Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Ikelos - Sekret księgi

Nie mogłem zasnąć, któryś dzień z kolei. Ciągle szukałem odpowiedzi na moje pytanie. Co jest zapisane w tej księdze? Nie wiedziałem. Nikt nie wiedział. Ten język został już dawno zapomniany a ze starych kamieni niczego się nie dało dowiedzieć. Fioletowa postać jedynie mówiła coś, czego nie dało się zrozumieć.
Nowy dzień już wstawał i powitał mnie cudownym pomarańczowym światłem. Wschód słońca już, a ja nie spałem. Nie tracąc czasu, zerwałem się na równe nogi i udałem się do biblioteki. Tam musi coś być! Po prostu musi.
Wszystkie wilki jeszcze spały, pustka w wiosce. Dotarłem na miejsce i wszedłem do środka. Oh, jak ja uwielbiam ten zapach. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech, mówiąc do siebie w myślach, "To będzie długi dzień".
Wszedłem między regały z dowodzeniem i dyplomacją. Idąc dalej prosto znajdowały się regały z historią. Było tam wiele kamieni na temat władców, w tym mojego ojca. W końcu natknąłem się na coś interesującego, co miało związek z tajemniczym fioletowym kamieniem.
W czasach panowania Hypnosa wilki używały tych samych kamieni co my obecnie a to co znaleźliśmy z Arią, to kamień spisany jeszcze wcześniej. Przed panowaniem Aeternusa i kilku innych avatarów. Jednak tu trop się urywa, jest to najstarszy kamień, który znalazłem. Może duchy by coś wiedziały? Muszę znaleźć szamana!
Wybiegłem z biblioteki i udałem się do zamku, wpadając po drodze na tego czarnego basiora.

Olethros
Wyszedłem z mojej komnaty z torbą pełną rzeczy potrzebnych mi do... pewnych działań. Skierowałem się ku wyjściu. Przechodząc przez drzwi oślepiło mnie słońce, które dzisiaj tak mocno świeciło. Przystanąłem na chwilę a przyzwyczaiwszy się ruszyłem dalej za bramę. Skierowałem się do Glacies i szedłem szybkim krokiem gdy ktoś na mnie wpadł. Nie za bardzo się tym przejmując warknąłem coś w stylu "Uważaj" i poszedłbym dalej gdybym nie zauważył, że postać przede mną to pan Ikelos. Westchnąłem ciężko, żeby się trochę uspokoić. W końcu go wcześniej nie zabiłem a tak chciałem... Chcę.

Ikelos
Spojrzałem na niego i byłem przygotowany do samoobrony. Nie rozumiałem tego wilka. Dlaczego żyje w Arcanterze i atakuje jej mieszkańców? Chyba pójdę z tym do mojego brata. Zrobi porządek, bo tak być nie może. Nasi mieszkańcy zaczną ginąć w dziwnych okolicznościach i to na pewno będzie wina tego psychopaty. Gdybym wpadł na kogoś innego to oczywiście bym przeprosił, jednak w tym przypadku jest to zbędne.
- Szukam szamana. - warknąłem, nie wiedzieć czemu, po czym odwróciłem się i zamierzałem odejść. Mimo wszystko, skierowałem moje uszy ku niemu, będę słyszeć jego ruchy a jako władca powietrza, czuć także.

Olethros
Ikelos napiął wyraźnie mięśnie. Był przygotowany. Jak słodko. Ale ja na razie nie zamierzałem go atakować. W międzyczasie wilk warknął coś o poszukiwaniu szamana i odwrócił się do mnie plecami. Pff... Cóż za nietakt. Ja tu nim jestem i jest na mnie zdany tak i jak na niego. Stworzyłem więc przed nim lekką ścianę powietrzną. Taką samą jak raz przed Cesarzem. Wilk się zatrzymał a ja do niego podszedłem.
- Ja tu jestem szamanem - stwierdziłem czekając na jego reakcję.

Ikelos 
Czułem jak basior mnie zatrzymuje. Co jak co, ja nie jestem głupi. Znam te sztuczki i wiadome było to, że używa swojej magii. Cóż, lepsze to niż magowie ziemi. Tamci się nie bawią, kamienny mur to jednak coś poważniejszego. Słysząc jego słowa, westchnąłem, po czym odwróciłem się do niego.
- Ale chyba nie jedynym. - powiedziałem oschle. Nie poznaję się, nigdy nie zachowywałem się w taki sposób. Cóż, to jego negatywna energia jest temu winna. Cały czas patrzyłem na niego ze złością. Dobrze pamiętam co chciał mi zrobić i tego nie zapomnę, zwłaszcza, że byłem dla niego miły.

Olethros
Chyba nie jedynym. No rzeczywiście.
Ikelos był oschły; jakby to nie był on. Ale może wydoroślał. Spojrzałem na niego.
- Ale pewnie najlepszym.
Uśmiechnąłem się mimowolnie i dalej stałem obok niego oczekując, że jednak ze mną pójdzie. Gdybyśmy dotarli do Miejsca... Chyba i tak bym go nie zaatakował. Przyszedł do mnie w końcu z jakąś prośbą i mam to zasrane stanowisko, muszę coś robić dla nich... To, powiedzmy, mój obowiązek.

Ikelos
Spojrzałem na niego, dokładnie, z góry na dół, po czym przymrużyłem oczy. Nie sądzę by wiedział coś o księdze i języku pradawnych, jednak jeśli jest najlepszym szamanem, to tylko on mógłby mi pomóc. Niestety, ale artefaktów nie mogę ze sobą zabrać. Trochę się rozniosło o tym, że znaleźliśmy z Arią kamień i kazali zabrać te przedmioty do zamku. Zrobili sobie z tego wystawę, za szkłem. Pewnie Olethros nawet nie był w bibliotece i nic nie wie. To nawet by mnie nie zdziwiło.
- Ostatnio znaleziono księgę i kamień. Potrzebuję spytać duchów czy coś o tym wiedzą. - oznajmiłem, nie oczekując że będzie w stanie aż tak bardzo cofnąć się w czasie. Zresztą, nie jestem szamanem, nie wiem.

Olethros
Basior zlustrował mnie wzrokiem jakby mi nie wierzył. No cóż... W końcu się przekona, że to co mówię to najświętsza prawda. W końcu jestem synem boga.
... Książka i kamień, ha? Ale dziwy, kamień znaleźli w bibliotece. Jednak jak te przedmioty mają być tak "tajemnicze" to ja też chętnie bym się czegoś o tym dowiedział. No i mam pomysł. Zaproponuję mu spotkanie wieczorem przed terenami Glacies. W tym czasie pójdę do biblioteki i zobaczę sobie ten cały tajemniczy bajzel. Będę miał więcej danych na temat kogo przysłać et cetera.
- Proponuję, żebyśmy spotkali się o Zmierzchu przy północnej granicy Glacies. W międzyczasie pójdę do biblioteki i pozbieram trochę informacji.

Ikelos
Spojrzałem na niego i byłem w szoku. Nie wiedziałem czy mam się na to zgodzić, czy czasem nie planuje mnie zabić na miejscu. To jest bardzo prawdopodobne, jednak chyba zaryzykuję. W razie czego, obronię się przed jego atakiem i ucieknę. Nie chcę walczyć, po co?
- Dobrze. - odparłem obojętnie, przyglądając się mu uważnie. Gdyby zrobił jakiś gest to wiedziałbym jakie ma zamiary.
- Do potem. - rzuciłem na odchodne i udałem się do wioski, gdzie spędzę trochę czasu w bibliotece.
Po drodze rozmyślałem i stwierdziłem, że to stanowisko nawet do niego pasuje. Zmarli, duchy i inne dziwne rzeczy, które przystają takim ponurym osobnikom. Oznacza to też tyle, że nie wolno mu ufać... może być nieprzewidywalny czy opętany. Nigdy nie wiadomo.

Olethros
Widać było, że Ikelos był zdziwiony. Rzeczywiście. Spotkanie to pewnie dla niego niecodzienna propozycja... Jednak basior zgodził się i pożegnał się zmierzając do wioski. Odprowadzałem go chwilę wzrokiem nie wiem dlaczego. Gdy znikł mi z pola widzenia odczekałem jeszcze chwilę i powlokłem się z powrotem do zamku. Trochę zniweczył mi plany, ten durny kundel. Wszedłem do zimnej sieni Zamku i poszedłem zapamiętaną drogą do biblioteki. Gdy w niej się znalazłem pierwszym co rzuciło mi się w oczy to malowidła na ścianach. Nie zauważyłem ich wcześniej. Omijając gablotę z artefaktami podszedłem do fresków i przyjrzałem się nim. Zdecydowanie ze wszystkich obrazów uwiecznionych na ścianie ten z białym wilkiem był najokazalszy. Obok widniało parę kresek i kropek. Domyśliłem się, że to jakieś pismo jednak nie byłem w stanie tego odczytać a dopiero zrozumieć. Widząc, że dalej nic z malowidłami nic nie wskóram odwróciłem się i powolnym krokiem podszedłem do gabloty. Na księdze widniało parę kresek oraz kropek podobnych do tych na ścianie. A kamień? Kamień był fioletowy, nierówny i ostry. Nie lubię fioletu, ale ten kamień był o wiele ładniejszy niż te, które obecnie leżą na półkach. Odrzucając spojrzeniem tajemnicze obiekty podszedłem do strażników i spytałem się o nie i jak i gdzie zostały znalezione. Jedyna odpowiedź? "A co ty? Detektyw?" Westchnąłem i powstrzymując się by nie pociąć tego plebsu na kawałki odszedłem i spojrzałem na bibliotekę jako taką. Oprócz malowideł i gabloty nie było chyba nic więcej w niej ciekawego. Usiadłem na jednej z poduszek i zacząłem myśleć. Pomogłoby mi mieć jeden obiekt z tych rzeczy związanych z tymi czasami w trakcie obrządku. Wtedy jestem pewien, żeby się to udało. Innym w miarę dobrym rozwiązaniem było zostać w bibliotece na noc i wpaść w trans. Te wyjścia są wykluczone. Chociaż... Mógłbym zapisać pusty kamień informacjami na temat tamtej ery i wziąć go potem do jaskini. Żeby to zrobić potrzebowałbym świadków incydentu z kamieniem. Ponoć był on aktywowany. Jeśli dana osoba była w stanie przypomnieć sobie co było napisane albo coś tam na kamieniu to jeden problem byłby rozwiązany. Wpadłem z biblioteki i zwędziłem komuś magiczny pył. Nadchodził wieczór i byłem coraz bardziej przekonany, że to właśnie Ikelos wie najwięcej o tym kamieniu. Oczywiście mogłem się mylić... Zapadł zmierzch i postawiłem łapy na mokrym śniegu.

Ikelos
Wszedłem do biblioteki w wiosce i zacząłem się zastanawiać nad tym, od czego mam zacząć. Ostatnio trochę zrobili tutaj porządek i wynieśli wszystkie stare przedmioty, wstawiając na ich miejsce nowe. Mamy więc nowe kamienie, opisy a nawet drewniane stoliki i posłania. W prawdzie stoliki to zwykłe pnie drzew, więc się za bardzo do tego nie przyłożyli. Co do posłań, to nawet jestem zdziwiony, bowiem ofiarowali nam fioletowe poduszki z sali konferencyjnej oraz czerwone ze złotymi zdobieniami z zamkowej biblioteki. Hmm, skoro nasza biblioteka odziedziczyła starocie zamkowe, to jestem ciekaw jak u nich to wszystko wygląda.
Chodząc między regałami, nie natknąłem się na nic interesującego. Postanowiłem więc wyjść na zewnątrz i przejrzeć to wysypisko za biblioteką. Straż jeszcze nie posprzątała wszystkiego, więc mogę bez problemu się za to zabrać, a jak coś zniknie, to i tak nikt nie zauważy. Zresztą, wilki z wioski pozabierały dużo przedmiotów, takich jak stare stoliki i posłania. Wiadomo, nie jesteśmy wymagający, dlatego też nie prosimy się Red Rose'a o cokolwiek.
Przeglądając śmieci, natknąłem się na kilka zwojów napisanych w starym języku. Jeden z nich miał dokładnie taki sam napis co na księdze, więc postanowiłem go zabrać na spotkanie z Olethrosem. Poza tym wziąłem jeszcze kilka innych zwojów i dawno nie aktywnych kamieni, ale przynajmniej są zrobione w starym stylu.
Mając wszystko co uważałem za potrzebne, pobiegłem w umówione miejsce.

Olethros
Dotarłem na umówione miejsce. Ikelosa jeszcze nie było. To rzeczywiste. Zamek jest bliżej Glacies niż wioska. Zrobiłem parę kroków w tą, parę w tamtą aż w końcu usiadłem. Położyłem magiczny pył na ziemi przede mną i czekałem. Mam nadzieję, że Pan Szary Puszek będzie miał przy sobie kamień do zapisywania informacji. No i wygodnie by było gdyby wiedział parę rzeczy o tych artefaktach. W końcu z prawej zobaczyłem małą szarą plamkę, która się szybko powiększała. Gdy Ikelos zatrzymał się przede mną i spojrzał na mnie podejrzliwie wstałem.
- Masz magiczny kamień? - spytałem się od razu przechodząc do rzeczy. Zlustrowałem go z góry na dół i zobaczyłem, że zabrał jakieś notatki ze sobą.
- Oh... Masz coś lepszego. Pokaż - zakomenderowałem i spojrzałem na niego wyczekująco.
Uh... Trochę trudno zapomnieć, że kiedyś miało się go zabić.

Ikelos
Magiczny kamień? Nie przypominam sobie, żeby czarny basior o tym mówił, ale całe szczęście wziąłem jeden. Nie wiem jeszcze po co, ale był pod łapą, jak opuszczałem bibliotekę. Pusty, bo pusty, ale w sumie... może mi się kiedyś przyda. Hmm, może jak pominę pytanie na temat magicznego kamienia to odpuści? Nie mam pojęcia o jaki kamień mu chodzi... może ezoteryczny? Nie ważne.
Podałem basiorowi wszystkie przedmioty jakie udało mi się znaleźć i zabrać przy okazji. Było w tym kilka ziół, bo słyszałem, że one są potrzebne podczas ceremonii szamańskich. Czy to prawda? Zaraz zobaczymy.
- Niestety, ale nie rozumiem tego zapisu. - oznajmiłem, widząc jak basior przegląda moją torbę.

Olethros
Basior wyglądał na zdezorientowanego. No cóż. Nie moja wina, że nie zna się na własnym rzemiośle. Jednak spytałem się go o to czy kamień jest pusty a zaraz potem dodałem, że nie będzie nam już potrzebny. Właśnie znalazłem parę ziół i zapiski w tym dziwnym języku. Dobrze kombinował z tymi ziołami. Rzeczywiście będą mi potrzebne. Oczywiście parę było niepotrzebnych, ale miał też te potrzebne do wytworzenia ayahuasci. Wziąłem je i zapiski.
- Idziesz? Ostrzegam, będzie nudno dopóki się nie pojawi nam duch. I ty będziesz z nim rozmawiał, bo ja nie będę jeszcze w stanie. Bo wiesz...ten rytuał jest bolesny dla ducha jak i dla mnie. Po prostu nie zwracaj uwagi jak będę się rolował na podłodze i wydawał dziwne dźwięki i uspokajaj ducha. To ważne bo się nic nie dowiesz. - przekazałem mu informacje i skierowałem się ku białemu lasowi.

Ikelos
To co mi powiedział było przerażające. Mam tak po prostu nie przejmować się jego cierpieniem? Jak!? Nie wiem czy dam radę, jednak się postaram. W końcu wybrał zawód szamana z własnej woli. Skinąłem łbem i poszedłem za nim. Wilk zaprowadził do mnie do dziwnej jamy ukrytej w śniegu.
- Wiesz jak zrobić eliksir ayahuasci? - zapytał, nie patrząc na mnie.
- Teoretycznie wiem, jednak nie znam się na ziołach. - odparłem. Tak to dziwne, wiem czego potrzeba użyć, jak się to nazywa, jednak nie kojarzę jak to wygląda. Wszystkie zlecenia na zioła daję zielarzom i jakby jeden z nich mnie nie lubił, to zapewne coś by mi nie wyszło.
Weszliśmy do środka, gdzie czekały na nas dziwne przedmioty oraz te, które kojarzę z mojej pracowni. Czarny basior usiadł po czym rzucił mi pod łapy kilka roślin.
- To ci potrzebne, a resztą się zajmij. - oznajmił obojętnie.
Skinąłem tylko łbem na znak, że wiem o co mu chodzi i przystąpiłem do działania. Przepis był wyjątkowo prosty, bowiem wodę należało zagotować, potem wrzucić do niej wszystkie zioła i poczekać aż całość nabierze złotej barwy, ewentualnie żółtej. Zależy to od jaskra, który koniecznie musi być tego koloru. Czarny basior zaczął zapalać ognie, więc skorzystałem z tej okazji. Wziąłem jedno srebrne naczynie i nabrałem trochę śniegu. Za pomocą telekinezy unosiłem misę nad ogniem, by woda się zagotowała, potem poprosiłem czarnego basiora o garść listków Bodziszka, kiść owoców czarnego bzu, płatki z jednego kwiatu Jaskra i Glistnika. Na ziemi zauważyłem patyk, którego użyłem do mieszania wywaru. Po dłuższej chwili wszystko było gotowe.

Olethros
Zaprowadziłem go do mojej jamy po drodze pytając go czy wie jak zrobić eliksir. Powiedział, że tak, jednak nie zna się na ziołach. Cóż.. trzeba było zawczasu pohasać po lasach i się tego nauczyć. Z resztą nie ważne. Ja wiem jak one wyglądają i chyba to się liczy. Wprowadziłem go do Miejsca i zacząłem zapalać ognie. Basior wykorzystał to i podgrzał wodę na jednym z nich. Zaraz poprosił mnie o zioła, więc od razu je mu dałem. Potem usiadłem i czekaliśmy aż wywar nabierze złotej barwy. Po pięciu minutach był gotowy. Wziąłem zapiski w pradawnym języku i położyłem je w centrum jamy. Przydałoby się je zniszczyć. Byłby to taki dodatkowy narkotyk, jednak nie zrobiłem tego. Usiadłem obok artefaktów rzuciłem basiorowi spojrzenie pełne gotowości i wypiłem eliksir. Był słodki chociaż to tylko woda i zielenina. Glistnik dodał mu trochę goryczy. Westchnąłem ciężko bo zrobiło mi się niedobrze. Zdziwiłem się tym jak ten eliksir szybko działał. Zakręciło mi się w głowie i upadłem. Poczułem lekki ból w prawej łapie, którą położyłem na artefaktach. Otworzyłem szeroko oczy. Zdawało mi się, że jestem wysoko nad ziemią jednak coś dawało mi odczucie, że jestem głęboko pod nią. W niebieskiej cieczy, która lewitowała i wirowała jak powietrze dostrzegłem postać jakiegoś wilka. Usłyszałem krzyk. Wadery. Wydało mi się to dziwne jakbym wiedział kto to był i przed chwilą widział go jeszcze żywego. Nie dałem się zwieść i podążyłem ku niebieskiej "chmurze". Każdy krok bolał jakby ktoś wyrywał mi kończyny. Pół bólu zostało w zaświatach a te drugie pół pewnie usłyszał Ikelos. Nie wiem czemu, ale wydawało mi się zabawne, że on nic z tego nie widział. Zaraz skupiłem się jednak na zadaniu i wpatrzyłem się w chmurę. Jeden duch wędrował tam i z powrotem wyróżniając się od innych postaci. Wpatrywałem się w niego zaciekle aż on nie odwrócił głowy i nie spojrzał na mnie. Wychodź, ty zgrzybiały gadzie. Tak myśląc cały czas wpatrywałem się w ducha. Na jego pysku widać było niepokój nawet lekką złość, Jednak postąpił jeden krok ku mnie i zniknął. Uśmiechnąłem się z trudem. Udało się.

Ikelos
Podałem eliksir wilkowi a on od razu go wypił. Nie minęła chwila nim czarny upadł na ziemię i zaczął walczyć sam ze sobą. Czy może z kimś? Nie wiem, ale to było straszne. Wył, warczał i wił się po całej jamie. Nie wiedząc co robić, po prostu stanąłem gdzieś z boku i czekałem. Problem był w tym, że nie wiedziałem na co. Olethros nie wyjaśnił mi dokładnie co mam robić, tylko, że pojawi się duch. A on? Co się stanie z nim w tym czasie? Czemu on nie będzie mógł porozmawiać z duchem? W jaki sposób go on przywołuje? Nie rozumiałem nic, a nic.
Ku moim oczom ukazała się zdenerwowana biała postać, która przeraźliwie piszczała... upadłem na ziemię, zasłaniając uszy łapami. Nic to nie pomagało.
- Mabdazethecron maiomazetaubda! - warknęła istota. Spojrzałem na nią i westchnąłem. Nic z tego. Mówi to samo co postać z kamienia, niczego nie rozumiem. Co mam teraz robić? A jak coś się stanie? Zrobi mi krzywdę? Jak mam uspokajać coś, czego nie rozumiem.
- Jestem Ikelos. Szukam pomocy. - powiedziałem, mając nadzieję, że coś to zmieni.
- Bdayethesigcronbdazeomipaze! - krzyknął przeraźliwie, "atakując" mnie przy tym. Jednak zniknął, tak jakby wchodząc we mnie.
Rozejrzałem się... nic, ciemność. Spojrzałem na czarnego wilka, który znowu zaczął się wić po ziemi, a po chwili się obudził. Był bardzo zmęczony, ale musiałem mu oznajmić, że się nie udało. Boję się, że teraz będzie na mnie wściekły, ale wyjaśniłem, że duch mówił w tym samym języku co postać z kamienia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home