– Co to może być? Czyżbym odkryła jakiś nowy gatunek zwierzęcia? A może to coś starego? – mruknęłam, podchodząc bliżej tak, jak najciszej umiałam i mrużąc jednocześnie oczy, by lepiej widzieć. Nie przejmowałam się tym, że może być niebezpieczny, bardziej, żeby nie spłoszyć osobnika o… hmm… wytężyłam wzrok i ujrzałam niesamowity, kolorowy błysk, jaki bił od sierści czy piór… czy tam skóry zwierzęcia.
– O ja cię… musi być w nim coś magicznego. – ponownie szepnęłam sama do siebie.
– A co takiego? I w czym? – ku mojemu zdziwieniu, ktoś mi odpowiedział. Zszokowana podskoczyłam, odwróciłam się i ujrzałam za sobą jakiegoś wilka, do którego rzec jasna należał głos. Co on tu robi? Szpiegował mnie, a może przyszedł dopiero teraz? Nie wiedziałam, ale to nie było ważne… Ja tutaj przecież właśnie badam nieznany gatunek!
– Cicho bądź, bo jeszcze spłoszył. – rzekłam, a twarz nieznajomego wykrzywiła się, pokazując zdziwienie.
Olethros
Postanowiłem wyjść z Miejsca i poszukać wilków. W Glacies nikogo się nie widywało. Możliwe, że to moja wina. Wyszedłem na mróz. Westchnąłem i za pomocą telekinezy wyciągnąłem z groty sztylet z pozłacaną kościaną rączką. Odwróciłem się plecami do wejścia i ruszyłem na przód. Gdzie iść? Zamek - nie, Wioska - nie, Caeruelo też nie... Pulchram? Dolina? Anguntur? Anguntur... Czemu by nie wrócić do miejsca skąd przyszedłem. Mając już przed sobą wyraźny cel ruszyłem na przód. Mruczałem pod nosem cały czas nazwę Anguntur Czy moja wataha przetrwała? Czy Hestia urodziła? Z resztą... Co mnie to, kurwa, obchodzi. Minął dzień. W końcu ujrzałem pagórki pokryte mgłą a dalej szczyty. Wszedłem nań. Ogarnęła mnie zimna mgła i poczucie pustki. Ja się jednak uśmiechnąłem. 200km na północny-zachód i byłbym na tamtym terenie. Przyśpieszyłem do truchtu i przystanąłem. Przede mną usłyszałem szum skrzydeł i dojrzałem sylwetkę jakiegoś latającego stworzenia. Nie zdziwiłoby mnie to ani trochę gdyby zaraz za nim w pogoń nie rzuciła się sylwetka wilka. Wahałem się tylko trochę. Bo czyż tu nie ma stworzeń o nazwie Amarok? Tja. I tak podążyłem za sylwetkami. Ta wilcza zaraz przystanęła i jęła się skradać. Przybliżyłem się i zauważyłem, że to wadera. Młoda. Hekate by się spodobała...Nie wiem czemu, ale stanąłem blisko obok niej prawie ją dotykając i zachowałem się jak dureń. Jeszcze lepiej by było gdybym zaśpiewał jedną z tych sprośnych pieśni tego naszego kochanego komika. Dlaczego po prostu jej nie zaatakowałem? Dlaczego musiałem się najpierw spytać o jakąś bzdurę jak debil?
Issar
Mimo, że byłam zajęta obserwacją tego... no, wydawało mi się, że to jednak jakiś ptak, to fakt, że jakiś basior stał tam wtedy za mną, zaczął mnie trochę instynktownie denerwować czy wprawiać w zakłopotanie. Niby nie obchodził mnie ten wilk, ale jednak nie mogłam ignorować go tak po prostu, więc odwróciłam się i spojrzałam na niego.- Ej, stary, znasz może takie zwierzę? - spytałam cichym szeptem, a mówiąc to kiwnęłam głową w stronę istoty krążącej we mgle.
Olethros
Cóż za protekcjonalność! Stary? Prychnąłem lekko i wyprostowałem się dumnie. Spojrzałem na postać majaczącą się przed nami i mimowolnie pokręciłem łbem.- Stary? - westchnąłem lekko z potępiającym uśmieszkiem. - Gdybyś wiedziała kim jestem...
Wadera tylko szybko na mnie zerknęła, w pośpiechu zaraz koncentrując się na zwierzęciu. Jednak po sekundzie czy dwóch dotarły do mnie jej słowa.
Issar
Bla, bla, bla... W sumie nie bardzo obchodził mnie ten basior i jego słowa, w końcu sam się tu przypałętał i tylko przeszkadza, więc odwróciłam się tylko na sekundę, posłałam mu lekceważące spojrzenie, nie zaszczyciłam go przy tym ani słowem. Potem znów wróciłam do obserwacji ptaka. Padłam na ziemię i doczołgałam się bliżej tak, jak łowca podchodzi do zwierzyny, dyskretnie, by lepiej go widzieć. A nadarzyła się do tego niezła okazja, bowiem stworzenie o chyba dosyć wyczulonych zmysłach nagle odwróciło się w moim kierunku, spojrzało na mnie swoim ptasim okiem, a potem zapiało niczym kogut. Z hałasem rozłożyło długie, złotawe skrzydła i wzniosło się w powietrze. Najpierw wprost do góry, gdzie ujrzałam jego długą sylwetkę, większą chyba od wilczej, potem znów zawył i szybko zmienił kierunek lotu. Pikował prosto na mnie. Znaczy na nas.- Uważaj! - rzuciłam tylko do czarnego basiora, nie wiadomo było bowiem, co potrafi zwierzę, a czułam w nim dużą ilość energii.
Po czym w uniku padłam na ziemię, a sekundy na niej ciągnęły się jak godziny.
Olethros
Uch, ale mnie wkurwiała... Ta jej arogancja. Ta jej ignorancja w stosunku do potomka najwspanialszych bogów, o których ona nawet nie mogłaby pomarzyć bowiem każda myśl wyrywałaby jej kończyny swoją wielkością i wspaniałością. Pokręciłem łbem chwilę i spojrzałem na dół jak skrada się do ptaka. Ironia losu, prawda? Jednak wiedziałem, że coś jest nie tak, gdy istota spojrzała na waderę swoim dużym ślepiem i zapiało rozpiąwszy skrzydła. Wzleciało nad nami i najgorsze, że zaczęło pikować. Wadera krzyknęła coś i przypadła do ziemi. Zrobiłem to samo nie próbując chronić wadery. Wiem, że mi nic nie szkodziło bowiem chronili mnie rodzice ona jednak... Cóż... lepiej by zabił ją ten ptak. Chars i Hekate byliby zadowoleni a i ja nie odniósłbym kary. Spojrzałem na coraz to bardziej zbliżającego ptaka, w jego oczy. Były cudowne, hipnotyzowały. Nigdy nie spotkałem zwierzęcia z taką ilością energii. Przywarłem pazurami do ziemii i mimowolnie warknąłem. Kogo to dzisiaj koniec?Issar
Oboje szybko padliśmy na ziemię, toteż pierwszy atak zwierzęcia skończył się niczym - przeleciał nad nami, minął nas o centymetry. Spostrzegłam, że wzniósł się wyżej, by ponowić atak i pomyślałam, że tym razem nie chybi, nie mamy zbyt możliwości ponownego uniku. Poczułam, jak serce mi przyspiesza, poczułam adrenalinę, coś, co kazało mi bronić życia za wszelką cenę. I kiedy ptak ponownie wycelował, z zabójczą prędkością lecąc ku mnie, celując ostrym, wydłużonym dziobem w moją szyję, krzyknęłam, a z mojej łapy wyleciał strumień gorącej wody. Myślałam, że to tylko taki akt desperacji, na nic się nie on nie zda, bo zwierzę o takiej energii z pewnością odeprze atak z łatwością, to jednak... myliłam się. Wrzątek poparzył ptaku twarz, zdezorientował się on na chwilę, zamknął oczy i minął nieco celu - mnie. Zdążyłam wtedy złapać go za długie szpony i unieruchomić. No, tak z grubsza, bo wyrywał się, kręcił głową na wszystkie strony, nadal próbował przebić mi szyję dziobem- Ej ty, star... ty, czarny! Pomóż mi! Zabij go, póki kontroluję sytuację! - wrzasnęłam do basiora stojącego z tyłu, dysząc jednocześnie zmęczona szarpaniną.
Pomoc jednak nie nadeszła. Czarny stał tam nieruchomo, uśmiechał się delikatnie, jakby cieszyło go to, że zaraz przegram śmiertelną walkę... Zadziwiłam się strasznie. Wiedząc, że nie mogę liczyć na pomoc, że zaraz zginę, wyszeptałam tylko:
- Niech to się już skończy...
I wtedy... sko... skończyło się? Ptak przestał atakować, a kiedy go puściłam, pofrunął i usiadł spokojnie na pobliskim drzewie. Przez pierwszy moment byłam całkowicie zszokowana o zbita z tropu. Co to znaczy? Czy to Arcanus zmiłował się nade mną i pozwolił mi żyć? Czy to... moja prośba. Czy magiczne zwierzę spełniło właśnie moje życzenie? Spojrzałam na nie jeszcze raz, a widzą tą energię zrozumiałam. Nie magia żywiołów. On potrafi spełniam życzenia. Spojrzałam podekscytowana na mojego kompana, ale potem przypomniałam sobie, że mogłam przez niego zginąć, a wtedy mój wzrok zmienił się na chłodne spojrzenie.
Olethros
Istota minęła nas o zaledwie cal. Odetchnąłem na chwilę. Próbowałem wstać, ale ptak nie dał mi szansy. Zaatakował nas drugi tym razem zdecydowanie celując w naszą ostrożną przyjaciółeczkę. W ostatnim momencie jednak wadera wypuściła w panice strumień wrzątku. Ptakowi poparzyło łeb przez co rozwścieczył się jeszcze bardziej i natarł na nią. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Naprawdę przez chwilę myślałem, że bogowie chcą ją oszczędzić? Wadera szamotała się przez chwilę aż zobaczyłem, że teraz ona była na wygranej pozycji. Zaskoczyło mnie to. Samica prosiła mnie o to, żebym jej pomógł i zabił ptaka. Ona ma wszystko pod kontrolą? Śmiechu warte. Wszystko pod kontrolą będzie miała dopiero jak zabije tę istotę. Więc poczekam jeszcze trochę. Sprawy nie miały się najlepiej… Znaczy dla wadery. Bo dla ptaka były jak najbardziej korzystne. Wychyliłem się trochę, żeby zobaczyć jak z jej przebitej skóry wypływa pierwsza szkarłatna kropla jednak wtedy ona coś wyszeptała. Jeszcze bardziej mnie to rozśmieszyło, bo pomyślałem, że wadera błaga o litość jednak wtedy ten ptak po prostu z niej szedł i odleciał… na pobliskie drzewo. Wadera spojrzała na mnie z ekscytacją, a potem jej wzrok zmienił się w sopel lodu. Co? Ach, tak. Nie pomogłem jej. No ale czy nie dała popis swoimi umiejętnościami? Nie. Ale żyje i powinna mi dziękować, że przekonałem Charsa i Hekate by ją oszczędzili. Przybrałem, więc wzgardliwy wyraz. Westchnąłem.– Żyjesz, prawda? Więc powinnaś mi dziękować za to, że przebłagałem bogów – zaakcentowałem ostatni wyraz. – i cię oszczędzili.
Issar
Bogów? Jakich bogów? Arcanusa? PFF… Z początku świerzbiło mnie, by podzielić się z czarnym moimi własnymi odkryciami na temat niezwykłej mocy zwierzęcia, bardziej w sumie prawdopodobnymi. Naprawdę nie mogłam się powstrzymać, bo wietrzyłam w tym fantastyczną przygodę, ale wkrótce przekonałam sama z siebie, że to i tak by nie wyszło, nie z tym głupkiem, chamem, sztywniakiem, tym który chciał mojej śmierci. Taa… raczej nie zostaniemy już kompanami. Trudno, w najbliższym czasie poszukam kogoś innego, bardziej normalnego, z kim dokończę dzieło odkrycia cudownego zwierzęcia. O ile je jeszcze spotkam – w sumie jeśli Stary nie wiedział co to jest, to może znaczyć, że rzadkie niezwykle. Westchnęłam gorzko, po czym dumnie podniosłam głowę i sprężystym krokiem ruszyłam wgłąb doliny, nie odwracając się w kierunku basiora, który pozostał w tyle. Zachowuje się jak jakiś emeryt, nie umie wcale się bawić…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz