Myślę, iż jestem gotowy, by wywołać ducha. Nie wiem czy mi się uda. Denerwuję się, ale jestem też okropnie podekscytowany. Wycyganiłem parę rzeczy i udałem się do Solitudine. Tam na sporej skałce, rozłożyłem rzeczy na swoich miejscach, poprawiłem parę razy, aż w końcu usiadłem i zacząłem czytać rozdział w księdze. Znam to na pamięć, ale warto się upewnić. Westchnąłem, zerknąłem jeszcze raz na księgę i wstałem. Spojrzałem na krąg a potem na niebo i zacząłem mamrotać wyuczone słowa. Na początku się nic nie działo, ale potem, no proszę, zerwał się wiatr i usłyszałem szepty naokoło mnie. Jeszcze nigdy nie byłem tak nerwowy. Z gąszczu słów zaczął się wybijać jeden głos, potężniejszy od pozostałych. W końcu przede mną zmaterializowała się postać. Stary wilk... No naprawdę, akurat tego starca, przysłały mi bóstwa? Miałem już zerwać połączenie, gdy wilk się odezwał.
- Słuchaj, bo nie powtórzę.
- Nawet nie będziesz mógł.
Wilk spojrzał na mnie z wyrzutem i kontynuował.
- Jestem z Ery Avatarów. Przed tobą, nędzny śmiertelniku stoi...
- Jestem od bogów. Nędzny śmiertelniku.
Wilk odszedł. Nawet nie wiedziałem, że on może przerwać połączenie... ale zerwał. Zebrałem wszystkie przedmioty i wróciłem do zamku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz