Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Ethen - Piękna

Zmęczony już zamieszaniem w Zamku jak i w wiosce odszedłem od tych terenów i skierowałem się ku Pulchram, ku terenom, niezwykle pięknem dziewiczym jakimś się puszące. Po drodze myślałem tak o tym co na świecie się dzieje. Aj, niedobrze! Przyjąłem tą wiarę w Arcanusa, tylko teraz modlić i pieśni śpiewać, a komponować się ostało. Dlatego do Pięknej Krainy zmierzałem, by spojrzeć na te ziemie cudowne i wiekowe, które on nam podarował. Natchnienia i passy dobrej dostanę. Pod wieczór rozbiłem skromny obozik i pod samotnym drzewem ległem. Obudziłem się o brzasku ruszyłem dalej a przed południem już byłem na miejscu. Gdy wyruszałem z Zamku myślałem, iż do napisania ballady czy pieśni i sporządzenia nut natchną mnie piękne lasy oraz wielkie jezioro Pulchram, jednak gdy stanąłem na skraju lasu i polanki zoczyłem waderę. Młodziutka była i niezatroskana. Cofnąłem się trochę, by mnie zza liści nie dostrzegła i obserwowałem ją tak. Tańczyła wokoło falującej ściany wody do lekkiej wstążki podobnej, śmiejąc się beztrosko. Tak pięknie się śmiała! Jej głos przypominał szemrzący wiosenny strumyk, wezwanie wróbelka, dzwoneczki najczystszym dźwiękiem rozbrzmiewające! Patrząc na nią oczarowany, postanowiłem ją poznać i wystąpiłem na polankę z uśmiechem. Stanąłem ze dwa metry od niej i ukłoniłem się. Powiedziałem jej moje miano, Ethen Cantare, chwaląc się, iż jestem najlepszym muzykiem na tej ziemi, z skromnym uśmiechem. Dodałem do tego, że oczarowała mnie jej uroda tak, że musiałem wyjść na jej spotkanie i dodawszy jeszcze trochę komplementów umilkłem.

Issar
No i tak... szłam sobie już chyba drugi dzień, w sumie nie wiedziałam po co, czy sobie zwiedzam, szukam ładnych widoczków czy się zgubiłam, ale i tak było całkiem fajnie, bowiem przypadkowo odkryłam właśnie najpiękniejszy teren, jaki chyba wlicza się na tereny królestwa. Najpierw przeszłam przez przepiękny, maluteńki gaik z kilkunastu drzew, a potem moim oczom ukazała się piękna, zielona polana, porośnięta różnymi malusieńkimi kwiatkami, kwitnącymi ziołami i kryształowym jeziorem po środku. W świetle przepięknego, ciepłego, popołudniowego słońca latały ptaki i motyle... Takie piękne. Wydałam z siebie okrzyk radości, po czym podskoczyłam do góry, by złapać w łapy jednego z kolorowych owadów. Oczywiście było to bezskuteczne, ale kiedy opadłam na ziemię poskakałam sobie jeszcze kilka razy, by potem z całej tej radości jaką dała mi ta sceneria, potańczyć sobie w ciepłym blasku. I tańczyłam, obracałam się, śmiałam, aż tu nagle dojrzałam, jak jakiś basior wyłania się zza drzewa. Łah! Zatrzymałam się natychmiast i z zaskoczenia niemal wywróciłam się na ziemię, ale uspokoiła mnie twarz basiora, która nie wyrażała żadnych negatywnych emocji. I fajnie. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, basior ukłonił się, na co ja przekrzywiłam nieco głowę. Czego tak błaznuje? Ethen Cantare, zaraz usłyszałam jego imię. Najlepszy muzyk w całej Arcanterze - słowa płynęły dalej. Już otworzyłam usta i chciałam podać mu swoje imię, kiedy ten nagle powiedział coś dziwnego. Coś o mojej urodzie, że go oczarowałam i zaraz inne takie teksty o mojej wspaniałości dodał. Cóż. Moja twarz się rozpromieniła i zaśmiałam się w głos.
- Aleśty głupi. - powiedziałam wesoło
- Co? - jęknął wtedy smutniejszym głosem
Ajć, chyba pomyślał, że chcę mu zrobić przykrość. Zaraz naprostowałam swoje słowa:
- Nie no, tylko głupoty gadasz. Nie strzęp sobie języka, bo może ci się do lepszych rzeczy przydać. Na przykład tak, panie grajku: Zaśpiewaj coś skocznego. Jeszcze się nie wytańczyłam. - rzuciłam żywo, przyjmując jedną z lepszych, tanecznych poz i oznajmiając tym samym, że jestem gotowa do zabawy.

Ethen
Wadera wprzódy zaskoczona moimi słowy prawie upadła, zaraz jednak odzyskała rezon i wyprostowała się. Spojrzawszy na mnie wesoło wzięła w powątpiewanie moją inteligencję na co ja posmutniałem. Wadera widząc to zaproponowała mi coś co było mi miłe i radowało mnie nad miarę. Więc wyjąłem lutnię, którą miałem w małej torbie z żywnością i kamieniem do nut zapisywania. Począłem szarpać struny instrumentu ku jej uciesze. Im melodia była skoczniejsza tym do niej dołączył również śpiew a i pląsy wadery były żywsze. Chociaż nie znałem jej imienia to jej uśmiechnięty pysk i nadzwyczajny taniec radowały mnie tak samo jak nowo napoczęty dzień. Zanim się obejrzałem tańczyłem z nią w blasku słońca. Jednak nie przestawałem śpiewać, jedynie lutnię odstawiłem na bok. Tańczyliśmy długo a jak już byliśmy niewilczo zmęczeni a słońce miał się ku zachodowi postanowiłem z nią pomówić.
- A tyś taka piękna wzięłaś moją inteligencję w powątpiewanie a ja jednak nie zapomniałem, iż nie wyjawiłaś mi swojego imienia, zapewne tak pięknego jak twoja osoba. 

Issar
Kiedy w końcu zabawa się skończyła, padłam jak długa w gęstwinę miękkich traw. Było mi strasznie gorąco i bolały mnie już nogi, ale bardzo dobrze się bawiłam. Uśmiechnęłam więc się pod nosem, przeciągając z lekka, a wtedy siwy basior przerwał ciszę. Pytał o moje imię.
- Jestem Issar. Issar the Swan. Ale nie mów tak do mnie, niezbyt mi się to podoba. Wymyśl mi lepiej jakieś ładne zdrobnienie. - spojrzałam na niego zawadiacko.
A potem mój wzrok przeniósł się na niebo. Popołudnie było późne, słoneczko ma już do horyzontu bliżej niż dalej, zaraz będzie ciemno. Ciekawe, gdzie będę dzisiaj spała, skoro do zamku mam jakieś dwa dni drogi. Prychnęłam cicho.
- Będziesz tak stał? - spytałam po chwili, przypominając sobie o towarzyszu.
- A co? - odparł basior.
- Bo cię jeszcze łapki rozbolą! Chodź, siadaj tutaj, trawa jest wygodna. - rzuciłam, przeczesując ją łapą, by upewnić basiora, że mówię prawdę. A kiedy usiadł, westchnęłam cicho. - Pogadajmy sobie chwilę, tak będzie przyjemniej.


Ethen
Wadera mi miła położyła się w trawie z gracją i wyjawiła mi swoje śliczne miano. Issar, to imię było wystarczająco piękne, ale gdy usłyszałem Swan... Jednak Issar wyrzekła się imienia i kazała się nazywać zdrobnieniem lub przezwiskiem. Wnet się nad tym rozmyśliłem, a i piękna samica nie była skora do rozmowy. W końcu, przypomniawszy sobie o mnie, zaprosiła mnie do wspólnego z nią siedzenia. Niczego ponad to nie pragnąłem, więc jak najszybciej usiadłem. Spojrzałem na nią, a ta westchnęła. Ze skromnym tryumfem ujrzałem, iż i ja jej się przypodobałem. Pewny siebie pomyślałem, że wadera mogła flirtować ze mną. Spojrzałem na nią znów, gdy mówiła o chęci rozmowy. Zgadzałem się z nią w tej sprawie. Jednak nadal nie wiedziałem jak ją nazywać. Począłem więc mówić o różnych rzeczach i próbować różnych imion na języku.
- Ach, ale jakież by to zdrobnienie by ci przypasowało, Hoża? Powiedz, jakież to lubisz kwiaty, Panno Kwiecista? - tu spojrzałem na coraz to ciemniejsze niebo. - A nie będziemy tu spać, pod gołym niebem, nowo poznani? Długa droga do Zamku. Izka. - mruknąłem na końcu. Coraz większe opanowywało mnie znużenie oraz coraz większa nieporadność. Pragnąłem jej, a tu już mi śmiałości ubywało.

Issar
Zaśmiałam się w myślach. No, z takim zadaniem świetnie dał sobie radę. Mogę się z nim świetnie bawić, pomyślałam. Ale póki co skupiłam się na ostatnim z wypowiedzianych przez niego zdań.
- Chyba właśnie będziemy, z rana dopiero wrócę do Zamku. - powiedziałam pewnie, chociaż sama nie wiedziałam, czy pamiętam drogę.
- Ale co, wstydzisz się ze mną razem spać? Będę ci przeszkadzać? Nie wariuj. Noc będzie piękna, widzisz to rozgwieżdżone niebo? Trawa pachnie, miękka jest i spać się będzie dobrze, a jak się zrobi zimno, można rozpalić ognisko. Albo pójdziemy do jeziorka, jak nam się nudzić będzie. Przystajesz na propozycję?
Zaraz zaczęłam zalewać go tysiącem zachęcając słów, bo jakoś nie chciało mi się samotnie spędzać nocy. Albo tak zostawić go tu i pewnie więcej się nie spotkać. Polubiłam go, był całkiem fajny, można się z nim było dobrze bawić. I taki miły. No właśnie.
- Ej, Ethen, dlaczego ty mówisz mi tyle miłych rzeczy? - rzuciłam jakoś tak bez ogródek, nie dając mu odpowiedzieć na poprzednie pytanie.

Ethen
Wiedziałem już, że wadera mnie polubiła... a pewnie i coś więcej bo potokiem słów zachęcała mnie do zostania z nią. A poza tym odmówiła wracania do Zamku. Gdy powiedziała, że, cytuję: " Jak będzie nam zimno możemy rozpalić ognisko" prawie dodałem, że nasze ciepło z pewnością będzie nam wystarczać. Jednak zanim zdążyłem odpowiedzieć Issar jęła mówić z jeszcze większym impetem.
Z radością chciałem jej oznajmić, że oczywiście, przystaję na jej propozycje bo jak nie mógłbym się oprzeć wdziękom bogini ona jednak nie dała mi dojść do słowa. Westchnąłem cicho w duchu. Myślałem już, że nie skończy płynąć w powietrzu ten jej piękny głos przypominający miód, jednak zaraz między nami zaległa cisza. Jednak słuchałem jej, słuchałem jej, a jakże! Dlatego wiedziałem jak odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie.
- Cóż... Priorytetem samca jest być miłym dla wadery. - rzekłem z udawaną skromnością przybierając mój zawadiacki uśmiech. - To one dają nowe życie. Bez nich nie byłoby żywych istot ani... pewnych przyjemności.

Issar
Zaśmiałam się w głos, jednocześnie udałam, że od jego słów wzięło mnie na niestrawność. To one dają nowe życie, hę? To po prostu takie... obrzydliwe. No i takie wzniosłe i poważne. Hmm...
- Dużo bardziej wolę cię, kiedy sobie żartujemy czy się w coś pobawimy. Te pewne przyjemności, jak to ująłeś. A jeśli o tym mowa, to jak, zgadzasz się na wcześniejszą propozycję? Przed nami noc pełna rozrywki i zabawy. - powiedziałam głośno i wzniośle, tak żeby trochę rozbawić wilka.

Ethen
Posmutniałem trochę kiedy wadera się zaśmiała i powiedziała coś zupełnie odwrotnego od tego co chciałem. Nie zrozumiała. Może jest za młoda? Szkoda, że nie wziąłem jakichś ziółek, by się rozkojarzyła...
Co? Czy ja, Ethen Cantare, zamierzałem otruć waderę w tak okrutny i barbarzyński sposób?! Do tego dla własnej przyjemności?
Tak, ale nie ulega wątpliwości, że powinienem wstrzymać konie i zająć ją i siebie na chwilę rozmową. Tak będzie najlepiej.
Przyjąłem z chęcią jej propozycję, ponieważ "jakbym śmiał przeciwstawić się woli i wdziękom bogini". A gdy to było wyjaśnione chciałem dostać odpowiedź na następne dręczone mnie pytanie.
- Jaki jest twój wiek, moja Panno Kwiecista? - spytałem się z uśmiechem i spojrzałem jej w oczy.

Issar
- Pięć lat mam. - odpowiedziałam od niechcenia - A nie wyglądam jeszcze, prawda?
Basior uśmiechnął się pod nosem, wbijając wzrok w ziemię.
- A ty? - to już poszło tak automatycznie, znudzona już trochę byłam, taką gadką bez składu. Dopiero uświadomiłam sobie, że no... już coś tam razem tańczyliśmy, zaraz będziemy razem spędzać noc, a wiem o nim tyle co nic. W sumie nie bałam się, że takiemu nie powinnam ufać...
- A powiedz mi coś o sobie. - poprosiłam z ciekawości. 

Ethen
Pięć lat. Wbiłem wzrok w ziemię, speszony. Naturalnie myślałem, iż jest młodsza. Cała jej aparycja, ruchy, et cetera na to wskazywały. Takie... Nie chcę jej obrażać... Czy to nie taki duży szczeniak? A czy ja nim też nie jestem? Czy niedobrze jest czasami oderwać się od tej często ponurej rzeczywistości? Ach... Między nami zaległa ciężka cisza. Izka wyraźnie nad czymś rozmyślała. Poczekałem aż się zbierze w sobie. W końcu stwierdziła, że chce wiedzieć coś o mnie. Oczywiście jej słowo jest dla mnie rozkazem. Pokraśniałem nieco, ale nie zapomniałem przy tym spuścić skromnie wzroku.
- Jak wiesz, Piękna, uprawiam sztukę zwaną muzyką. Równie dobrze umiem zabawiać a moim drugim atutem jest wrodzony romantyzm. - uśmiechnąłem się zachęcająco.
- W mojej ojczyźnie uczono zachowania godnego samca w stosunku do wader, co ci objaśniłem już wcześniej. - ukłoniłem się.
- Przyjąłem wiarę w Arcanusa i to tyle, moja droga. - skinąłem lekko głową z uśmiechem i między nami zatańczyły małe wodne kulki tak cienkie, że przypominały szkło. Cóż za piękny widok stworzyłem dziś wieczorem.

Issar
O ja. Nie mogę. Jakie to... jakie to piękne! Jęknęłam z zachwytu, kręcąc głową na wszystkie strony, obserwując krążące wokół nas wodniste perełki. Poruszały się wolno, z gracją, jak prawdziwe tancerki jak w walcu, a w ostrych, wieczornym świetle błyszczały tęczowymi kolorami. Podniosłam do góry łapę, by złapać jedną z nich.
- Dziękuję. To naprawdę niezwykłe. - powiedziałam po chwili, a zaraz potem do głowy wpadł mi pewien pomysł.
Wykrzyknęłam więc:
- Ja też chcę zrobić coś dla ciebie!
I nie czekając na odpowiedź skoczyłam żywo w stronę jeziora i siadłam na brzegu. Okej, teraz spokojnie. Wdech, wydech. Jeśli on tak potrafi, to ja też powinnam. Nie brałam pod uwagi tego, że w sumie w całym swoim życiu niezbyt mocno skupiałam się magii, a w ostatnich czasach działy się z nią dziwne. Zacisnęłam mocno powieki, napięłam mięśnie i z wolna uniosłam łapę, każąc wodzie wykonać ten sam ruch. Tylko na tym się skupiłam. Otworzyłam po chwili oczy, by zobaczyć swoje dzieło, ale... nic się nie stało. Woda była nieruchoma. A niech to... przeklęłam cicho pod nosem, z trudem opanowując zdenerwowanie i postanowiłam spróbować jeszcze raz. Zagryzłam wargę i znowu wykonałam ten sam ruch. Woda zabulgotała. To już coś, pomyślałam. Ethen przybiegł bliżej i stanął tuż za mną. Jedziemy dalej - zaczęłam robić łapą delikatne, faliste ruchy, a woda w jeziorze odpowiadała mi tym samym ruchem. Teraz do góry. Niech podniesie się i ułoży w jakiś ładny kształt. Wzięłam głęboki wdech, bo czułam, jakby zaczęły opuszczać mnie siły, serce mnie nagle zakuło, a przed oczami zamigotały ciemne kształty, ale nie chciałam przerwać pokazu... I wtedy mój żywioł nagle się zbuntował! Wielki strumień wyleciał do góry z niesamowitą prędkością, niczym lawa z wybuchającego wulkanu, woda zaczęła szaleć, a fale podniosły się wysoko. A ja sama zachwiałam się na nogach, poczułam się strasznie słabo i opadłam sztywno do tyłu. Dobrze, że Ethen mnie złapał - wylądowałam w jego ramionach. Zmrużyłam oczy, poddając się ciemności, a w uszach szumiały mi szalone fale...

