- Witaj. Jestem Hypnos. - oznajmiłem bezbarwnie.
Massacre
Oddychałam płytko. Kolejny trening na walkę mocy. Wielka, słomiana kukła wilka przypominała teraz obraz nędzy i rozpaczy. Byłam zadowolona z treningu i nowego sposobu rzucania ognia. Słyszałam, że pewien wielki wojownik wytworzył kolce z grzbietu, które mają zdolność samozapłonu. Lecz czy to prawda? Meh, nie wiem, ale chciałabym tak. Położyłam się zdyszana na ziemi. Czas na krótki wypoczynek. Zaczęło się robić chłodno, więc zionęłam ogniem zapalając pobliskie patyki. Wtem zobaczyłam białego basiora nadchodzącego w moją stronę. Podniosłam się szybko i wyprostowałam się.- Dupek. - mruknęłam. Zmierzyłam go wzrokiem. Avatar zbliżał się coraz bardziej. W końcu przemówił.
- A ja Massacre. - odparłam szorstko.
Hypnos
Wadera była dość szorstka, lecz nie byłem tym zbytnio zdziwiony. Widziałem jak walczy. Jest wściekła, pewna siebie i niezwykle dumna ze swoich postępów, przynajmniej tak wyglądała w moich oczach. Mogłem też uważać, że nie ma do mnie zaufania, bowiem stoi sztywno i jest gotowa do ataku. Nie chciałem tego, ponieważ jestem przyjacielem... nie chciałem z nią walczyć, lecz mimo tego zapytałem - Może wspólny trening? - miałem nadzieję, że dzięki temu nabierze do mnie zaufania i zmieni swoje nastawienie. Wiem, że ona kocha walczyć, to widać... lecz mogę się mylić.Massacre
- Jeżeli musisz... - odparłam obojętnie. Basior stał niewzruszony. Zatoczyłam mały okrąg wokół niego i stanęłam naprzeciw avatara. Naprężyłam mięśnie i byłam gotowa do ataku. Sierść mi się zjeżyła, gdy moje łapy zapłonęły żywym ogniem. Pojedyncze języki ognia tańczyły okrążając coraz szerszy obszar wokół mnie. Czekałam na ruch Hypnosa. Wyprostowałam się dumnie i pogardliwym wzrokiem spojrzałam na niego. Rzuciłam mu wyzwanie. Prowokowałam go.Hypnos
W jej oczach było widać wszystko, kochała to. Bez dłużej chwili namysłu, zrobiłem to samo to biała wilczyca. Przygotowałem się do pojedynku, który tak naprawdę traktowałem jak zabawę, lecz coś mi podpowiadało, że ona tego nie odczuwa. Najwyżej mnie zrani... Dawno nie bawiłem się ogniem, więc mały trening mi się przyda. Potrafiłem zapłonąć, moje ciało dokonywało teraz przemiany... od łap aż po czubek nosa. Oczy stały się puste, płonące żywym ogniem, tak samo jak i reszta mojego ciała, lecz dusza... dusza pozostała niewzruszona. Warknąłem, po czym ruszyłem na waderę, ta jednak była zwinna i odskoczyła na bok. Za pomocą ogona trzasnąłem jej łapy ognistym biczem, upadła. Miałem czas na wbicie jej moich kłów w ciało.Massacre
Runęłam jak kłoda na ziemię. Chcąc nie chcąc nawet dobry był w tę klocki. Ale nie lepszy ode mnie! Kiedy basior chciał zatopić te żółte zębiska wykonałam kolejny unik w bok. Avatar zarył pyskiem w ziemi. Wskoczyłam jeszcze na jego pysk przez co cały był w błocie. Dzięki chwilowej bezwładności Hypnosa ugryzłam go w kark, dając mu znak że jest już przegrany. Nie mam zamiaru go puścić dopóki się nie podda. Uścisk szczęk powoli sie zacięśniał.Hypnos
Upadłem pyskiem na ziemię, a wadera tylko jeszcze mnie dobiła, tak, że oślepłem. Błoto dostało mi się do oczu, co bardzo mnie bolało. Inferno opadło już dawno, co jak co, ta moc wyczerpuje. Po chwili poczułem jej uścisk na moim karku. Czułem jak powolnie umieram, tlenu mi brakowało, lecz się nie poddam. Nie ma mowy! Zacząłem się szarpać, co tylko powodowało, że czułem się jeszcze bardziej osłabiony. Nie mogłem użyć żadnej magi prócz ognia, to by było niesprawiedliwe. Buchnąłem ogniem, po prostu wybuchłem, tak, że poparzyłem ją w pysk i puściła. Cóż, jesteśmy tylko wilkami i nawet nasze moce nas nie chronią przed żywiołami. Tak jak wilk wody może utonąć, tak i mag ognia może się poparzyć.Odwróciłem się szybko w jej kierunku, tak by nie spuścić jej z oczu, które nadal mnie bolały od piachu. Otrzepałem się by strząsnąć resztki błota. Szczerze? Nie miałem już siły.
Massacre
Spojrzałam na basiora. Widać że był już zmęczony tym całym małym treningiem. Oparzenie na pysku piekło niemiłosiernie. Westchnęłam cicho i powoli rozmasowywalam łapą oparzone miejsce. Cóż, może jeszcze kiedyś przekona się o mej potędze. Usiadłam na miękkiej zielonej trawie i wpatrywałam się w avatara.- Cóż, muszę przyznać że dobrze walczysz jak na władcę... - zaczęłam szorstko.
- Ty też jak na zwykłą waderę... - odpowiedział.
- Nie jestem zwykła. Chyba ci się w dupie poprzewracało aby tak sądzić. - wypięłam dumnie pierś.
- Skoro tak uważasz... - przymknął oczy.
Prychnęłam i odeszłam powoli w stronę swojej komnaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz