Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

wtorek, 8 września 2015

Beren - Córka avatara

Udałem się do Glacies... no cóż, warto trochę pomyśleć... Wszedłem w te tereny i od razu obsypał mnie śnieg. Drgnąłem, by otrzepać się z zimnego puchu. Czemu w Arcanterze musi być taka zróżnicowana pogoda wszędzie. Już zamyślony brnąłem przez śnieg naprzód. Ani się obejrzałem a natrafiłem przednimi łapami na coś mokrego, ale twardego. Chciałem z tego zejść, ale nie było rady - wpadłem. Wydałem dziwny pisk, stykając się z lodowatą wodą. Przerażony pomyślałem wściekle, że nigdy nie widziałem w Glacies jeziora i czemu to akurat teraz musiało się zdarzyć. Próbowałem wyciągnąć się z tarapatów, lecz moje łapy ześlizgiwały się z lodu. Z wściekłością przypomniałem sobie o swym żywiole i z zamachem stworzyłem wokół siebie kulę ziemii. Niestety zrobiłem to zbyt zaciekle, wystrzeliłem w powietrze i upadłem na twardą, zmarzniętą ziemię. Poddżwignąłem się, wściekły i zziębnięty udałem się do Pulchram. Tam położyłem się na sporym płaskim kamieniu, na słońcu, pozwalając futru obeschnąć.
Ofendia
Późnym popołudniem udałam się na długi i wyczerpujący spacer. Swoją wędrówkę poświęciłam zwiedzeniu wodnych terenów. W końcu woda to pierwszy żywioł mego ojca, więc możliwe iż to po nim odziedziczyłam moce. Ale nie mogę być taka pewna, bo również mogę mieć umiejętności po matce, której nigdy nie poznałam. Kiedy sobie o niej przypomniałam, to westchnęłam ze smutku. Nasz tata nigdy o niej nie opowiadał. Może to i dobrze? W końcu, pogrążył by się w jeszcze większym smutku, a tego nie chciałam. W rozmyślaniu przeszłam już kilka set metrów. Wkrótce zatrzymałam się w Pulchram. Podeszłam bliżej wody i zaczerpnęłam parę łyków tej świeżej i krystalicznie błękitnej wody. Odchyliłam się od tafli wody i zastrzygłam uszami. Rozejrzałam się, a w oddali ujrzałam czarnego basiora. Wyglądał na dojrzałego i trochę... Groźnego? Patrzył w dal poważnym i srogim wzrokiem. Był taki... skupiony. Cichym krokiem podążyłam w jego stronę. Gdy byłam w miarę blisko wyprostowałam się.
- Kim jesteś? - Warknęłam.
Basior podskoczył z zaskoczenia. Nie podejrzewam, żeby bał się czegokolwiek.
Beren
Moje futro wyschło w błyskawicznym tempie. To nie dziw zważając na gorąc, który panuje dziś w Pulchram. Wstałem i po chwili usiadłem na brzegu i spojrzałem na taflę, a potem na drugi brzeg, zamyślony. Zdziwiony spojrzałem jeszcze raz, mrużąc oczy; przez chwilę wydawało mi się, że dostrzegłem jakiś ruch na brzegu, ale widocznie mi się wydawało. Zamyślony, trwałem tak dalej. Mój wzrok powędrował nagle na prawo i spojrzałem prosto w oblicze jakieś dorastającej wadery. Pokręciłem głową. Ile bachorów może mieć jeden avatar? I czemu nie mogę spotkać jednego basiora, z którym mógłbym normalnie porozmawiać? A ile takich dorastających wilków zabiłem? Nawet teraz, przy tym co się dzieje i co się działo, ani trochę tego nie żałuję... Drgnąłem, ba, podskoczyłem zaskoczony, gdy usłyszałem jej głos. Uśmiechnąłem się mimowolnie z mojej własnej głupoty.
- A ty pewnie jesteś kolejną córusią naszego avatarka? - spytałem się z kpiącym uśmieszkiem. Normalnie takie słowa doprowadziłyby mnie do mdłości, lecz nie mogłem się powstrzymać - wyglądała tak słodko...
Ofendia
Westchnęłam i na chwilę opuściłam głowę. Później ponownie ją podniosłam i spojrzałam na basiora. Przymrużyłam oczy, ponieważ słońce mnie trochę raziło.
- Cóż... Rodziny się nie wybiera. - Powiedziałam zamyślonym tonem. - Lecz jakbyś chciał wiedzieć, zaginęła moja siostra... Czarna, podobna do ciebie. - Rzekłam.
Jednakże po co uświadomiłam mu o zaginięciu jakiegoś wilka? Z pewnością nie obchodzą go takie drobnostki. Nie mogę rzec, że tęsknie za Kaori, ponieważ razem się tylko bawiłyśmy. Tak na prawdę nie poznałam jej cech. Z namysłu wyrwał mnie basior. Chrząknął specjalnie, żeby zwrócić mą uwagę.
- I tak dla twej wiadomości zwę się Ofendia. - Oznajmiłam zimno.
Przekręciłam głowę w stronę lasu, który zaczynał się parę metrów od nas. Wyłapałam z niego gwizdy ptaków i szumienie drzew. Ponownie popatrzyłam na czarnego wilka.
- Raczysz mi się przedstawić? - Zapytałam z lekką pretensją.
Beren
Po pytaniu wadera spojrzała w stronę lasu. Cóż, chyba wszyscy są dziś tacy zamyśleni. Spojrzalem na nią jeszcze raz tym razem uważniej. Nie wydawała się smutna po zaginięciu siostry. Nigdy nie poznałem tej córki Hypnosa, a teraz już za późno.
- Oczywiście. Mam na imię Beren. - Stwierdziłem chłodno, uśmiechnąłem się, spojrzałem jej w oczy i ukłoniłem się. Hmm... potomstwu, szczególnie córce, avatara należy się szacunek.
Ofendia
Przekręciłam oczami i spojrzałam zawiedzionym wzrokiem na basiora.
- Nie kłaniaj mi się. - oznajmiłam trochę wściekła. - Nie uważam siebie za ważną osobę. - dodałam spokojniejszym tonem.
Czarny wilk podniósł się.
- Dziękuję, Berenie. - obwieściłam. - Po za tym nie jestem przyzwyczajona do cudzych ukłonów. - rzekłam, powracając do tematu.
Nagle przypomniałam sobie o matce. Dręczyły mnie myśli o niej. Jak wyglądała? Jak się zachowywała? I wiele innych pytań, na które nie znałam jeszcze odpowiedzi. Może w końcu ojciec ośmieli się i wyjawi nam te tajniki. Teraz trzeba tylko czekać.
Beren
Rozbawiło mnie to jak zareagowała na mój ukłon. Z drugiej strony też bym tego nie chciał, gdybym był kimś innym. Ale jestem sobą i nic tego nie zmieni. Mała znów się zamyśliła a cisza się przedłużała. Jednak zaciekawiła mnie jedna rzecz.
- Odkryłaś już swój żywioł? - Naprawdę powstrzymałem się od powiedzenia: "Pani".
Zacząłem ją obserwować. Mimo tego ile się już zdarzyło, dalej jeszcze nie wiem czy wrodziła się w swojego ojca.
Ofendia
Spojrzałam na Berena z lekkim smutkiem, który był prawie niezauważalny.
- No cóż... - westchnęłam. - Niestety jeszcze nie, ale nadal staram się go odkryć. - Dodałam trochę milej.
Już wcześniej spodziewałam się takiego pytania z jego strony.
- Mogę dodać, iż będzie to Woda lub Ziemia. - rzekłam robiąc mu pewne "nadzieje".
Ponownie nastała cisza. Chcąc ją przerwać, powiedziałam:
- A ty? Jaki posiadasz żywioł? - zapytałam, ciekawa jego odpowiedzi.
Beren
Woda lub Ziemia... Ja będzie to Ziemia to będziemy mogli razem ćwiczyć lub będę mógł ją ćwiczyć. A ta ciekawość... Zaraz jej pokażę jaki mam żywioł. Nie zrywając kontaktu wzrokowego, kazałem kamieniom wyrwać się z ziemii za mną, parę metrów nade mną. Z zadowoleniem widziałem jak wadera obserwuje kamienie rwące się w górę. Gdy kamienie złączyły się w kształt kuli, rozkazałem się im powoli obracać. Skończyłem swój pokaz a kula powoli obracała się nad nami. Spojrzałem na małą z uśmiechem.
Ofendia
Po obejrzeniu "pokazu" Berena popatrzyłam na niego z lekkim zachwytem.
- Imponujące. - Oznajmiłam.
Zaczęłam być na prawdę ciekawa swojego żywiołu. Ale teraz chciałam wyciągnąć jak najwięcej informacji od czarnego basiora.
- Zaprezentujesz mi coś jeszcze? - Zaproponowałam spokojnie.
W tym czasie kamienna kula rozproszyła się na małe skałki, które opadły obok nas. Ziemia to zapewne silny żywioł, więc same wilki władające nim są dosyć umięśnione. Za to woda jest spokojniejsza i delikatniejsza, lecz też posiada swe uroki. Moim rozmyślaniem znów rozpoczęłam głęboką ciszę. Ponownie popatrzyłam na Berena.
Beren
Ofendia popatrzała na mnie z zachwytem. Mogę jej coś zaprezentować, ale nie teraz. Powiedzmy, że mam taką zachciankę. A jednak...zobaczmy.
- Co byś chciała jeszcze zobaczyć?- udałem znóżonego, ale wprawdzie podoba mi się to, że mogę go poćwiczyć, że mam go komu pokazywać. Komuś, kto patrzy na to z zachwytem i wzrokiem głodnym wiedzy. Ale właściwie po co mam jej to pokazywać, skoro jeszcze nie wiem, czy jej żywioł czy to ziemia? Spojrzałem na małą z ciekawością. Ciekawe co chce zobaczyć. Dziwne, że chce w ogóle coś zobaczyć bo nie jestem potężnym magiem ziemii.
Ofendia
Zastanowiłam się przez chwilę.
- Chciałabym zobaczyć coś w stylu... Ataku? - Odpowiedziałam niepewnie.
Beren namyślił się. Trwało to dość długo, a ja byłam już zniecierpliwiona. Zapewne nie zrozumiał mojego przekazu.
- Eh... - Westchnęłam ciut zdenerwowana. - Coś takiego, żeby na przykład zabić zwierzę... - Dodałam później.
Tym razem czarny basior już zrozumiał. Nastała cisza, która tylko przedłużała czas. Czekając na odpowiedź wilka, obserwowałam ryby pływające w wodzie.
Beren
Spojrzałem na nią z żądzą gdy zaproponowała atak. Jednak nie byłoby to mądre ani z jej, ani z mojej strony by zrobić lub zaproponować coś takiego. Po chwili powiedziała, że ma być to coś takiego, co zabiłoby zwierzę. Rozglądałem się naokoło szukając celu, gdy ona wpatrywała się w ryby w jeziorze. W końcu z pośród drzew w lesie wyłoniła się dzika gęś. Uznałem to za wspaniały cel. Zwróciłem uwagę córy avatara na ptaka. Ptak pewnie miał zamiar wylądować na jeziorze, ale nigdy tam nawet nie dotrze. Gdy gęś była przed nami rzuciłem na nią Burzę Piaskową. Obserwowałem ptaka, gdy zawirował w powietrzu w panice i zaskrzęczał, gdy piasek dostał mu się do gardzieli i do oczu. Wezwałem ostry kamień, który poszybował wprost na ptaka i przebił mu gardło. Ptak spadł na ziemię metr od jeziora. Zadowolony spojrzałem na Ofendię, lecz ona na zadowoloną nie wyglądała.
Ofendia
Przymrużyłam oczy i uważniej spojrzałam na martwego ptaka. O dziwo ten pokaz nie wywołał u mnie zbytnio wielkiego zachwytu, lecz chciałam jednak pochwalić Berena za chęci pokazania swej "sztuczki".
- Nie tak imponujące jak tamta kula, ale może być. - Oznajmiłam spokojnie.
Ciekawe kiedy ja odkryję swój żywioł. Bardzo byłoby fajnie, gdyby była to ziemia, bo w tedy mogłabym ćwiczyć z tym czarnym basiorem. Z drugiej strony woda nie jest aż taka zła. Moje myśli ponownie rozpoczęły ciszę. Usiadłam wygodnie i spojrzałam w chmury. Ujrzałam w nich różne kształty, takie jak wilk, słońce, ptak itd. Moja wyobraźnia zaczęła pracować. Na chwilę zapomniałam o obecnym tutaj Berenie i rozmarzyłam się.
Beren
Chyba córusia avatarka nie jest pod wrażeniem. Ech... Mogłem zrobić coś lepszego, ale cóż...dla niej nie bryłoby to nadal dość dobre. Ofendia obserwowała chmury. To smutne, jednroczna wadera a nie ma nic lepszego do roboty niż rozmyślać. Ech, no tak pewnie wszyscy za nią wszystko robią. Samica tak się rozmarzyła, że nawet nie zauważyła, gdy do niej podszedłem. Pochyliłem się.
- Hej, żyjesz? - Wyszeptałem jej do ucha. Odskoczyłem od niej szybko, gdy podskoczyła ze zdziwienia.
Ofendia
Basior przysunął się do mnie. Odskoczyłam z zaskoczenia.
- Żyję. - Warknęłam zła. - Nie lubię jeśli ktoś w taki sposób zakłóca mi ciszę... - Dodałam i odwróciłam się w stronę jeziora.
Nie wiem co mu do głowy wpadło, żeby tak tragicznie przerwać moje rozmyślanie.
- Powoli zaczynam być głodna... A że ta o to gęś jest w piachu to idę zapolować na coś równie małego. - Powiedziałam i powolnym krokiem odeszłam od Berena.
W oddali usłyszałam tylko ciche pożegnanie. Westchnęłam i oddaliłam się w głąb lasu, aby upolować zająca szaraka. Jest chyba tylko jeden wilk w tej krainie, który mnie choć trochę rozumie, a jest nim mój ojciec; Hypnos.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home