Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

piątek, 28 sierpnia 2015

Hypnos - Szczenięta

Rano obudziły mnie piski moich szczeniąt, które bawiły się ze sobą, jednocześnie wykorzystując mnie w swojej zabawie. Otworzyłem oczy i podniosłem głowę, po czym spojrzałem na radosne mordki moich dzieci. Wzrok automatycznie zaczął błądzić za nią... lecz jej już nie ma. Oh, jak jak strasznie za tobą tęsknię, moja Harsharani. Moja, jedyna...
- Chodźmy coś zjeść. - wstałem i oznajmiłem obojętnym tonem głosu. Byłem załamany, lecz nie okazywałem tego. Udałem się do spiżarni, gdzie znalazłem trochę mleka i rozlałem je do misek. Sam zaś wziąłem kawałek uda renifera, do którego po jakimś czasie dołączyły się szczenięta. No tak, dorastają i zaczynają jeść mięso.
Po śniadaniu wyszliśmy poza mury zamku i udaliśmy się do Lasu, bowiem tak było najbliżej i najbezpieczniej dla nich. Poza tym uwielbiały bawić się w liściach.
Beren
Rankiem poszedłem do lasu. Ranek był mglisty, lecz słońce szybko przedzierało się przez powały mlecznej mgły. Wkroczyłem do lasu: do cienia, który dawał bezpieczeństwo. Po paru metrach usłyszałem ciche skomlenie i poszczekiwanie zadowolonych i radosnych szczeniąt. Na malutkiej polance dostrzegłem Hypnosa i jego potomstwo. Wydawał się szczęśliwy, gdy małe wilczki wdrapywały się na niego, ale był też jakby nieobecny, roztargniony. Obserwowałem go jeszcze przez chwilę, gdy powietrze rozdarł pisk szczęścia o niesamowitej częstotliwości i coś otarło się moją łapę: Charon. Zawołał do swojego rodzeństwa, że jestem jego przyjacielem, wróciwszy do nich. Hypnos otrząsnął się z zamyślenia, więc podszedłem do gromadki. Przedtem zobaczyłem, że mimowolnie szuka, przeszukuje krzaki wokół wzrokiem w nadziei, że ona zaraz wyskoczy z pomiędzy nich ze śmiechem.
- Powinieneś spróbować przestać tęsknić. Lub postąpić jak tamten alfa - dodałem po namyśle, odsłaniając kawałek mojej historii. - Gdy - zawahałem się - umarła mu partnerka... pozbył się kłopotów. - Mimowolnie spojrzałem na gromadkę, która bawiła się w berka parę metrów od nas. Skutek był natychmiastowy. Avatar spojrzał na mnie wściekły.
- Sugerujesz, żebym pozbył się moich szczeniąt?!
Zastanawiałem się chwilę; cokolwiek teraz powiem a avatar może wybuchnąć jak wulkan. Powiedziałem to tylko pod presją. Jakim idiotą jestem i czy mogę być gorszym?
-Ja... Zabiłem ją a on mnie wyrzucił! Wyzbył się kłopotu!
Mimo to, że wyrzucenie tego z siebie sprawiło mi niejaką ulgę, przykrył to strach a potem złość na samego siebie. Mimowolnie cofnąłem się o krok.
Hypnos
Dlaczego akurat ja muszę tak cierpieć? Dlaczego i za co? Byłem dobrym wilkiem i nadal nim jestem, taką mam nadzieję. A co jeśli jest inaczej? Co jeśli naszemu stwórcy nie podoba się moje zachowanie i dlatego mnie tak pokarał? Harsharani, strasznie za tobą tęsknię i rady bez ciebie sobie nie daję... wróć do mnie. Uśmiechnij się i wszystko będzie jak dawniej. A może to tylko sen?
Nagle usłyszałem czyjś głos, obejrzałem się i zauważyłem czarnego basiora. Oh, Beren. Jego słowa były dość dziwne i niezbyt zrozumiałe, bądź też zrozumiałe aż zanadto. Jednak, chyba nie to miał na myśli, bo nie byłbym wstanie pozbyć się tego co kocham, czyli ich. Są radosne jak ich matka, są przecież jej częścią. Jej i moją.
Czarny basior otworzył się w końcu i wyjawił część swojej przeszłości, która nie była mi znana. Może się zmienia? Nie jestem na niego zły, bo nie mam wpływu na jego czyny, lecz teraz... on mieszka tutaj.
- Nie chciałbym być zmuszony do ukarania ciebie. - odparłem obojętnie, patrząc w jego oczy.
Beren
Ufff.... Poczułem prawie obezwładniającą ulgę. Byłem głupi a jednak Hypnos nie ukarał mnie, nie zrobił... czegoś czego by potem żałował. Dostałem odpowiedź i teraz avatar nie spuszczał wzroku z moich oczu. Próbowałem utrzymywać ten kontakt wzrokowy, lecz zaraz spuściłem wzrok. Nie będzie do tego zmuszony... nigdy. Po chwili zerknąłem na niego i ukłoniłem się. Tak się zastanawiam, co się ze mną dzieje? Spojrzałem na jego potomstwo: właśnie czarna kulka podgryzała białą. Gdyby się tak zastanowić to nie powinien mieć czarnego bachora, przecież żadne z rodziców nie miało czarnego pigmentu.
Hypnos
Nie spuszczałem wzroku z czarnego basiora, bowiem nie wiedziałem czego mogę się teraz po nim spodziewać. Jest mordercą, lecz... może to dobrze? Przecież mógłby dostać taką posadę w naszej watasze, lecz czy ma odpowiednie umiejętności?
- Nie chciałbyś zostać mordercą? - zapytałem obojętnie. Nie wiem czy jego ukłon miał znaczyć, że się zmienia i zaczyna podążać dobrą ścieżką, czy też może coś knuje. Nie wiem, nie znam go na tyle, lecz mam nadzieję, że nie planuje niczego złego. Lepiej jednak, będę na niego uważać, a tym bardziej na moje szczenięta.
Beren
Avatar nie spuszczał ze mnie obojętnego wzroku i wyraźnie nad czymś się zastanawiał. Postanowiłem poczekać aż coś mi powie i nie musiałem czekać długo. Oczywiście spytał się mnie o to jak zwykle obojętnym tonem tak jakby nic go nie obchodziło a jednak...
Kawałki lodu, które były moim sercem i zaczęły powoli topnieć teraz powoli się "odradzały". Poczułem zimno, mojego towarzysza i już wiedziałem co odpowiem.
- To będzie dla mnie zaszczytem. - stwierdziłem i spojrzałem na avatara przenikliwe.
Hypnos
Mogłem się tego spodziewać, lecz to i lepiej. Potrzebujemy czarnego charakteru, bowiem nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Nie chciałbym skazywać moich poddanych na śmierć, lecz czasem po prostu nie ma się wyboru. Czasem tak jest sprawiedliwie. Mam jednak nadzieję, że nigdy nie będę do tego zmuszony a Beren? Młody jest, jeszcze mojemu następy służyć będzie.
- A więc przyjdź do mnie, jak tylko ukończysz kursy. Czarna magia i myślistwo w zupełności wystarczą. - oznajmiłem i powolnie kiwnąłem głową, na co wilk odpowiedział tym samym i odszedł. Ja zaś popilnowałem szczeniąt, a kiedy te zgłodniały, wróciliśmy do zamku a następnie udaliśmy się do komnaty na spoczynek. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home