Pogodziłem się z bratem i w sumie to dobrze. Przestało mi zależeć na
władzy już dawno, no dobra... żartuję, przecież jestem generałem,
prawda? To zdecydowanie lepsze niżeli siedzenie na dupie i rozkazywanie
innym, czym właśnie się zajmuje Urianek. Najgorsze jednak w tym
wszystkim jest to, że odesłał Viviann z kwitkiem. Nie dobrze. Ona
załatwiłaby wiele problemów, chociażby to, że w końcu kogoś by miał, a
tak to nadal ciota bez wadery. Ehh, czy to na pewno syn Red Rose?
Zaczynam w to wątpić. On to prędzej mi przypomina wujka Ikelosa, niżeli
ojca.
Właśnie zamierzałem udać się do koszar, by następnie z resztą
ekipy odbyć kilkutygodniowy trening na Anguntur, jednak coś mnie
zatrzymało. Dokładniej, ktoś, ona. Biała wadera, której imię jest mi
doskonale znane. Zawsze się cieszy na mój widok, mimo iż częściej
przesiaduję z dala od zamczyska. Tęskni i kocha, przynajmniej tak to
wygląda. Mi to w sumie dość obojętne.
- Cześć Shae, właśnie idę do siebie. Coś chcesz? - zapytałem, patrząc przed siebie, gdyż wadera postanowiła się przytulić.
- Tęsknię za tobą. Nigdy cię nie ma. - oznajmiła, wlepiając we mnie te swoje wielkie, błękitne oczyska w których widziałem coś, czego chyba wolałbym nie widzieć.
- Jestem generałem. - westchnąłem i skierowywałem wzrok ku niebu.
- Wiem, ale kiedy spędzimy trochę czasu razem?
- zapytała, wyrażając przy tym ogromny smutek. Nie, że coś, ale to
całkiem podniecające. Nie wiedzieć czemu, uwielbiam takie zachowanie,
ale w sumie to chyba nic poza tym.
- Obiecuję, że niedługo. - rzuciłem na odczepnego, bo niby co mam powiedzieć jak ona tu mi takie oczka robi? Ah, te słabości.
- Kocham Cię! Dbaj o siebie. - przytuliła się ponownie, po czym polizała mnie po pysku i w końcu wypuściła. Mogłem odejść i mieć spokój.
Zmierzając
ku budowli wojska, nie mogłem przestać myśleć o jednym. O niej. Nie,
nie była to Shae, którą można powiedzieć, że mam na sznurku, ale Viviann.
Czy ja tęsknię? Nie, to nie możliwe, to przecież tylko zwykła wadera,
taka jak każde inne. Czym ja się więc przejmuję? No właśnie nie wiem i
to jest ten problem. Przeszkadza mi, bardzo. Dręczy i niszczy poczucie
humoru, bo przecież muszę wiedzieć co ona robi. Normalnie niezbędne do
życia informacje. Ehh, co jest z tobą Zeconi! Wszystko gra!
Otrzepałem
się i postanowiłem biec, nie dość, że będę szybciej to i przestanę
chociaż na chwilę myśleć o tych głupotach. Wiadomo, że będąc w koszarach
zajmę się tym czym mam się zająć, więc nie będzie dla niej ani troszkę
miejsca. To jest jakiś plan!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz