Słyszałem dużo o Glacies. W bibliotece, w holu, w Pulchram, w spiżarni, w wiosce... Wszędzie gdzie są wilki słyszałem te słowa: "ponure, niebezpieczne, śnieg, wichury", dlatego chcę się tam wybrać. Spodoba mi się tam. I może, kto wie, jak nikt tam się nie zapuszcza, będę robił tam własne rzeczy. Dla bogów. Trzeba o nich dbać. Jak nie tam to gdzie? Ach no tak. Później wrócę również na okryte mroczną sławą Anguntur. Stamtąd zresztą przyszedłem.
Po paru minutach już dotarłem. Owiał mnie niespokojny, zimny wiatr i powitał mnie szczypiący śnieg. Powietrze jest tu bardzo mroźne, prawie nie da się oddychać. Uśmiechnąłem się. To tu jest dobre miejsce. Słysząc tylko pędzący wiatr i śnieg trzeszczący pod moimi łapami brnąłem dalej. Po chwili widoczność się drastycznie zmieniła. Wiatr przybrał na sile a śnieg padał gęściej i już zaczął mnie zasypywać. Wpadłem. Zamieć. Po chwili, gdy wiatr wbijał swoje pięści w moje ciało udało mi się utworzyć powietrzną kulę naokoło siebie, na tyle silną bym doczołgał się do wystającej skałki. W jednej sekundzie pomyślałem żartobliwie o skończeniu żywota a w następnej już leżałem pod skałką. Na tyle wystarczyło mi siły. Kula opadła, zamknąłem oczy i czekałem. Nie minęła minuta a zamieć przeszła. Wyczołgałem się spod skałki, otrzepałem się ze śniegu, uśmiechnąłem się lekko i udałem się w drogę powrotną do zamku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz