Wszedłem na tereny Arcanterry. U moich stóp wiły się pasma mgły. Myśląc o tym zjawisku szybko szedłem tylko przed siebie by znaleźć się poza zasięgiem wyciągniętych łap gór. Trudno mi było znaleźć drogę, gdyż mgła była tak gęsta, iż widziałem najwyżej na metr. Z daleka i bliska słychać było różne dziwne odzewy jak i skomlenia, wołanie o pomoc. Jednakże wiem, że to pułapka, odgłosy nie należą do wilków tylko do istot zwanych latawicami. Jeszcze po paru minutach mgła rozrzedziła się a ja ujrzałem przed sobą rzekę. Zdecydowałem się pójść z jej biegiem w międzyczasie rozmyślając.
Wiem, iż inne tereny nie odwiedzą mnie od mojej wiary. Nie zmieni to nic, bowiem jam jest potomkiem bóstw lunarnych i bóstw cienia.
Więc pogłębię swoją wiedzę praktykując nauki naszej watahy. Stanę się szamanem...
Wpadłem na kogoś. Czując futro spojrzałem w dół i ujrzałem waderę. Podniosłem wzrok i miałem ją minąć.
- Przepraszam - mruknęła.
- A pan nie przeprosi? - spytała się niewinnie. Oczywiście, że nie - myślałem.
-Nie. - Odpowiedziałem i ruszyłem. Ale czy naprawdę na dobry start nie mógłbym kogoś poznać? Nawet gdy to jest wadera? Chociaż czy to ważne, by znać imiona przyszłych poddanych...
Wiem, iż inne tereny nie odwiedzą mnie od mojej wiary. Nie zmieni to nic, bowiem jam jest potomkiem bóstw lunarnych i bóstw cienia.
Więc pogłębię swoją wiedzę praktykując nauki naszej watahy. Stanę się szamanem...
Wpadłem na kogoś. Czując futro spojrzałem w dół i ujrzałem waderę. Podniosłem wzrok i miałem ją minąć.
- Przepraszam - mruknęła.
- A pan nie przeprosi? - spytała się niewinnie. Oczywiście, że nie - myślałem.
-Nie. - Odpowiedziałem i ruszyłem. Ale czy naprawdę na dobry start nie mógłbym kogoś poznać? Nawet gdy to jest wadera? Chociaż czy to ważne, by znać imiona przyszłych poddanych...
Aria
Błądziłam po lesie w poszukiwaniu pożywienia. O dziwo cała Arcanterra była dzisiaj zamglona. Cóż... Zbytnio mnie to nie ruszało, a wręcz zadowalało. Mogłam polegać głównie na węchu, gdyż po pierwsze nic nie było widać, a po drugie z dala dochodziły niepokojące dźwięki, które nie były podobne do tych zwierzęcych. Ostatnimi czasy pragnęłam być sama, bez towarzystwa. Niestety miejsce, w którym mieszkałam było zapełnione przez wilki. Na tą myśl tylko westchnęłam. Znałam jedynie Ikelosa i nikogo więcej. Tak właściwie to raczej nie chcę poznawać jakiejś dużej grupki wilków. Nagle przez moją nieuwagę wpadłam na coś; a raczej kogoś. Podniosłam się i spojrzałam na wilka, który znajdował się przede mną. Posiadał czarne jak nocne niebo futro i zielonkawe oczy.
- Przepraszam. - mruknęłam odruchowo.
- A pan nie przeprosi? - to mi się wymsknęło.
Czasem zdarzało mi się głośno myśleć. Niestety bywa, że mózg inaczej myśli i inaczej mówi. Dlatego też powiedziałam "pan".
- Nie. - odparł ponuro.
Wilk ruszył dalej. Pewnie był to jakiś wędrowiec czy coś. Zbytnio mnie to nie interesowało.
- Przepraszam. - mruknęłam odruchowo.
- A pan nie przeprosi? - to mi się wymsknęło.
Czasem zdarzało mi się głośno myśleć. Niestety bywa, że mózg inaczej myśli i inaczej mówi. Dlatego też powiedziałam "pan".
- Nie. - odparł ponuro.
Wilk ruszył dalej. Pewnie był to jakiś wędrowiec czy coś. Zbytnio mnie to nie interesowało.
Olethros
Spojrzałem jeszcze raz na waderę. To "pan" jej się wymsknęło. To wiem na pewno. Jednak przeszedłem tylko parę kroków i przystanąłem i popatrzyłem bezradnie na otaczającą mnie naturę. W ogóle nie znałem tych terenów a jeszcze by gdzieś podążać. Zamachałem nerwowo ogonem i wróciłem do wadery. - Oprowadź mnie...?
Przypomniało mi się sobie, że wadery są głupie i może uciec, gdy rozkażę a nie zadam pytania, szczególnie na nie swoim terenie. Niech mnie oprowadzi chociaż na tych podstawowych. Więcej nie potrzebuję.
Aria
Basior wypowiedział dosyć dziwne zdanie. Nie chciałam być okrutnym wilkiem, więc postanowiłam go oprowadzić.
- Chodź. - odparłam cicho.
Miałam dobrą orientację w terenie, więc wiedziałam, w którym kierunku jest zamek. Szybkim krokiem podążaliśmy w stronę centrum Arcanterry, na południe. Przez drogę basior milczał; tylko ja mówiłam jak nazywają się te tereny i od czasu do czasu, w którą stronę skręcić. W końcu dotarliśmy do Luminosum, czyli jeszcze jakieś dwadzieścia minut. Postanowiłam, że zatrzymamy się na chwilę, żeby zregenerować siły.
- Zróbmy przerwę. - powiedziałam spokojnie.
Odwróciłam się i spojrzałam na samca.
- Chodź. - odparłam cicho.
Miałam dobrą orientację w terenie, więc wiedziałam, w którym kierunku jest zamek. Szybkim krokiem podążaliśmy w stronę centrum Arcanterry, na południe. Przez drogę basior milczał; tylko ja mówiłam jak nazywają się te tereny i od czasu do czasu, w którą stronę skręcić. W końcu dotarliśmy do Luminosum, czyli jeszcze jakieś dwadzieścia minut. Postanowiłam, że zatrzymamy się na chwilę, żeby zregenerować siły.
- Zróbmy przerwę. - powiedziałam spokojnie.
Odwróciłam się i spojrzałam na samca.
Olethros
Wadera zarządziła przerwę w Luminosum. Urocze miejsce. Skinąłem tylko łbem i usiadłem z dwa metry od niej. Wadera podeszła do tafli jeziora by się napić. Gdy tak chłeptała wodę moją uwagę przykuł migoczący piasek wzburzony przez waderę. Chociaż czy to piasek? Zerwałem się z miejsca i podszedłem do jeziora. Co jak co, ale to mnie zafascynowało. Samica odsunęła się ode mnie, patrząc na mnie dziwnym wzrokiem. Może zdenerwowała się moim gwałtownym ruchem. Spojrzałem w taflę wody milcząc. Teraz zauważyłem, że to faktycznie nie jest piasek tylko jakby pył. Nie załapywał wody. A jednak był w jeziorze: pył. Idiotyczne.
Kusiło mnie by zapytać ją co to takiego, lecz nie chciałem wyjść na wariata i głupca. W wolnej chwili zajrzę do biblioteki w zamku. Wróciłem do miejsca gdzie siedziałem a i ona znów wróciła na swoje poprzednie miejsce.
- Jaką wyznajecie religię? - spytałem. Nie spodziewałem się od niej odpowiedzi. Wadery mogą okazać się tępe.
Kusiło mnie by zapytać ją co to takiego, lecz nie chciałem wyjść na wariata i głupca. W wolnej chwili zajrzę do biblioteki w zamku. Wróciłem do miejsca gdzie siedziałem a i ona znów wróciła na swoje poprzednie miejsce.
- Jaką wyznajecie religię? - spytałem. Nie spodziewałem się od niej odpowiedzi. Wadery mogą okazać się tępe.
Aria
Spojrzałam na czarnego basiora. Chyba miał inną religię od większości wilków znajdujących się w Arcanterze.
- Większość tutejszych wilków wierzy w Arcanusa. - odpowiedziałam. - Był on podobno stwórcą nas i całego świata. Doskonalił go i stworzenia w nim znajdujące się. Na początku byli avatarzy; wilki o czterech żywiołach. Następnie Era Uchawi; istoty, które osiągają 80% możliwości umysłu. Każda z krain ma swoje Uchawi, swój system, swoją władzę. - dodałam.
Może nie była to cała oraz szczegółowa historia, lecz streszczona i prostsza. Miałam cichą nadzieję, że teraz basior opowie trochę o swojej wierze. Wyglądał na wilka, który wiedział już sporo o świecie.
- Większość tutejszych wilków wierzy w Arcanusa. - odpowiedziałam. - Był on podobno stwórcą nas i całego świata. Doskonalił go i stworzenia w nim znajdujące się. Na początku byli avatarzy; wilki o czterech żywiołach. Następnie Era Uchawi; istoty, które osiągają 80% możliwości umysłu. Każda z krain ma swoje Uchawi, swój system, swoją władzę. - dodałam.
Może nie była to cała oraz szczegółowa historia, lecz streszczona i prostsza. Miałam cichą nadzieję, że teraz basior opowie trochę o swojej wierze. Wyglądał na wilka, który wiedział już sporo o świecie.
Olethros
Ciekawe. Wadera opowiedziała to tak ogólnie, ale i to wszystko mogę sprawdzić w bibliotece. Zagłębiłbym się w znaczenie Uchawi, bo Era Avatara mnie nie zbyt ciekawi. Wiadomo jak to było: wszystkie żywioły leciały po kolei, szczęście miał ten, który odziedziczył właściwy żywioł po ojcu. I tu jestem pewien, iż często zdarzali się tyrani, nie wykluczam też łagodnych baranków. W tej Erze jednak może być ciekawiej. Jednak czy rządy sprawuje Uchawi czy... może rodzina królewska? I czy Arcanus odpowiada jednemu z moich bóstw?
Cisza dzwoniła w uszach, ja wyłączyłem myśli i skupiłem wzrok na waderze. Jak ma na imię? Wpatrywałem się w nią jak wół w malowane wrota a żadne imię nie przychodziło mi do głowy. Więc zostawiłem tą sprawę w spokoju a wadera patrzyła się pytająco. Dotarło do mnie czego chce i skrępowałem się. Nasza religia raczej nie wychodziła poza tereny naszej watahy, więc nikomu innemu nie było o niej nic wiadomo. Szamani zakazywali mówienia o niej komukolwiek innemu spoza watahy, więc wszyscy milczeli. Teraz sam nie wiem co mam zrobić. Z tego wszystkiego jej wzrok przewiercał mnie na wylot a ja kręciłem się nerwowo. No cóż... dyskomfort. Powiedzieć jej czy nie? Z resztą gdy jej powiem może to przekazać rządzącym i będę w kropce. Z innej strony, gdy będę tak milczał i się nerwowo kręcił to też będzie podejrzane. Ha, kto by pomyślał, że zostałem zapędzony w kozi róg przez waderę? Przez ten przedmiot?
- Jestem poganinem. - z ciężkim sercem zacząłem swoją opowieść.
- Nasza wataha czciła tylko bóstwa lunarne, ciemności i plugastwa jak Selene czy Charsa a szaman był najwyżej w hierarchii. Odprawialiśmy obrządki prawie co nocy, kiedy okaleczaliśmy się, składaliśmy w ofierze nowo narodzone szczeniaki i gwałciliśmy wadery. - Szło mi coraz łatwiej. - Były tylko przedmiotem. Jednakże co trzy lata, na święto Selene, była wybierana wadera, której nie mogliśmy tknąć. Była jak tymczasowa królowa. Była wolą księżyca. Ja sam urodziłem się w nocy, w święto Charsa. Byłem ich bóstwem. Nadal jestem. Parę miesięcy temu zdarzył się wypadek. Przy święcie, przy okaleczeniu, nie zdołałem utrzymać całej watahy. Padli martwi. Ale wybranka Selene tam była, by nasza wataha trwała jeszcze przez wieki. - skończyłem swoją opowieść, wbijając oczy w ziemię. Podniosłem je jednak i z całą zaciętością myślałem: "Nie mów IM."
Cisza dzwoniła w uszach, ja wyłączyłem myśli i skupiłem wzrok na waderze. Jak ma na imię? Wpatrywałem się w nią jak wół w malowane wrota a żadne imię nie przychodziło mi do głowy. Więc zostawiłem tą sprawę w spokoju a wadera patrzyła się pytająco. Dotarło do mnie czego chce i skrępowałem się. Nasza religia raczej nie wychodziła poza tereny naszej watahy, więc nikomu innemu nie było o niej nic wiadomo. Szamani zakazywali mówienia o niej komukolwiek innemu spoza watahy, więc wszyscy milczeli. Teraz sam nie wiem co mam zrobić. Z tego wszystkiego jej wzrok przewiercał mnie na wylot a ja kręciłem się nerwowo. No cóż... dyskomfort. Powiedzieć jej czy nie? Z resztą gdy jej powiem może to przekazać rządzącym i będę w kropce. Z innej strony, gdy będę tak milczał i się nerwowo kręcił to też będzie podejrzane. Ha, kto by pomyślał, że zostałem zapędzony w kozi róg przez waderę? Przez ten przedmiot?
- Jestem poganinem. - z ciężkim sercem zacząłem swoją opowieść.
- Nasza wataha czciła tylko bóstwa lunarne, ciemności i plugastwa jak Selene czy Charsa a szaman był najwyżej w hierarchii. Odprawialiśmy obrządki prawie co nocy, kiedy okaleczaliśmy się, składaliśmy w ofierze nowo narodzone szczeniaki i gwałciliśmy wadery. - Szło mi coraz łatwiej. - Były tylko przedmiotem. Jednakże co trzy lata, na święto Selene, była wybierana wadera, której nie mogliśmy tknąć. Była jak tymczasowa królowa. Była wolą księżyca. Ja sam urodziłem się w nocy, w święto Charsa. Byłem ich bóstwem. Nadal jestem. Parę miesięcy temu zdarzył się wypadek. Przy święcie, przy okaleczeniu, nie zdołałem utrzymać całej watahy. Padli martwi. Ale wybranka Selene tam była, by nasza wataha trwała jeszcze przez wieki. - skończyłem swoją opowieść, wbijając oczy w ziemię. Podniosłem je jednak i z całą zaciętością myślałem: "Nie mów IM."
Aria
Zaciekawiła mnie religia, w którą wierzył basior. Jednak zbytnio nie podobało mi się to, że traktowali wadery jak przedmioty. Choć z drugiej strony to jest ich wiara, a każda ma swoje tradycje, więc można by było się przyzwyczaić do tego. Tak właściwie to ja nie czciłam żadnego boga. Nigdy nie zagłębiałam się w te tematy; moi bliscy również. Dlatego nie uznawałam żadnej religii; no chyba, iż ktoś mnie do niej przekona.
- Choć jest tyle różnych religii to ja i tak nie wierzę w żadną. Tak na prawdę znam tylko dwie, z czego jedna jest twoja. Jakoś nigdy nie potrzebowałam czcić kogoś. Szanuję każdego wilka i jestem tolerancyjna, więc nie przeszkadza mi, jeśli ty wierzysz w bóstwa lunarne, plugastwa i ciemności, a inny wilk w Arcanusa. - odparłam.
Nie wiem, czy każdy wilk wierzy w jakiegoś boga. Jeżeli tak, to chyba i ja muszę się przystosować do którejś z religii, prawda?
- Choć jest tyle różnych religii to ja i tak nie wierzę w żadną. Tak na prawdę znam tylko dwie, z czego jedna jest twoja. Jakoś nigdy nie potrzebowałam czcić kogoś. Szanuję każdego wilka i jestem tolerancyjna, więc nie przeszkadza mi, jeśli ty wierzysz w bóstwa lunarne, plugastwa i ciemności, a inny wilk w Arcanusa. - odparłam.
Nie wiem, czy każdy wilk wierzy w jakiegoś boga. Jeżeli tak, to chyba i ja muszę się przystosować do którejś z religii, prawda?
Olethros
A więc ona jest ateistką. Nie za bardzo rozumiem jak można tak żyć. Zgaduję, że może czasami lepiej działać na własną rękę. Ale jak, na Selene, ona sobie radzi? Sama?
Nieważne. Wstałem i otrzepałem się z piasku. Spojrzałem jeszcze raz na Luminosum i zwróciłem się do wadery.
- A więc idziemy dalej?
Nieważne. Wstałem i otrzepałem się z piasku. Spojrzałem jeszcze raz na Luminosum i zwróciłem się do wadery.
- A więc idziemy dalej?
Aria
Skinęłam głową twierdząco. Wstaliśmy, otrzepaliśmy się z piasku i wyruszyliśmy w stronę zamku. Po drodze widywaliśmy różne zwierzęta; głównie ptaki. Gdy zbliżaliśmy się do wielkiej budowli mgła powoli znikała. Na szczęście lub nieszczęście między nami panowała głęboka cisza. Zatrzymaliśmy się przed dużymi, drewnianymi drzwiami do zamku. Spojrzałam na basiora.
- Cóż... Tu chyba nasze drogi się rozchodzą. - powiedziałam.
Tak w głębi serca było mi trochę smutno, że nie poznałam bardziej tego basiora. Z pewnością różniliśmy się, ale ja bardzo zainteresowałam się jego kulturą i tradycjami. Odwróciłam się i powolnymi krokami oddalałam się od wilka.
- Aria. - powiedziałam cicho.
Możliwe, że basior to usłyszał; szczerze to miałam taką nadzieję.
- Cóż... Tu chyba nasze drogi się rozchodzą. - powiedziałam.
Tak w głębi serca było mi trochę smutno, że nie poznałam bardziej tego basiora. Z pewnością różniliśmy się, ale ja bardzo zainteresowałam się jego kulturą i tradycjami. Odwróciłam się i powolnymi krokami oddalałam się od wilka.
- Aria. - powiedziałam cicho.
Możliwe, że basior to usłyszał; szczerze to miałam taką nadzieję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz