Ostatnio zaczęłam myśleć na temat mojej przyszłości. Osiadłam się w końcu gdzieś na stałe, mam dom, mam fajną komnatę, kogoś do rozmowy i tak dalej, ale stwierdziłam, że brakuje mi pracy. To znaczy ten, nie to, że mam za dużo wolnego czasu i chcę spędzić resztę życia dzień w dzień zarzynając się w jakieś nudnej robocie, której i tak nie będę lubić, raczej chodzi o to, że w natrafiłam ostatnio na ciekawą informację. Rozmawiając po trochu z tubylcami jakoś dowiedziałam się, że teraz w królestwie potrzebują komików - kogoś, kto będzie organizował im zabawy. A kto zna się na zabawie lepiej niż ja? Pewnie nikt, ale i tak trzeba będzie się sprawdzić swoje umiejętności w praktyce, zanim poproszę o robotę. Pewnym krokiem wyszłam więc z zamku, a na zewnątrz zaczęłam wypatrywać swojej ofiary... W przy zamkowych ogrodach siedziała jakaś dusza. Ze zwieszoną głową wpatrywała się ona w grządki kwiatów, wysoce zamyślona. Pomyślałam, że jeśli uda mi się nakłonić tego sztywniaka do zabawy, to znak, że się nadaję. Sprężystym krokiem popędziłam na przód, a potem głośno wykrzyknęłam:
- Goń mnie! - i odskoczyłam, gotowa do ucieczki
Smutas podniósł na chwilę łeb i spojrzał na mnie ze zdziwieniem
- Goń mnie! - powtórzyłam głośno
- Dlaczego? - zapytał krótko
- To taka zabawa: w ganianego!
Wilk mruknął coś pogardliwie. Widać było, że nie interesuje go coś takiego - on przecież poważny, dorosły chłop! Ale ja tak łatwo nie odpuszczę. Podniosłam wysoko głowę i ruszyłam przed siebie, niby, że postanowiłam dać wilkowi spokój i wracam do domu, a tak naprawdę zrobiłam kółko i zaszłam sztywniaka od tyłu. A wtedy skoczyłam i ugryzłam go z lekka w ogon! Potargałam trochę kitą, a jej właściciel podskoczył na miejscu, a ja zrobiłam unik i uciekłam przed jego zębiskami, kiedy próbował się zrewanżować. Biegłam przez ogrody, robiąc dużo uników i zwrotów, a potem przeskoczyłam przez płot i wybiegłam na zielone łączki - a zdenerwowany wilk gnał za mną, by dać mi nauczkę. Po chwili jednak uspokoił się, jego twarz zmieniła wyraz i dysząc ze zmęczenia zaczął śmiać się nawet z mojego kawału - przecież go nie skrzywdziłam. I wtedy już naprawdę bawiliśmy się w berka, goniliśmy się i śmialiśmy przez długi czas, aż w końcu wyczerpani padliśmy na zieloną, miękką trawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz