że wolał inne. Była z nim tylko dla władzy.
Wstałem z podłogi, śmiejąc się z tego jakim wujek jest żałosnym wilkiem. Kochał ją i nic? Wolał patrzeć jak jego ukochana obściskuje się z jego bratem, oh. To musiało być naprawdę bolesne.
Spojrzałem na niego spode łba, po czym mruknąłem zwykłe "Dobrze, skoro taki był wybór" i odszedłem. Jednak niech sobie nie myśli, że wszystko jest skończone i czyste. Brat odda mi władzę, albo zapłaci za to życiem... niech tylko matka zdechnie.

Ikelos
Wszystko już było ustalone, teraz musiałem tylko znaleźć Zeconiego i mu o wszystkim powiedzieć. Miałem ogromną nadzieję, że zrozumie, jednak wiedziałem, że bardzo mu na tym zależało. Przygotowywał się naprawdę długo, uczestniczył w zajęciach, nie sprawiał problemów, starał się a teraz my mamy mu to tak zabrać? Kiedy go znalazłem i poprosiłem by poszedł ze mną do komnaty, był zadowolony i bardzo szczęśliwy, jednak zorientował się.
- To mnie wybrano, żebym powiedział ci o tym. Urian zostanie nowym cesarzem, przykro mi. - oznajmiłem, a on zamilkł. Z jego oczu już miały lecieć łzy, kiedy ten smutek zamienił się w gniew. Bardzo potężny gniew. Mogłem się spodziewać, więc skuliłem się w kącie i czekałem, aż mu to po prostu przejdzie. W końcu się zmęczył.
Słuchałem jego słów w ciszy, moje słowa na nic by się zdały. Był wściekły i jestem tego pewien, że gdyby tylko posiadał magię ognia, wybuchł by tak samo jak miał to w zwyczaju Red Rose. Jego sierść zapaliłaby się, a jego oczy nie byłyby niczym innym jak jasnym ogniem.
Kiedy młody wilk wspomniał o Arii, nie mogłem się opanować i uderzyłem go za pomocą magii powietrza. Nie było to odpowiednie... ale nie mogłem tego usłyszeć. Ona taka nie jest, ona wie co robi i widocznie miała rację co do wyboru cesarza. On jest taki Red, jednak też ma rację. Brat nie był zły, zawsze wszystkiego mieliśmy w odpowiedniej ilości, nie brakowało nam. Poradził sobie też w czasie kryzysu, ale nie był dobrym mężem... co jeśli miał ku temu powody?
- Przepraszam, ja nie chciałem. - oznajmiłem i miałem zamiar do niego podejść, by sprawdzić czy wszystko w porządku, jednak usłyszałem śmiech.
Zeconi rzucił jeszcze oschłe "Dobrze, skoro taki był wybór", po czym wyszedł z komnaty. Ja jednak wiedziałem, że on nie odpuści. Proszę Arcanusie, chroń Uriana i spraw by rozwiązał tą sprawę w pokojowy sposób. Walka braci nie jest dobra, jeden musi odpuścić, kiedy drugi płonie.
Ja również wyszedłem z komnaty, żeby nie spóźnić się na wielką uroczystość. Poza tym muszę powiedzieć Arii o zachowaniu Zeconiego. W sali zająłem miejsce na przodzie bym mógł wszystko dobrze widzieć, wilki nie miały z tym żadnego problemu, bowiem wiedziały, że ja do rodziny należę.
Nagle w sali usłyszeliśmy głos złotego rogu, a potem śpiew i muzykę komików. Uriana ubrali w czerwony płacz ze złotymi zdobieniami i powolnym krokiem zmierzał ku tronowi, gdzie czekała na niego matka i druid. Ja miałem tylko nadzieję, że jego brat nie zniszczy tej chwili i wszystko będzie cudownie. Stanie na podeście, złożymy mu pokłon a druid zajmie się słowami. Potem tylko Aria założy mu amulet, wypowie zaklęcie a komicy przyniosą kawałek mięsa. Świętowanie się zacznie.

Foxy
Dzisiaj koronacja jednego z książąt i coś mi się wydaje, że wybiorą Zeconiego. W sumie to byliby niepoważni, gdyby wybrali tego drugiego, ewentualnie ślepi. Urian raczej nie starał się tak bardzo, więc jaki w tym sens wybierać go na władcę? Co jeśli jego rządy byłyby tak samo nie staranne? Oj będzie się działo. Nie mogłam tego przegapić, więc jak tylko usłyszałam, że się zaczyna to przyszłam. No, może nie tak od razu, bowiem zanim się ktokolwiek zebrał minęło trochę czasu, ale na samą ceremonię zdążyłam i oto mi właśnie chodziło.
Ku mojemu zdziwieniu do sali tronowej wszedł Urian, ubrany w czerwono-złotą pelerynę. Każdy patrzył na niego z uśmiechem albo z niedowierzaniem. Wiadomo jak to jest, wybieranie władcy wiąże się z tworzeniem fanów. Jeden albo drugi, prawda? Książę spokojnym krokiem udał się na początek sali, gdzie czekała na niego matka i druid. Kiedy odwrócił się ku poddanym, złożyliśmy należyty pokłon a następnie wyczekiwaliśmy przemowy.
- Dziś jest wielki dzień, bowiem kolejny raz staniemy przed historią naszego królestwa. Kolejny raz, zdecydowaliśmy... - kiedy zaczął przemawiać, wstaliśmy i przyglądaliśmy się całemu zajściu. Kiedy skończył ta głupia caryca założyła mu taki sam amulet jaki miał Red Rose, co jak co, ale to ja powinnam tam stać, nie ona! Niby w czym jest taka cudowna? W niczym! Zwykła szara suka... w dodatku z jakąś wadą, bowiem połowa szczeniąt nie posiada żywiołu. A może ona się po prostu puściła z jakimś normalnym, szarym wilkiem? Bardzo prawdopodobne, bowiem żadne ze szczeniąt nie jest rude, już o żywiole ognia nie wspominając. Ja bym mojego cara nie zdradziła. Ślepy był i nie dziwię mu się, że jednak postanowił się trochę zabawić.
Kiedy wadera założyła synu amulet, potem obsypała go pyłem a druid podał jej zdobione pudełeczko. Wypowiedziała zaklęcie i rozsypała jego zawartość, a nad głową Uriana pojawiła się niebieska korona, która po krótkim czasie została wchłonięta w amulet. To znaczyło tylko jedno, wszystko jest już potwierdzone. Ukłoniliśmy się po raz ostatni i wyczekiwaliśmy pierwszego kęsa, bowiem to cesarz musi zacząć ucztę.

Lee
Przyglądałam się temu całemu zdarzeniu z zaciekawieniem. Musiałam się zjawić - przecież to Urian, mój ukochany braciszek. Tak właściwie to całkiem lubiłam jego towarzystwo. Zupełnie inaczej było w przypadku Zeconiego - on to tylko uganiał się za innymi waderami, a szczególnie Shae, której szczerze nienawidziłam. Dlaczego? Jak byłam malutka to bardzo chciałam zwracać na siebie uwagę, a gdy to ta biała lalunia przejęła pałeczkę i to wszyscy na nią się gapili to po prostu... Argh! Chciałam ją rozszarpać, rozczłonkować, zabić oraz zadać jak najokropniejszy ból. Czy przesadzam? Raczej nie. Takim waderom należy się porządna chłosta. Powracając do ceremonii; matka rozsypała na Uriana jakiś dziwny proszek, po czym nad jego głową ukazała się korona, która zniknęła chwilę później. Zrobili jeszcze jakieś czary mary i... No właśnie. Co teraz? Akurat gdy była lekcja o tych całych ceregielach ceremonialnych to zasnęłam. Dosłownie. No ale co ja poradzę jak ta ruda wadera przynudza? No nie dało się słuchać po prostu! Mogłaby usypiać szczenięta. W tym zadaniu sprawdziłaby się świetnie.
Strażnicy przynieśli jakieś dziwne białe mięso na drewnianej tacy. Ponadto były na nim jakieś inne bajkowe kolorki.
- Smacznego - mruknęłam żartobliwie.
Raczej nikt tego nie usłyszał, a nawet jeśli to nic mi się nie stanie. Jestem wśród swoich, na przodzie.

Leria
Koronacja! Na to czekałam, a to już dzisiaj! Biegłam właśnie przez te cudowne arcanterskie tereny! Zobaczyłam przed sobą Zamek i przyśpieszyłam tempa. Śmignęłam przez bramę a potem przez główne drzwi o mało nie potrącając strażników. Ale będę miała co swym dziatkom opowiadać! Byłam na koronacji cesarza! Pobiegłam przez korytarz, ale kto miał wiedzieć, że posadzka będzie dziś wypolerowana i śliska? Poślizgnęłam się, upadłam i przejechałam parę dobrych metrów. Wstałam i spojrzałam prosto w oczy jakiegoś wilka. Zawstydziłam się okropnie, ale zaraz opanowałam się i spytałam się go o kierunki, podziękowałam i pośpieszyłam we wskazaną mi drogę. Gdy zobaczyłam wielkie, piękne drzwi, zatrzymałam się parę metrów przed nimi, żeby się w nie nie wbić. Postałam minutkę, by uspokoić oddech i z wielkim uśmiechem na twarzy weszłam do środka. Oślepiło mnie piękno tego pomieszczenia. Stanęłam nieśmiało przy progu i spojrzałam na ogrom, na ten przepych. Kto by pomyślał, że uda mi się coś takiego w życiu zobaczyć... Och, dziękuję za to bogom. Rozglądnęłam się po sali i zobaczyłam właśnie jak korona ze snów znika w medalionie na piersi młodego wilka. Westchnęłam. To takie piękne i takie smutne zarazem. Nawet dobrze nie wyrósł a już musi przejmować ten ciężar, jakim jest sprawowanie królestwa. Zobaczyłam jak wilki obok jakieś inkantacje wyczyniają a potem jak car kosztuje mięsa. Zabawa się rozpoczyna!

Evangeline
Och, jakież to szczęście! Jakież błogosławieństwo od bożków, których imion nawet nie pamiętam i nie mogę sobie przypomnieć! Jakaż to radość, być przy tym i chłonąć tą całą uciechę z powodu tak wielkiego zdarzenia! Jakiż to zaszczyt, móc pokłonić się nowemu cesarzowi i widzieć, jak spożywa mięso o dziwnej kolorystyce! Och, jak się radują me oczy, że wszystko to widzą z jednego z najlepszych miejsc! Dobre sobie. Udawałam szczęśliwą ze szczęścia brata i wszystkich wilków z Arcanterry, które tak się cieszą. No pięknie, wybrali akurat Uriana. Czy oni chcą zepsuć tą swoją cudownie idealną krainę, jak ją wszyscy określają? Nie wiem, dlaczego Zeconi nie został cesarzem, bo skoro jest tak podobny do naszego ojca, jego panowanie wyglądałoby podobnie, a panowaniem Red Rose wszyscy się zachwycali. Podobno. Ciekawe, jakie to korzyści przyniesie nam czas władzy mojego braciszka Uriana. Pewnie nic dobrego, no bo przecież, on nie jest mną! Zabawa się rozpoczęła, a ja dałam się porwać w ten wir świętowania, by nie wyglądać podejrzanie. Ostatecznie - mamy nowego cesarza i jest nim mój ukochany brat! I jak tu się nie radować wraz z innymi radującymi się?

Urian
Szczerze mówiąc byłem skołowany i... zdenerwowany, ale nie w tym sensie, w jakim zazwyczaj mi się to zdarzało. Nie była to wściekłość, a coś jak... trema? Szczerze mówiąc spodziewałem się czego innego, nie, żebym narzekał. Skoro rodzice zdecydowani, że to ja zasiądę na tronie, nie miałam zamiaru się z tym sprzeczać. Można by spokojnie powiedzieć, że taki obrót sprawy mi nawet pasował, choć nie pragnąłem tego jakoś szczególnie mocno i gdyby było inaczej, no cóż, machnąłbym łapą i życzył bratu powodzenia, o ile bym zdążył oczywiście. Pewnie zniknąłby gdzieś z jakąś wilczycą tak jak teraz, bo choć rozglądałem się po sali to nigdzie go nie widziałem. Cudownie... nawet teraz zwyczajnie go nie było. Braciszek, że hej...
- Życzę ci, młody cesarzu, by twój gniew zmienił się w zapał - stwierdził jeszcze druid gdy tylko uniosłem łeb po degustacji mięsa jednorożca.
- Tak... Dziękuję - odpowiedziałem i odprowadziłem go spojrzeniem kiedy ruszył w dół, do innych wilków, które rozpoczęły właśnie ucztowanie.
Ja zaś usiadłem na podwyższeniu i obserwowałem wszystko. Nie byłem głodny, na harce mi się nie zbierało... Zastanawiałem się raczej jak to teraz będzie. Martwiłem się? Może trochę, choć nie do końca wiedziałem czym. Wiedziałem, że czas obijania się i beztroski raczej miałem już za sobą. Mimo wszystko pasowało wziąć się do roboty, choćby dla tych, którzy we mnie wierzyli...
Spojrzałem na uśmiechającą się pogodnie mamę i zrobiło mi się odrobinę lepiej. Wiedziałem, ze chociaż ona jedna faktycznie we mnie wierzy.

Lee
Urian w końcu ugryzł tego kolorowego konia. No nareszcie! Teraz nie trzeba już sztywno stać. Komicy poczęli grać i zabawiać zgromadzone wilki. No i to mi się podoba, choć ja nie zamierzam wymachiwać tyłkiem w prawo i lewo - miałam już do tego okazję na treningu żywiołu, na którym niestety go nie zdobyłam. A może to i lepiej? Udowodnię, iż nie potrzeba panować nad ogniem, ziemią, wodą czy powietrzem, aby coś osiągnąć. Oczywiście nie ja jedyna byłam bez mocy - Diana i Rosemary również nie potrafiły używać sił natury. Aczkolwiek ja nie pokładałam żadnych nadziei w to, że sobie poradzą. Udają takie słodkie i niewinne, lecz zapewne to ich maska. Tylko co one mogą ukrywać? Jakieś mroczne sekrety, o których tylko one mają pojęcie? Ahh! Tak mnie korci, żeby zajrzeć do ich umysłów!... Czekaj, czekaj. Od czego ma się wujka Ikelosa? Machnę mu jakąś bajeczkę o tym, iż to będzie na przesłuchania przestępców, żeby dowiedzieć się prawdy. Świetny plan! Powinnam zostać strategiem. Podczas lekcji z Foxy test wskazał, iż mam predyspozycje na generała. Nie będę ukrywać; zastanawiałam się nad tym dosyć długo. Wydawało mi się to ciekawe; ba! Chciałam nawet udać się do Vortexa, tego przemądrzałego starucha, aby zobaczyć co i jak. Aczkolwiek jak na razie mi nie spieszno do jakiejkolwiek pracy. Właściwie to ja już pracuję - muszę oślepiać poddanych swym blaskiem, aby nie uważali się za pępki świata. To plebs ma wykonywać brudną robotę, nie ja. Przecież do tego są stworzeni, racja?
Pomijając moje przemyślenia, postanowiłam udać się do brata i zapytać go o samopoczucie. Bądź co bądź, ale z cesarzem to ja musiałam utrzymywać dobre relacje. Ponadto miałam w sobie choć krztę dobroci, dlatego nawet z czystego serca chciałam dowiedzieć się o aktualnym stanie Uriana. W tym celu przecisnęłam się przez tłum.
- Ustąpcie drogi księżniczce, tępe barany! - warknęłam.
Wilki natychmiast zrobiły małe przejście, co ja jak najszybciej wykorzystałam, kierując się skocznym krokiem do tronu. Będąc przy nim zauważyłam, iż jeden ze strażników próbuje mnie zatrzymać. Co? To nawet rodzona siostra cesarza nie może się do niego zbliżyć? Ja mu dam!
- Nawet nie próbuj... - mruknęłam zirytowana.
Gdy ochroniarz wrócił na swe miejsce, stanęłam przed Urianem, posyłając mu delikatny uśmiech.
- Niezłą balangę ci urządzili - zażartowałam. - Nie będziesz miał już tyle wolnego czasu co wcześniej, co?

Urian
- Ta... Też mi się tak wydaje - stwierdziłem. Nie koniecznie mi się to podobało, ale co poradzić? Mogłem być leniem, ale idiotą nie byłem, żeby olać swoje obowiązki. Eh, będzie ciężko... Oj, będzie. Mimo to się postaram.
- A ty, siostrzyczko, masz może już jakieś plany na ograniczenie swojego czasu wolnego? Poza warczeniem na innych oczywiście - uśmiechnąłem się do niej. Lee była specyficzna i czasami wkurzająca, ale nie aż tak jak inni. Z kim, jak z kim, ale z nią szło się dogadać. Ciekawiło mnie co też planowała. Zostanie na zamku? Przeniesie się gdzieś? Niby Foxy porobiła jakieś tam testy,a le one raczej mało co pokazywały. Co miał charakter czy ulubione miejsce do pracy? No dobra, cierpliwość mogłaby się przydać, ale to przecież we wszystkim. Czy to tworzenie mikstur, czy polowanie zawsze trzeba było być dokładnym i cierpliwym. Odwaga też się przydawała dość często, podobnie jak wszystkie inne pozytywne cechy.
- A i... widziałaś może naszego wiecznie zapatrzonego w tyłki brata? - spytałem jeszcze. Może ona coś wiedziała?

Lee
Czyżby Urian ciekawił się, gdzie jego przesympatyczny brat przebywa? Chyba przecież nie mógł zmarnować takiej okazji, aby patrzeć na koronację cesarza! To był wielki zaszczyt i niełatwo o czymś takim zapomnieć. Wiele wieśniaków oddałoby własne łapy, aby w tym uczestniczyć, żeby tylko się nażreć. Ha ha! Zeconi zapewne jak zwykle łaził za tą swoją Shae czy jak jej tam. Pewnie siedzą sobie w jakiejś pustej komnacie, korzystając z tego, iż większość wilków jest na uczcie i ich nie usłyszą.
- Nie, nie widziałam go, aczkolwiek domyślam się z kim przebywa - odpowiedziałam. - Właściwie obojętne jest mi to co robi. Dlaczego cię to ciekawi? Myślałam, że nie interesuje cię jego los.
Być może Urian miał jakiś powód do tego, aby zaciekawić się aktualnym stanem własnej rodziny. Nie bronię mu tego, lecz jaki w tym jego interes? Jesteśmy dorośli, możemy łazić własnymi ścieżkami i sami podejmować ważne wybory.

Rosemary
Koronacja. W końcu jeden z moich braci zostaje cesarzem. Kolejnym, po zamordowaniu naszego ojca. Zupełnie nie wiem, dlaczego do tego doszło, przecież był wspaniałym władcą! Zresztą i tak był wtedy już w podeszłym wieku, morderca naprawdę musiał go nienawidzić, odbierając mu ten rok czy dwa. Jak dobrze, że został ukarany ostatnią karą w swoim życiu.
Tak czy siak, na jego następcę wybrano Uriana. Dowiedziałam się o tym dopiero teraz, chociaż pewnie inni również. To... chyba dobrze, że on, chociaż mawiano, że to Zeconi był bardziej podobny do Red Rose'a. Właśnie, a gdzie jest mój drugi brat? Czyżby miał za złe tę decyzję matki? Diany również jak zwykle nie było. Może to i lepiej? Nie miałabym zamiaru nawet z nią gadać i udawać przyjacielską w stosunku do osoby, z którą nawet nie zamieniłam w życiu wiele słów.
Oczywiście od samego początku miałam zamiar pogratulować bratu, jednak tłum był tak duży, że nie chciałam się tam cisnąć na siłę. Dopiero po jakimś czasie udało mi się to zrobić, wymuszając przejście na reszcie poddanych. I tak nie miałam nic innego do robienia. Akurat przy Urianie była wtedy Lee. Zbliżyłam się do nich spokojnym krokiem, skinąwszy delikatnie pyskiem na powitanie.
- Gratulacje, Urian. - przeniosłam spojrzenie z siostry na nowego cesarza. Posłałam mu delikatny uśmiech, pełny podziwu.

Ikelos
Wielki dzień dla obydwóch samców, a ja nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Zeconi tak bardzo się starał, co było widać na każdym kroku, a Urian? No cóż, pewnie nawet by się nie przejął koronacją brata i uznałby to za odpowiednie. Boję się, że oni się nie pogodzą, co gorsze, boję się co wymyśli szary, zdenerwowany basior. Nie chcemy jednak przesadzać, więc przesadna ochrona nowego cesarza byłaby nie na miejscu, zwłaszcza jeśli zagrożeniem miałaby być jego najbliższa rodzina. Co by sobie pomyśleli mieszkańcy? Koronacja, radość a z drugiej strony zamknięcie Zeconiego w lochach? Nie, tak nie wolno, jednak obawiam się, że to będzie koniecznie... oby Urian wykazał się odpowiednią wiedzą i zachowaniem w stosunku do brata. Jeśli on wybuchnie, co jest najbardziej prawdopodobne, to będziemy mieli problem. Duży problem.
Postanowiłem z nim o wszystkim porozmawiać, żeby wiedział o reakcji brata. W prawdzie nie wiem czego mogę się spodziewać po Zeconim, ale jego zachowanie wskazywało na to, że coś planuje.
- Moje gratulacje. - oznajmiłem podchodząc do basiora i jego sióstr. Miło z ich strony, że go wspierają.

Ethen
Zabawa była przednia. Znaczy wszyscy robili takie wrażenie jakby im było wspaniale. Cóż to mówić? Mój niebiański głos, moja niesamowita lutnia i płomienne tańce Issar są nie do odepchnięcia nawet przez największego Pana Pfe. A... no tak, jeszcze podziękowania się należą paru innym komikom. Mniejsza. Ten jednorożec! Mięso niesamowite! Delikatne i aromatyczne. A co ja będę się teraz mięsem przejmował. Spojrzałem po sali. Powiedziałem parę sprośnych słówek Pani Płomiennej Róże i zszedłem z podium, na którym graliśmy. Po chwili udało mi się dostać do cesarza, co nie było łatwe bo wszystkie wadery trzeba było przepuścić. Niektórzy panowie nie stosowali się do tego przepisu i plamili swój honor wpychając swoje rzyci w pysk cesarza i tratując pod sobą innych, jakby byli kabanami i pierwszy raz od kilku miesięcy padlinę zobaczyli. Pokłoniłem się carowi i powinszowałem mu pomyślności i zgodności. Pominąłem część z mnóstwo ma waderami do uciechy bo właściwie nie przystoi a poza tym wolałbym mieć je dla siebie. Co do wader... Na pewno któraś z tu zebranych tryska energią i musi ją rozładować. I tu się przydam. Rozglądnąłem się po sali. Ale mnie wkurwiało jak się w grupki ustawiały. Żadnej zabrać nie można było. Jedne rozmawiały z innymi wilkami, drugie jadły. Zoczyłem jedną przy wejściu co wpatrywała się weń jak wół w malowane wrota. Ach, zagubiona w tej krainie. Chętnie przedstawiłbym jej krainę miłości i oprowadził po niej. Ale! Inna płomiennoruda wadera stała sama z umiarkowanym znudzeniem na pysku. Aj co by jej nie zapewnić rozrywki? Przepchnąłem się przez ciżbę pomrukując przeprosiny i w końcu dotarłem do mej Bogini Słońca. Poszeptałem parę słówek miłych i komplementów, ot tak, na wszelki wypadek.

Foxy
Przyjęcie rozkręciło się już na dobre, czyli dokładnie tak jak Foxy lubi. Uwielbiałam przebywać w towarzystwie napalonych samców, te ich komplementy i starania. Może i jestem już w nieco starszym wieku, ale werwę w sobie mam nadal. Ogień nie do ugaszenia. W prawdzie, wypiłam trochę za dużo tego soku z Gokuune i już nie powinnam po niego sięgać, ale co ja poradzę, że jest taki dobry? Idealny eliksir humoru po prostu! Im więcej wypijesz, tym więcej chcesz, a humor masz po prostu nieziemski! Kręciłam się w kółko, chichocząc wesolutko i rozbawiając całkiem niezłych panów, jednak od tego całego kołowania zrobiło mi się w pewnym momencie słabo. Zatrzymałam się i chwiejnym krokiem wpadłam na jednego z nich, który zaprowadził mnie na zewnątrz. Naprawdę... było mi słabo, więc nie dziwię się, że uciekł ode mnie ze wściekłością na pysku. Mniejsza. Zabawa trwa!
Kiedy wszystko ustało, wróciłam do sali i zaczęłam się rozglądać za moimi adoratorami, którzy nagle gdzieś wyparowali. Wtem podszedł do mnie niski basiorek z pięknymi słówkami na języku. No cóż, może i niski, ale jak się bawić to się bawić. Sok już zrobił swoje, a pod jego wpływem to mam ochotę na nieco lepsze zabawy niżeli tańce i śpiewy. Uśmiechnęłam się do niego, po czym zaczęłam podchodzić bliżej, smyrając go pyskiem po szyi.

Soovimatu
Postanowiłem trochę zostać w tym zamku i radziłem sobie dobrze, przynajmniej tak uważałem. Dowiedziałem się już, że ktoś zabił cara, ale jego też zabili, więc jesteśmy bezpieczni. Co lepsze, niedługo miała odbyć się koronacja jednego z synów, co musi być naprawdę magiczne. Mają tu sporą bibliotekę, więc zanim odwiedziłem Sarissę, spędziłem w tamtym miejscu sporo czasu. Nie chciałem iść do niej bez wiedzy, taki głupi jak byłem na początku, więc najpierw zająłem się nauką a teraz, jak już czuję się pewniejszy siebie wybieram się do pracowni alchemicznej.
- A ty nie w sali? - zapytał jeden ze strażników.
- Jakiej sali? - odparłem, nie wiedząc o co chodzi.
- Koronacja dzisiaj. - oznajmił, lekko się śmiejąc. To było wytłumaczone, bowiem moja mina musiała być naprawdę bezcenna. Zapomniałem o tym całkowicie!
Podziękowałem mu za przypomnienie i udałem się w miejsce spotkania. Sarissa na pewno tam już jest, bo kto w zamku śmiałby nie przyjść? W sumie mogłem się domyślić od razu, widząc, że korytarze są puste a jedyne kto na nich przebywa to straż. Jestem taki beznadziejny... znowu się ośmieszyłem, a tak bardzo chciałem tego uniknąć.
Wszedłem do sali, troszeczkę spóźniony, bowiem było już dawno po przemowie. Mimo to udało mi się zaobserwować ten cudowny iluzjonistyczny efekt. Jestem pewien, że to coś więcej niż moja wiedza. Raczej, w końcu to koronacja a nie byle sztuczki. Stałem zapatrzony w piękno całej sytuacji, nawet nie zauważając kiedy zaczęło się świętowanie. Pewien wilk szturchnął mnie, kiedy sobie przyśpiewywał i tańczył. Oczywiście przeprosiłem i oddaliłem się nieco, tak by już nikomu nie przeszkadzać. Przyjęcie powinno wiele mi powiedzieć o tutejszych zwyczajach.

Urian
Spojrzałem na Lee krzywo. Dlaczego moje rodzeństwo musiało być tak tępe i samolubne? Wdali się wszyscy w ojca czy co?
- Lee, do cholery jasnej, to nasz brat i tak przejmuję się tym gdzie jest i jego losem - warknąłem na co strażnik od razu zbliżył się i lekko zjeżył, widocznie czekając na rozwój wydarzeń. No tak... teraz będą mnie pilnować jak oka w głowie, szczególnie po tym co stało się z ojcem. W końcu nikt nie wiedział czy morderca był tylko pojedynczym osobnikiem czy może było więcej takich, którzy żywili uraz do zamordowanego cesarza i oczywiście jego rodziny.
- Mniejsza... - westchnąłem i machnąłem na strażnika, żeby wrócił na miejsce. - Zwyczajnie... mniejsza...
W tym momencie podeszła do nas Rose i pogratulowała mi.
- Dzięki - odwzajemniłem uśmiech chcąc się jednak uspokoić i nie martwić na zapas. Mimo wszystko nie chciałem psuć nastoju i innym.
Niedługo później dołączył do nas i wujek. Wyglądał na nieco zmęczonego. Czasami martwiło mnie to... tak samo jak to, że mama nie raz wyglądała na podobnie osłabioną. Ciężko było myśleć jak to będzie kiedy ich zabraknie. Przecież przez całe moje życie miałem przynajmniej ich i do nich mogłem zwrócić się o pomoc czy wsparcie. Westchnąłem ciężko. Ten dzień był jakiś do dupy... Za dużo myślałem, wszystko działo się jakoś nie tak, za szybko, zbyt niespodziewanie. Miałem mętlik w głowie i wrażenie, że wszystko się posypie jeżeli nie zapanuję nad tym w porę. Zdecydowanie mnie to przytłaczało.

Sarissa
Koronacja! Ten niesamowity dzień wreszcie nadszedł! Jak chyba każdy byłam ciekawa ogromnie, który z młodych książąt zostanie nowym cesarzem. Wiele się mówiło o Zeconim, w końcu nie tylko aj dostrzegałam jego podobieństwo do ojca. Czy byłby to dobry wybór? Nie mnie to oceniać. Ja z chęcią służyłabym pomocą im obu i cieszyłabym się ich szczęściem, choć nie do końca uważałam tę posadę za szczyt szczęścia. Mimo wszystko ciążyć miała na nich ogromna odpowiedzialność. Na obu, bo choć jeden zasiądzie na tronie, to drugi powinien go wspierać i pomagać mu.
Kiedy rozpoczęła się uroczystość byłam już w sali, a kiedy nad głową Uriana pojawiła się korona westchnęłam wręcz z dumy. Nawet jeżeli moja praca była naprawdę nie wielka to niezmiernie się cieszyłam, że przyszło mi brać udział w tym, jakże wspaniałym wydarzeniu.
Gdy świętowanie już się rozpoczęło stanęłam z boku. Nie przepadałam za tłumami i hucznymi zabawami. Nadal, po tych wszystkich latach czułam się nieco nieswojo i zwyczajnie zagubiona. Wszyscy śmiali się, tańczyli, pili i jedli, a ja tylko przyglądałam się im z zadowoleniem, szczęśliwa ich szczęściem i nieco nim oszołomiona.
Odwróciłam się i dojrzałam znajomy pysk. Soovimatu...
Bez zastanowienie podeszłam do basiora. Może we dwójkę będzie nam nieco raźniej?
- Witaj... Jak się podoba uroczystość? - spytałam i przycupnęłam obok niego tak, by nikomu nie przeszkadzać.

