- Nie możesz ich tam wysłać! Skazujesz ich na pewną śmierć! - wykrzyczałam przez łzy.
- Będę robił to co słuszne... I nie będziesz mi się tu cholera wtrącać! - wrzasnął Aram.
- Ale... ale... proszę... nie... Tam są moi rodzice! - ledwie wydukałam przez łzy.
- Co z tego? Przynajmniej zginą z honorem... - powiedział bez żadnych uczuć w głosie.
Nie poznawałam go... Wczoraj był jeszcze bardziej przyjazny, a teraz, teraz to prawdziwy demon. Nie chciałam by moi rodzice szli tam, na pewną śmierć... Wtedy wskoczyłam na mapę i rozwaliłam wszelakie kawałki drewna, odgrywające swoją role jako nasze wojska, lub nieprzyjaciela. Zaczęłam przemawiać oficjalnym, nieco szorstkim tonem:
- Słuchajcie, jeżeli wyślemy tam nasze wojska, bitwa zakończy się naszą klęską. Klan Uke ma do dyspozycji zaprzyjaźnione gryfy, które z łatwością rozerwą nasze wojska na strzępy... Strategia "od tyłu" jest najpopularniejsza i dlatego na pewno będą przygotowani na taki atak. Myślę, że moglibyśmy wysłać część wojsk od lewej strony i od przodu, wtedy będziemy mieli trochę czasu by zrobić coś z gryfami... -
- Dość! - przerwał mi Aram.
Spojrzałam na niego zdezorientowana, zanim zdążyłam otworzyć usta, chlasnął mnie pazurami po twarzy. Upadłam na ziemię z głuchym łomotem. Z mojego rozszarpanego pyska sączyła się szkarłatna ciecz. Spojrzałam na niego niepewnie po czym próbowałam wstać, lecz przycisnął mnie mocniej do ziemi. Wydałam z siebie zduszony jęk.
- A więc wróćmy do naszej strategii Aramie - rzekł nasz wódz - Shah Rhuh Khan I.
- Ale wy... nie.. możecie... - wtedy poczułam jak ktoś łapie mnie za barki i bierze do groty lekarskiej. Wtedy dałam upust zamykającym się powiekom...
Magowie wody zaskoczyli nas posyłając na nas ogromną falę tsunami. Stoję tu, czekająca na jej przyjście i ubrana w żelazną zbroję, bełkocząca niezrozumiałe słowa. Mój oddech jest płytki, jakby nikły. Moje źrenice były rozszerzone na prawie całe oko... Przed chwilą zabiłam zastępcę wodza klanu Uke, jego krew wciąż była na moim odzieniu. Nie mogłam otrząsnąć się z szoku. Wtem poczułam silne uderzenie w głowę. Upadłam z wielkiego głazu na małe, ostre skały. Przenikliwe łamanie kości przeszyło całe moje ciało. Zamknęłam oczy chcąc już jak najszybciej odejść z tego świata...
Wtedy z nad mojej głowy dobiegł głos wodza klanu Wody - Altaira:
- Isadoro...
"Ciągle słyszę twój głos, gdy śpisz obok mnie
Ciągle czuję twój dotyk w moim śnie.
Wybacz mi mą słabość, ale nie wiem dlaczego.
Bez ciebie trudno jest przetrwać." -
Poczułam rwący ból w prawej nodze idący wzdłuż brzucha, ciepła krew spływała po moich umięśnionych łapach... Kątem oka widziałam jak on sam wbija sobie nóż w krtań.
Wtem oślepiło mnie białe światło... Mogłam wstać więc szłam prosto, do białego basiora, który nagle mi się objawił... Zwał się Carster, zabrał mnie do pięknej, wyłożonej płatkami różnych kwiatów altany, gdzie powiedział, niezwykle melodyjnym głosem:
- To jeszcze nie czas... Od teraz jesteś Massacre de la Noche. Wadera stworzona do zabijania, nauczona do perfekcji sztuki przetrwania i sztuk walk... - mówiąc to zrobił dziwny znak na moim czole.
Obudziłam się cała spocona, lecz nie przeszkadzało mi to w zwiedzeniu miejsca, w którym się znalazłam. Mianowicie był to wielki, średniowieczny zamek.Po krótkim dojściu do siebie, przyjęłam imię- Massacre de la Noche...
Imię: Massacre
Przydomek: de la Noche
Wiek: 3
Żywioł: Ogień
Stanowisko: Członek
Przydomek: de la Noche
Wiek: 3
Żywioł: Ogień
Stanowisko: Członek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz