Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

niedziela, 23 sierpnia 2015

Beren - Ziemia

Obudziłem się nagle na zimnej posadzce w mojej komnacie w zamku. Przez okno nie rozszczepiały się promienie słońca, lecz niebo było ciemno niebieskie a na horyzoncie rozpościerała się złoto-biała poświata. Ten widok przypominał mi łąkę... Odwróciłem wzrok od okna i wyszedłem przez drzwi a dalej przez drzwi dwuskrzydłowe i bramę oddzielającą zamek od dzikich terenów Arrcanterry. Poza murami zamku zdecydowałem się pójść do Solitudine poćwiczyć mój żywioł - ziemię. Przynajmniej nikt nie będzie mnie obserwować. Gdy byłem na miejscu zacząłem ćwiczenia od trafiania do celu kulkami z ziemi. Otworzyłem pysk i jąłem strzelać do pobliskiej skałki. Po kilkudziesięciu strzałach, poczułem mrowienie na karku - niezawodny znak, że ktoś na mnie patrzy. Szybko obróciłem się wokół własnej osi i spojrzałem w stronę drzew.
Charon
Rano, kiedy tata jeszcze spał, do naszej komnaty wleciał motylek. Był bardzo ładny, taki kolorowy. Moje rodzeństwo też smacznie spało, wtulone w miękką, białą sierść ojca. Mój nowy przyjaciel najwidoczniej chciał się ze mną bawić, bowiem cały czas latał mi przed nosem. Zacząłem go ganiać po całej komnacie. Skupiony na nim, nie zauważyłem nawet, że znalazłem się poza murami zamku... Było tutaj strasznie, a mój przyjaciel zniknął.
Nagle zauważyłem czarnego basiora, stanąłem i przyglądałem się mu, a kiedy ten zwrócił na mnie uwagę, podbiegłem.
- Cześć! Jestem Charuś. - uśmiechnąłem się do niego. - Zgubiłem się. - posmutniałem.
Beren
Pomiędzy drzewami zobaczyłem małą kulkę - szczeniaka. Wyszedł z lasu - a raczej krzaków - i widać było, że trząsł się ze strachu. Ja też podszedłem bliżej i zmrużyłem oczy, ponieważ mały obwieścił, że nazywa się Charuś, co pewnie jest zdrobnieniem od Charon, i że się zgubił. Przypomniałem sobie, że nasz avatar niedawno został ojcem a matka zdechła, więc to pewnie jedno z jego szczeniąt. Przygryzłem wargę, patrząc na młode. Po krótkiej bitwie z samym sobą, uległem westchnąwszy ciężko.
- Chodź. Zaprowadzę cię do zamku. - słowa spłynęły z moich warg bez zastanowienia... Nie powiedziałem tego, ale mały przydreptał do mnie, wydawał się szczęśliwszy co oznacza, że jednak to zrobiłem. Podjąłem wędrówkę do zamku ze szczenięciem u boku, bijąc się z myślami... Boże, to brzmi tak głupio.
Charon
Ucieszyłem się, kiedy mój duży i czarny przyjaciel oznajmił, że zaprowadzi mnie do domciu. On znał drogę! To takie niesamowite, przecież tereny mojego tatusia są bardzo duże. Wilczur szedł bardzo szybko, ale ja dotrzymywałem mu kroku, jestem przecież najlepszy.
- Mój tatuś jest avatalem. - oznajmiłem z dumą, idąc radośnie przed siebie, jednocześnie obok łap mojego dużego kolegi, który tylko mruknął na moje zdanie. - Jak się nazywasz? - spojrzałem w górę i uśmiechnąłem się do niego. - Jesteś moim pierwszym przyjacielem. - dodałem z dumą.
Beren
Uśmiechnąłem się lekko. - Beren. Jestem Beren. - powiedziałem szorstko i niecierpliwie. Przemilczałem jego stwierdzenie. Co on tam wie? To tylko mały szczeniak. Zapewne nawet muchę nazywa przyjacielem. Gdy byliśmy tuż koło zamku, mały zapiszczał - pewnie wyczuł swojego ojca. Szary zerwał się do biegu a ja zastanawiałem się gorączkowo jak zareaguje avatar, gdy zobaczy, że przeprowadziłem mu jego bachora. Przy bramie stał rozgorączkowany Hypnosik i spytał się mnie, prawie krzycząc:
- Widziałeś gdzieś moje... - urwał zaskoczony, gdy Charon uczepił się jego łapy. Spojrzałem prosto w jego oczy. Chłodno, wyzywająco.
Hypnos
Kiedy obudziłem się rano, Charona nie było. Po prostu... zniknął. Od razu zerwałem się z posłania i zacząłem rozglądać po komnacie, moje myśli kazały mi nawet wyjrzeć przez okno, lecz ciała na dole nie było. A co jeśli ktoś już go zabrał? Może ptaki?
Spojrzałem na szczeniaki, które radośnie się ze sobą bawiły, po czym oznajmiłem, że mają iść za mną. Zaprowadziłem je do Terry, która zgodziła się nimi przez chwilkę zająć, a na pytanie, gdzie jest czwarty nie zdążyłem odpowiedzieć. Szukałem go w całym zamku, lecz nic... zero. Zawiodłem Harsharani...
Nagle zauważyłem Berena, który podążał w stronę zamczyska. Podszedłem bliżej i nim dokończyłem wypowiedź, poczułem coś koło mojej łapy. - Charon! - krzyknąłem uradowany i przytuliłem szczeniaka do siebie. - Gdzie ty łazisz? - zapytałem chłodno, na co szczeniak wyszeptał smutne "Przepraszam" i podkulił ogon. Zmierzyłem go wzrokiem, po czym spojrzałem na czarnego basiora. - Dziękuję. - oznajmiłem obojętnie.
Beren
Basior ogromnie ucieszył się na widok swojego syna, lecz szybko spoważniał i zbeształ Charona.
Patrzył jeszcze przez chwilę na niego z naganą a potem skierował swój wzrok na mnie, by podziękować.
Choć powiedział to obojętnie poczułem dziwną sensację co mnie zdziwiło. Choć to było... miłe, to i tak to zignorowałem, jak zignorowałem milion innych rzeczy w swoim życiu. Ograniczyłem się tylko do zdawkowego pochylenia głowy w "szacunku" do jego podziękowania. Obróciłem się, by odejść w inne miejsce. Odszedłem do Glacies...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home