Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

wtorek, 9 sierpnia 2016

Ikelos - Śnieżnobiała

Po zakończonej pracy, wyszedłem z pracowni bardzo zadowolony. Lubiłem to zajęcie i sprawiało mi to ogromną przyjemność. Wieczór był dzisiaj wyjątkowo piękny, więc postanowiłem trochę pospacerować poza wioską. Stałem i obserwowałem inne wilki, które tak samo jak ja, wracały z pracy. Zastanawiałem się nad szarą waderą, która jest magiem. Nie pracowaliśmy razem, ponieważ ona zajmowała się głównie tworzeniem lekarstw, chociaż w mojej pracowni jest wystarczająco dużo miejsca. Może chciałaby się przenieść? Doradzałaby mi na temat roślin, tak samo jak i ja jej. Hmm, ciekawe czy skończyła już pracę i czy chciałaby iść ze mną na spacer. Rozmyślając o tym, postanowiłem ją odwiedzić.
Powolnym krokiem ruszyłem ku jej pracowni, jednocześnie rozglądając się czy czasem już nie wyszła. Moją uwagę przykuła piękna sylwetka, śnieżnobiałej wilczycy. Był wieczór, a ona wyglądała niczym duch. Światełko, od którego nie mogłem oderwać wzroku. Czy ją znam? Nie jestem pewien.
- Witam. - oznajmiłem z uśmiechem, podchodząc do wilczycy. - Jestem Ikelos. - dodałem po chwili.

Rue
Od czasu kiedy tu przybyłam czuję dyskomfort, przez ten krótki czas nie zdążyłam zaaklimatyzować się w otaczającej mnie rzeczywistości. Na dobrą sprawę nie jestem nawet pewna gdzie chcę w ostateczności zamieszkać. Ostatnio sporo spaceruję i rozmyślam, nie mogę się odnaleźć, jednak świeże powietrze zawsze uspokaja mnie. Sprawia że mój oddech wraca do swojego stałego rytmu zachwianego lękami ogarniającymi mnie każdego dnia, kiedy zamykam oczy.
Łapa za łapą, krok za krokiem. Powtarzam swój codzienny rytuał. Nie słyszę nic oprócz łamiących się pod moimi łapami gałęzi i obsuwających się drobnych odłamków skał. Do czasu. Zamieram bez ruchu i nasłuchuję. Jego głos zwraca się w moją stronę. Odwracam się i patrzę mu prosto w oczy.
- A ja Rue - odpowiedziałam beznamiętnie.
Nie wydał mi się interesujący jak zresztą wszystkie tu wilki. Na myśl, że muszę rozmawiać z kimś obcym zaciska mi się gardło. Zauważyłam, że nie mam z nimi tematów, ja jestem taka młoda, nic nie wiem o świecie, nikt nie pomaga mi zrozumieć co znaczę. Przechodząc obok nich wszystkich wymieniając się zdawkowym przywitaniem ogarnia mnie smutek, a przecież tak wiele jeszcze przede mną. Gdybym miała więcej szczęścia nie musiałabym tu być. Przeżywałabym swoje najlepsze szczenięce lata, prawdopodobnie mieszkałabym z rodziną i bawiłabym się z rodzeństwem.

Ikelos
Wydawało mi się, że wadera nie ma ochoty ze mną rozmawiać. Ani to radosne, ani smutne, więc jakie? Próbować ją poznać, czy może dać jej spokój? Jak by wolała? Nie wiem, ale pewne było to, że jest tu nowa. Nie zachowywała się jak inne wilki, była taka... właśnie, jaka?
- Miło mi cię poznać. - oznajmiłem z uśmiechem i przyglądałem się jej.
- Jesteś tu nowa? - zapytałem, po chwili.
Możliwe było też to, że po prostu mieszka w zamku a tam nie bywam często i nie kojarzę wszystkich wilków. Z resztą, nie chcę znać tamtych wilków. Albo ja mam pecha, albo po prostu szlachta jest szlachtą i się bezsensownie wywyższa. A to tylko miejsce zamieszkania, które tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia.

Rue
Ikelos sprawiał przyjemne wrażenie. Pomimo wcześniejszego skrępowania trochę się rozluźniłam wiedząc, że jest do mnie pozytywnie nastawiony.
Wydaje mi się, że widzę go tutaj po raz pierwszy. W sumie nie miałam wielu okazji, żeby zapoznać się z innymi członkami, ale jako tako kojarzę ich z wyglądu, zapachu, a jego nie kojarzę ani wcale. Najwyraźniej rzadko odwiedza zamek albo mijamy się na drodze. Poza tym mnie też nieczęsto można spotkać GDZIEKOLWIEK poza moją komnatą.
- O tak, jeśli mam być szczera nie za bardzo się tu odnalazłam. - odpowiedziałam z nieśmiałym uśmiechem. - Nikt nie raczył zapoznać mnie z zasadami tu obowiązującymi, a ja nie lubię się narzucać, więc jakoś egzystuję sobie na uboczu. - zachichotałam nerwowo, bo co innego miałam zrobić.

Ikelos
Wadera była dość nieśmiała, więc rozumiałem to, że czuje się samotna i zagubiona. Cóż, wilki w wiosce takie są. Każdy się tutaj świetnie zna i rzadko ktoś ma czas na głębsze pogaduszki. Oczywiście poza świętem żniw. Zielarze ciężko pracują na polu lub podróżują w celu poszukiwania mych zachcianek. Podczas tego święta każdy w wiosce im pomaga zebrać gotowe rośliny i zanieść je do ususzenia.
- Jesteś z wioski? Ja tutaj mieszkam i mam pracownię. - oznajmiłem z uśmiechem. Może ona będzie chciała ze mną pospacerować, przy okazji poznamy się bliżej i będzie czuła się lepiej. Może też pójdzie ze mną na bal? Aria wybiera się z Red Rose... nie chcę im psuć planów, więc nie będę jej o tym mówić. Jeśli jest z nim szczęśliwa to dobrze, niech będzie. Mam tylko nadzieję, że on jej nie skrzywdzi, bo nie ręczę za siebie.

Rue
- Słucham? Jaka wioska? - zaśmiałam się. Oczywiście wiedziałam co to znaczy, jednak śmieszyło nie to, że wcześniej nie wiedziałam o jej istnieniu (a przecież już trochę tu mieszkam). - Cóż do dzisiaj nie miałam pojęcia, że mamy tu coś takiego. Mam rozumieć, że to tam mieszka część członków Arcanterry, tak? - w sumie logiczne. Niektóre wilki, które tu widziałam wcale nie mieszkają w zamku, więc skądś muszą się brać. - Jak widać niewiele wiem o Arcanie. Może coś mi o nim opowiesz podczas spaceru? - zaproponowałam nieśmiało.
Faktycznie miałam nadzieję dowiedzieć się czegoś o moim nowym domu, a Ikelos był pierwszym wilkiem, który jako tako wyraził chęć rozmawiania i spędzania czasu ze mną.

Ikelos
Spojrzałem na waderę lekko zdziwiony. Jak mogła nie wiedzieć, że mamy wioskę, zwłaszcza, że jesteśmy w wiosce? Może po prostu zabłądziła albo zestresowała się? Nie wiem, ale jeśli tak jest to nie chcę by poczuła się źle. Jak jej powiedzieć, że to właśnie jest wioska i przy tym nie urazić jej? Wiadomo, gdyby ktoś mi zwrócił uwagę to mógłbym potem przez resztę dnia mówić sobie w myślach, że jestem głupkiem.
- Owszem, właśnie tutaj mieszkamy. Akurat wszyscy kończą pracę. - oznajmiłem, odsuwając się lekko i pokazując zabieganych mieszkańców. - Chętnie. - odparłem z uśmiechem, po czym dodałem jeszcze: - Znam cudowne miejsce, które warto odwiedzić wieczorem.
Widząc, że wadera się lekko uśmiecha, machnąłem łbem na znak "Chodź za mną" i ruszyłem na Caeruleo, bowiem ta plażą świeci. Na pewno jej się to spodoba!

Rue
Ale wtopa, zrozumiałam jego aluzję. Całe szczęście, że moja sierść jest na tyle gruba aby ukryć rumieńce, które z pewnością pojawiły się na moich policzkach. Dobra: głęboki oddech, spokojnie, rozluźnij się, każdemu może się zdarzyć. Bywa. Udałam, że nic się nie stało i potulnie podreptałam za moim towarzyszem. W końcu co innego mogłam zrobić w tej sytuacji. Uciec? Pff...
Dałam mu się prowadzić przez całą podróż, która najwyraźniej nie była długa, choć z moją 'świetną' kondycją nie było mi łatwo dotrzymywać mu tempa. Myślę, że to już czas wziąć się za siebie i ruszyć z tego przytulnego gniazdka w zamku gdzie siedzę całe dnie.
- Okej, więc może opowiesz mi coś o naszym cesarzu? - mam nadzieję, że nie wyczuł w moim głosie wcześniejszego zażenowania.

Ikelos
Szliśmy powolnym krokiem na tereny świetlistej plaży. Po drodze spotkaliśmy mnóstwo innych zwierzątek i roślin. Wadera wydawała się lekko zestresowana, czego nie potrafiłem zrozumieć. Nigdy nie miałem problemów z innymi wilkami i łatwo nawiązuje nowe kontakty. Może to przez mój wiek? Jestem od niej starszy, a w krainie nie widziałem młodych wilków. Jakoś nikt nie ma ochoty na takie zabawy... dziwne. A co jeśli nasza populacja się zatrzyma? Co wtedy zrobimy? Nie ważne... po prostu na miłość trzeba poczekać. Przyjdzie sama i kto wie... może nawet mi się poszczęści? Możliwe, jednak straciłem nadzieję i jestem gotów umrzeć w samotności.
- Cesarzu? - zapytałem lekko zaniepokojonym tonem głosu. Nie wiem czy go spotkała... jednak jeśli tak, to przykro mi. Red to stary podrywacz i mógł jej coś zrobić.
- Wiesz, Red Rose jako cesarz dobrze się sprawuje. - powiedziałem, chociaż tak naprawdę nie miałem pojęcia czy to prawda. Do tej pory nikt się na niego nie skarżył.
- Ogólnie to wiesz... - zaciąłem się na chwilkę. Nie wiedziałem czy jej powiedzieć czy nie. Jednak po chwili namysłu stwierdziłem, że lepiej by wiedziała. Jeśli go zna, może sobie pomyśleć o mnie coś złego, jednak jeśli go nie zna... Wtedy bardzo się zdziwi.
- Cesarz to mój brat. On jest całkowicie inny niż ja, taki bardziej pewny siebie. Lubi się wywyższać, ale czy to źle? W końcu jest cesarzem. - przez chwilę spoglądałem na waderę, jednak ostatnie zdanie wypowiedziałem kierując swój wzrok gdzieś indziej. Przed siebie.
- Jako szczeniak taki był. Nerwowy, zabawny i zwariowany. - mówiłem, nadal patrząc przed siebie.
- Nie wiem czy znajdzie się taka, która by zaakceptowała go takiego jakim jest, bo on się nie zmieni. - lekko się zaśmiałem, patrząc na śnieżnobiałą.
- Zawsze możesz go poznać. Może i cesarz, ale jest dostępny dla każdego. - trochę skłamałem, bowiem dostępny tylko dla wader. Braciszek za samcami nie przepada, ale to zrozumiałe. Jego zachowanie wyjaśnia wszystko i naprawdę... on się nie zmieni. Ogień jak parzył, tak parzyć będzie.

Rue
Z każdym słowem coraz bardziej nie miałam ochoty na pogawędkę z cesarzem. Chociaż te rozważania i tak nie mają sensu, bo nie zapowiada się, żebyśmy mieli się spotkać w najbliższym czasie. A przecież Ikelos nie powiedział o bracie nic złego, a jednak. Chwileczka, właśnie! Czy on właśnie nie powiedział mi że cesarz jest jego bratem? No nieźle.
- Hmm, okej. Dobrze wiedzieć. - powiedziałam tak jakby to co mówił nie zrobiło na mnie wrażenia, nie zdziwiło mnie. - Opowiedz mi o tym jak tu żyjecie. Czy to nie dziwnie, że teoretycznie mieszkam tu, a nikt nie wie o moim istnieniu? - przecież to źle świadczy o bezpieczeństwie w Arcanie.

Ikelos
Nikt nie wie o jej istnieniu? To raczej nie jest możliwe. W prawdzie ja nie wiedziałem, ale to dlatego, że nie zajmuję się sprawami członków a jedynie jestem magiem. Często mnie nie ma w mojej pracowni, bowiem załatwiam zioła, chodzę do zielarzy z zamówieniami oraz szukam składników. W sumie to powinni stworzyć jakieś stanowisko poszukujące, bo przez to wszystko nie mam czasu na wytwarzanie eliksirów. Hmm, może by o tym porozmawiać z bratem?
- Nie sądzę, żeby nikt o tobie nie wiedział. - oznajmiłem, przymrużając oczy. - Myślę, że straże już dawno powiadomili o tym króla i jesteś w spisie. Oni mają takie kamienie skanujące a jako, że w krainie energia krąży, to twoje dane mogą posiadać. Jednak nie jestem tego pewny. - uśmiechnąłem się do białej koleżanki.

Rue
- Nie wiedziałam, że technologia czy raczej magia jest tu tak mocno rozwinięta. Nieźle się tu urządziliście - powiedziałam z uśmiechem. Swoją drogą przeraża mnie to jak łatwo jest kontrolować innych bez ich wiedzy. Myślę, że świat bez magii byłby na swój sposób lepszy.
Od momentu, w którym się spotkaliśmy dość znacznie się ściemniło. Nagle ciepły wiatr zaczął muskać moje ciało, a po kilku minutach zza horyzontu wyłoniła się piaszczysta plaża. Niesamowity widok, a te wrażenie wzmagała woda o świecącym jaskrawoniebieskim kolorze. Wszystko tak cudownie lśni! Chyba zaraz się rozpłynę.
- O rany, to miejsce jest cudowne! Pierwszy raz widzę coś takiego. - poczułam nagły, dziwny przypływ mocy.

Ikelos
Ciekawe skąd ona jest. Może z Omnii? Jednak nie, to musi być inne miejsce, bowiem z tego co mi wiadomo... oni też mają takie kamienie. W sumie cała nasza "unia" to posiada. Takie tam standardy. Czyli wadera mogła przejść przez portal, przybyć z innego kontynentu, albo mieszkać gdzieś na wyspie ze swoją rodziną. Cóż, w Arcanie żyje bardzo dużo jelenich rodzin czy zajęczych, więc na pewno inne wilki żyją poza Arcanem i mają się dobrze.
Kiedy doszliśmy na miejsce, biała piękność była zachwycona, więc i ja byłem. Uwielbiam patrzeć na szczęście innych, zwłaszcza jeśli ja je ofiaruję. Patrzyłem na nią, uśmiechając się do siebie. Słodkie z niej dziecko. Kto wie? Może kiedyś moje szczenię będzie takie? O ile... kogoś sobie znajdę. W tym momencie posmutniałem. Lata lecą, a ja jeszcze nikogo nie miałem. Śmieszne jest to, że każda woli Red Rose, który nie szanuje wader... Szkoda mi jedynie mojej szarej przyjaciółki, bowiem wątpię iż rudzielec będzie dla niej dobry. Jednak to jej wybór i nie będę się w to wtrącać.
- W wodzie znajdują się bakterie, które sprawiają iż ona świeci. - po przepędzeniu tamtych myśli, podszedłem do Rue, która próbowała dostrzec coś w wodzie.
Wieczór z nią minął mi bardzo szybko i spokojnie. Porozmawialiśmy trochę, pospacerowaliśmy, a następnie odprowadziłem ją do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home