Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

czwartek, 25 czerwca 2015

Beren - Nowe tereny

Parę minut temu wybiegłem ze świata brązowej, gołej ziemii, by zanurzyć się w wściekle zielonym iglastym lesie. W nozdrza uderzył mnie ciężki zapach żywicy i martwych igieł. Skrzywiłem się i rozejrzałem się po lesie z nienawiścią. W takim lesie mieszkało nasza "wataha". Przeze mnie ta puszcza przyjęła odór ulatującego życia dopóki nasz wspaniały i szlachetny "alfa" mnie nie wyrzucił tydzień temu. Mówił, że zagrażam harmonii, spokojowi w watasze..., że łamię zasady.... niszczę hierarchię... Szkoda, że zauważył to dopiero wtedy kiedy jego wadera, Arya, się "zatruła", szkoda, że nie zauważył tego, gdy umarły moje pierwsze ofiary. Ale teraz jestem wolny. Przebiegłem las jak najszybciej i znalazłem się na zielonej łące... jakież to nudne. Dopóki nie zauważyłem białej plamki na zielonym tle. Zmrużyłem oczy i zauważyłem, że to inny wilk. Zdziwiony, ale jak zawsze opanowany, podszedłem do niego. Co ma być to będzie.
Będąc parę metrów od niego stworzyłem kulę z ziemi naokoło mnie, zjeżyłem sierść i obnażyłem kły. Z bliska ten basior wyglądał potężniej...
Zacząłem mu się przyglądać, lecz popełniłem błąd. Z powodu mojej koncentracji na samej osobie wilka moja tarcza opadła a ja w końcu zobaczyłem. Uśmiechnąłem się drwiąco i patrząc na niego okrążyłem go z prawej, ale zaraz przystanąłem i stwierdziłem:
- A oto nasz nowy avatar. - Sam nie wiem dlaczego, ale poczułem się szczęśliwy i uśmiechnąłem się. Szczerze, prawdziwie...
Hypnos
Ostatnio coraz częściej myślę o mnie i o niej, a także o nas. Dokładniej po głowie chodzi mi założenie z nią rodziny, może jakieś wesele? Byłoby cudownie, lecz co jeśli się nie zgodzi? Nie, to nie możliwe. Kocha mnie tak samo jak i ja ją, więc to będzie najlepsza chwila w naszym życiu, lecz dam jej jeszcze czas. Nie mogę się narzucać ze wszystkim. Najpierw szczenięta czy ślub? Oczywiście, że ślub... a co jeśli będzie odwrotnie? Czy wtedy poproszenie jej o łapę nie będzie zbyt nachalne?
Z zamyśleń wyrwał mnie czyjś głos - czarny basior. Czy ja go czasem nie widziałem? Możliwe... dużo wilków przychodzi do zamku i odchodzi.
- Fakt, jestem nim, ale wolałbym gdybyś mówił do mnie po prostu Hypnos. - odpowiedziałem obojętnie.
Beren
Basior w końcu się odezwał. Nasz avatar nazywa się Hypnos i prosi bym go tak NAZYWAŁ... Nie rozumiem tego. Spojrzałem na wilka tak jakbym go widział pierwszy raz z zainteresowaniem. Potem powróciłem myślami do przeszłości i odkryłem, że biały wilk był wcześniej nieobecny duchem tak, że nie zauważył nawet mojej ochrony, dopiero mój głos wyrwał go z zamyślenia. Co go tak zajmowało? Raczej nie jego wielka wataha bo tereny to były, no cóż... puste. Co najważniejsze powiedział to obojętnym głosem, choć nie byłem najmilszy. On... Spojrzałem na niego znów mrużąc oczy. Był trochę zmartwiony, jakby miał jakieś wątpliwości, lecz na jego pysku widniał lekki uśmiech. W moim ciele wezbrał się śmiech. Avatar się zakochał. Ciekawie w kim? Mam nadzieję, że w kimś znaczącym, jak już ma rządzić. A na pewno nie chcę, by powtórzyła się sytuacja z mojego dzieciństwa... Przemilczając jego odpowiedź, ale odnotowując ją w pamięci, zapytałem:
- Zakochałeś się? - Nie będę mu oddawać mu hołdu, ni należytego szacunku. Taki jestem.
Hypnos
Czarny nie wydawał mi się przyjaźnie nastawiony, lecz negatywnie też nie. Był taki... zwykły, normalny, obojętny. Tak, obojętny a jednak nie do końca. Mogę stwierdzić, że jest on tajemniczy, tak, właśnie taki on jest.
- Owszem. - odparłem bezbarwnie. - Najpiękniejsza w naszej krainie, bogini ziemi, która trenuje każdego poranka na plaży swoje moce magiczne. Niezwykła, zabawna i urocza. Jest wszystkim dla mnie. - mówiłem, patrząc przed siebie i wyobrażając sobie Harsharani. Czarny basior nie będzie wiedział o kogo chodzi, jestem tego pewien. Skoro ja go nie znam, to Harsha tym bardziej go nie zna, a jeśli ona go nie zna, to on jej także. W ogóle jak on ma na imię? - Jak ci na imię czarny przyjacielu? - zapytałem, spoglądając na niego.
Beren
Avatar nazwał mnie przyjacielem... cóż za ironia losu. Słyszałem opowieści o poprzednim avatarze... A ten tutaj nazywał swoich podwładnych przyjaciółmi... A ta wojowniczka ziemi? Urocza, zabawna... On naprawdę jest zakochany po uszy. To takie żałosne co miłość może zrobić z wilkiem.
- Nie mamy przyjaciół. - Stwierdziłem chłodno. Po tym zdaniu nastąpiła cisza, w której zastanawiałem się nad dalszym krokiem. Może to naprawdę głupie zdanie, ale przynajmniej nie powiedziałem, że nie jestem nikogo przyjacielem lub coś gorszego... ale i tak nie było perfekcyjnie. Basior nie poddawał mnie szczegółowej analizie, tak jak ja jestem przyzwyczajony robić, tylko zerkał na mnie z obojętnością. Dobra, wyjawię mu łaskawie moje imię, bo on mi powiedział swoje...
- Beren. Miło mi. - Powiedziałem tonem, który oznaczał, że w ogóle nie było mi miło. Jaki będzie następny ruch basiora?
Hypnos
Co on miał na myśli mówiąc, że nie mamy przyjaciół? Każdy ma jakiegoś przyjaciela. Może on jest inny? Co jeśli mówi tak tylko dlatego, że czuje się samotnie? Może jego przeszłość nie była usłana różami i teraz jest taki nieufny do każdego? Pomogę mu. - Każdy ma przyjaciół. - odparłem na jego negatywne stwierdzenie.
- Miło mi cię poznać, Beren. - uśmiechnąłem się lekko, chcąc pokazać mu, że nie jestem jego wrogiem, tylko przyjacielem. Jego ton i zachowanie stawały się coraz bardziej negatywne, czego nie chciałem. Nie wiedziałem też dlaczego tak się dzieje...
Beren
Potrzebowałem trochę, by przetrawić wypowiedzi Hypnosa. "Każdy ma przyjaciela". Może myliłem się w stosunku do niego, ale ja nie pozyskałem ani przyjaznych spojrzeń, ni dobrej reputacji... od początku. Dla mnie każdy to wróg a ja jestem wrogiem dla każdego. Moje serce jest zgniłe, a gdy coś umarło nie da się tego uleczyć. Spojrzałem na wilka. Ma w sobie dobro, które jest ukryte pod maską obojętności i próbuje mnie zaprowadzić na, w jego mniemaniu, "dobrą" drogę, ale ja złożyłem przysięgę zemsty na moim dzieciństwie. Sam obrałem drogę, z której nie da się wrócić. Muszę iść dalej, dążyć do krwawego celu, który sam sobie wyznaczyłem. Postanowiłem wyprowadzić basiora z błędu.
- Nie sądzę. - oznajmiłem. Nadzieja to tylko iluzja, pod którą kryje się kłamstwo.
Hypnos
Coraz bardziej uważałem go za istotę pokrzywdzoną przez los, tak się zachowywał i wypowiadał. Widać też było, że nie chce tego zmieniać, uparł się jak osioł, że będzie tak jak jest i tego zmienić się nie da. To nie prawda, wszystko da się zmienić jeśli tylko tego chcemy, gorzej jeśli nie chcemy. Taki właśnie był czarny basior, nastawiony do wszystkich negatywnie, lecz ja wiem, że jest inny, w końcu jeszcze mnie nie zaatakował.
- Bo nie chcesz sądzić, prawda? - zapytałem bezbarwnym tonem głosu, patrząc na niego z lekkim smutkiem, którego można było nie zauważyć.
Beren
Słowa basiora, wyrządziły mi krzywdę, zdenerwowały. Nie wiem, być może trafił mnie w czuły punkt... Ech, sam siebie nie znam, mam wrażenie, że coś się kryje. Zirytowałem się... Nie wiedziałem co powiedzieć, byłem bezradny pierwszy raz od mojego urodzenia. Zdenerwowany obnażyłem kły, sierść mi się zjeżyła; przygotowałem się do ataku, ale byłem niepewny.
Hypnos
A więc trafiłem w jego czuły punkt, tak mogłem sądzić, gdyż basior nie udzielił mi żadnej odpowiedzi. Jedynie obnażył swe kły i był gotów do ataku, którego i tak nie wykona. Byłem tego pewny, tak samo jak i on. Sytuacja oczywiście mogła się zmienić z minuty na minutę, gdyż był on też... nieprzewidywalny. - Nie będę z tobą walczyć mój kolego. - odparłem spokojnie, po czym odwróciłem się zamierzając odejść. - Jak i nie będę rozmawiać, gdy gniew tobą rządzi. - zatrzymałem się na chwilę, po czym odwróciłem głowę w jego kierunku, by wypowiedzieć te słowa a następnie odejść. Jego pozycja nie zmieniła się, nadal był wrogo nastawiony. Nie wiem co chce mi przekazać, ale poczekam aż ochłonie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home