Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

sobota, 12 listopada 2016

Ethen - Biała niczym śnieg

Ktoś zapukał do mojej komnaty. Ziewnąłem i przeciągnąłem się. Czyż taka wspaniała dusza jak moja nie ma racji wypoczynku? Wstałem powoli i otworzyłem drzwi. Na progu stał nieznany mi wilk. Powiedział, że powinienem zejść na dół bo trzeba odbudować jakąś część Zamku. Skrzywiłem się mimowolnie. Cóż za kanciaste, niczego w sobie nie mające słownictwo! Kiwnąłem głową z uśmiechem na pysku oznajmiając mu, że zapewne zaraz zejdę wysłuchawszy rozkazów naszego czcigodnego cesarza. Zamknąłem za nim drzwi i westchnąłem. Żeby mi się w końcu raz tak chciało jak mi się nie chce. Przeciągnąłem się jeszcze raz. Spojrzałem na moją komnatę i z niej wyszedłem. Skierowałem się ku komnat na parterze. Wszedłem do byle jakiej i wyskoczyłem przez okno. Rozejrzałem się. Nie było żywej duszy na tym terenie. Wszedłem w las coraz dalej uciekając od roboty. Bo ja jestem stworzony, by tworzyć piękno słowem i nutami a nie byle młotkiem.
Ach... przypomniała mi się Issar, moja Hoża, moja piękna! Co się ze mną porobiło?! Tak, zawsze pragnąłem zaznać miłości z waderą, jakąkolwiek bo każda jest inna i chciałem spróbować każdego zakazanego owocu z Drzewa Grzechu w Raju! Jednak to Iza zaprzątała moje myśli dzień i noc. Zawróciła mi w głowie swoim pięknym ciałem...
Instynktownie znieruchomiałem i jąłem wpatrywać się w zieleń. Bo oto, między drzewami dostrzegłem kształt! Biały, smukły i na pewno należący do wadery. Wyszedłem z krzaków i wpadłem na tą oto białą niczym świeżo opadnięty śnieg, piękną waderę. Ukłoniłem się jej i przedstawiłem.
- Witaj, wadero o futrze białym niczym śnieg. Nazywam się Ethen Cantare i tworzę piękno słowami jak i nutami, Królowo Glacies. - na moim pysku zakwitł mały uśmieszek. Jej futro i jej ruchy były zaiste zniewalające.

Rue
Znajdowałam się w jakimś prowizorycznym domku z kamienia. Niestety większość wilków musiała przez jakiś czas tak żyć. Niektóre jednak miały odbudowane swoje pierwotne domy, w których mogły przebywać. Trochę wkurzała mnie ta niesprawiedliwość. Jako że jestem waderą, powinnam być jedną z pierwszych którzy otrzymują komnaty! A tu co? Totalny brak szacunku. Lekko nabuzowana wyszłam z tymczasowego mieszkania. Powoli miałam dość takiego traktowania. Nie miałam zamiaru pomagać w odbudowie zamku. Zajmowały się tym pozostałe wilki. Po za tym mój żywioł w nijaki sposób by tu pomógł, więc po prostu nie przeszkadzałam. Łapy poprowadziły mnie przez wypalony las aż do lodowej krainy. W zasadzie byłam na granicy pomiędzy suchym lądem a zimnicą. Nim się obejrzałam, jakiś wilk na mnie wpadł. Podniosłam się i spojrzałam na niego. Futro miał w kolorze szarości. Ostatnio nie miałam zbyt dobrego humoru, więc też nie za bardzo rozmawiałam z kimkolwiek. Basior przedstawił się jako Ethen. Od razu było widać, iż ma dobre maniery.
- Rue. - odparłam szybko. - Rue the Waterfall. - dodałam.
Pomyślałam, że powinnam zacząć budować swą reputację w społeczeństwie. Postanowiłam pierw zaprzyjaźnić się z jakimiś wilkami, a później zdobyć stanowisko.
- Mógłbyś uważać bardziej następnym razem? - upomniałam go kulturalnie i za razem nieśmiało.
Jak zwykle była pewna bariera pomiędzy mną a innymi. Chciałam się jej w końcu pozbyć.

Ethen
A więc przede mną stała piękna, biała wadera o imieniu Rue Waterfall. Uśmiechnąłem się do niej przelotnie, jednak gdy zwróciła mi uwagę moja mina zrzedła. Nie żeby upominanie kogoś by następnym razem uważał było poniżej poziomu ucywilizowanego wilka, to nawet było opiekuńcze i pełne troski. Zaczerwieniłem się.
Szybko jednak odzyskałem rezon i przeprosiłem ją jeszcze raz.
- Przepraszam jeszcze raz, moja damo. Postaram się uważać następnym razem jeśli takie jest twoje życzenie. Dziękuję niezmiernie za troskę.
Może przesadziłem... Ale zobaczę jaka będzie jej reakcja. Na razie wadera wydaje się nieśmiała a nieśmiałość jest urocza.

Rue
Szary basior przeprosił mnie i podziękował za troskę. Wow... Nie spodziewałam się kogoś takiego na początek. Myślałam, że samce są bardziej beztroskie. Ucieszył mnie fakt, iż takie wilki jak on jeszcze istnieją. Na moim pysku zagościł delikatny uśmiech.
- Nic nie szkodzi. - odparłam cichym głosem.
Nagle usłyszałam dziwne burknięcie. Rozejrzałam się, lecz nic niepokojącego nie dostrzegłam. Po chwili zrozumiałam, że to mój żołądek. Zawstydzona, cofnęłam się parę kroków do tyłu i lekko skuliłam ogon.
- Wybacz... - mruknęłam, odwracając wzrok. - Nie jadłam jeszcze nic dzisiaj. - dodałam, ukradkiem spoglądając na niego.
W zasadzie byłaby to dobra pora aby coś zjeść. Tylko co ja miałam mu powiedzieć? 'Chodź, to zjemy sobie coś?' Nie... To brzmi bezsensu. Po za tym i tak racje żywnościowe są rozdzielane, więc po co miałabym marnować mięso na kogoś nieznajomego?

Ethen
Uśmiechnąłem się sam do siebie, zauważywszy, iż zrobiłem na waderze o imieniu Rue dobre wrażenie. Właściwie to na każdej waderze robię dobre wrażenie. No nic. Staliśmy tak na przeciwko siebie, gdy usłyszałem burknięcie. Wadera rozejrzała się niespokojnie na boki a mi moja intuicja podpowiedziała, że ten dźwięk wydała wadera, a raczej jej brzuch. Jestem tutaj,by jej służyć, prawda? Rue podkuliła ogon i cofnęła się zawstydzona. Uśmiechnąłem się na to nonszalancko. Nie chcę by w mojej obecności była taka speszona i nieśmiała. Ma się czuć swobodnie.
- A więc zapraszam cię na kolację. - spojrzałem na nią zachęcająco. Nadal miała speszony wzrok i jestem prawie pewien, że pomyślała o polowaniu, które jest zabronione.
- Oczywiście nie podaruję ci własnołapnie schwytanego zwierzęcia ze względu na twoją troskę. - uśmiechnąłem się jeszcze raz wiedząc, że kłamię jak z nut i do tego przy waderze. Jestem pewien, że nie przy moich umiejętnościach łowieckich nie umiałbym złapać nawet niedołężnego królika. Dlatego wyolbrzymiłem swoje słowa jeszcze, bardziej obracając kłamstwo w żart.

Rue
Ethen zaproponował wspólny posiłek. Pasowała mi ta propozycja. Skinęłam głową na znak 'Chodź tędy' i ruszyłam w stronę zamku, gdyż na razie tylko tam można było zdobyć pożywienie.
Nasza podróż trwała trochę długo. W tym czasie zamieniliśmy parę słów. Między innymi dowiedziałam się, iż basior jest Komikiem i ubóstwia muzykę.
- Cóż... Ja w zasadzie nigdy nie byłam zafascynowana tego typu rzeczami. Nawet nie miałam okazji, aby pójść na jakiekolwiek przyjęcie z muzykantami. - wytłumaczyłam.
Tak szczerze to wolałam inne zajęcia, takie jak kąpiel w wodzie czy po prostu obserwacja otaczającego mnie świata. Dalszą drogę przebyliśmy w ciszy, aż w końcu dotarliśmy do zamku. Spojrzałam pytająco na towarzyszącego mi wilka.

Ethen
Uśmiechnąłem się lekko do Rue na co ona powiedziała, że nie miała okazji być na przyjęciu. Prawie zapomniałem, że ona coś mówiła, więc większość drogi przebyliśmy w nie miłym mi milczeniu. W końcu wadera spojrzała na mnie pytająco. Innymi słowy przypomniała mi.
- Hm? Ach, tak, Piękna. Cóż. Z chęcią bym zaproponował piosnkę, jednakże, jeśli nie takie twe życzenie, to lepiej się przymknę. - zmarkotniałem trochę jednak jak wadera spojrzała na mnie niepewna czy ma przybrać wyraz przypisany trosce czy smutkowi uśmiechnąłem się czarująco. Nie rozumiesz, moja cudowna, że to niewinny żart? Nigdy nie zamilknę. Nigdy przy tak pięknej istocie.
- Nie przyjmuj tego zaproszenia lub przyjmie, następnym razem, przy nadobnej okazji, pójdę z tobą, Kwiecie Zimy, na bal?

Rue
Na jego słowa uśmiechnęłam się. Nikt nigdy nie mówił takim sposobem do mnie. Czasem od jego głosu po moim ciele przechodziły dreszcze, co było znakiem... Nie. Nic pomiędzy nami nie ma. To tylko zwykły basior, o którym i tak zaraz zapomnę. Moja mina zmarkotniała trochę.
- Bardzo chętnie pójdę z tobą na bal. - odparłam. - A teraz chodźmy do spiżarni po trochę mięsa... - dodałam ciszej.
Weszliśmy do zamku. Przeszliśmy długi korytarz, po którego bokach znajdowały się różne pomieszczenia. W końcu jednak doszliśmy do tego właściwego. Drzwi były otwarte, a w środku znajdowały się inne wilki. Było ich troje. Nie przejęłam się nimi i wzięłam skórzany worek z wyznaczoną mi ilością mięsa. Po chwili jednak położyłam go na ziemi i spojrzałam na Ethena.
- To gdzie teraz? - spytałam.

Ethen
Widać, że wadera była wzruszona moimi słowami. Uśmiechnęła się jednak promieniście i przytaknęła. Rozumiecie? Przytaknęła. Zgodziła się na pójście na następny bal ze mną. Byłem w skowronkach, jednak wiedziałem, że będę musiał parę razy ją zostawić na łaskę losu, by zabawiać gości z Issar. Czyż to nie romantyczne? Para muzykantów, wadera i basior, podróżujący razem po świecie i zabawiający inne wilki. Westchnąłem. Jednak teraz muszę się skupić na Rue. Ona też przecież jest prześliczna i potrzebuje opieki i basiorczej łapy. Z wewnętrzną boleścią zauważyłem, że wadera zmarkotniała, stała się smutniejsza. Już chciałem się spytać co się stało, gdy ona przerwała mi cichymi słowy i zaprowadziła do zamkowej spiżarni. Podążyłem za nią z ochotą. W spiżarni zastaliśmy trzy wilki jednak nie za bardzo się nimi przejęliśmy. Wadera wzięła swój worek jednak zaraz odstawiła go na ziemi. Zrozumiałem, że była to aluzja i to ja mam nieść jej worek. Podniosłem jej worek z ziemi i z zaróżowionymi policzkami sięgnąłem po swój. Ale wstyd. Zachować się tak niestosownie przed waderą. Masakra. "To gdzie teraz?" Usłyszałem jej piękny głos, który odbijał się łagodnie od ścian. Dwoje z wilków wyszło, pozostał jeden, pewnie bacząc na to byśmy nie zabrali nie swoich racji. Wykorzystałem okazję i przysunąłem się delikatnie do wadery.
- Gdziekolwiek zechcesz. - mruknąłem blisko jej ucha.
- Nie narzucam tobie swojej woli, jednak może Luminosum by cię zadowoliło? - szepnąłem.
W mojej dawnej watasze szczyciłem się swoją wiotką posturą, jednak to głos był zawsze moim największym atutem. Głęboki i czarujący. Wibrował sekundę między nami. Samego mnie zaskoczyła ta barwa. Szczerze mówiąc gdybym był waderą od razu bym na to poleciał.