Ethen
Jak przewidywałem Issar była zachwycona moją sztuczką. Patrzałem zauroczony jak prawie nie ukręciła sobie karku rozglądając się na wszystkie strony. Raz nawet wyciągnęła łapę by złapać jedną z kulek. Uśmiechnęła się i z tupetem oznajmiła mi, że też chce mi coś pokazać. Uśmiechnąłem się lekko obserwując jak biegnie do rzeczki. Po chwili podążyłem za nią. Gdy usiadłem z tyłu niej oszołomiony zdałem sobie sprawę, że właściwie sztuczka nie powinna mi się udać z powodu zapaści magicznej. Narażałem nas na ogromne niebezpieczeństwo. Zmartwiłem się. Chciałem ją przeprosić, ale zauważyłem, że wadera próbowała zmusić wodę do ruchu. Nic się nie stało. Z drugiej strony byłem smutny, że jej się nie udało a z drugiej... Chciałem jej coś powiedzieć, ale wadera była zdeterminowana i skupiła się tylko na wodzie. Sekundę potem woda ruszała się pod wpływem jej ruchów. Zaśmiałem się cicho. Udało się jej. Żywioł powiększał się i zaraz górował wysoko nad nami. Spojrzałem nań z przestrachem. Spanikowałem i ruszyłbym do ucieczki, gdyby nie maniery wlewane we mnie od urodzenia. Bo Issar zwiotczała. Instynktownie doskoczyłem do niej zanim jej piękna głowa uderzyła o ziemię. Pochylałem się nad nią zmuszając się do pozostania w miejscu. Wadera miała zamknięte oczy. Rzuciłem szybkie spojrzenie na wodę. Uspokoiła się. Jeju! Czy wadera mdlała czy stawało się coś gorszego? Mdlej, nie mdlej.... Do dziewięciu piekieł! Gdzie mam pójść? Czy woda ją ocuci? Zemdlała, umarła, zemdlała, umarła? Szybko położyłem ją na ziemi i podniosłem jej do góry nogi, by krew napłynęła jej do łba. Skąd to wiem. Nie wiem. Ale chyba dobrze zrobiłem bo wadera zaraz otworzyła oczy. Pochyliłem się nad nią z lekkim uśmiechem jednak pełen troski. Jeśli wcześniej nie było dobrego momentu do pocałunku to teraz na pewno będzie. Izka westchnie, "mój bohaterze", oznajmi i sama będzie się do tego rwała.

Issar
Po pewnej chwili odzyskałam przytomność. Otworzyłam delikatnie oczy i wzięłam lekki oddech, bo nadal czułam się bezsilna. Pierwsze co wtedy zobaczyłam to twarz Ethena bardzo blisko mojej. Zadrżałam w pierwszej chwili i chciałam mu podziękować, że widocznie mi pomógł, ale kiedy tak wpatrywałam się sekundami w ten jego uśmiech podrywacza, zrozumiałam, czego on tak naprawdę chce. Oł. On chce... mnie. Widać spodobałam mu się, to dlatego mówił mi tyle pięknych rzeczy. Że też wcześniej na to nie wpadłam... W sumie nie wiedziałam, co mam czuć, czy szczęście czy nie, przez sekundę nad tym myślałam, ale skoro on tego chce, to czy ja mam prawo się opierać? Czy nie taki jest właśnie porządek tego świata, ciągnący się przez pokolenia? Jako wadera muszę uszczęśliwić słabego basiora. Zamknęłam więc oczy i podniosłam się, by dosięgnąć jego pyska, a wtedy gorąco go pocałowałam. On wcale się nie opierał, co mogło oznaczać, że dobrze odebrałam jego zachowanie. Ethen mruknął z rozkoszą jak kot.

Ethen
No więc wadera otworzyła oczy a ja z ekscytacji przybliżyłem łeb do jej pięknego pyska. Hm... Nie żeby taka wadera to była jakaś gratka. Issar tak patrzyła i patrzyła, mijały sekundy. Nad czym się tak zastanawia? To proste: szybki pocałunek a potem nie trzeba się już martwić, bo pójdzie jak z nut. Przybrałem trochę śmielszy uśmiech i ze zdumienia... Nie ze zdumienia, od początku wiedziałem, że wadera mnie pragnie. No cóż... prawie jej nie puściłem, bo oto przymknęła oczy i uniosła łeb by nasze pyski się spotkały w gorącym pocałunku. Gdybym nie był tak zajęty nią może bym nawet się uśmiechnął z tryumfem. Może i nie westchnęła i nie powiedziała: "mój bohaterze", ale teraz to było nieważne. Zamknąłem oczy dając się porwać tej słodkiej rozkoszy jaką jest miłość i mruknąłem. Wspaniale! Przez moją wyłączoną głowę przemknęła pojedyncza myśl. Czy ona tego chce? Ach... Odpowiedź była prosta. Tak, inaczej nie pocałowałaby mnie, przynajmniej nie z takim zapałem. Oderwałem się od niej pragnąc coś powiedzieć, ale zabrakło mi słów. Znaczy... z rozpędu zacząłem mówić.
- Nie wiedziałem, że... - przerwałem i ściągnąłem brwi w zamyśleniu. Do głowy nagle przywędrowała mi sprośna kontynuacja tego zdania, ale dałem sobie z tym spokój.
- Nieważne. - Mruknąłem tylko i pocałowałem ją.

Issar
Po drugim pocałunku otworzyłam oczy i spojrzałam na Ethena, by dowiedzieć się, czy jest usatysfakcjonowany takim obrotem spraw i czy dobrze się spisałam. Wyszło, że chyba tak. Odetchnęłam cicho. Woah... co to było? Oddech mi przyspieszył i serce zaczęło bić mocniej, czułam jakąś ekscytację, ale i zagubienie, zupełnie nie wiedziałam, co mam teraz zrobić.
- Pójdę się położyć. - powiedziałam po chwili, podnosząc się chwiejnie.
- Trochę źle się czuję, a przecież jutro czeka mnie szmat drogi powrotnej do zamku...
I nie chodziło mi w sumie o złe samopoczucie po pocałunku, a o osłabienie po próbie tych wodnych czarów. Kręciło mi się w głowie i mięśnie mi zwiotczały, czułam się bardzo słabo. Doczołgałam się pod jedno z drzew wokół jeziora, to jest pod niską wierzbę płaczącą, gdzie skryłam się przed wiatrem. Potem myślałam o mojej relacji z Ethenem. Po chwili wahania krzyknęłam do niego z nutką wesołości:
- Jeśli będzie ci zimno, możesz przyjść się do mnie poprzytulać.
Stał bowiem nadal na środku skrytej mrokiem nocy polany. Nie wiedziałam już, czy robię to dla żartów, czy dla niego, czy... czy dlatego, że może... bym tego chciała? Nie wiem. Później nad tym pomyślę.

Ethen
Po drugim pocałunku wadera popatrzyła na mnie, aż w końcu stwierdziwszy, że jest zmęczona poszła pod wierzbę płaczącą by się położyć. A ja rozmyślałem. Te dwie minuty były miłe, ale moim zdaniem Izka była zbyt roztargniona na taką miłość, bo w końcu przed i po pocałunkach badała mój pysk i nad czymś rozmyślała. Sam już nie wiem czy był to dobry pomysł. Była jakaś taka... zagubiona? Spojrzałem na nią jak usadawiała się przy pniu i powróciłem do swoich rozmyślań. Może to było za szybko... dla niej? Przecież pięć minut temu leżała nieprzytomna, bo jej żywioł wziął nad nią górę. Nie dałem jej nabrać tchu. A możliwe, że sama tego nie chciała. Ech... ale musi być teraz wyczerpana, biedna. Spojrzałem na jezioro skąpane już w mroku. Tak szybko zaszło słońce. Wzięły mnie takie wątpliwości, że nawet nie wiedziałem czy jeszcze do niej wrócić. Za chwilę jednak moje wątpliwości zostały rozwiane. Jej cudowny głos rozbrzmiał nad Piękną. Jednak wyczułem w nim lekkie wahanie. Co, nie chce mnie? Westchnąwszy. Odwróciłem się i ruszyłem ku wierzbie. Położyłem się blisko mojego kwiatuszka jednak nie tak blisko, żeby ją dekoncentrować dotykiem. Zrozumiałem, że potrzebuje chwili do namysłu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home