Trwające wątki
Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)
Blog oficjalnie nieczynny ;)
piątek, 23 września 2016
Gavroche - Quest#2
Na miękkich łapach przedzierałem się przez Las, trzęsąc się co chwila i pociągając nosem. Trudno mi było się skupić i powstrzymać łzy, ponieważ szedłem teraz do miejsca szczególnego. To znaczy tam, gdzie pochowałem moją siostrę. Nie wiem, czemu tam idę. Niepokój, smutek, poczucie winy, samotność? Eh... To miejsce całkiem piękne, tuż na obrzeżach lasu, gdzie drzew jest mało, toteż słońce bez problemu przedziera się przez korony drzew, zwłaszcza, że w większości to chudziutkie brzozy. Teraz jednak jesień opanowała zagajnik, zimno tu i strasznie szarawo, drzewa gubią liście, a te gniją na ziemi, trawa straciła już dawno soczysty kolor. Świetnie oddaje mój dzisiejszy nastrój. Z cichym westchnieniem na ustach stanąłem nad miejscem pochówku. Staram się o nie często dbać, układam tam kwiaty, pachnące gałęzie świerków... Ale to nieważne, bo nie będzie tu mieszkać zawsze. Ja jej nie pozwolę... Pogrążałem się coraz bardziej w ponurej zadumie, kiedy tu nagle jakiś dźwięk, czyjeś kroki przykuły moją uwagę. Odwróciłem się i ujrzałem samicę jelenia w oddali. Krążyła po lasku, nie zdając sobie sprawy z mojej obecności. A ja na sam jej widok wpadłem w gniew. Tak właśnie, Meruna zginęła pod kopytami stada tych zwierząt. I chociaż ta łania nie była niczemu winna, musiałem chyba gdzieś u kierować mój gniew i dać mu choć trochę upustu. Zakradłem się więc nieco bliżej, wziąłem głęboki oddech, skupiłem się na mojej wściekłości i użyłem całej swojej siły, by wywołać grad kamieni i ziemistych kul. Wyrywały się one z podłoża i leciały z każdej strony łani tak, że została otoczona. Ziemia i błoto zaklejały jej oczy, nozdrza i gardło, ostre kamienie raniły ciało, a ja dyszałem z wysiłku, ale zaparłem się i nie przestałem, póki nie padła martwa. Podszedłem bliżej z triumfem na pysku. Chociaż byłem nieco głodny, nie ruszyłem jej mięsa, spojrzałem tylko na truchło z pogardą i zmęczony wróciłem do domu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz