Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 23 listopada 2016

Ingrate - Dołączania ciąg dalszy

Ohoho... odetchnąłem ciężko, kiedy znalazłem się nareszcie na szczycie całkiem pokaźnych schodów. Ta, bo gdzie indziej może mieszkać cesarz, jak nie najwyżej ze wszystkich... Widać ktoś sobie leczy kompleksy. Ale dobra, tak jak w przypadku tej wadery, z którą odbywałem trening, nie będę oceniał, póki nie dowiem się, dlaczego wywyższony został wywyższony. Tak więc, podszedłem do sporych drzwi z dwoma strażnikami, byłem pewny, że dobrze pukam. Czego chcę od władcy, spytali ci ochroniarze. A to dobre pytanie.
- Pogadać. W sprawie... dołączania
Tak. Popytam, co to za miejsce, na jakich warunkach tu zostanę, co mi zaproponują, bo jeszcze nowy jestem. Okej, pozwolili wejść. Mocny podmuch powietrza otworzył więc pokaźne wrota, szybko i dumnie wskoczyłem do środka i krzyknąłem:
- Arcantera! - bo ruda wadera, którą spotkałem na samym początku powiedziała mi dokładnie, że to tereny Arcantery, stąd znałem imię władcy tej krainy. - Arcantera, czy to ty? - zapytałem.

Red Rose
Rozmyślałem całymi dniami nad tym jak urządzić imprezę i co ta moja księżniczka lubi. Tak, nie wiem co lubi, bo co mnie to interesuje. Mam ją po to by mnie zadowalała i urodziła mi szczenięta, więc to ona powinna wiedzieć te wszystkie głupotki, a nie ja. Kurde, że też się zgodziłem na tą głupią propozycję! Co za podstępna sunia.
Przez tą całą złość, nie zauważyłem kiedy do komnaty wszedł mi jakiś czarny puszek okruszek. Czyżby znowu ten, jak mu tam... szaman? Słysząc jego słowa, wybuchnąłem śmiechem.
- Ty jesteś głupi czy udajesz? - zapytałem, patrząc się na niego jak na kogoś, kto nie jest godzien na mnie patrzeć.
- Czego tu? - dodałem po chwili, widząc jego zmieszanie na pysku.

Ingrate
Nie powiem, trochę się zawahałem przy wejściu... No przecież co to za basior, ja się go o coś pytam, a on mi pytaniem kolejnym się odwdzięcza. Ale skoro nie zaprotestował, to znaczy, że potwierdził. Więc trafiłem dobrze, do władcy. Super. Uśmiechnąłem się i wyluzowałem już całkowicie. Przemierzyłem sobie spokojnie i pewnie jego pokoik, by przysiąść wygodnie na jednej z poduszek, jakie się tu znajdowały. Ah, jak długo łaziłem... Westchnąłem z rozkoszą. Ale dobra, rudy czeka na odpowiedzieć. O co on mnie tam pytał? Czego chcę. Okej... Uśmiechnąłem się szeroko.
- Przyszedłem pogadać.
- O interesach. - dodałem po chwili, bardzo zresztą tajemniczo.

Red Rose
Spojrzałem na niego z pogardą. Zwykły plebs, który nie potrafi się zachować. A gdzie ukłon? A gdzie zwroty grzecznościowe? Zaraz zawołam straż i trafi do lochów, a nie będzie mi tu o interesach rozmawiać. Zmrużyłem oczy, po czym podniosłem jedną brew do góry i odsunąłem lekko łeb do tyłu.
- Za kogo ty się uważasz, co? - zapytałem, mierząc go wzrokiem.
- Jeśli myślisz, że możesz się tak zachowywać to jesteś w błędzie. - dodałem, uśmiechając się do niego i dając mu do zrozumienia, że zaraz trafi tam gdzie jego miejsce.
- Straż! Zabrać mi to ścierwo! - warknąłem w stronę drzwi, a one po chwili otworzyły się. Do sali wbiegło czterech strażników, o czterech różnych żywiołach. To czym włada ten wyrzutek nie ma żadnego znaczenia, jest już w niewoli i raczej się z niej nie wydostanie. Niech sobie nie myśli, że dam sobą tak pomiatać. Jedyne co może go uratować to płacz i błaganie o litość.
Moi wierni słudzy zarzucili na basiora żelazną siatę, z kamieniami osłabiającymi, po czym jeden z nich uniósł całość za pomocą magii powietrza. Widać było, że samiec jest już zmęczony. Podszedłem do niego i spojrzałem mu prosto w oczy.
- Myślę, że tydzień w lochach Cię czegoś nauczy. - zaśmiałem się.

Ingrate
Co za chaos, co tu się dzieje?! Nic jeszcze w sumie nie zdążyłem powiedzieć, niczego zrobić, a ten już do mnie z pretensjami! A potem jeszcze gorzej, bo to jakiś huk, trzask chyba drzwi się poniósł po pokoju, ale ja nawet nie zdążyłem się obrócić i zobaczyć, co to tak naprawdę, bo już coś niezidentyfikowanego na mnie spadło! Wszystko się tak zaciemniło, rozmyło, zakryło częściowo, ja przez szok już chyba nic nie widziałem. Jeszcze czułem jakby całe życie ze mnie w tej sekundzie uchodziło, jakbym jakąś ranę śmiertelną dostał i to tylko mała chwila, zanim ta energia ucieknie całkowicie, a ja zginę. A nic nie mogłem zrobić, zrzucić z siebie tego czegoś, tej pułapki, uciekać. Potem jeszcze coś jakbym podleciał do góry, zatrząsłem się... Ale nie rozumiałem nic a nic. Instynkt przetrwania obudził się we mnie, przez tą sekundę tyle mnie myśli odwiedziło, zastanawiałem się szybko, co mogę zrobić, żeby się oswobodzić, co się w ogóle ze mną dzieje, tyle czarnych scenariuszy od razu wymyśliłem! Ale... Ale kiedy mój oszalały wzrok przedarł się przez... taką jakby sieć, w której wnętrzu byłem, a wzrok mój padł na rudego Arcanterę, co stał przede mną i trochę pode mną, i się uśmiechał, moje serce natychmiast zwolniło do normalnego tempa, a ja odetchnąłem z prawdziwą ulgą. O bogowie, jeśli jacyś istniejecie, ja już myślałem, że śmierć do mnie przyszła, koszmar jakiś mnie w ciemność nieprzeniknioną zabrał, demony wszystkie, wszystkie dusze nieszczęśliwe zadusić mnie chciały, zamęczyć... A to tylko Arcantera i - spojrzałem w dół - jego zbrojni koledzy. Przestałem się szarpać, odetchnąłem, zaśmiałem się nawet. Ah, jaka ulga swoista. A moje serce! Tyle emocji, adrenaliny, o ja cię... Uspokoiłem oddech. Nic strasznego mi więc nie grozi, to świetnie, ale tak w sumie to dlaczego siedzę w tej siatce-pułapce cesarza i przyjaciół?
- Myślę, że tydzień w lochach cię czegoś nauczy. - a, sam pospieszył z wyjaśnieniami
Hmm. Lochy. Lochy nieodparcie kojarzą mi się z samicą świni czy takiego dzika, ale myśląc racjonalnie, jeśli mam spędzić tam tydzień, to chyba po prostu jakieś miejsce, pokoik, izolatka może jakaś, gdzie mnie zaniosą w tej pięknej siatce, niczym w karecie.
A jak to ma mnie czegoś nauczyć, to musi chodzić... no, po prostu o jakąś nauczkę, karę. Skoro idę na tydzień, to mnie tam nie zabiją, to już dobrze. Mniejsza czy tortury mnie czekają tam w odosobnieniu, głodzenie czy co, tydzień się w końcu skończy i jedziemy dalej, nie ma co się straszyć na zapas. Zwiedziłem sporo świata i też niejedno widziałem, niejedno przeżyłem, a w dodatku mówi się, że co cię nie zabiję, sprawi, że będziesz silniejszy. Więc tego, dumna twarz, spokój i lecimy na nowe doświadczenia.
Mogę więc zaakceptować swój los, ale, ale, za co to w ogóle, za co ta kara, za co cała akcja z siatką i wojskiem zbrojnym? Czy ja coś cesarzowi temu zrobiłem? Przecież znam go od niecałej minuty, może on się pomylił, pomyślał, że ja jestem kimś innych, jakimś uciekinierem czy złoczyńcą, co miał się tu akurat dzisiaj zjawić czy strażnicy mieli go tu zaciągnąć. Jeny, nie mogę uwierzyć, jaką ja mam wspaniałą umiejętność dedukcji! Ale dobra, nie ma co się rozpraszać, trzeba wyjaśnić sprawę, bo jakiś zwyrol może być teraz na wolności, a ja będę nosił jego karę.
- Um... spokojnie, nie ma co się tam denerwować, nie ma co uciekać się do takiej gwałtowności. - postanowiłem się w końcu odezwać i wyjaśnić sprawę. Ale bardzo spokojnie i powoli, żeby biedak znowu nie wybuchł. - Może po prostu przyjrzyj mi się jeszcze raz, o, pod światło najlepiej... Jak to cię nie przekona to przejrzyj proszę te wszystkie stare akta, świadków ponownie przesłuchaj, fakty połącz, dowody znajdź z kolegami z woja. Zobaczysz, że nie jestem złoczyńcą, z którym mnie pomyliłeś.

Red Rose
Czy on sobie ze mnie kpi? Nadal nic do niego nie dociera? Proszę, proszę... pan cfany, jednak nie będzie taki pyskaty, jak go tam zamknę na wieczność! Co za bezczelne bydlę! Z każdym jego słowem byłem coraz bardziej zdenerwowany i wystarczyła jeszcze chwila bym się zapalił. Buchnął mu ogniem prosto w ten czarny pysk i okaleczył, byłby ślepy, a jakby dobrze poszło to i może nie czułby zapachów. Zdechłby z głodu.
- Skoro jesteś taki mocny w gębie, to zobaczymy się za miesiąc. - oznajmiłem ze złością. Jak sobie posiedzi przez całą Gwiazdę Poranną, to może mu coś do tego łba wlezie.
- Nie martw się, moi strażnicy nauczą się szacunku do władcy. - miałem ochotę napluć mu w pysk, jednak powstrzymałem się. Nie mogę się tak zachowywać, spokój i cisza. Tak, Redziu odpręż się i zacznij przygotowywać wesele. Taki prymityw nie może zepsuć ci tych dni, tak?
- Zabrać mi go stąd! - warknąłem, a moi słudzy zrobili dokładnie to co rozkazałem. Aż mnie głowa boli przez tego śmiecia.

Ingrate
- Tak? Chciałbym tylko wiedzieć, za co? – spytałem, z trudem starając się ominąć przekleństwa, które już same nachodziły mi na język. Tyle z cholernego dołączania tutaj.
Ale rudy mi na zadane pytanie nie odpowiedział, zresztą, może nie miał czasu, bo właśnie w tym momencie któryś z jego umundurowanych kolegów popchnął siatkę-pułapkę, wewnątrz której się znajdowałem, za drzwi.
- Sprawdź jeszcze te akta! - beznamiętnym już tonem krzyknąłem do rudego Arcantery sekundę przed zamknięciem drzwi.
Strażnicy przetransportowali mnie w dół, po wszystkich schodach i wszystkich korytarzach. Siedząc prosto i dumnie z takiej niedużej wysokości uśmiechałem się do wszystkich zszokowanych mieszkańców, których mijaliśmy po drodze, bo to zapewne jedyny kontakt z innymi, jaki czeka mnie przez następny miesiąc.
Potem już tylko pod ziemię. Przemierzyłem z eskortą ciemne korytarze, a sam zostałem dopiero, kiedy wsadzili mnie w jakieś małe pomieszczenie. Postawili mnie tam na ziemię, zdjęli sieć i zatrzasnęli ciężkie drzwi. Myślę, że dałem się aresztować z godnością.
Zostałem sam. Pięknie. Ciemno jak w grobie, nie ma okien, mało co dało się widzieć. Było zimno, ale nie jakoś strasznie dla kogoś, kto mieszka Glacies… Coś jak we wnętrzu mojej jaskini. Na ścianie wisiały łańcuchy, ale to chyba dla jakichś cięższych przestępców, bo ja miałem ten przywilej, możliwość poruszania się. Fajnie. Jak mi się zachce, będę mógł biegać kółka. Ciężko pomyśleć, co by się stało, jakby mnie na te dziewięćdziesiąt dni unieruchomili, jeny, wtedy to bym na pewno umarł. Ale zresztą, to wcale nie jest powiedziane, bo tutaj tak śmierdzi, tak wilgotno, duszno jest, że po miesiącu oddychania takim czymś to ja tutaj zejdę na płuca. Od ciemności wysiądą mi oczy, z bezczynności… Nie, dobra, skończ. Nie panikuj. Mogłeś trafić gorzej, nie takie rzeczy wilki spotykały. Będzie ciężko, ale w końcu się skończy.
Nie mogłem się jedynie pogodzić z tym, że ten… ten… zabrakło mi pomysłu na przekleństwo, ale w sumie teraz imię cesarza jest dla mnie przekleństwem samym w sobie, zamknął mnie tutaj właściwie bez powodu. A ruda wadera, którą poznałem na początku twierdziła, że dobrze im się żyje. Taa… Mam teraz przynajmniej dużo czasu na planowanie cholernej rewolucji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home