Dzisiejszego dnia zaraz po przebudzeniu postanowiłem iść do biblioteki, co pewnie nowością nie jest, ale miałem pewien plan. Mianowicie, chciałem stworzyć eliksir. Mój pierwszy. Wyjątkowy. Jestem pewien, że będzie to coś super.
Zjadłem śniadanie i radośnie udałem się do biblioteki w wiosce, gdzie znalazłem odpowiedni dział. Znałem te półki, te kamienie. Byli mi jak bracia, jednak, lepsi od Red Rose. Tego nawet nie wliczam w moją rodzinę, przynajmniej nie w tą najbliższą. Śmieszne a jednocześnie smutne. Kamień jest mi bardziej bliski niż rodzony brat.
Odnalazłem jeden, dosyć mały niebieski kamień na półce z miksturami. Wziąłem go za pomocą telekinezy i odpaliłem. Ku mojemu zdziwieniu zamiast postaci zaczęły pojawiać się zioła i ich opisy, mianowicie: fiołek, stokrotka i dragonis electrum. Pierwszy raz widziałem coś tak pięknego, wyglądem przypominał różę, również miał kolce, jednak liście były bardziej poszarpane. Kwiat natomiast był czerwony w niebieskie błyskawice i mienił się, niczym diament.
Po składnikach, w których skład wchodził także magiczny pył i srebrna ziemia z Anguntur, pojawiła się instrukcja. Trzeba było znaleźć złote naczynie, podgrzać je i dodać srebrną ziemię wraz z odrobiną wody. Po rozpuszczeniu ziemi, dodajemy magiczny był i wszystko mieszamy do czasu, kiedy był zacznie migotać. Pozostało nam już tylko włożyć do miski płatki fiołka, główki stokrotek i kolce dragonis electrum. Ehh, trochę to skomplikowane.
Po wszystkim, wyszedłem z biblioteki i udałem się na poszukiwania odpowiednich składników. Z fiołkami i stokrotkami nie miałem problemu, gdyż wziąłem je od zielarzy. Nie znalazłem nigdzie złotej miski ani też dragonis electrum, ale chyba to nie przeszkoda, prawda? Trudno, wilk uczy się na błędach.
Zrobiłem wszystko, no prawie wszystko, zgodnie z instrukcją i przelałem mój pierwszy eliksir do fiolki, która była w schowku wioski. Po ostygnięciu zawartości, wypiłem ją. Ktoś musiał. Cóż, nie poczułem żadnej różnicy. Obejrzałem wszystkie łapy i ogon, nic. Trochę zawiedziony, wróciłem do swojej chaty.
- Co ci się stało?! - zaśmiał się ktoś bardzo głośno. Odwróciłem się i ujrzałem czarnego wilka.
- Coś nie tak? - zapytałem, nie wiedząc o co mu chodzi.
- Od kiedy wilki mają rogi? - śmiał się dalej, prawie turlając się po ziemi.
Nie komentując tego zachowania, podbiegłem do tafli wody. Rzeczywiście... rogi. Czyli eliksir jednak działał, zmienił wygląd, ale nie koniecznie tak jak chciałem. Nieco spanikowany, pobiegłem do biblioteki, z nadzieją, że nikt mnie nie zauważy. Musiałem to jakoś odkręcić!
Wchodząc do środka, spotkałem Arię. No pięknie, zaraz zacznie się pytać, co mi się stało. Ku mojemu zdziwieniu, wilczyca zachowywała się normalnie. Czy to z grzeczności? Może po prostu nie chciała mi powiedzieć? Po krótkiej rozmowie, pożegnaliśmy się a ja szybko pobiegłem do lustra wodnego. Nic. Zero rogów. Może efekt był tylko tymczasowy? Muszę się czegoś o tym dowiedzieć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz