Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

piątek, 11 września 2015

Beren - Ona

Krople smętnie spadały na trawę, by skryć się w ziemi. Szedłem w stronę wyjścia z zamku a moje kroki odbijały się od murów echem. Nieważne, niech wszyscy się obudzą. Moje łapy dotknęły murawy i krople deszczu jęły spadać mi na futro, lecz nie tak gęsto, bym wyglądał jak wyplute kłaki. Na błocie za mną pojawiały się ślady, by zaraz zniknąć pod nawałem wody, gdy szedłem do Solitudine. Nie wiem nawet dlaczego tam idę. Powoli zaczęło mnie przenikać zimno, gdy przekroczyłem granice terenu. Idąc z biegiem rzeki dotarłem do miejsca, w którym rosło drzewo. Teraz było obumarłe z rdzawymi liśćmi, które zaraz i tak spadną. Nie zainteresowałoby mnie to tak bardzo gdybym nie ujrzał pod nim białej, rozmazanej przez deszcz, sylwetki otoczonej ognikami. Instynkt rozkazał mi się zatrzymać i obserwować waderę. Poczułem gorąco, gdy moje serce przyśpieszyło i wyczułem adrenalinę. Znikąd pojawiła się myśl, że coś dziwnego się ze mną dzieje a potem ogniki wokół niej zgasły i została tam sama, gdy wokół niej zapanowała woda a ja dalej ją obserwowałem i wtedy widziałem tylko ją.
Massacre
Deszcz zmoczył moje białe, lśniące futro, tak samo jak małe, tańczące ogniki, które otaczały mnie z każdej strony. Wtem ulotniły się niczym para wodna. Zostałam tylko ja. Ja i moje przemyślenia. Wstałam z mokrej od deszczu trawy. Nawet pod drzewem niektóre krople deszczu sprytnie przedzierały się przez rzadko usadzone liście. Postanowiłam poćwiczyć pewną umiejętność, a mianowicie zapalenie na drzewie gęstego, wysokiego płomienia pomimo deszczu. Skupiłam w sobie całą moc a wkrótce drzewo zaczęło płonąć. Po kilku chwilach dostrzegłam czarnego basiora. Obserwował mnie z dziwnym zaciekawieniem. Zmarszczyłam brwi i wyszczerzyłam kły. Nikt nie będzie mnie podglądywał!
Beren
Obserwując waderę pomyślałem, że musi się skupiać, gdyż stała bez ruchu z lekko podniesioną głową. Chociaż trudno było to stwierdzić przez siepiący naokoło deszcz. Po chwili na drzewie wybuchnął ogień rozświetlając tą przestrzeń naokoło drzewa. Przez blask, który roztaczała musiała zauważyć, iż ją obserwuję. Ukazała swoje śnieżnobiałe kły gotowa do ataku, lecz narazie tylko z namysłem odstraszenia mnie. Uśmiechnąłem się kpiąco czego wadera nie mogła zauważyć i zdecydowałem się zrobić to spokojnie, ale gotów gdyby była taka potrzeba. Pewnie to najgłupsza lub najwspanialsza rzecz, którą zrobiłem - podszedłem do niej. Chciałem ją sprowokować, by to ona zrobiła pierwszy ruch. Zapewne mnie zaatakuje, ale tego też pewny być nie mogę. Gdy byłem od niej oddalony od metr, zreflektowałem się i zatrzymałem. Nie należy naruszać prywatnej sfery, szczególnie wadery. Jednak ta tylko na mnie spojrzała i odeszła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home