I teraz właśnie przekroczyłam wrota zamku. Miejsce to, wyglądało o wiele lepiej niż wtedy, kiedy przynosiłam pożywienie, oczywiście za zgodą króla. Kroczyłam powoli przed siebie, rozglądając się raz po raz. W końcu weszłam do zamku i skierowałam się do pokoju basiora. Przed nim stały straże, ale po krótkiej rozmowie, jakoś mnie wpuścili. I zobaczyłam go. Leżącego. Nie wyglądał mi na dobrego cesarza, tym bardziej, że w tym momencie, wydał mi się leniwy, gdyż była dosyć późna pora. Po chwili jednak wstał i otrzepał się, patrząc na mnie bez słowa. Machnęłam delikatnie ogonem z irytacją.
- Przepraszam, ale ch-chciałabym, zacząć trening... - zaczęłam nie pewnie, ale po chwili poprawiłam się. - Jakiego mam mieć mentora?
Red Rose
Od samego rana zajmowałem się sprawami poddanych oraz racjami żywności. Trzeba było dokładnie rozdzielić racje, tak by każdy był zadowolony. Wiadomo, że ja jako władca dostawałem tego mięska trochę więcej, ale to teraz nie ważne.Właśnie szykowałem się do spania, kiedy ktoś wszedł do mej komnaty. Dokładniej była to wadera, biała i całkiem śliczna. Jednak jej zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Prychnąłem więc, pokazując swoje niezadowolenie.
- Po pierwsze moja droga, to jeżeli do mnie wchodzisz, musisz okazać mi należyty szacunek. - oznajmiłem, podnosząc górną, lewą stronę wargi wyżej i patrząc na nią jak na zwykłego wyrzutka.
- A jeśli chodzi o treningi, to ja nie jestem tutaj od zajmowania się wojskiem. Generała znajdziesz na Solitudine. - wytłumaczyłem, zastanawiając się nad tym. Może ja też bym spróbował? W sumie Aria chyba się nie pogniewa jeśli zostawię ją na jakieś trzy dni czy tydzień.
- Możemy wybrać się tam razem. - uśmiechnąłem się szarmancko, jednak to naprawdę nic nie zmieniało. Nie było to pytanie, więc i tak bym tam poszedł. Sam czy z nią to naprawdę bez znaczenia.
Ash
Kiwnęłam delikatnie głową na wszystko co powiedział król. Da się załatwić, bo przecież trochę szacunku nie zaszkodzi on nic mi nie zrobił. Po chwili, usłyszałam kolejne słowo wilka.- Oczywiście. - powiedziałam z delikatnym uśmiechem, ale też poczułam zdziwienie, którego jednak nie okazałam. Ten ton, jakoś mi tutaj nie pasował. No, ale chociaż jest uprzejmy. Po chwili, wyszliśmy z komnaty i powoli udawaliśmy się na zewnątrz. Starałam się, żeby nikt nas nie zauważył, bo co by powiedzieli, gdyby zobaczyli mnie na spacerze z królem? Westchnęłam spokojnie, dopiero na małej polance nieco dalej od miejsca zamieszkania, wyższych stanowisk. Kochałam miejsca, gdzie nie przebywała duża ilość wilków. Spojrzałam na basiora.
- To chyba w tamtą stronę, nieprawdaż? - spytałam spokojnie, wskazując łapą na północ.
Red Rose
Wadera pokiwała głową, mam nadzieję, że na znak iż zrozumiała moje słowa i że następnym razem się ukłoni i zwróci do mnie jak należy. Mimo wszystko, wybaczę jej. Jest tu nowa z tego co się orientuję, chociaż nie mogę mieć pewności, że to strażnicy o tej białej rozmawiali, a nie o innej. Nie ważne.Wyszliśmy z komnaty i w drodze na pola treningowe nie rozmawialiśmy. W sumie to wiem, że powinniśmy najpierw skończyć budowę wioski, jednak zrobię wszystkim niespodziankę tymi treningami. W końcu jest to też trening żywiołów, czyli energii, a jak wiadomo... energia przyciąga energię. Trzeba ją budować, aby do naszych ziem wracała zwierzyna. Na razie żywimy się tylko reniferami z Solitudine, jest ich sporo, ale trzeba o nie dbać. Nie wiemy przecież jak długo potrwa odbudowa i zalesianie.
Wadera pokazała na znak żywiołu ognia, po czym zapytała czy to w tamtą stronę. Hmm, a może to nie o niej rozmawiali? Rzadko kto pamięta mapę, zwłaszcza, jeśli jest nowy. W zamku też raczej jej nie widywałem, to dziwne... naprawdę. Czyżby super pamięć? A może po prostu wyrobiła sobie energię? Hmmm....
- Tak, to w tamtą stronę. - oznajmiłem uśmiechając się do niej.
- Jak tobie na imię? Długo tutaj mieszkasz? - zapytałem.
Ash
Hm? Czyżby król mnie nie znał? Nie wiem, ale nie ważne. Mógł przecież zapomnieć, dlatego mnie pyta. Przez chwilę patrzyłam przed siebie, zastanawiając się nad odpowiedzią, aż w końcu ona sama wpadła mi do głowy.- Mam na imię Ash i mieszkam tutaj od nie całych kilku miesięcy. - oznajmiłam.
Po tych słowach basior, delikatnie kiwnął głową. Najwyraźniej zamyślił się, bo nic nie odpowiedział, a na jego pyszczku widniało delikatne zdziwienie. Szliśmy tak powoli i nawet ptaki przestały śpiewać, tylko szum wiatru.
Red Rose
No proszę, proszę, a więc jednak super pamięć. Może sobie coś od medyka czy maga bierze i wciąga? Bardzo możliwe, chociaż jak na mój dobry węch to nie czuję niczego prócz jej własnego zapachu, który jest bardzo przyjemny. Nie zmienia to faktu, że Aria i tak pachnie o wiele ładniej, najcudowniej! Ona to cała jest idealna i jestem pewien, że takiej drugiej nie ma. Co najlepsze, jest moja i każdy mi teraz zazdrości. Ha! Mam najwspanialszą i nikt mi jej nie odbierze. Nasze szczeniaki na pewno będą śliczne, mądre po tatusiu i piękne po mamusi. Hmm, ciekawe czy ona by chciała mieć dzieci. Może? W sumie to nie miała partnera, gdzie ja miałem całkiem sporo różnych zabawek, jednak Aria zabawką nie jest i nie będzie. Czuję, że będziemy idealną parą i każdy będzie zadowolony z naszych rządów.Gdybym tylko nie miał w myśli tej majestatycznej postaci to na pewno coś bym odpowiedział mojej białej, nowo poznanej towarzyszcie. Jednak skoro ona nic nie mówiła i o nic nie zapytała to chyba nie ma nic przeciwko mej ciszy. No cóż, teraz skoro myślę o niej to chyba wypada coś się odezwać. Droga długa, więc i czasu na zapoznanie się mamy sporo.
- I jak ci się podoba w moim królestwie? Jakieś uwagi? - zapytałem, śmiejąc się przy tym. Wiadomo, że nikt nie chce mi mówić źle, ale może ona jest odważniejsza. W sumie to fajnie poznać opinię o mych rządach.
Ash
Spojrzałam na wilka zastanawiając się chwilkę. Nie jest to najlepsza wataha. Widać to od razu po nie wychowanym wilku, mieszkającym w Glacies. Widziałam już dużo takich wilków, ale znajdą się też naprawdę pomocne, chętne do współpracy duszyczki. Jednak mieszkam tutaj dosyć krótko i nie wiem, czy powinnam wszystko tak od razu oceniać. Szliśmy przez chwilkę w ciszy, aż nagle uśmiechnęłam się do króla.- Wataha jest normalna, jak każde inne. Nic nie może być idealne, a poza tym mieszkam tutaj, jak już wspomniałam dosyć krótko i nie będę oceniać książki po okładce. - powiedziałam, zastanawiając się czy nie zraniłam moją oceną w jakikolwiek sposób basiora, który miał coś właśnie powiedzieć, ale na horyzoncie pojawiła się jakaś budowla.
Red Rose
Normalna? Jak każda inna? To chyba jakieś kpiny, prawda? Nie po to moi przodkowie pracowali nad budowlami, nad techniką władania żywiołami, nad ich łączeniem i miłością, żeby mi tu jakaś nędzna biała waderka mówiła takie słowa! Kpina! Po prostu kpina! Już miałem coś powiedzieć, jednak doszliśmy na miejsce. Dam jej wycisk na treningu, z wielką przyjemnością to zrobię!- Jesteśmy na miejscu. Chodźmy się zameldować, a jutro z rana wybierzemy trening. - uśmiechnąłem się do niej, myśląc już o tym, jaki dam jej wycisk. Będzie cudownie!
Ash
Tak, zdenerwowałam króla i to dosyć mocno. Albo mi się wydawało, albo tak było, że basior mógł wybuchnąć w każdej chwili, ale po kilku sekundach stwierdziłam, że to tylko takie wrażenie. Choć jaki przywódca by nie zareagował negatywnie, słysząc takie coś? Ja po prostu mam ostry język i tyle, sama czasem powiem coś głupiego, a - co naprawdę bardzo mnie smuci - nawet chamskiego.Przed nami pojawiła się wielka budowla, prawie cała odbudowana. Była o wiele, wiele mniejsza od dobrze znanego mi zamku, ale też miała swoje rozmiary.
- Hmy? Nie wiedziałam, że będziesz mnie trenował. - powiedziałam, gdy wchodziliśmy i szliśmy przez korytarz. Rudy wilk tylko na mnie spojrzał i coś powiedział, a po już byliśmy na miejscu. Zapukałam do drzwi.
-Proszę!
Red Rose
Ja będę ją trenował? No cóż, rzeczywiście jest nowa, chociaż nie robiłem narady i nie zbierałam wilków by im to ogłosić oficjalnie. Jedynie generał coś tam wspomniał, że otwierają treningi dla zwykłych wilków, w razie, gdyby ktoś wybierał się do wojska lub też jako taką zachętę. O ile wysiłek fizyczny można uznać za coś przyjemnego. Nie wiem, dlatego chcę się przekonać jak mi to pójdzie. Chociaż, przydałyby się regularne treningi, w razie czego.Powiedziałem waderze, że to nie ja będę ją trenował, tylko ktoś inny. Tak samo jak i nie wiem czy będę z nią w parze, bo podobnież treningi są dwuosobowe. Zaraz po tym, zapukała do drzwi. Usłyszeliśmy "Proszę", a następnie jeden ze strażników otworzył wrota. Widząc mnie, ukłonił się i powiedział coś w stylu "Witaj władco".
- Przyszliśmy na trening, ale jest dość późno, więc poproszę dwa posłania. - oznajmiłem, a jeden ze strażników kazał nam podążać za nim. Zaprowadził nas do dużego pomieszczenia w którym znajdowały się poukładane posłania w kącie. Trzeba było wziąć jeden i znaleźć sobie wolne miejsce w sali.
- Jutro z rana zapraszam was na pole treningowe. - oznajmił, wychodząc i żegnając się z nami.
- No to co? Dobranoc Ash, nie? - spojrzałem na waderę.
Wczesnym rankiem rudy basior oraz jego towarzyszka wybrali się na pola treningowe. Zastanawiając się nad dokładniejszym wyborem - jak to oni nazwali - zabawy. W końcu zdecydowali iż będzie to tor przeszkód. Generał zmierzył ich wzrokiem, po czym zaprowadził na mały tor dla początkujących. Niestety, ale nie było możliwości dyskusji na ten temat, nawet sam cesarz wie, że z tym przywódcą się nie zadziera. To jest jego kwatera i on wie lepiej, co będzie odpowiednie... nawet dla samego władcy.
Na pierwszy ogień poszła wadera, bowiem wadery przodem. Sprawnie przeskakiwała przez drewniane belki i inne przeszkody, jednak zbyt szybko chciała przejść do czołgania się, przez co jej pysk wylądował w piachu. Wstała i otrzepała się, po czym jakby nigdy nic wykonała swoje zadanie. Wychodząc spod płachty, dostała drewnem w pysk i wylądowała w bezpiecznej odległości od ruchomej przeszkody. Dyszała już ciężko, ale nadal próbowała dać z siebie wszystko, byleby być lepszą od samej głowy krainy. Podeszła ponownie do tego zadania, jednak historia lubi się powtarzać i dopiero po czwartym razie udało jej się to zakończyć. Całkowicie zmęczona, stanęła przed ścianą i złapała za linę, którą miał ciągnąć jej towarzysz. Rudy basior czując, że ktoś szarpie końcówkę po drugiej stronie, zaczął oddalać się, jednak po krótkiej chwili wylądował na swoim zadku.
- Wszystko okey!? - krzyknął cesarz, zdając sobie sprawę z tego iż biała puściła się.
- Dawaj jeszcze raz! - odkrzyknęła wadera i złapała za linę ponownie.
Teraz wszystko poszło bez problemów, mimo zmęczenia nadal trzymała się mocno, byleby przetrwać to zadanie i w końcu przejść do ostatniej czynności, w której była wręcz wyśmienita. "Wodne przeszkody? - pomyślała, po czym przebiegła obok nich, starając się uniknąć zmoczenia. Nie było to jednak takie proste i mimo władania tym żywiołem, trochę kropel spadło na jej śnieżnobiałe futerko.
- Teraz twoja kolej. - oznajmiła basiorowi, ciężko dysząc i kierując się w stronę liny wspinaczkowej. Hmm, czy ona na pewno da radę go wciągnąć?
Ruchy basiora były bardzo podobne, jednak nie był on mistrzem skoków i potknął się ze dwa razy. W przeciwieństwie do Ash, Red bez problemu wszedł w pole do czołgania się i sprawnie ominął pierwszy atak ruchomych przeszkód. Dalej niestety nie było tak kolorowo i odbijając się raz od jednej, a raz od drugiej kukiełki dostał się na koniec tego diabelstwa. Biedny, obity basior musiał teraz wspiąć się na sam szczyt, by dostać się do kolejnej przeszkody. Złapał więc za jeden koniec liny, a wadera za drugi i zaczął powoli wchodzić na ściankę, jednak samicy podwinęła się łapa, przez co uciekło jej trochę liny. Samiec runął na ziemię i ze wściekłością krzyknął na niewinną wilczycę, po czym kazał jej ponownie złapać za linę. Tym razem wina padła na niego, bowiem i jemu wymsknęła się łapa, przez co zawisł na sznurze i powoli opadał na dół. Po kilku próbach, udało im się pokonać górę i teraz rudzielec mógł się wykazać. Popatrzył na wodne przeszkody i stwierdził, że on trening kończy w tej chwili, bo nie zamierza taplać się w wodzie.
- Na dziś wystarczy? - zapytał jeden z wojskowych, a nasza para kiwnęła głową na tak i udała się na spoczynek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz