Hypnos
Chodząc po zamku, rozmyślałem. Tak, znowu o niej, lecz też o mojej córce, Kaori. Nie wiem która z nich to większy cios dla mnie, obydwie kochałem równie mocno. Biedna, mała księżniczka, zaginęła... zawiodłem cię moja ukochana. Zawiodłem, Harsharani. Nie wiem czy na mnie patrzysz, czy mnie słuchasz, ale wybacz mi proszę.Nagle wpadłem na mojego syna, który był najwidoczniej czymś zdenerwowany. Spojrzał na mnie przez chwilę, od łap do głowy i stał tak, po prostu stał, więc ja przerwałem tą ciszę.
- Widzę mój synu, że jesteś czymś zaniepokojony. - oznajmiłem chłodno. Po prostu mój głos już taki jest, ciężko po tylu latach sprawowania władzy, okazywać uczucia.
Charon
Zaśmiałem się na jego słowa, bowiem to było oczywiste. Jednak mój głupi ojciec nic nie zrozumiał, więc musiałem się odezwać, poza tym... zaniepokojony? Jestem wkurzony a nie zaniepokojony. Masakra, że to on mnie wychowywał. Byłbym teraz jak Ofendia, lecz nie... mam swój rozum i z wiekiem każdy się zmienia.- Jestem wkurzony a nie zaniepokojony, to po pierwsze. - warknąłem na niego. - Ten system edukacji jest do chrzanu. - dodałem po chwili, nieco spokojniejszym tonem głosu. - Wiedziałeś, że znachor to tak naprawdę medyk a nie mag? Więc po co ja się tego uczyłem! - znowu zacząłem warczeć, pokazując jak bardzo mnie to denerwuje. - Chcę być magiem, alchemikiem czy też czarodziejem, magia a nie jakieś bezsensowne leczenie wilków. Od leczenia to jest medyk. Zmień to. - spojrzałem na niego z wrogością, po czym odszedłem. Nie muszę słuchać jego paplaniny, ma to zmienić, albo sam to zmienię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz