Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

piątek, 28 października 2016

Gavroche - Powrót do normalności

Obudziłem się dzisiaj bardzo wcześnie, a od razu po przebudzeniu wyruszyłem w stronę Zamku. Z tego co kojarzę, dzisiaj ma być ten dzień, kiedy przydzielają nową, tygodniową rację żywieniową. Czemu tak? A bo podobno po katastrofie jest ciężko z pożywieniem. Zresztą co się dziwić? Wszystko zalane i spalone, mało kto ma normalny dom nad głową, bo budynki w ruinie, chociaż moje Solitudine nie ruszone... Ale to nie o mnie mowa. Teraz pewnie wszyscy skupili się na odbudowie pałacu. Może mógłbym pomóc? Mam żywioł ziemi i jakoś by to było. Wydawało mi się, że takie coś niby do mnie nie pasuje, ale czy w takiej sytuacji mam prawo zgrywać jeszcze obrażonego na cały świat? Trzeba pokazać coś dobrego. Postanowiłem, że gdy dotrę na miejsce, rozejrzę się po okolicy i sprawdzę, czy nikt nie potrzebuje pomocy - jestem w stanie zaoferować każdą. Chciałbym też z kimś porozmawiać, rzadko to robię, ale po tym koszmarze czuję zwiększoną ochotę... Zaraz, oto i jest, zza wysokich drzew wyłoniły się właśnie wieże zamku, a w okolicy ujrzałem kilka wilków. Postanowiłem podejść do jednego z osobników, takiego o dość posępnym wyrazie twarzy i wypytać, pogadać, o czym tam planowałem.

Foxy
Dzisiejszego dnia wstałam dość wcześnie, by pójść odebrać moje mięso, a potem by pomóc w odbudowie zamku. Jeszcze kilka miejsc jest w rozsypce, ale to żaden problem. Wszystko da się naprawić. Jako mag ognia zajmę się wysuszaniem gliny, ziemi i innych materiałów naniesionych przez władców ziemi. Jest to trochę męczące, ale czego się nie robi dla własnej wygody. Skończymy zamek to w końcu zamieszkam sama i nikt nie będzie mi do komnaty wchodzić.
Stojąc na zewnątrz i słuchając generała oraz jednego z magów ziemi, na temat tego czym się dzisiaj zajmiemy dostrzegłam mojego znajomego, Gavroche. Brązowy basior z kimś rozmawiał, jednak zawsze możemy się poznać. Ciekawe jak się czuje i czy w końcu coś widzi.
- Cześć! Jak się masz? - zapytałam podchodząc do niego bliżej. Może też przedstawi mnie swojemu znajomemu? Hmm, byłoby miło.

Gavroche
I tak sobie chodziłem po przy zamkowej okolicy, zapytałem jakąś losową osobę o samopoczucie, czy ma gdzie mieszkać i co jeść, jak tam rodzinka, czy przydałbym się do pomocy, wiadomo, coś w ten deseń. W sumie wilk próbował odmówić mi kulturalnie na moją propozycję, ale widać było oschłość w jego zachowaniu. Eh... Co mnie w ogóle podkusiło, żeby ruszyć do społeczeństwa? Westchnąłem i już miałem ruszyć dalej, nie wiem czy do domu, czy wmieszać się w tłum budowniczych pałacu, kiedy nagle usłyszałem czyjś głos. "Cześć, jak się masz'', powiedział. O, Arcanusie... Od razu poznałem, kto wypowiedział słowa. Moja ruda towarzyszka apokalipsy. Tak, odwróciłem głowę w stronę, z której pochodził dźwięk i ujrzałem waderę, z wolna podeszła bliżej, a ja instynktownie cofnąłem się nieco, sierść na grzbiecie mi się zjeżyła. Przez ogromne, gigantyczne wręcz moje zawstydzenie faktem, że całą drogę w góry przeczekałem na jej grzbiecie, że musiała mnie ratować wbiłem wzrok w ziemię, a na twarzy poczułem ciepło. Dokąd uciekać?, pomyślałem w rozpaczy, choć nadal rzecz jasna stałem w miejscu.

Foxy
Podeszłam do wilka bliżej, a ten co? Najeżył się na mój widok, a potem zaczął się dziwnie zachowywać. Unikać kontaktu wzrokowego i te sprawy. Nie wiem co z nim nie tak, ale na pewno nie jest normalny. Mimo tego, to całkiem słodkie. Czyżby nieśmiały?
- Czy wszystko w porządku? - zapytałam jeszcze raz, mając nadzieję, że w końcu mi odpowie. Mój głos był łagodny, więc nie powinien się bać czy coś w ten deseń. Starałam się i byłam dla niego bardzo uprzejma i może trochę opiekuńcza, o ile ja to potrafię. To śmieszne, jestem nauczycielem... a nie umiem być opiekuńcza? W sumie to uczę jakiś rocznych gówniarzy, więc to już duże wilki i potrafią się sobą zająć, prawda? A no, prawda.

Gavroche
Pomimo, że nadal nie odważyłem się spojrzeć w pysk waderze, skupiłem się raczej na jej rudych łapach, to wziąłem głęboki wdech i szybko, jak najszybciej, w sumie to na jednym wdechu wydusiłem z siebie:
- Tak, w najlepszym. Mam gdzie mieszkać i wzrok mi się poprawił. A u ciebie jak, nie potrzebujesz pomocy?
Sam nie chciałem wdawać się z nią w większe dyskusje bo wiadomo, serce by mi nie wytrzymało, więc skróciłem informacje o mnie do niezbędnego minimum i prostego "wszystko dobrze'', (chociaż czy tak do końca jest naprawdę?) A dlaczegóż więc pytam, czy jej przypadkiem nie pomóc? Bo jestem jej to winien. Może tak po części spłacę swój dług, po tym, jak uratowała mnie przed śmiercią, ale i tak będę musiał wymyślić jakieś ładne podziękowanie. Poczułem, że robi mi się gorąco.
- Nawet jeśli to coś małego, to proszę, pozwól mi ciebie wyręczyć.

Foxy
Tak, zdecydowanie ten wilk jest dziwny. Wydaje się taki spięty, a przecież nic mu jeszcze nie zrobiłam. Ciekawe co by zrobił gdybym tak zaczęła go podrywać? W sumie to nawet niezły z niego przystojniak, ale i tak mój królewicz jest przystojniejszy. Niepokoi mnie jednak ta plotka, że zamierza się ożenić. Ta głupia wadera biegała i chwaliła się, że dostała zlecenie od samego władcy. Też mi coś! Muszę zacząć się tym interesować nieco bardziej, bo nie zamierzam patrzeć na to, jak jakaś lafirynda zostaje królową!
- W sumie to potrzebuję, jednak ten głupi mag nie chce mi pomóc. - warknęłam, spoglądając w bok i przypominając sobie tego szarego idiotę. Miłość Scortum!
- Eliksir miłości mi potrzebny. Szukałam tego i owego w bibliotece, jednak nie rozróżniam roślin, a nie chcę nikogo otruć. - dodałam, patrząc na brązowego słodziaka. Nie wiem czy mi pomoże, jednak jeśli tak bardzo chce to potrzebuję tylko tego. Te Arcanterskie chwasty są takie same! Scortum!

Gavroche
Kiedy tylko Foxy powiedziała coś o eliksirze i roślinach, ożywiłem się natychmiast i niemal podskoczyłem na miejscu. W końcu ja jestem w podobnej sytuacji, też bardzo chciałbym odnaleźć ziółka, co to wskrzeszą zmarłych. Uspokoiłem się jednak zaraz i, choć w moich oczach pojawiły się łzy na wspomnienie o Merunie, powiedziałem zgodnie z prawdą, że w tym to ja jej nie pomogę:
- Niestety nie wiem nic o zielarstwie ani alchemii, więc nie bardzo mogę ci pomóc, chyba jedynie towarzysząc. Planuję jednak wybrać się na kurs zielarstwa, więc może, może kiedyś ci jeszcze pomogę. A bardzo ci zależy? Może... Może lepiej powiedz, masz w ogóle gdzie mieszkać?... Co jeść, nie jesteś głodna? I nie ucierpiałaś wcale w katastrofie, mam nadzieję? A właśnie, widziałaś może co z terenach przymorskimi? - zarzuciłem ją zaraz tysiącem pytań, i w sumie miałem nadzieję, że odpowie na każde, choć wypowiedzenie każdego z nich było dla mnie dosyć trudne, gardło strasznie mi się ścisnęło i walczyłem, żeby nie wybuchnąć płaczem, tak wiele obrazów przeleciało mi w pamięci.

Foxy
Szczerze to nie spodziewałam się, iż wilk będzie znał się na zielarstwie i tych innych rytuałach. Myślałam raczej o tym, by to on udał się do maga i coś my wcisnął. Tamten szary dureń mnie zna, a po tym co mu powiedziałam to na pewno nie zrobi dla mnie tego eliksiru. Wilk sprawnie zmienił temat, zasypując mnie kilkoma pytaniami. Połowę z nich zapomniałam, ale starałam się jakoś odpowiedzieć.
- Czuję się świetnie, a jedzenie to wiadomo jak jest. Trzy kilogramy mięsa na tydzień to niezbyt wiele, ale daję radę. - odpowiedziałam, udając, że wszystko jest okey i nie widzę ani nie słyszę, że coś z nim nie tak. Brzmiał trochę jakby miał się rozpłakać, jednak walka z samym sobą szła mu doskonale. Nie wiem jaki jest tego powód i wiem, że nie zna mnie na tyle, by mi o tym powiedzieć. Nie pytam. Będzie chciał to powie, prawda?
- A może wiesz, pogadałbyś z magiem? Mnie już zna i mogę powiedzieć, że mnie trochę nie lubi. Może tobie by dał taki eliksir? - zapytałam, mając nadzieję, że wilk to dla mnie zrobi i pójdzie do tego szarego idioty.

Gavroche
- Dobrze, coś... coś tam w twojej sprawie zrobię. - burknąłem cicho
Ha, a tak serio, to nic a nic nie zrobię. Doskonale wiedziałem, że jak bardzo bym nie chciał, jak bardzo się nie postarał, po prostu podczas faktu zestresowałbym się, nie odważył się o coś takiego prosić. Zwłaszcza, że ten mag już raz odmówił stworzenia tejże rzeczy. Co by mi odpowiedział? Jak wyglądała by nasza rozmowa? Sam boję się pomyśleć. Ale dla świętego spokoju - bo już wiedziałem, że ruda nie przyjmie odmowy i będzie mnie tylko mocniej gnębić - postanowiłem odpowiedzieć coś takiego. Eh... Foxy uśmiechnęła się szczerze chyba i przyjaźnie, słysząc moje słowa.
- Iii... co teraz, masz coś na głowie? - spytałem po chwili obustronnego milczenia.
Chciałem już stamtąd uciec, ale bałem się choćby poruszyć.

Foxy
Kiedy basior oznajmił, że postara się załatwić ten eliksir, zaczęłam rozmyślać o tym jak podam to naszemu władcy i jak on w ogóle miałby działać. Nie chcę przecież by rozkochał się jeszcze bardziej w tej szarej suce. Musiałabym zgarnąć tych, którzy są odpowiedzialni za podawanie mięsa i jakoś to tam wkropić. Hm, to całkiem nie głupie o ile mięso zostaje podawane przez samców. Z tymi waderami to nie jest tak kolorowo, są strasznie głupie, uparte i działają mi na nerwy. Chcę tylko władzy, czy to tak wiele? Hmm, od razu zrobiłabym z każdej paniusi niewolnicę, taką zabawkę dla samców. Extra! Tylko ja mogłabym się bawić jak mi się podoba, a one? Nic nie miałyby do gadania!
Nagle usłyszałam głos, więc ocknęłam się z tych myśli. A ten czemu tu nadal stoi? Powinien iść po ten eliksir. Ehh...
- A no wiesz, muszę jeszcze coś przygotować. Dzięki wielkie za eliksir. - cmoknęłam go w policzek.
- Będę lecieć, do zobaczenia. - dodałam, uśmiechając się szeroko i odchodząc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home