Zamyślony poczułem nagle jak coś zimnego i mokrego podmywa mi łapy. Powróciłem do rzeczywistości z lekkim zaskoczeniem. Byłem pewny, że zmierzam do Glacies a tymczasem stoję na plaży. Westchnąłem cicho i powłucząc nogami skierowałem się do skałek. Usiadłem pod skałką, na której rozsiadła się mewa. Pokręciłem głową. Ptaki nie mają za grosz szacunku i myślą, że cały świat należy do nich. Spojrzałem na dół i znalawszy patyka zacząłem ćwiczyć swoją parapsychozę lub telekinezę, jak kto woli.
- Nikt cię nie lubi, jesteś brzydki i okropny... Żadna wadera nawet na ciebie nie spojrzy, będziesz nikim... - usłyszałem głos nad moją głową. Mewa. I widać, że dopiero co się rozkręcała. Chyba to kochała. - Nie będziesz miał zawodu, będziesz wyrzutkiem...
- Mów sobie co chcesz. - Przerwałem jej. Wylądowała u moich nóg i spojrzała na mnie z wyrzutem.
- A wiesz kim naprawdę jesteś? Głupim, zakompleksionym bachorem, który myśli, że jest taki super bo ubzdurał sobie, że ma cel jak jakiś superbochater.
Nie dobrze, że to powiedziała. Zreflektowała się w porę i wzleciała w powietrze. Wstałem i zacząłem ganiać ją po całej plaży, ale nawet wtedy rzucała ku mnie obelgi. Gdy poleciała ku wodzie, warknąłem na nią wściekły.
- Już nie będziesz miała wrażenia szczęścia. Staniesz się nikim. - Poczułem dziwną sensację w brzuchu, gdy to wypowiedziałem, a ona odleciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz