Red Rose
Obudziłem się tak jak zwykle i znowu zastałem moje łoże puste. Ehh, gdzie ona tak wcześnie wychodzi? Mniejsza, ważne, że w nocy mam to czego chcę. Jestem zadowolony i to jest najważniejsze. Wstałem z posłania i podszedłem do naszych wspólnych zapasów mięsa. Ostatnio było gorzej niż zwykle, więc i ja dostałem marne 3 kilogramy. Wziąłem parę kęsów i wyszedłem z komnaty. Generał i myśliwi powinni być w pobliżu zamku, więc zaczniemy ustalać rację żywności na następny tydzień. Potem skoczę do budowlańców spytać jak im idzie, jednak zanim to wszystko zrobię, odwiedzę moją ukochaną w pracy. Z uśmiechem na pysku wszedłem do jej pracowni, po czym przywitałem się. Widocznie moje słowa ją przestraszyły, gdyż upuściła jakąś fiolkę. Wadera syknęła i spojrzała na mnie.
- Coś się stało? - zapytałem patrząc na nią, jej mina nie wyglądała mi na oznakę zadowolenia.
Aria
Moją pracownię odwiedził Red Rose. Uspokoiłam się, po czym spojrzałam na łapę. Ból był bardzo doskwierający, lecz nie chciałam tego pokazywać. Sierść na tej części ciała była trochę wypalona. Przeniosłam wzrok na partnera.- Nic takiego. - odparłam szybko. - Mały wypadek przy pracy. - dodałam i zaśmiałam się nerwowo.
Na szczęście ten kwas nie był bardzo szkodliwy, więc nie miałam dużego powodu do zmartwień. Niemniej jednak musiałam się z tym udać do medyka. Podeszłam do basiora i delikatnie liznęłam go po pysku. Chwilę potem odsunęłam się od niego.
- Muszę złożyć wizytę medykowi. Jeśli nie masz żadnych planów to potowarzyszyłbyś mi? - zapytałam.
W oczekiwaniu na jego odpowiedź wyszłam z pomieszczenia i stanęłam przed wejściem.
Red Rose
Wadera zachowywała się troszkę inaczej. Zdaje mi się, że coś ukrywa, jednak skoro mówi, że to nic takiego, to dobrze. Nie będę przecież jej śledzić i patrzeć co robi. Ma prawo do prywatności, tak samo jak i ja. Słysząc, że musi udać się do medyka w moim ciele nastąpiła dziwna reakcja. Serce przyśpieszyło, a mi zrobiło się gorąco. Hmm, ciekawe dlaczego. Może i ja też powinienem tam iść? Skoro ukochana proponuje, to też go odwiedzę. Może jestem chory? Nie, na pewno nie.
- Oczywiście kochanie. - oznajmiłem i również polizałem ją po pysku, a zaraz potem wyszedłem za nią.
- Medycy jeszcze nie mają przygotowanej sali, ale zajmuję się już dostarczaniem ekwipunku. - powiedziałem z dumą, żeby nie myślała, że jestem tu tylko od leżenia na posłaniu i czekaniu. No... ewentualnie od wydawania rozkazów, chociaż to akurat prawda, ale przynajmniej wychodzę z pomieszczenia i nawet czasem wybiorę się do wioski czy do generała. Jakiś postęp, nieprawdaż?
Aria
Red Rose powiadomił mnie, że jeszcze nie wszystko było przyszykowane w sali medycznej. Cóż... Chciałam tam pójść tylko po to, aby dowiedzieć się czy mej łapie coś zagraża. Do tego raczej nie potrzebowano sprzętu i innych takich bzdetów, nieprawdaż? A jeśli chodziło by o jakieś zioła to sama mogłabym je znaleźć. Po paru minutach dotarliśmy pod drewniane drzwi. Z reguły wiem, iż wilki zajmujące się tym nie lubią towarzyszów, więc poprosiłam rudego basiora o poczekanie, a później weszłam do sali medycznej. Rozejrzałam się. Rzeczywiście; było tu pusto. Tylko na ziemi znajdowały się dwa posłania, a na półkach stało parę wywarów. Podeszłam do jednego z medyków. - Co się stało? - zapytał wilk.
- Podczas pracy miałam mały wypadek. Kwas - co prawda zbytnio niegroźny - wylał mi się na łapę. Chciałam się jednak upewnić o jej stan. - odpowiedziałam.
Przysunęłam nogę bliżej medyka. Ten dokładnie obejrzał ją, a później przeniósł wzrok na mnie.
- Nic poważnego się nie stało. - odparł. - Wystarczy tylko raz na jakiś czas polewać łapę sokiem z aloesu, a w szybkim tempie zagoi się skóra. Futro równie szybko odrośnie. - dodał.
Skinieniem głowy podziękowałam i wyszłam z pokoju. Zamykając drzwi spojrzałam na basiora w geście 'Co teraz robimy?'.
Red Rose
No cóż, skoro ukochana chce iść sama to zostałem. Ciekawe czy to serio coś niegroźnego czy może mnie nie chciała martwić, hmm? Wiadomo jakie są wadery, zapomnisz o urodzinach to cię zje, ale jak sobie coś zrobi to jest wszystko spoko. Ot taka kobieca logika. Możliwe, że to dlatego nie chciałem się wiązać, ale na pewno Aria jest inna. Czuję to, a energia się nigdy nie myli. Arcanus mi ją zapisał, to jest pewne, a woli boga nie wolno się sprzeciwiać, prawda? Siła wyższa.Po chwili wadera wyszła z komnaty medycznej i spojrzała na mnie, wyjaśniając mi swym wzrokiem wszystko. No cóż, skoro ma siłę by coś jeszcze robić to na pewno wszystko z łapą w porządku. Chociaż gdyby tak na to spojrzeć, to nie wygląda to cudownie.
- Co potrzebujesz na swoją łapkę? Medyk na pewno ci coś zalecił, prawda? - zapytałem, spoglądając raz na nią, a raz na jej łapę.
Aria
Basior zapytał się o stan mojej łapy.- Wszystko jest w porządku. Muszę tylko ją polewać sokiem z aloesu. - wyjaśniłam. - Jednak wydaje mi się, że już nie mam tej rośliny w swej pracowni. Tak się zastanawiałam, czy teraz nie pójść może i jej poszukać. Co ty na to? - dodałam.
Pomyślałam, iż mogę wybrać się na spacer po terenach z partnerem, przy okazji szukając zleconego lekarstwa. Przecież może sobie zrobić przerwę w pracy, prawda? Strażnicy nie mają prawa mu nic zarzucić, gdyż to on tutaj rządzi. Cóż... Może i ja zostanę niegdyś cesarzową? Wszystko zależy od Red Rose; no chyba, że chce mnie po prostu wykorzystać dla własnych potrzeb. Eh, coś nie za bardzo umiem całkowicie zaufać rudemu samcowi.
Red Rose
Poszukać jakiegoś zielska? No cóż, to chyba nie będzie najciekawsze zajęcie na Arcanasie, jednak może ona coś sprawi? W sumie, czemu nie? Generał chyba da sobie radę i zrozumie, że chcę spędzić trochę czasu z moją gwiazdeczką. Miłość jest wytłumaczeniem, niezbyt logicznym, jednak tego nie warto rozumieć, bowiem wtedy traci swój urok. To szczęście, takie niewytłumaczalne, takie po prostu. Jest i będzie, tak samo jako wojny i cierpienie. Uczucia nie zginą. Kurde... a od kiedy to ja o czymś takim myślę? To... nie ważne! Koniec, nie było tego. Dobrze, że ona mnie teraz nie słyszy, bo normalnie wzięłaby mnie za wariata.- Świetnie! Mam nadzieję, że coś znajdziemy i wyzdrowiejesz. - liznąłem ją po policzku, po czym dodałem, że może prowadzić, bo ja nie wiem gdzie to rośnie.
Aria
Gestem głowy pokazałam, aby basior podążał za mną. Z tego co pamiętam, to aloes rośnie gdzieś przy zbiornikach wodnych. Cóż... Największe prawdopodobieństwo znalezienia go byłoby na plaży, lecz raczej nie mam zamiaru wędrować aż tam. To prawie cały dzień drogi, licząc również powrót. Dlatego postanowiłam, iż wybierzemy się do jeziora nieopodal zamku. Znajdowało się po drodze do wioski. Może przy okazji ją odwiedzimy? Chciałabym zobaczyć co tam się pozmieniało. Szliśmy w ciszy. Minęło już pół godziny. Dobra pora aby zrobić sobie przerwę. - Może mały postój? - zaproponowałam.
Red Rose w odpowiedzi kiwnął głową na znak zgody. Usiadłam pod rozległym drzewem. Dawał duży cień, a jako że dzisiaj było dosyć ciepło, to było to idealne miejsce do schłodzenia się.
Red Rose
Zawsze dziwi mnie to, że podczas podróży czy kiedy spędzamy wspólnie czas, ona milczy. Tak po prostu milczy, a ja nie potrafię przerwać tej ciszy. Co jeśli o czymś myśli? Nie chcę jej w tym przerywać, bo co jeśli myśli o nas? Wpadnie na coś i mi powie, prawda? A tak to bym jej te myśli zrujnował i niczego się nie dowiedział. - Tak, postój to dobre rozwiązanie. - odpowiedziałem z uśmiechem. Patrzyłem na nią jeszcze przez chwilkę, po czym rozpaliłem małe ognisko.
- Kocham Cię, wiesz? - nie wiem co się ze mną stało, ale powiedziałem to, tak dziwnie... ten ton głosu nie był mój. Ja się tak nie zachowuje! Agr! Mam ochotę zapaść się pod ziemię, teraz!
Odwróciłem się szybko, by nie zdążyła spojrzeć mi w oczy, po czym sam wlepiłem swoje gałki w moje łapska. Co ja robię?! Zaraz chyba ucieknę! Gdzie mam się patrzeć? Proszę tylko nic nie mów, zapomnij, że to powiedziałem. Tego nie było. Niczego nie było. To nie ja! Czy ja się boję? To głupie!
Aria
Basior wyglądał na zawstydzonego. Cóż... Najwidoczniej palnął coś przypadkowo. Rozumiem to; mi też się czasami coś takiego zdarza. Zachichotałam cicho i rozejrzałam się. Spokój i cisza, czyli to, co ubóstwiam. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Odruchowo popatrzyłam w stronę źródła dźwięku. Tajemniczym osobnikiem okazał się być mój przyjaciel Ikelos. Red Rose chyba nie spodobała się nieoczekiwana wizyta szarego samca. Ja za o byłam bardzo zadowolona. Mag, zauważając nas, podszedł. Na jego pysku widniał promienny uśmiech. - Witaj, Ikelos. - rzekłam.
Wilk odpowiedział tym samym, lecz dodał, iż szuka pilnie jakiegoś zielarza.
- Nie chcę ci zajmować czasu, ale mam jedno pytanie. Aloes rośnie gdzieś w okolicach jezior, prawda? - zapytałam dla pewności.
- Uh... Wydaje mi się, że raczej właśnie na suchych terenach. A coś się stało? - odparł.
- Nic poważnego. Po prostu potrzebuję soku z tej rośliny. - wyjaśniłam.
Samiec wyjął jakąś fiolkę z torby i mi ją podał. Potem odszedł, mówiąc "Nie musisz oddawać. Do zobaczenia!". Byłam bardzo zadowolona z tego faktu. Od razu otworzyłam buteleczkę. Następnie wylałam z niej parę kropel na łapę. Zatkałam ponownie przedmiot i wsmarowałam ciecz.
Red Rose
Pierwszy raz w życiu chciałem podziękować bratu, ze przerwał tę chwilę żenady, jednak zaraz po tym poczułem się nieswojo. Nie odezwałem się, jednak bardzo uważnie obserwowałem tą dwójkę. W sumie nic ciekawego się nie wydarzyło, nie wyglądali jakby coś przede mną ukrywali. Jednak może tak miało mi się wydawać? Sprytnie, jednak Ikelos taki nie jest. A co jeśli to Aria coś mu nagadała i słucha jej jak ten sługa? Nie, na pewno nie, szary jest marnym aktorem.- Powinniśmy wziąć ślub. - rzekłem do szarej wadery.
Aria
Ślub...? Czy on wypowiedział właśnie to słowo? Jego wypowiedź była zupełnie niespodziewana dla mnie. Mój oddech lekko przyspieszył; bicie serca również. Małżeństwo wiązało się z wiernością do końca życia. Oczywiście nie mówię o sobie, gdyż ja byłabym wierna. Tylko co z Red Rose? To on był taki... No... Zdradziecki. Jak coś się mu znudziło to po prostu to porzucał. On nawet nie oświadczył mi się. Myślałam, iż zrobi to niespodziewanie, wieczorną porą. A tu co? On mówi, że musimy wziąć ślub.- Wiesz... Wyobrażałam to sobie zupełnie inaczej. Tego nie mówi się wprost. Miałam nadzieję, że oświadczysz mi się w romantycznej chwili... A nie na zwykłym spacerze. - powiedziałam z niezadowoleniem.
Uśmiech na moim pysku zmienił się w grymas.
Red Rose
Romantycznej chwili? No proszę cię, jeszcze czego. A co ja? Romantyk? Nie mam czasu na takie błazenady, toż to dobre dla dzieci i wader. Ja jestem samcem alfa i nie będę się poniżać przed jakąś waderką. Jakby mało było tego, że mam na głowie całe królestwo. Nie mam czasu na obmyślanie jakby jej tu powiedzieć co powinniśmy zrobić. Tak, powinniśmy, bo to będzie o mnie dobrze świadczyć. Może i miałem reputację gorącego kochanka, wader na pęczki i możliwe, że mam całe stadko szczeniąt, ale to już przeszłość. Na starość to się właśnie przyda mi taka porządna samica jak Aria, a nasze dzieci obejmą władzę. Proste, prawda? Jednak no... trzeba ją jakoś udobruchać, bo widzę, że nie podoba jej się moja propozycja. - Każdy spacer z tobą jest cudowną chwilą. Myślałem, że to już jasne. - oznajmiłem, uśmiechając się zalotnie.
Aria
Red Rose zaczął prawić to, co parę lat temu. Przyzwyczaiłam się do tego typu zdań. Niestety nadal uważałam, że powinien to zrobić inaczej. Pomyślałam, iż nie warto się już kłócić, gdyż zepsuł on niespodziankę której z pewnością nie da się naprawić. - Myślę, że ślub to całkiem dobry pomysł. - odparłam, pomijając temat mojego zawiedzenia. - Lecz chociaż jego urządzenie mogłoby być dla mnie miłą niespodzianką. - dodałam.
Miałam wielką nadzieję, że wśród wszystkich swoich zajęć rudy basior znajdzie choć chwilkę, aby zaplanować naszą uroczystość. Eh... Czy on nie rozumie, iż wadery potrzebują trochę większej uwagi oraz opiekuńczości niż samce? Nastała cisza.
- ... oczywiście jeżelibyś znalazł na to czas. - rzekłam po chwili z lekkim żalem. - W razie czego razem z komikami coś wymyślę...
Red Rose
Że niby ja mam urządzić wesele? Co jak co, ale myślałem, że się ucieszy, że to ona będzie mogła wszystko zaplanować. Z tego co wiem to wadery uwielbiają takie pierdoły. Kurde, sam nie wiem, może Ikelos by coś zorganizował? On ją przecież dobrze zna, pracują razem i na pewno mu się zwierza. To byłby całkiem niezły pomysł, chociaż za bratem nie przepadam, ale nie mam innego pomysłu. Jeśli on by się tym zajął i wszystko byłoby tak jak ona sobie to wymarzyła, to na pewno byłaby zadowolona i zachowywałaby się inaczej w stosunku do mnie. O ile myślałaby, że to wszystko zrobiłem ja. Idealnie!- Zawsze myślałem, że wy lubicie zajmować się tego typu sprawami, jednak skoro taka jest twoja wolna, to coś wymyślę. - oznajmiłem, po czym polizałem ją po policzku.
- Ale wiesz, że to oznacza, iż nie będziemy mogli się spotykać dopóki wszystko nie będzie gotowe. Jeszcze tylko zapytam czy wolisz białą szatę czy może złotą, ewentualnie białą ze złotymi dodatkami? - zastanowiłem się przez chwilę, wyobrażając sobie ukochaną w pięknej białej pelerynie.
Aria
Ucieszyłam się z dobrej nowiny. Co jak co, ale nie należałam do wader lubiących urządzać takie przyjęcia. W zasadzie chodziło o to, iż nie miałam zupełnie gustu do imprez... Ale to już nie ważne! Bardzo mi miło, że Red Rose zajmie się tym wszystkim. Po chwili basior zadał mi pytanie o szatę. Zastanowiłam się, po czym uznałam, iż nie potrzebuję wyglądać jak jakaś błyskotka.- Wystarczy biała. Ewentualnie można dodać jakiś drobny złoty wzorek. Chodzi po prostu o to, żebym nie błyszczała. - odpowiedziałam.
Miałam wielkiego banana na pysku. Co jak co, ale nawet lubiłam imprezy. Szczególnie przyjęcia poświęcone mi, choć wcześniej takich było mało. Pomyślałam, że może Red Rose chciałby już zacząć przygotowania, więc nie chciałam mu przeszkadzać.
- A więc nie będę ci już przeszkadzać. - szturchnęłam go delikatnie nosem. - Idę pracować, do zobaczenia! - dodałam i odeszłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz