Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 16 listopada 2016

Ikelos - Niewiadoma

Na budowie ostatnio wszyscy gadają jedynie o ślubie Red Rose, co mnie osobiście doprowadza do rozpaczy. Może powinienem jej powiedzieć? Ostrzec ją? A co jeśli ten rudy dureń naprawdę się zmienił? Nie, nic nie mogę zrobić. Nie chcę tego psuć, bowiem skoro się zgodziła na wesele, to jest z nim szczęśliwa. Jak on to robi, że nawet ją sobie ululał? Prawda... może mieć każdą i ma... moją. Nie wiem już co mam robić. Nie mogę na to patrzeć, nie mogę tego słuchać, ale... nie zepsuję jej tego. Nie będzie musiała wybierać, nie postawię jej w trudnej sytuacji.
Nagle usłyszałem czyjś głos, który wyrwał mnie z zamyśleń. Ocknąłem się i zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę jeszcze nic nie zrobiłem. Bryła ziemi jak stała, tak stoi i w dodatku niczym się nie różni od początkowej wersji. Powinienem skupić się na tym, a nie na miłości, która nie jest mi dana. Nie jest i nie będzie. Skończmy to.
- Witaj. - przywitałem się z waderą, która uśmiechała się szeroko i tańczyła, poprawiając tym samym atmosferę na budowie.

Issar
Stanęłam prosto i rozejrzałam się wkoło, krzywiąc się jednocześnie nieznacznie. Jakieś miejsce pracy. Chyba wioska. Lepią akurat domki z gliny i kamieni. Świetnie, naprawdę świetnie, czy ja mieszkam tutaj krótko, żeby podczas drogi nad jakąś głupią rzekę trafić w sam środek takiego syfu? Przeklęłam w myślach swoją głupotę, czy tam dezorientację, nie wiem. O Arcanusie, spraw tylko, żeby mnie do roboty przypadkiem nie zaciągnęli! Nie chcę zabrzmieć głupio, ale jak ja bym po tym wyglądała? No, a ci tutaj nie wyglądają też na specjalnie szczęśliwych... Ale czekaj, w sumie to ja tu jestem komikiem. Przybrałam słodki wyraz twarzy, uśmiechnęłam się lekko i, tradycyjnym już jeśli chodzi o mnie tanecznym krokiem ruszyłam przez plac budowy. Tu zagadałam wesoło, tam zatańczyłam kilka kroków (w sumie, chyba trzeba będzie się postarać o kurs taneczny), innemu posłałam całusa, ale zaraz ujrzałam basiora, który stał nieruchomo nad kupą ziemi i wpatrywał się w nią wytrwale. Zamyślony, tak mi się wydawało. Ruszyłam do niego, tym razem skacząc beztrosko. W jakiejś tam odległości zauważył mnie, otrząsnął się trochę i przywitał. Ja powiedziałam:
- Dzień dobry! Czy my się może znamy?
A zanim zdążył odpowiedzieć, wtrąciłam szybko:
- Zresztą dobra, nieważne, ale szczerze mówiąc wyglądasz mi na trochę zaspanego. Nie nudzi ci się robota? Nie chciałbyś się ze mną pobawić?

Ikelos
Wadera była bardzo radosna, a jednocześnie trochę nie uprzejma moim zdaniem. Przecież imię jest dość istotne, a ona mi tu oznajmia, że nie ważne. Ehh... cóż za szalona osobowość, tym bardziej, że zaprasza mnie do zabawy. Zabawy? Pobawić? Nie mam na to czasu, zresztą... nawet nie wiem jak.
- A tobie nie nudzi się zabawa? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie, no cóż, może będzie chciała trochę pomóc? A może i nawet połączy pracę z zabawą? Ehh, dzisiaj nie miałem ochoty na nic, przez te głupie myśli. Może powinienem poczytać o eliksirze zapomnienia albo coś w ten deseń? Przydałby mi się.

Issar
Nie. Szary może być pewny, że wcale mi się nie nudzi. Już kilka razy nawet pracowałam przy odbudowie zamku, te pierwsze parę dni, kiedy jeszcze myślałam, że może być okej, w porządku. A wiecie co? Wcale nie było. Nawet nie panuję nad swoim żywiołem tak dobrze, by cokolwiek na budowie robić, ta, jeszcze lepiej, jakbym miała tam używać siły. Tylko się namęczę. No a dużo bardziej wolę przeleżeć cały dzień nad piękną rzeką, na trawiastym brzegu, w ciepłym blasku słońca - Och, tak! I temu narwańcowi też by się przydał taki dzień spędzony w jakimś ładnym miejscu. Może byśmy się razem fajnie bawili?
- To może pójdziesz ze mną gdzieś nad wodę odpocząć. - zaproponowałam, a wiedząc, że i tak pewnie odmówi, zrobiłam takie typowe słodkie oczy i trochę błagalnym tonem dodałam: Proszę, proszę, zgódź się!

Ikelos
Jak dla mnie to ona jest dziwna i jednocześnie słodka. W sumie to gdyby tak spojrzeć z innej strony to nadałaby się na matkę. Mogłaby się bawić ze szczeniakami, bowiem sama zachowuje się jak szczenię. Nie mam jednak pewności ja kto by wyglądało podczas dorastania... taki roczniak potrzebuje mentora, a nie zabawki.
Nie miałem ochoty z nią nigdzie iść, nie wiem, nie umiem się bawić. Są przyjemniejsze rzeczy jak na przykład tworzenie eliksirów i nauka. Ehh... nie wiem, naprawdę. Może spróbuję? A może nie? Ona mnie nawet nie słucha, nie obchodzi jej moje imię. Po co to? Mało to wilków, które wolałby się wyrwać? W sumie to nie muszą pomagać, jednak to też wiążę się z tym, że nie będą mieli gdzie mieszkać. Wadery mają na tyle dobrze, że mogą zajmować się chociażby przynoszeniem prowiantu albo zrywaniem ziół.
- No dobrze, chwila odpoczynku mi się przyda. - odparłem, chociaż myślę, że to nie najlepszy pomysł.

Issar
- No i świetnie! - wykrzyknęłam, podskakując do góry, by okazać basiorowi radość, która wstąpiła we mnie tylko dzięki niemu!
- Tylko jest sprawa, nie? Gdzie lubisz chodzić? Ja osobiście chciałam nad jakąś rzekę, ale teraz to w sumie nie wiem, gdzie by się taka znajdowała, bo na razie to chyba tylko jeziora zwiedzałam... - udałam smutek
- Ale może w górach coś znajdę? Czy może tak do Flu...- przerwałam na chwilę, próbując sobie przypomnieć nazwę. - [b]...vius. Nooo, tam to chyba jeszcze nigdy nie byłam, a słyszałam że niezła jazda... Tyle strumieni, gościu, wyobrażasz to sobie, tyle strumieni!? Przygoda miesiąca! Tyle tylko, że tam bardzo daleka droga... Ale to chyba dobrze, bo zamiast chwili odpoczynku, dostałbyś prawdziwy urlop! Zabierzesz mnie tam? Zabierzesz?
Oho, nieźle się rozgadałam. Ale naprawdę, pomysł ten wydawał mi się naprawdę niezwykły! Już to widziałam w myślach, tyle wody, tyle zabawy! Tylko czy to nie za dużo na takiego... nudziarza? Nie zacznie gadać czegoś w stylu... Za mało się znamy?

Ikelos
Ja jej w ogóle nie znam, a ona mnie zaprasza na urlop? Nie wiem czy to dobry pomysł. Mówiła najpierw o spędzeniu chwilki czasu przy jeziorku a nie o całej podróży. Zanim tam dojdziemy to minie tydzień jak nie więcej, nie mówiąc już o tym jej całym odpoczynku. Ehh, a może powinienem się tam wybrać? Zapomniałbym o tym wszystkim, co nie daje mi spać spokojnie. Może ma rację? Jestem zmęczony, jak wypocznę to będę pracować lepiej, uważniej i przyjemniej? Zresztą wystarczy spojrzeć na to, jak on się cieszy.
- Dobrze, zabiorę. - oznajmiłem, a wadera podskoczyła ponownie.
- Tylko przed podróżą trzeba się spakować, spotkamy się przy zamku wieczorem? - zapytałem, mając nadzieję, że zgodzi się na taki układ. Nie chcę iść nieprzygotowany. Co jeśli po drodze spotkam ciekawe rośliny? No, szkoda by było ich nie zebrać.

Issar
Typowe dla takich jak on. Cały dzień się szykować, pakować, wszystko dopracować do ostateczności. I jeszcze wyruszać w nocy, kiedy w dzień jest tak pięknie, takie ciepłe, zdrowe słońce. Westchnęłam, ale w końcu pomyślałam, że dobrze, zrobimy to jego sposobem i zobaczę, jak on się potrafi bawić.
- Czekaj na mnie. - rzuciłam w odpowiedzi
Na pożegnanie uśmiechnęłam się do niego i puściłam mu oczko, po czym skacząc skierowałam się w stronę zamku. Kiedy się tam znalazłam, wygrzebałam z odmętów mojej komnaty dosyć dużą, skórzaną torbę, o której oryginalnym pochodzeniu już zapomniałam, i rozejrzałam się po pokoiku. Co ze sobą zabrać? No... No... Myślałam chwilę, ale na nic nie wpadłam. Nie znalazłam niczego, co mogło by mi się przydać w podróży. Trudno, nie biorę nic. Niczego nie potrzebuję. Kopnęłam więc skórzaną torbę w kąt, po czym rzuciłam się na swoje kochane, wygodne posłanie. Leżąc, wyjrzałam przez szerokie okna w stosunkowo dużej ilości, tak, specjalnie wyprosiłam komnatę z takowymi. Dzięki temu była jasna i przyjemna. Przyjrzałam się więc położeniu słońca, po których mogłam domyślić się, że jest wczesne popołudnie. Do wieczora daleko. Zdążę się chyba jeszcze zdrzemnąć... Tak, to dobry pomysł. Nie ma szans, żebym się spóźniła, pomyślałam i zmrużyłam powoli oczy.

Ikelos
Wadera się uśmiechnęła, po czym wesoło pobiegła w kierunku zamku. Jeśli spakuję się teraz, to zdążę na spotkanie, więc rzuciłem pracę i poprosiłem kogoś innego o zastępstwo. Raczej się nikt nie pogniewa, a chętnych jest sporo. Z resztą wiadomo, nie muszą mieszkać w domkach, które ktoś już zrobił byle jak. Mogą sami postawić to co chcą, a nawet dodać kilka pomieszczeń. Ja w swojej pracowni mam tylko dwa pomieszczenia, schowek oraz miejsce pracy, natomiast w domku mam trzy pomieszczenia, w razie gdybym miał szczeniaki. Jedno dla mnie, jedno dla nich i pomieszczenie gościnne lub ogólne. Jak kto woli.
Udałem się do pracowni, gdyż tylko tam coś miałem. Zabrałem torbę, ostre narzędzie i suszone mięso. Trochę nam to zajmie, a polowanie jest zakazane.
Kiedy wszystko było gotowe, wybrałem się w kierunku zamku. Tak jak myślałem, doszedłem na wieczór, jednak nikogo w okolicy bram nie było. Hmm, a co jeśli ona żartowała? W sumie nikt jej nie broni kłamać. A co jeśli teraz mnie obserwuje i się śmieje z mojej naiwności? To by było nie miłe...

Issar
Rozciągnęłam się na poduszce i leniwie otworzyłam oczy, choć sumie wcale nie miałam na to ochoty. Rzecz jasna jak słońce, pierwszą rzeczą, jaką ujrzałam po przebudzeniu były moje pięknie okienka, a za nimi nic. To znaczy tego, ciemność. Słońce już zaszło. Noc. A ja miałam się teraz jakoś spotkać z tym siwym... Mruknęłam coś niewyraźnie podnosząc się z legowiska, po czym ruszyłam w stronę drzwi. Potem przez korytarz i na zewnątrz. Nie jakoś szybko i chętnie, nie ociężale, tak jakoś kroczyłam... Ale dokąd? Ach, do Wioski. Tak. We Wiosce się właśnie umówiliśmy.

Ikelos
Stałem i czekałem na nią, zamierzając już odejść. Straciłem nadzieję na to, że jednak jest dobrą wilczycą i nie kłamie, aż tu nagle jest. Wyszła zza bram zamczyska, jakby nigdy nic, jakby wszystko było okey. No cóż, nie będę tego drążyć, nie skomentuje, po co? Najważniejsze jest to, że przyszła i że możemy już ruszać. Przywitałem się z nią, po czym wyruszyliśmy w drogę. Nie za bardzo wiedziałem o czym z nią rozmawiać, jednak ona sama narzucała tematy, które niezbyt mnie dotyczyły. Nie tańczyłem, ani też nie śpiewałem, już nie wspominając o zabawach i balach.
Z tego co mi mówiła to bardzo lubi swoje stanowisko i cieszyła się ze specjalnego zlecenia. Łatwo się tutaj domyślić iż chodziło o wesele... mojego brata i mojej, przyjaciółki. Nie wiem jaki tu powód do radości, ehh. Starałem się o tym nie myśleć, jednak moja szara towarzyszka dostrzegła wszystko. Zapytała, po czym odpowiedziała sama sobie i zmieniła temat. Wyglądało na to, jakby niewiele ją obchodziło, a jedynie zabawa. Czy to aby na pewno dobry pomysł iść z nią? Lepiej niech znajdzie sobie kogoś w swoim guście... ja do niej nie pasuje.

Issar
No dobra, na początku mała wpadka, bo już zamierzałam iść do Wioski, kiedy spotkanie było jednak umówione przy Zamku. Na szczęście mój nowy kolega o szarej sierści okazał się bardziej... dbały o drobiazgi i czekał w wyznaczonym miejscu, tuż przy murach. W ostatniej chwili go zobaczyłam i zawróciłam, więc nasza wyprawa się jednak odbywa, a z tego co widzę, basior nawet nie zauważył, że coś mogło być nie tak. Super. Także szliśmy sobie na pełnym luzie, a że ja nie za bardzo lubię milczeć i że chciałam koniecznie bliżej poznać nowego znajomego, zaczęłam z nim rozmawiać. A co się okazało? Nie lubi żadnej z trzech rzeczy, na których opiera się moje życie: muzyki, tańca ani nawet zabawy. Nawet nie mówił tego w optymistyczny sposób, był jakiś taki zawsze poważny... Ojej no. Choć moje serce mocno ubolewało, że siwy mi niczego ładnego nie zaśpiewa, i też niezbyt chętnie weźmie się za szaloną zabawę nad wielgachną rzeką, ale postanowiłam być jednak miła i bardziej go jeszcze poznać. Tak więc ten, proste pytanie zadane z najlepszym uśmiechem, na jaki mnie stać:
- Co więc tak właściwie lubisz robić? I no, ja w końcu poznałam twoje imię, czy nie? Bo ja mam na imię Issar.

Ikelos
Co lubię robić? No proszę, w końcu trochę się mną zainteresowała, a może po prostu uraziło ją to, iż ja nie lubię tego samego i przestała o tym mówić. W sumie to nie wyglądała na urażoną, uśmiechała się cały czas, co doprowadzało mnie powoli do szaleństwa. Czy jej nie bolą mięśnie pyska od tego?
- Jestem magiem, więc interesuję się zielarstwem, alchemią i ezoteryką. Tworzę wiele magicznych rzeczy, więc jakbyś potrzebowała czegoś specjalnego to wiesz do kogo przyjść. - odparłem z uśmiechem.
- Ikelos. - dodałem zaraz po tym jak uświadomiłem sobie, że nie przedstawiłem się. Tym razem następne kilka godzin minęło nam na rozmawianiu o mnie, o dziwo słuchała... do czasu aż jakiś kwiatek czy zwierzątko nie rozproszyło jej uwagi. Ile ona może mieć lat, że zachowuje się w taki szczenięcy sposób? A może ma problemy psychiczne? Nie każdy wilk rodzi się w pełni zdrów, a takie zachowanie nie było normalne. Jednak skoro dostała stanowisko to jest społeczeństwu potrzebna i może niektórym naprawdę pomaga? Swoim tańcem, śpiewem i wygłupami? Komik... pasuje.
Po pewnym czasie dotarło do niej, że znam się na roślinach, więc wymyśliła zabawę by umilić nam podróż. Mianowicie, ona szukała kwiatku, a ja jej o nim opowiadałem. Nie mogłem zaprotestować, bo nim odpowiedziałem ona pobiegła przed siebie i wróciła do mnie ze stokrotką. No cóż, zabawa to zabawa a skoro jej to sprawia przyjemność to odpowiedziałem. Podałem nazwę i zastosowanie, a ona uciekła znowu. Co jeśli się sparzy jakąś pokrzywą albo czym innym?

Issar
Na miejsce szliśmy dosyć długo, dni przestałam liczyć tak po trzecim... Ale to nic, bo naprawdę podróże są zawsze ekscytujące, na przykład spanie gdzieś poza Zamkiem, wśród natury, coś nowego, nowe miejsca można zobaczyć! Nie narzekałam więc ani razu, że mnie bolą łapy czy plecy od spania na ziemi. Wprawdzie były jakieś zgrzyty, nie zawsze miałam z siwym o czym rozmawiać, nie odnajdywałam się w jego zainteresowaniach, a on w moich, plus trochę się do mnie zraził, jak się dowiedział, że nie zabrałam prowiantu. Dzielnie się jednak dzielił swoim jedzeniem, a poza tym jest tam jakimś zielarzem, to znajdywał coś do jedzenia mimo wszystko. Ale kiedy doszliśmy na miejscu, to po prostu oczy mi się rozszerzyły ze zdziwienia, pysk rozwarłam i byłam serio bliska omdlenia. Tyle wody. Tyle wody! Te wszystkie strumienie, wodospady jakieś małe, rzeka na dole szeroka... O nieee... Ja natychmiast wskoczyłam i zaczęłam pływać, czułam, że mogę tak przez cały dzień. Ikelos na początku się co prawda bronił, twierdził, że woli sobie siąść obok, odpocząć, pooglądać, ale ile tak można było, zaraz też nieśmiało zanurzył się w wodzie, a ja pomogłam mu się rozruszać. I tak chyba do wieczora. A potem jeszcze dzień. Trzeciego to musiał mnie ten basior stamtąd siłą odciągać, a się tłumaczył mocno pracą, nalegał, to się w końcu zgodziłam. I po tym wszystkim, po czasie, jaki razem spędziliśmy to mogę go śmiało uważać już za przyjaciela!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home