- Nic ci nie jest? - zapytałam.
W moim głosie można było wyczuć trochę troski. Patrzyłam na samca w oczekiwaniu na odpowiedź.
Red Rose
Obudziłem się po południu, rozciągnąłem się i wyjrzałem przez okno. Jako iż mieszkałem na najwyższym piętrze, mogłem zobaczyć las, mury zamku jak i pola za zamkiem. Pogoda była dzisiaj cudowna, więc postanowiłem się przejść rozerwać. Wychodząc z komnaty, powitał mnie mój sługa. Skinąłem łbem i udałem się do spiżarni, po co coś do jedzenia. Znalazłem tam małego zająca, na raz. Tyle powinno mi wystarczyć, a resztę upoluję sobie sam.
Wychodząc z terenów zamczyska, potknąłem się tak, że upadłem pyskiem tuż pod łapy jakiegoś wilka. Szybko wstałem i odwarknąłem. - Wszystko w porządku. - Głupia wilczyca! Kto by pomyślał, że jest tak bezczelna by zwracać się do mnie w ten sposób. - A dla twojej wiadomości, jestem cesarzem, więc mogłabyś się do mnie należycie zwracać. - burknąłem, po czym zmierzyłem ją wzrokiem. Cudna. Chcę ją.
Aria
Basior spoglądał na mnie łapczywie. Skrzywiłam się trochę przez jego reakcję. Przeanalizowałam jego słowa w myślach i uświadomiłam sobie, że on powiedział, iż jest Cesarzem. Momentalnie ukłoniłam się. Nie chciałam mieć złej reputacji u króla Arcanterry. Próbowałam wydusić z siebie jakieś słowa, lecz bardzo trudno mi było nawet otworzyć pysk.- Wy-wybacz. - mruknęłam cicho.
Trochę stresująca była wymiana słów z cesarzem. Zdziwiło mnie jedynie to, że w pobliżu nie było żadnych ochroniarzy w pobliżu.
Red Rose
Kiedy wadera zdała sobie sprawę z sytuacji, zaczęła się jakoś zachowywać, jednak nadal nie wystarczająco dobrze. Kłaniając się, zauważyłem jej cudny grzbiet i nie tylko. Tak. Ona jest moja. Zresztą! Wszystko jest moje! - Panie. - oznajmiłem z pogardą. - Wybacz panie. Następnym razem o tym nie zapomnij. - podszedłem nieco bliżej samicy i zacząłem ją okrążać, obserwując uważnie każdy szczegół jej ciała. - A gdybyś nie wiedziała kto będzie kradł twoje sny, to chętnie ci odpowiem. - zatrzymałem się i spojrzałem w jej oczy. - Red Rose. - uśmiechnąłem się szarmancko.
Uwielbiam takie ślicznotki. Jeśli jest nieśmiała, to znaczy, że potrzebuje pana. A oto więc jestem. Kto wie, może nawet zaszczycę ją zaproszeniem na noc.
Aria
Gdy wypowiedział te słowa, moje źrenice zmniejszyły się, a ja wzdrygnęłam się. Czułam się dosyć niekomfortowo w takich sytuacjach. Niestety ten wilk nawet moje imienia nie poznał, a już myśli co będziemy razem robić w nocy. Postanowiłam już wrócić do mojej wcześniejszej pozy, więc wyprostowałam się i uważnie obserwowałam kroki basiora. Zachowałam spokój i pomyślałam, że przedstawię mu się.- Aria. - rzekłam.
Wilk w końcu się zatrzymał i stanął przede mną. Tacy jak on byli nieprzewidywalni i musiałam być ostrożna, żeby nie wpaść w jakiś kłopot.
Red Rose
Aria? To jej imię? Hah, zresztą... nawet mnie ono nie obchodzi, jednak... może mi się kiedyś przydać. One wszystkie lubią jak samiec pamięta ich imię, więc ta informacja pozwoli mi się do niej zbliżyć. Już wyobrażam sobie jak się do mnie czuli, jak patrzy na mnie, na swojego władcę, na swojego pana. - Cudowne imię, moja piękna. - oznajmiłem, by ją nieco zawstydzić. By poczuła się adorowana. - Może się gdzieś przejdziemy? - zaproponowałem. Ja nie potrzebuję jej poznawać, jednak ona owszem. One wszystkie takie są. Niech mi zaufa, a potem przekona się, że nie było warto. Przecież w myślach mi nie czyta, tym bardziej nie jest w stanie mnie za kogoś takiego uważać. Będę jej ideałem, nie zorientuje się, nie będzie wstanie.
Aria
Zastanowiłam się nad jego propozycją. Każde zdanie tego basiora było dosyć podejrzane, lecz to tylko moje przeczucia. Możliwe, że po prostu jest takim romantykiem? Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Może jak przejdę się z nim gdzieś to da mi spokój i będę mogła samotnie wędrować.- No dobrze. - odparłam wzdychając.
Musiałam zachować jakąś kulturę, gdyż to był cesarz; ktoś ważniejszy ode mnie, choć jego zachowanie wskazywało bardziej na jakiegoś podrywacza. Stety lub niestety nie ruszały mnie takie miłe słówka. Zawsze mnie odpychały i ignorowałam je. W tym przypadku będzie tak samo.
Red Rose
No proszę, proszę. Jeszcze się dobrze nie poznaliśmy a ta już do mnie wzdycha. Pięknie. Będzie nieco łatwiej niż myślałem. Trzeba tylko wyczuć jej gust, co właśnie zamierzam zrobić podczas tego spaceru. Poznam ją i obmyślę idealny plan, taki, żeby nie mogła przeze mnie zasnąć, będzie myśleć tylko o mnie, aż w końcu uznają ją za wariatkę. - Panie przodem. - ukłoniłem się, wskazując drogę. Wadera spojrzała na mnie i ruszyła we wskazanym kierunku. Po chwili do niej dołączyłem, jako iż las jest najbliżej zamku, to tam się wybraliśmy. - A więc moja miła, dlaczego Cię nie widuję zbyt często? - zapytałem, pokazując klasę. Jak na salonach.
Aria
Basior zadał dosyć dziwne pytanie. Wydawało mi się, że cesarz przebywa głównie w zamku i załatwia jakieś dyplomatyczne sprawy. No ale co ja tam wiem?- Bardzo rzadko przechodzę obok zamku. - odpowiedziałam. - Przebywam głównie na zachodzie Arcanterry. - dodałam.
Udzieliłam odpowiedzi dosyć dokładnej. Jeśli ten wilk chce mi się przypodobać to niech najpierw wykona na początek parę prostych czynów, które zawsze się robi. Jeśli nie zmieni podejścia do mnie to na pewno nigdy nie odwiedzę jego komnaty w zamku. Przez pierwsze minuty naszego spaceru nie odzywaliśmy się do siebie. Może ja zacznę rozmowę? W tedy może ten czas szybciej upłynie.
- No więc... - zaczęłam. - Czy nie powinieneś mieć przy sobie jakichś strażników? - zapytałam.
To mnie już od początku bardzo dziwiło.
Red Rose
Na zachodzie? No nie mówcie mi tu teraz, że ona mieszka w tej nędznej wiosce. Takiej ślicznotce nie przystoi, jednak... to jest ważna informacja. Nie mieszka w komnacie, to znaczy, że lubi skromność. Proste. A skoro lubi skromność, to też mógłbym się tak zachowywać. Zaśmiałem się w duchu, ponieważ to nie możliwe, nie no dobra, możliwe. Ale ja? Cesarz! No... będzie trudniej niż myślałem. - No to powinnaś moja droga częściej do niego wpadać. - dodałem, po czym dalej spacerowaliśmy. Dałem waderze trochę czasu na zastanowienie, więc nie odzywałem się. Niech sobie nie myśli, że mi na niej zależy czy coś w tym stylu. Byłbym przegrany. Tak, Rose, zachowuj się obojętnie, ale nie do końca, tak żeby myślała, że ci na niej nie zależy i żeby jednocześnie miała wrażenie, że bez ciebie żyć się nie da. Spoko. Ogarnę to.
Po dłuższej chwilce, odezwała się w końcu. Oh, nareszcie! Jak można tak chodzić i o niczym nie mówić? Karanie mnie jest nie wybaczalne... ale to nic, w porównaniu z karą, jaką jest miłość do mnie.
- Przy sobie to mogę mieć jedynie ciebie. Jestem już dużym wilczkiem. - mrugnąłem do niej i uśmiechnąłem się szarmancko. To powinno ją rozbawić i zainteresować.
Aria
Cichutko zachichotałam. Starałam się wykonać to jak naturalniej, gdyż basior chyba oczekiwał właśnie takiej reakcji z mojej strony. Tak na prawdę takie "żarciki" wcale nie były tak śmieszne jak on myślał. W ciszy dotarliśmy do Luminosum. Podeszłam do wody i schyliłam głowę. Następnie zaczerpnęłam parę łyków wody. Co jak co, ale takie spacery mogą zmęczyć. Czułam wzrok cesarza na moim ciele. Czy on musiał się tak zachowywać? Tylko głupie wadery polecą na idiotyczne zachowanie. Niestety nasz władca zachowywał się totalnie jak jakiś młodziak. Westchnęłam i uniosłam głowę ponownie do góry. Popatrzyłam na Red Rose'a. Chyba czeka aż coś powiem.- Nie jesteś zmęczony czy coś? - zadałam pytanie.
Przewidywałam już w jakim stylu odpowie, lecz nie chciałam, żeby sytuacja między nami była napięta. Postanowiłam więc zachowywać się kulturalnie i sympatycznie.
Red Rose
Z każdym krokiem, zaczęło mi się wydawać, że ona kpi sobie ze mnie. Zresztą! Ten chichot. Co jak co, ale ja umiem odróżnić fakty, w końcu ja tu jestem samcem Alfa. Wszystkie wadery są moje! To jest moja kraina i to jest moje prawo, które ogłoszę im w najbliższym czasie. Tak. Zbiorę radę. Trzeba położyć kres temu bezprawiu. Wadera z czasem zaczęła irytować mnie bardziej i bardziej. Mówię do niej a ta nic. Cisza. Więc co? No nic. Zrezygnowałem i w ciszy dotarliśmy do Luminosum. Niech się ten dzień skończy, bo normalnie z takim pustakiem nie idzie wytrzymać. Będzie moja i tak, bo tak chcę, bo tak mogę, bo jestem tutaj cesarzem!
Kiedy w końcu się odezwała, myślałem, że wybuchnę... w sumie to, prawie tak się stało. - Jasne, że jestem zmęczony! Twoim nędznym zachowaniem. - warknąłem na nią wściekły i buchnąłem ogniem, prosto pod jej łapy. Nie oglądając się za siebie, odszedłem, dodając jedynie wściekłe - Jak nabierzesz kultury to się odezwij.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz