Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

poniedziałek, 21 listopada 2016

Aria - Stary przyjaciel

Wybudziły mnie promienie słońca. Przeciągnęłam się leniwie i otworzyłam oczy. Ku mojemu zdziwieniu obok mnie nie znajdował się Red Rose. Możliwe, że musiał coś załatwić. Życie cesarza nie jest proste. Niedługo jednak będzie mu trochę łatwiej, ponieważ i ja zostanę cesarzową. No właśnie... Cesarzową. Nie wiedziałam do końca co się z tym wiąże. Czy będę musiała porzucić swe aktualne stanowisko? Bardzo bym tego nie chciała, choć chyba będę musiała się poświęcić. Westchnęłam i poczułam pewnego rodzaju ukłucie w sercu. Od czasu katastrofy miałam w nim pustkę. Niestety nadal nie wiedziałam dlaczego tak jest. Po prostu czegoś mi brakowało; czułam to. Zwlokłam się z łoża i zjadłam trochę mięsa. Następnie wyszłam z komnaty i udałam się na spacer. Moim celem była wioska. Co prawda na spacerze z Red Rose miałam ją zwiedzić, lecz niestety nie dotarliśmy tam. Na szczęście z moją łapą wszystko już w porządku. Sok od... Ikelos! Przyspieszyłam kroku. To jego mi brakowało. Był to mój pierwszy przyjaciel... Czemu o nim zapomniałam?! Skarciłam się w duszy. Teraz chciałam jak najszybciej pognać do niego. Miałam nadzieję, iż się na mnie nie gniewa. Zależy mi na nim.
Docierałam właśnie do wioski. Zauważyłam mnóstwo pracujących wilków. W końcu jednak ujrzałam tego, którego szukałam. Pewnym krokiem podeszłam do niego. Zagadać, czy nie zagadać? Ciężko pracował... Zagadać. Wyglądał na zmęczonego.
- Zrób sobie przerwę, Ikelosie. - powiedziałam.

Ikelos
Dzień jak co dzień, jednak pociesza mnie fakt, że jesteśmy bliżej niż dalej. Niedługo może zakończymy budowlę i w końcu zajmiemy się sobą. Zakładam, że zajmie to jeszcze cały Zachodzący Aeternus, o ile dobrze pójdzie i nie będzie utrudnień. Jestem już zmęczony tym wszystkim, jednak w takich chwilach nie można myśleć tylko o sobie. Robię to dla każdego, tak jak każdy robi to dla mnie.
Nagle usłyszałem czyjś głos, znajomy głos. To ona... serce zaczęło bić mi szybciej, po czym spojrzałem w jej kierunku. Była tak piękna jak zawsze i naprawdę nie dziwie mnie to, że rudzielec akurat uparł się na nią. Nie wierzę w jego miłość, jednak to już jej wierzyć, niż mi.
- O, witaj. Dawno cię tu nie było, prawda? - zapytałem z uśmiechem.

Aria
Odwzajemniłam jego uśmiech tym samym gestem.
- Cóż... Niestety tak. Nie miałam wolnej chwili aby tu przyjść, lecz teraz jestem i chciałabym zobaczyć co tu się pozmieniało od mojej przeprowadzki. - odparłam. - Może... może chciałbyś mnie oprowadzić? - dodałam trochę ciszej.
Trochę się poczułam nieswojo. Już dawno nie rozmawiałam z Ikelosem. Czułam, iż on również był trochę zestresowany. Chcę odbudować naszą więź. Może niedługo zaproponuję mu wizytę w mojej pracowni? Z pewnością jest tam trochę więcej rzeczy niż w jego pomieszczeniu pracy. Wracając; mam nadzieję, że szary wilk zgodzi się. Na prawdę długo mnie tu nie było. Co prawda wchodząc ujrzałam parę nowych domków, ale to tylko cząstka tych nowości. Wioska znacząco powiększyła się od mojego ostatniego pobytu w tym miejscu.

Ikelos
Spojrzałem na nią z uśmiechem, starając się trochę wyluzować. Tyle lat się znamy, a czułem się jakby zaciskała swe kły na mym gardle. Czy ja jestem zazdrosny? Może, jednak nigdy jej tego nie powiem. To moja przyjaciółka i niech tak zostanie, w końcu ma faceta... Jak jej coś zrobi, to nie ręczę za siebie! Ehh... brakuje mi tlenu, duszę się w tym wszystkim. Nie mam z kim porozmawiać, a może po prostu nie chcę, obawiając się... czego? Nie mam nic do stracenia, a jednak coś mnie hamuje. Czy gdyby była wolna to dałbym radę? Nie, bałbym się tak samo, tego, że ona nic nie czuje, że przyjaźń by się skończyła.
- Chętnie, chociaż nie za bardzo jest tu co zwiedzać. - oznajmiłem, po czym dałem kilka kroków do przodu.
- Tutaj jak widzisz kończymy budowę, ale pokażę ci nowe osiedle i moją pracownię. W prawdzie nie ma tam zbyt wielu rzeczy, bo po katastrofie nie wiele przetrwało, ale zawsze coś. - mówiłem, prowadząc ją w stronę wybudowanych domków.
- A co u ciebie? Słyszałem plotki, że bierzesz ślub. - zapytałem, mając jednocześnie nadzieję, że to nie prawda. Ehh, czego ja oczekuje? Powinienem się cieszyć! To przecież moja przyjaciółka.

Aria
Zadając to pytanie Ikelos nie był zadowolony. Ale czemu? Przecież chyba mu zależało na tym, aby zmienić brata. A więc to uczyniłam. No może nie całkowicie, ale jednak. A może on się we mnie zadurzył? Nie... Przynajmniej tak mi się wydaje. Nigdy nie dawał żadnych oznak, abym mu się podobała. Bynajmniej nie zauważyłam tego. A nawet jeśli, to wybrałam partnerstwo z Red Rose. Oczywiście wszystko może się jeszcze zmienić do czasu ślubu... Choć w to wątpię.
- Owszem. - odpowiedziałam. - Znaczy się zapewne tak. Jeszcze nie wszystko do końca zostało uzgodnione. - dodałam.
Mina basiora jeszcze bardziej stała się ponura. Zmrużyłam delikatnie oczy. Czy on myśli, że tego nie zauważę?
- Coś się stało? - zapytałam z troską w głosie.

Ikelos
Czyli jednak bierze ślub, a więc jest szczęśliwa, tak? No oczywiście, że tak, bowiem nikt nie bierze ślubu z kimś kogo nie kocha. Miłość jest jedyna i Arcanus doskonale wie jak tą energię łączyć. To uczucie, którego nie da się opisać... kiedy widzisz tą swoją drugą połówkę. Serce zaczyna ci bić szybciej, cieszysz się oraz przechodzą cię dreszcze i czujesz się tak błogo, tak jakby problemów nie było, jakby nie liczyło się nic... tylko ona. Chciałbyś trwać w tej chwili zawsze, bo nic nie daje ci większego szczęścia. A kiedy jej nie ma, tęsknisz i świat staje się jakiś inny, taki ponury, bezbarwny. Twoja energia znika i odchodzi razem z nią, wtedy to się nic dla ciebie nie liczy i najchętniej oddałbyś życie komuś innemu. Jednak skąd ja to mogę wiedzieć? A no mogę... z kamieni. Po katastrofie wszędzie się one walają, więc zanim je oddałem, chciałem zobaczyć co się na nich znajduje. Była to poezja, piękne wiersze, historie i wyznania.
- Nie, wszystko w porządku. Czemu pytasz? - uśmiechnąłem się. A co jeśli się czegoś domyśla? Nie, niby skąd?

Aria
Basior odpowiedział mi, że wszystko w porządku z nim. Przekrzywiłam lekko, podejrzliwie głowę . Wyglądał na zdenerwowanego czymś. Ale może to ja się mylę? Nie wiem, ale martwię się, więc go o to po prostu wypytam.
- Wiesz... Wyglądasz na zmartwionego czymś. - powiedziałam. - Jeżeli coś się stało to śmiało mi możesz powiedzieć. - dodałam z uśmiechem.
Nastała cisza pomiędzy nami. Z oddali było słychać dźwięki pracy wilków. Aktualnie najbliższym odgłosem było chrupanie żwiru pod naszymi łapami. W ten sposób doszliśmy do skalnego domku. Była to bodajże pracownia Ikelosa. Ruchem głowy zachęcił mnie do wejścia do środka. Żwawym krokiem wkroczyłam przez próg budowli. Chwilę po mnie wszedł również szary samiec.

Ikelos
Powiedzieć jej czy nie powiedzieć? Nie, lepiej niech to zostanie u mnie, niech będzie tak jak jest. Po co rujnować jej to wszystko co ma? Niech się nad tym nie zastanawia, będzie łatwiej. Taaa... tak sobie tylko tłumacz głupcze, że to dla niej, dla jej dobra. Naprawdę to się boję to wszystko powiedzieć. Nie wiem już czy to przez nią czy raczej przez Red Rose. Zabiłby mnie. Może i się zmienił, jednak nie umiem w to uwierzyć, a może po prostu nie chcę? Jak sobie przypomnę tą jego radę i tą głupią zasadę, czy tam rozkaz to powiedzenie jej tego co mi leży na sercu byłoby samobójstwem. No tak, przecież nie mam nic do stracenia, ale jednak jestem tchórzem. Chcę śmierci nie chcąc jej. Nie dam rady nic ze sobą zrobić, zapomnieć. Właśnie... zapomnienie. Eliksir, magia... coś tu na pewno znajdę, co mi pomoże.
- Naprawdę wszystko w porządku. - zapewniłem, po czym zaprosiłem ją do środka mojej chatki, a raczej pracowni.
- Może to nie wygląda najlepiej, ale przynajmniej już jest wszystko poukładane. - rozglądałem się po półeczkach na których stały puste flakoniki, miseczki i koszyczki, po czym zaśmiałem się.

Aria
Ikelos zapewnił mnie, że wszystko w porządku. Dobrze, nie będę go już o to wypytywać, gdyż jest to męczące dla niego. Może tak mi się wydaje, ponieważ jest wykończony przez pracę? Tak, to najbardziej prawdopodobna odpowiedź.
Basior zaprezentował mi swoją pracownię. Niewiele było tu ziół czy innych składników, ale jako tako narzędzia już były przygotowane. Na półkach stały puste flakoniki... no może z jeden albo dwa wypełnione były jakąś substancją. Spojrzałam na szarego wilka.
- Co powiesz na to, abyśmy wspólnie stworzyli jakiś eliksir czy pigułkę? - zaproponowałam. - W razie czego możemy zrobić to u mnie, w zamku. - dodałam.

Ikelos
U niej? W zamku? Ehh, to takie dziwne, że się tam przeniosła. Zawsze myślałem, że jest jedną z tych, które nie patrzą na status i wolą żyć, skromnie. Cóż, pomyliłem się, jednak to jej nie przekreśla. Nadal ją... lubię. Może w zamku ma więcej rzeczy niż ja tutaj, ale uwielbiam swoją pracownię i raczej przy niej pozostanę. Poza tym w zamku jest mój brat, który jest zdolny do wszystkiego. Moja znajomość z Arią mogłaby się skończyć niezbyt dobrze, jeśli tylko ktoś by mu o tym powiedział. A może on tak specjalnie? Wiedział, że się z nią przyjaźnię i dlatego odstawił taką szopkę na zebraniu? Mogłem wtedy nic nie mówić... może by do tego nie doszło.
- Coś nowego? - zapytałem, jednocześnie zastanawiając się nad jej propozycją.
- Chętnie, ale czy nie masz teraz na głowie wesela? Przygotowania muszą być męczące. - oznajmiłem. Nie chciałem tam iść, jednak tak trudno mi odmówić tej istocie. Co gorsze... na weselu zapewne będzie musiał stawić się każdy, bo przecież nasz stary, ukochany władca się żeni. Eh, stary... tak samo jak i ja. Jak to się dzieje, że zło zwycięża? A może właśnie ona, dobro przejęło teraz stery? Chciałbym się z tego cieszyć, jednak nie potrafię. Niech Rose się zmienia, ale bez niej. O czym ja w ogóle myślę!? Stop, to nie odpowiednie.

Aria
Ikelos zapytał się o wesele. Z tego co ustaliłam z Red Rose to on miał się tym zająć. Zamyśliłam się przez chwilę. Czy ja tak na prawdę chciałam być z tym rudym basiorem? Czym on mnie zauroczył? A może po prostu spanikowałam podczas katastrofy i chciałam czyjejś pomocy? Eh... Muszę to wszystko przemyśleć. Mam jeszcze czas.
- Red Rose ma się tym zająć. - odpowiedziałam krótko. - Chodźmy już. Droga nie jest krótka. W między czasie coś wymyślimy. - dodałam.
Podążyłam w stronę wyjścia z wioski. Zza drzew można było dostrzec malutki kawałek zamku. Zapewne wieży. Zauważyłam, iż Ikelos idzie za mną, w ciszy. Postanowiłam ją przerwać i zwolniłam trochę kroku, aby iść z nim ramię w ramię.
- A czy ty... - zaczęłam niepewnie. - Masz kogoś, z kimś chciałbyś spędzić resztę życia? - dokończyłam.

Ikelos
Red ma się zająć weselem? Mam dziwne przeczucie iż to będzie katastrofa, w prawdzie i tak poprosi kogoś innego o pomoc, jednak nie sądzę iż wie cokolwiek o mojej szarej towarzyszce. Czy oni w ogóle rozmawiają o sobie? O tym co lubią, czym się interesują czy chociażby jakie kolory lubią? Może... wieczorami, kiedy każdy już jest u siebie i zamierza zasnąć. Nie wiem, nie chcę wiedzieć. Dajcie mi spokój... myśli, lęki i inne pierdoły. Chcę być szczęśliwy i tyle. A może by tak po prostu wziąć byle jaką i stworzyć rodzinę? Nie, to nie w moim stylu. Najwyżej będę odwiedzał opiekunki i trochę im pomagał ze szczeniętami. Hmm, chłopca nazwałbym Flash, a dziewczynkę Light albo Flame. W sumie to nie jestem pewien. Leporem? Abstrahendo? Amare? Dea? Deadia? Ehh... za dużo...
- Emm... - pytanie wadery nieco mnie zaniepokoiło i wprawiło w zakłopotanie. Co odpowiedzieć? Nie, nie mam, bo moja ukochana wychodzi za mąż? To śmieszne!
- Nie, raczej nie mam. - odpowiedziałem po chwili, unikając kontaktu wzrokowego. Nie chcę o tym rozmawiać.
- Może zrobimy trochę eliksirów miłości... - pokiwałem nerwowo głową i szybko się poprawiłem. - Odmładzających znaczy się. - uśmiechnąłem się, udając, że nic się nie stało i zacząłem tłumaczyć, że to przez zmęczenie i że jedna wadera ostatnio truła mi głowę. W prawdzie ruda była tylko raz, ale czy to ważne?

Aria
Odmładzające? Brzmi nawet ciekawie. Założę się, że mnóstwo wilków będzie chciało go zdobyć. W ciszy potruchtaliśmy w stronę zamku, jednak po jakimś czasie Ikelos zarządził przerwę. Zgodziłam się. Usiedliśmy obok przewalonego drzewa. Widać było, iż jest stare. Obróciłam głowę w stronę basiora.
- Co moglibyśmy dodać do tego eliksiru? - spytałam.
Zaczęłam wytężać mózg i nagle przypomniałam sobie o paru składnikach, które mniej więcej odmładzają. Przy pomocy Artenium i warzyw z łatwością zrobimy miksturę.
- Co powiesz na warzywa? Można ich właściwości wzmocnić za pomocą Artenium. - powiedziałam po krótkiej chwili.

Ikelos
Artenium? W sumie to wadera miała rację, że też na to nie wpadłem! A ja tu się męczyłem ze starym przepisem i roślinami, które ciężko zdobyć. Zero kreatywności Ikelosie, zero.
- To świetny pomysł. Ja znalazłem przepis w bibliotece, jednak ciężko zdobyć Apofissum i Rementhro . - oznajmiłem, uśmiechając się do niej. Aria jest bardzo mądra, więc totalnie nie rozumiem jej decyzji. Ja nie wpadłbym na Artenium, a ona? Tak od razu oznajmiła co i jak... chyba będę musiał się pouczyć, bo niedługo jej nie dorównam i jeszcze stracę pracę.
- Masz wszystkie potrzebne składniki u siebie czy musimy coś nazbierać? - zapytałem, siedząc niedaleko wadery.

Aria
Co prawda to prawda. Apofissum i Rementhro zazwyczaj są ciężko dostępne, a teraz? Po katastrofie zdobycie ich jest prawie niemożliwe! Wydaje mi się jednak, iż jeszcze coś zostało w zamku, tak więc nie musimy się tym zamartwiać. Wiem tylko, że brakuje nam pozostałych składników, czyli warzyw.
- Wszystkie potrzebne nam rośliny - oprócz warzyw - są w mojej pracowni. - odpowiedziałam z lekkim zamyśleniem.
Basior kiwnął głową na znak, iż rozumie. Powoli wstałam i rozejrzałam się. Wyczuwałam zapach paru marchewek. To powinno wystarczyć.
- Gdzieś w pobliżu jest marchew. Myślę, że tylko tego nam brakuje, chodź! - powiedziałam żwawo.
Szybkim krokiem przedzierałam się przez gąszcz, podążając za zapachem, który stawał się coraz silniejszy.

Ikelos
Ruszyłem za waderą, starając się coś wywęszyć. Przecież nie samą marchewką eliksir żyje, prawda? Nie wiem co mogło się jeszcze przydać. Cebula? Pomidor? Ogórek? A czy czasem zielarze czegoś nie hodują? To całkiem pospolite warzywa.
Po chwili doszliśmy na miejsce, gdzie rosły pomarańczowe warzywka. Wadera bez wahania wyrwała kilka, dając mi jednocześnie do zrozumienia, że tyle nam wystarczy.
- Niestety nie wziąłem ze sobą torby. Przepraszam. - oznajmiłem, po czym szybko zapytałem co będzie nam jeszcze potrzebne.
- Myślę, że ogórek będzie idealny. - zaproponowałem.

Aria
Skinęłam głową twierdząco w odpowiedzi, iż on również się przyda. Za pomocą telekinezy unosiłam obok siebie pomarańczowe warzywa. Basior natomiast zaczął węszyć, po czym gestem łapą wskazał na ogórki i również je 'podniósł'.
- No więc już wszystko mamy. Możemy ruszać. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
Ikelos wydawał się ponownie na zmieszanego. Czy ja mu coś zrobiłam? Nie rozumiem nic, ale tak jak sobie obiecałam, nie będę go zadręczać pytaniami. Zaczęliśmy prędko dreptać w stronę zamku. Czeka nas niemały kawał drogi.

Ikelos
No to pozostała nam tylko droga do zamku, do którego było kawałek. Miałem jedynie nadzieję, że wadera nie będzie zadawać mi żadnych pytań, bowiem nie wiem co miałbym jej powiedzieć. A może lepiej jak to zrobię? Co za różnica czy umrę teraz czy później. Boję się, że mnie wyśmieje... To takie śmieszne! Boję się, a do stracenia nie mam nic. Ile jeszcze pożyję? Nie jestem już młody, coraz gorzej się czuję, siwieję... sypię się i w proch się obrócę. Nawet nie zdążę się obejrzeć a będzie po wszystkim, jednak boli mnie to. Przez całe życie żyłem bez miłości, a teraz kiedy ją znalazłem, ona znalazła swoją.
- Kocham Cię Aria. - wyszeptałem, patrząc jak sobie maszeruje przede mną. Czy to mi pomogło? Trochę... a gdybym to głośniej, tak by usłyszała? Nie, nie mogę tego zrobić. A co jeśli ona mnie słyszała i teraz tylko udaje, by nie robić mi nadziei? Prawdopodobne.
Szliśmy spokojnym krokiem do zamku, rozmawiając o roślinach. Opowiedziała mi też o swojej komnacie, pracowni i nowych znajomościach, a ja odwdzięczyłem się tym samym. Mówiłem też wiele o mojej pracy przy budowie, która dobiega końca. Niedługo będę mógł zająć się tylko tym czym lubię, ziołami i magią.
- No to jesteśmy. - powiedziałem po czym ciężko westchnąłem, patrząc na mury zamczyska.
- Prowadź więc. - skierowałem wzrok na szarą i uśmiechnąłem się.

Aria
Wydawało mi się, że Ikelos coś powiedział. Usłyszałam jedynie "cię Aria", lecz nawet nie byłam pewna, czy to po prostu wiatr, czy on. A może coś innego rzekł? Lepiej nie będę o tym mówić, bo jeszcze na wariatkę wyjdę! Jakiś czas później dotarliśmy do zamku. Szary basior nalegał, abym to ja poprowadziła. Skinęłam głową twierdząco i ruszyłam przed siebie. Moja pracownia znajdowała się na parterze, na końcu korytarza. Minęło parę minut i już w niej byliśmy. Odłożyłam warzywa i spojrzałam na wilka.
- To co? Zabieramy się za pracę. - powiedziałam radosnym tonem głosu.
- Musimy jednak rozdzielić zajęcia, aby poszło to szybciej i zgrabniej. Na początku ja mogę zrobić wywar z warzyw, a ty z pozostałych składników. Później je ze sobą połączymy i zobaczymy, czy faktycznie działa, ok? - wytłumaczyłam szybko.

Ikelos
Kiwnąłem głową na znak iż rozumiem i zgadzam się z nią. Im szybciej się za to zabierzemy, tym szybciej stąd wyjdę. Wiadomo, kręci się tu dużo strażników i na pewno gdzieś też jest Red Rose. Nie zamierzałem się z nim spotkać a już tym bardziej rozsiewać jakieś plotki. Kto wie co im do łba może wpaść? Wymyślą sobie jakiś romans i brat się wścieknie. Chociaż… to nie ma znaczenia, tak jak moje życie.
Odpędziłem te myśli od siebie, po czym zabrałem się do roboty, nie warto tracić czasu na jakieś pierdoły. Praca jest pracą i trzeba wykonać ją jak najlepiej tylko potrafię.
Kiedy nasze wywary były gotowe, podałem flaszkę waderze, a sam sięgnąłem po kamień testujący. Zielony kolor będzie oznaczał, że eliksir jest zdatny do spożycia i ma jakiś tam efekt, jednak jaki? A no to już będzie trzeba zobaczyć na własnej skórze.
- No dobra, to testujemy? – zapytałem, patrząc na waderę, która zaczęła lekko trząść butelką, by składniki wymieszały się w łagodny sposób.
Po chwili ułożyłem kamień na drewnianym blacie, a moja towarzyszka skropiła go eliksirem. Ku naszemu szczęściu, otrzymaliśmy zielony kolor. Uśmiechnąłem się, po czym zaproponowałem, że go przetestuję, na co ona tylko skinęła głową i wlała mi odpowiednią ilość do miseczki. Wziąłem łyk i poczułem się słabo, jednak zaraz po tym kilka siwych włosów na mych łapach przybrało ciemną barwę.
- No, widocznie działa, jednak i tak jestem za stary. – zaśmiałem się.
- To co? Przelewamy? – zapytałem i sięgnąłem po mniejsze buteleczki, by móc rozdawać innym wilkom, gdyby potrzebowali. Wprawdzie eliksir na pewno ma jakieś skutki uboczne, więc na wszelki wypadek, postaramy się ograniczyć dystrybucję, by nie korzystali z tego za często. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home