Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

niedziela, 3 lipca 2016

Aria - Ponowne spotkanie

Obudziłam się od razu po świcie w swojej małej, kamiennej chatce. Pojedyncze promienie słońca wpadały przez dziurę, która służyła jako wejście. Ziewnęłam i leniwie przeciągnęłam się. Usłyszałam donośne burknięcie. Tak, to był mój brzuch. Szybko wstałam i rozejrzałam się. Niestety nie widziałam już żadnych resztek.
- No trudno... Trzeba iść na polowanie. - westchnęłam i wywlokłam się z kamiennego pomieszczenia.
Na dworze panował lekki chłód. Nie był na tyle mocny, żeby mi przeszkodzić w polowaniu. Marszem udałam się do lasu. Węszyłam między drzewami. Nagle wyczułam zapach samotnej łani. Była dosyć młoda. Zapewne odłączyła się od stada i nie wie jak je znaleźć. Idealna okazja na śniadanie!
Bezszelestnie poruszałam się pomiędzy roślinami. Zbliżałam się do zwierzęcia. Niestety było ono dosyć daleko; tam, gdzie las graniczył z Glacies. Minęło parę minut, a ja już miałam samicę w polu widzenia. Powoli i cicho skradałam się do niej. Gdy byłam już wystarczająco blisko, to... Zza krzaków wyszedł czarny basior i tym samym wystraszył zwierzę. Zdenerwowałam się trochę, gdyż spłoszył mój posiłek. Podeszłam bliżej do samca.
- Wystraszyłeś moje śniadanie... - mruknęłam.
Niestety zawsze, gdy jestem głodna, robię się złośliwa. Lecz tym razem nie miałam zbytniej ochoty na konfrontację z kimś, kogo prawie w ogóle nie znam. Wilk przez chwilę mnie ignorował, ale po chwili spojrzał na mnie. Ja go cały czas bacznie obserwowałam. Wyczekiwałam jakiejś reakcji z jego strony.

Olethros
Wyszedłem właśnie z jaskini i kierowałem się ku Zamkowi, gdy coś głośno zaszeleściło w krzakach. Podbiegłem do nich będąc pewny, że to jakiś intruz. Jednak obok krzaków zmaterializowała się ta wadera. Aria. Była iście niezadowolona. Dlaczego? Odpowiedź dotarła do mnie szybko. Wystraszyłem jej śniadanie. Ojoj, ale mi przykro! Zignorowałem ją mając nadzieję, że sobie pójdzie. No bo, w końcu dopuściłem się skandalu i przy pierwszym naszym spotkaniu nie próbowałem złożyć jej w ofierze. Gdy tak stała w końcu zareagowałem i wzruszyłem ramionami. A właściwie jak mam już Miejsce na obrządki to czemu by jej tam nie zaprowadzić?
- Cześć, Aria. - uśmiechnąłem się lekko i udałem, że wstydzę się powiedzieć co następuje: - Może... Gdybyś mogła mi towarzyszyć pokazałbym ci Miejsce, w którym spędzam wolny czas?
Nie wiedziałem, że przejdzie mi to przez gardło tak łatwo. Z resztą... Co się nie robi dla Ojca, prawda?

Aria
Spojrzałam na niego dziwnie. Eh... Trochę tak niegrzecznie byłoby odmówić. Może po drodze spotkam jakąś padlinę? Mam na to wielką nadzieję.
- No dobrze. - odparłam głodna.
Basior odwrócił się w moją stronę ogonem i szybkim truchtem ruszył przed siebie. Ja biegłam zaraz za nim. Widać było po nim, iż się cieszy. Tylko z czego? Z tego, że może mi pokazać swoje ulubione miejsce? Nie wiem, czy to taki dobry powód do ekscytacji. Chcąc przerwać tą ciszę westchnęłam cicho i powiedziałam:
- Nie przedstawiłeś się wcześniej. Jak masz na imię? - zapytałam z ciekawością
W zasadzie było to trochę niegrzeczne z jego strony, że na początku tego nie zrobił. W każdym bądź razie oczekiwałam na odpowiedź czarnego samca.

Olethros
Udało się. Myślałem, że nie pójdzie tak łatwo, ale wadera jednak zdecydowała się pójść za mną. Ucieszyłem się bardzo i pewnie było to po mnie widać, ale nie przejmowałem się. Wadera i tak już nigdy nie wyjdzie z tej jamy. Odwróciłem się do niej ogonem i szybkim truchtem oddalałem się od krzaków porastających granicę lasu Glacies z rzeką. Pobiegłem wzdłuż nurtu, by potem znów zagłębić się w las. Milczeliśmy po drodze, ale nie za bardzo mnie to obchodziło. Wadera przerwała ciszę. Nie przedstawiłem się jej wcześniej i takie tam bzdury. Pozwoliłem sobie, żeby znów zapadła między nami cisza a potem powiedziałem jej tylko swoje imię. Powinno jej wystarczyć. Gdy byliśmy tylko parę kroków od jaskini zwolniłem i pomyślałem jaki byłem przy naszym pierwszym spotkaniu. Byłem głupi. Zdecydowanie za łagodny. Ech... Wkroczyłem do jamy a Aria za mną. Pomyślałem sobie, że jest trochę ciemno i zapaliłem ognie. Potem też się jeszcze przydadzą. Usiadłem sobie i zaprosiłem ją do rozmowy. Ostatnio nie skończyliśmy tematu religii i kultur.

Aria
Czarny basior zaprowadził mnie do jaskini. Gdy tam weszliśmy, zauważyłam parę ognisk i dziwne przyrządy. Zbytnio nie zwróciłam na nie uwagi. Usłyszałam od znajomego, że był szamanem, więc to nic nadzwyczajnego. Olethros zaprosił mnie do rozmowy. Postanowiłam, iż dokończymy temat o naszych kulturach i religiach. Chciałam bliżej poznać jego wiarę. Wydawała się ona być bardzo interesującą.
- Więc... Na czym polega twoja religia? Jakie święta czy obrzędy obchodzicie? - zapytałam czarnego samca.
O dziwo wilk nie patrzył już na mnie, a na coś, co było za mną. Trochę mnie to zaniepokoiło, lecz po chwili jego wzrok znów powędrował na mój pysk.

Olethros
Ale jestem głupi. Sam zaczynam rozmowę i potem się rozmyślam. O czym? O tym co by najbardziej jej pasowało. Sztylet? Nie, banalne. Może...
Przemyślenia przerwała mi wadera. Odwróciłem wzrok od narzędzi i spojrzałem na nią. Oczywiście, jakie mamy święta. No dobrze. Bez zbędnych słów zacząłem wyliczać.
- Przesilenie wiosenne, dziady. Zwołujemy duchy i demony a one tańczą w krwi szczeniaków. W nadłuższą noc w roku czcimy Selene. Właśnie w taką noc wataha padła. Wtedy zostaje wybrana Nocnica. Zazwyczaj trzyletnia wadera, często wyrocznia. Ma zostać nietknięta aż do następnego wyboru lub śmierci. W północ czwartego lity czcimy Charsa, mojego ojca. Wtedy zdychają wadery...Wiadomo dlaczego. Pierwszego maja nadchodzi święto Halethe. Modlimy się do niej i znów dajemy jej szczeniaki - nie wiem czemu mówiłem takimi krótkimi zdaniami. Jednak te święta to jedna dziesiąta naszej religii a nie jestem pewien czy powinienem o tym tak otwarcie mówić nawet waderze, która zaraz się wykrwawi. Zamilknąłem i spojrzałem na nią z wahaniem.

Aria
Jego religia była... dziwna? Niezwykła? Nietypowa? Nie można było znaleźć na nią określenia. Basior nagle przerwał swoją wypowiedź. Zauważyłam, że waha się. Tylko przed czym? Olethros był bardzo tajemniczym wilkiem. Trudno było przewidzieć, co zrobi za chwilę. Chciałam go jakoś rozgryźć, ale... Był tak trochę małomówny. Trudno było wyciągnąć z niego jakiekolwiek informacje, choć dzisiaj mi się udało. Wpatrywałam się w czerwony ogień. Po chwili jednak przeniosłam wzrok na czarnego samca. Na moim pysku zagościł delikatny uśmiech.
- Święta, które obchodziliście są interesujące, lecz... dosyć brutalne. - rzekłam ze spokojem.
Pomyślałam, iż basior wymienił tylko najważniejsze obrzędy. Tak właściwie miałam cichą nadzieję, że może jeszcze mi opowie co nieco o jego kulturze.

Olethros
Wadera się zamyśliła. Cóż chyba w dobrym momencie przerwałem, dając jej czas do namysłu. W końcu podniosła wzrok nad płomień ogniska i spojrzała na mnie. Postanowiłem dalej nie rozwijać wykładu o mojej wierze. O dziwo wadera nie bała się. Była spokojna gdy mówiła mi o brutalności naszej wiary i o naszych interesujących świętach. Zaintrygowało mnie to. Nie dość, że... Jej ciekawość po prostu przewyższała inne emocje. Wcześniej uważałem ją za słodką i bojaźliwą kupkę futra, ale teraz... Uh... Ona... Ona chyba jest czymś więcej niż tylko przedmiotem.
Nie, kurwa. Nie będę tak myśleć. To niedorzeczne i do tego wbrew mojej wiary. Wbrew woli mojego ojca i innych bóstw.
Widząc jak się uśmiecha uśmiechnąłem się także. Może uda mi się ją wciągnąć w tą piękną religię?

Aria
Olethros milczał. Oczywiście to nie było dziwne w jego przypadku. Od czasu do czasu przenosił wzrok na przestrzeń za mną, później na ogień, a następnie zerkał na mnie. Widziałam, że był czymś zamyślony. Tylko czym? Hm... Może czeka na jakieś pytania? Albo na jakąś opowieść z mojej strony? W zasadzie... Zapytam go o jego przybycie do Arcanterry. Nigdy nikogo nie pytałam o takie rzeczy, a tym sposobem mogłam dowiedzieć się o nim jeszcze paru informacji.
- No więc, Olethros... - zaczęłam spokojnie. - Jaka była twoja historia przybycia do tej ogromnej krainy? - dokończyłam pytającym tonem.
Po wypowiedzeniu tych zdań postanowiłam przekonać się na co przykuło uwagę czarnego basiora. Odwróciłam się i ujrzałam parę przedmiotów. Ewidentnie służyły do walki. Uśmiech z mojego pyska zszedł, a w mojej głowie pojawiły się czarne myśli. Czy on miał zamiar zranić mnie? Umysł zaczął wymyślać mnóstwo czarnych scenariuszy. Odgoniłam jednak te wszystkie myśli i wzięłam głęboki oddech. Ponownie rozpogodziłam się i powróciłam wzrokiem do samca. Nie ma się czego bać... Chyba.

Olethros
Aria spytała się po chwili o tym jak wylądowałem w Arcanterze. Szczerze mówiąc nie jestem pewien czy chcę jej o tym mówić. Znaczy...niby wie jak odszedłem... Spojrzałem na nią niespokojnie. Właśnie patrzyła za siebie, na moje delikatne instrumenty. Chyba zaczęła się bać.
- A twoja? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie. W końcu ona wie o mnie więcej niż ja o niej a tak nie powinno być moim zdaniem. Oczekując na jej odpowiedź zapatrzyłem się na ogień a zaraz potem na narzędzia za Arią. Dalej się zastanawiam. Jednak zanim wadera znów odwróciła wzrok od innych rzeczy w pokoju i spojrzała na mnie, ja szybko skupiłem wzrok na jej osobie. Niech nie myśli, że jest aż tak zagrożona jak jest.

Aria
Skrzywiłam się na jego pytanie. Wolałam nie opowiadać o tamtych zdarzeniach. Jednak czułam lekki przymus. On też chciał się czegoś dowiedzieć o mnie. Nie było to dziwne. Westchnęłam i spojrzałam w bok.
- Od urodzenia żyłam blisko Arcanterry. Niestety moi rodzice nie akceptowali rządów tamtejszego władcy i dla tego nie mieszkaliśmy w tej krainie. Jednakowoż radziliśmy sobie. Po za tym miałam przy sobie babcię; jedynego maga powietrza w mojej najbliższej rodzinie. To ona nauczyła mnie tej magii. Miało to również swoje wady; walczenie z intruzami. Pewnego dnia przybyły do nas dziwne stworzenia. Podejrzewam teraz, iż były to istoty spokrewnione ze smokami. W każdym bądź razie zaatakowały nas. Były zbyt silne. Dziadkowie kazali nam uciekać. Niestety, podczas ucieczki gady wybiły pozostałych członków mej rodziny. Ja cudem uszłam z życiem, choć byłam bardzo ranna. Później trafiłam tutaj. Miejscowe wilki zajęły się mną i tak sobie teraz żyję. - opowiedziałam.
Mój wzrok powrócił do ogniska. Eh... Zapewne zanudziłam Olethrosa na śmierć. Ta historia nie była zbyt interesująca.

Olethros
Słuchając opowieści wadery coraz bardziej byłem zdziwiony. Myślę, że mieszkanie na właściwie ziemi niczyjej było... graniczyło z cudem. Z tego co mówiła mieszkała tam tylko z paroma członkami swojej rodziny. Bez watahy. Bez wsparcia innych wilków i, tym bardziej bogów. Była ateistką. Zaatakowały ich stwory, które jak przypuszczam były z Corcodilus lub Malumterrry. Widziała jak umiera jej rodzina. A ja widziałem jak umiera moja cała wataha. Całe szczęście, że mój ojciec jest w niebiosach. Może teraz opowiem jej jak ja dotarłem do tej krainy?
- Wyrazy współczucia - powiedziałem z lekkim uśmieszkiem, który mógłby wydać pocieszający jak zarówno ironiczny. Jej sprawa jak to zinterpretuje.
- Może ja opowiem swoją historię... A więc wszyscy byli podekscytowani tego dnia. Wieczorem miała się odbyć ceremonia, w której wybrana zostanie Nocnica a potem oddana zostanie jej cześć. Wieczorem wszyscy zebrali się na Błogosławionym Polu. Ognie zapalone od południa, północy, zachodu i wschodu wyznaczały miejsce gdzie ma być ustawiony ołtarz. Hm... Nie będę wnikał w ceremonię. Trzyletnia wadera została wybrana i zasiadła na ołtarzu. Gdy pierwszy wilk położył się u jej łap zaczęła śpiewać boską pieśń. Przemawiała przez nią Selene. Gwiazdy i księżyc zaświeciły mocniej i rozświetliły twarz Nocnicy. Moim zadaniem było utrzymywać watahę przez cały obrządek, jednak złamałem obietnicę. Nocnica widząc, że to koniec zeszła do mnie i... potem skierowałem się ku Mglistym Górom, ku Arguntur. Stamtąd właśnie przyszedłem. Resztę znasz. - Dokończyłem. Starałem się, żeby ta opowieść nie była tak brutalna. Mam nadzieję, że mi wyszło. Spojrzałem na Arię.

Aria
Basior o ciemnym futrze skończył opowiadać swoją historię. W zasadzie ja nadal nie rozumiałam zbytnio jego religii. Dokładniej tego, jak jego wataha zginęła. Możliwe, iż jestem głupia, że tego nie pojmuję. Nie wiem. Postanowiłam jednak zapytać o to Olethrosa.
- A co dokładnie wydarzyło się w wasze ostatnie święto Selene? - zapytałam z dużym zainteresowaniem.
Sformułowałam to pytanie inaczej, gdyż nie chciałam wyjść na przygłupa. Co jak co, ale potrafię przemyśleć swoją wypowiedź. W ciszy oczekiwałam jego odpowiedzi. Miałam nadzieję, iż nie odpowie mi kolejny raz pytaniem na pytanie. Choć w zasadzie nie miałby jak. Trudno. Zawsze ktoś może nas zaskoczyć niespodziewanie, prawda?

Olethros
Och... Miło, że się tym tak interesuje, ale mogłaby raz pomyśleć. Co do niej nie dociera? Nie chciałem mówić jej, że nie pozwalałem ich duszom wyjść z ich ciał, ale zbyt się podekscytowałem i wszystkich kropnąłem. Myślałem, że "utrzymać" i "ceremonia" wystarczą, żeby pojęła. Mając tego wszystkiego powoli dość powiedziałem prosto z mostu.
- Członkowie watahy oddawali krew na cześć Nocnicy. Miałem pilnować, żeby nie oddali ducha, ale przez przypadek nie zdołałem tego zrobić. - warknąłem - Już rozumiesz? - spytałem trochę łagodniej. Odwróciłem od niej wzrok i zapatrzyłem się w ogień. Jej głos mi powie jaka jest jej reakcja.

Aria
Olethros ewidentnie był niezadowolony z mojego pytania.
- Tak. - odparłam raźnie.
Cisza. Chyba obydwoje zastanawialiśmy się, co powiedzieć lub zapytać. Samiec w przeciwieństwie do mnie zbytnio nie interesował się mą historią. Pomyślałam, że moglibyśmy zacząć nowy temat.
- Słyszałam, że jesteś szamanem, prawda? - zapytałam niepewnie. - No więc czym się zajmujesz? - dokończyłam.
Nigdy nie widziałam żadnego szamana, więc to równa się z tym, iż nie za bardzo mam pojęcie czym się zajmuje.

Olethros
No. Zrozumiała. W końcu. Następnie między nami zapadła cisza. Ja nie za bardzo wiedziałem co powiedzieć albo o co zapytać i ona chyba też nie. Jednakże w końcu zapytała się czym zajmuje się szaman.
A propos wszystkiego. Co ja niby robię? Siedzę sobie tu w jaskini i rozmawiam już z godzinę z jakąś nieważną waderą. Do niczego tak nie zajdę
Albo zrobię krok w przód albo dalej będziemy tak ślęczeć w jednym punkcie. Albo... zrobię krok w tył i będzie po mnie. Zignorowałem więc pytanie wadery i wstałem.
- Wnioskuję więc, że chciałabyś zobaczyć to w praktyce? - powiedziałem próbując nie popełnić żadnego błędu. Teraz, gdy wadera się zgodzi, mogę wywołać ducha albo pokazać jej jeden z naszych obrządków i przy okazji ją zabić.

Aria
Basior zaproponował mi pokazanie tego, czym się zajmuje. Pomyślałam, że to dobry pomysł. Skinęłam głową twierdząca, dając mu znak, iż się zgadzam.
- Bardzo chętnie. - rzekłam pogodnie.
Ciekawe, co będzie chciał mi pokazać. Zaklęcia jakieś? Zmienianie koloru ognia? Jakieś zjawiska paranormalne? Niestety na razie nie dane mi jest dowiedzieć się tego. Za bardzo w tych sprawach się nie orientuję. Widziałam, że Olethros rozgląda się po jaskini i zastanawia się, co mi zaprezentować.

Olethros
Nie wiedziałem, że jest taka naiwna. Udając, że czegoś szukam po chwili odwróciłem się i spojrzałem na nią przygryzając wargę.
- Mogłabyś się przesunąć w tamtą stronę? - zrobiłem małą powietrzną strzałkę i wskazałem jej tak miejsce. - Inaczej nie ma za dużo miejsca - wytłumaczyłem. Wadera wstała i rzeczywiście poszła do wskazanego przeze mnie miejsca. No dobrze. Wrzuciłem pewne zioło do ognia. Za chwilę będzie i działać wadera uśnie...albo zemdleje. Nie wiem. Nie chciałem po prostu z nią walczyć. Nie chciałem nawet...
Szybko wykopałem z ogniska roślinę i zgasiłem je. Przygryzłem wargę i usiadłem ciężko. Oddychałem szybko. Nie mogę tego zrobić, scortum. Ale jak tego nie zrobię, sam nie mam wyjścia jak tylko zdechnąć rozpłatywany przez moich rodziców. Muszę w końcu kogoś złożyć w ofierze i to ma być ona. Nikogo innego tak łatwo nie zwabię tutaj, nikt tutaj z własnej woli nie przychodzi. Jednak z trudem przychodzi mi ją nawet uśpić. Dlaczego? Atakować inne wilki przy pierwszym spotkaniu przychodziło mi łatwo. Jej, kurwa, nawet nie próbowałem.

Aria
Olethros poprosił mnie o przesunięcie się w bok. Miejsce, na którym miałam stanąć pokazał powietrzną strzałką. Szybkim ruchem pojawiłam się tam i obserwowałam bacznie poczynania basiora. Wziął jakąś tajemniczą roślinę i wrzucił ją do ognia. Przez chwilę czułam się dosyć dziwnie. Byłam bardzo senna. Po chwili jednak uczucie to zniknęło, gdy samiec wyrzucił zioło z ogniska. Przechyliłam delikatnie łeb w geście pytającym.
- Coś nie tak? - spytałam zmieszana.
Wilk wyglądał na trochę zmartwionego. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Może wziął złą roślinę? Nie miałam pojęcia. W głębokim zamyśleniu oczekiwałam jego odpowiedzi.

Olethros
Spojrzałem na nią kiedy się spytała czy coś nie tak. Widząc, że wadera spostrzegła moje tymczasowe wahanie wstałem ze złością.
- Nie - warknąłem. -Wszystko w porządku - dodałem po chwili i odwróciłem się do niej plecami. Mam teraz wybór. Albo poddać się rodzicom albo zrobić kompletną bzdurę. Wybrałem rodziców. Wyciągnąłem z torby jeszcze jedną roślinę i wrzuciłem ją do ogniska. Dym się wzniósł i za chwilę rozprzestrzenił się po jamie. Ja zdążyłem zrobić ochronę powietrzną naokoło siebie, żeby mnie to cholerstwo nie dopadło. Aria w tym czasie się położyła a ja nie będąc pewny czy już śpi znów podszedłem do torby i wyciągnąłem z niej sztylet. Westchnąłem ciężko i podszedłem do leżącej wadery. Zlikwidowałem ochronę ponieważ dym już się ulotnił. Uniosłem nad nią broń. Z zaskoczeniem zauważyłem, że jakaś ciecz skapnęła na jej futro. Naiwnie spojrzałem do góry myśląc, że przez otwór w sklepieniu jamy dostał się płatek śniegu i wylądował na jej ciele. Wiem też, że nie było to możliwe. Dziura była od nas dosyć daleko, nigdy żaden śnieg nie wpadł do środka a poza tym na zewnątrz nawet nie padało. Taaa... To co skapnęło na nią to była łza. Prawdziwa, szczera... Do tego basiora.
Odsunąłem się od niej i na ślepo cisnąłem nóż. Chybiłem. Wbił się w ziemię centymetr nad jej karkiem. Odszedłem w kąt i się położyłem. Ta łza nie była jedyna. Teraz spływały mi po policzkach setki.

Aria
Basior odpowiedział groźnym tonem. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Szybkim ruchem wyjął ze swojej torby te same zioła i niechlujnie wrzucił je do ogniska. Po całej jaskini rozprzestrzenił się dym. Ja ponownie poczułam się senna. Byłam tak znużona, że aż się położyłam i zapadłam w sen. Co to miało być? Zastanawiałam się nad tym. Oczywiście jak zwykle miałam wszystko wokół siebie czarne. Nic mi się nie śniło. Cóż... Obudziłam się. Chyba minęło dość dużo czasu. Parę razy mrugnęłam powiekami. Obraz z czasem stawał się wyraźniejszy. Leniwie wstałam i rozejrzałam się. Mój wzrok natrafił na czarnego wilka. Siedział dość daleko ode mnie, a jego wzrok był wlepiony w ziemię. Obawiałam się trochę podejść do niego, więc postanowiłam coś powiedzieć z oddali.
- Co się dzieje, Olethros? - powiedziałam dosyć poważnym tonem.
Martwiło mnie jego zachowanie. Może coś się nie udało? Niestety nie dane było mi to wiedzieć.

Olethros
Nie wiem ile tak siedziałem. Ale się uspokoiłem i powoli uniosłem się do pozycji siędzącej. Gdy ona spała miałem czas by pomyśleć. Wbiłem wzrok w ziemię. Jednym słowem jestem w kropce. Mam przesrane. Ta wadera... jestem rozdarty. Moi rodzice potrzebują opieki a gdy nie dostaną jej to mają jeszcze siłę, żeby mnie zabić. Nie mogę się wahać, jednak to robię. Co z Arią? Bogowie, jestem głupi.
Z oddali usłyszałem jej głos. Tym razem chyba była zaniepokojona. Chce wiedzieć co się dzieje, dlatego mówi takim twardym tonem. Spojrzałem na nią. W końcu się obudziła. Jednak może tego się obawiam? Co mam jej niby powiedzieć? Że jestem żałosnym barankiem? Nie umiem zrobić tego co mi zlecono?
Westchnąłem. Muszę coś powiedzieć. Jednak miałem cichą nadzieję, że wadera nie będzie potrzebowała słów by to zrozumieć. Obok niej leżał, albo raczej był wbity pozłacany sztylet z kościaną rękojeścią. Nie zauważyła tego? Czy jej to nie wystarcza?
Postanowiłem być szczery. Zawsze taki jestem, prawda? Spojrzałem na nią poważnym wzrokiem i zacząłem... mówić.
- Nie jestem w stanie cię zabić... Myślałem, że będzie łatwiej,gdy uśniesz. Nie potrafię. - zaciąłem się. Za chwilę jednak kontynuowałem - Możliwe, że poczułem do ciebie... coś takiego co nie jest obojętnością? - nie wiedziałem jak jej to wytłumaczyć. Wahałem się.
To trudne. Z jednej strony jest Aria i śmierć z ręki ojca a z drugiej zabicie wadery, która nie jest dla ciebie obojętna...

Aria
Czy on chciał mnie zabić? Jeszcze raz, uważniej, rozejrzałam się po grocie. Obok mnie był niedbale wbity złoty sztylet. Moje serce zabiło mocniej. Wyglądało na to, iż to ja byłam ofiarą jego obrządków. Wzięłam parę oddechów i uspokoiłam się. Kiedy będzie chciał mi coś zrobić to po prostu ucieknę. Nie chcę walczyć. Robię to tylko w tedy, kiedy zajdzie taka potrzeba. W głębi duszy nadal czułam strach. Przełknęłam ślinę. Czemu basiory ostatnio zaczęły się tak mną interesować? Powinnam chyba się odciąć na razie od świata.
- Daję ci przemyśleć to wszystko. - powiedziałam z lekkim wahaniem. - Sama wiem, że rozmowa ze sobą jest najlepsza... - dodałam ciszej.
Chwilę później wstałam. Jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w czarne futro Olethrosa, po czym skierowałam swój wzrok na biały śnieg za jaskinią. Powolnym krokiem udałam się w tamtą stronę. Rzuciłam ostatnie spojrzenie wilkowi. Następnie wkroczyłam w oślepiającą biel śniegu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home