Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

czwartek, 18 sierpnia 2016

Gavroche - Quest#1

Może jeszcze parę minut temu rzeczywiście miałem prawo okłamywać siebie samego, że to wcale nie prawda, ja w ogóle się nie zgubiłem i za parę minut znajdę powrotną drogę do jaskini, to teraz pora spojrzeć prawdzie w oczy - jestem w nieciekawej pozycji. Dlaczego? A no dlatego, że jestem na jakiejś polarnej pustyni, po daleki horyzont ciągną się tylko białe zaspy. Hmm... Możliwe, że miejsce ma nawet swój urok, biel jest bardzo ładna, taka krystaliczna i delikatna... Cóż, to przecież mój ulubiony kolor, pastelowe, zimne słońce też ma dużo uroku, a przede wszystkim śnieg przyjemnie chłodzi moje ciało. Zmrużyłem oczy z ulgą, ale zaraz szeroko je otworzyłem, bo oto lodowaty wiatr rozwiał moją sierść. Zanim zdążyłem się zorientować, wichura, która niosła ze sobą śnieg zaatakowała mnie, przewróciła na ziemię i targała na wszystkie strony. Śnieżynki oblepiły moje ciało, w wirze powietrznym nic nie widziałem, ciężko mi się oddychało, a poza tym mnie, jako władcę żywiołu ziemi wiatr tylko osłabiał, toteż nawet nie walczyłem i pozwoliłem, żeby wiatr poniewierał mną jak chciał. Kilka razy rzucił mnie z impetem na jakieś drzewo czy głaz na tym terenie, toteż, kiedy już opadł, leżałem na ziemi cały obolały. Nieśmiało otworzyłem oczy, a wtedy spostrzegłem, że leżę na dnie jakiegoś dołu, głębokiego na kilka metrów. Widocznie wiatr mnie tutaj rzucił... Spojrzałem do góry, zastanawiając mnie, jak mam się stąd wydostać. Z początku próbowałem magią podnieść ziemię tak, by wypchnęła mnie na powierzchnie, ale to było bezcelowe - nie panuję nad moim żywiołem tak dobrze. Byłem bardzo zdenerwowany i wystraszony tą sytuacją - czy ja nie mam przypadkiem klaustrofobii? W końcu zrozumiałem, że muszę liczyć na metody tradycyjne... Cofnąłem się do jednej ,,ściany'' by z rozpędu wskoczyć na drugą, a potem, łapiąc się za wystające korzenie i półeczki skalne, wspiąć się do góry. Oczywiście nie udało mi się to za pierwszym razem, powtarzałem to wielokrotnie, zanim udało mi się wyczołgać na zimny śnieg. Wyczerpany, od razu na niego padłem, mówiąc sobie, że trzeba będzie zacząć ćwiczyć kondycję i zręczność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home