Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 2 września 2015

Charon - Przyjaciel? Zabawne

W końcu nie musiałem już wszędzie łazić ze starym, mam rok i mogę robić co mi się podoba. No dobra, nie wszystko, bo stary nas uczy tego i owego na temat naszej krainy, żywiołów i tak dalej. Chociaż teraz jest znowu zrozpaczony, bo stracił córkę, lecz mnie to jakoś nie rusza. Siostra zaginęła i tyle, była głupia. Proste. Może kiedyś wróci? Nie no, stawiam, że ją zabiją jak tylko przekroczy granice Arcanterry. Ojciec mówił, że my możemy mieszkać tylko tutaj, bo to jest nasza kraina, stworzona specjalnie dla nas byśmy byli bezpieczni i nie prowadzili wojen z innymi gatunkami.
Chodząc tak i szukając tego "miejsca", w którym mam odkryć swój żywioł, natknąłem się na Berena. Znałem go, to on mnie zaprowadził do Zamku, jak byłem mały.
- Elo. - przywitałem się z czarnym basiorem. Mój ton głosu był lekko znudzony, bo w sumie... to łażenie w te i we wte mnie nudziło. Ale chcę już mieć żywioł!
Beren
Chodziłem po terenach Arrcanterry bo, no cóż nie mam nic do roboty. Jestem mordercą a Hypnos nie zdecydował się jeszcze czy mam kogoś zabić. Czasami tak się zdarza, ale ja mam już dość tej bezczynności. Ktoś mnie pozdrowił. I to definitywnie był głos Charona, tylko doroślejszy. Zatrzymałem się i spojrzałem w bok, na roczniaka. "Elo" - jakie to głupie.
- Co chcesz? - spytałem się ostrzej niż zamierzałem... Ale dałem mu przykład dobrych manier i nie powiedziałem "czego".
Charon
Chyba ktoś tu jest nie w humorze. Dziwne, jak byłem mniejszy to wydawał się milszy. Tak, czy siak jest tylko zwykłym nic nie znaczącym poddanym, a ja jestem synem władcy. Powinien się zachowywać lepiej w stosunku do mnie.
- Co chcę? - zapytałem z zadziornym uśmieszkiem. - Ojciec planuje wybrać członków rady i mógłbym cię wkręcić. - zacząłem, dość kusząco, jednocześnie błądząc oczyma w różne strony, by na samym końcu spojrzeć na czarnego i dodać: - Ale skoro nie chcesz, to wybiorę się do tej białej i samotnej waderki. - uśmiechnąłem się złowieszczo.
Beren
Ten uśmiech... Chyba coś z niego będzie. Charon zainteresował mnie swymi słowami. Gdybym był w radzie... miałbym duży wpływ na rozwój watahy. Spojrzałem rzeczowo na samca a ten "zagroził" mi. Biała wadera, co jak co, ale wydawała mi się konkurencją, a to, że jest samotna to inna sprawa.
Myślałem patrząc na młodego. Zdawało mi się, że chce coś osiągnąć tym zachowaniem. Uśmiechnąłem, jakżeby inaczej, z lekką kpiną. Pobawmy się.
- Wkręć mnie. - odparłem po krótkiej chwili.
Charon
Proszę, proszę, proszę. Czarnemu jednak zależy na tej całej radzie i jeśli się nie mylę to jego sierść wszystko wyjaśnia. Czyżby chciał władzy? Zło wcielone, nieprawdaż? W końcu nie byle kto zostaje mordercą.
- Nie ma nic za darmo. - oznajmiłem z głupiutkim uśmieszkiem. Pobawmy się trochę, będzie fajnie. Tyle co ja mogę od niego chcieć? Jeśli zabiłby mojego ojca, sam mógłby się ogłosić radnym, więc to by mu się nie opłacało. Poza tym, stary i tak niedługo zdechnie, więc korzyści też mi to nie przyniosłoby.
- Co chcesz w zamian? - zapytał, patrząc na mnie podejrzliwie.
- Zacznijmy od tego, że będziesz moim wilczkiem na posyłki. - uśmiechnąłem się zadziornie.
Beren
To śmieszne. Roczniak zgrywa ważnego i tajemniczego. To dobrze.
"Wilczek na posyłki" Ciekawe co mam dostarczyć? I komu? Z tego wnioskuję, że kroi się niezła zabawa. Myślę, że nawet mogę go potem wsypać... i białą waderę też.
- To jak? Jak brzmi pierwsze "zadanie"? - Spytałem się z kpiną w głosie.
Ciekawi mnie jak się to rozwinie. Może roczniak zdecyduje się na poważniejszy krok?
Tylko nie podoba mi się "zaczniemy od tego".
Charon
Bawiło mnie, nie sądziłem, że taki stary wilczur będzie mi usługiwać. Nie przemyślałem tego, ale wkrótce coś wymyślę. Na chwilę obecną każę mu po prostu codziennie łapać mi bażanty. W spiżarni rzadko się one pojawiają a sam polować nie potrafię. Łatwe i przyjemne zadanie, bo przecież skoro jest się mordercą, to zabijanie chyba sprawia mu radość, czyż nie?
- Najpierw, może... hmmm. - udawałem zamyślonego. - Będziesz mi łapał bażanty, na śniadanie i kolację. I żeby one były w spiżarni jeśli zechcę coś zjeść. - zaśmiałem się triumfalnie. - Potem dam ci inne wskazówki, muszę tylko coś załatwić. - oznajmiłem obojętnie. Problem będzie tylko z ojcem, bo on nie darzy samca zbytnim zaufaniem, ale to da się zmienić. Najpierw podokuczamy siostrom, a potem tadam... czarny wybawiciel. Proste.
Beren
Gdy zadałem pytanie, Charon wydawał się zamyślony. Potem zaproponował najgłupszą rzecz na świecie. Łapać mu bażanty na kolację i śniadanie. Chwilowo chciałem się zaśmiać, ale gdy upewniłem się, że mały nie żartuje, górę wzięła druga strona. Zmroziłem syna Avatara wzrokiem.
- Nie jestem twoim sługą. Zastanów się nad poważniejszym zadaniem a wtedy pogadamy. - na moim pysku zatriumfował groźny wyraz, a potem już wściekłość. Spojrzałem na młodego samca wzrokiem w stylu: "Musisz zdobyć mój szacunek. " Rzuciłem mu jeszcze pogardliwe spojrzenie i odwróciłem się, by odejść.
Charon
O jejku, widzę, że duma mu nie pozwala na łapanie bażantów. To smutne, ale jak nie chce ze mną współpracować, to żegnam. Myliłem się co do niego, nie zależy mu aż tak bardzo na byciu radnym. Poza tym, nie godząc się na moje warunku, pokazał, że coś kombinował. Gdybym dał mu coś lepszego do zrobienia, to kto wie? Może by odwrócił kota ogonem i miałbym kłopoty. No tak, przecież łapania żarcia odwrócić się nie da, a nawet nie ma takiej potrzeby. Cwane.
- Widzę, że się nie dogadaliśmy. - uśmiechnąłem się złowieszczo. - Trudno, żegnaj. - odparłem obojętnie i odszedłem w swoim
kierunku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home