Ikelos
Basior był wyraźnie przytłoczony tym wszystkim i nie dziwię mu się. Nie bez powodu zrezygnowałem z władzy, wiedziałem dobrze, że nie dałbym sobie rady. Red Rose może nie miał szacunku do wader, ale jako władca radził sobie świetnie. Niczego nam nie brakowało. Ja nie potrafiłbym tak zarządzać całym królestwem jak on. Urian jest młody, więc to jeszcze bardziej go dobija. W tym wieku chcieliby się bawić i uganiać za waderami, a nie zarządzać wszystkim. Powinien też być poważy w pewnych momentach, nieugięty i naprawdę silny psychicznie. Mam nadzieję, że kiedy nas zabraknie, to reszta rodziny mu pomoże i wesprze, bo to najważniejsze.
- Urian, chodź na chwilkę. - oznajmiłem, zgarniając cesarza na bok i oznajmiając straży, że potrzeba mu trochę miejsca.
- Czy wszystko w porządku? - zapytałem, nim przejdę do rzeczy.

Soovimatu
Wilków było naprawdę bardzo dużo o różnorakich kolorach, gdzie u mnie w plemieniu raczej rzadko kiedy zdarzał się ktoś biały czy czarny. To były naprawdę wyjątki, które niechętnie przyjmowano w społeczeństwie. Miło było na to wszystko patrzeć, jak się doskonale bawią i świętują tak ważne wydarzenie. Niestety, ale ja nie odważyłem się na większy krok i nadal stałem z boku. Dziwiło mnie działanie tego soku, który każdy pił, chociaż sam fakt, że tutejsze wilki piją coś więcej poza zwykłą wodą już był naprawdę interesujący. Może by tak spróbować go trochę? Właśnie zamierzałem to zrobić, kiedy podeszła do mnie moja znajoma. Tak, miałem rację, że tutaj będzie.
- Witaj moja droga, cieszę się, że Cię widzę. Właśnie miałem Cię odwiedzić, kiedy... - może lepiej nie mówić o tym? Znowu sobie pomyśli, że jestem do niczego. Odwróciłem głowę na moment, by móc zacząć nowe zdanie.
- Jestem zachwycony tym co tu się dzieje, to dla mnie nowość. A tobie jak się podoba? Często macie takie przyjęcia? - zmieniłem temat z uśmiechem na pysku. Mam nadzieję, że wadera nie należy do tych, które czepiają się wszystkiego, a jeśli chodzi o szczenięta to przyszło mi z takimi rozmawiać. Dla mnie mało istotne rzeczy, a dla nich jakby świat się walił. Naprawdę, czy to ważne jakim pluszakiem dzisiaj bawił się szczeniak? Nie rozumiałem i chyba raczej nie zrozumiem.

Urian
- Tak, raczej... - odpowiedziałem wujkowi, ale wcale nie było raczej dobrze. - Chodzi o to, że... - zacząłem, ale chwilę później po prostu wybuchłem. - Nie! Nie jest dobrze! Zeconi znów poszedł sobie w pizdu! Nigdy go nie ma! Od jakiegoś czasu liczą się tylko suki, a ze mną już nawet nie raczy pogadać. Jest taki sam jak ojciec, wszyscy to cały czas powtarzają. Tylko, że ojciec narobił sobie wrogów przez to, jaki był. Co jeżeli Zeconi też sobie ich narobi? Martwię się o tego idiotę, nawet jeżeli ma mnie gdzieś! Do tego pewnie albo znów pieprzy albo się wściekł!
Wywrzeszczałem się i usiadłem z ciężkim westchnieniem. Miałem ochotę coś rozszarpać na strzępy, a z drugiej strony było mi... po prostu przykro. Dlaczego nic nie mogło układać się zwyczajnie i dobrze?
- Co ja mam niby robić, co? - spytałem i spojrzałem na starego basiora z nadzieją. Jeżeli ktoś wiedział to chyba on, prawda?

Ash
Oczywiście na tak ważnym wydarzeniu nie mogło zabraknąć mnie. Moje białe futerko błysnęło w świetle słońca, kiedy zbliżałam do zamku. Rzeczywiście, kiedy zbliżyłam się wystarczająco dosłownie czołgałam się do wejścia. Podnosiłam wysoko łapy i zapałam ciężko. Pewnie gdyby była tu moja matka nakrzyczałaby na mnie i powiedziała, że jak to, przecież w takim stanie nie powinnam się w ogóle w tych okolicach pokazywać! I jeszcze dodałaby dlaczego sapię, bo przecież nikt nie będzie chciał żeby obok niego siedział parowóz, no bo jak to tak?! Na szczęście jej tutaj nie było co przyniosło mi chociaż trochę ulgi. Z nią padłabym i tutaj, a tak to spokojnie dotarłam do wejścia. Tam zastałam strażników, którzy jedynie kiwnęli głowami pozwalając mi wejść. Uhm, po tylu godzinach biegu nie maiłam najmniejszej ochoty na rozmowy z wilkami strzegącymi tej fortecy, żeby wytłumaczyć gdzie zmierzam. Nawet... Nawet szczęście mi dopisywało. Oczywiście, kiedy zawitałam w sali było tu już dużo wilków ale przez te odległości zjawić się nie mogłam szybciej. Usiadłam gdzieś z boczku, o, żeby sobie odpocząć. Moje czujne, błękitne oczy obserwowały wszystko co działo się na sali. Za dużo się z pewnością nie działo, rozpoznałam jedynie kilka wilków - Ikelosa i... Dzieci carycy. Z pewnością tego dużo nie było, ale założę się, że gdybym poznała ich imiona od razu bym wiedziała kim ją ci inni. Yhym. kiedy poczułam, że znowu zaczynam panować nad swoim ciałem chciałam udać się do Ikelosa i go przywitać, ale zobaczyłam jak stoi obok tego nowego cesarza, Uriana. Nie będę im przeszkadzać

Ikelos
Obserwując Uriana potrafiłem dostrzec w nim trochę cech brata, jednak widać było, że bardziej się tym wszystkim przejmował niż Red. Co jak co, ale rudy nigdy o mnie nie myślał, po co miałby to robić, prawda? Ehh, to wszystko wygląda tak znajomo. Szkoda mi go było, naprawdę. Nie powinien w tak młodym wieku mieć tyle na głowie, to zrujnuje mu przyjemność z życia. Mam tylko nadzieję, że jakoś to ogarnie, że wszystko będzie dobrze, bo ja dłużej nie mogę go chronić... nie mam na to sił w porównaniu z młodym, wściekłym basiorem, który teraz nawet nie wiem gdzie przebywa. Ehh, że też na starość dzieją się tu takie rzeczy.
- Właśnie o tym chciałem porozmawiać. - spojrzałem na łapy, mówiąc ze smutkiem.
- Rozmawiałem z Zeconim przed koronacją i tak jak się domyślasz, wściekł się. Bardzo. - wytłumaczyłem, patrząc na Uriana.
- Proszę cię tylko o to, żebyś zachował się w stosunku do niego spokojnie. Złością niczego nie rozwiążecie. Ja straciłem brata już dawno, nie popełniaj tego samego błędu i postaraj się go zrozumieć, mimo iż on nie będzie rozumiał ciebie. Jednak, zachowaj ostrożność, na wszelki wypadek. - oznajmiłem spokojnie, lekko smutnawym tonem głosu. Nie wiem jak mogę mu pomóc, a Zeconi tego wszystkiego nie ułatwia. Poza nowymi obowiązkami i problemami, dochodzi jeszcze nienawiść własnej rodziny. To naprawdę nie pomaga...
- Jeśli naprawdę jest taki jak ojciec, to zrobi wszystko by otrzymać władzę. To jak postąpisz, zależy już tylko od ciebie. Ja uciekłem od obowiązków i mieliśmy tego rezultat. Nie bez powodu zostałeś wybrany i warto o tym pamiętać. - dodałem jeszcze zanim dostrzegłem Ash rozmawiającą ze strażnikami.

Ethen
Jejku... Wadera była, lekko mówiąc, pijana jak świnia. Znaczy, najpierw było dobrze. Od razu zaprosiła mnie do tańca miłości ocierając się pyskiem o moją szyję. Uśmiechnąłem się lekko i zaproponowałem jej pójście w jakieś ustronniejsze miejsce. Wiadomo; na środku sali balowej pełnej wilków nie za bardzo przystoi. Znaleźliśmy w końcu jakąś pustą komnatę. Sam się zastanawiałem czy nie romantyczniej byłoby pod gwiazdami, ale... nieważne. Już mieliśmy zacząć kiedy usłyszałem zmuszony odgłos a potem zrobiło się... Tak jakoś mokro. Odskoczyłem od niej i zrobiłem wielkie oczy. Czy ona właśnie? Tak, tak. Wypuściła litry soku drogą ustną na posadzkę a w polu rażenia znajdowały się moje nogi. Zaśmiałem się. Wiem, nie było to śmieszne, ale jednak ten soczek robi swoje. Zaproponowałem jej inną komnatę i poszedłem po soczek na imprezę. Nie ma to jak obmyć się alkoholem, żeby zmyć z siebie brud i spróbować jeszcze raz!

Foxy
Bawiłam się świetnie z nowo poznanym niskim basiorkiem! Oh, nawet wydał mi się uroczy i w dodatku niczego nie ukrywał. Co jak co, ale nie wypada odmówić, zwłaszcza jak tak ładnie się stara i mówi te miłe słówka. Normalnie, aż zachciało mi się wyć do księżyca, jednak no cóż, nie widzę go to nie będę, prawda? Udaliśmy się do komnaty, jednak zrobiło mi się słabo, ponownie. Chyba jednak przesadziłam, ale taka impreza nie zdarza się często. Trudno. Nie wytrzymałam i wylałam z siebie to co ciążyło mi na żołądku. Szary zaśmiał się i gdzieś poszedł. Nie ładnie mnie tu tak zostawiać, oj... uciekinier, jednak władczyni ognia go odnajdzie i dokona swego! Oh, tak mi się kręci świat dzisiaj.
- Kolanie! Estem tu! - pobiegłam, a przynajmniej tak mi się wydawało, do sali balowej czy tam koronacyjnej. Jeden pies! Wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam i zaczęłam rozglądać się za moim misiem pysiem! Ałuuuu!

Urian
- Wiem... - westchnąłem. Wiedziałem, że wybranie mnie miało jakiś cel. Nie wiedziałem kto dokładnie podjął decyzję, ale skoro wyszło tak, a nie inaczej to jakiś powód tego był. Może zwyczajnie ktoś uznał, że tak będzie lepiej? Zaufali mi, pokładali we mnie wiarę i to się liczyło. Przynajmniej dla mnie.
- I... staram się go zrozumieć, naprawdę - stwierdziłem. - Tylko, że z nim nie da się rozmawiać. On niczego nigdy nie chce słuchać, szczególnie, jeżeli mówię to ja.
Znów warknąłem gniewnie, żeby wyładować resztki złości przynajmniej w ten sposób.
- Mniejsza o to... I będę uważał. Nie martw się. Postaram się... jakoś to wszystko poukładać. A i... mam prośbę. Jeżeli mama jeszcze nie wie to nie martw jej na zapas, co? - spojrzałem na niego. Naprawdę nie chciałem dokładać mamie zmartwień. I tak miała dużo na głowie, a zdrowie jej podupadało coraz bardziej.

Ethen
No więc wróciłem do sali by posiąść więcej tego soku bogów. Wziąłem parę flaszeczek czy co to tam było takie szklane, zakręciło mi się w głowie, naprawdę nie wiem od czego, i prawie bym się przewrócił gdyby nie jakaś bogini zaraz obok. Pod szeptałem jej parę słówek a potem liznąłem po pysku bo widać było, że tego chciała. Skierowałem moją uwagę na powrót na naczyniach i okazały się puste! Ot tak! Warknąłem wściekle i wziąłem parę innych za pomocą telekinezy. Wtedy to usłyszałem wycie mojego ognistego kwiatuszka. Prawie o niej zapomniał em! Odwróciłem się od stołu i pośpieszyłem do wyjścia. Zobaczyłem tam moją waderę i stojąc już przy niej pogratulowałem sobie. Przed chwilą wygrałem walkę z grawitacją! Uśmiechnąłem się lekko, zanuciłem jakiś sprośny wierszyk co przed chwilą mi do głowy wpadł i chlusnąłem sobie napojem bogów na łapy. Już! Czyściutkie i gotowe! Spojrzałem na przepiękną panią obok mnie i zażądałem byśmy poszli na dwór. Noc wydawała mi się wręcz gorąca!

Lee
Urian odszedł gdzieś z wujem Ikelosem. Zapewne miał jakiś ważny powód, więc nie będę go dodatkowo denerwować. Rozejrzałam się. Obok mnie znajdowali się strażnicy oraz Rosemary. Może by tak zagadać do niej? Oh... Poczułam nieprzyjemne ssanie w żołądku. Głód! Parsknęłam, spoglądając na siostrę. Z charakteru była podobna do matki, więc zmanipulowanie jej nie będzie należało do najtrudniejszych czynności. Zbliżyłam się do niej, posyłając jej delikatny, a za razem nieśmiały uśmiech. Co jak co, ale wiem jak to się robi. Skrzywiłam się, niby to z bólu.
- Mary, siostro... - zaczęłam delikatnie. - Z tego całego zamieszania strasznie słabo mi się zrobiło... Czy byłabyś tak dobra i przyniosłabyś mi kawałek mięsa? - poprosiłam.
Ta spokrewniona ze mną wadera była naiwna oraz milutka, nie chciała zepsuć sobie u kogoś reputacji oraz mieć wrogów. Oczekiwałam od niej wykonania mojej prośby. Zachęcę ją czymś... Tylko czym? Uh. O! Już wiem! Niech poczuje się zmartwiona.
- Poza tym ciąży mi coś na sercu. Cz-czy mogłabyś później wysłuchać mojego problemu?... - dodałam po krótkiej chwili.
Dodatkowo zrobiłam smutne oczka i przesunęłam się trochę do tyłu czyli tam, gdzie było mniej wilków. Hah, taka gadka powinna na niej wywrzeć przynajmniej choć trochę emocji!

Rosemary
Prośba Lee wydała mi się dosyć nietypowa, czy ona właśnie chciała się mną posłużyć? Cóż, zwykle, kiedy jest komuś słabo, prosi innych o wodę, chyba że nie konsumował niczego od co najmniej kilku dni... To było śmieszne, muszę przyznać, jednak z cichym prychnięciem przytaknęłam na jej prośbę.
- Jasne. - mruknęłam. Jest moją siostrą, co prawda nie lepszą czy wyższą stanowiskiem ode mnie, ale jednak... Pfe, sama zgłodniałam, kiedy tylko wspomniała o jedzeniu. I ten problem? Ona w ogóle się czymś przejmuje? Jakoś nigdy wcześniej nie była taka chętna na wyjawianie mi czegokolwiek. Niech tylko się nie przewróci z tych słabości...
Ruszyłam spokojnym krokiem w stronę stołów z mięsem oraz innymi przysmakami. Jestem wybredna co do takich rzeczy, ale od razu wpadło mi w oczy parę ładnych kawałków. Przecisnęłam się w ich stronę obok tańczących i szalejących wilków, niektórych chyba już naprawdę pijanych i wzięłam kawałek mięsa dla siebie. Skosztowałam, smakowało naprawdę dobrze. Zabrałam drugą porcję dla brązowookiej i szybkim ruchem odwróciłam się z zamiarem odejścia. Zanim się obejrzałam, wpadłam na kogoś za mną tak, że omal się nie wywróciłam. W pierwszej chwili nie zdołałam ocenić czy był to basior, czy wadera, tak czy siak, szybko usłyszałam ciche ,,przepraszam'', a później ,,nic ci nie jest?''. Pozbierałam się i odwróciłam, spoglądając na istotę przede mną, której wzrok powędrował na trzymany przeze mnie kawałek mięsa.
- Wszystko dobrze. - odpowiedziałam melodyjne. Po krótkiej chwili niezręczności wstrząsnęłam ramionami i podałam nowej twarzy kawałek, który miałam zanieść siostrze. No cóż, najwyraźniej będzie musiała poradzić sobie z głodem sama, przecież to nie takie trudne.

Ikelos
Nieśmiało się uśmiechnąłem, bo cóż ja mogę zrobić? Nic. To sprawa pomiędzy nimi i nie wypada nam się w to wtrącać, nawet Arii. Możemy jedynie wesprzeć go w sprawach rządzenia, jednak niedługo sam będzie musiał się tym zajmować z małą pomocą druidów. Niech Arcanus ma go w swej opiece i oby wszystko w końcu się ułożyło. Wystarczy nam kilka lat złych władców i kłótni, niech oni będą pierwszym spokojem królestwa.
- Nie martw się, nie powiem nic. Postaram się też coś zorganizować by odpoczęła. - przytaknąłem z uśmiechem.
- Zajmij się sprawą z bratem, bo to najważniejsze. Jeśli chodzi o królestwo to będzie wszystko zorganizowane jak należy. Słowo. - oznajmiłem, a w tym momencie usłyszałem jakieś krzyki, odwróciłem się i zobaczyłem jak strażnicy wykłócają się z moją białą koleżanką.
- Przepraszam, pójdę do niej. - przeprosiłem bratanka i podszedłem do znajomej.
- Witaj Ash. - uśmiechnąłem się, po czym uspokoiłem trochę strażników. Cóż, jak zakaz zbliżania to zakaz i jedynie rodzina cesarska mogłaby coś wskórać, lub ubłagać.

Foxy
Basiorek przyszedł do mnie jak na rozkaz, oh tak! Mój własny sługusek, mam nadzieję, że będzie miał wystarczająco siły na moje potrzeby a dzisiaj mam ich całkiem sporo. Od razu zaproponował żebyś wyszli na dwór co było bardzo dobrym posunięciem, bo troszkę mi gorąco się robi. Bylebym tylko nie zapłonęła od tego wszystkiego co czasem mi się zdarzało. Tak czy siak, lepiej żebym poparzyła go po fakcie niżeli przed, także chodźmy i nie traćmy czasu!
Mogłabym to zrobić wszędzie, byle tylko mi się podobało, jednak zaprosił mnie w nieco bardziej ustronne miejsce. Ogrody zamkowe nocą wyglądają naprawdę cudownie, więc czemu by nie? Może by się tak przebiec? Tak, tak! Energii mam tyle, że mogłabym latać!
Zatrzymałam się będąc na miejscu przy jakimś drzewku i krzakach a potem to już nie owijałam w bawełnę. Masz mój drogi, ogon odsłonięty.

Urian
- Dziękuję - powiedziałem jeszcze do wujka zanim odszedł do białej wilczycy.
Byłem naprawdę wdzięczny staremu basiorowi. Wysłuchał mnie, pocieszył, udzielił rady... Żebym tak ja kiedyś miał jakiekolwiek pojęcie co robić, jak się zachować. Wiedziałem, że musiałem panować nad gniewem, wszyscy mi to powtarzali. Tylko czy ja umiałem to robić? Potrafiłem tak zwyczajnie usiąść porozmawiać, nie warczeć i nie wściekać się? Najgorzej było właśnie w kontaktach z tymi, na których mi zależało, na nich byłem zawsze najmocniej zły... Najbardziej dotykało mnie wszystko to, co robili, mówili... Innych potrafiłem zignorować.
Wstałem i ruszyłem między gości, wciąż obserwowany bacznie przez czujnych strażników. Mimo wszystko świętowanie powinno być świętowaniem. Wszyscy zebrali się tutaj nie po to, żeby się martwić, a tych zmartwień wyzbyć, przynajmniej na ten jeden wieczór. Widziałem, że kilka wilków śledzi mnie wzrokiem, wietrząc już jakieś kłopoty. Nie chciałem plotek na zamku. Jeszcze tego by mi brakowało.

Sarissa
- Owszem, czasami przyjęcia się zdarzają. Jednak niezbyt często na nie przychodzę... Głównie pojawiam się dostarczając eliksiry, coś tam skubnę i wychodzę. Niezbyt przepadam za tłumami - przyznałam pesząc się lekko. - Tym razem jednak nie może mnie tu nie być. To w końcu koronacja... widzę ją pierwszy raz i muszę przyznać, że to coś niesamowitego - spojrzałam na młodego wilka, cesarza. Oby los mu sprzyjał.
- Widzę, że jednak postanowiłeś nieco posiedzieć w zamku. I jak ci się u nas podoba? - spytałam spoglądając znów na Soovimatu. Byłam ciekawa co takiego robił przez te ostatnie dni. Czuł się już tu nieco lepiej? Może nawet znalazł swoje miejsce jak to było ze mną? Byłabym naprawdę zadowolona gdyby tak się stało. Każdy zasługiwał na swój kąt i chwilę wytchnienia.

Soovimatu
Na początku byłem trochę zdziwiony czemu wadera nie przepada za przyjęciami i woli spędzać czas na pracy, jednak zastanawiając się nad tym dłużej, ja chyba też bym tak postępował. Wystarczy chwilkę popatrzeć, chociażby teraz. Stoimy gdzieś na poboczu i obserwujemy jak inne wilki tańczą i piją. W moim plemieniu tylko nieliczni mogli świętować, reszta, taka jak ja musiała wykonywać swoje obowiązki a podczas świąt było ich bardzo dużo. Chociażby sam fakt, że zostawiali szczenięta u mnie na czas przyjęcia. Czasem chciałbym zapomnieć o tym wszystkim i zacząć na nowo, jednak mam tam rodzinę, którą kocham. To nie jest takie łatwe.
- Muszę przyznać, że jest to bardzo interesujące miejsce. Wszyscy są naprawdę mili i pomocni, więc nie widzę powodu by stąd odejść. - uśmiechnąłem się, po czym zacząłem opowiadać o bibliotece, która była naprawdę wyjątkowa. Wiem, wadera mieszka tu już długo i wszystko wie, ale po prostu musiałem z kimś porozmawiać i wylać swój zachwyt. Zwykle opowiadałem bajki szczeniętom, a że od dawna się tym nie zajmuje to trochę gromadzi mi się w głowie tego wszystkiego. Jeszcze chwila i zacząłbym rozmawiać z przedmiotami. Przy okazji wspomniałem trochę o rodzinnym plemieniu i o tym, że wiedzę tam przekazywaliśmy słownie, bo nikomu się nie chciało korzystać z zapisów. Ciekaw jestem czy oni potrafią pisać i mają swój alfabet, ponieważ w bibliotece z czymś takim się nie spotkałem a jedynie jakieś znaki i rysunki. Korzystanie z magicznych kamieni trochę przypominało mi nasz system, tylko, że tutaj wszystko zostało nagrane.

Ethen
Jak moja piękna zgodziła się na krótki spacer pod krzaczek uśmiechnąłem się przepięknie i wyszedłem z zamku. Zaraz i ona podążyła za mną, ona jednak zaczęła biegnąć. Warknąłem niechętnie. Podejrzewałem, iż moja kolejna, szybsza przygoda z grawitacją może skończyć się tragicznie; wyrzuconą kolacją i mną poobijanym. Żeby jednak nie zostawiać z tyłu przyśpieszyłem kroku. Gdy dotarłem do zarośli kręciło mi się we łbie i próbowałem nie otwierać pyska, by coś z niego się nie wylało. Westchnąłem lekko bo poczułem się nagle znużony, jednak uśmiech na pysk przywróciła mi wadera stojąca przede mną i odsłaniając swe cudowne części. Wskoczyłem na nią wesoło, co nie było łatwe. Po paru chwilach, gdy byliśmy już tuż-tuż poczułem pod sobą gorąc a potem ból, co byłem Pewien, nie było skutkiem ogólnego przedstawienia. Zeskoczyłem z niej, trochę podirytowany, że coś nam przeszkodziło i spojrzałem na nią. O! Tego się nie spodziewałem. Otóż... Zapaliła się. Żywym ogniem. Zaraz jednak uspokoiła się i to wtedy uśmiechnąłem się do niej filuternie.
- Niezłe efekty - powiedziałem.

Foxy
Już prawie, chwilkę, momencik i basior wszystko zepsuł. Ehh, co za żenada! W prawdzie jestem trochę pod wpływem i nie kontroluję swojego żywiołu jak należy, ale to chyba nie jest powód by przerywać w takim momencie, prawda? Chyba jednak wolę mojego czarnego kryminalistę, oh... dawno się nie widzieliśmy. Muszę nad tym pomyśleć i w najlepszym przypadku, wykorzystać okazję do dobrej zabawy. Kto wie, może znowu będą jakieś łańcuchy? Uuu, byłoby tak nie grzecznie!
- Już tak mam. - uśmiechnęłam się do szarego zalotnie. Może i nie jest najwyższy, ognia też nie kontroluje, ale jak już zaczęliśmy to skończmy to. Nic nie może się zmarnować! Tylko, brakuje mi tu czegoś. Rozkręćmy się!
Zbliżyłam pysk do jego szyi i zaczęłam się delikatnie ocierać, wywołując u niego lekkie dreszcze. A kiedy prawie stracił orientację w sytuacji, chwyciłam kłami tą szarą kupkę futra i rzuciłam o ziemię. Oczywiście nie przypominało to ani trochę szarpania pluszaka, ale byliśmy pijani. Ja się skupiłam wystarczająco, by osiągnąć swój cel, a on, cóż... troszkę odleciał, a to go pobudziło. Warknęłam, rozkazując mu pozostanie w miejscu, po czym podeszłam do leżącego na plecach basiora. Nadepnęłam mu na ogon, a kiedy chciał się podnieść ponownie pokazałam mu jego miejsce. Schyliłam się i wysunęłam język, cały czas obserwując jego pysk...

Sarissa
Z ogromnym uśmiechem przysłuchiwałam się temu, co mówił Soovimatu. Widziałam w jego oczach szczery zachwyt i radość. Był to naprawdę miły i rozczulający niezmiernie widok. Nie trudno mi było sobie przypomnieć moje początki i mój zachwyt. W końcu dla mnie także było to nowością. W moim plemieniu również wszystko przekazywano słownie. Jeżeli już istniały jakieś zapiski to tylko w formie prostych obrazków, które przywoływać miały głównie skojarzenia, a nie cokolwiek faktycznie opisywać.
- Nie, nie mamy tu alfabetu. Wiedze czerpiemy z kamieni lub od innych wilków. Przeważnie wystarczy poprosić kogoś o naukę - wyjaśniłam.
Jakiś wilk podszedł do nas chwiejnym krokiem. Nie byłam pewna czy miał to w zamiarze, bo widać było, że na chwile przystanął zdezorientowany.
- Chyba... lepiej będzie jak się nieco odsuniemy - zaśmiałam się, cóż ten sok robił z wilkami...

Ash
W końcu Ash podniosła się i ruszyła w stronę Ikelosa. Przepychała się między wilkami, których nie wiedzieć czemu było jakby trzy razy więcej niż jej się wydawało, kiedy patrzyła z miejsca obserwatora. Nic dziwnego, no cóż, co jak co, ale to koronacja. Nie jakiś balik na cześć wygnania Glacies z krainy czy zwyczajne urodziny... To wydarzenie wpłynie na przyszłość. Ciekawe jakim Urian będzie cesarzem. Lepszym od ojca? Przecisnęłam się między dwoma wilkami, które warknęły obrażone. Na moim karku podniosło się futerko, ale ja zignorowałam innych. W mojej watasze koronacja wyglądała zupełnie inaczej. Po pierwsze nie było tam tak tłocznie, chociaż widziałam to jak za mgłą... Kiedy byłam malutka i dopiero miałam z 2 lata to nasz przywódca umarł, a posiadał jedynie córkę. Musiała zostać przywódczynią przez co wybuchła wielka kłótnia. Więcej nie pamiętałam, bo mama razem ze mną i bratem poszła do jaskini, żebyśmy nie musieli tego słuchać. Mama mi opowiadała, że watahę założył jej praprapra... I tyle ile nie policzysz pradziadek. Ale władzę oddał swojemu przyjacielowi z dzieciństwa, który należał do innej watahy. Watahy Ognia. Wtedy Woda i Ogień stworzyli sojusz, aż powstała z tego jedno, wielkie stado wilków. Z tego co wiem wybrany syn przywódcy w dniu koronacji wchodził do małego jeziora, które według wierzeń powstało z łez jednorożców. Kiedy jeden poprzestałam wierzyć w te brednie i uwierzyłam w Arcanusa, zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe, że jednorożce stworzyły jezioro. Moje oczy zamigotały wesołymi iskierkami. Odepchnęłam na ten moment rozmyślenia na bok i skupiłam się na drodze. W końcu doszłam do strażników.
- Yghym
- Co panienko? - spytał się czarny wilk, który stał po mojej prawej stronie. Mierzył mnie czujnym wzrokiem coś sobie mrucząc pod nosem.
- Chciałabym powiedzieć coś... Ikelosowi. Wiecie pewnie kto to
- Rozmawia z cesarzem
- Poczekaj chwilkę - wtrącił się drugi strażnik, łypiąc wzrokiem na drugiego. Można się było pomylić po ich wyglądzie, bo wyglądali niemalże identycznie. Jedynie ich oczy i głos - jeden maił zachrypnięty, a drugi bardziej piskliwy - pomagał ich rozróżnić. Stałam cały czas na swoim miejscu patrząc raz na jednego, a raz na drugiego strażnika. Przy okazji zastanawiałam się kiedy oni w ogóle mrugają, bo jak na nich patrzyłam to tego nie robili. Albo mrugali, kiedy ja nie patrzyłam... Pewnie byli mistrzami w nie mruganiu, a po takich zawodach biegli z rykiem do medyków, że ich oczy szczypią. Tak, tak, tak...
-O, cześć Ikelos - uśmiechnęłam się na widok szarego, po chwili pochylając się ku niemu i mówiąc teatralnym szeptem - To co z tą przygodą? Wiesz, mogę do ciebie iść już po tym całym... Baliku.

Ikelos
Spojrzałem na Ash a kiedy wspomniała o przygodzie, uśmiechnąłem się szeroko. Czyli jednak się gdzieś wybiera? Myślę, że to jej dobrze zrobi. Mimo iż lubiła wędrówki, znam ją na tyle by to stwierdzić. Ciągnie wilka do lasu, może to powiedzenie powinno być zmienione na zamek, ze względów, ze dużo tu wilków przychodzi, ale patrząc na Ash, nic się nie zmieniło.
- Oj czy ja wiem czy będziemy w stanie cokolwiek zrobić. - zaśmiałem się, biorąc pod uwagę to, że wypiłem trochę soku a to przecież nie koniec imprezy.
- Ale możesz zostać u mnie na noc, a jutro wszystko przygotujemy. - dodałem z uśmiechem i zaprosiłem białą waderę do tańca. Może i jest to typowa wadera, której prędzej do basiora niż do babskich zajęć, ale jednak... taniec to taniec i chyba mi nie odmówi, prawda?
Ten dzień przejdzie do historii, a ta noc zostanie zapamiętana przez wielu jako najlepsza impreza w całej krainie. Co jak co, nawet ja tak mogę stwierdzić, bowiem bawiłem się cudownie! Niech żyje król Urian! Niech żyje!

Aria
Cała koronacja przebiegła zgodnie z planem. Każdy bawił się dobrze, a ja postanowiłam nie wtrącać się w poczynania mojego potomstwa. Są już praktycznie dorośli, więc nie mogę im zabronić dobrej zabawy, choć... Arcanusie, zaopiekuj się nimi, niech nie wypiją za dużo soku Gokuune bo to im jeszcze zaszkodzi! Są jeszcze młodzi, więc do trunków mocnej głowy nie mają. Westchnęłam, chowając się w cieniu. Nie miałam humoru na zabawę, więc obserwowałam mieszkańców Arcanterry. Niech przynajmniej oni mają chwilę odpoczynku od pracy. Przeleciałam wzrokiem po zgromadzonych. Na środku sali tańczyło mnóstwo wilków, a większość z nich była upojona magicznym trunkiem. Sok Gokuune piłam od czasu do czasu w małych ilościach, ponieważ jakoś za bardzo mi on nie smakował. Aczkolwiek do wszystkiego da się przyzwyczaić, więc gdybym piła go na co dzień to zapewne dałoby się go przełknąć.
Zabawa trwała długo. Raz nawet wyszłam na parkiet, lecz tylko na krótką chwilę, gdyż mieszkańcy patrzyli na mnie z lekka zdziwieni, a to nie było komfortowe. Końcówkę przyjęcia spędziłam przy stole z poczęstunkiem. Co jak co, ale mój brzuch nigdy nie jest pełny!

Urian
Wreszcie udało mi się rozluźnić i przynajmniej odrobinę przestać myśleć. Może to ten cudowny soczek pomógł? Nie miałem pojęcia i nie chciałem go mieć. Chciałem chociaż na chwile przestać się martwić. Czas na rozmyślania będę miał jutro. Miałem nadzieję, ze właśnie jutro czegoś się dowiem. Może uda mi się porozmawiać z Zeconim...
Dość! - skarciłem się w myślach i dałem ponieść zabawie, która trwać miała niemal do świtu. Dziś był ważny dzień. Dzień, który sporo miał zmienić i być może dać wszystkim nadzieję an coś nowego. Dziś miało być dobrze...

środa, 22 lutego 2017

Leria - Cztery dusze

Mojego jedynego osiągnięcia w ciągu ostatniego tygodnia nie można nazwać niesamowitym. Cóż... Zawędrowałam do zamku, znowu, tylko tym razem poinformowałam się gdzie co jest, jakie stanowiska można zająć i dowiedziałam się, że niedługo odbędzie się koronacja. Wow. Nie mogę tego przegapić. Sama możliwość spotkania się z wilkiem wyższego stanu to już coś! Ta... U nas w wiosce nie było królów ani carów. Każdy zajmował się sobą, każdy brał tyle ile mu było potrzeba. Nie, nie. Nikt nikogo nie okradał. Wszystko braliśmy z natury. Jedyne wilki, które trzeba było mieć w poszanowaniu to byli rodzice, starszyzna i Kniaź. A tu? No proszę, od razu wielkie sale, przepych, podwładni i car! Ale wpadłam. Co więcej, wpadłam na druida! Niestety nie takiego jakiego dane było nam widywać w naszej wiosce. A może stety? Powiedział mi, że teraz, kiedy czasy są trudne i panuje bezkrólewie, on przejął, tymczasową oczywiście, funkcję "cara" i mentora, albowiem przyszły następca tronu nie jest jeszcze w pełni gotowy by sprawować władzę nad królestwem. Po tym spytałam się co się stało z ojcem szczeniąt, carem. Druid zamilkł wtedy na chwilę. I wtedy usłyszałam śmiech. Rozglądnęłam się po korytarzu. Chyba coś im tam wesoło. Myszy harcują, gdy kota w domu nie ma. Zwróciłam wzrok na druida. Wyglądał jakby nic nie usłyszał. A może tak się zamyślił? Śmierć cara to musiał być dla niego cios, tak samo jak dla każdego w tym królestwie. To byłem ja, usłyszałam. Podskoczyłam i zerknęłam na druida, który stał jakby nic. Z tą różnicą, że teraz pysk otwierał by coś powiedzieć.
- Nasz car został brutalnie zamordowany. - rzekł. Już wiem o co chodziło temu wilkowi wcześniej! Przyznał się do strasznego przestępstwa!
- Morderca musi być gdzieś blisko! Niech pan zwoła strażników! - zawołałam. A druid spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Dalej tylko stał. Warknęłam na niego. Chciałam zwrócić mu uwagę, ale przerwał mi wpół wyrazu.
- Sprawca został zabity niedługo potem. Mam sto procent pewności.
Zamarłam i zmarszczyłam pysk. O jej, masz jeszcze dużo do nauczenia, prawda? Tylko zrób to szybko, inaczej wpadniesz w kłopoty. W końcu rozpoznałam ten głos. Olethros. Wymamrotałam coś do druida i odeszłam szybkim krokiem, zamyśliwszy się, nie od razu zarejestrowałam, że idę prosto na jakiegoś wilka. Odbiłam się od jakiejś postaci i potrząsnęłam głową. Spojrzałam na wilczycę, wymamrotałam przeprosiny i przedstawiłam się. Waż słowa, to kolejny śmieć. Warknęłam na Olka, ale zaraz szepnęłam.
- Czyli kto? Z resztą zamknij się. - westchnęłam lekko i spojrzałam niepewnie na waderę przed sobą. Czy to zauważyła?

Lee
Wyszłam z sali lekcyjnej. Dzisiejszy temat... No cóż, nie okłamujmy się - był ohydny! Zapewne większość wader uczęszczających na lekcje tak go postrzegała, ale basiory dosłownie wyciągały języki. W tym przypadku nietrudno domyślić się jaki był temat lekcji. Otóż rozmawialiśmy o rozmnażaniu. Foxy nawet pokazywała nam zdjęcia, a raz zażartowała o praktyce. Brr. Nigdy więcej! Szłam zgarbiona przez zamkowe korytarze. Nie martwiłam się o to, iż na kogoś wpadnę, ponieważ poddani sami mi ustępowali. Niestety w jednym przypadku tak nie było i zderzyłam się z jakąś szarą waderą. Przewróciłam się, lecz niemalże od razu stanęłam na nogi i syknęłam na nią.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałam ostro - Nie wiesz, jak powinno się traktować księżniczkę? - dodałam.
Otrzepałam się z kurzu. Argh! Powinni zrobić odmienne stanowisko - sprzątaczki. O! I jeszcze każdy poddany bez porządnej pracy winien wypełniać obowiązek sprzątania zamku. To nauczyłoby wszystkich mieszkańców dbania o porządek, pomijając to, że sama za bardzo jakoś się nim nie przejmuję... Heh.

Leria
Spojrzałam z zaskoczeniem na waderę przed sobą. Oj.
- Najmocniej przepraszam! Nie chciałam urazić... twej... - zmieszałam się bardzo a do tego rozpraszał mnie nieustanny chichot. Och, tak bardzo brakowało mi słów. Potrząsnęłam lekko głową. - Jestem tu zupełnie nowa... Nie wiedziałam wcześniej... - nagle olśniło mnie. - że stoję przed taką osobowością! - Uśmiechnęłam się lekko. Nagle usłyszałam jakiś szept, więc żeby go usłyszeć musiałam maksymalnie się skupić. Zmarszczyłam się na ten bełkot, ale zaraz pochwyciłam parę słów a potem już resztę. ... Znajdź waderę o imieniu Evangeline the White. Evangeline...the White? Czy ten druid nie mówił wcześniej o tym przydomku? Zaraz, to przydomek rodziny królewskiej. Czyli ta wadera przede mną to the White. Aha. A jak ona ma na imię? A może to Evangeline? Nie...

Lee
Może to czas, aby skorzystać z przywilejów królewskich? Zabawa plebsem mogłaby być ciekawa... Spróbuję. Nic mi się nie stanie.
- Phi! Ukłoń się jak przystało na zwykłego mieszczanina - rozkazałam.
Hm... A może tak poznać tą najniższą warstwę społeczeństwa Arcanterry? Zapytam o problemy, troski, aby nie dawać przykładu złej wilczycy. Zanim wadera odpowiedziała, wtrąciłam się jej w słowo.
- Będę chciała z tobą porozmawiać, lecz gdzie indziej - oznajmiłam łagodniej - Ale pierw ukłon! - dodałam szybko.
Zauważyłam, że jeden ze strażników próbuje zareagować. Nie mogę na to pozwolić. Niech nie uważają, że sobie nie poradzę. Posłałam mu mrożące krew w żyłach spojrzenie, a ten zamiast powrócić na swoje miejsce, cofnął się jeszcze parę kroków dalej, uderzając w maluteńką kolumienkę, na której znajdował się czarno-czerwony wazon. W tej samej chwili zleciał na kamienną posadzkę, wydając głośny huk. Rozbił się na kilkadziesiąt kawałków.
- Sprzątnij to! - nakazałam.
Strażnik od razu zabrał się do zbierania pozostałości po wazonie, a ja odwróciłam się do wadery, pozwalając jej na mówienie.

Leria
Księżniczka the White jest wpieniona. To widać. Ale, ale. Czy to moja wina? Wytłumaczyłam jej, że jestem tu nowa i nic nie wiem. A teraz chce bym się ukłoniła. To naturalne, nie? Kłaniać się przed księżniczką. Taki przepis. Tylko, że ja tego nie zrobiłam. Już znów chciałam przeprosić jak z tyłu usłyszałam trzask jakby coś się rozbiło i spojrzałam za siebie. Pewien strażnik potknął się o kolumnę i rozbił wazon. Został zbesztany przez waderę przede mną i pośpieszył zbierać kawałki wazonu. Przestałam tedy zwracać nań uwagę i chrząknęłam albowiem księżna dalej wpatrywała się groźnie w strażnika. Gdy spojrzała na mnie ukłoniłam się i spytałam gdzie księżniczka raczy ze mną pomówić.

Lee
Okej, sytuacja opanowana. Niestety zaraz znowu coś musiało to popsuć, gdyż wadera zapytała się gdzie mamy porozmawiać. Argh! Co za tępa zdzir... przepraszam, 'mądra inaczej' wilczyca?! To chyba oczywiste! Nie będę jej zapraszać do królewskiej komnaty, ponieważ taki plebs nie powinien nawet widzieć drzwi od tego pomieszczenia. Zapewne zaraz ukradłaby jakąś złotą podobiznę mojego ojca czy matki... Niby takie drobne, niepotrzebne rzeczy, ale jakby mieszkańcy Arcanterry się o tym dowiedzieli to mogliby urządzić bunt. Kto wie co takim cebulakom przyjdzie do głowy?
- Oczywiście, że w twojej komnacie - odpowiedziałam beznamiętnie - Niby gdzież indziej?
Wadera wyglądała na z lekka zakłopotaną. Oh! Przypomniałam sobie o czymś ważnym! Przecież nie będę się do niej ciągle zwracać 'ty', racja?
- O! I jak ci na imię? - dodałam szybko.
Niech nie uważają, że arystokracja jest niewychowana - wręcz przeciwnie! Niech widzą, iż jesteśmy bardziej kulturalniejsi od plebsu.

Leria
W mojej komnacie? Myślałam raczej, że księżniczka wolałaby porozmawiać w bibliotece czy coś. Spuściłam wzrok zakłopotana. Muszę jej powiedzieć, że nie mieszkam w komnacie. Problem w tym jak to przyjmie. Ona nie jest zbyt miła... Westchnęłam lekko. A może każdy wilk, który tu wchodzi ma zarezerwowaną dla siebie komnatę? Wtedy problem byłby rozwiązany. Coś bym tam strażnikowi nagadała i by nas zaprowadził. Pfff... Marzenia. A może księżniczka zgodzi się gdzieś indziej pomówić? Ugh... Zaprowadź ją do Glacies to złożymy sobie ofiarę., zaproponował Olethros. Pf... Przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się. Pomijając tą część z ofiarą to nie mogę sobie nawet wyobrazić by taka pannica jak ta pani przede mną, by chciała wyściubić choć nos za próg zamku, nie mówiąc już o kilometrach do przejścia z zamku do Glacies.
- Księżna nie będzie tyle chodzić przecież. Zwariowałeś? - zachichotałam.
Po sekundzie przybrałam bardzo poważny wyraz pyska, jak mi się zdawało i pominęłam część o kwaterze mieszkalnej zamku, zdradzając waderze moje imię.
- Nazywam się Leria von Vero - ukłoniłam się nie zgrabnie - A ty, pani? - spytałam się. Naraz zrobiło mi się gorąco. Jak teraz powie, że mam prowadzić ją do mojej komnaty to wykopyrtnę.

Lee
Nie no! Zaraz zacznę wrzeć! Jak można nie znać imienia księżniczki? I to tej najważniejszej?! Argh! Tupnęłam łapą na znak tego, iż wadera mnie wkurzyła. Miałam dość takiego zachowania... Istny plebs. Kto w ogóle ją wpuścił do zamku? Obawiam się, że z jej głupotą raczej nie odbędę żadnej normalnej rozmowy o warunkach wieśniaków. Phi! Uświadomiłam sobie nawet, iż nie warto zawracać sobie głowy ich problemami. Jeżeli każdy jest tak samo tępy, to niech ten bożek Arcanus ma ich w opiece.
- Lee the White - odmruknęłam - Skandalem jest to, że nie znasz mojego imienia, choć... Dobrze, wybaczę ci. Moje rodzeństwo jest do mnie podobne, choć powinnaś wiedzieć, kto jest tym najukochańszym oraz najlepszym dzieckiem carycy - dodałam.
Zauważyłam, że parę mieszkańców zamku przyglądało się mym poczynaniom. Skinęłam porozumiewawczo do jednego ze strażników, a ten począł odganiać mieszczan jak szczenię ptaki. Zrobiłam jeden krok w przód tak, aby być bliżej mojej towarzyszki.
- Myślę, że już koniec przedstawiania się. Pokaż mi to jakie mniej ważniejsze wilki mają komnaty. Heh, jeżeli będzie na prawdę beznadziejna to mogę polecić matce, aby wstawiła tam jakąś złotą podobiznę ojca... Chociaż lepiej nie. Prędzej wymienisz to na coś innego niż powiesisz na ścianie, ażeby to oddać hołd niedawno zmarłemu władcy.Właściwie to już sama nie wiedziałam po co mam iść do tej jej komnaty. Hm... Może po prostu nudziło mi się i miałam ochotę ponabijać się z kogoś? To bardzo prawdopodobne.

Leria
Lee... Czy to nie jest męskie imię? A zresztą skąd mam wiedzieć zagraniczne to i dziwaczne. Ale widać, że ta Lee ma ogromną władze. Każdy wilk na skinienie jej łapy się stawia a i na pewno niejeden by się podpalił, gdyby miała taką zachciankę. Ojej. No dobra. Stoję przed wielką osobistością, która mnie ma w rzyci, prawie. Nadal chce pójść do tej swojej-mojej wyimaginowanej komnaty. Co ja jej powiem? A gdybym tak postawiła taką figurkę w lesie? No... Nie jej ojca, tylko Kupały albo Jessego. Albo Łady... Jak tam u nas, Poza wyspą było. Trochę mi tęskno. Ale cóż, czas wrócić do żywych i coś odpowiedzieć tej Lee. Tylko, że potem ona w ogóle nie będzie mnie chciała znać! I tyle z tych marzeń. Na razie tylko ukłoniłam się szybko i mruknęłam przeprosiny. Jak mam jej imię znać jak tu dopiero w Zamku drugi dzień jestem!
- Mieszkam w Lesie - wystrzeliłam jak tamci magowie swoimi żywiołami, by się nie zająknąć.

Lee
Parsknęłam śmiechem. Las?... Tam się mieszkało kilka wieków temu! Teraz wilki mają wygodniejszą lokalizację do mieszkania. Usłyszałam cichy chichot pobliskiego strażnika. Huh, pierwszy raz słyszę, ażeby to oni się śmiali. No cóż... To tylko potwierdza idiotyczność sytuacji, w której znajduje się Leria. Szara wadera lekko się skuliła. Wyglądała na zawstydzoną. Uśmiechnęłam się do niej szyderczo.
- Och! Ależ to nic złego, że mieszkasz w lesie - zadrwiłam - Aczkolwiek jeżeli chcesz być uważana za kogoś minimalnie ważniejszego od plebsu to radziłabym ci wykorzystać to, że jesteś teraz w zamku obok mnie. Mogę ci przydzielić komnatę. Uwierz, że tutaj jest o wiele lepiej. Nie musisz kontynuować tradycji swych przodków i mieszkać w ubóstwie - wytłumaczyłam.
Uniosłam lekko głowę. Niech wie, że oferuję jej dużo. Otrzymanie od księżniczki jakiegoś podarunku to jak... Um... Jak dar od Arcanusa dla kogoś pobożnego! Ma mi dziękować - a najlepiej jeszcze lizać po łapach.
- Chodź, pokażę ci dostępne komnaty dla wilka, który jest w najniższej warstwie społecznej - powiedziałam dosyć poważnie.
W pewnym sensie sama z siebie byłam dumna. Wypełniałam obowiązki cesarza. Hm, a może jak się postaram to stanę się cesarzową? To byłoby interesujące, choć jakoś mi na tym nie zależy. Zawsze, gdy Urian oraz Zeconi wracają z nauk od druida, wydają się być znudzeni tą wiedzą. Jeżeli oni się tam męczą, to ja z pewnością nie mam na to ochoty!

Leria
Oj, co za wstyd. Nawet strażnik się zaśmiał. Oj, Łado, czy to tutaj taki wstyd mieszkać w lesie? To takie dziwne. Nikogo w poszanowaniu nie mają! Co rusz ktoś ma inne zdanie to pewnie stryczka już na niego gotują! Co to za świat?!
Dobra, spokojnie... Może zagram w tą grę? Pocałuję jej łapki za to, że ona taka miła i daję mi schronienie, dach nad głową. Oj, no, ale jak mam mieszkać w tych przeogromnych, zimnych murach? Nie rozumiem... A wiesz, że mamy tu Wioskę dla plebsu? Idealnie się nadajesz, wezmą cię z otwartymi ramionami, od razu. Oj, tak! Mówi ten co w krainie zimnicy się przed światem chował! Do niego to raczej pasuje! Aj, aż zamieszkam w tej komnacie, tylko by Olkowi na złość zrobić!
Zaraz powróciłam do żywych i zauważyłam, że dałam po sobie znać, że gniewnam. Ok, uspokoić się, ukłonić, pocałować łapki, podziękować i... przyjąć ofertę. Potem pójść do komnaty i porozmawiać z księżną. Da się zrobić.
- Dziękuję wam niepomiernie, księżno, takiego zaszczytu nie zdolnam zignorować! - powiedziałam. Ukłoniłam się głęboko, pilnując równowagi i zgłosiłam swą gotowość do wprowadzenia się do Zamku. "Ha, ha, i co powiesz, Olek, ten plebs, właśnie wprowadził się do Zamku", mruknęłam tryumfalnie. Żaden to zaszczyt., usłyszałam. Trochę mnie to wkurzyło, ale zdecydowałam się go zignorować. Mam nadzieję, że tego nie pożałuję, wiem do czego on zdolny.

Lee
No, śmieć zadowolony, to teraz można odpocząć. Niech wiedzą, jaka to ich księżniczka Lee jest dobra! Wiedząc, że Leria wyglądała na zadowoloną, chyba nie potrzebowałam rozmowy. Phi! Co ja sobie w ogóle myślałam? Że tak o pójdę do jej nowego burdelu? Zlecę do strażnikom. Będą mi wdzięczni, iż dałam im okazję bycia sam na sam z... No cóż... Przeciętnie piękną waderą. Nie mogłam o niej powiedzieć, że jest brzydka. Miała w sobie pewien urok. Gdyby nie jej aktualny stan społeczny, to z pierwszego rzutu oka można by było wywnioskować, iż to wilczyca zajmująca miejsce w górnej hierarchii. Spojrzałam na ochroniarza stojącego po mojej prawej stronie.
- Zaprowadź ją do jakiejś wolnej komnaty. Wybierz tą trochę lepszą, lecz nie najlepszą. Ktoś taki nie zasługuje na mieszkanie górnych lotów - oznajmiłam spokojnie.
Basior skinął głową, po czym rzekł do Leri aby ta podążała za nim. Odetchnęłam z ulgą. Uff! Nawet takie drobne usługi potrafią wilka zmęczyć. Nie wyobrażałabym siebie na stanowisku cesarza. Choć kto wie - może pod wpływem stresu udałoby mi się wszystko załatwiać zgodnie z oczekiwaniami poddanych?
Nowsze Starsze Home