Po śmierci mojego ojca w końcu mogłem spokojnie udać się do zamku. W wiosce mamy zaledwie jedną czwartą tego, co znajduje się w królewskiej bibliotece. W prawdzie każdy może z niej korzystać, jednak gdyby mój ojciec dowiedział się, że złamałem zakaz, pewnie by mnie powiesił. Dla niego rodzina nie była ważna, jeśli chodziło o przestrzeganie zasad.
Wstałem rano, zjadłem kawałek mięsa, który mi został i poszedłem do zamku. Miałem nadzieję, że nie spotkam mojego brata, gdyż nie chce mi się słuchać tego, jaki to ja jestem głupi. Ehh...
Stojąc w dużej sali, z dużą ilością półeczek, zamknąłem oczy i zaczerpnąłem powietrza. Od razu było czuć, że to miejsce ma wiele lat, zapach drewna i kadzidła. Rozejrzałem się jeszcze przez chwilę i i udałem się na dział magii.
Widząc jak wiele kamieni się tutaj znajduje i nie wiedząc od czego zacząć, wziąłem pierwszy lepszy. Dotknąłem go łapą, a on zaczął świecić na niebiesko. Po chwili ujrzałem postać wilka... chyba gdzieś już go widziałem.
- Witaj, jestem Ikelos i chciałbym dowiedzieć się czegoś na temat czarodziejstwa. - oznajmiłem, a tajemnicza istota od razu przeszła do rzeczy. Opowiadała mi o magicznych zwierzętach, magii ogólnej i roślinności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz