Kolejna pora na polowanie. Nie byłam zbytnio głodna, lecz gdy teraz coś upoluję, będzie na potem... Szłam powoli, w końcu się nie spieszyłam. Przebierając łapą za łapą, zastanawiałam się nad moim snem w którym nadane zostało mi moje imię... a co jeśli to wcale nie był sen? Po krótkich rozmyślaniach dotarłam na małą, słoneczną polanę. Ugh! Jak ja nienawidzę słońca! Wtem, moim oczom ukazał się piękny jeleń, za nim chodził krok w krok młody jelonek.
- Pani Jeleniowa... - mruknęłam. Przeniosłam wzrok na jej dziecko. - Hm... jej chyba nie uda mi się zabić. Zbyt szybka jest, za to jej synka na pewno uda mi się zabić!- zaśmiałam się psychopatycznie. Ruszyłam na około by zajść młode od tyłu. Gdy jego matka spokojnie skubała trawę, pochwyciłam cicho jej syna, które wiadomo, wierzgało kopytami, ale dałam sobie z nim radę, gdy przegryzłam mu krtań, dodatkowo wypalając ją nieco. Gdy łania zwróciła na mnie uwagę, zaczęłam jak najszybciej uciekać. Goniła mnie przez dobre pół drogi do zamku. Nigdy tego nie zapomnę. A ze skóry jej dziecka, będzie miękka kołdra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz