Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

niedziela, 3 lipca 2016

Fumetsu - Muzyk

Odkąd zostałam kapłanką musiałam przyjmować modlitwy od innych wilków. W tym celu dostałam specjalną, małą komnatę. Było tam mnóstwo zakurzonych kamieni, symboli Arcanusa no i jego portrety oczywiście. Pomimo tego, że zbytnio nie wierzyłam w Arcanusa, to i tak angażowałam się w tą pracę. Taki paradoks, nieprawdaż? W każdym bądź razie dzisiaj jeszcze nikt nie przyszedł. Postanowiłam, iż odczytam jeden kamień. Za pomocą telekinezy wzięłam go z półki i położyłam na drewnianym stole. Przetarłam łapą kurz, który na nim się znajdował. Następnie otworzyłam go. Zapewne napisała to poprzednia kapłanka... Hm... Zawarte były tu informacje o różnych rytuałach. Słuchałam postaci z nadzieją na coś interesującego. Po chwili natrafiłam na coś o muzyce. Fragment ten brzmiał: Każda kapłanka winna mieć swą własną pieśń. Śpiewałaby ją przy wszystkich obrzędach. Byłby to jej hymn.
Hymn? Pieśń? Tak właściwie to mogłabym mieć coś takiego. Tylko trzeba znaleźć muzyka... Eh... Leniwie wstałam z poduszki i wyszłam z pomieszczenia. Przemieszczałam się po korytarzach i wypytywałam wilki o to, gdzie mieszka muzyk. Odpowiadały mi, że w wiosce. Westchnęłam i udałam się do plebsu. Na miejscu podeszłam do pierwszej lepszej wieśniaczki.
- Gdzie znajdę muzyka? - warknęłam.
Ona wystraszyła się. Wskazała łapą jeden z domków i szybko odeszła. Prychnęłam na nią. Następnie powlokłam się do kamiennej chaty. Bez wahania weszłam do niej.
- Chodź. - nakazałam wilkowi, który tam był.

Ethen
Dzisiaj był wyjątkowy dzień. Od początku czułem, że dzisiaj mi się wszystko uda. Zasiadłem więc na pieńku w mojej chatce w wiosce i zacząłem wymyślać rym do "potężna". Tak. Chodziło o Fumetsu. Znikąd pojawiło mi się słowo "ofiara pieniężna". Tak powiem szczerze, że wiem co to są pieniądze. Kiedyś takie wykopałem, gdy bawiłem się u nas w watasze. Takie okrągłe, metalowe krążki. Nic wartego uwagi. Westchnąłem i poszukałem czegoś innego. "Księżna, mężna". Mężna pasuje. Takie inne słowo na odważna. Uśmiechnąłem się do siebie tryumfalnie, gdy ktoś otworzył drzwi do mojej chatki bez pytania i usłyszałem głos wadery. Nie byle jakiej, bo Fumetsu. Zszedłem ze stołka i odwróciłem się do niej. Świetnie! Doradzi mi co mam wybrać.
Jednak wadera miała inne plany. Już wychodziła z mojego mieszkania. Poszedłem za nią. Widzę, że jest w opałach. Powitałem ją grzecznie i spytałem się o co chodzi.

Fumetsu
Plebs zapytał się o co chodzi. Zatrzymałam się i westchnęłam głęboko. Odwróciłam się do niego.
- Jesteś potrzebny. - warknęłam. - Później wyjaśnię. - dodałam łagodniejszym tonem.
Nie mogłam zachowywać się tak odstraszająco, gdyż po prostu Ethen by mi nie usłużył. Po chwili ponownie wróciłam do szybkiego chodu.
Do zamku dotarliśmy po jakichś pięciu minutach. Pędem zaprowadziłam go do mojej komnaty. W tamtej od kapłanki było stanowczo za mało miejsca. Oczywiście przy okazji szybko tam weszłam i zabrałam potrzebny nam kamień. Weszliśmy do komnaty, a ja mu nakazałam usiąść na złotej poduszce. Założę się, że tam takich nie mają. Ech... Będę musiała zlecić służbie wymienienie poszewki. Nie wiadomo, co za świństwa panują między plebsem. Ja również usiadłam na podusze i położyłam kamień przed basiorem.
- Masz mi pomóc z ułożeniem pieśni. Sam sobie zobacz, o co chodzi. - nakazałam jak zwykle.
Podsunęłam głaz pod jego łapy. Szary wilk popatrzył uważnie na magiczny przedmiot, po czym go dotknął.

Ethen
Smutne. Wadera nie chciała mi powiedzieć co ją dręczy. Zamiast tego warknęła coś o tym, że jestem jej potrzebny. Naturalnie, że jestem potrzebny waderom. Potrzebują moich ciepłych i silnych łap, gdy nastają niebieskie dla nich czasy i tak dalej. Wadera popędziła w stronę zamku. Biegłem za nią. Niedługo potem z nad drzew wyłonił się mur i parę wieżyczek. Gdy weszliśmy do budynku wadera podążyła na piętro. Tam były tylko komnaty mieszkalne. Weszliśmy do jednej z nich. Od razu wiedziałem, że to jej komnata. Ładnie ją pachniała. Ha! No proszę. Dopiero co się poznaliśmy a ona już mnie pragnie. Oczywiste prawda? Fumetsu nakazała mi usiąść na złotej poduszce. Wadera usiadła naprzeciw mnie i podsunęła mi pod nos kamień. Bez zastanowienie przybliżyłem go do siebie i dotknąłem łapą. Posta wilka zaczęła opowiadać o różnych duchowych i kapłańskich sprawach. Nie za bardzo mnie to obchodziło a nawet onieśmielało, że dała mi słuchać o tajnikach jej pracy. Fumetsu była kapłanką. Słuchałem tak aż moje ucho wychwyciło coś o pieśniach. Nastawiłem je i usłyszałem, że Fumetsu ma mieć własną pieśń. Oczywiście. Wymyślę jej słowa już od zaraz. Jednak teraz słowo "potężna" nie pasowało do jej zawodu. Pomyślałem więc, że najpierw muszę wymyślić coś o Arcanusie. Musi być jakiś powód, że się zbieramy, prawda? Fumetsu powiedziała jeszcze, że ta pieśń ma być krótka. Szkoda. Następnie wymyśliłem coś. Jednak "kaplic" tu nie stawiają. Ale co tam. Kaplicą można również nazwać jej pracownię. Teraz wilki muszą się pomodlić... By móc obrać dobrą drogę! Mam. Tryumfalnie uśmiechnąłem się i wyrecytowałem jej pieśń.
- Arcanusie, nad naszą ziemią górujący,
Ogień w tej kaplicy dogorywający.
Dla tegoż Twój lud i córa Twa niepokalana
Do modlitwy się kłania.
By za Twą pomocą, dobrą drogę
Wyznaczyć do obrania.
Uśmiechnąłem się jeszcze raz i złożyłem jej ukłon. Wadera przyjęła pieśń lekkim skinieniem głowy i kazała mi odejść. Ze smutkiem wstałem ponieważ miałoby było gdybym mógł chociaż jeszcze u niej na noc zostać. Skłoniłem się jeszcze raz i powiedziałem, że zawsze jestem dla niej do usług. Wyszedłem i zamknąłem za sobą cicho drzwi. Wróciłem w podskokach do wioski. Morał jest taki, że dobrze zrobić coś dla świata... To właściwie nie morał... No cóż.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home