Rue
Basior szepnął mi do ucha parę słów swoim melodyjnym głosem. Szczerze? Było to nawet przyjemne... Nie, Rue, co ty wyprawiasz?! Nawet go nie znasz, a już ci się podoba! Ugh... Czasami nienawidziłam siebie. Skinęłam głową na zgodę i ruszyłam żwawym krokiem do wyjścia. Słyszałam ciche kroki Ethena za mną, więc wiedziałam iż nadal mi towarzyszy. Droga tam zajęła nam jakąś godzinę. Nie rozmawialiśmy, ponieważ wilk trzymał w pysku mój worek z jedzeniem. Chwilę potem dotarliśmy nad polanę, obok której znajdowało się jezioro. Zatrzymałam się oraz odwróciłam w stronę samca. On zdążył już usiąść i położyć przede mną mięso.
- Dziękuję. - powiedziałam ściszonym głosem.
Do zjedzenia miałam trzy płaty mięsa. Postanowiłam zjeść jeden; na pół z basiorem. Przedzieliłam na pół kawałek pożywienia, odrywając go za pomocą zębów. Pozostałe wrzuciłam z powrotem do worka. Podsunęłam łapą połowę płatu do Ethena, a sama zabrałam się do jedzenia.

Ethen
Rue poszła przodem, więc ja tłukłem się z tyłu. Gdy zrównałem z nią krok i tak nic nie mówiliśmy do siebie - miałem jej worek z jedzeniem w pysku. A może ona nie chce ze mną rozmawiać? Może po prostu jest nie śmiała? Pytania, pytania. Przyśpieszyliśmy kroku - zza drzew wyłoniło się polana a na środku niej jeziorko. Położyłem worki na ziemi i usiadłem. Spojrzałem na nią i zdziwiony zarejestrowałem, że ona dopiero siada. Ale to nic! Rue otworzyła jej worek z jedzeniem, wzięła płat mięsa i przedzieliła go na pół zębami. Bardzo miło z jej strony, że podzieliła się swoim jedzeniem ze swojego worka. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy zabrała się za jedzenie. Będę miał jej DNA w pysku, tak jak planowałem...No nie do końca, bo w mięsie a nie za pomocą romantycznego pocałunku. Skierowałem myśli na inne drogi, jedzenie mianowicie, i wziąłem kęs. Mięso nie było najlepsze, jednakże czego innego się spodziewać po katastrofie? Wychudzone zające i sarny wpółmartwe. Cisza przy jedzeniu się przedłużała co mnie martwiło. Czyżby nie chciała mieć ze mną werbalnego kontaktu? A może bardziej ją obchodzi kontakt fizyczny? Oj, to by mi odpowiadało! Prawie westchnąłem przez tą ciszę. Jak pies je to nie szczeka. Oj! Ale mi się wymyśliło!
Uśmiechnąłem się pod nosem. Skończyliśmy już swoje porcje. Rue była nadal taka nie śmiała. Może specjalnie tak robi? Mam zauważyć, że jest nie w sosie?
Spojrzałem jej w oczy i zamachałem ogonem na znak szczęścia. Niech wie, że jej obecność sprawia mi przyjemność.
- Wszystko w porządku, piękna? - spytałem się.

Rue
Otrząsnęłam się i kiwnęłam głową na znak, że jest dobrze. Uh... Muszę być bardziej ostrożna.
- No oczywiście. Po prostu zamyśliłam się. - odparłam na szybko.
Nie miałam zamiaru tłumaczyć mu całej sytuacji, no bo co ja powiem? "Chyba się zakochałam!". Tia... To byłoby śmieszne. Nie zamierzam mu nic ujawniać; to zwykłe zauroczenie, które przejdzie. Odwzajemniłam jego uśmiech i również machnęłam wesoło ogonem. Chwilę potem zastrzygłam uszami, ponieważ usłyszałam coś, a raczej kogoś. Ethen najwidoczniej tego nie zauważył. Obróciłam głowę, aby zobaczyć wgłąb lasu. Ujrzałam tylko przemykające, żółte oczy. Pomyślałam, iż to dobra okazja, aby pożegnać się z szarym basiorem. Wstałam.
- Przypomniało mi się, że mam teraz spotkać się z przyjaciółką, więc muszę iść. Do zobaczenia! - pożegnałam się, lekko kłamiąc i liznęłam go po pysku.
Lekkim truchtem odeszłam. To spotkanie wymyśliłam, ale nie miałam innego pomysłu. Czułam narastający gorąc w środku. Jakby były tam... motylki?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home