Spacerowałem dzisiaj samotnie, rozmyślając o Harsharani. Pójść do niej czy nie pójść? Nie chcę się narzucać, nie mogę codziennie z rana do niej przychodzić. Jestem avatarem i co jeśli ona mnie właśnie tak traktuje? Nie mówi nic, bowiem nikt nie chce się sprzeciwiać władcy. W takim razie nie chcę być władcą, nie takim. Chciałbym być zwykłym wilkiem...
Nagle usłyszałem jakieś krzyki. Rozejrzałem się dookoła, lecz nikogo nie widziałem. Postanowiłem się wsłuchać i podążać za hałasem, by w końcu dotrzeć do nich. Dwie sroki kłóciły się o błyskotkę, standard.
- Przepraszam, że przeszkadzam. - oznajmiłem spokojnym i łagodnym tonem głosu by ich nie spłoszyć.
- Czego chcesz!? - krzyknęła jedna, machając skrzydłami i ochraniając przedmiot przed tą drugą.
- Pomóc. - powiedziałem.
- Złodziejka! Ukradła mi szmaragd! - wrzasnęła druga, okładając przeciwniczkę skrzydłami.
- Ty go ukradłaś! Złodziejka! - krzyknęła, oddając tamtej serię ciosów.
Wiedziałem, że się nie dogadamy. To są sroki, dla błyskotek zrobią wszystko. Warknąłem na nie, a te odleciały i usiadły na gałęzi, krzycząc cały czas, że to teraz ja jestem złodziejem i chcę im ukraść klejnot. Użyłem magii ziemi i zamknąłem szmaragd w dość sporym ziemnym pudełku.
- Proszę, klejnot jest tej, która go wydostanie. - odparłem ze spokojem. Byłem pewny, że go nie wyciągną, nie mają magii - gdyby ją miały, dawno by się pozabijały, używając jej. Tak będzie sprawiedliwie... jeśli żadna go nie dostanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz